Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Nie rób sobie jazdy, my nie jesteśmy gwiazdy
Jestem zwykły jak każdy, korzystając z wyobraŹni
Pokazuję ci obrazy, które namaluje życie
Książki które piszę, ty je czytasz, chłoniesz, słyszę
Zachwyt, coś tam jeszcze, to ten Peja idzie z Decks'em
Zaszczycamy obecnością grając koncert w twoim mieście
Człowiek skończ z tą jazdą, jesteśmy tu, bo chcemy
Misja do spełnienia, swoje zagrać (zarobimy)
Jak mnie widzą tak mnie piszą, z kim przestałem, kim się stałem
Robię nadal to co chciałem, wiele w życiu żałowałem
Pamiętam P jak dzisiaj, słodycz w drugim obiegu
Biedy to szczegół, projekt w drodze człowieku
Bez względu na pozycję, położenie gotów
Nie bez kłopotów, rap nie rozmowy w toku
Rap mnie uzależnił, *****ysyny są w szoku
Pojechałem po elitach, a pies pisze protokół
Jak najdalej od wyroku, najdalej od kłopotów
Jak najdalej od sprzeczności i nie przypadkowych lotów
A zawistne *****ki przyszli szumieć pod sceną
Rychu plus Brygada wszystkich fake'ów wylenią
Te suki co seplenią, nie chcę takich supportów
Unikam zarazy, koneser wytrawnego sportu
Nie judo jak się udo, tylko judo mistrzów *****o
Chcę takiego podkładu jaki Daiszkit mieli z Blintią
Nie wiesz o co be? no to jesteś zwykłą pindą
Która chciała by się dostać na moje piętro windą
Konsternacja tej zoba, gdy w hotelu mija doba
Czas do dalszej drogi, na koncercik się gotować
Wstać się ogarnąć, wszystkie graty zapakować
Zjeść śniadanie, zatankować, dobry kurs na trasie obrać
Drżyjcie nadchodzimy radzę w chatach się pochować
ZnienawidŹ jeszcze bardziej, albo zacznij nas szanować

Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, oni boją się nas

Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Ja wiedziałem, że tak będzie - oni znienawidzą nas

Dały się we znaki hip-hopowe media
Komentarze, recenzje, ploteczki - tragedia
*****iała nagroda jedna, nasza płyta pominięta
Bo wydana rok wcześniej, za to brak nominacji
Ślizgasz się po gównie dobrze wiesz, że nie masz racji
Rok wcześniej 01 też nie było nominacji?
Bez prowokacji, to kiedy wyszedł nasz legal
Nie pomaga nam w zwycięstwie redakcyjny kolega
Nie przeszło wam przez gardło, że to była dobra płyta
Która w opinii ludzi na szacunek zasłużyła
*****ony jeden z drugim prawdziwy hip-hop kryta
Zrobisz wiele żeby prawda pozostała ukryta
Lecz w temacie nic nie zdziałasz, zdychaj to mój hałas
Z platynowym magazynkiem, dla SLU pochwała
I nie mała jak liczba ludzi na naszych koncertach
Nie liczymy na fart, wiesz gdzie Achillesa pięta?
Chciałbyś to wiedzieć, teraz Rychu cię jedzie
Nie mam słabych punktów, za to mam zdrowe podejście
Skup się na tym tekście, jak u Glona zrób mi przejście
I przestań udawać głupku kogoś kim nie jesteś

Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, oni boją się nas

Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Ja wiedziałem, że tak będzie - oni znienawidzą nas

Mówię o tym jaki jestem, a nie jakim chciałbym być
Pod ***** dzieciaków nie biorę, na uliczny pic
Wody nie leję w tekstach, nie znam wielu przypowieści
Może opowiesz mi życiową bajeczkę lub wierszyk
Znowu to samo, o tym samym, w ten sam sposób
Jara się tym syfem mniej niż dziesięć osób
Poważne tematy, które stały się banałem
Raper ciężkie życie ma, raper musi mieć przesrane
Jeśli w tym się wychowałeś coś przeżyłeś to porządku
Ja jestem jednym z takich od reguły wyjątków
Afera za aferą, hołd zgrzanym komputerom
Wielbionym modemom, mówcie, piszczcie, krzyczcie - hello
Strefa Poznań nie Afryka, jak kontakty Albana
Czy udzielisz mi dziś radę na temat przetrwania?
Może dam se sam radę kiedy liznę ciut hardcoru
Polska fabryka małp, tu hardcoru do oporu
Szanuję tylko tych, co nie mieli wyboru
Tylko tych *****, co nie mieli wyboru
A śmieję się z mentorów i ulicznych filozofów
Którzy sami nie potrafią pozbyć się własnych kłopotów
(Sami nie potrafią pozbyć się własnych kłopotów)
*****ysyny jestem gotów

Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, oni boją się nas

Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
Oni boją się nas, bo wreszcie nadszedł nas czas
[Peja]
Kolejny stracony dzień z życia poza kontrolą.

Jak Setra w żółty luty na poznańskich wagonach
Tak cieszy każdy ranek jak z kobietą w ramionach
Zasypiam się i budzę, przy muzyce się nie nudzę
Przyjaźni nie zmieniam, na pieniądze nie zamieniam
Nie przeliczam, idę dalej, wiadomo nie ma lekko
Chłopaków pies porobił i penitencjarne piekło
Jeb to, jeb to dla rządowych instytucji otwarta nienawiść
Kurwo nas nie możesz zabić
SLU, onomato, słowem walczę, piach pod butem
Tutaj biedne społeczeństwo zagra pod życiową nutę
I dlatego co ma lute, innych rozwiązań nie szukam
Dla kobiet też coś mam typu dziwka czy suka
Zwady nie szukaj, chcesz mieć bezpośredni kontakt?
Dobrze ruszają się biodra, pełne usta, twarde cycki
Co dzień szukają rozrywki, potem obolałe cipki
W rytmie tej samej melodii, pod dyktando tej modlitwy
Wielokrotnie przełożona siostra Boga się nie boi
Posłuchaj mnie dziecinko, w ten sposób nie zarobisz.

Ref.:
Znów kolejny dzień ci uciekł, głupot narobiłeś jeszcze więcej.
Jak na razie do tej pory życia swego zmienić nie chcę. [x2]

[Peja]
Albo radę damy, albo jak tynk odpadamy
Stare mury, stare bramy, kamienice dobrze znamy
Piwko na prześwicie, toczy się jeżyckie życie
Żadnej diametralnej zmiany, ty myślałeś, że co mamy
Co, willa i basen ukoronowaniem pracy
Na razie nic z tego, to marzenie wiele znaczy
To dużo tłumaczy, chwila moment i uciekasz
Kładziesz podpałkę pod grilla, z drinkiem na swych ziomków czekasz.
Sprawdź wodę w basenie, jakieś twarde suty wyszczym
Bo to co zobaczyłeś zdało ci się tylko przyśnić
Ciepły jesienny wiatr rozwiał wszelkie wątpliwości
Fata kurwa ta morgana, czas wyskubać oszczędności
Dwa trzydzieści mam na Pilsa, niby chuj, ja go fu
Typy piją słodką lu, dzieci wracają ze szkół
A przed skrzyżowaniem, niedaleko tuż pod trójką
Jakiś typek z komórką umawia się z maniurką
Mijam go, przycinam, e zadyma, gejsza mięknie
Obchodzi mnie łukiem, ja uśmiecham się pięknie
Konkret rozbujany, gonię holendra siódemkę
Przesiadam się na rondzie, co za upał, mokre spodnie
Nie czekam na neoplan, pod relaks z buta dojdę
Tranzy, tranzy, wyłącz bo mnie sygnał tłamsi
Alarm wibracyjny, odebrałem message ważny
Myśli się spiętrzyły no i koniec wyobraźni
Widocznie dzień nie dobry na wolno stylowe jazdy
Z lekką zadyszką głodny w porze obiadowej
Omijam monopolkę na szczoszały słyszę (muly)
Mijam kolejną krzyżówkę, na pasach widzę Sajgon
Fury na piskówach gnają, nie stają, wyprzedzają
Pieszych zabijają, rzucam mięsem i przyśpieszam
Wymuszam pierwszeństwo i do domu prosto zmierzam.

Ref.:
Znów kolejny dzień ci uciekł, głupot narobiłeś jeszcze więcej.
Jak na razie do tej pory życia swego zmienić nie chcę. [x2]

[Peja]
Przerabiam trzy haki, już mam wchodzić, nie mam Gerdy
(Kurwa) biorą mnie nerwy, me kochanie na zakupach
Jednak za obiad posłuży mi chmielowa zupa
Banan od ucha do ucha, Monia na czas pasowana
Macha smyczą z kluczami, wejść do mieszkania pozwala
Atak na lodówkę: chrzan, cebula i trzy jajka?
Całe szczęście, że przynajmniej się ostała mineralka
To nie pierwsza niespodzianka dla głupiego naiwniaka
Sama się nie zrobi kulinarna zachcianka
W oczekiwaniu szamy przesłucham z PeCeta tracki
Sound for Spira, Dido, placy nagle blink zawieszka
Muszę z dyskiem iść do Decksa, całkiem niedaleko mieszka
Słyszę go z daleka, już wiem co się tam dzieje
Biały chłopak z czarną muzą na japońskim systemie
Więc zostawiam go w spokoju, wracam jeb znowu wychodzę
Kiedy wrócę, nie wiem kumpli spotykam po drodze
Gadka szmatka, ege szege, eszte meszte, dzwoni Wiśnia
Chce muzyki na Ski Skład i o coś tam się ciska
Dogaduję sprawę, kończę i pozdrawiam pyska
Nie żegnam się z ziomkami, szybko dobijam pod wiatę
Zajeżdżam do Ajsmena, siema żacio, rób herbatę
Przycupnę na balkonie raczej jeżyckim klimatem
Vizavi z okna od Wioli witam się z jeżyckim bratem
(siamano, siamano) schodzę na dół dobry grajgul
Nagle wkracza cała banda, wielka jak ilość tematów
Kogo porobił hegemon, kto się dorobił rabatów
Kto na draksach ma przecinkę, patrzę psy na chwilę milknę
By za moment buchnąć śmiechem, a to tylko dzielnicowy
Chyba za karę wsadzony na jeżyckie rejony
Ordynarnie jaram splifta i przycinam czy podejdzie
Gdyby miał na miarę mundur to by wygadał jakość jeszcze
A tak się prezentuje kurwa przekomicznie śmiesznie
Czas polać bo się ściemnia, sprawdzam rozkład linii nocnej
Dziękóweczka ziomuś, już mi nie syp, bo telepie mocniej
Chwiejnym krokiem odbijam kursem przez ciemne ulice
Na uszach Masta Ace, nowojorskie tajemnice
Wbijam się w czterdziestkę, ledwo już na oczy widzę
Chlapnąłem se na końcu, ucinam małą drzemkę
Je, je, je ten Masta daje pięknie
Znowu chce mi się siuru, chyba za chwilę pęknę
Dzisiaj za dużo browarów i tematów typu crawling
Wrzucam nową taśmę w walkman firmy Panasonic
Na dobranoc, na wyciąg wolne tracki Ghostface
Tu jest najlepiej i nie ważne gdzie mieszkam
I tak jak u Cuba to był całkiem dobry dzień
Najebany w trzy dupy jak Snoop Dogg na Dre Day
Grzebię kluczem w zamku człapiąc powoli nogami
W chacie będzie teraz piec, tam już czeka Mała Mi
Ona dopiero da mi

Kolejny stracony dzień z życia poza kontrolą

Ref.:
Znów kolejny dzień ci uciekł, głupot narobiłeś jeszcze więcej.
Jak na razie do tej pory życia swego zmienić nie chcę. [x2]
Oceniany przez pryzmat gestów wobec otoczenia
myślisz że prawda jest na wierzchu
w czarnych wspomnieniach nie ma miejsca dla koleżków,
jesteś sam ze swym sumieniem
w lustrze odbicie w twarz się śmieje
a to czemu? To nie kwestia systemu który uwypukla grzechy
zasady życia, ulatują jak monety
rośnie na nie apetyt a ja sam ze sobą w niezgodzie...

Ref.x2
...oceniany przez pryzmat gestów wobec otoczenia...
...ile nienawiści tylko popatrz...
...sens nie w gotówce...
...pierdolony zwykły gorzki świat...

0:29, latarni blask rozjaśnia drogę
robię co mogę by w życiu zachować formę
myślę sobie - ile świat lat ciągnąć będzie tą nędzę?
czy kiedyś łańcuch ciągłych życzeń pęknie?
po chuj mi wciskać że jest pięknie - pomyśl
na ile jesteś w stanie zrozumieć obydwie strony tej gry
jak zamiast czułych zdań - zszargane nerwy
na twarze zerknij - żadne odkrycie
na nich wyrysowane życie
męki i prośby by trafić na właściwe akordy
nasz czas na ziemi
miliony problemów, których nie sposób odmienić
sami w sobie uwięzieni znam takich,
dla znaczeń nic jak rytm nie daje iść w przód
chociażby spójrz na Łódź
gdy jedni konsumują orgię
inni na samym dnie oblegają dworce
licząc na skromną porcję
co drażni ich - smród?
odrzuca fakt życia w tym miejscu
proszę, nie wszystko w kolorze ma być
każdy ma prawo marzyć
i tylko śmierć jest nas w stanie tego pozbawić
prościej chyba tego nie da się wyrazić

Ref.x2
...oceniany przez pryzmat gestów wobec otoczenia...
...ile nienawiści tylko popatrz...
...sens nie w gotówce...
...pierdolony zwykły gorzki świat...

Ejj szluga kopsnij - na przeciw mnie gość obcy
sprana zielona kurtka i brązowe portki
spojrzenie w oczy - nie trzeba słów, jest bezrobotny
spójrz ile hałasu jest wokół forsy
dotknij świat prawdziwych zmagań,
wolny od zabaw
łatwych dziewczyn, imprez
gorszych i lepszych
dość ludzi biernych
wiernych swym ideałom co dnia
widzę to po przechodniach
cały zwierzęcy folwark
z gorszymi zerowy kontakt
nie mów że nie wiesz
i tak na dworcach sramy w ten sam sedes
łatwo się przewieźć
trzymając z dala od wad ludzkich
choć ten sam strach utkwił nam
a chamstwo pcha by się wyróżnić
od zwykłej prostytutki
niby każdy ma plan swój
oddaję miastu resztę
ono samo osądzi
twarze tych którym już pisane błądzić
i tak z każdym dniem od dna trudniej się odbić

Ref.x2
...oceniany przez pryzmat gestów wobec otoczenia...
...ile nienawiści tylko popatrz...
...sens nie w gotówce...
...pierdolony zwykły gorzki świat...

Życie płynie jak film wspomnień
na karku postawiony kołnierz
by jak najmniej świata zobaczyć
by nie musieć się tłumaczyć
za cudze krzywdy, liczby
których w rzeczywistości nie zgarnie nikt
gdy innym leci powoli czas
chwila za chwilą
topnieje w ustach jak Gyros
innym do rąk przyrasta kilof
chuj wie za co
nie zmienisz nic płacząc
problemy z pracą w jaką postać się wcielić
by dorwać świat elit
dla jednych przemyt
dla drugich resztki spod politycznych jelit
zdziwieni - jak to?!
jednemu na tysiąc przecież się fartło
i tak ślepota ogarnia miasto
a las rąk w prośbach
by jutra dotrwać
gdy fason, podpisuje kontrakt
inni na dworcach
z życiem w reklamówce
proszą tylko o złotówkę
przez dziurę w kurtce widać cały dobytek
i ból pomyłek nad życiem
miłość do życia
by w życiu zaznaczyć swą siłę

Ref.x2
...oceniany przez pryzmat gestów wobec otoczenia...
...ile nienawiści tylko popatrz...
...sens nie w gotówce...
...pierdolony zwykły gorzki świat...
Kiedy biorę za mikrofon to suki często piszczą
To jest o marzeniach, które jeszcze dziś się ziszczą
Rychu rapper former, nie snow informer
O śniegu będzie potem teraz nowy tekst mam w głowie
Nie tłumaczę tego tobie po co wciąż ten syf robię
Rutyna, miłość, człowiek, pasja, trochę szczęścia
Kilka życiowych zdarzeń, wciąż ta sama agresja
W sposobie bycia w wersach, nie trzeba uzasadniać
Chcę to umiem narozrabiać, niech się strzeże każda pała
Może se tłumaczyć - mama mnie nie przytulała
Bo już od małego sam o sobie stanowiłem
Od kiedy pamiętam R.A.P. zawsze robiłem!
Na to zawsze miałem siłę, chęci spore, myśli chore
Takie życie jak projekty, wszystko moje gnoje
SLU nie przeboje '96 część pierwsza
Że *****, narkotyki, rap, człowieku spieprzaj
Opcja złego najświętsza, wielu pragnie jak powietrza
Dziś dekadę póŹniej, ja wiem coś o tym, wpuść mnie
A nie pożałujesz doktor Pejger alias *****iel
Alias *****oholik, zepsuć dupę tej *****ie
Tak dla zasady, po co zdzira się tak patrzy
W oczach ma zło, trza sprawdzić o czym marzy
Czas potwierdzić swą męskość, pielęgnując swoje ego
Już nie pytam dlaczego? gdy nie wiem pieprze tego
Co się przy*****la do takiego stylu życia
Styl życia moim syfem, nie mam nic do ukrycia

Tak ma być

Seks, dragi, rap - znasz ten schemat od lat
Seks jego smak, drags i klub, mach
Przy tym wciąż muzyka rap, szybki *****
Seks, dragi, rap chcesz się poczuć jak w snach

Kiedy wszystko cię zawiodło podrasuj rzeczywistość
Seks, dragi, rap na ten temat to wszystko
Seks, dragi, rap by na zdrowie ci wyszło
Lecz uważaj, nie przeholuj, bo s*****isz swoją przyszłość

Nie męcz mnie jak zgaga, weŹ przytul się, daj haga
To nie osiedlowe bragga, dziś chcę byś była naga
Byś wszystko mi oddała, daj mi tę słodycz
Pozwól się zdobyć, pojęcz nie skowycz
Wciąż możemy to robić aż do utraty tchu
Nawet, gdy padam z nóg, nadal jak młody bóg
Seks, dragi, rap na to chcesz się odważyć
Byle na tym się nie sparzyć, co za dużo to nie zdrowo
Seks, dragi, rap to wszystko hardcorowo
Znów odjazdowo wyglądasz a ja mówię
Jak w klubie mam w czubie, krusz grudę - to lubię
Już gotowy na zgubę, żegnam się z własnym rozumem
Rap poza kontrolą niech zawistni *****ą
(Rap poza kontrolą niech zawistni *****ą)
A ja się bawię dobrze, czuję się dobrze
Wyglądam dobrze i ty też to do mnie chodŹże
To jesteś już w końcu, zakochany w mym słońcu
Jak w rapie czy prochach - nie, w prochach się nie kocham
Bo po nich odjeżdżam, weŹ *****o spieprzaj
Seks, dragi, rap, człowiek weŹ słuch wytężaj
A ty dziewczyno tańcz, jeśli nie masz nic poza tym
Niech to będzie twój bal, nawet jeśli jest ostatni
Idziesz w tango desperatko, orientalnie i na ostro
Seks, dragi, rap, pierwsze, trzecie to rzemiosło
To drugie to dodatek do schadzek i randek
Pieprz o tym, rapuj, zabij swą duszę dragiem
Wybrnąłem z wielu bagien, tkwię w jednym (własne życie)
Akronim tego słowa, nie znam, nadużycie?
Żyję intensywnie, szybko, często na zbyt, czas zwolnić
Jesteśmy tylko ludŹmi, którzy chcą się poczuć wolni

Tak ma być

Seks, dragi, rap - znasz ten schemat od lat
Seks jego smak, drags i klub, mach
Przy tym wciąż muzyka rap, szybki *****
Seks, dragi, rap chcesz się poczuć jak w snach

Kiedy wszystko cię zawiodło podrasuj rzeczywistość
Seks, dragi, rap na ten temat to wszystko
Seks, dragi, rap by na zdrowie ci wyszło
Lecz uważaj, nie przeholuj, bo s*****isz swoją przyszłość

W trzech, dwie techniczne, to raczej turystycznie
W łóżku klasycznie, to na początek
Nim stracę wątek, to wiem, że do jutra
Choć to chwila krótka - przerobiona Kamasutra
Plus rap co niszczy ciszę, hałas, fetysze
Wewnętrzny głos słyszę, brudne wynaturzenie
Moje alter ego, które we mnie siedzi, drzemie
Nie łatwo Rycha uśpić, na prywatkach czujny
A w zeznaniach spójny, jak ekipa ze spółdzielni
Zamrożone ryje, R.A.P., jesteśmy dzielni
Aktywni nie bierni i do czego to prowadzi?
Nie czekaj na morał, swe szaleństwo chcę ci zdradzić
I nie próbuj się zarazić, sport dla twardych zawodników
Musisz być odporny, bo jak nie to koguciku
Poryje ci się dekiel, zapętli się, koniec
W tym syfie utoniesz, często też pomocne dłonie
Mogą na czas nie zdążyć, bo mogą być zajęte
Przy skręcie lub z kartą, która w proch obraca bryłkę
Tak lutując przy Prodigy'im wspomnę jak znikłeś
Seks, dragi, rap, czekaj, jestem za chwilkę

Seks, dragi, rap - znasz ten schemat od lat
Seks jego smak, drags i klub, mach
Przy tym wciąż muzyka rap, szybki *****
Seks, dragi, rap chcesz się poczuć jak w snach

Kiedy wszystko cię zawiodło podrasuj rzeczywistość
Seks, dragi, rap na ten temat to wszystko
Seks, dragi, rap by na zdrowie ci wyszło
Lecz uważaj, nie przeholuj, bo s*****isz swoją przyszłość
Dla Ciebie,
Nie umiem śpiewać, ale spróbuję.

Kocham Cię, pomimo innych myśli.
Nie, nie, nie ma czym oddychać.
Nie, nie, nie ma czym oddychać.

Kocham Cię, pomimo, że to wyścig.
Nie, nie, nie ma czym oddychać.
Nie, nie, nie ma czym oddychać.

Nie, nie, nie ma czym oddychać.
Niech zagra muzyka, nieważne co jest dzisiaj
Tak, w takt pokocham Cię i tak jak H i H
Twa psychika się wymyka. Patrz
na, na niego, jak się męczy.
Dla nas raczej w planach jest spacer po tęczy.
Ukochana, wymażona żona,
świat o nas będzie pisał w tomach, nic nas nie pokona.
Ty i ja, ja i ona,
i już nigdy my niewinni, gdy ktoś inny koło nas.
W zasłonach dymnych ponad dym zawołam,
czy palona płynnym ogniem nieskończona.
Dla mnie miłość kona, niespełniona,
w smaku słona, a wygląda na winogrona.

Kocham Cię, pomimo innych myśli.
Nie, nie, nie ma czym oddychać.
Nie, nie, nie ma czym oddychać.

Kocham Cię, pomimo, że to wyścig.
Nie, nie, nie ma czym oddychać.
Nie, nie, nie ma czym oddychać.

Kroplo, błagam, nie wysychaj.
Wiem co na mnie czycha, przyjdzie mi tu zdychać.
Głośno, co ja narobiłem.
Boże oddaj jej jej siłę, przecież ją zabiłem.
Kotku, mogę tak do Ciebie tak mówić?
Chodź tu. Każdy może się pogubić.
W środku jestem dalej tym, kim byłem
i choć ścieżki są zawiłe, tyle razy prowadziłem.
Kotku, wygraliśmy siebie w TotoLotku.
To ja, a nie żaden potwór.
Kotku, teraz, gdy już wszystko jest gotowe
by wyruszyć w drogę, nie mogę pozwolić Ci tak odejść.

Kocham Cię, pomimo innych myśli.
Nie, nie, nie ma czym oddychać.
Nie, nie, nie ma czym oddychać.

Kocham Cię, pomimo, że to wyścig.
Nie, nie, nie ma czym oddychać.
Nie, nie, nie ma czym oddychać.

Ile można nie zasypiać,
nie jeść, nie oddychać, płakać, łzy połykać.
Koniec końcem, zawsze po burzy wychodzi słońce,
otrzymałaby swego obrońcę.
Jesteś moim przeznaczeniem. Wierzę, że ja Twoim,
tamtego nie zmienię.
Zechcesz widzieć poświęcenie, nie mów mi, że nie chcesz,
proszę, kocham Cię szalenie.
Uuu, awaria, kocham Cię jak wariat.
Stój, od zawsze chciałaś mieć ten wariant.
Tyle jest we mnie pasji do nas teraz.
Łaski, umieram, inne laski rozstrzelam.
Już nie potrzebuję tej maski twardziela.
Spójrz, niweluję ją i zacznę od zera.
Wrażliwość rwie mnie jak blizna przed zdjęciem szwów
Przejmuję się losem ludzi, mniej losem psów
Zabawne, znam ojców co odeszli, dwóch
Obu rozczulają zwierzęta, mniej dzieci
Tych nie zrozumiesz bez wysłuchania ich słów
Sam przeciw wrażliwości wysuwam żołnierzy na planszy
Cholera, świat byłby prostszy gdybym umiał je stłamsić
Mógłbym przebywać miesiącami u boku kogoś
Co ma oczy jak słoik wypełniony wodą
Kapitał to tipsy, cycki i fryz

I gdyby nie wrażliwość z taką w sumie mógłbym być
Lub zasypiać licząc kratki na brzuchu
A mam brzuch od piwa, który przed snem mówi akuku
Nie znałbym zażenowania gdy ktoś pierdnie w metro
Albo gdy Rom myli tramwaj z orkiestrą
Albo gdy wsiada wariatka, autobus pogrąża w żałobie
Współczuję jej w chorobie, jej i sobie
Gdy ludzie przytulają się mocniej w kinach w lutym
Filmy na które bilet zdeptałbym butem
Albo w TV proszą się o SMS'y (głosuj na mnie)
Gdy mi cofa się ten płynny przesyt
USA, Europa lukrowały wrażliwość dekady
Tępiły gusta, równały w dół bez przesady
Mam nagle przyjąć to za normę w te parę wiosen
Gdyby nie wrażliwość znane by były darem, nie ciosem
Byłyby darem, nie ciosem (ciosem)

Powiedz, że czujesz jak ja, widzisz to podobnie
W uśmiechniętym tłumie nie czujesz się swobodnie
Powiedz jak pogłośnię ESKĘ, ospoileruję wóz
Przejadę obok, ty pomyślisz co za wsiur
Powiedz, że lepszy mądry, stary ekscentryk
Niż dziesięciu pustych młodych i pięknych
Powiedz nie ufam recenzjom i *****ę snobów
A może tu i teraz rozbijemy razem obóz

Wrażliwy na piękno, ah *****, jak brzmi to wzniośle
Bo geny wyszeptały Bogu weź go upośledź
I dziś Warszawa odrestaurowana jak nówka
Wprawia mnie w zachwyt, nie jakaś Toyota Supra
Urok kurortu poza sezonem, dąb przy domu
Ale nie ma tam turystów, nie ma ziomów
Są lokalne kluby, pląsają lokalni gangsterzy
I garstka dzieciaków na mój widok co tu robisz, nie wierzę
Mówię może tak, ale bez dziadów w szortach
Lubię pijany wbijać się nocą na statki w portach
I kiedy piździ, a wóda zwalcza przeziębienie
Rozgrzewa, mnie poddaje ocenie
Jest tak pusto, że bezdomni mieszkają jak królowie
A ja se gadam, z nimi se wymieniam po słowie
To chyba jedynej pięknej, zimnej jesieni
Więcej pustych przestrzeni na ulicach, mniej cieni

Emil Blef, Ten Typ Mes, tak
Nie ma głupich, ani mądrych
Ani tych którym bardziej ktoś psychikę skrzywił
Ludzi dzieli jedno
To jak bardzo każdy z nas jest na ten świat wrażliwy
Bo czy wlewasz wódkę, czy z niczym pijesz whisky
Od nadmiaru i tak rzyga się do miski
A w pokoju pełnym dziwek
Wystarczy mówić, słuchać ich, a zaczną być troskliwe
Mówią, że zwykle ginie wraz ze słowem dorósł
A słaby ze mnie jednoosobowy ruch oporu
To krzyk cierpienia ma moc tysięcy gardeł
A żeby coś przemyśleć zakładam skafander
I schodzę nisko, jeszcze głębiej
Szturcham problem gdzieś w jego obrębie
Na szczęście to resztki
Bo zawsze tak było, że słabsze dostało w oko z pestki
A za mną program, sto pytań do ...
Bo najważniejsze to złapać z jedną flow
I nawet jeśli Thorgal łuk odłożył w kąt
Jej ulubiona kreska z innymi w szeregu ustawiła kod
Artystą jesteś dopiero gdy wyłączą prąd
Od rzeczywistości odgradza mnie coraz niższy płot
I nie chowam się jak kiedyś, jak z jointami w kangurce
Świadomość, że nie jestem z nią sam już przyniosła ulgę
Od pasji, przez bunt, przeszła w otępienie
To nie tęsknię, odrzucam ją codziennie
Bez histerii i nie na złość sobie
Po co się użerać skoro można łatwiej wejść w obieg
(Wejść w obieg, raz, raz)

Ta, Mes, czuję jak ty, widzę to podobnie
W uśmiechniętym tłumie nie czujesz się swobodnie
Jak pogłośnisz ESKĘ, ospojlerujsz wóz
Przejedziesz obok, ja pomyślę co za wsiur
Lepszy mądry, stary ekscentryk
Niż dziesięciu pustych, młodych i pięknych
Nie ufam recenzentom i *****ę snobów
Dawaj, rozbijemy tutaj razem obóz
Znasz mnie lepiej niż ja siebie?
Widziałeś mnie na glebie?
Znasz upadek i cierpienie?
Znasz każde wydarzenie?
Które miało wpływ na mnie?
Znasz mnie lepiej niż ja klaunie? (kłamiesz)
Chcesz by twa wyobraŹnia mogła cię oszukać
Znać P to sztuka wystarczy P posłuchać
Przeczytać jeden wywiad porozmawiać prywatnie
P nie chce się zwierzać
A to kurwa nie ładnie
P nie robi uczciwie
P bankowo nadal kradnie
Nie ważne że robota jest trudna
Nie ogarnę tego wszystkiego naraz
Nie wyrobie się zaraz
Nie lubisz bakterii
Bo mnie nie znasz nie od dzisiaj
Wiem że w tobie Rychu Peja nie znajdzie kibica
Jak mnie to nie zachwyca
Śmieszą teorie mętu
Ty znasz Rycha Peję
Już na samym wyjściu
Ma być struty bo zarzuty
Które padną są prawdą
Gadaj zdrów wiem kim jestem
Więc złoczyńcy odpadną
Za dobrze nie życzę
Wypierdalaj, nie krzyczę
Spokojnie na tym bicie
Ze słowami w zeszycie
Opowiadam jak widzicie
Rycha Peję ja się śmieję
W niekorzystnym świetle
Stawiać chcą poryte dekle
Żal ci dupę ściska
Tylko na tym znasz się biegle
Wbijać szpilki głodne wilki
Chcące pożreć Ochuckiego
WeŹ odpierdol się od niego
A nie będzie boju tego...
Odpierdol się od niego, nie będzie boju tego..

Ref.
Co cię boli
Czy aż tak cię to boli
Że Rychu Peja ma szanse
Dziś uczciwie zarobić?
Przyjemne z pożytecznym
Pasja życiowa rap
Ja za ciebie nic nie zrobię
A ty dziobem kłap kłap
Nierobie pierdolony
Zawistny Polaku
Zacznij zmieniać swoje życie
Jak nie chcesz żreć ochłapów
Zrób coś! Słyszysz? Zacznij żyć własnym życiem
Kłapnij jeszcze raz usłyszysz o tym na płycie
(Hej! Wy! Wy! Oni!)
(Co was boli co was co was boli
Co was kurwy boli)

Zauważasz sprzedaż płyt
Nie widzisz potu na skroni
Widzisz w koło wielu ludzi
P sam się musi chronić
Sam się musi bronić
Sam muzykę robić
Nikomu się nie żalić
Tylko dbać o swój interes
A czy wiesz że rap nim nie jest?
Nie wiesz przecież znasz mnie
Spytaj czego nie słyszałem
ZnajdŹ taką płytę
Znam całą klasykę
Zbyt długo w tym siedzę
Ty z mamusią przy obiedzie
A ja w sklepie hajs ostatni
Na oryginał CD'ek
Punkt dodatni
Śmiejesz się zgadnij
Kto się będzie śmiał ostatni
Śmiejesz się zgadnij
Śmiejesz się zgadnij
Gdzie prawdziwi słuchacze
Te twardziel co masz pod maską?
Zapierdolę ci gonga
Jak Planet [?] Z Rasco
Dla skurwysynów fiasko
Ku uciesze ich lasek
Każda z nich z bajecznym tyłkiem
Zgrabną nóżką na obcasie
Węszy kasę szczerzy zęby
Kocha w Peji się wdzięczy
Chcecie dupeczki bym waszych fake’ów wyręczył
Pozdrawiam kozaków
Na majkach niszczących łachów
Zniechęcajmy ich do rapu
Zniechęcajmy.. Zniechęcajmy...
Wtedy jeszcze bardziej będą nienawidzić
Tych wszystkich którym się udało przebić
Lirycznie robią wszystkich
Chcesz się wybić dla korzyści?
Jesteś bez szans
Bez styl ma ten sam
Nie zbiedniej jak Greg Nice
Nie wiesz kto to taki?
No to nie rób se jaj
Za brak podstawowej wiedzy
WeŹmiesz szajs a nie hajs
Bo to Rycha postulat
Nie ma się co rozczulać
Jak z faktu że Swayze zapuszkował Ja Rule’a
Jak z faktu że Swayze zapuszkował Ja Rule’a

Ref.
Co cię boli
Czy aż tak cię to boli
Że Rychu Peja ma szanse
Dziś uczciwie zarobić?
Przyjemne z pożytecznym
Pasja życiowa rap
Ja za ciebie nic nie zrobię
A ty dziobem kłap kłap
Nierobie pierdolony
Zawistny Polaku
Zacznij zmieniać swoje życie
Jak nie chcesz żreć ochłapów
Zrób coś! Słyszysz? Zacznij żyć własnym życiem
Kłapnij jeszcze raz usłyszysz o tym na płycie

To mój rap...
To moja rzeczywistość...
Jakie życie, taki rap...
W nim zawarte jest wszystko...
Więc weŹ to wreszcie pojmij..
Jarzysz? Jarzysz? Kurwa jarzysz? [x2]
feat. Lari Fari

Dziś z Tobą bujam w obłokach
powiedz co czułaś, gdy blask w Twoich oczach sie tułał,
płonął ogień w Twoich lokach.
Chłopak w szarych blokach
lowelasy w drogich furach
i tak wiem, że mnie kochasz
tym pachnie Twoja skóra.
Poznaliśmy się - wtedy wygladałaś tak pięknie
wiedziałaś nawet gdzie mieszkam i na którym piętrze, w którym bloku
cała reszta wreszcie się spełniła
spokój we mnie mieszka,
szczęście jest tam z boku, gdzieś, też
znowu jesteś obok, chce być z Tobą, być sobą
lecz muszę teraz hajs zarabiać, żeby jutro żyć spoko
i tylko chwilę krótką, dziś wieczór
Martini z wódką wymieszam, kolacja przy świecach
świat na nas zaczeka
i niech miłość płynie przez osiedla
i niech smutek ginie w zimnym piwie
niech ciało do ciała przylega
i pod mroku całunem, francuski pocałunek, jeśli chcesz
akompaniament hip hopu,
wiesz., błyszczysz jak diament kotku.

Serce w sercu
Miłość w moim mieście
W tamtym miejscu, gdzie mieszkałeś
Serce w sercu
Miłość w moim mieście
Gdzieś zniknąłeś, dziś znów jesteś.

Świat cały zapomni, nieprzytomnych spojrzeniach naszych
przy związkach godnych pragnienia gasić
będziesz potrafić kiedyś, dzizgać w marzeniach potrzeby
ja i koledzy, młode strzelby, w głębi szarych osiedli
w nich moja miłość się tli, a pieniądze u progu
czas mija w świetle bloków, obiecaj mi miłość do grobu.

[ Serce w sercu ... ]

I kiedy dziś spijam z Ciebie słodki karmel do lodów
mijam jak Bankler i Scarlett,
mijach ich z wiatrem, obok nasz świat jest
bądź moją niunią zawsze
nie oddam się tym pizdom,
które dla hajsu piszczą
na lowelasów lecą,
też będę śmigał betą
Ty zostań przy mnie,
jakkolwiek oczy się świecą
niech nasze sny się spełniają
nie patrzmy teraz w przyszłość
obok Ty i hip hop, ja już dzisiaj i tutaj mam wszystko.

Serce w sercu
Miłość w moim mieście
W tamtym miejscu, gdzie mieszkałeś
Serce w sercu
Miłość w moim mieście
Gdzieś zniknąłeś, dziś znów jesteś. x2
Raz, dwa, raz, dwa..

Lubię kiedy kobieta, lubię...
Kiedy kobieta omdlewa w objęciu,
Kiedy w lubieżnym zwisa przez ramię w przegięciu,
Gdy jej oczy zachodzą mgłą, twarz cała blednie
I wargi się wilgotne rozchylą bezwiednie.
[Lubię kiedy kobieta, lubię kiedy kobieta, rozumiesz? Lubię..]

Lubię, kiedy ją rozkosz i żądza oniemi,
Gdy wpija się w ramiona palcami drżącymi,
Gdy krótkim, urywanym oddycha oddechem
I oddaje się cała z mdlejącym uśmiechem.
I oddaje się cała z mdlejącym uśmiechem.
[Dokładnie, lubię kiedy kobieta..]

I lubię ten wstyd, co się kobiecie zabrania
Przyznać, że czuje rozkosz, że moc pożądania
Zwalcza ją, a sycenie żądzy oszalenia,
Gdy szuka ust, a lęka się słów i spojrzenia.
Gdy szuka ust, a lęka się słów i spojrzenia.
[Lubię kiedy kobieta...]

Lubię to i tę chwilę lubię, gdy koło mnie
Wyczerpana, zmęczona leży nieprzytomnie,
A myśl moja już od niej wybiega skrzydlata
W nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata.
Rozumiesz? W nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata
Posiadam wszystko

Hiperkonsumpcja
Skonsumowała mnie dziś
Zostałem sam
Ja i produktów tuzin

Ultrakomercja
Uwięziła ludzi
Może to kara za
To, że nie chcieli sie obudzić

Pokornie gawędze z czasem
Chcę się go nauczyć
Poznać jego mase
Rozciągać go i Kurczyć

Spo..walniam jego tętno
Wydłużam ciszy piękno
Jestem królem liter
Między jawą a snem

Niesamowite, wyzwolić się

Posiadam wszystko
Nawet niebieski tlen
Śruborętowo-papierowy krem
Cebulowy Dżem

Posiadam wszystko
Co nie chcę i chcę
Kocham tę swą
Haeculynacjimaginację

Między jawą a snem...
Cin cin płynie mi po brodzie
Cała butelka w zamarzniętym lodzie,
Cin cin wylewa się piana, pije
Sobie z ziomami szampana

Pierwsza, druga rozmowa nie odebrana
Trzecią odbieram halo pijesz szampana?
Pije się żyje miałem go w planach
Zabraknie bąbli to będzie dramat
Mam ojca (nie wiem) na jednego prawie
Postaw drugiego potem się odstawie
Będę jeździł w tą i powrotem po Warszawie
Przywiozę i zmrożę go oprawie na kamień
Masz hajs? Weź go na drina zamień
Nie masz glajsu to bansuj bez hajsu
Numer 1 to wypić szampanów milion
Potem mieszkanie w bloku nazywać willą
Być bardziej nawalonym z każdą chwilą
Odwiedzać cioty halendy i grancilo
Po kilku głębszych w oczach widać wampiro
Niech patrzą jak się najebał bomilo
Nalewaj szklanki wołaj koleżanki
Z dużą dupą fanki
Założymy fan klub
A nazwiemy go najebany bankrut
Enbeenbe podaje wam skrót

Ref. x2

Cin cin nazywają go joł
Zimny skurwysyn wiesz samo zło
Joł pstryk mik pyk wylany na chodnik
To za ziomów, którzy są tego godni
Kojarzysz to od spodni marki dżinsy
Wiesz cin cin to zwierzęcy instynkt
Korek odpalił gorąco jak Hawai
Ten numer na fali wiesz jak ich mary
Lekko się pieni, ale smak słodki
Na nic go nie zamienisz joł, więc go dotknij
Butelka sszroniona
Brx onar cc to jakby o nas
Z upływem czasu coraz lepiej głośniej więcej joł
W górę butelki joł w górę ręce

Ref. x4
Jak samuraj Jack
Od setek lat przemierzam świat
Na sprzęcie high tech
Nie straszny mi grad nie straszny mi śnieg
Nie straszny mi fakt że wydawca to zjeb
Wszechświat jako sztuka improwizacji
I koncentracji kulka w kulce matrix
Jak w tym poruszać się bez Morfeusza ?
Na rozum brać czym jest dusza ma
Nie wiem
Podziemie 97 na uszach
Ej tego nie było w scenariuszach
Po każdym przecinku wstaje i oddaje ciosem
Trzeba mieć odwagę żeby chcieć zarabiać głosem
Ja to zniosę bo definitywnie jestem smokiem
Chce zobaczyć więcej niż mogę zobaczyć z okien
Pożyjemy zapalimy zobaczymy jak tam
Każdy znak mi o tym mówi
Ja każdy znak znam

Ej wiesz jak ? nie wiesz jak
Nie pamiętasz już o smokach i rycerzach
Ja zapomnieć nie zamierzam
I uważam że historia lubi się powtarzać
Powtarzam się wiesz jak bo przecież mogłeś nie uważać [x2]

Wierzysz faktom i gazetom
Czy kompaktom i kasetom ?
Ej nie zadowalaj się tandetą
Wiesz gdy chcesz ja wtedy pragnę
Dają to bierz
Będąc nagle w imadle
Strzelam słowami jak morderca
Pomiędzy myślami przedzieram się do serca
Strzelam i stwierdzam że to cie uśmierca
Rymy to ma twierdza
Sprawdź jak się to wwierca
Nie wożę się nie moje kluczyki od merca
Ja wznoszę się co kontrola lotów potwierdza
Panoszę się na majku znakomajkowity F O K U S M O K
Osiąga szczyty

Ej wiesz jak ? nie wiesz jak
Nie pamiętasz już o smokach i rycerzach
Ja zapomnieć nie zamierzam
I uważam że historia lubi się powtarzać
Powtarzam się wiesz jak bo przecież mogłeś nie uważać [x2]

to w obie strony się napędza,
to dla ludzi z którymi od serca gemzam,
nie oszczędzam się na track
krew młodzieńca te, what’a fuck? tak
jak rolls-royce noise daję, zwyczajnie,
jakbyś nie miał fajek, jeszcze ci odpalę,
mam patent i talent każdy eMCe zna mnie,
rozwalę te lokale wokalem totalnie,
momentalnie i bez przeszkód synku w deszczu tynku,
topie pionków i leszczów, wiesz już kto to?
złoto na czarnym rynku i album wycinków, nie wiedziałeś?
wiesz już. bierz koleżków i spieprzaj,
szczaiłeś cash? - włóż w ha i pe ha o pe na fest,
ajjjjj test majka i walka na freestyle,
a w kawałkach kalka na cudzych pomysłach,
asta la vista, jaki dystans? eFOKaUeSeMOKa profesjonalista,
na listach za hajs? daj se spokój, poczuj serce z hiphopu w smoku…

Ej wiesz jak ? nie wiesz jak
Nie pamiętasz już o smokach i rycerzach
Ja zapomnieć nie zamierzam
I uważam że historia lubi się powtarzać
Powtarzam się wiesz jak bo przecież mogłeś nie uważać [x2]
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo