Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Raz, dwa, raz, dwa..

Lubię kiedy kobieta, lubię...
Kiedy kobieta omdlewa w objęciu,
Kiedy w lubieżnym zwisa przez ramię w przegięciu,
Gdy jej oczy zachodzą mgłą, twarz cała blednie
I wargi się wilgotne rozchylą bezwiednie.
[Lubię kiedy kobieta, lubię kiedy kobieta, rozumiesz? Lubię..]

Lubię, kiedy ją rozkosz i żądza oniemi,
Gdy wpija się w ramiona palcami drżącymi,
Gdy krótkim, urywanym oddycha oddechem
I oddaje się cała z mdlejącym uśmiechem.
I oddaje się cała z mdlejącym uśmiechem.
[Dokładnie, lubię kiedy kobieta..]

I lubię ten wstyd, co się kobiecie zabrania
Przyznać, że czuje rozkosz, że moc pożądania
Zwalcza ją, a sycenie żądzy oszalenia,
Gdy szuka ust, a lęka się słów i spojrzenia.
Gdy szuka ust, a lęka się słów i spojrzenia.
[Lubię kiedy kobieta...]

Lubię to i tę chwilę lubię, gdy koło mnie
Wyczerpana, zmęczona leży nieprzytomnie,
A myśl moja już od niej wybiega skrzydlata
W nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata.
Rozumiesz? W nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata
feat. Lari Fari

Dziś z Tobą bujam w obłokach
powiedz co czułaś, gdy blask w Twoich oczach sie tułał,
płonął ogień w Twoich lokach.
Chłopak w szarych blokach
lowelasy w drogich furach
i tak wiem, że mnie kochasz
tym pachnie Twoja skóra.
Poznaliśmy się - wtedy wygladałaś tak pięknie
wiedziałaś nawet gdzie mieszkam i na którym piętrze, w którym bloku
cała reszta wreszcie się spełniła
spokój we mnie mieszka,
szczęście jest tam z boku, gdzieś, też
znowu jesteś obok, chce być z Tobą, być sobą
lecz muszę teraz hajs zarabiać, żeby jutro żyć spoko
i tylko chwilę krótką, dziś wieczór
Martini z wódką wymieszam, kolacja przy świecach
świat na nas zaczeka
i niech miłość płynie przez osiedla
i niech smutek ginie w zimnym piwie
niech ciało do ciała przylega
i pod mroku całunem, francuski pocałunek, jeśli chcesz
akompaniament hip hopu,
wiesz., błyszczysz jak diament kotku.

Serce w sercu
Miłość w moim mieście
W tamtym miejscu, gdzie mieszkałeś
Serce w sercu
Miłość w moim mieście
Gdzieś zniknąłeś, dziś znów jesteś.

Świat cały zapomni, nieprzytomnych spojrzeniach naszych
przy związkach godnych pragnienia gasić
będziesz potrafić kiedyś, dzizgać w marzeniach potrzeby
ja i koledzy, młode strzelby, w głębi szarych osiedli
w nich moja miłość się tli, a pieniądze u progu
czas mija w świetle bloków, obiecaj mi miłość do grobu.

[ Serce w sercu ... ]

I kiedy dziś spijam z Ciebie słodki karmel do lodów
mijam jak Bankler i Scarlett,
mijach ich z wiatrem, obok nasz świat jest
bądź moją niunią zawsze
nie oddam się tym pizdom,
które dla hajsu piszczą
na lowelasów lecą,
też będę śmigał betą
Ty zostań przy mnie,
jakkolwiek oczy się świecą
niech nasze sny się spełniają
nie patrzmy teraz w przyszłość
obok Ty i hip hop, ja już dzisiaj i tutaj mam wszystko.

Serce w sercu
Miłość w moim mieście
W tamtym miejscu, gdzie mieszkałeś
Serce w sercu
Miłość w moim mieście
Gdzieś zniknąłeś, dziś znów jesteś. x2
Nie rób sobie jazdy, my nie jesteśmy gwiazdy
Jestem zwykły jak każdy, korzystając z wyobraŹni
Pokazuję ci obrazy, które namaluje życie
Książki które piszę, ty je czytasz, chłoniesz, słyszę
Zachwyt, coś tam jeszcze, to ten Peja idzie z Decks'em
Zaszczycamy obecnością grając koncert w twoim mieście
Człowiek skończ z tą jazdą, jesteśmy tu, bo chcemy
Misja do spełnienia, swoje zagrać (zarobimy)
Jak mnie widzą tak mnie piszą, z kim przestałem, kim się stałem
Robię nadal to co chciałem, wiele w życiu żałowałem
Pamiętam P jak dzisiaj, słodycz w drugim obiegu
Biedy to szczegół, projekt w drodze człowieku
Bez względu na pozycję, położenie gotów
Nie bez kłopotów, rap nie rozmowy w toku
Rap mnie uzależnił, *****ysyny są w szoku
Pojechałem po elitach, a pies pisze protokół
Jak najdalej od wyroku, najdalej od kłopotów
Jak najdalej od sprzeczności i nie przypadkowych lotów
A zawistne *****ki przyszli szumieć pod sceną
Rychu plus Brygada wszystkich fake'ów wylenią
Te suki co seplenią, nie chcę takich supportów
Unikam zarazy, koneser wytrawnego sportu
Nie judo jak się udo, tylko judo mistrzów *****o
Chcę takiego podkładu jaki Daiszkit mieli z Blintią
Nie wiesz o co be? no to jesteś zwykłą pindą
Która chciała by się dostać na moje piętro windą
Konsternacja tej zoba, gdy w hotelu mija doba
Czas do dalszej drogi, na koncercik się gotować
Wstać się ogarnąć, wszystkie graty zapakować
Zjeść śniadanie, zatankować, dobry kurs na trasie obrać
Drżyjcie nadchodzimy radzę w chatach się pochować
ZnienawidŹ jeszcze bardziej, albo zacznij nas szanować

Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, oni boją się nas

Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Ja wiedziałem, że tak będzie - oni znienawidzą nas

Dały się we znaki hip-hopowe media
Komentarze, recenzje, ploteczki - tragedia
*****iała nagroda jedna, nasza płyta pominięta
Bo wydana rok wcześniej, za to brak nominacji
Ślizgasz się po gównie dobrze wiesz, że nie masz racji
Rok wcześniej 01 też nie było nominacji?
Bez prowokacji, to kiedy wyszedł nasz legal
Nie pomaga nam w zwycięstwie redakcyjny kolega
Nie przeszło wam przez gardło, że to była dobra płyta
Która w opinii ludzi na szacunek zasłużyła
*****ony jeden z drugim prawdziwy hip-hop kryta
Zrobisz wiele żeby prawda pozostała ukryta
Lecz w temacie nic nie zdziałasz, zdychaj to mój hałas
Z platynowym magazynkiem, dla SLU pochwała
I nie mała jak liczba ludzi na naszych koncertach
Nie liczymy na fart, wiesz gdzie Achillesa pięta?
Chciałbyś to wiedzieć, teraz Rychu cię jedzie
Nie mam słabych punktów, za to mam zdrowe podejście
Skup się na tym tekście, jak u Glona zrób mi przejście
I przestań udawać głupku kogoś kim nie jesteś

Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, oni boją się nas

Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Ja wiedziałem, że tak będzie - oni znienawidzą nas

Mówię o tym jaki jestem, a nie jakim chciałbym być
Pod ***** dzieciaków nie biorę, na uliczny pic
Wody nie leję w tekstach, nie znam wielu przypowieści
Może opowiesz mi życiową bajeczkę lub wierszyk
Znowu to samo, o tym samym, w ten sam sposób
Jara się tym syfem mniej niż dziesięć osób
Poważne tematy, które stały się banałem
Raper ciężkie życie ma, raper musi mieć przesrane
Jeśli w tym się wychowałeś coś przeżyłeś to porządku
Ja jestem jednym z takich od reguły wyjątków
Afera za aferą, hołd zgrzanym komputerom
Wielbionym modemom, mówcie, piszczcie, krzyczcie - hello
Strefa Poznań nie Afryka, jak kontakty Albana
Czy udzielisz mi dziś radę na temat przetrwania?
Może dam se sam radę kiedy liznę ciut hardcoru
Polska fabryka małp, tu hardcoru do oporu
Szanuję tylko tych, co nie mieli wyboru
Tylko tych *****, co nie mieli wyboru
A śmieję się z mentorów i ulicznych filozofów
Którzy sami nie potrafią pozbyć się własnych kłopotów
(Sami nie potrafią pozbyć się własnych kłopotów)
*****ysyny jestem gotów

Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, oni boją się nas

Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
W automacie Mercedes 300 CL mknie po asfalcie, a gdzie jedziemy nie wiem.
Noc szara, w radio Piotr Skała ja o rapie gadam,
a za szybami śpiąca Warszawa. I gdy widzę białe koszule w TV wiem,
że gdy nosiłem iwy Ty nosiłeś piramidy.
Remont to u klienta lub w domu możesz mieć,
ja pamiętam jak pół sali miało kurtki sześć pięć,
koszule sześć pięć teraz bluzy 5G, bo to nie dziewięć pięć
i świat zmienił się. To zero dwa dwa kropka com,
zero dwa dwa od początku życia mój dom.
Rondo, on na gaz wciska ostro paf paf pes, wyrzucam splifa za okno.
W zakręt ostro obok Powąski przy piekarni, gdzie nie ma chleba, choć sporo tam mąki.

Wsiadaliśmy w auto słuchając rapu,
słuchając rapu pędziliśmy przez miasto,
teraz świat jest inny, miasto inne, Ty i ja,
wsiadamy, zapalam splifa, włączam rap.
Wsiadaliśmy w auto słuchając rapu,
słuchając rapu pędziliśmy przez miasto,
teraz rap jest inny, miasto inne, Ty i ja,
wsiadamy, zapalasz silnik, włączam rap.

Klik, klik to z zapalniczki, splif zapłonął.
Silnik pss, pss, splif za okno, my dalej drogą combo.
Miejskie tagi to hieroglify jak w Comombo
obok rajd na dwa pasy, my prawym prawie na luzie,
bo w prawym lustrze widzę lodówę ziom.
Przykitraj lolka, tam masz kompakt
puść to głośniej. Jedziemy w Polskę na koncert, mamy eskortę,
psy na ogonie i pięć sztuk, które spłonie tam i z powrotem.
Eldo, Diox, Dany Drumz lecimy trasą bogaci w szacunek ludzi tych,
którzy tym płacą hajs, hajs to wolność za pracę.
Ty musisz to skumać, bo w przeciwnym wypadku nie będzie nas u was.
U nas noc, żółte światła, spoko jest dobrze,
splif w dłoni, non stop orient to dobry nawyk,
Eldo, Diox, nocny rajd ulicami Warszawy.

Wsiadaliśmy w auto słuchając rapu,
słuchając rapu pędziliśmy przez miasto,
teraz świat jest inny, miasto inne, Ty i ja,
wsiadamy, zapalam splifa, włączam rap.
Wsiadaliśmy w auto słuchając rapu,
słuchając rapu pędziliśmy przez miasto,
teraz rap jest inny, miasto inne, Ty i ja,
wsiadamy, zapalasz silnik, włączam rap.

Zbiegam po schodach, myślę co się zmieniło,
słucham Buckshot'a, myślę kiedy ten czas minął.
Od czasów wersy, rymy, zwrotki i słowa
Koncertów Grammatik maestro edytoriał, klipów
na VHS oglądanych u Józka.
Ledwo zdałem maturę ze studiów wylali Józka.
Dzwonię do Józka, ustalam wyjazd na koncert,
jedziemy do studia nagrać kolejny long play.
Nie żałuję, bo nie umiem, nie zapominam i nie pamiętam,
swoją przyszłość buduję. A rap? Dobre płyty wciąż wychodzą,
chociaż media nie widzą, chociaż media się wstydzą
grać muzykę trochę inną niż ta łatwa
rapera co nagrywa reklamy dla McDonalda.
Halo, tak tak, północ, spoko gra, wpadaj,
weź samochód, ja wezmę jointy i rap.

Wsiadaliśmy w auto słuchając rapu,
słuchając rapu pędziliśmy przez miasto,
teraz świat jest inny, miasto inne, Ty i ja,
wsiadamy, zapalam splifa, włączam rap.
Wsiadaliśmy w auto słuchając rapu,
słuchając rapu pędziliśmy przez miasto,
teraz rap jest inny, miasto inne, Ty i ja,
wsiadamy, zapalasz silnik, włączam rap.

Posłuchaj.
Pamiętasz Wiatruczas? Szans już brak,
by tamten czas powrócił, choć w blaskach świateł miasta
Nas nuci One Mic, my gramy. Żółte światła,
miga nam świat przed oczami. To liga gigantów,
liga tych co przegrali, wybrali gigant na ulicach miasta.
To zero dwa dwa, dycha po dwa dwa, zawijam w palcach,
oddycham tym, gdy mijam tych, których zabija czas jak amstaff.
Film płonie, dłonie wybijają rytm, bas gra.
Ten bas wyniósł nas ponad asfalt ulic miasta,
którego honor krwią splamiono, to duma państwa,
którego mapę znamy na pamięć.
My - Diox i Człowiek, który ukradł Ci alfabet,
dziś jedziemy tam, gdzie nie było nas dotąd,
jedziemy dać wers na bit.
Możemy dać Ci słowo, GRM, Eldo, HiFi, Diox bankowo.Noc,rap, samochód
[Peja]
Kolejny stracony dzień z życia poza kontrolą.

Jak Setra w żółty luty na poznańskich wagonach
Tak cieszy każdy ranek jak z kobietą w ramionach
Zasypiam się i budzę, przy muzyce się nie nudzę
Przyjaźni nie zmieniam, na pieniądze nie zamieniam
Nie przeliczam, idę dalej, wiadomo nie ma lekko
Chłopaków pies porobił i penitencjarne piekło
Jeb to, jeb to dla rządowych instytucji otwarta nienawiść
Kurwo nas nie możesz zabić
SLU, onomato, słowem walczę, piach pod butem
Tutaj biedne społeczeństwo zagra pod życiową nutę
I dlatego co ma lute, innych rozwiązań nie szukam
Dla kobiet też coś mam typu dziwka czy suka
Zwady nie szukaj, chcesz mieć bezpośredni kontakt?
Dobrze ruszają się biodra, pełne usta, twarde cycki
Co dzień szukają rozrywki, potem obolałe cipki
W rytmie tej samej melodii, pod dyktando tej modlitwy
Wielokrotnie przełożona siostra Boga się nie boi
Posłuchaj mnie dziecinko, w ten sposób nie zarobisz.

Ref.:
Znów kolejny dzień ci uciekł, głupot narobiłeś jeszcze więcej.
Jak na razie do tej pory życia swego zmienić nie chcę. [x2]

[Peja]
Albo radę damy, albo jak tynk odpadamy
Stare mury, stare bramy, kamienice dobrze znamy
Piwko na prześwicie, toczy się jeżyckie życie
Żadnej diametralnej zmiany, ty myślałeś, że co mamy
Co, willa i basen ukoronowaniem pracy
Na razie nic z tego, to marzenie wiele znaczy
To dużo tłumaczy, chwila moment i uciekasz
Kładziesz podpałkę pod grilla, z drinkiem na swych ziomków czekasz.
Sprawdź wodę w basenie, jakieś twarde suty wyszczym
Bo to co zobaczyłeś zdało ci się tylko przyśnić
Ciepły jesienny wiatr rozwiał wszelkie wątpliwości
Fata kurwa ta morgana, czas wyskubać oszczędności
Dwa trzydzieści mam na Pilsa, niby chuj, ja go fu
Typy piją słodką lu, dzieci wracają ze szkół
A przed skrzyżowaniem, niedaleko tuż pod trójką
Jakiś typek z komórką umawia się z maniurką
Mijam go, przycinam, e zadyma, gejsza mięknie
Obchodzi mnie łukiem, ja uśmiecham się pięknie
Konkret rozbujany, gonię holendra siódemkę
Przesiadam się na rondzie, co za upał, mokre spodnie
Nie czekam na neoplan, pod relaks z buta dojdę
Tranzy, tranzy, wyłącz bo mnie sygnał tłamsi
Alarm wibracyjny, odebrałem message ważny
Myśli się spiętrzyły no i koniec wyobraźni
Widocznie dzień nie dobry na wolno stylowe jazdy
Z lekką zadyszką głodny w porze obiadowej
Omijam monopolkę na szczoszały słyszę (muly)
Mijam kolejną krzyżówkę, na pasach widzę Sajgon
Fury na piskówach gnają, nie stają, wyprzedzają
Pieszych zabijają, rzucam mięsem i przyśpieszam
Wymuszam pierwszeństwo i do domu prosto zmierzam.

Ref.:
Znów kolejny dzień ci uciekł, głupot narobiłeś jeszcze więcej.
Jak na razie do tej pory życia swego zmienić nie chcę. [x2]

[Peja]
Przerabiam trzy haki, już mam wchodzić, nie mam Gerdy
(Kurwa) biorą mnie nerwy, me kochanie na zakupach
Jednak za obiad posłuży mi chmielowa zupa
Banan od ucha do ucha, Monia na czas pasowana
Macha smyczą z kluczami, wejść do mieszkania pozwala
Atak na lodówkę: chrzan, cebula i trzy jajka?
Całe szczęście, że przynajmniej się ostała mineralka
To nie pierwsza niespodzianka dla głupiego naiwniaka
Sama się nie zrobi kulinarna zachcianka
W oczekiwaniu szamy przesłucham z PeCeta tracki
Sound for Spira, Dido, placy nagle blink zawieszka
Muszę z dyskiem iść do Decksa, całkiem niedaleko mieszka
Słyszę go z daleka, już wiem co się tam dzieje
Biały chłopak z czarną muzą na japońskim systemie
Więc zostawiam go w spokoju, wracam jeb znowu wychodzę
Kiedy wrócę, nie wiem kumpli spotykam po drodze
Gadka szmatka, ege szege, eszte meszte, dzwoni Wiśnia
Chce muzyki na Ski Skład i o coś tam się ciska
Dogaduję sprawę, kończę i pozdrawiam pyska
Nie żegnam się z ziomkami, szybko dobijam pod wiatę
Zajeżdżam do Ajsmena, siema żacio, rób herbatę
Przycupnę na balkonie raczej jeżyckim klimatem
Vizavi z okna od Wioli witam się z jeżyckim bratem
(siamano, siamano) schodzę na dół dobry grajgul
Nagle wkracza cała banda, wielka jak ilość tematów
Kogo porobił hegemon, kto się dorobił rabatów
Kto na draksach ma przecinkę, patrzę psy na chwilę milknę
By za moment buchnąć śmiechem, a to tylko dzielnicowy
Chyba za karę wsadzony na jeżyckie rejony
Ordynarnie jaram splifta i przycinam czy podejdzie
Gdyby miał na miarę mundur to by wygadał jakość jeszcze
A tak się prezentuje kurwa przekomicznie śmiesznie
Czas polać bo się ściemnia, sprawdzam rozkład linii nocnej
Dziękóweczka ziomuś, już mi nie syp, bo telepie mocniej
Chwiejnym krokiem odbijam kursem przez ciemne ulice
Na uszach Masta Ace, nowojorskie tajemnice
Wbijam się w czterdziestkę, ledwo już na oczy widzę
Chlapnąłem se na końcu, ucinam małą drzemkę
Je, je, je ten Masta daje pięknie
Znowu chce mi się siuru, chyba za chwilę pęknę
Dzisiaj za dużo browarów i tematów typu crawling
Wrzucam nową taśmę w walkman firmy Panasonic
Na dobranoc, na wyciąg wolne tracki Ghostface
Tu jest najlepiej i nie ważne gdzie mieszkam
I tak jak u Cuba to był całkiem dobry dzień
Najebany w trzy dupy jak Snoop Dogg na Dre Day
Grzebię kluczem w zamku człapiąc powoli nogami
W chacie będzie teraz piec, tam już czeka Mała Mi
Ona dopiero da mi

Kolejny stracony dzień z życia poza kontrolą

Ref.:
Znów kolejny dzień ci uciekł, głupot narobiłeś jeszcze więcej.
Jak na razie do tej pory życia swego zmienić nie chcę. [x2]
Feat Vienio & Pele

[Pelson]
Intro:
Nie wiem jak ty ale ja w tym będę trwał
Nie straszny mi żaden szkwał
To jest czas bym wykorzystał coś
Co sam Bóg mi dał
Ze mną Vienio, WWO i 600 V Elo!

Kiedy stoje na scenie
Czuje jak skupiasz wzrok-szok
Nie czuje presji robie następny krok
Pelson nie tylko po to
By zaciąć pyski hejtersom
Ej ty możesz ufać tym wersom
A tak w ogóle weź to głośniej zrób
Z północy na południe
Z zachodu na wschód
Kilkadziesiąt wersów
Hardcore beat i loop
Niech ten rap wypełni
Każde osiedle i klub
Tylko wtedy to ma sens Vienio
(Vienio: Proste ja wiem to)
97 tempo
Dwa razy szybsze tętno
Oto wyżyna czyste tchnienie adrenalina
Ej ty weź to spróbuj zatrzymać! Ha

Refren:
[Vienio]
To czysty hip-hop co będzie trwał wiecznie!
[Pelson]
Masz tylko moment by to poczuć więc spiesz się!
[Vienio]
Prawdziwy hip-hop co będzie trwał wiecznie!
[Pelson]
Do zobaczenia wkrótce u ciebie w mieście!

[Sokół]
To nie wieśniacka
Czerstwa gadka
Hip-hopolowa na koncertach cała sala jarzy moje słowa (Taa)
Sokół chłopak który sam się wychował
W wyjątkowych okolicznościach zobacz!

[Jędker]
Jędker,Jędker realista
Hobbitulista od fleszy dystans
Zip skład-ekipa macierzysta
Ćwiczenie czyni mistrza
A po koncertach czy ktoś słyszał...(WWO)

[Deszczu]
Szykuj się lepiej na mistrzowski melanż
Naszej ekipy nie lekceważ
Nie mów że taki dzień co dzień miewasz
To wydarzenia jakich się nie spodziewasz

[Sokół]
Szczery hardcore bez buractwa i dancingu
Na weselach nie ma grania tych beatów (Nie)
Przerabiania hitów na tło do popijawy
Jedzie pociąg z daleka z Warszawy!!

Refren:
[Vienio]
To czysty hip-hop co będzie trwał wiecznie!
[Pelson]
Masz tylko moment by to poczuć więc spiesz się!
[Vienio]
Prawdziwy hip-hop co będzie trwał wiecznie! (Dalej)
[Pelson]
Do zobaczenia wkrótce u ciebie w mieście!

[Vienio]
Do fury płyta hej kejsy i plecak
Za 300 kilometrów zobaczysz dzieciak
Projekt "Autentyk" dziś live na scenie
Wjeżdżasz na backstage mam zaproszenie (Ughrr)
To zagrożenie wszyscy są w hotelu (Dalej)
Vienio, Pele, WWO jeszcze wielu
Weź zgrzewke wody, kilka banerów
I dwie slipmaty do adapterów
Jestem pod klubem wjazd od zaplecza
To co polecam dziś się odbywa
Nasza kultura wciąż jest prawdziwa
Jak obowiązek na nas spoczywa
Więc jak co roku kreuje na nowo (na nowo!)
By wyjątkowo charakter nadać słowom (nadać słowom!)
Obowiązkowo i bardzo starannie,
To najważniejsza rzecz w życiu dla mnie

Refren:
[Vienio]
To czysty hip-hop co będzie trwał wiecznie!
[Pelson]
Masz tylko moment by to poczuć więc spiesz się!
[Vienio]
Prawdziwy hip-hop co będzie trwał wiecznie!
[Pelson]
Do zobaczenia wkrótce u ciebie w mieście!

[Jędker]
Znów do twego miasta zawita
Cała ekipa, nowa trasa, nowa płyta
Test na zipa pojawiam się i znikam
Jak nasza muzyka jej nigdy nie styka (Elo!)

[Sokół]
Na plakatach chcę zobaczyć nasze logo a nie twarz
Promuje muzyką a nie sobą (WWO!)
Dziś z Vieniem, Pelsonem i załogą
Zarabiam bo gram a nie gram by zarabiać głową!

[Deszczu]
Na backstage'u szef klubu liczy zera
Kocioł sceneria, gorąca atmosfera
Ludzie znają zwroty niosą się po sali
Klub pęka w szwach, szatniarz się żali

[Sokół]
W pierwszych rzędach turystki pokazują cycki
Nad głowami "Z-etki" 2 tysiące osób kreśli
Koleszke co ze sceny skoczył na rękach ponieśli do baru
Odsłuch padł Deszczu czyści winyle z browaru!

Refren:
[Vienio]
To czysty hip-hop co będzie trwał wiecznie!
[Pelson]
Masz tylko moment by to poczuć więc spiesz się!
[Vienio]
Prawdziwy hip-hop co będzie trwał wiecznie!
[Pelson]
Do zobaczenia wkrótce u ciebie w mieście!
Cin cin płynie mi po brodzie
Cała butelka w zamarzniętym lodzie,
Cin cin wylewa się piana, pije
Sobie z ziomami szampana

Pierwsza, druga rozmowa nie odebrana
Trzecią odbieram halo pijesz szampana?
Pije się żyje miałem go w planach
Zabraknie bąbli to będzie dramat
Mam ojca (nie wiem) na jednego prawie
Postaw drugiego potem się odstawie
Będę jeździł w tą i powrotem po Warszawie
Przywiozę i zmrożę go oprawie na kamień
Masz hajs? Weź go na drina zamień
Nie masz glajsu to bansuj bez hajsu
Numer 1 to wypić szampanów milion
Potem mieszkanie w bloku nazywać willą
Być bardziej nawalonym z każdą chwilą
Odwiedzać cioty halendy i grancilo
Po kilku głębszych w oczach widać wampiro
Niech patrzą jak się najebał bomilo
Nalewaj szklanki wołaj koleżanki
Z dużą dupą fanki
Założymy fan klub
A nazwiemy go najebany bankrut
Enbeenbe podaje wam skrót

Ref. x2

Cin cin nazywają go joł
Zimny skurwysyn wiesz samo zło
Joł pstryk mik pyk wylany na chodnik
To za ziomów, którzy są tego godni
Kojarzysz to od spodni marki dżinsy
Wiesz cin cin to zwierzęcy instynkt
Korek odpalił gorąco jak Hawai
Ten numer na fali wiesz jak ich mary
Lekko się pieni, ale smak słodki
Na nic go nie zamienisz joł, więc go dotknij
Butelka sszroniona
Brx onar cc to jakby o nas
Z upływem czasu coraz lepiej głośniej więcej joł
W górę butelki joł w górę ręce

Ref. x4
Zostawić coś po sobie, ta!

Moje wersy to spirytus rozcieńczony przez bity
dopiero w takiej formie, możesz spożywać je na litry
bez popity, ty od przekazu najebany
opis życia, suma porażek i wygranych
bez bicia piany, rap gramy, w życiu nie gramy
naturalny w zachowaniu styl bycia preferowany
kiedy przybijam pięć, bądź pewien że to nie fałsz
z niektórymi nie gadam, choć czasem bym chciał
się porobiło, już nie dzielimy razem ławki
choć kiedyś byliśmy, jak szlugi z jednej paczki
w oczy patrz mi, lustro ludzkich przeżyć
wyciągnij wnioski i korzyści sobie przelicz
jesteś facetem nie rycz naturalna kolej rzeczy
eliminacja ziomów, jak sortowanie śmieci
emocjonalny hardcore, znam to kurwa wierz mi
działam zgodnie z serduchem żebym nie musiał bić się w piersi

kto daje moc bębnom - jaaaa
kto daje życie wersom - jaaaa
jeśli chcesz mieć coś czego nie ma nikt ziom
to bądź sobą, to bądź sobą
kto daje moc bębnom - jaaaa
kto daje życie wersom - jaaaa
jeśli chcesz mieć coś czego nie ma nikt ziom
to bądź sobą, to bądź sobą

dziś znowu jadę moją czarną Betą, przez szary beton
widzę jak młodzi zapierdalają jak gekon
oni, walczą o żeton i wszyscy myślą że to
dar od Boga i że są jego prawą ręką
tej, powiem ci jedno ziom, tu nie ma lekko
byś nie mieć dylematu kupić bułki czy mleko
dzieciaki na boiskach chcą być jak Samuel Eto'o
choć dla większości, to kurwa dużo za daleko
starzy idą na rekord, pęka kolejne denko
wychowują synów, między kolejną setką
ja jestem stąd, choć mocno zmienił się krajobraz
stare ziomy, zmieniają się w młodego ojca
rzut monetą często, decyduje o ich losach
bo każda droga, teraz wydaje się chujowa
życiowe decyzje, nie podjęte przypadkiem
świadomy swoich ruchów działam zgodnie z planem

kto daje moc bębnom - jaaaa
kto daje życie wersom - jaaa
jeśli chcesz mieć coś czego nie ma nikt ziom
to bądź sobą, to bądź sobą
kto daje moc bębnom - jaaaa
kto daje życie wersom - jaaa
jeśli chcesz mieć coś czego nie ma nikt ziom
to bądź sobą, to bądź sobą

fałszywa skromność, najgorsza cecha
często po paru latach wychodzi gówno z człowieka
mówią o sobie prawdę, w rozmowie przy procentach
gdybyś wiedział o kim mówię to opadła by ci szczęka
ja wiem że trzeba iść ale nie wiem gdzie jest meta
tu gdzie bieda chowa resztki, w dziurawych zębach
i nie odejdę stąd dopóki ktoś tu na mnie czeka
bezczynność zabija powoli zapadasz w letarg
ja wiem że kiedyś nasza skończy się droga
i wiem że, zamilknie mój wokal
zostawić coś po sobie nie tylko na blokach
i żyć w zgodzie z sobą, nigdy na pokaz
ja wiem że kiedyś nasza skończy się droga
i wiem że, zamilknie mój wokal
zostawić coś po sobie nie tylko na blokach
i żyć w zgodzie z sobą, nigdy na pokaz
ja wiem że kiedyś nasza skończy się droga
i wiem że, zamilknie mój wokal
zostawić coś po sobie nie tylko na blokach
i żyć w zgodzie z sobą, nigdy na pokaz
T-Y-P (definicja), definicja pierwsza

Typ nie krzyczy ChWDP, a kiedy pies pyta co wie
To prosi tylko panie władzo puść mnie
Już nie mamy szczeniackich przywilejów
A po 20 parę lat, więcej oleju we łbach
Przepuszczam kobietę w drzwiach, nieważne czy ładną
Choćby by poczuć jej zapach, nazwę odgadnąć
Zawsze, gdy mu się zachce piwa na ławce, pije
Opcja krzywa na ławce bije kto pan kto klient
Jakże miałbym przeczyć, to nie tajemnica kulis
Myślałeś, że zawsze chodziłem w rozpiętej koszuli
To tylko zwiastun progresu, część procesu
Co nie znaczy, że pozbyłem się szerszych dresów
Mentalnie łączę micro i macro kosmos
Cechy młodego typka włączam w dorosłość
I wygram ty, jak NAS znajdując swoją Kelis
I nie mam kompleksów, że nie należę do elit
Bo czy Embargo, czy Deliś, to nieważne
Robię to co chciałem
Czy na obiad jem kawior, czy pasztet - nieważne

To Ten Typ, Mes Typ
Ten Typ, Mes

Typ nie gada co zarobił, ilu gości pobił
Bo złości Ten Typ, w którym jest obcy snobizm
W najgorszym wydaniu masz hajs, dupy i blizny
Wait the [?] to wszystko wyjdzie w praniu
Przestań mówić jakie masz plany by rozbić bank
Bo wkurwisz typów, którzy zamienili sławę na funk
Takich jak ja, przestań teoretyzować
Wejdź do klubu, postaw 40 ziomom browar
Apropo, tylko z butelki, bo przejdę obok
Jeśli postawisz mi te lane szczyny z wodą
Przegrane miny wiodą wzrokiem za Typem
Bo Typ umie pić nawet kiedy ma gorączkę i grypę, gites
Łączysz wszystko? możesz nie zaliczyć pobudki
Bo nie sztuka wypić bombę, ale odmówić wódki
Potem śpisz, zły dzień masz
Dostałem parę razy w łeb, ale nigdy chuja na twarz (łap)
Różnice między Typem i łajzą obfite
W hardcore obserwacje bardzo
Mogą nie przypaść do gustu tym z natury biernym, miernym
W pozbywaniu się swojego feme'u ofermy
[tylko tekstyhh.pl]
To Ten Typ, Mes Typ
Ten Typ, Mes

Typ nie przejmuje się krytyką, bo krytycy odejdą
A ja będę czekał na nowych z następną płytą
Rób to co Włodi i ja, niższe standardy
Może uda ci się nie opuszczać gardy
Słodycz to mam, ale krótkotrwałą
Potem historia oceni kto był zwykłą pałą, a kto artystą
Ja to wiem dziś i nie jest mi przykro
Kiedy skacowany patrzę w przyszłość
Skoro inni sobie radzili za komuny lub w Stanach
To ja też sobie poradzę odrzucając banał
Choćby mówili przepite dziwadło
Ale przyznają, nie dał sobie skurwiel włożyć jaj w imadło
To co mnie dopadło zapełniło trzy albumy
I nie jestem młodym typkiem, który zjadł wszystkie rozumy
Dlatego chwytam smak życia bez pychy
Bez filozofii, o czym miałbym pisać mając 4 dychy

To Ten Typ, Mes Typ
Podają nam życie na tacy jak baleron,
W pudełku brak instrukcji,
Dziwne - podają nawet ją kaloryferom...

Któregoś dnia w życiu trzeba wybrać peron,
Pomyłka nas zapętla w monotonii jak xero,
Do czegoś ma każdy pociąg, bo każdy jest perłą,
Mamy plan, ale ludzkie - błądzić jak na kacu neuron,
Na dworcu gwar, bałagan i remonty na Euro,
Komunikat spikera zagłusza szarych harmiderów wiertło,
A serce zna prawdę o nas, lecz jego szept okryty jest stereotypów stertą...
Adresuj sam przeznaczenie i ku marzeniom wyślij się kopertą,
Cofanie czasu nie jest objęte życia ofertą...

Często to, co robię to moja o ciebie troska,
Grzebać w sobie nie tylko w toalecie to rozkaz,
Trzeba w głowie swe talenty rozpoznać,
Nim głowa ta stanie się zbyt dorosła...
Bądź więc na tropie, by z powołaniem nieba
Nie rozminąć się jak mosty z Płocka...

Trzydzieści trzy procent to losu wirnik...
Trzydzieści trzy procent - czyny osób innych...
Trzydzieści cztery - Ty. Winny i niewinny. A w Tobie skarb...
Trzydzieści trzy procent to losu wirnik...
Trzydzieści trzy procent - czyny osób innych...
Trzydzieści cztery - Ty. Winny i niewinny. A w Tobie skarb...
Trzydzieści trzy procent to losu wirnik...
Trzydzieści trzy procent - czyny osób innych...
Trzydzieści cztery - Ty. Winny i niewinny. A w Tobie skarb...
Trzydzieści trzy procent to losu wirnik...
Trzydzieści trzy procent - czyny osób innych...
Trzydzieści cztery - Ty. Winny i niewinny. A w Tobie skarb...

Nierówne szanse mamy na poznanie siebie,
Jedni tacy, co na tacy to jak fajki w sklepie,
A drudzy błądzą jak kreciki w glebie...
Bywa, że potem wcale nie lepiej...
Nie wiedzą nawet na własnym pogrzebie...
Może powiedzą im w niebie,
Może powiedza im w niebie...

Trzydzieści trzy procent to losu wirnik...
Trzydzieści trzy procent - czyny osób innych...
Trzydzieści cztery - Ty. Winny i niewinny. A w Tobie skarb...
Trzydzieści trzy procent to losu wirnik...
Trzydzieści trzy procent - czyny osób innych...
Trzydzieści cztery - Ty. Winny i niewinny. A w Tobie skarb...
Trzydzieści trzy procent to losu wirnik...
Trzydzieści trzy procent - czyny osób innych...
Trzydzieści cztery - Ty. Winny i niewinny. A w Tobie skarb...
Trzydzieści trzy procent to losu wirnik...
Trzydzieści trzy procent - czyny osób innych...
Trzydzieści cztery - Ty. Winny i niewinny. A w Tobie skarb...

Każdy ma w sobie skarb - dar poszukiwania wart...
Każdy ma w sobie skarb - dar poszukiwania wart...
Każdy ma w sobie skarb - dar poszukiwania wart...

Trzydzieści trzy procent to losu wirnik...
Trzydzieści trzy procent - czyny osób innych...
Trzydzieści cztery - Ty. Winny i niewinny. A w Tobie skarb...
Każdy ma w sobie skarb - dar poszukiwania wart...
Każdy ma w sobie skarb...
Jak samuraj Jack
Od setek lat przemierzam świat
Na sprzęcie high tech
Nie straszny mi grad nie straszny mi śnieg
Nie straszny mi fakt że wydawca to zjeb
Wszechświat jako sztuka improwizacji
I koncentracji kulka w kulce matrix
Jak w tym poruszać się bez Morfeusza ?
Na rozum brać czym jest dusza ma
Nie wiem
Podziemie 97 na uszach
Ej tego nie było w scenariuszach
Po każdym przecinku wstaje i oddaje ciosem
Trzeba mieć odwagę żeby chcieć zarabiać głosem
Ja to zniosę bo definitywnie jestem smokiem
Chce zobaczyć więcej niż mogę zobaczyć z okien
Pożyjemy zapalimy zobaczymy jak tam
Każdy znak mi o tym mówi
Ja każdy znak znam

Ej wiesz jak ? nie wiesz jak
Nie pamiętasz już o smokach i rycerzach
Ja zapomnieć nie zamierzam
I uważam że historia lubi się powtarzać
Powtarzam się wiesz jak bo przecież mogłeś nie uważać [x2]

Wierzysz faktom i gazetom
Czy kompaktom i kasetom ?
Ej nie zadowalaj się tandetą
Wiesz gdy chcesz ja wtedy pragnę
Dają to bierz
Będąc nagle w imadle
Strzelam słowami jak morderca
Pomiędzy myślami przedzieram się do serca
Strzelam i stwierdzam że to cie uśmierca
Rymy to ma twierdza
Sprawdź jak się to wwierca
Nie wożę się nie moje kluczyki od merca
Ja wznoszę się co kontrola lotów potwierdza
Panoszę się na majku znakomajkowity F O K U S M O K
Osiąga szczyty

Ej wiesz jak ? nie wiesz jak
Nie pamiętasz już o smokach i rycerzach
Ja zapomnieć nie zamierzam
I uważam że historia lubi się powtarzać
Powtarzam się wiesz jak bo przecież mogłeś nie uważać [x2]

to w obie strony się napędza,
to dla ludzi z którymi od serca gemzam,
nie oszczędzam się na track
krew młodzieńca te, what’a fuck? tak
jak rolls-royce noise daję, zwyczajnie,
jakbyś nie miał fajek, jeszcze ci odpalę,
mam patent i talent każdy eMCe zna mnie,
rozwalę te lokale wokalem totalnie,
momentalnie i bez przeszkód synku w deszczu tynku,
topie pionków i leszczów, wiesz już kto to?
złoto na czarnym rynku i album wycinków, nie wiedziałeś?
wiesz już. bierz koleżków i spieprzaj,
szczaiłeś cash? - włóż w ha i pe ha o pe na fest,
ajjjjj test majka i walka na freestyle,
a w kawałkach kalka na cudzych pomysłach,
asta la vista, jaki dystans? eFOKaUeSeMOKa profesjonalista,
na listach za hajs? daj se spokój, poczuj serce z hiphopu w smoku…

Ej wiesz jak ? nie wiesz jak
Nie pamiętasz już o smokach i rycerzach
Ja zapomnieć nie zamierzam
I uważam że historia lubi się powtarzać
Powtarzam się wiesz jak bo przecież mogłeś nie uważać [x2]
[Józef Piłsudski]
"Zdaniem moim, zasadniczym postulatem stosunku
jest zawsze umowa i lojalne tej umowy dotrzymanie.
Niczym stróż zamiatający ulice
i minister rządzący krajem
czy stolarz obracający heblem
czy profesor wykładający w wyższej szkole.
Dla wspólnej pracy ich
winnymi warunki stawiać, warunki przyjmuje.
I gdyby wzajemnie lojalnie nie dokazywano,
jakże by inaczej życie wyglądało."

[Wilku]
Dziś powiemy o tych, o których się milczy,
i jeśli jak my naprawdę masz apetyt wilczy,
jeśli kochasz kraj z którego pochodzisz,
nie jest Ci obojętne gdzie twe dziecko się urodzi.
Jesteś dumny z języka w którym będzie mówić,
złóż z nami hołd, dla tych wszystkich ludzi,
prosta zasada, Bóg, Honor, Ojczyzna,
a szpicel, konfidenci to zwykła zgnielizna.
Jacek Kaczmarski śpiewał, "obława, obława",
teraz ścigają za to że masz grama,
komuna padła lecz układy wciąż te same,
jesteś jełopa jak nie wiesz co jest grane.
Hetman Żółkiewski to żołnierz Polski,
jedyny człowiek który okupował Moskwę,
nikt nie pamięta, nikt nic nie powie,
dzięki wam, niezapomniani, Bohaterowie.

Ref.
Pamiętaj, pamiętaj.
Ludzka pamięć przesłanie, przykłady nam dane.
Pamiętaj, pamiętaj.
O tych, których już nikt nie chce pamiętać.
Pamiętaj, pamiętaj.
Ich oddanie, odwaga, nie poszły w nie pamięć,
Pamiętaj, pamiętaj,
Zapomniani bohaterowie, historia nie pominięta.

[Bas Tajpan]
Zapamiętaj, młodzi myślą że wszystko im dano,
zapomnieli ile krwi tu przelano,
ile potu, ile łez wsiąkło w tą ziemię,
przypominamy by nie zasnuła mgła i zapomnienie.
Nie podważajcie roli powstań śląskich,
szacunek dla, zrywów wielkopolski,
nie mówcie że powstanie Warszawskie nie potrzebne,
że na marne, tysiące te poległe.
Nie zapomnimy kto wtedy stał za rzeką,
i że zachód oddał Słowian Sowietom!
a teraz na zachodzie krzywo na nas patrzą,
a to ich wina że trzeba emigrować za pracą.
Pamiętajcie o wielkich ludziach,
o ich cierpieniach i o ich trudach,
nie zapominajcie o wielkich ludziach,
bierzcie przykład gdy wokół obłuda.

Ref.
Pamiętaj, pamiętaj.
Ludzka pamięć przeszła nie, przykłady nam dane.
Pamiętaj, pamiętaj.
O tych, których już nikt nie chce pamiętać.
Pamiętaj, pamiętaj.
Ich oddanie, odwaga, nie poszły w nie pamięc,
Pamiętaj, pamiętaj,
Zapomniani bohaterowie, historia nie pominięta.

[Bilon]
To Jastrząb i Żelazny, ostatni partyzanci,
walczyli do końca, chodź nie było już armii,
nie było szansy, przepędzić hałastry,
pozostał honor tej bohaterskiej kasty.
Dziś ważne gwiazdy, celebrowane błazny,
świat już zapomniał kto walczył o Anglię,
to Kościuszkowski dywizjon 303,
oddawali życie a Churchill sprzedał ich.
Pamiętaj człowiek, holokaust to nie kit,
stracony Polak był rumun i żyd,
znał dobrze syf ten stary doktor Korczak,
nie zostawił dzieci swych do samego końca.
Tak jak obrońca, legendarny Hubal,
ostatni żołnierz, kawalerzysty duma,
to nasza chluba to nasze jest dziedzictwo,
ojcowie ginęli a my dziś mamy wszystko.

Ref.
Pamiętaj, pamiętaj.
Ludzka pamięć przesłanie, przykłady nam dane.
Pamiętaj, pamiętaj.
O tych, których już nikt nie chce pamiętać.
Pamiętaj, pamiętaj.
Ich oddanie, odwaga, nie poszły w nie pamięc,
Pamiętaj, pamiętaj.
Zapomniani bohaterowie, historia nie pominięta.

Zapamiętaj.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo