Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Wierz lub nie, gdy widzę Ciebie,
Wszystko tańczy ja mam nadzieje
Wierz lub nie, gdy widzę Ciebie,
Wszystko tańczy ja mam nadzieje

Zobacz dookoła zwariowany świat,
Taki martwy a coś ciągle żyje w nas.
Posłuchaj to dla Ciebie są te piękne słowa,
Nie pisze je ręka nie pisze je głowa.
Raczej serce, serce otwarte popatrz,
Dotknij ręką, poczujesz zobacz.
Pewnie teraz Ty śpisz sobie w świecie błękitu,
Ja pisze dla Ciebie ten tekst bez kitu!
Od pewnego czasu,
powodujesz że powietrze ma hermetyczny smak,
świat nabiera barw.
Ten ktoś kto olewał tak piękny skarb,
Nie warty jest Twoich łez rozmytych przez wiatr.
Pomimo że bałem się snów tego bólu,
Ufam Tobie bo wyróżniasz się z tłumu.
Ktoś tak chciał pewnie jakiś los,
By Twój głos uspokajał mnie jak święty krąg.
Gdy patrzę Ci w oczy widzisz blask tak jasny,
To jest wnętrze moje, albo serce zgadnij, sama,
Ja Ci mogę w tym pomóc.
Ja wierze w przeznaczenie chcesz jeszcze jakiś dowód.

Wierz lub nie, gdy widzę Ciebie,
Wszystko tańczy ja mam nadzieje
Wierz lub nie, gdy widzę Ciebie,
Wszystko tańczy ja mam nadzieje

Wiedząc Ciebie, słyszę cisze w sobie,
Nie widzę nic dookoła, dobrze powiedz.
Zatrułaś mnie czymś tym uczuciem pewnie,
Może tego nie wiesz, ale ja wiem świetnie.
Piękne to jest jak najpiękniejszy sen ten,
Przez to coś odbierasz mi powietrze tę, te,
Dusze się w szczęściu, jutro coraz większe.
Jakoś będzie, oddaje Ci siebie resztę pieprze!
Świat jest dziki ale daje mi Ciebie.
Rozrywa mi serce ale ciągle wierze,
Że gdy widzę to, to czuje tą nadzieje,
Która jest wspaniała.
Wierzysz w przeznaczenie?

Wierz lub nie, gdy widzę Ciebie,
Wszystko tańczy ja mam nadzieje
Wierz lub nie, gdy widzę Ciebie,
Wszystko tańczy ja mam nadzieje
Wszedłem na scenę nie po to, żeby z niej zejść.
Cześć! Jestem tu 10 rok, mam treść.
Chodź oficjalnie wydaję od niedawna.
Legalnie, nielegalnie, prawda, to zawsze prawda.
Tego się trzymam, jak bit trzyma się sampla,
gram 10 lat, 10 lat ta sama banda.
Moi ludzie ze mną, odpalam majka
Moi ludzie ze mną nawet gdy gasną światła.
To nie jest rap na lans przy małolatkach,
nie kręci mnie koks na cyckach i lany szampan.
Kręci mnie składnia, zajawka nie zgasła,
nie muszę stać w nike'ach bez względu na wack gram.
Leszcze mówią, że mam jebanego farta,
lecz ten wykres zna progres, co wykracza nad diagram.
Niepodrabialna marka, styl bez atrap,
niezatapialna barka na falach szerokiego pasma.

To jest Diox, to jest Diox, HIFI BANDA!
Chwiał ma winylową płytę, ja mam mic'a
To jest Diox, to jest Diox, HIFI BANDA!
Little da bit, palą się podeszwy w nike'ach.

I nawet jeśli grają mój clip na Vivie,
to grają co nagrałem, nie gram nic pod publikę.
Gram dla publiki w weekend, co weekend,
pcham rap na głośniki, to mój świat, moje życie.
W niektórych clubach myślą, że jestem VIP'em,
ale jestem kim byłem, aż tak się nie zmieniłem.
Wiem skąd przyszedłem, wiem dokąd idę,
idę tą samą drogą, wciąż tym samym krzyżem.
Znam prawdy ulic, tak, jak znam ulicę,
nie mam nic do udowodnienia tej twojej klice.
I nawet jeśli czujesz się mistrzem w tej lidze,
mistrzu wyluzuj! Co najwyżej jesteś vice.
Wiem co jest grane wokół, wciąż widzę.
O karton się potknął Sokół, wziął płytę.
Dziś oficjalnie niebanalnie ze stylem
wykorzystuje szanse, pcham mój rap na winyle.

To jest Diox, to jest Diox, HIFI BANDA!
Chwiał ma winylową płytę, ja mam mic'a
To jest Diox, to jest Diox, HIFI BANDA!
Little da bit, palą się podeszwy w nike'ach.
Stoję na spalonej planszy, dziś nie ma Ciebie tutaj
Idę przez to syzyfowe życie w rozwiązanych butach
Czuję, że opadam z sił, możesz się za mnie modlić
Serce otulone w cierń, pośród wersów żałobnych
W tej nierównej walce znowu wygrały słabości
A ja pytam gdzie te happy endy z filmów o miłości?
Nie chcę kumpli od kieliszka, choć pragnę zapomnienia
Chcę osuszyć słone łzy, chcę twego pocieszenia
Ten świat nie miał się zawalić, a jednak wziął pierdolnął
Nie ma co owijać wiesz , nie mów, że tak nie wolno
Znowu byłaś w moim śnie, radosna, uśmiechnięta
Z nami Michael Jackson w tle, taką chcę Cię pamiętać
Te emocje ... nie oddadzą je słowa
Ten aromat tamtych chwil, chciałbym poczuć od nowa
Teraz czuję cierpki smak, iść tylko i się upić
Szkoda tylko, że tego cierpienia nikt nie chce odkupić

Ref.
Ze słabościami wciąż zmagam się
I truję myślami, już szukam wyjścia
Chcę godnie żyć, odnaleźć sens
Boże, daj mi choć trochę szczęścia. x2

Znowu wskrzeszam te wspomnienia, to coś jak ból nałogu
Nie chcę marzyć ani śnić, nie mów, że bez powodu
Gdyby nie postanowienia to pewnie już bym pił
Znowu pluję sobie w brodę, czuję opadam z sił
Desperackie myśli brakuje Cię w ramionach
Stoję tylko krok od progu by wziąć i je wykonać
Czemu Ci to wykrzyczałem? Doprawdy nie rozumiem
Jestem jak dziecko we mgle zgubione w zdarzeń tłumie
Iskra nadziei się tli choć nie dostrzegam słońca
Prawdziwa miłość? Nie, nie umiera do końca
Nosiliśmy się do czasu, dostałem słoną lekcje
Chcę przeprosić za te słowa wypowiedziane w afekcie
To nie były zwykłe dni, chore okoliczności
A ja łudzę się, że to tylko taki sprawdzian miłości
I szczerze żałuję że tak wyszło między nami
Kiedy myślę o tym, zawsze oczy zachodzą mi łzami

Ref.
Ze słabościami wciąż zmagam się
I truję myślami, już szukam wyjścia
Chcę godnie żyć, odnaleźć sens
Boże, daj mi choć trochę szczęścia. x2

Znów odpalam LAX, zanurzam we wspomnieniach
A z uczuciem to jest tak : ono jest albo go nie ma
Krople deszczu pośród łez, sterta pożółkłych liści
Zastanawiam się tu dziś jak wszystko można przyćmić
Teraz pragnę Twoich ust, chcę złapać Cię za dłoń
Jadę z ziomkiem i przyglądam na niegdyś znajomy dom
Kumpel mówi niech się wyśpi to może przejdzie gniew
A ja myślę, że to na nic bratku jak pech to pech
Tamten dzień to jakiś dramat, nie miałem tego w planach
Wiesz, ta cała miłość jakby była przereklamowana
Plany były owszem taa, ale ich ogień wygasł
A ja tęsknię ale i tak boję się z Tobą widywać
Pragnę, żebyś to wiedziała, w tle słyszę huk bitu
Ciągle jakoś nie potrafię otrząsnąć się z tego syfu
W sumie męczę się, mam dość, lecz czuję, że to kara
Za te puste obietnice, i setki daremnych starań

Ref.
Ze słabościami wciąż zmagam się
I truję myślami, już szukam wyjścia
Chcę godnie żyć, odnaleźć sens
Boże, daj mi choć trochę szczęścia. x2
Weź do ręki jointa i zajeb macha
Uhuhuhu... hahahaha...
Weź tego jointa i znów zajeb sztacha
Uhuhuhu... hahahaha...

Jestem tutaj Roman Bosski
Porzuć swe troski, zostaw pogłoski, odstaw błahostki
Elegancki rap serca małopolski
To nie Kaszpirowski więc się raczej ocknij
Dobrzy ludzie mocni JP propaganda
Więc wyciągnij wnioski, honor i szacunek
Weź to sobie rozkmiń, weź to sobie rozkmiń
To nie Brudne Południe tylko miasto królów Polski

JP ideologie Firma reprezentuje
JP rozprzestrzenia się, Firma wciąż trzyma klasę
JP czy ty znasz ten skrót?
JP każdy pies to fiut
JP z tradycjami klub
JP kopie kurwą grób
JP ogień a nie chłód, elegancko a nie bród
JP, JP, JP, JP to równe szaty dla... dup, dup, dup, dup, dup, dup
Dupnij sobie lolka człowieku

[x2]
Reprezentuję Kraków, reprezentuję JP
Reprezentuję Firmę, reprezentuję JP
Dobre chłopaki reprezentują JP
Hardcore JP, ogień JP
Sąd, konfidenci, psy to jedna banda
Przeciwko kurestwu JP propaganda
Bez skrupułów, na lewo albo za zwykłe głupoty
Niszczą ludziom życie z ich dzieci robią sieroty
I bez wyroków i policyjnej agresji
Oby wszyscy dobrzy ludzie tak przez życie przeszli
Oby na ciebie nigdy nie donieśli
JP człowieku weź ten przekaz dalej prześlij

[x2]
Reprezentuję Kraków, reprezentuję JP
Reprezentuję Firmę, reprezentuję JP
Dobre chłopaki reprezentują JP
Hardcore JP, ogień JP

Piorą beret twarde narkotyki
Jedni wytrzymają fason innym to przepali styki
To jest duży problem w tych czasach
Wyprane mózgi i szuje bez zasad
Ja od tego syfu chcę być jak najdalej
Mam innych przyjaciół, inne zwyczaje
Dupnę lolka ale zadbam o rodzinę
Teraz coś załatwiam i na spacer idę z synem
I patrzę na tych ludzi co się zamuleni snują
Na przećpanych fetorów, studentów co w kółko kują
A z kolei społecznicy jak wyrzutków traktują
Nie tak być powinno, choć nie wszyscy o tym mówią
Chłopak co go znałem okazał się szują
Zasrane małolaty na policji kablują
Pseudo hip-hop'owe bazy sławę zyskują
Nie tak być powinno choć nie wszyscy o tym mówią

[x2]
Weź do ręki jointa i zajeb macha
Uhuhuhu... hahahaha...
Weź tego jointa i znów zajeb sztacha
Uhuhuhu... hahahaha...

[x2]
Reprezentuję Kraków, reprezentuję JP
Reprezentuję Firmę, reprezentuję JP
Dobre chłopaki reprezentują JP
Hardcore JP, ogień JP
I tak wyruszył młody adept w koniec lata na uniwersitas, łasy wszelkiej wiedzy tego świata!

Wszedł na test a z nim 8 tysięcy, petentów na magistra co chroni od nędzy
Kino z USA a ja znowu miło między pościgiem a wybuchem benzyn
Że adwokat ma dużo pieniędzy i cięty język, bystre mowy, chwyt stalowy, pysk kremowy, byt stylowy
To było jak zderzenie Fiata Punto z bombowcem jądrowym.

Ktoś jak planszową grę rozłożył przed nim, chłodny bezduszny labirynt uczelni
Liany ze ścian porosły - już bezimienni, coś wysysało z nich kolory i więdli
Przetwarzania dzieci w ciała dorosłe suche jak piernik, imaginacji dusiciele wredni.

Już po tygodniu, widział na patelni, że pasuje pozornie tu jak wąs Małysza do spółdzielni
Oksymoron jak w PRLu miły urzędnik, zaoczny student to dla wydziału lennik
Oni jako cierń i jak mocz byli zbędni, mimo to nie jeden ścigał się jak plemnik
By ostatecznie błędnik rozbić o gumowy znajomości pojemnik.

Więc często pod nosem nucił sobie:

(Ref: )
Choć tankuje wiele – student to nie lexus!
Jego się nie oblewa i nie leczy nim kompleksów.
Choć pali dużo – student to nie lexus!
Jego się nie oblewa i nie leczy nim kompleksów. (x2)

I tak leciała, pała za pałą jak w zbiorowej pornografii, jak na zadymie ZOMO pała za błąd w ortografii
Co roku kampania września rzygała na wakacyjny grafik
Pały pałały ich miłością jak władzą Kadaffi, student potrafi gdy wiedze czerpie ze ściąg
Papierki zapisane piątką były jego ciała częścią, tak jak pozornie białe kartki z odciśniętą treścią.
Tipsy, zestawy słuchawkowe zaciśnięte pięścią, częścią nauki te wałki i kalki
Zwoje paragonów klejone na zapałki, wszędzie wiedzy kawałki!

Projekty ściąg potencjalnym modelarstwem, tak toczyli batalie z profesjonalnym chamstwem
Kombinacje i wódka fatalnym lekarstwem, układy kamasutry – mafia ma grubą warstwę
Szlachetni profesorzy stanowili garstkę, tak adwokaci diabła uczą się zarabiać kłamstwem
Temida podeptana rzucona na banknotów pastwę!

Wszyscy wyszli stamtąd trochę krzywi, to były trudne dni jak na kacu wpisywanie kodu WiFi.

(Ref: )
Choć tankuje wiele – student to nie lexus!
Jego się nie oblewa i nie leczy nim kompleksów.
Choć pali dużo – student to nie lexus!
Jego się nie oblewa i nie leczy nim kompleksów.
Chcę patrzeć z Tobą w jedną stronę
Zapomnieć o tych rzeczach, co łączą przemoc z domem
Nie mów, że niemoc wrogiem naszych ideałów
Uczucia, chłonę je w każdym detalu
Mamy w tym kraju co kochać, w co wierzyć
Prawdę pokaż, zamiast pchać do nosa by przeżyć
Nie chcę złota, chcę wiedzy o czym myślisz, co marzysz
Chociaż wolę nie wiedzieć, jeśli zyski to czary
Ja chcę być w tym co azyl mi zapewni i przyszłość
Jeśli ma być to miłość, jestem pewny by być z nią
Chodź, pokażę Tobie świat w moich barwach
Tam gdzie wiatr unosi nas nad obłoki i te miasta
Pokażę Tobie okno, chociaż światła w nim nie ma
Bo jestem teraz z Tobą, nasza prawda jak pegaz
Przebacz, nie jestem idealny
Ale chociaż zabiorę Cię z sobą i nigdy nie zostawię

W każdym detalu, akordzie i dźwięku,
bez Ciebie życie nie miałoby sensu !

W każdym detalu, tej gamy konsensus,
bez Ciebie życie nie miałoby sensu !

W każdym detalu, akordzie i dźwięku,
bez Ciebie życie nie miałoby sensu !

W każdym detalu, tej gamy konsensus,
bo tylko z Tobą widzę ja sensu !

Nic bez muzyki, wszystko dla muzyki, ej! x7

Nic o nas ...
Puszszsz
Ta. DJ 600V ta, ta agresja, agresji, ta
Spójrz na to z tej strony e te
Pytasz się skąd ta agresja wszędzie
Nikt tego nie wie
Bo zapadłem się w podziemie
Tu pozostaję tu jest moje miejsce
Tego kurwa chcę bo przed siebie brnę
Dobrze wiem co jest za mną co przede mną
To ostatnia kropla wybrałem drogę
ciemną
I zawsze będę coś nie tak, tak to przymknij gębę
Nie prezentuj womes memende
Odbieraj ja przybędę zawsze to swego portu
Zipero kurortu dobrze zabezpieczonego fortu
Tu nikt nie kręci tak jak w obliczu śmierci
Tu klimat niebezpieczny tak jak Chemgrrrru na krawędzi
Uliczna prawda nikt nie ględzi głupoty bredzi
Nikt nie glęęęędzi nie przeciągaj zwrotnicy
Masz jeden tor nie zwalniaj nie zwlekaj
Jak punkt tak to, bądŹ czujny jak czujny predator
To jest twój własny identyfikator
Trzymaj się na dystansie
Nie daj się przewalić nie daj się ogłupić
Pokonując drogę możesz się pogubić wszędzie
Słyszałeś jest jak jest będzie co będzie

Ref.
Agresja ta
Agresja, agresja ta 3x
Agresja

To jest nasz oddany skonstruowany w szybkim tempie cytat
Agresywność punkt jeden
To nie ogród zwany Eden
To ciężki hip-hop za to jointa spalę stale
Za wszystkie śmieszne skandale
Skłonię się w ulicznych chwale
Sprawa godna i waleczna
Rzeczywistość obiektywna choć niedorzeczna
Anty murami proces generacji ludzi oderwanych
Od prawdy gdzie agresja budzi
Nadszedł czas
nadszedł ten okres
Niepotrzebne nerwy niepotrzebny stres
Bez ściem rozumiesz ej ty słuchać nie umiesz
Nie odstawiaj scen gdzie się snujesz
To jak MDM przedmieścia strony
To nie sen
Świecące neony jak nad Bunsen
To przedziera i ze sprytem jak wielki Szu
Panowanie nad osobą jak nad umysłem
To jest trudne w okolicznościach stresu
Potwierdzić to mogą ludzie z ulicznego marginesu
Wiecie będę trwał jak najdłużej w fałszywym świecie
Więc nie zgniataj czystej prawdy bo się pogniecie
W całym tym zamęcie macie szansę i ją bierzecie
Wykorzystujecie ja dziękuję za wiele
Trwam do końca ze mną ziomki i przyjaciele
Cały czas na terytorium postępuję bezwzględnie
Czy to noce czy to dnie
Nigdy z rymu nie zrezygnuję
Nawet jak się ustabilizuję
Choć jest trudno wszędzie pod wodę i zarówno
Dobro tło dobro zasypia i budzi się zło
Które panuje nad tą grą
Pod tytułem to będzie następny napis wstępny
Do śmierci z planszą ostateczną
To nikogo już nie zdziwi ona się w tym żywi
Ona w tym po uszy tonie
Poszła kosa i plama krwi na betonie

Ref.
Agresja ta
Agresja, agresja ta 3x
Agresja

Ciężki odlot jak ciężki lot
Do głowy ciężki jak młot
Ej człowieku nie motaj się popraw się
Wzrasta adrenalina że nie basta
Czyszczona ma agresja jak wielki masta
Masz to w zastaw masz to w zastaw masz to w zastaw
Z.I.P.
Czasem wątpię w to ze możemy mieć wszystko
Mamy miłość ale nienawiść zawsze trzyma ja za rękę
Mamy siebie ale nie wiem czy mamy coś więcej
Kilka tematów do rozmowy, czas do spotkań
Mamy zazdrość która pozera nas od środka
Mamy stres, ból do siebie w sercach głęboko skryty
Mamy marzenia to największe do popisu pole
Czasem się modle by ten kolejny dzień nie był końcem
Ale pamiętam ze następnego dnia tez wstaje słońce
Wątpię w ciebie czasem już myślę ze odejdziesz
Ze nie wytrzymasz mnie za to kim jestem
Ja nie potrafię zmienić swoich myśli w moment
Ja nie potrafię więcej
Uwierz ze to co robię jest wszystkim co potrafię
Gdybym mógł dać więcej- dałbym bądź pewna
Czasem mam wrażenie ze zostanę sam bez ciebie
Ze nie zniesiesz tego co potrafię zrobić w nerwach
Ale pamiętam ze nosisz przebaczenie

ref.
Czasem jest tak ze myślę sobie- dziś to koniec
Wątpię w rap wątpię w siebie wątpię w ciebie wątpię w nas wątpię w świat

Wierzyłem w niego jakiś czas, on mnie zgubił,
poznałem przez to wiele ludzi, pokazali mi co robię źle,
nadszedł czas się nawrócić, wiele głupot w głowie,
koncerty, moje życie z mikrofonem, bitwy,
brawa, linijki, serce na kartkach, gdzieś w szufladach,
miliony godzin, którym towarzyszyła wiara,
mogę to zrobić, ukryty we mnie krzyk,
to jest coś, co mówi- możesz wątpić, ale nie możesz odejść.
Miliony legend o każdym z nas przeminą, jak wiatr,
więc idźmy do kart historii, wpisać się piórem walki,
wieczny instrument? melodie w sercach, melodie z życia,
czuje zwątpienie, tylko to czuje dzisiaj.

ref.
Czasem jest tak ze myślę sobie- dziś to koniec
Wątpię w rap wątpię w siebie wątpię w ciebie wątpię w nas wątpię w świat
Ja przy użyciu mic'a przedstawię ci syf ulic
Weź odpal sobie skręta, polecam się znieczulić
Widzę ziomka w koszuli na sprawę idzie brachu
Bo tu dramat się kryje za cyframi sygnatur
Rozsądek krzyczy 'ratuj', lecz pomoc nie nadchodzi
Podpytaj o to kurwa dzieciaków z biednych rodzin
Wiesz o co chodzi ziomuś, wiesz ziomuś co jest cięte
Najchętniej to jak Hukos skończyłbym z prezydentem
Ziomek siedzi ze skrętem i jak zarobić pyta
Dilerka na ten moment, jedyne co mu świta
Ja ciągle na tych bitach z okruchami perspektyw
Kreślę kartki do pudła, bo ziomka mi powlekli
Chujoza się wyświetlił, na sprawie jebnął szpagat
Uważaj z kim się trzymasz, co komu opowiadasz
Dla Ciebie znowu Chada, ulica to pochwala
Dla dobrych ziomków w celach dziś przy 14stu calach

Ref. x2
Gdzieś za rogiem pewnie czyha (ulica)
Rozstaj dróg śmierci i życia (teraz tak)
To czy zostaniesz z niczym (weź posłuchaj)
Czy będziesz spokojnie oddychać (co)

Koleżko, weź uważaj jak dzwonisz do dillera
Telefon na podsłuchu, miejscówki na kamerach
Też tego nie popieram, pierdolę taki klimat
Za jakiś czas tu będzie brat druga Argentyna
Koleżko się zatrzymaj, ulica wznosi lament
Dotyczy to dzieciaków co przesadzają z ćpaniem
Tu mamy przejebane, psy zniweczyły plany
Ziomek weź się ogarnij, wciąż na cenzurowanym
My dbamy o układy i przestrzegamy reguł
Już dość mam tych awantur i wylanego gniewu
To życie według Chady, co dalej będzie nie wiem
Weź trzymaj za mnie kciuki gdy ja trzymam za Ciebie
Wiesz jakoś się wygrzebiesz, ja zawsze mówię z fartem
Te prochy i alkohol to dzieciak chuja warte
Kup zaraz nowy starter i wymień swój telefon
Jak ziomuś od tygodnia w słuchawce słyszysz echo

Ref. x2
Gdzieś za rogiem pewnie czyha (ulica)
Rozstaj dróg śmierci i życia (teraz tak)
To czy zostaniesz z niczym (weź posłuchaj)
Czy będziesz spokojnie oddychać (co)

Tu nie książki lecz bartku alkohol znika z półek
Wiem jak ciężko jest zamknąć rozdział pod tym tytułem
Pieprzę taką regułę, nie chce wisieć na kresce
My z jebaną policją wciąż na wojennej ścieżce
Nikt nie odda za bezcen tych fantów, które przyniósł
Tak naucza ulica swych niepokornych synów
Już obrałem azymut, teraz zaciskam pięści
Ciężko zorganizować tu splot najlepszych wieści
Od narodzin do śmierci tubylcy walą brudzia
Nie ogarniają życia, tylko biorą w nim udział
"coś tam' sprzedałeś życia część
Dzisiaj jesteś tu dlatego że nie stac cię na śmierć
Takim to mówię cześć, ich krzywda mnie nie boli
Masz talent do zjebania wszystkiego mimo woli
To syf pieprzonych ulic, ja żyję tutaj człowiek
Pomimo, że z każdego kąta powiewa chłodem

Ref. x2
Gdzieś za rogiem pewnie czyha (ulica)
Rozstaj dróg śmierci i życia (teraz tak)
To czy zostaniesz z niczym (weź posłuchaj)
Czy będziesz spokojnie oddychać (co)
Nie da się zaprzeczyć też robiłem złe rzeczy
zachowywać się jak kretyn zdarzyło się niestety
na cały świat złorzeczyć, gadać od rzeczy
nie potrafiąc się cieszyć potem wstydzić sie peszyć
chociaż ludzką rzeczą grzeszyć budzisz sie gdy jest za późno
gdy starania szły na marne gdy kłopotów znów mnóstwo
burdy pijackie kłamstwa i cudzołóstwo
by ponownie odchorować zapatrzony w nowe bóstwo
oto konsekwencje życia bez przemyśleń na luźno
oto co się będzie działo gdy juz będzie za późno
źle ocenisz sytuacje to popłyniesz raczej szybko
sam się krzywdzisz w zatraceniu nazajutrz będzie ci przykro
i wnet wyprzesz te refleksje mając do bliskich pretensje
skupiony na używkach i przypadkowym seksie
dziś wieczór całkiem nieźle uczta bogów na olimpie
dziś 100% masz rozrywke jutro tonąc chwycisz brzytwe
bierzesz udział w tej gonitwie zastanawiasz sie czy warto
znów na kacu roztrzęsiony sam na sam z poranną ćwiartką
bez wsparcia ojcze matko za jakie grzechy cierpieć
musze ja śmiertelnik w tym uzależnień piekle

(ref. x2)
podaj mi dłoń jeśli jesteś przy mnie
sam w noce i dnie na dnie bezczynnie
nie mam siły już tak żyć
w objęciach mroku gnić
podam ci dłoń kiedy będziesz przy mnie
bo też byłem tam moje sumienie winne
pomoge ci z tego wyjść
przestań śnić zacznij żyć

przekraczając wszelkie normy nie stosujesz ograniczeń
jak wypije to krzycze jak nie kirze mam kurwice
życie to nie koncert życzeń jeśli gra pod twe dyktando
miej świadomość że uczyni to niezmiernie rzadko
wpadka za wpadką człowiek uwierz nie warto
przez utrate kontroli minąć się z życiową prawdą
czujesz aż nadto ten niekorzystny bilans
notujesz więcej strat niż zysków to zabija
dostaniesz świra prędzej czy później to pewne
nie odzyskasz dawnego życia bo już poległeś
szczebel za szczeblem się pniesz taka kariera
pod tytułem upadek z którego się nie pozbierasz
zacząć od zera wiem przeraża cię ten temat
w walce o lepsze życie w czasie gdy głód doskwiera
ty skup sie lepiej tera bo do szczęścia ci potrzebne
siły do pracy nad sobą by się wyrwać z uzależnień
czy to hazard seks miekkie bądź zdrów nie stań się fejkiem
zapijane wódą prochy nie wygrają z twoim lękiem
chcesz by ściema góre wzieła miałeś obrać droge inną
przestań się zatracać w końcu uznaj swą bezsilność

(ref. x2)
podaj mi dłoń jeśli jesteś przy mnie
sam w noce i dnie na dnie bezczynnie
nie mam siły już tak żyć
w objęciach mroku gnić
podam ci dłoń kiedy będziesz przy mnie
bo też byłem tam moje sumienie winne
pomoge ci z tego wyjść
przestań śnić zacznij żyć

czasy niewinności mamy dawno już za sobą
dziś kolejne słowo o tym że możesz na nowo
wystartować wiedze zdobądź bilans sporządź przestań krzywdzić
siebie i bliskich co przetrwali pośród czystki
jęśli chcą wybaczą wszystkich ran od razu nie zabliźnisz
podejmiesz dialog juz osiągasz korzysći
byli kumple i kieliszki teraz jestem sam lecz wszyscy
w czasie gdy ex kompani tak upadku swego bliscy
ja nie skreśle z listy ziomków których znam połowe życia
ale skreślać marzenia na to nie dam przyzwolenia
szans na przebudzenie nie masz nie chcesz określić swych potrzeb
postępujesz nierozsądnie a myślisz że robisz mądrze
a ja cie Boże proszę chce byś ludzi mych ocalił
gdybym wcześniej cie chwalił też bym całkiem nie nawalił
ludzką rzeczą zbłądzić z błędów wyprowadzić boską
konsekwencja to mistrzostwo nie chce w życiu cierpieć ot co...

(ref. x2)
podaj mi dłoń jeśli jesteś przy mnie
sam w noce i dnie na dnie bezczynnie
nie mam siły już tak żyć
w objęciach mroku gnić
podam ci dłoń kiedy będziesz przy mnie
bo też byłem tam moje sumienie winne
pomoge ci z tego wyjść
przestań śnić zacznij żyć
Sukces ma wielu ojców, porażka jest sierotą tak?
Hahaha nie tym razem taaa...

[Młody M]
To już nie ten Młody co 2 lata wcześniej
Gdyby nie te zwrotki nie miałbym chyba nic więcej
To szereg blasków i cieni żyjemy jak żyjemy
Parę postanowień ratuje strzępki nadziei.
To grząski grunt idei, człowieku pieniądz Cię zmieni
Wiem to bo mam za dużo lat by w to nie wierzyć
A tamci mędrcy próbują mi coś pieprzyć.
Jak się robi hip hop to pokażą Ci te wersy.

Wchodzimy bez reszty to właśnie znaczy mainstream
Świr to mój zwierzchnik mam zlecenie na leszczy
W górę pięści gotowi do przysięgi
Nigdy nie pozwolę tym łajzom zwyciężyć.
Te cyniczne uśmieszki, zwolnij cyngiel
Będą mendy się zarzekać, że byli tu przez pomyłkę
Rozbiegany wzrok szuka wciąż znaku wyjście.
Nie są warci kuli, kolba na potylice.

[Refren]
Myślą że są lepsi, nie są, nie czuj się gorszy
Kto im dał prawo żeby móc nas osądzić
Dosyć! Spójrz mi w oczy wiesz przecież
Nikt mi tego nie dał nikt tego nie zabierze
Lepsi nie są, nie czuj się gorszy
Kto im dał prawo żeby móc nas osądzić
Dosyć! Spójrz mi w oczy wiesz przecież
Nikt mi tego nie dał, nikt tego nie zabierze.

[Młody M]
Ten rap moje przekleństwo idę tą ścieżką
Nawet jeśli wisi siedem chudych lat nade mną
Trzymaj dzieciak jak ja z tymi którzy Cię wesprą
Nie z tymi co się śmieją jak ocierasz się o piekło
Jebać to był rykoszet znów jestem w formie
MNS koło mnie chłopaku wiesz, że nie zwolnię
To wolnościowy ruch inspirowany oddolnie,
W górę ręce Ci co staną po mojej stronie
A ty. Co? Wróżysz nam chuju marny koniec
Możesz mieć pewność zatańczę na twoim grobie
Walczyka. Tak gra ulica
Lepiej nie zadawaj pytań hip hop zmienił nas jak pierdolony dżihad
Bo żyć godnie to nie znaczy nie upadać
Każdy robi błędy ważne jak będziesz wstawać
Ja nadal czuje dumę wiesz dlaczego
Doszedłem tutaj sam nie dałeś mi niczego.

[Refren]
Myślą że są lepsi, nie są, nie czuj się gorszy
Kto im dał prawo żeby móc nas osądzić
Dosyć! Spójrz mi w oczy wiesz przecież
Nikt mi tego nie dał nikt tego nie zabierze
Lepsi nie są, nie czuj się gorszy
Kto im dał prawo żeby móc nas osądzić
Dosyć! Spójrz mi w oczy wiesz przecież
Nikt mi tego nie dał, nikt tego nie zabierze.

[Słoń]
Pakuj nogi za pas o to atomowy podmuch
Hip hop siedzi w nas niczym jebany nowotwór
Czuje ogień w środku, pluje nim jak wulkan
Nabita dwururka zdmuchnie Ci z głowy fullcap
Chłopaku lepiej skończ te kpiny
Nasze rymy są zabójcze jak ostrze gilotyny
Mój mikrofon dymi, a scena stoi w płomieniach
Nigdy nie wymieniaj na daremnie mojego imienia
Jeśli nie masz co powiedzieć to nie otwieraj gęby
Kłapiesz głupim ryjem jakbyś sam był kurwa święty
Niektórzy jak mendy żyją na cudzych jajach
Wypierdalaj, zakompleksiony pajac
Zgraja takich jak ty może czyścić nam buty
Zjeżdżaj do budy nie masz honoru kundlu zapluty
Nie potrzebne nam nuty gramy muzykę miasta
Daj na full wdepnij gaz niech opony mielą asfalt.

[Refren]
Myślą że są lepsi, nie są, nie czuj się gorszy
Kto im dał prawo żeby móc nas osądzić
Dosyć! Spójrz mi w oczy wiesz przecież
Nikt mi tego nie dał nikt tego nie zabierze
Lepsi nie są, nie czuj się gorszy
Kto im dał prawo żeby móc nas osądzić
Dosyć! Spójrz mi w oczy wiesz przecież
Nikt mi tego nie dał, nikt tego nie zabierze.
Stałem tam sam, pośród zgliszczy i chciałem już odejść.
I powiedziałem sobie, że tego nie zrobię, bowiem -
Nie będę swoim wrogiem, gdy jestem swoim Bogiem.
Bóg jeden wie jak bardzo miałem wtedy żal do kobiet
Stałem tam sam, a dookoła mnie wyścig myśli.
Żarty się skończyły, trzeba było coś wymyślić:
Szkoła - nowy pułap połapać się w misji
I nie pić. Nie pić, bo mógłbym połamać wszystkich
Zlecić: opiekę nad sobą przyjaciołom.
Nie przeżyłbym gdyby koło mnie zrobiło się goło
- Lecisz?
- Lecę: spadam razem z Pezetem
W locie wychodzę na czoło, chociaż nie mam dzieci przecież.
"Źle Ci?" - terapia psycholog, długie gadki.
Telefon do matki, przyjechała z wódką, z Colą.
Ojciec nie wie nic bo nerwy zdrowie mu pierdolą.
Wychodzi moje drugie solo, szukam wyjścia z klatki

Pamiętaj!
Nigdy się nie poddawaj:
kiedy upadasz- wstawaj
Błedy popełniają wszyscy
I ja też, pamiętaj
Nigdy nikt Cię nie zniszczy
Nie masz się czego obawiać
Świeci słońce, gdy przestaje padać deszcz

Setki ludzi na koncertach - mdleeją
Nie uwierzyłbyś w rzeczy, które się tutaj dzieeją.
Gram dla ludzi o otwartych sercach z nadzieeją,
Że oni oszaleeją, a nie ja eyo liryczny morderca
To ja. Z moją odyseeją, mój świat, jego podstawy się chwieją
Został mi tylko rap. Leci z okien aut pod blokiem.
Hejterzy się śmieeją. Mogą nawet z Caps-Lockiem FUCK IT
Pozdrawiam Dorotę, robię na co mam ochotę.
Nic nie znaaczą. Słowa nienawiści na wartości
Teraz traacą. Życie bez miłości, gdy każda sekunda booli
Bardziej niż rana w soli, bo litry wylewać naa co?
Życie bez litości próbuje nas czasem złaamać, jak kości.
Nie można się załamać chociaż czasem to jest draamat
Ja podróżuję sam, a Ona podróżuje sama. Spotkamy. Się
W tej albo innej rzeczywistości...

Nigdy się nie poddawaj:
kiedy upadasz- wstawaj
Błedy popełniają wszyscy
I ja też, pamiętaj
Nigdy nikt Cię nie zniszczy
Nie masz się czego obawiać
Świeci słońce, gdy przestaje padać deszcz

Pamiętaj!
Nigdy się nie poddawaj:
kiedy upadasz- wstawaj
Błedy popełniają wszyscy
I ja też, pamiętaj
Nigdy nikt Cię nie zniszczy
Nie masz się czego obawiać
Świeci słońce, gdy przestaje padać deszcz

Spokojnie oddychaj...
Zapal i weź łyka!
"Co słychać na wojnie" - analizuj ryzyka
Spokojnie, płynie monotonnie muzyka
Wtedy, kiedy oczy zamykam zanikam
Znika publika, ból wspomnień
Czysta matematyka decyduje o mnie
Uczucia i co z nich wynika
Upojnie przenika. Nie ukojenie
Wiem, że to pojmiesz
Spokojnie oddychaj...
Zapal i weź łyka!
"Co słychać na wojnie" - analizuj ryzyka
Spokojnie, płynie monotonnie muzyka
Wtedy, kiedy oczy zamykam zanikam
Znika publika, ból wspomnień
Czysta matematyka decyduje o mnie
Uczucia i co z nich wynika
Upojnie przenika. Nie ukojenie
Wiem, że to pojmiesz

Pamiętaj!
Nigdy się nie poddawaj:
kiedy upadasz- wstawaj
Błedy popełniają wszyscy
I ja też, pamiętaj
Nigdy nikt Cię nie zniszczy
Nie masz się czego obawiać
Świeci słońce, gdy przestaje padać deszcz

Pamiętaj!
Nigdy się nie poddawaj:
kiedy upadasz- wstawaj
Błedy popełniają wszyscy
I ja też, pamiętaj
Nigdy nikt Cię nie zniszczy
Nie masz się czego obawiać
Świeci słońce, gdy przestaje padać deszcz
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo