Popularne piosenki. Polski Hip Hop

[Borixon]
Znowu się kumam z pieprzonym hip hopem,
znowu wchodzę w to bagno z powrotem,
zadłużam się w nim i piję procent,
ale mam wyjebanę i biegnę z tym sosem.
Kolejny tekst i kolejna rata,
dla nie kumatych szukajcie tłumacza,
powtarzam - to nie są tanie rzeczy,
ale muszę je brać bo mnie ciśnie i męczy.
Odświeżam koneksje w branży,
zmieniam taktykę rezygnuję z melanży,
znów się zadaję z tym półświatkiem,
a jebane hejty mają zagadkę.
Otaczam się tylko najlepszym stafem,
znowu tworzymy historię rapem,
w tym roku mój album cię trafia,
a potem może być już koniec świata.

Ref.2x
To nie są tanie rzeczy,
ale muszę je brać bo mnie ciśnie i męczy,
otaczam się najlepszym stuffem,
znowu tworzymy historię rapem.

[Borixon]
Wybudzam się z długiego letargu,
kontroluję, produkuję album,
znowu tworzymy historię na trackach,
znów się spotykamy po kilku latach.
Chodzę deptakiem swojego miasta,
biorę swój towar, zaczyna się jazda,
niektórzy węszą, że coś jest nie tak,
ale nie rozkminią bo mają niefart.
Zamykam ten temat zatem,
tworzę nową historią rapem,
niszczę prawdą i lecę do przodu,
ze skserowanym hip hopem z zachodu.
Mam wiedzę bo śledzę ten rynek,
zjadłem zęby na tym syfie synek,
i teraz mój album cie trafia,
a potem może być już koniec świata.

Ref.2x
To nie są tanie rzeczy,
ale muszę je brać bo mnie ciśnie i męczy,
otaczam się najlepszym stafem,
znowu tworzymy historię rapem.

[Paluch]
Nie daję ci wyboru akceptuj fakty,
nie pytam cię o zgodę pisze historii karty,
moje barwy to kolor czarny,
B.O.R ma swój kodeks karny.
Nie dbam o prasę i twój komentarz,
ja zawszę gryzę ty tylko szczekasz,
tony nacisku w szczękowersach,
zjadam scenę ciało trzymam na rękach.
Daję ci mainstream w wersji underground,
czysta platyna nie tykam srebra,
oprawiam bity, rap jubilerka,
najwyższa próba wybita na pętlach.
Tworzę historię i zmieniam jej kurs,
naciskam na spust i wbijam się w mózg,
znów słyszę moje wersy z twoich ust,
i wiem, że ten towar podwyższa twój puls. Tej

Ref.4x
To nie są tanie rzeczy,
ale muszę je brać bo mnie ciśnie i męczy,
otaczam się najlepszym stafem,
znowu tworzymy historię rapem.
Joł, tu Leszek, dobry wieczór pamiętniku,
Dawno nie pisałem, poczekaj skręcę kilka splifów,
Otworzę okno, i wygonię kota na dwór, tylko ja i ty,
Podzielimy tę noc pół na pół.
Mam złą jesień przyjacielu to nie żal, tak już jest,
Wiem, psychikę hartowałem jak stal.
Spokój zaginiony, jak Grall, iluzja, dni znikają,
Świat przez szybę zza biurka.
Drogi pamiętniku, wiesz że to nie skarga, to wymiana,
Litera za każde tik tak z zegarka, tatuaż z emocji wypalany
Lutownicą niech boli, warszawskie Antki nie krzyczą.
I nawet jeśli to wzmacnia szkielet, wzmacnia,ale też
Spala w proch cząstkę ciebie, za dużo toksyn jakbym kąpał się w kwasie,
Nie chce pluć jadem i stalówki maczać w kwasie.

Idąc do przodu wyznaczoną drogą,zjednoczeni w rapie nie ulegamy modom.
Prawdziwy hip hop to ambrozji smak,której nie zmierzysz w monetach,z czasem to poczujesz. x2

Drogi pamiętniku teraz chwila o rapie, jedna metafora, punchline,
A tysiąc trafień, jeśli emeryci są zmęczeni - zróbcie przerwę,
Za mało wodzów, za wielu Indian chce grać na bębnie.
Usiądź na ławce, popij Gatorade'm, stawiaj znaczki na kartce
I połącz słowa z werblem.
Rap uczeń, student i aktywista, raper głupek,
Raper prostak, raper faszysta - kurwa, pamiętniku, o co biega?
Wiem, maraton jest fajny, ale nie każdy musi biegać.
Nie wszyscy powinni zejść z drzewa, Stuhr kłamiesz ziom,
Od dzisiaj nie każdy może śpiewać.
Wkurwiony Paganini, przebacz ale wiesz pamiętniku że gdy kochasz to tak trzeba.
Ortodoksja, bo dałbym się pokroić za rap,
Riposta dla tych którzy szczają z dumy na rap.
Za wiele ego, jakbyśmy nie byli jednością.
Mam dość tego, zabijam debili świeżością.
Mam dość agresji, zamachów na wizerunek,
Na kulturę której główny imperatyw to szacunek.
ES ZET A CE U EN E KA - jeśli nie znasz znaczenia,
To ziom w złą grę grasz, partaczysz,
Kozaczysz ja przyglądam się tym skokom,
I rozumiem to poprzeczkę ustawiłem tak wysoko.
Za wielu architektów - mało budowniczych,
Za mało fanów - otaczają nas sami krytycy,
Za wielu profesorów - studenci poszli w las,
Za wiele sporów - za mało dobrych utworów.
Drogi pamiętniku, daj mi jeszcze chwilę,
To dla mnie ważne, to płynie w każdej mojej żyle.
Mówię rapem, myślę rapem, myśli łapię i przelewam je na papier -
Taki świat kiedyś sobie wyśniłem.
I każde bla bla, to tylko bla bla bo gdy Bóg jest twoim ochroniarzem,
To oszukasz diabła, więc po ulicach chodzę jak nieśmiertelny,
Jak miasto Semper Fidelis, zawsze wierny.

Miasto, wiesz pamiętniku ja zabiorę cię nad Wisłę
Będziemy pić, palić, gadać, wspominać, myśleć.
To już inne dni, inny ja, inna Warszawa -
Bez niej, jeśli nie ona o niej opowiada, biła się pamiętniku,
Ja patrzyłem z bliska, to boli lecz to obowiązek stać obok i wytrwać.
Lekarze mówią - może odejść - różne rzeczy mówią.
Może je stracić, bo trwało przecież tak długo, życie.
Łapie się ostatnich chwil, jest gotowa,
Lecz widzę że zamiast iść wolałaby je przejść od nowa.
Użyła bowiem w to starcie, finisz, meta,
Wiem pamiętniku takie sklale ból to nie detal.
Nie pytaj o nią, kiedyś wyjmę z szuflady,
Historię o aniołach, wczasach zagłady.
Aniołach z Warszawy, sile ducha i dumy,
Namiętnościach i wierze która kruszyła w proch mury.
Pamięć pamiętniku, przechowuję relikwię,
Pamięć o przewodniku po mieście, małej ojczyźnie.
Mówiła myśl, szanuj matkę, spełniaj marzenia,
Kochaj życie jak wariat, wal w pysk jeśli trzeba,
Podpal świat dla tej jednej - spal w cholerę, słuchaj serca -
Dni na ziemi nie mamy za wiele.
Mógłbym tak długo, pamiętniku,
Nie mam słów tyle, nie ma dni tyle, tyle kartek w notatniku,
Aleja Róż pamiętam, będę tam, słowo, z nią,
Bandą małych gałganów żyjąc morowo.
Z biglem, stołeczne Antki z dobrej szkoły,
Pamiętniku nie ma mowy, nie zawracaj pan głowy.
I tak to działa, wspomnienia to działa, strzał -
Padam w gruzy na zawsze rana,
Chociaż doświadczenie ponoć uczy, pamiętniku, los kuje,
Ja czasem się zastanawiam czy wstanę kiedy - znów upadam,
Od losu pstryczek w nos, od życzliwych rada -
Będzie dobrze - weź spierdalaj... weź idź z naiwnym pogadaj.
Git, życie jest, starczy nie wymagam, biorę - dziękuję,
I dalej się zastanawiam.
Ból plus sny na jawie, dziwna kombinacja,
Aktor tysiąca ról, szatan dziś kąpie mnie w atrakcjach,
Tysiące słów na ramieniu Dżibril,
Noc spokoju, pamiętniku, noc pamięci i modlitwy,
On na skrzydłach przez miasto razem,
Sypiąc słowa wam do snów w postaci marzeń,
Doktor Strange, Parias ale też super bohater, wyrzutek, ideowiec, co nagi stoi przed światem.

Joł tu Parker chodź nie Peter, ja tkam sieć z liter,
Żyję w chmurach choć to parter, słowa, czas,
Barter, pół serio, pół żartem, pół na pół z bitem,
Wóda, sok, pół na pół, boom, boom takie życie.
Pamiętniku, wiesz wszystko, świat jest dziwny,
Czasem nie wierzę, w usprawiedliwienia dla naiwnych.
Nie kumam, wolno więcej jeśli tylko coś umiesz,
Pierś medali chuja warta gdy masz pusto w rozumie.
13-latka, zamknij pysk, przyjmij fakty, za rękę z nią można ale chodzić na huśtawki,
Zatruwasz jej czystość sobą,
Będzie miała potem dreszcze,gdy mężczyzna choć przejdzie obok.
Miej świadomość, mówimy o dziecku do diabła,
Nie żądam linczu ale obrońcy idźcie do diabła,
Smutna prawda, new-age, propaganda,
Wysiadam pamiętniku po wybojach moralności jazda!

To nie dla mnie pamiętniku, urodziłem się za mały,
Ślepy niemal kaleki, kilo 700 wagi, może dlatego nie kumam,
Nie pasuję i drażnię, nie wiem jak się poruszać i mam jedynie wyobraźnię.
Nie skarżę losu, to nieobojętność, wygrywam, mam trochę sosu,
Umiem w chwili dostrzec piękno, wierzę w to że serce się nie myli,
Nazwij to jak chcesz, wyśmiej, ja wyśmieję twój pesymizm.
Wiara to skarb, bez wiary wola jest jedynie potencjałem,
Niewypałem, skarbem w magazynie.
Prawda, wielu się boi, chce się schować,
Też lubię marzenia, nie chcę uciec w złudzenia.
Zmieniać się, pracować, bić w stal rozgrzaną,
Zanim dom z kamienia, dać jej ten zbudowany z ramion,
Życie, pamiętniku,
Wciąż jestem fanem Solo Dolo, jak Kid Cudi w zimnym łóżku nad ranem.
To nie była miłość jak w "Przeminęło z wiatrem"!
Ty miałaś duży biust, a ja miałem sałatę.
Impreza u chłopaków, potem wziąłem cię na chatę
Wtedy nie wiedziałem, że pierdolę zwykłą szmatę.
O ósmej na rynku, knajpa, impra no i poszło,
Nowa sytuacja wydawała się być prostą.
Szkoła, potem rynek, a wieczorem czas dla ciebie,
Tak ładnie pierdoliłaś, że jest ci jak w niebie.
Moim kuplom ciekła ślina na widok twojej dupy,
Przyspieszał puls i sztywniały fiuty.
Rozumem nie grzeszyłaś za to nadrabiałaś ciałem,
Jedno jest pewno nigdy cię nie kochałem!
Na wierną sukę ostro cię tresowałem,
Jak prywatną prostytutkę - tak Cię traktowałem!
Miałem rację, bo byłaś głupią dupą
Głupią pierdoloną i niewyżytą suką!

Ref.
Pocałuj mnie w dupę i jak gówno poczuj się,
bo ze wszystkich sił ja dzisiaj pierdolę cię.
Teraz upijam się i robię to, co chcę.
Mam zajebistą kobietę, reszta pierdoli mnie!

Zadymy, interesy, policja i problemy,
do wyjaśnienia sprawy miałem zniknąć, bez ściemy!
Zerwać kontakty na góra dwa miesiące,
Poczekać aż ciśnienie zacznie być malejące.
Wróciłem, "Vatos Locos" powitanie,
chłopaki pamiętali o whiskaczu i szampanie!
Kurewsko było miło - dla chłopaków uznanie!
Dziękówa za przyjecie i za zajebiste panie.
Nazajutrz się meldujesz, witasz fałszywymi łzami,
Pierdolisz, że tęskniłaś za wspólnymi chwilami.
Zapomniałaś o jednym - nie tańczysz z frajerem,
więc gówno ci pomoże udawanie szczerej.
Chłopaki mi donieśli o twoich krzywych ruchach!
Zła kobieta z ciebie, głupia, pierdolona suka!
I nie ma zmiłuj, dlatego bujaj się mała.
I tak mi się znudziłaś, a więc wypierdalaj!

Ref.
Pocałuj mnie w dupę i jak gówno poczuj się,
bo ze wszystkich sił ja dzisiaj pierdolę cię.
Teraz upijam się i robię to, co chcę.
Mam zajebistą kobietę, reszta pierdoli mnie!

Dzień po dniu wciąż telefon napierdala,
Zbyt głupia by zrozumieć co to znaczy "wypierdalaj".
Aż zjawia się twój stary, koleś całkiem wporzo,
Nic do niego nie mam, ale to ci nie pomoże.
Stary zgęszcza mi temat, że najadłaś się tabletek,
Że w jego zestawie brakuje kilku żyletek.
I że poszłaś w pizdu, nie wie, gdzie, mówię: "rynek",
Bo to magiczne miejsce dla głupich blondynek!
Zabrakło odwagi, aby podciąć sobie żyły,
Jedynie tabletki zajebiście cię zmuliły.
Toksykologia, psychiatra i spierdalaj!
Poczuj się jak gówno i trzymaj się z dala.
To nie była miłość jak w "Przeminęło z wiatrem",
A więc stary uważaj, co bierzesz na chatę!
Lepiej każdą laskę z góry traktuj jak szmatę!
One nie kochają ciebie tylko twoją sałatę.

Ref.
Pocałuj mnie w dupę i jak gówno poczuj się,
bo ze wszystkich sił ja dzisiaj pierdolę cię.
Teraz upijam się i robię to, co chcę.
Mam zajebistą kobietę, reszta pierdoli mnie! x2

Do you wanna fuck, babe?
Do you wanna fuck tonight?!
Do you wanna fuck, babe?
Do you wanna fuck tonight?!
Do you wanna fuck, babe?
Do you wanna fuck tonight?!
Do you wanna fuck, babe?
Do you wanna fuck...?!
Wierz lub nie, gdy widzę Ciebie,
Wszystko tańczy ja mam nadzieje
Wierz lub nie, gdy widzę Ciebie,
Wszystko tańczy ja mam nadzieje

Zobacz dookoła zwariowany świat,
Taki martwy a coś ciągle żyje w nas.
Posłuchaj to dla Ciebie są te piękne słowa,
Nie pisze je ręka nie pisze je głowa.
Raczej serce, serce otwarte popatrz,
Dotknij ręką, poczujesz zobacz.
Pewnie teraz Ty śpisz sobie w świecie błękitu,
Ja pisze dla Ciebie ten tekst bez kitu!
Od pewnego czasu,
powodujesz że powietrze ma hermetyczny smak,
świat nabiera barw.
Ten ktoś kto olewał tak piękny skarb,
Nie warty jest Twoich łez rozmytych przez wiatr.
Pomimo że bałem się snów tego bólu,
Ufam Tobie bo wyróżniasz się z tłumu.
Ktoś tak chciał pewnie jakiś los,
By Twój głos uspokajał mnie jak święty krąg.
Gdy patrzę Ci w oczy widzisz blask tak jasny,
To jest wnętrze moje, albo serce zgadnij, sama,
Ja Ci mogę w tym pomóc.
Ja wierze w przeznaczenie chcesz jeszcze jakiś dowód.

Wierz lub nie, gdy widzę Ciebie,
Wszystko tańczy ja mam nadzieje
Wierz lub nie, gdy widzę Ciebie,
Wszystko tańczy ja mam nadzieje

Wiedząc Ciebie, słyszę cisze w sobie,
Nie widzę nic dookoła, dobrze powiedz.
Zatrułaś mnie czymś tym uczuciem pewnie,
Może tego nie wiesz, ale ja wiem świetnie.
Piękne to jest jak najpiękniejszy sen ten,
Przez to coś odbierasz mi powietrze tę, te,
Dusze się w szczęściu, jutro coraz większe.
Jakoś będzie, oddaje Ci siebie resztę pieprze!
Świat jest dziki ale daje mi Ciebie.
Rozrywa mi serce ale ciągle wierze,
Że gdy widzę to, to czuje tą nadzieje,
Która jest wspaniała.
Wierzysz w przeznaczenie?

Wierz lub nie, gdy widzę Ciebie,
Wszystko tańczy ja mam nadzieje
Wierz lub nie, gdy widzę Ciebie,
Wszystko tańczy ja mam nadzieje
Ref.:
Ja i Ty stworzeni dla siebie, ja i ty, ty jesteś dla mnie, ja i ty powiedz ile jeszcze, ile jeszcze 2x

Jesteś Ty a podchodzisz spostrzegasz mnie źle, a po wzroku wodzisz. Lubię patrzeć Twoje piękne oczy, blond włosy zmieniłaś się od ostatniego razu, tylko czułaś przy mnie smak posmak od razu Ja wiem, że ty wiesz, że ty wiesz, że ja wiem ile będzie jeszcze tych pierdolonych ściem Robisz mój słodki krem ja słodki dżem pamiętasz, co mówiłaś, jaki był ten sen po tej gatce wiesz, jaki był następny dzień ooooo, jakie były fazy ooooo ile drżałaś razy na drugi dzień hamowałaś się do pewnego stopnia marzyłaś o tym od tygodnia i tak, co dnia ktoś wciąż dorzucał do ognia a w gardle wciąż był sucho mi jak w nocy upalne SanDeMi

Ref.:
Ja i Ty Stworzeni dla siebie ja i ty, ty jesteś dla mnie, ja i ty, powiedz ile jeszcze, ile jeszcze 2x

Choć ze mną zaproszę cię na lody waniliowe dobre słodycze są obok w sklepie już gotowe ty wiesz, co ja lubię najlepiej wiedzieć musisz swoim zapachem dobrze kusisz mnie przecież wiesz lubię obdarowywać cię prezentami, błyskotkami a wtedy lubisz się przytulać do mnie mówić ciepłe słówka do uszka wtedy masz ochotę idziesz do łóżka gorąca myszka w twoich ustach jak rozpusta Moja żabko twoje ciałko moje całko widzisz życie bez siebie nie ma sensu wiec nie jedz więcej bezów nie

Ref.:
Ja i Ty Stworzeni dla siebie ja i ty, ty jesteś dla mnie, ja i ty, powiedz ile jeszcze, ile jeszcze 2x

Czy pamiętasz na moście serce wyryte spinką niebo było niebieskie jak w Acapulko słońce grzało ostrą żarówkom opalałem twoje ciało pięknie dla ochłody wpatrywałaś się w wiele źródeł czystej wody jestem zawsze gotowy by przy twoim boku pić bardziej ze spritem i trochę lodu zawsze będziesz ze mną w zmowie ty mi zrobisz masaż a ja później zrobię tobie dobrze wiesz co ci zrobię niech głośno to powie najlepiej odpowie czasy były gorące gdy prażyło słońce prażyło popkorn włóż doktor wzdłuż twojego ciała czerwonych róż szedłem i dalej nie wiem bo byłem w niebie ej koteczku te słowa tobie klepie Ej koteczku te słowa tobie klepie

Ref.:
Ja i Ty Stworzeni dla siebie ja i ty, ty jesteś dla mnie, ja i ty, powiedz ile jeszcze, ile jeszcze 2x

Ty przecież wiesz ze nie kontroluje się ty przecież wiesz ze nigdy nie skrzywdzę cię ja wiem, że ty pragniesz tylko mnie te kilka słów dla ciebie słodka 2x

Ej słonko powiem ci słodko bądź moją kotką moją błyskotkom moją grzechotką która usypia mnie Ty i ja to dla ciebie właśnie tak
To dla wszystkich
Którzy traktują mnie jak autorytet
Słuchaj dzieciak weź w swoje ręce swoje życie
Nie mów mi ze chcesz być jak ja
Jak dorośniesz jak ja
Poznać nocne życie i złe strony tego miasta
I sie nachlać naćpać gdzieś tam hej
Od miesiaca nie widziałem juz dziennego światla przestań
Normalka tu gdzie mieszkam, ale po co Ci to
Siódma lufa siódma kreska dupa wóda i koks
Prawda jest bolesna chcesz? Masz ja w pełnej krasie
Jak ja dupy którym najwygodniej sie siedzi na kutasie
Moralne kace poranne kace nosy wóda burdele i tirówki w trasie
Znów wieczorem wóda zastępuje mi pieprzony pacierz
Moze powinienem mieć już żone i normalną prace?
Tymczasem bomba zamiast śniadania
Dupy mówią Jezu jak on schamiał
Seks bez gumy i badania (haha)
Też bym chcial codziennie z zona jeść śniadania
Lecz jak chcesz rozśmieszyć Boga powiedz mu o swoich planach
Zamiast życ na kredyt pić na dzień dobry
Chyba powinienem iśc na odwyk

Znowu 40% wale z gwinta pod blokiem
Gram biorę hajs tu gdzie walą wóde i koke
Klub dupy klub dupy wóda bar hotel
Tu gdzie dupy robią z dupy receptę na flote
Co? Nie pasuje coś Niemiło sie zrobiło?
He ziom miną czas troche się zmieniło
Niuniu nie patrz na mnie i tak i nie pytaj gdzie jest miłość
Nie wiem sam, przez to pare osób mnie skreśliło
Nieprzespane noce seks urwane filmy rap rap
Czy naprawdę chcesz dorosnąć zeby byc jak ja?
Czysta wódka ciepła wódka znow ta wódka
Jakaś dupa która dupą chce zarobić hajs na studia
Mówi ze jest smutna a ja znow nie mam kondomów
I znów rano budze sie w nie swoim domu
Kurwa chlanie szpital kroplówka mam dosyć
Moje zycie to wielki kawałek gówna mam dosyć
Moja eks przeze mnie badała sie na HIV
Nie potrzebnie ale ja sie powinienem zbadać dziś
Zamiast pić i chodzić gdzies po nocy kurwa mać
Chyba powinienem iść już spać.
Ja żyje tak jak chcę więc wypierdalaj
Widocznie nadajemy na zupełnie innych falach
To moja sprawa a nie twoja frajerze
Jak ja żyje,co robię i w co wierzę!
Na codzień to jak ja tworzę i zarabiam,chuj ci do tego że BMW a nie trabant
W mym garażu stoi, wiem że to cię boli
Skręca cię z zazdrości ale mnie to PIERDOLI!
Skup się, co ty kurwa opowiadasz
Ciągle mieszasz plujesz i pszeszkadzasz
Jak ta menda na mych jajach siedzisz
Stary skumaj! Co ty kurwa bredzisz!
Nie mów mi jak mam żyć co mam mówić
Jak mam chodzić i kogo mam lubić bądz nie!
Nie mów mi tego, bo stary - ja żyję tak jak ja chcę!
Ref.: Ja żyję tak jak ja chcę, więc wypierdalaj!
Trzymaj się skurwielu jak dalej dalej z dala!
Ja żyję tak jak ja chcę więc wypierdalaj
Widocznie nadajemy na zupełnie innych falach x2
Ty tak pięknie mówisz na mój temat
Ty wiesz lepiej ode mnie co lepsze jest dla mnie a co nie jest
Ty mówisz że znasz mnie, choć wcale nie znasz
Wmawiasz wszystkim że wiesz SKURWYSYNU
Pilnuj lepiej swojej dupy, popatrz lepiej na siebie
Skomlesz tak jak suka, w końcu ktoś ci przyjebie
I farsa się skończy! Pierdolisz na innych, w końcu ktoś cię wykończy!
Taki będzie koniec twego kurewskiego spisku!
Zamiast aplauzu będzie wpierdol i po krzyku!
I na chuj ci to wszystko stary powiedz
Kłamiesz, donosisz, robisz źle samemu sobie
Po chuj się wpierdalasz w życie innych ludzi, powiedz?
Ref.
Tak ja żyję tak jak ja chcę więc zapamiętaj to
Jeśli się wpierdolisz, czeka cię K.O.!
Pilnuj swojej dupy a będzie wszystko SI!
Szakal znów uderza, szakal wypierdala drzwi
Ponownie jest zajebiście, jest kozacko, jest przejrzyścccccie
Tak być powinno i tak być musi...
Więc po chuj się wpierdalasz w życie innych ludzi
Pani B.to do ciebie kieruję moje słowa i krótka będzie mowa
Bo zakompleksiona i brzydka z ciebie jest niewiasta
Manipulujesz ludźmi jak klan pederasta!
Mogłaś zbudować wiele... a wiele rozjebałaś
Przez swoje kompleksy sporo namieszałaś
Więc powiem ci to co pewnie już wiesz...
Pierdole Ciebie, twych przyjaciół też
I to nie jest groźba tylko faktu stwierdzenie
Snajper i Orwa podzielają moje zdanie...
Ref.
Puszszsz
Ta. DJ 600V ta, ta agresja, agresji, ta
Spójrz na to z tej strony e te
Pytasz się skąd ta agresja wszędzie
Nikt tego nie wie
Bo zapadłem się w podziemie
Tu pozostaję tu jest moje miejsce
Tego kurwa chcę bo przed siebie brnę
Dobrze wiem co jest za mną co przede mną
To ostatnia kropla wybrałem drogę
ciemną
I zawsze będę coś nie tak, tak to przymknij gębę
Nie prezentuj womes memende
Odbieraj ja przybędę zawsze to swego portu
Zipero kurortu dobrze zabezpieczonego fortu
Tu nikt nie kręci tak jak w obliczu śmierci
Tu klimat niebezpieczny tak jak Chemgrrrru na krawędzi
Uliczna prawda nikt nie ględzi głupoty bredzi
Nikt nie glęęęędzi nie przeciągaj zwrotnicy
Masz jeden tor nie zwalniaj nie zwlekaj
Jak punkt tak to, bądŹ czujny jak czujny predator
To jest twój własny identyfikator
Trzymaj się na dystansie
Nie daj się przewalić nie daj się ogłupić
Pokonując drogę możesz się pogubić wszędzie
Słyszałeś jest jak jest będzie co będzie

Ref.
Agresja ta
Agresja, agresja ta 3x
Agresja

To jest nasz oddany skonstruowany w szybkim tempie cytat
Agresywność punkt jeden
To nie ogród zwany Eden
To ciężki hip-hop za to jointa spalę stale
Za wszystkie śmieszne skandale
Skłonię się w ulicznych chwale
Sprawa godna i waleczna
Rzeczywistość obiektywna choć niedorzeczna
Anty murami proces generacji ludzi oderwanych
Od prawdy gdzie agresja budzi
Nadszedł czas
nadszedł ten okres
Niepotrzebne nerwy niepotrzebny stres
Bez ściem rozumiesz ej ty słuchać nie umiesz
Nie odstawiaj scen gdzie się snujesz
To jak MDM przedmieścia strony
To nie sen
Świecące neony jak nad Bunsen
To przedziera i ze sprytem jak wielki Szu
Panowanie nad osobą jak nad umysłem
To jest trudne w okolicznościach stresu
Potwierdzić to mogą ludzie z ulicznego marginesu
Wiecie będę trwał jak najdłużej w fałszywym świecie
Więc nie zgniataj czystej prawdy bo się pogniecie
W całym tym zamęcie macie szansę i ją bierzecie
Wykorzystujecie ja dziękuję za wiele
Trwam do końca ze mną ziomki i przyjaciele
Cały czas na terytorium postępuję bezwzględnie
Czy to noce czy to dnie
Nigdy z rymu nie zrezygnuję
Nawet jak się ustabilizuję
Choć jest trudno wszędzie pod wodę i zarówno
Dobro tło dobro zasypia i budzi się zło
Które panuje nad tą grą
Pod tytułem to będzie następny napis wstępny
Do śmierci z planszą ostateczną
To nikogo już nie zdziwi ona się w tym żywi
Ona w tym po uszy tonie
Poszła kosa i plama krwi na betonie

Ref.
Agresja ta
Agresja, agresja ta 3x
Agresja

Ciężki odlot jak ciężki lot
Do głowy ciężki jak młot
Ej człowieku nie motaj się popraw się
Wzrasta adrenalina że nie basta
Czyszczona ma agresja jak wielki masta
Masz to w zastaw masz to w zastaw masz to w zastaw
Z.I.P.
Wiesz co nas łączy?
Ta historia, która nigdy się nie kończy
Bo jest w naszych sercach
A śmiać się może z tego tylko prześmiewca x2

Ciekawe co będzie za 5 lat na bilbordach
Ciekawe przy których zostaniemy mordach
Kto zostanie przy tych co dziś poglądach
I jak będzie każdy z nas wyglądał
Ciekawe czy będą zipieć na murkach
Co wtedy będzie robić nasza córka
Na jej drodze jeszcze nie jeden występ
Powiem ci ściślej, że mam o czym myśleć
Ciekawe czy będzie cię dotykał inny facet
To wtedy my jak syzyfowe prace
Chciałbym zabrać cię na bardzo długi spacer
Na bardzo długi i nic nie mówić
Zabiorę cię do krainy mojej miłości
Gdzie nie ma znajomych fałszu i zazdrości
Przecież jesteśmy już dorośli
Popłyńmy razem nie chcę samotności

Wiesz co nas łączy?
Ta historia, która nigdy się nie kończy
Bo jest w naszych sercach
A śmiać się może z tego tylko prześmiewca x2

Ciekawe co nam jeszcze zostało
Chciałbym zebrać to wszystko w całość
Nie chcę żałować, pierdolę żałość
Cenię zrozumienie i wytrwałość, wiarę
Będzie kolorowe to, co było szare
Na ważoną pianę zniknie za karę
Ciekawe jak spojrzymy na siebie po paru latach
Może weźmiemy koc i pójdziemy na dach
Nie myśląc wtedy o naszych wspólnych latach
Osłodzi nam usta ciepła czekolada
Łączą nas wspomnienia o naszych rodzinnych domach
Zawieszeni całą noc na telefonach
Na ulicach ślady po oponach
Ciekawe co przed nami, chcę się przekonać
To dla ciebie,
Chciałem ci powiedzieć, że zawszę będę cię kochać

Wiesz co nas łączy?
Ta historia, która nigdy się nie kończy
Bo jest w naszych sercach
A śmiać się może z tego tylko prześmiewca x4
(Wstaje dzisiaj nowy dzień, ... )
Wstaje nowy dzień, życie daje Ci szanse,
Albo chociaż jej cień, jeśli chcesz tą go znajdziesz.
Jeśli wiesz gdzie jest sens, graj twardziej,
Bo można przejąć każdą grę, jak basket Michael.
Łap okazje, życie nikogo nie głaszcze,
Idź swoją drogą choć to podobno nie łatwe.
Zdejmij maskę, bądź sobą na zawsze,
Nie ważne co mówią, w każde słowo pchaj prawdę.
Życie jest twarde, ale daje satysfakcje,
Więc marne są szanse, jak odpadniesz na starcie.
Graj odważnie, gra o wysoką stawkę.
Czas na walkę, oczy szeroko otwarte.
Szeregi zwarte, życie nieodwracalne.
Postaw na jedną kartę, graj w kości z fartem.
Wiele możliwości, sam nieraz upadłem.
Wstaje nowy dzień, przynosi nam okazje.

Ref:
Wstaje nowy dzień,
Wstaje nowy dzień,
Wstaje { nowy dzień }
Który daje nam szanse.
{bierz los w swoje ręce, nie poddawaj się łatwo,
codziennie da się coś zrobić, podejmij decyzje }
Wstaje nowy dzień,
Wstaje nowy dzień,
Wstaje { nowy dzień }
Który daje nam szanse.
{nowy dzień szansę na wygraną wciąż powiększa,
rozejrzyj się, wyobraźnia jedyna granica }

Wstaje nowy dzień, słońce daje nam nadzieję,
Jak krzyk dziecka, gdy płuca wypełnia tlenem.
Jak łzy oczyszczenia, w nas tli się nadzieja.
Jak wiara w lepsze dni, bo kiedy jak nie teraz?
Nowy dzień, szanse jak w Milionerach.
Masz cztery strony świata, każdy z nas sam wybiera.
Obierz cel, przecież jesteś przy sterach,
Łap w żagle wiatr, to zwycięska bandera.
Konsekwencja pozwoli Ci popłynąć za horyzont,
A esencja tej drogi, smak zwycięstwa jak wino.
Ważniejsza niż miłość stała się konkurencja,
Dlatego zdrada ideałów jest coraz częstsza.
Wstaje nowy dzień, oczyścić umysły.
Ja zrealizuję sen, jeden z miliona znad Wisły.
Nowy dzień, nowe pomysły - jest pięknie.
Wstaje nowy dzień, Ty zrobisz z nim co zechcesz.

Ref:
Wstaje nowy dzień,
Wstaje nowy dzień,
Wstaje { nowy dzień }
Który daje nam szanse.
{bierz los w swoje ręce, nie poddawaj się łatwo,
codziennie da się coś zrobić, podejmij decyzje }
Wstaje nowy dzień,
Wstaje nowy dzień,
Wstaje { nowy dzień }
Który daje nam szanse.
{nowy dzień szansę na wygraną wciąż powiększa,
rozejrzyj się, wyobraźnia jedyna granica }
[Cicho,cicho, cicho, cicho, cicho, cicho
Cudowny, jestem cudowny jak nie pije
A ja kurwa nie chce być cudowny
bo chce, odpał, odpał]

O to jeden z tych odpałów to na szybko nie pomału
Doprowadzi Cię do stanu, jakiego? Opłakanego!
Właśnie tak dziś kolego, dziś zrobię sobie krzywdę
Przez wrodzony brak kontroli siełba we łbie to nie boli
Tu nie ma co pierdolić, ciąg alkoholowy drania
Brak zdolności hamowania to jest odpał - ryzyko
Więc za friko bo tu ceny wyjebane aż po sufit
Jak na Batorym Rychu nie będzie chory
Jebać, jebać chandrę wypluć z siebie pogardę
Do innych do świata, do siebie to szmata
Przez kurwę mam katar, mam kaca - paranoje
Podłe nastroje, pierdol to - olej
Póki na nogach stoję aplikuje bez limitu
To odpał bez kitu, rozjebanie profitu
Panie wybacz to ja Rychu, żyję w grzechu, w pośpiechu
Od zarania dziejów nikt tu nie wącha kleju
Ale temat butaprenu coś znajomie się kojarzy
Pośród tych samych twarzy, wciąż nie przestaję marzyć
Wierzyć, że tak trzeba i nie dać się sprzedać
Nie dać się zgnoić, nie dać się wypierdolić
Przez fałszywców, gnoi, oni Ci próbują wmówić
Że w ich towarzystwie nie sposób jest się nudzić

[Odpał - ryy pa pa pa pa pa pa pa pał !]

Wszystko przekreślam stawiam dziś na jedną kartę
Odpał ten nie żartem przeżyję nazwę fartem
Zabawa na całego kosztem bliskich korzyści
Same straty nie zyski kurwy, klimaty z dyski
Pierdol to wyjdź mi, chcę sam się wykończyć
Nie pozwolę się skończyć, bo to życie wciąż mnie korci
To ja tylko upadam tutaj na życzenie własne
Póki nie zasnę jeszcze cała noc przed nami
Znany ten pokój z lustrami a my rozkurwieni cali
Koniak za koniakiem - ja chleję to wiadrami
A za zamkniętymi drzwiami, wszystko się wyjaśni
To jest odpał tak poważny, że masz rozdwojenie jaźni
Jeden mach potem sztach giełdowy krach
Wpadam w cud nie ma tak odpał bach bach
I jak w najwspanialszych snach wymykam się rzeczywistości
W tym super stanie bogości chcę pozostać nie pomścić

O to odpał, odpał tylko on mi pozostał, wkurwiony? Zalej pałę!
Po tym poznać mnie można, dziś na rozdrożach
Ja błądzę jak w obłędzie, odpał to będzie ten odpał - będzie nieźle

Bo to, klasyk odpał jebany come back
Liryczna bomba, platyna nie tombak
Bo to, klasyk odpał jebany come back
Liryczna bomba, platyna nie tombak

Tracę oddech jeszcze żyję, jest źle? Krzyczę, wyję!
Euforia nie przytyje, bo znów się podniszczyłem
Nabawiłem zgagi - seks, rap i dragi
Dzwonię do Dagi, ona pewnie znać mnie nie chce
Co ważne to zabierzcie, od życia i nareszcie
Jest tu chwila na refleksje - ja pierdolę konsekwencję
Kolejny raz przegrałem na mnie postawili kreskę
A czy ja ponoszę klęskę, za to że prawdziwy jestem?
To, że ból mym przekleństwem naznaczonym cierpieniem?
Nie będę ludzkim cieniem, lecz nawyków nie zmienię
Bo to, klasyk odpał jebany come back
Liryczna bomba, platyna nie tombak
Platyna, w chuj sprzętu plus wytrawne płyny
Nagie, ciało dziewczyny dziś w ofierze złożymy
Odpał - bez przyczyny, odpierdolcie się ludzie
Jak te dziwki w klubie odpał bez przyczyny lubię
I w tym syfie się nie zgubię

O to odpał, odpał tylko on mi pozostał, wkurwiony? Zalej pałę!
Po tym poznać mnie można, dziś na rozdrożach
Ja błądzę jak w obłędzie, odpał to będzie ten odpał - będzie nieźle

Bo to, klasyk odpał jebany come back
Liryczna bomba, platyna nie tombak Bo to, klasyk odpał jebany come back
Liryczna bomba, platyna nie tombak

[Droga, ech - dogadamy, odpał nad odpały SLU '06
Dla wszystkich alkoholowych zmor
Mówię wam dzisiaj wielkie cześć
Podwiło się najebać, gorzką żołądkową teraz trzeba
Właśnie tak, trzeba uderzać
A do domu na denaturat i henesi - wiadomo, wiadomo ziom
Jutro na trening muszę iść, I ha ha ha]
Ja przy użyciu mic'a przedstawię ci syf ulic
Weź odpal sobie skręta, polecam się znieczulić
Widzę ziomka w koszuli na sprawę idzie brachu
Bo tu dramat się kryje za cyframi sygnatur
Rozsądek krzyczy 'ratuj', lecz pomoc nie nadchodzi
Podpytaj o to kurwa dzieciaków z biednych rodzin
Wiesz o co chodzi ziomuś, wiesz ziomuś co jest cięte
Najchętniej to jak Hukos skończyłbym z prezydentem
Ziomek siedzi ze skrętem i jak zarobić pyta
Dilerka na ten moment, jedyne co mu świta
Ja ciągle na tych bitach z okruchami perspektyw
Kreślę kartki do pudła, bo ziomka mi powlekli
Chujoza się wyświetlił, na sprawie jebnął szpagat
Uważaj z kim się trzymasz, co komu opowiadasz
Dla Ciebie znowu Chada, ulica to pochwala
Dla dobrych ziomków w celach dziś przy 14stu calach

Ref. x2
Gdzieś za rogiem pewnie czyha (ulica)
Rozstaj dróg śmierci i życia (teraz tak)
To czy zostaniesz z niczym (weź posłuchaj)
Czy będziesz spokojnie oddychać (co)

Koleżko, weź uważaj jak dzwonisz do dillera
Telefon na podsłuchu, miejscówki na kamerach
Też tego nie popieram, pierdolę taki klimat
Za jakiś czas tu będzie brat druga Argentyna
Koleżko się zatrzymaj, ulica wznosi lament
Dotyczy to dzieciaków co przesadzają z ćpaniem
Tu mamy przejebane, psy zniweczyły plany
Ziomek weź się ogarnij, wciąż na cenzurowanym
My dbamy o układy i przestrzegamy reguł
Już dość mam tych awantur i wylanego gniewu
To życie według Chady, co dalej będzie nie wiem
Weź trzymaj za mnie kciuki gdy ja trzymam za Ciebie
Wiesz jakoś się wygrzebiesz, ja zawsze mówię z fartem
Te prochy i alkohol to dzieciak chuja warte
Kup zaraz nowy starter i wymień swój telefon
Jak ziomuś od tygodnia w słuchawce słyszysz echo

Ref. x2
Gdzieś za rogiem pewnie czyha (ulica)
Rozstaj dróg śmierci i życia (teraz tak)
To czy zostaniesz z niczym (weź posłuchaj)
Czy będziesz spokojnie oddychać (co)

Tu nie książki lecz bartku alkohol znika z półek
Wiem jak ciężko jest zamknąć rozdział pod tym tytułem
Pieprzę taką regułę, nie chce wisieć na kresce
My z jebaną policją wciąż na wojennej ścieżce
Nikt nie odda za bezcen tych fantów, które przyniósł
Tak naucza ulica swych niepokornych synów
Już obrałem azymut, teraz zaciskam pięści
Ciężko zorganizować tu splot najlepszych wieści
Od narodzin do śmierci tubylcy walą brudzia
Nie ogarniają życia, tylko biorą w nim udział
"coś tam' sprzedałeś życia część
Dzisiaj jesteś tu dlatego że nie stac cię na śmierć
Takim to mówię cześć, ich krzywda mnie nie boli
Masz talent do zjebania wszystkiego mimo woli
To syf pieprzonych ulic, ja żyję tutaj człowiek
Pomimo, że z każdego kąta powiewa chłodem

Ref. x2
Gdzieś za rogiem pewnie czyha (ulica)
Rozstaj dróg śmierci i życia (teraz tak)
To czy zostaniesz z niczym (weź posłuchaj)
Czy będziesz spokojnie oddychać (co)
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo