Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Onar
Rozkładam skrzydła i lecę, choć naprawdę nie mam ich
Uwierz mi, ale między chmury, raz, dwa mogę się wbić
Jak ostatni gwóźdź do twojej trumny
Mówisz dzień jest pochmurny, jebać to, jestem podchmurny
Ty z deszczu pod rynnę, ja level wyżej
Ty level niżej przez co dostajemy skrzydeł
Widzisz różnicę ty pierdolony nielocie
Ja widzę skyline w tym pierdolonym hip-hopie
Chłopie zostań w domu jak masz lęk wysokości
Bo widzę pod sobą bloki skąd żeśmy wyrośli
Te miejsca dają sznyt do końca życia
Wolę spaść jak Ikar, niż być przylepionym do chodnika
Twoje oczy się śmieją, wiem że jesteś szczęśliwa
Te miejsca dają miłość do końca życia
Nie daj się uziemić, niczemu, nikomu
Po zimowych miesiącach zawsze wracamy do domu

Ref.: Chcesz lecieć z nami, nie bój nic, jeśli z nami chcesz się wzbić
Ponad chmury, ponad ten syf
Porzuć mury, wszelkie ramy i granice, które mamy
Pieprzyć lęk wysokości, trzeba żyć
Chcesz lecieć z nami, chcesz lecieć z nami
Chcesz lecieć z nami, chcesz lecieć z nami
Chcesz lecieć z nami, nie bój nic, jeśli z nami chcesz się wzbić
Ponad chmury, ponad ten syf
Porzuć mury, wszelkie ramy i granice, które mamy
Pieprzyć lęk wysokości, trzeba żyć
Chcesz lecieć z nami, chcesz lecieć z nami
Chcesz lecieć z nami, uważaj jest wysoko.

Pezet
Lecę szybko i wysoko ja na misję Harrier
Nie mam czasu zostać z Tobą jak chcesz żyć jak frajer
Los raz rozdaje karty, nie ma szans na nową talię
Czas traktuje nas brutalnie, jakby zabijał czarną Dalię
Hejterów działa wymierzone w nas
Lecę jak nad Normandię, a w mojej dłoni płonie mic
I zanim spadnę, zabijam wrogów, mijam szczyty
Lecę, bo pragnę tak bardzo zmienić swoje życie
I flow jak skrzydła, na bicie rozpościeram
Już pora wygrać, więc Tora! Tora! Tora! teraz
To dobra firma, to życie nie kariera
Wzbijam się, lecę, kolejny raz mijam Cię
Unoszę się wysoko, ponad bloki
Tam gdzie stawiałem pierwsze kroki i dumnie zakładam czapkę Koki
Polecę wyżej, wyślę ci foty
A jak będzie trzeba zostawię za sobą zwłoki

Miuosh
Ty zadzierasz głowę jakby na nią wisiał Zeppelin
Fly high, skurwysynu - dream team heroin
Szmugluję Twoje sny po moim nieboskłonie
A gdy wypuszczam pociski słyszę piski, puchną skronie
Podnosisz dłonie, nie dotkniesz nawet łyżwy
Widzę stąd świata koniec, ziom - Twój widok jest przykry wciąż
Tnę powietrze jak brzytwy o zawistnych ręce
I choć nie miałem w planach tu być, jak nic lecę po więcej
Pędzę tak przez lata liczone tu w dekadach już
Kolejny album latam, reszta opada jak kurz
Chuj Cię dopada znów, ten znany chłodny wkurw
Stąd Cię nie widać - bywa, jesteś jedną z setek głów
Nie brakuje mi tchu, choć powietrze jest rzadkie
Znam dobrze smak betonu, więc nie boję się, że spadnę
Nigdy nie było łatwiej, wszystko się dzieje nagle
Pod fotelem masz kamizelkę, z góry dostaniesz maskę
Wierz lub nie, gdy widzę Ciebie,
Wszystko tańczy ja mam nadzieje
Wierz lub nie, gdy widzę Ciebie,
Wszystko tańczy ja mam nadzieje

Zobacz dookoła zwariowany świat,
Taki martwy a coś ciągle żyje w nas.
Posłuchaj to dla Ciebie są te piękne słowa,
Nie pisze je ręka nie pisze je głowa.
Raczej serce, serce otwarte popatrz,
Dotknij ręką, poczujesz zobacz.
Pewnie teraz Ty śpisz sobie w świecie błękitu,
Ja pisze dla Ciebie ten tekst bez kitu!
Od pewnego czasu,
powodujesz że powietrze ma hermetyczny smak,
świat nabiera barw.
Ten ktoś kto olewał tak piękny skarb,
Nie warty jest Twoich łez rozmytych przez wiatr.
Pomimo że bałem się snów tego bólu,
Ufam Tobie bo wyróżniasz się z tłumu.
Ktoś tak chciał pewnie jakiś los,
By Twój głos uspokajał mnie jak święty krąg.
Gdy patrzę Ci w oczy widzisz blask tak jasny,
To jest wnętrze moje, albo serce zgadnij, sama,
Ja Ci mogę w tym pomóc.
Ja wierze w przeznaczenie chcesz jeszcze jakiś dowód.

Wierz lub nie, gdy widzę Ciebie,
Wszystko tańczy ja mam nadzieje
Wierz lub nie, gdy widzę Ciebie,
Wszystko tańczy ja mam nadzieje

Wiedząc Ciebie, słyszę cisze w sobie,
Nie widzę nic dookoła, dobrze powiedz.
Zatrułaś mnie czymś tym uczuciem pewnie,
Może tego nie wiesz, ale ja wiem świetnie.
Piękne to jest jak najpiękniejszy sen ten,
Przez to coś odbierasz mi powietrze tę, te,
Dusze się w szczęściu, jutro coraz większe.
Jakoś będzie, oddaje Ci siebie resztę pieprze!
Świat jest dziki ale daje mi Ciebie.
Rozrywa mi serce ale ciągle wierze,
Że gdy widzę to, to czuje tą nadzieje,
Która jest wspaniała.
Wierzysz w przeznaczenie?

Wierz lub nie, gdy widzę Ciebie,
Wszystko tańczy ja mam nadzieje
Wierz lub nie, gdy widzę Ciebie,
Wszystko tańczy ja mam nadzieje
Numer Raz:
miałem sen jak Luther King,
chciałem być jak Malcolm X u Spike'a Lee
wciąż pamiętam tamte dni,
chociaż śni mi się teraz inne dziś
ta, to była walka z systemem
gdzie górował kicz nad ambitnym brzmieniem na zamówienie
a my, robiliśmy coś dla siebie
zgodnie z otoczeniem na scenie

Pyskaty:
pamiętam, browar na ławce, słuchawki, walkman w kielni
rap na klatce, ustawki i kosę dzielnic
bitwy - nie internetowa walka jak teraz
kiedy mogłeś nas policzyć na palcach sapera
hajs nie grał roli, Hybrydy za drobne
i nas wspólny olimp założony przez Volta i Bognę
pamiętam dobrze to nie żadne mity
bo mam to przed oczami ciągle jak te starsze klipy

Onar:
pamiętam, to było jakiś czas temu
klimat graffiti jamów, każdy znał każdy przebój
to cały czas, siedzi w nas, te wspomnienia
Radio Jazz, Ślizg, Klan, rozgłośnia harcerska
było pięknie, nawijki z królewszczakiem w ręce
pod Remontem, sceną Alfą, chuj wie gdzie jeszcze
składaki Volta i, wielka rewolta i
a pamiętasz jak, hip-hop wtedy wyglądał?

Małolat:
pamiętam jak przy Capitolu Gutek siekał kickflipa
a Ślizg nie był żadnym forum, mogłeś z papieru czytać
rap na kasetach pod domem, choć nie było Empików, my
w dresach na szkole, przesiąknięci do szpiku
pamiętam te pierwsze bity od Volta na Smak Beat Records, i
jeden za wszystkich jak MOP Skład na ścianach beton
pierwszego jointa do domu, nocnym się wlecząc, i
dziesięć i pół, na słońcu wolniejsze tempo
i to wraca jak flesze, tamte wtorki w Remoncie
klipy na VHS-ie, w klubach - DJe z wąskiem
choć pusta kieszeń, i za zwroty koncert
wiem że nie dla hecy te czasy były początkiem

Pelson/Włodi:
dziś palę funk i jointa, i wracam do chwil takich
gdy wszyscy wierzyliśmy w track czwarty z Illmatic
dzieciaki, co nie liczą strat i zysków
tylko mają rap w sobotę, i kumpli na boisku
to czasy, gdy zostawiałem cały hajs w klubach
i śmiertelnie nas zaraził, zastrzyk Ice Cube'a
każdy miał kurtkę, w stylu Boot Camp
w której wódkę, ze sklepu, wynosił hurtem
mama z mąki, kleju, zrobiła pół wiadra
wieszaliśmy plakaty żeby się wyrwać z bagna
i gdy w podstawówce, kończyłeś pierwszą klasę
my kończyliśmy pierwszą trasę, sprawdź datę
rok wcześniej na żywo, w audycji u Volta
padło parę bluzgów, ktoś odpalił jointa
ktoś z wytwórni wziął kontakt, dał kontrakt
i do dzisiaj wpłaca ten śmieszny hajs na konta

Mes/Stasiak:
a pamiętasz jak, nie było gimnazjów?
czipsy Ruffles były nie złą okazją
a jak banknot dostałeś na urodziny
to kupowałeś wtedy baggy, airy, czy Ivy?
hmm, prymitywizm, z tym mnie nie kojarz, ja jednak
przypomniałem bardziej dresa niż skejta onegdaj
śródmiejska moda znam ją ze starych planów
ja to sekcja skate, od Vansów, i lenarów
Ikarus - łączył dwa światy, dwie dzielnice
nie czaruj, Ty nie słuchałeś 2 Unlimited?
co weekend, próbowałem wbitę na domówkę
było nas dwunastu, mówiłem "będziemy we dwójkę!"
weź przemyśl tę wczuwkę, na Tamagochi
panny jarały się tym gównem, zamiast psocić
zgaga to czy kac gigant, tak myślałem po wtorku
i nie pamiętam jak wtedy wracałem z Remontu

Hades:
ja pamiętam jak to było, parę ładnych lat temu
zrobiliśmy pierwszy klip, ale weź mi nic nie mów
pamiętam to jak dziś, a wspomnienia są żywe
pierwszy mixtape, potem pierwszy koncert w Proximie
przewinę czas, tak jak taśmę w kaseciaku
kilkanaście lat temu, Rakim uczył mnie rapu
paru szczeniaków, na słuchawkach, na ławkach
wpadałem na boisko dziś, do twojego miasta
grać hip-hop na maxa, H do A do D
E do S, sama prawda, ale o tym już wiesz
przepowiednia się sprawdza, nie oglądam zdjęć
we wspomnieniach jest magia!

Platoon:
kiedyś wosk i skrecz, teraz plastik i ksero
kiedyś funk i jazz, teraz to mniej niż zero
lubię dobry rap, gdzie winyl szumi, trzeszczy
niż katować ucho, kiedy brzęczy mp3
ta muzyka, ta liryka, specyfika czasów naszych
cztery elementy, każdy dla nas wiele znaczy
pozdrawiam wszystkich graczy których rap wychował
nadal czuję się lepiej jak jest ładna pogoda

Ero/Kosi:
Ero pamiętasz 96', chyba było to lato
JWP, ASC, kolabo ziom do dziś trwa to
chuj z datą, jeszcze pierwsze wbitki na yard
skuna smagało się z fifcią, wciąż brakowało nam farb
żółw za to, tych chwil nikt nam nigdy nie zabierze
jesteśmy weteranami, lecz flow wciąż mamy świeże
wtedy, dobre ciuchy kupowałeś na Smolnej
a najlepsze dupy same były namolne
melanże, awantury - w Hybrydach to już są dzieje
widziałem typa jak rzyga, ja byłem tym co się śmieje
miałem wtedy lat 16, ja też, gdzieś tak z 20
była polewka z rolkarzy że dla nas deska jest lepsza
czasy gdy żył Biggie, i żył Big L
w telewizji YO! MTV Raps, gdzie to dziś jest?
nigdzie, i nikt nie, będzie tu płakał
rap nigdy nie zniknie, on żyję na tych trackach

Diox:
ja wiedziałem że tak będzie jak na pierwszej Moleście
osiedlowe akcje, wkrótce u ciebie w mieście
kochana Polsko, dzięki za mądrość
jest jedna rzecz, i szczerze wierzę że damy radę
pada Warszawski Deszcz, ja jadę dalej
jak podróżować po mieście, autobusy, tramwaje?
Stare Miasto, zaraz bankowy przystanek
przy błękitnym wieżowcu, kilku hip-hopowców
blanty, mamy browców parę
zapomnieliście? czy jeszcze pamiętacie
nie ma nic za friko, nie ma nic na starcie
jeśli nie otworzysz zasuw, nie ma whisky do ananasów
nie mam nic w kieszeniach jakby pytał mnie policeman
jak za małolackich lat, gram do ostatniego gwizdka
na pięć, na pięć, adaptery i majk
ja nie potrzebuję zdjęć żeby pamiętać jak!

Chada:
a pamiętasz jak w 96', u nas na blokach
na walkmanach grał Nas, na wideo istota
każdy latał tu brat, w tych sześćdziesiątkach piątkach
no i kitrał w nich stuff, by dorzucić do jointa
psów jak dziś było w chuj, raperów było paru
w MTV grali rap, a nie randki pedałów
na bazarach był syf, za to klimat był zdrowy
pierwsze płyty sprzedawali nam z łóżek polowych
Doniu w sumie jak dziś, wtedy także był nikim
Liroy zgarnął te zasłużone dwa Fryderyki
każdy chciał być jak Biggie, tyle że nie chciał zginąć
a pamiętasz, wracamy do tamtych czasów synuś

Pezet:
siedziałem wtedy na podwórku, zrywałem się ze szkoły
żeby kleić triki na murku, beztroski i wesoły
zanim narkotyki wielu kumplom zrobiły w mózgu szkody
wynosiliśmy boombox na pobliskie schody
93', 94', to był przełom
nagrywaliśmy klipy na video, nie było Vimeo
przegrywaliśmy kaset tony, na pierwszym Sony
gdy oni odbijali notatki na ksero, moje ziomy
swoim Beltonem tagowali swe imiona
i co innego znaczyło kupić chromy niż mieć fajne koła
stara szkoła, bit V.O.L.T.
zanim nagrałem pierwszą z płyt, pierwszy track na pro LP

Sokół:
dobrze pamiętam, osiemdziesiąty ósmy i dziewiąty
miałem 11 lat, usłyszałem pierwszy rap
już wiedziałem co to jointy
szybki start, nie jeden kozak wtedy nie był taki mądry
pierwszy pełny track, 96' Zip Skład
wiecznie na kolendzie mordy, sample, farby, małolatek chordy
Hybrydy to był ten czas, ten biznes
na rapie te uliczne sporty

Juchas:
pamiętam to dobrze, pamiętam cały czas
zajebiste stare czasy które obudziły w nas (co?)
nadzieję! czas zapierdala, a ryj mi się śmieje
choć starzeję się przy tym
głęboko w pamięci świat wspomnień ukryty
wspomnienia jak bity, pozostawiają ślad
pamiętasz to dobrze, pamiętam też i ja
(pamiętasz tamtych ludzi?) proste że pamiętam
(pamiętasz tamte miejsca?) w nich siła zaklęta
(pamiętasz na wirażu ominięty stopu znak?)
pamiętam to dobrze, Ty, a pamiętasz jak? a pamiętasz jak?
Wiesz co nas łączy?
Ta historia, która nigdy się nie kończy
Bo jest w naszych sercach
A śmiać się może z tego tylko prześmiewca x2

Ciekawe co będzie za 5 lat na bilbordach
Ciekawe przy których zostaniemy mordach
Kto zostanie przy tych co dziś poglądach
I jak będzie każdy z nas wyglądał
Ciekawe czy będą zipieć na murkach
Co wtedy będzie robić nasza córka
Na jej drodze jeszcze nie jeden występ
Powiem ci ściślej, że mam o czym myśleć
Ciekawe czy będzie cię dotykał inny facet
To wtedy my jak syzyfowe prace
Chciałbym zabrać cię na bardzo długi spacer
Na bardzo długi i nic nie mówić
Zabiorę cię do krainy mojej miłości
Gdzie nie ma znajomych fałszu i zazdrości
Przecież jesteśmy już dorośli
Popłyńmy razem nie chcę samotności

Wiesz co nas łączy?
Ta historia, która nigdy się nie kończy
Bo jest w naszych sercach
A śmiać się może z tego tylko prześmiewca x2

Ciekawe co nam jeszcze zostało
Chciałbym zebrać to wszystko w całość
Nie chcę żałować, pierdolę żałość
Cenię zrozumienie i wytrwałość, wiarę
Będzie kolorowe to, co było szare
Na ważoną pianę zniknie za karę
Ciekawe jak spojrzymy na siebie po paru latach
Może weźmiemy koc i pójdziemy na dach
Nie myśląc wtedy o naszych wspólnych latach
Osłodzi nam usta ciepła czekolada
Łączą nas wspomnienia o naszych rodzinnych domach
Zawieszeni całą noc na telefonach
Na ulicach ślady po oponach
Ciekawe co przed nami, chcę się przekonać
To dla ciebie,
Chciałem ci powiedzieć, że zawszę będę cię kochać

Wiesz co nas łączy?
Ta historia, która nigdy się nie kończy
Bo jest w naszych sercach
A śmiać się może z tego tylko prześmiewca x4
Od początku muszę tego słuchać?
Ta, musisz.
Dobra, niech tak będzie.

MAGIK:
Ja tego muszę słuchać...

Raz
Gdybam. Gdyby to nie było na niby x2
Gdyby, gdyby to nie było na niby
Gdyby świat cały
Obrósł w niebieskie migdały
Gdyby Magik był doskonały
Gdyby podziały gdzieś się podziały
Gdyby ryby głos też miały
Kaktusy na dłoniach by wyrastały
Gdyby po Ziemi stąpały ideały
Biały byłby czarny
A czarny biały
Indywidualnie na życzenie upały
Wciąż smakowały te same specjały
Minerały każdej skały
Szlachetne jak kryształy
A wszystkie kawały
To tylko kawały
Gdyby czyn był godny chwały.

FOKUS:
Gdyby Fokus nie był tak zarozumiały
Gdyby wrony nie krakały
Gdyby kozy nie skakały
Gdyby tak psy nie gryzły,koty nie drapały
A komary nie wkurwiały
Gdyby dyskojeby tak się nie rzucały
Gdyby równiejsze z równymi równać chciały
Gdyby nowe hip hopowe kluby powstawały
Gdyby foki w klubach tych dupami wywijały
A ekipy rymowały
A się nie napierdalały
Gdyby składy tak jak mówią reprezentowały
Gdyby z pióra słowa dosłowne spływały
Gdyby w Gie O Pe zwykłe deszcze padały
Gdyby szyby i kominy mnie nie otaczały
A kraina Niby-Niby
Gdyby kromki spadały odwrotnie
Gdyby przerzutnie pociągały mnie okropnie
Gdyby rymy się składały wielokrotnie
Gdyby hip hopowe głowy dostawały stopnie
A stopnie wystawiane by nie były pochopnie
Gdyby u mnie na oknie stały
Kwiaty paproci i niebieskie migdały
Gdyby ich cechy się uzupełniały

RAHIM:
Gdyby cudowne sny się sprawdzały
Gdyby Rahim zbierał pochwały
Gdyby problemy zmieniały się w banały
Gdyby z wszystkich treści morały wypływały
Gdyby partnerki partnerów swych kochały
Gdyby oczy nie płakały
A usta się wciąż śmiały
Gdyby powracały piękne chwile i trwały
Gdyby lepsze czasy nastały
Gdyby kawki nie padały
Gdyby pały nie ścigały
Gdyby składy hip hop grały
Przy tym nie dawały chały
Gdyby gazy nie wybuchały
A pożary nie wyniszczały
Gdyby wody nie zalewały
Kataklizmy nie istniały
Gdyby bratnie dusze się wspierały
I sobie ufały
Gdyby rymy tylko na wolno powstawały
Gdyby farby nie zaciekały
I na murze nie matowiały
Gdyby wielkie nominały
Każdą kieszeń oblężały
Na plakatach by widniały
PFK inicjały
No a konfesjonały
By innowierców pochłaniały
Gdyby wszelkie bariery pozanikały
Gdyby żadne serduszka nie pękały
Gdyby kary winnych spotykały
Gdyby każdy był wyrozumiały
Wszedłem na scenę nie po to, żeby z niej zejść.
Cześć! Jestem tu 10 rok, mam treść.
Chodź oficjalnie wydaję od niedawna.
Legalnie, nielegalnie, prawda, to zawsze prawda.
Tego się trzymam, jak bit trzyma się sampla,
gram 10 lat, 10 lat ta sama banda.
Moi ludzie ze mną, odpalam majka
Moi ludzie ze mną nawet gdy gasną światła.
To nie jest rap na lans przy małolatkach,
nie kręci mnie koks na cyckach i lany szampan.
Kręci mnie składnia, zajawka nie zgasła,
nie muszę stać w nike'ach bez względu na wack gram.
Leszcze mówią, że mam jebanego farta,
lecz ten wykres zna progres, co wykracza nad diagram.
Niepodrabialna marka, styl bez atrap,
niezatapialna barka na falach szerokiego pasma.

To jest Diox, to jest Diox, HIFI BANDA!
Chwiał ma winylową płytę, ja mam mic'a
To jest Diox, to jest Diox, HIFI BANDA!
Little da bit, palą się podeszwy w nike'ach.

I nawet jeśli grają mój clip na Vivie,
to grają co nagrałem, nie gram nic pod publikę.
Gram dla publiki w weekend, co weekend,
pcham rap na głośniki, to mój świat, moje życie.
W niektórych clubach myślą, że jestem VIP'em,
ale jestem kim byłem, aż tak się nie zmieniłem.
Wiem skąd przyszedłem, wiem dokąd idę,
idę tą samą drogą, wciąż tym samym krzyżem.
Znam prawdy ulic, tak, jak znam ulicę,
nie mam nic do udowodnienia tej twojej klice.
I nawet jeśli czujesz się mistrzem w tej lidze,
mistrzu wyluzuj! Co najwyżej jesteś vice.
Wiem co jest grane wokół, wciąż widzę.
O karton się potknął Sokół, wziął płytę.
Dziś oficjalnie niebanalnie ze stylem
wykorzystuje szanse, pcham mój rap na winyle.

To jest Diox, to jest Diox, HIFI BANDA!
Chwiał ma winylową płytę, ja mam mic'a
To jest Diox, to jest Diox, HIFI BANDA!
Little da bit, palą się podeszwy w nike'ach.
Brunetki, blondynki ja wszystkie was
Bezpłatnie kurwy nie ruszam
Ze sztukami to jest tak, że
Rozjebią cie jak bomby, które rozjebały Zagrzeb
Lub pomocną zainfekują, natchną
Aż nawiniesz sobie miły kawałek w stylu hardcore
Porymuje teraz tu o niuniach jak Paweł
Seniorita to nie będzie przy tym szlagier nawet
Z nimi to jest tak, że raz dają, raz biorą
Wiem o tym, jedna zajebała mi kurtkę Moro

Wiem, to było pewne jak Tiger Woods w golfie
Błąd, chociaż wiedziała kim jest Tolkien
Jak Solfe nawijam o sztukach, robię tu sztuk mundial
A moja jazda to piwko, wódka i Kolumbia
Ej to już było, szowinistyczny intruz
Ale one takie są, rzadko zaskakują in plus

Ty nie wiesz kim jestem, ale coś podejrzewasz
Że jestem jednym z tych typów, których czasem ci potrzeba
A ja wiem jak nawijać do tych fajnych dziewcząt
Tych które chcą, które są i które nie chcą

Ty nie wiesz kim jestem, ale coś podejrzewasz
Że jestem jednym z tych typów, których czasem ci potrzeba
A ja wiem, że muszę sobie gdzieś podupczyć dzisiaj
Jajajaj...
[tylko tekstyhh.pl]
(Ej laleczko) ale wiesz i nie wkładam się z lalką
Fakt ma ładne oczy, ale wodoszczelne gardło
Jednak możesz nauczyć czegoś się od Barbie
Włosy ma tylko na głowie i nigdy sie nie garbi
Wiesz to tylko ta ciemna z kilku stron Mesa
Jeśli źle trafisz twój sąd może mieć gro przesad
Chcesz potrafię być jak Mes tha Gentleman
Znam lepsze bajki niż Jan Christian Andersen
Dobra to nie jest tak, że faceci schodzą na psy
Zobaczysz doggystyle kiedy podam ci absynt
A twój chłopak, tępy krokodyl Dundee
Wierny juz pół roku, zabierz go do Tajlandii
Wybacz, wolisz takich cipowatych jak Ross Geller
Prawda nie jest tak słodka i tak Cool jak LL
Prawda, każdy najebany chce podupczyć
Nie wiedziałaś? uuu to masz lepszy dowcip niż Lubczyk

Ty nie wiesz kim jestem, ale coś podejrzewasz
Że jestem jednym z tych typów, których czasem ci potrzeba
A ja wiem jak nawijać do tych fajnych dziewcząt
Tych które chcą, które są i które nie chcą

Ty nie wiesz kim jestem, ale coś podejrzewasz
Że jestem jednym z tych typów, których czasem ci potrzeba
A ja wiem, że muszę sobie gdzieś podupczyć dzisiaj
Jajajaj...

Piona dla feministek choć zwykle robię unik
Przed takimi kompleksami typu Kinga Dunin
Piona dla tych, które mijam w drodze do metra
Wybuchowych jak saletra i tych w wielkich swetrach
Jedna miłość tym, które chcą randek
Romantycznych i nielicznych, które studiują S.G. Handel
Bez was życie miałoby tylko smak śledzia
I myślę, że miał rację, że on dobrze wiedział
Jak nawijał Kaśko, Zuzo, Aśko, Karolino, Klaudio
Kocham wszystkie, pogłośnij to w swoim audio

Ty nie wiesz kim jestem, ale coś podejrzewasz
Że jestem jednym z tych typów, których czasem ci potrzeba
A ja wiem jak nawijać do tych fajnych dziewcząt
Tych które chcą, które są i które nie chcą

Ty nie wiesz kim jestem, ale coś podejrzewasz
Że jestem jednym z tych typów, których czasem ci potrzeba
A ja wiem, że muszę sobie gdzieś podupczyć dzisiaj
Jajajaj...
Ja przy użyciu mic'a przedstawię ci syf ulic
Weź odpal sobie skręta, polecam się znieczulić
Widzę ziomka w koszuli na sprawę idzie brachu
Bo tu dramat się kryje za cyframi sygnatur
Rozsądek krzyczy 'ratuj', lecz pomoc nie nadchodzi
Podpytaj o to kurwa dzieciaków z biednych rodzin
Wiesz o co chodzi ziomuś, wiesz ziomuś co jest cięte
Najchętniej to jak Hukos skończyłbym z prezydentem
Ziomek siedzi ze skrętem i jak zarobić pyta
Dilerka na ten moment, jedyne co mu świta
Ja ciągle na tych bitach z okruchami perspektyw
Kreślę kartki do pudła, bo ziomka mi powlekli
Chujoza się wyświetlił, na sprawie jebnął szpagat
Uważaj z kim się trzymasz, co komu opowiadasz
Dla Ciebie znowu Chada, ulica to pochwala
Dla dobrych ziomków w celach dziś przy 14stu calach

Ref. x2
Gdzieś za rogiem pewnie czyha (ulica)
Rozstaj dróg śmierci i życia (teraz tak)
To czy zostaniesz z niczym (weź posłuchaj)
Czy będziesz spokojnie oddychać (co)

Koleżko, weź uważaj jak dzwonisz do dillera
Telefon na podsłuchu, miejscówki na kamerach
Też tego nie popieram, pierdolę taki klimat
Za jakiś czas tu będzie brat druga Argentyna
Koleżko się zatrzymaj, ulica wznosi lament
Dotyczy to dzieciaków co przesadzają z ćpaniem
Tu mamy przejebane, psy zniweczyły plany
Ziomek weź się ogarnij, wciąż na cenzurowanym
My dbamy o układy i przestrzegamy reguł
Już dość mam tych awantur i wylanego gniewu
To życie według Chady, co dalej będzie nie wiem
Weź trzymaj za mnie kciuki gdy ja trzymam za Ciebie
Wiesz jakoś się wygrzebiesz, ja zawsze mówię z fartem
Te prochy i alkohol to dzieciak chuja warte
Kup zaraz nowy starter i wymień swój telefon
Jak ziomuś od tygodnia w słuchawce słyszysz echo

Ref. x2
Gdzieś za rogiem pewnie czyha (ulica)
Rozstaj dróg śmierci i życia (teraz tak)
To czy zostaniesz z niczym (weź posłuchaj)
Czy będziesz spokojnie oddychać (co)

Tu nie książki lecz bartku alkohol znika z półek
Wiem jak ciężko jest zamknąć rozdział pod tym tytułem
Pieprzę taką regułę, nie chce wisieć na kresce
My z jebaną policją wciąż na wojennej ścieżce
Nikt nie odda za bezcen tych fantów, które przyniósł
Tak naucza ulica swych niepokornych synów
Już obrałem azymut, teraz zaciskam pięści
Ciężko zorganizować tu splot najlepszych wieści
Od narodzin do śmierci tubylcy walą brudzia
Nie ogarniają życia, tylko biorą w nim udział
"coś tam' sprzedałeś życia część
Dzisiaj jesteś tu dlatego że nie stac cię na śmierć
Takim to mówię cześć, ich krzywda mnie nie boli
Masz talent do zjebania wszystkiego mimo woli
To syf pieprzonych ulic, ja żyję tutaj człowiek
Pomimo, że z każdego kąta powiewa chłodem

Ref. x2
Gdzieś za rogiem pewnie czyha (ulica)
Rozstaj dróg śmierci i życia (teraz tak)
To czy zostaniesz z niczym (weź posłuchaj)
Czy będziesz spokojnie oddychać (co)
Auta, piski, dziwki na maskach
szampan, używki, dla wszystkich Metaxa
can-cannabis, klaskaj
licealistki
szansa na miss miasta
i finalistki
raz dwa jazda na maksa
fokus hustla, masta majka Was pochlasta i basta
rusz tym tłustym tyłkiem laska
spusty na twarz, to nie pasta, mlaskaj!
ty plus ty biorę Wasze biusty pod zastaw
wchodzę w Wasze gusty jak wtyczka do gniazdka
mój styl jest pusty jak flaszka i chuj z tym!
daje sound jak Sound Blasta

Rusz tym, rusz tym i klaskaj
mój styl, styl tego miasta
rusz tym, mówie rusz tym ej laska
raz dwa na maksa bo dostaniesz klapsa
weź sie na to nastaw
rusz tym, mówie rusz tym i jazda
klaskaj a-a-aj rusz tym
szpilki i bluzki i tyłki i biusty

To dla koleżanek [mała!]
ja tutaj zostanę
i jesli coś powiesz,
zapomnę o tobie!

Mój rym, mój styl, Twoja laska
chuj z tym, dostanie klapsa
plus Ty, moj styl ryj ci roztrzaska
miazga!
nikt sie nie wykaraska
nasienie z miasta, mlaskaj!
i rusz tym, klaskaj
z ust dym, namiastka burzy
nikt cie nie pogłaska
kolce bez róży, duży jak dziewiętnastka
z miasta do miasta w podróży, baunsuj
wylansuj sie w tańcu
mała łańcuch
mała bo bedziesz szczekała w kagańcu
mała to ofiara z ciała dla samców

rusz tym, rusz tym i klaskaj
mój styl, styl tego miasta
rusz tym, mówie rusz tym ej laska
raz dwa na maksa bo dostaniesz klapsa
weź sie na to nastaw
rusz tym, mówie rusz tym i jazda
klaskaj a-a-aj rusz tym
szpilki i bluzki i tyłki i biusty

To dla koleżanek [mała!]
ja tutaj zostanę
i jesli cos powiesz, to masz przejebane

na górze róże [mała] na dole fiołki
ssij pałę!
Stoję na spalonej planszy, dziś nie ma Ciebie tutaj
Idę przez to syzyfowe życie w rozwiązanych butach
Czuję, że opadam z sił, możesz się za mnie modlić
Serce otulone w cierń, pośród wersów żałobnych
W tej nierównej walce znowu wygrały słabości
A ja pytam gdzie te happy endy z filmów o miłości?
Nie chcę kumpli od kieliszka, choć pragnę zapomnienia
Chcę osuszyć słone łzy, chcę twego pocieszenia
Ten świat nie miał się zawalić, a jednak wziął pierdolnął
Nie ma co owijać wiesz , nie mów, że tak nie wolno
Znowu byłaś w moim śnie, radosna, uśmiechnięta
Z nami Michael Jackson w tle, taką chcę Cię pamiętać
Te emocje ... nie oddadzą je słowa
Ten aromat tamtych chwil, chciałbym poczuć od nowa
Teraz czuję cierpki smak, iść tylko i się upić
Szkoda tylko, że tego cierpienia nikt nie chce odkupić

Ref.
Ze słabościami wciąż zmagam się
I truję myślami, już szukam wyjścia
Chcę godnie żyć, odnaleźć sens
Boże, daj mi choć trochę szczęścia. x2

Znowu wskrzeszam te wspomnienia, to coś jak ból nałogu
Nie chcę marzyć ani śnić, nie mów, że bez powodu
Gdyby nie postanowienia to pewnie już bym pił
Znowu pluję sobie w brodę, czuję opadam z sił
Desperackie myśli brakuje Cię w ramionach
Stoję tylko krok od progu by wziąć i je wykonać
Czemu Ci to wykrzyczałem? Doprawdy nie rozumiem
Jestem jak dziecko we mgle zgubione w zdarzeń tłumie
Iskra nadziei się tli choć nie dostrzegam słońca
Prawdziwa miłość? Nie, nie umiera do końca
Nosiliśmy się do czasu, dostałem słoną lekcje
Chcę przeprosić za te słowa wypowiedziane w afekcie
To nie były zwykłe dni, chore okoliczności
A ja łudzę się, że to tylko taki sprawdzian miłości
I szczerze żałuję że tak wyszło między nami
Kiedy myślę o tym, zawsze oczy zachodzą mi łzami

Ref.
Ze słabościami wciąż zmagam się
I truję myślami, już szukam wyjścia
Chcę godnie żyć, odnaleźć sens
Boże, daj mi choć trochę szczęścia. x2

Znów odpalam LAX, zanurzam we wspomnieniach
A z uczuciem to jest tak : ono jest albo go nie ma
Krople deszczu pośród łez, sterta pożółkłych liści
Zastanawiam się tu dziś jak wszystko można przyćmić
Teraz pragnę Twoich ust, chcę złapać Cię za dłoń
Jadę z ziomkiem i przyglądam na niegdyś znajomy dom
Kumpel mówi niech się wyśpi to może przejdzie gniew
A ja myślę, że to na nic bratku jak pech to pech
Tamten dzień to jakiś dramat, nie miałem tego w planach
Wiesz, ta cała miłość jakby była przereklamowana
Plany były owszem taa, ale ich ogień wygasł
A ja tęsknię ale i tak boję się z Tobą widywać
Pragnę, żebyś to wiedziała, w tle słyszę huk bitu
Ciągle jakoś nie potrafię otrząsnąć się z tego syfu
W sumie męczę się, mam dość, lecz czuję, że to kara
Za te puste obietnice, i setki daremnych starań

Ref.
Ze słabościami wciąż zmagam się
I truję myślami, już szukam wyjścia
Chcę godnie żyć, odnaleźć sens
Boże, daj mi choć trochę szczęścia. x2
Nie muszę mówić, że to hip-hop żeby podnieśli ręce,
Krzyczeć o tym, że to rap, żeby chcieli tego więcej.
Oni wiedzą kto zostawia tu serce (oni widzą kto zostawia tu serce, PDG)
To ten rap, to to miasto, to miejsce (to ten rap, to to miasto, to miejsce)

Nie wiem jak Ty, ja w to nie gram, ja tu żyję,
każdą chwilę przenoszę jak kilometry na mile.
Idę do przodu, bo nie tylko pas samochodów daje sygnał,
ja też mam w chuj innych powodów.
Nie muszę liczyć na ogół, mam swoich ludzi,
nie trzeba gadać co dzień, żeby się z nimi lubić.
Ja wiem, każdy widzi to swoimi oczami,
Ty wrzeszczysz wciąż na innych, ja ponad Wami.
Trzymam się w grupie, nie, że muszę lecz lubię,
nie robię tego, bo muszę, musieć robić nie lubię.
Mam swoją Mekkę, tracki, którymi życia nie przeklnę
i na każdym oddaję to na co mówią serce.
Popatrz innym prosto w ręce,
biją pięści czy czekają na więcej ?
Ej, nie spuszczoną głowę i łzy w butelce,
swoją twarz w lustrze wolę mieć częściej.

Nie muszę mówić, że to hip-hop żeby podnieśli ręce (ej, ej, żeby podnieśli ręce).
Krzyczeć o tym, że to rap, żeby chcieli tego więcej (żeby chcieli tego więcej).
Oni wiedzą kto zostawia tu serce (kto zostawia tu serce, kto, kto),
To mój dom, to to miasto, to miejsce (to ten rap, to to miasto, to miejsce). x2

Nie muszę zakładać New Ery, żeby czuć się lepszym MC,
jebie mnie to, że są ci więksi i ci mniejsi.
Scena się lubi dzielić, dzieli się na tych pierwszych
i na tych, co są odważniejsi.
Wiesz, musisz pamiętać o tym, co zostawiasz po sobie,
liczyć hajs, liczyć słowo po słowie.
Miną lata, minie ekipa, z którą się bratasz
i ktoś wypomni słowa Tobie.
Nie muszę mieć problemów w domu, żeby cenić bliskość,
sam dobrze wiem ile warte jest to wszystko.
Tu na dole, życie, rap, wóda, bistro,
nigdy nie ukłonię się błyskom.
Ja pluję na chłam, pierdolę tanie trendy,
wolę być głupim i ślepym niż mądrym i jebniętym.
To jedno życie, a każdy ma patenty,
bo nie liczy się ilość, a co dajesz na pętli.

Nie muszę mówić, że to hip-hop żeby podnieśli ręce (ej, ej, żeby podnieśli ręce).
Krzyczeć o tym, że to rap, żeby chcieli tego więcej (żeby chcieli tego więcej).
Oni wiedzą kto zostawia tu serce (kto zostawia tu serce, kto, kto),
To mój dom, to to miasto, to miejsce (to ten rap, to to miasto, to miejsce). x2

Nie muszę mówić, że to rap, oni poznają to po tonach,
gdzie setki kropli potu wylanych w galonach.
Jestem ponad, mimo, że od lat tu rządzi Donald,
w stronach w urnach wersy rozdawane w (?)
Tu po nas zostanie zamęt, popiół i diament,
w eterze wolak traktowany jak testament.
Może to talent klasyczny i czysty jak balet
Tych parę kartek, tekstów kompaktów parę
nie muszę mieć wlane, by żyć z rapem na zmianę.
Pamiętaj co jest nauczane, mądrości niepisane.
Biorę co mi dane, zachłystam się każdym momentem.
Pełnym pędem wchodzę w każde zakręty kręte,
nie muszę zwracać uwagi na to co zbędne.
Robię to co chcę, co lubię w to wejdę,
nie muszę krzyczeć, oni to słyszą na trackach,
jestem tu, bo od lat jest tu dla mnie wakat.

Nie muszę mówić, że to hip-hop żeby podnieśli ręce (ej, ej, żeby podnieśli ręce).
Krzyczeć o tym, że to rap, żeby chcieli tego więcej (żeby chcieli tego więcej).
Oni wiedzą kto zostawia tu serce (kto zostawia tu serce, kto, kto),
To mój dom, to to miasto, to miejsce (to ten rap, to to miasto, to miejsce).

Nie muszę mówić, że to rap, żeby mieli to na pętlach,
tu gdzie się żyje według nam narzuconego tempa.
Mój dom, Silesia, w nas bije serce z węgla
i żeby o tym mówić nie musimy na dół zjeżdżać.
Nie musimy się piąć po szczeblach
i chociaż mamy niewiele, niewiele potrzeba do szczęścia.
Jesteśmy częścią społeczeństwa
lecz to nie my, a nas może całować w dupę ten świat.
Bo to na miejskich taktach zapisywana prawda
i miłość, której nie mogą nam zabrać.
To mój dom, to to miasto, ten standard
i wszystko o co walczyliśmy razem od dawna tu.
Tu pośród ulic i dzielnic miasto tym tętni,
ja mam to we krwi, wierz mi.
Choć tu teraz jesteśmy to możemy być pewni,
że będą to po nas robić następni.

Nie muszę mówić, że to hip-hop żeby podnieśli ręce (ej, ej, żeby podnieśli ręce).
Krzyczeć o tym, że to rap, żeby chcieli tego więcej (żeby chcieli tego więcej).
Oni wiedzą kto zostawia tu serce (kto zostawia tu serce, kto, kto),
To mój dom, to to miasto, to miejsce (to ten rap, to to miasto, to miejsce).
I tak wyruszył młody adept w koniec lata na uniwersitas, łasy wszelkiej wiedzy tego świata!

Wszedł na test a z nim 8 tysięcy, petentów na magistra co chroni od nędzy
Kino z USA a ja znowu miło między pościgiem a wybuchem benzyn
Że adwokat ma dużo pieniędzy i cięty język, bystre mowy, chwyt stalowy, pysk kremowy, byt stylowy
To było jak zderzenie Fiata Punto z bombowcem jądrowym.

Ktoś jak planszową grę rozłożył przed nim, chłodny bezduszny labirynt uczelni
Liany ze ścian porosły - już bezimienni, coś wysysało z nich kolory i więdli
Przetwarzania dzieci w ciała dorosłe suche jak piernik, imaginacji dusiciele wredni.

Już po tygodniu, widział na patelni, że pasuje pozornie tu jak wąs Małysza do spółdzielni
Oksymoron jak w PRLu miły urzędnik, zaoczny student to dla wydziału lennik
Oni jako cierń i jak mocz byli zbędni, mimo to nie jeden ścigał się jak plemnik
By ostatecznie błędnik rozbić o gumowy znajomości pojemnik.

Więc często pod nosem nucił sobie:

(Ref: )
Choć tankuje wiele – student to nie lexus!
Jego się nie oblewa i nie leczy nim kompleksów.
Choć pali dużo – student to nie lexus!
Jego się nie oblewa i nie leczy nim kompleksów. (x2)

I tak leciała, pała za pałą jak w zbiorowej pornografii, jak na zadymie ZOMO pała za błąd w ortografii
Co roku kampania września rzygała na wakacyjny grafik
Pały pałały ich miłością jak władzą Kadaffi, student potrafi gdy wiedze czerpie ze ściąg
Papierki zapisane piątką były jego ciała częścią, tak jak pozornie białe kartki z odciśniętą treścią.
Tipsy, zestawy słuchawkowe zaciśnięte pięścią, częścią nauki te wałki i kalki
Zwoje paragonów klejone na zapałki, wszędzie wiedzy kawałki!

Projekty ściąg potencjalnym modelarstwem, tak toczyli batalie z profesjonalnym chamstwem
Kombinacje i wódka fatalnym lekarstwem, układy kamasutry – mafia ma grubą warstwę
Szlachetni profesorzy stanowili garstkę, tak adwokaci diabła uczą się zarabiać kłamstwem
Temida podeptana rzucona na banknotów pastwę!

Wszyscy wyszli stamtąd trochę krzywi, to były trudne dni jak na kacu wpisywanie kodu WiFi.

(Ref: )
Choć tankuje wiele – student to nie lexus!
Jego się nie oblewa i nie leczy nim kompleksów.
Choć pali dużo – student to nie lexus!
Jego się nie oblewa i nie leczy nim kompleksów.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo