Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Wszedłem na scenę nie po to, żeby z niej zejść.
Cześć! Jestem tu 10 rok, mam treść.
Chodź oficjalnie wydaję od niedawna.
Legalnie, nielegalnie, prawda, to zawsze prawda.
Tego się trzymam, jak bit trzyma się sampla,
gram 10 lat, 10 lat ta sama banda.
Moi ludzie ze mną, odpalam majka
Moi ludzie ze mną nawet gdy gasną światła.
To nie jest rap na lans przy małolatkach,
nie kręci mnie koks na cyckach i lany szampan.
Kręci mnie składnia, zajawka nie zgasła,
nie muszę stać w nike'ach bez względu na wack gram.
Leszcze mówią, że mam jebanego farta,
lecz ten wykres zna progres, co wykracza nad diagram.
Niepodrabialna marka, styl bez atrap,
niezatapialna barka na falach szerokiego pasma.

To jest Diox, to jest Diox, HIFI BANDA!
Chwiał ma winylową płytę, ja mam mic'a
To jest Diox, to jest Diox, HIFI BANDA!
Little da bit, palą się podeszwy w nike'ach.

I nawet jeśli grają mój clip na Vivie,
to grają co nagrałem, nie gram nic pod publikę.
Gram dla publiki w weekend, co weekend,
pcham rap na głośniki, to mój świat, moje życie.
W niektórych clubach myślą, że jestem VIP'em,
ale jestem kim byłem, aż tak się nie zmieniłem.
Wiem skąd przyszedłem, wiem dokąd idę,
idę tą samą drogą, wciąż tym samym krzyżem.
Znam prawdy ulic, tak, jak znam ulicę,
nie mam nic do udowodnienia tej twojej klice.
I nawet jeśli czujesz się mistrzem w tej lidze,
mistrzu wyluzuj! Co najwyżej jesteś vice.
Wiem co jest grane wokół, wciąż widzę.
O karton się potknął Sokół, wziął płytę.
Dziś oficjalnie niebanalnie ze stylem
wykorzystuje szanse, pcham mój rap na winyle.

To jest Diox, to jest Diox, HIFI BANDA!
Chwiał ma winylową płytę, ja mam mic'a
To jest Diox, to jest Diox, HIFI BANDA!
Little da bit, palą się podeszwy w nike'ach.
Bo to jest teraz sexu sexu era
niebezpieczne piękno jak Capoeira
mów kochanie prosze Cie pozwól ze mną teraz
a zobaczysz cos dużego jak duża litera w środku
imienia mego nie znam nic lepszego kotku
bez zobowiązań
1 2 3 4 rymy do nagrania gdzie? w IGS znasz droge
przecież byłas tam dziewczynką a ja byłem kolesiem
walczylaś twardo ale byłem awangardą
nie widziałem co najlepsze masz przecież dasz to
czemu to tak, nie wiesz jaki życie może mieć smak
ja ci pokaże, jesteś tak fantastyczna jak pegaz
skryta jak przekaz apetyczna jak radegast więc na co jeszcze czekasz
dla przyjemności i z miłości jest ta graaa
wypływa z serca dla tych których wokół mam jaaa
dla Igora i dla Joki i dla Jaja i dla Gutka
jaki był szał baj najt poznasz go po skutkach
i dla Grana i dla Bassa i dla Jana i Anioła jaki będzie
i kto podoła mu ja nie wiem ale przyjde z holenderskim drzewem
raz za razem pale z bonga nie wiesz nawet jak to wciąga uuu
było na pięciu zostało nas dwóch
wogóle to najlepszy buch
dla Skawy i dla Ola i dla sraczki z obok klatki
i nie dla sąsiadki, pakuj kurwo manatki
taaak podoba ci sie? Usłyszysz jeszcze bit za bitem
a ja sie dzis nakrzycze bo to są Katowice i tu sie to zaczęło i tu sie to rozwija
Abradab kope lat dla was dziś nawijam

23, dzień jak Kukuczka zleciał
cały czas leżałem to teraz bym posiedział
no to siedze w klubie małym jak kolejowy przedział
gdy patrze na ciebie myśle czego ja bym nie dał
niczego nie brakuje ci na pierwszy rzut oka
na drugi zakochałem sie odrazu w twoich nogach
na trzeci zobaczymy najpierw więcej pokaż
ona na to fajne rymy ale jak ty sie nazywasz?
jestem Joka ona mówi ale kit
mam 3:44 wiem że Joka znikł
gdzie jest Joka? ale już jestem tu
na początek jeden buch próba mikrofonu
i znów w Katowicach hip hop na ulicach
no to co że jutro musisz wstać jak zazwyczaj no to co
że tata bedzie zły bedzie krzyczał no to co
że nie masz kasy jaka różnica
kręci sie muzyka na winylowych płytach
więc kręć dupą mi tu do bitu w Bogucicach
nie ma limitu na to co leci w głośnikach bez kitu
samochody na chodnikach hip hop na ulicach
szósta na zegarze było dzisiaj dużo zdarzeń
ale ciągle łaże jak bedziemy w Katowicach bede gospodarzem
prosto z Bogucic nie bede uczyć ale coś pokaże
podoba ci sie? usłyszysz jeszcze bit za bitem
a ja sie dzis nakrzycze bo to są Katowice
tu sie to zaczęło i tu sie to rozwija
Joka w katowickich blokach
dla was nawijał Joka w katowickich blokach
dla was nawijał Joka Joka
INTRO:

2cztery7
Złe nawyki
Pjus ale z Ciebie typ
Donatan ale z Ciebie typ
Stasiak znowu to zrobiłeś ale z Ciebie typ, wiesz?
Hm, co?
Dobra

I ZWROKA: PJUS

Odebrałem wychowanie?
Hmm całkiem niezłe
Umiem się zachować
Gadam też z sensem
Inteligencją (czym?)
Nie dam się zbić z panteonu
Trudno co robić, że kilka złych mam nawyków
Nie żyłem pod kloszem więc wiem co to błoto
Wpadłem tu i tam i nie chodzi tu o to, że (co?)
Palce w nosie
Robię DIC (haha)
Za to częściej o to, że się dymam z kimś (oł)
Wiem niektórzy myślą że jestem hustlerem, bo
Zmieniam kobiety mam na raz kilka partnerek
Ale hardcore zaczyna się dopiero w sumie
Gdy mówisz jednej, że idziesz do tej drugiej
Nawyk mówienia prawdy mówią że jest zły, bo
Można kogoś stracić albo dostać w kły
Jak w oczy dym tak wiem że kłuje
Więc zamiast kłamcą
Jestem tylko chujem!

REFREN: MES, SOSH

Ale ze mnie typ, ale ze mnie typ
Znów nabroiłem coś,
Ty nie wiesz co masz powiedzieć
To jeden z moich nawyków i wiem, że jest zły
Ty próbuj zmienić mnie ale czy to się powiedzie?

Ale ze mnie typ ale ze mnie typ (uuuuuuu)
Znów nabroiłem coś
Ty nie wiesz co masz powiedzieć (co mam powiedzieć?)
To jeden z moich nawyków i wiem, że jest zły (mhm)
Ty próbuj zmienić mnie ale czy to się powiedzie? (nie, nie, nie)

II ZWROTKA: MES

Ale ze mnie zbój
Czyj to był pomysł, żeby iść z nią na boisko w nocy
Strzelić jej gola?
Nie wiem pewnie mój
Mam nawyki lubię o nich mówić przy was
Lubię popić
Krzyknąć czy powyzłośliwiać
Rzuciłem studia przez rap i kobiece kształty
Nie jestem przez to wykształcony (wiem gdzie jest Bałtyk?)
Nie zaimponuję nikomu pozującemu na artystę
Moje życie jest zbyt pełnokrwiste
Trzy lata tylko czysta (artysta)
A były czasy, że w moim nosie
Mogłeś urządzić zimowe igrzyska
Wciąż się spóźniam bezustannie, bo
Jem obiad, czytam forum w wannie
Kręcę filmy ale cyfra słabo rejestruje ruchy
Potem ciężko mi odróżnić ich brzuchy od dupy
A propo łóżka nie chce mi się go ścielić
Słyszę nie, ale w nocy nie słyszałem nie liż

REFREN: MES, SOSH

Ale ze mnie typ ale ze mnie typ (uuuuuuu)
Znów nabroiłem coś
Ty nie wiesz co masz powiedzieć (co mam powiedzieć?)
To jeden z moich nawyków i wiem, że jest zły (mhm)
Ty próbuj zmienić mnie ale czy to się powiedzie? (nie, nie, nie)

III ZWROTKA: STASIAK

Dla tych paru kobiet mówię o was
To wada, że nie boli
Ale alkomonogamia mną włada
To przesada
Mówią on z nią jest już pieć lat
Będę starzał się z nią no bo ona to ma
Nie wypada urywać tych flirtów na starcie
Mówią spadaj jak dowiedzą się o tym fakcie (spadaj?)
To tak jest że odchodzą z niczym, smutne
Jak ziomy, których dziwki zostawiają w stójce
Cóż więc chleje dalej, ale ze mnie typ (typ)
Sto osiem kilo jak nie zjem jestem zły (zły)
Ty nie lubisz tego junk food, bo śmierdzi
Jak król wrócił codziennie byłem na audiencji
Ale to jest bit, ale to jest bit
Donatan wie jak smażyć coś w stylu G (g)
I tylu dziś nienawidzi tego chyba przez nas (przez nas)
Mes, Pjus, Stasiak i Donatan morderca

REFREN: MES, SOSH

Ale ze mnie typ ale ze mnie typ (uuuuuuu)
Znów nabroiłem coś
Ty nie wiesz co masz powiedzieć (co mam powiedzieć?)
To jeden z moich nawyków i wiem, że jest zły (co, aha) (mhm)
Ty próbuj zmienić mnie ale czy to się powiedzie? (nie, nie, nie)

OUTRO: MES, SOSH

Oooooooo
Ale ze mnie typ
Oooł oooł mhm
ale ze mnie typ
0-22.com
Oooooooo
Ale ze mnie typ
Alkopologamia.com
Oooł oooł
Stoję na spalonej planszy, dziś nie ma Ciebie tutaj
Idę przez to syzyfowe życie w rozwiązanych butach
Czuję, że opadam z sił, możesz się za mnie modlić
Serce otulone w cierń, pośród wersów żałobnych
W tej nierównej walce znowu wygrały słabości
A ja pytam gdzie te happy endy z filmów o miłości?
Nie chcę kumpli od kieliszka, choć pragnę zapomnienia
Chcę osuszyć słone łzy, chcę twego pocieszenia
Ten świat nie miał się zawalić, a jednak wziął pierdolnął
Nie ma co owijać wiesz , nie mów, że tak nie wolno
Znowu byłaś w moim śnie, radosna, uśmiechnięta
Z nami Michael Jackson w tle, taką chcę Cię pamiętać
Te emocje ... nie oddadzą je słowa
Ten aromat tamtych chwil, chciałbym poczuć od nowa
Teraz czuję cierpki smak, iść tylko i się upić
Szkoda tylko, że tego cierpienia nikt nie chce odkupić

Ref.
Ze słabościami wciąż zmagam się
I truję myślami, już szukam wyjścia
Chcę godnie żyć, odnaleźć sens
Boże, daj mi choć trochę szczęścia. x2

Znowu wskrzeszam te wspomnienia, to coś jak ból nałogu
Nie chcę marzyć ani śnić, nie mów, że bez powodu
Gdyby nie postanowienia to pewnie już bym pił
Znowu pluję sobie w brodę, czuję opadam z sił
Desperackie myśli brakuje Cię w ramionach
Stoję tylko krok od progu by wziąć i je wykonać
Czemu Ci to wykrzyczałem? Doprawdy nie rozumiem
Jestem jak dziecko we mgle zgubione w zdarzeń tłumie
Iskra nadziei się tli choć nie dostrzegam słońca
Prawdziwa miłość? Nie, nie umiera do końca
Nosiliśmy się do czasu, dostałem słoną lekcje
Chcę przeprosić za te słowa wypowiedziane w afekcie
To nie były zwykłe dni, chore okoliczności
A ja łudzę się, że to tylko taki sprawdzian miłości
I szczerze żałuję że tak wyszło między nami
Kiedy myślę o tym, zawsze oczy zachodzą mi łzami

Ref.
Ze słabościami wciąż zmagam się
I truję myślami, już szukam wyjścia
Chcę godnie żyć, odnaleźć sens
Boże, daj mi choć trochę szczęścia. x2

Znów odpalam LAX, zanurzam we wspomnieniach
A z uczuciem to jest tak : ono jest albo go nie ma
Krople deszczu pośród łez, sterta pożółkłych liści
Zastanawiam się tu dziś jak wszystko można przyćmić
Teraz pragnę Twoich ust, chcę złapać Cię za dłoń
Jadę z ziomkiem i przyglądam na niegdyś znajomy dom
Kumpel mówi niech się wyśpi to może przejdzie gniew
A ja myślę, że to na nic bratku jak pech to pech
Tamten dzień to jakiś dramat, nie miałem tego w planach
Wiesz, ta cała miłość jakby była przereklamowana
Plany były owszem taa, ale ich ogień wygasł
A ja tęsknię ale i tak boję się z Tobą widywać
Pragnę, żebyś to wiedziała, w tle słyszę huk bitu
Ciągle jakoś nie potrafię otrząsnąć się z tego syfu
W sumie męczę się, mam dość, lecz czuję, że to kara
Za te puste obietnice, i setki daremnych starań

Ref.
Ze słabościami wciąż zmagam się
I truję myślami, już szukam wyjścia
Chcę godnie żyć, odnaleźć sens
Boże, daj mi choć trochę szczęścia. x2
[Pezet]
Ej słuchaj

Jakiś czas temu światło zgasło, znów nie mogę zasnąć
Potrzebny mi jest relaks jak Margaret Astor laskom teraz
Miasto ściera wartość własną, dziś wybieram fiasko
Gdzieś za oknem słychać dziś już ostatni klakson
Ciężko oprzeć się romansom, gdzieś zniknęła moja nimfa
Igra ze mną ikra, szansą jest alkohol w litrach
Zasłoń okno i niech bit gra
Niby nic gdyby szczyt emocji wyblakł
Zanim wstanie siwy świt i ze mną wygra
Do błędu się nie przyznasz, nie mam na co liczyć
Zabije mnie arytmia, przy mnie porwie rytm ulicy dzisiaj
Myślę o tych, których przy mnie nie ma
Przydał by się jakiś melanż
Nie ma rad na temat wad naszego pokolenia
Rap nas porwał, świata obraz w moich oczach to zwierzęcy folwark
I nie mogę spać po nocach, świat na pokaz, kwit w walizkach
Każdy z nas jak Larry Flint to mały skandalista
Psychika czysta jak kryształ, uczucia bez obelg
Czy to już ludzie z przeszłości spacerują po mej głowie

Ref.:
Po co ludzie są przy nas
Wyżej jesteś to więcej trzymasz
Masz przewagę to pociąga ich siła
A odpycha ich upadek, musisz patrzeć im w oczy
Bo inaczej spadniesz, nie będziesz mógł spać w nocy x2

Ej słuchaj

Topi się asfalt, mam już dosyć miasta
Oglądam zdjęcia poupychane gdzieś po szafkach
I szukam szczęścia w roztrzaskanych pięściach
Falstart, może bym miał świat gdybym zechciał
Gdybym życie brać w zastaw przestał
Dziś topie się w refleksjach, piszę jak Puszkin
Kolejna lekcja różnic, raperzy nie są równi
Wiem dzisiaj jak przeżyć, wiem lecz to żadna sztuka
Coś nie fer, to przez was już nie umiem ufać
Ej słuchaj pierdole już twój pieprzony cynizm
Po co ludzie są przy nas i po co my jesteśmy przy nich
Kto z kim trzyma i kogo możesz mieć przy sobie
Prosty finał, jakie to uczucie gdy zawodzi człowiek

Ref.

Ej słuchaj!

Ref.

Ej słuchaj
Każdy z nas jak Larry Flint to mały skandalista
Do błędu się nie przyznasz, nie mam na co liczyć
Jakie to uczucie gdy zawodzi człowiek

Ej słuchaj
Jakie to uczucie gdy zawodzi człowiek
Nikt z nas, nikt nikt nie jest doskonały
Chada, PiH 1z2 Rozumiesz?

Nie w imię Boga nie w imię prawa
W imię sumienia bo go namawia
Być sobą przez życie iść z uniesioną głową
Nieść słowo nie jestem bez skaz a co z tobą
To dotyczy każdego z nas więc zdobądŹ się
Powiedz kolejny raz co na sercu ci leży
Wynaturzony świat też widzisz
Czy jest coś w co wierzysz ufasz czy szydzisz
Za co ludzi wzrokiem mierzysz
Wiesz opinię masz zanim się dowiesz śmiesz powiedzieć
Ty nie oceniasz tego świata na lepsze nie zmieniasz
To niemożliwe i nieuczciwe wobec samego siebie
Powiedz zrozumiesz bo to do ciebie
Czy uczucia w tobie zubożały
Miej serce patrz w serce mimo że nikt nie jest doskonały
Każdy liczy na szczęścia łut
Chce ciut więcej coś uciułać mieć w życiu miejsce
Przestać się tułać samotnym nikt być nie chce
To ludzka dola i niedola
Przeznaczenie versus wolna wola
To o ludziach podobnych do mnie
Co ma wartość nie wolno nam nigdy zapomnieć

Nawet gdy stoisz na straconej pozycji
Odszukaj w sobie okruchy ambicji
Los to nie żarty los bywa twardy
Nie spuszczaj karty bądŹ wytrwały
Pamiętaj nikt nie jest doskonały
Rozumiesz nikt nie jest doskonały
Posłuchaj tego nikt nie jest doskonały

Życie nie jest bajką więc przestań się łudzić
Czekasz na fart aż on się obudzi?
Popatrz na ludzi ich los nie rozpieszcza
Tylko od ciebie zależy cała reszta
Ja tutaj mieszkam wśród nietolerancji
Tu wielu przyjaciół jest niewolnikiem sankcji
Życie jest celem te słowa są szczere
C H A D A powiązany z Procederem
Warszawski styl ja zmierzam tędy
Każdemu przyjdzie zapłacić za błędy
Codziennych potyczek nie liczę ale czuję
Chada i PiH to ciebie przekonuje
Sam się oszukujesz spójrz prawdzie w oczy
To nasza prawda która was jednoczy
To nasza prawda słuchaj to fakty
Tak jak ty nie stoję na polu chwały
Nikt nie jest doskonały Chada i PiH
I znowu dzień i znów życia łyk
Nie zgiń w tłumie i zawsze żyj dumnie
Pokaż że umiesz choć wróg się zemścił
Unieś w górę zaciśnięte pięści
Unieś w górę zaciśnięte pięści

Nawet gdy stoisz na straconej pozycji
Odszukaj w sobie okruchy ambicji
Los to nie żarty los bywa twardy
Nie spuszczaj karty bądŹ wytrwały
Pamiętaj nikt nie jest doskonały
Rozumiesz nikt nie jest doskonały
Posłuchaj tego nikt nie jest doskonały

Gardzą nami nawet wtedy kiedy zdobywamy wykształcenie
I zdziwienie
Czemu my w gniewie ?
Choć słowa mówią niewiele czas przerwać milczenie
Czekając na ciosy ściągniesz je na siebie
Z każdej sytuacji rysuje się wyjście
Nie nauczy cię tego żadna szkoła a życie
Bierzesz udział w codziennym pochodzie
Obok wielu tych którzy znaleŹli się na lodzie
Chcą żeby ten dzień był naszym ostatnim
Wyrywasz się z uścisku do muru przyparty
Połam im ręce więcej niech nie krępują
A jak dla nas niech sami się nim trują
To dla wszystkich żyjących gdzieś w bloku
Podobne losy okryte płaszczem mroku
Nie ryzykujesz nie masz
Manna z nieba
Dość czekania na zbawcę życia na łasce i niełasce
to nie dla nas im może pasować
do góry głowa i ani słowa
i tym sposobem do sprawy sedna
prawda jest z nami prawda jest jedna
oni to nikt a my to my
wrodzony spryt ta sama grupa krwi
posłuchaj rady wiesz tak między nami
nikt nie jest doskonały
oni są słabi

Nawet gdy stoisz na straconej pozycji
Odszukaj w sobie okruchy ambicji
Los to nie żarty los bywa twardy
Nie spuszczaj karty bądŹ wytrwały
Pamiętaj nikt nie jest doskonały
Rozumiesz nikt nie jest doskonały
Posłuchaj tego nikt nie jest doskonały
Kto ma czas niech słucha teraz
Moje bugi i grass, moje bugi na raz
Mam w sobie mnóstwo historii z dawką energii
Z miejsca tak jak inne w betonowej pustyni
gdzie w zimę pokój zimny, w lato gorący jak w piekle
W wieżowcu- z lat siedemdziesiątych blokowcu
Całe życie na czwartym piętrze w jedenastopiętrowcu
Możesz spotkać ludzi wkurwionych wściekle
Jak młodzież licealna co na przerwie biega na białą setkę
Słuchaj, może zrozumiesz z tego więcej
Gdy breakdance opanował mój umysł moje serce
Wszyscy wierzyliśmy w swoje szanse
To był Brook and Glass, pierwsza edycja
Electro i break kielecka propozycja
Baton, Wembley, Goły, Sipinsu, Norbert
Wszyscy na punkcie tańczenia mieli straszną korbę
Muzycznie NWL Bugie i PMD skład
Słuchał każdy z nas początek dziewięćdziesiątych lat
Rok temu zawalił się jednak ten świat
W N B Y jednego już z nich brak
Nikt nie był winny, chce uprzedzić podejrzliwych
Wypadek wyjątkowo nieszczęśliwy

Na początku lat dziewięćdziesiątych
poznałem pierwsze rapowe nagrania
wtedy to poczułem moc tej muzyki
w kieleckim MCK kaset wymiana
Nowe twarze, nowe znajomości
poznałem kilku kumatych gości
Zabawa w rymy, w języku polskim
i demo kaseta w śladowej ilości.
Nikt nie wiedział co później się stanie,
że demo wzbudzi zainteresowanie
propozycja na nagranie płyty
szansa jakich mało dla mojej ekipy.
Sample, bity praca nad materiałem dużo
THC miałem szansę poznałem
Kilka koncertów i zmiana składu
w centrum dla ludzi układu słonecznego
teraz trzy dla każdego kumatego gościa
masz szanse na coś- bierz nie pozostań
jak inni przy wątpliwościach
drugi raz szansy możesz już nie dostać (dostać)

To jest moje kilka słów teraz (teraz)
drugi raz szansy możesz już nie dostać (dostać) x4
Udaje się do kiosku i kupuję gazete.
Tuż za mną widzę zrozpaczoną kobiete.
Tak to ten artykuł, ja również go czytałem.
Widząc jej łzy chciałem podejść, zapytałem.
Co bardzo ją bolało, po części się zwierzyła.
Chłopcze moja córka, przedwczoraj jeszcze żyła.
Zabili ja źli ludzie, popierdolone śmiecie.
Nie ma kurwa, nie ma sprawiedliwości na tym świecie.
Takie zdarzenia to niestety codzienność.
Gdy kobieta spacerując napotyka ciemność.
Napewno sie boi, lecz idzie dalej.
Nie może przewidzieć, że coś złego jej sie stanie.
Czy właśnie po to, żyć jej przychodzi,
By bił ją i gwałcił wieczorny przechodzień?

Zwykła codzienność, zwyczjana znieczulica.
Nikogo nie obchodzi dzisiaj krew na ulicach.
Zwykła codzienność to już społeczeństwo nudzi.
Nikogo nie obchodzi los zabitych ludzi./ X2

Świat jest skurwysyński i pełen przemocy.
Spróbuj się wybrać gdzie kolwiek, kurwa w nocy.
Ktoś może Cie zaczepić, o byle co poprosić.
By po chwili Cie ograbić, lepiej sie wynosić.
Niektórzy robią źle, nie lubią dużo gadać.
Ktoś Cie może poturbować, więc nie próbuj tu rozmawiać.
Często zdarzają sie tu bardzo dziwne rzeczy.
Trudno o tym mówić, jeszcze trudniej jest zaprzeczyć.

Zwykła codzienność, zwyczajna znieczulica.
Nikogo nie obchodzi dzisiaj krew na ulicach.
Zwykła codzienność tojuż społeczeństwo nudzi.
Nikogo nie obchodzi los zabitych ludzi./ X2

Złowrogie nastawienie, do ludzi, otoczenia
Jest na porzadku dziennym, naprawde nie wiem co to zmienia.
Ile na codzień popełnia się wykroczeń?
Kradzieży, gwałtów i rozbojów z nożem?
Statystyka nie kłamie, chyba nikt jej nie zawyrza.
Źle się dzieje w państwie Polskim i nikomu to nie sprzyja.
Nie chce naprawde, by było tak w przyszłości.
Żeby również moje dzieci żyły w zwykłej codzienności.
Zwykłą przestępczość, zwyczjane zabójstwa.
A polityk uspokaja zamykając kłamstwem usta.
Chciałbym, tylko wiedzieć ile trwać będą te kłamstwa.
Że panują nad całością, że przestępczość nie wzrasta.
Przepełnione więzienia, wykrywalność bardzo dobra.
Resocjalizacja w więzieniach to rzecz dzisiaj bardzo modna.
Prrzecież nikt nie pomaga, tym co raz zbłądzili.
Nikt nie wskarze dobrej dorgi, nikt sie kurwa nie wysili.
Programy, akcje fantastyczne odrzuty.
Czym się zajmuje dzisiejszy polityk?
Gdyby było dobrze, panowała by charmonia.
Lecz żyjemy w chaosie, w którym idzie, tylko skonać.
Zwykła codzienność, cyzli zwykła zmieczylica.
Powoduje, że młodzierz prostestuje na ulicach.

Zwykła codzienność, zwyczajna znieczulica.
Nikogo nie obchodzi dzisiaj krew na ulicach.
Zwykła codzienność tojuż społeczeństwo nudzi.
Nikogo nie obchodzi los zabitych ludzi./ X2

Kryminalny ściek, gloryfikacja zbrodni.
Przeraźliwe wrzaski, znów zakrwawiony chodnik.
Stop dla prszemocy, tak dalej żyć nie można.
Ja popieram młodych ludzi, by przestępczość znów nie wzrosła.
Brutalnośc, bezwzględność, wynaturzenie.
Skąd się to bierze, gdzie tego korzenie.

Kurwa stop,po chuj się męczymy. Przeciez i tak wszyscy mają to w dupie. Kurwa ten przekaz jest i tak, kurwa chuja warty i nie ważny. Nic sie nie da zmienić, kurwa,próbujemy coś zmienić, próbujemy kurwa coś zmienić,próbujemy coś zmienić...
Coś czego się kurwa nie da zmienić...jebał pies.
Powiedz to tak jakbyś się chciała jebać
Wiem, że to siedzi w Tobie i tego Ci trzeba
płonie w Tobie ogień od piekła do nieba
dłonie masz spocone żar ciało zalewa
nosisz w sobie płomień całą jego okazałość
nie wiedzieć dlaczego pójdziesz dziś na całość
z nieznanych przyczyn dzisiaj się nic nie liczy
przy czym nie myśl o niczym chyba że o mnie
niczym o milionie Richie Rich
mówię spokojnie z Ciebie dostojnie wychodzi bitch
mówię tańczyć idź nie jak ma żyć i tak ma być
masakra chwyć nas na kompaktach

Oh, no nie bądź taka spięta
Yo ta muzyka Cię opęta
mam flow kici kici mięta
kici kici miaaał kocie jeszcze jedna pętla x2

F do O do K do U
S do M do O do K
mam takie flow człowieku że w kilka sekund
zostaje popiół z człowieka
prawdziwy smok w oddechu
mam czysty rap a w sobie coś
co warte jest grzechu na deku wbk
robimy show na przekór i gdzie się tylko da
odpalam lont bez pośpiechu to jest ten wstrząs dla mas
ten sąd dla was test majka 1, 2
złamię ten wers dla was no bo wiem gdzie się da
się gdzie wiem bo no was dla wers ten złamię dwa
dzieścia dziewięć lat to czasu szmat na wiatr
wypluwam słowa patrz przyjrzyj się zobacz jak
można rymować wspak rymować można jak
zobacz się przyjrzyj patrz słowa płyną od tak
a tak możesz mi tylko ssać

oł no nie bądź taka spięta
yo! ta muzyka Cię opęta
mam flow kici kici mięta
kici kici miaaał kocie jeszcze jedna pętla

rap w ataku kontra punkt Ślązaku
myśl a nie potakuj dziewczyno, chłopaku
ci śmieszni ludzie z dupy pozbawieni smaku
nie kumają tematu nie kumają rapu a tu
i wszystko, widowisko czyli blisko
kręć tym dupskiem nisko dla chłopaków
pijmy wódkę, piwsko, baku wszystko
jestem pierdolonym hedonistą na track`u
F do O do K do U do S dzisiaj przekaz na status albo SMS
jutro se pogadamy ale wiesz jak jest
życie niweczy plany ciągły stres
ziomek był zakochany nie obyło się bez łez
dzisiaj biega naćpany miał emocjonalny chrzest
nawet nie gadaj z nim bo nawet nie wie kim jest
dzisiaj napierdalamy z nim bo to ziomek fest

oł no nie bądź taka spięta
yo! ta muzyka Cię opęta
mam flow kici kici mięta
kici kici kici kici kici kici kici kici

myślisz, że wszystko wiesz
ja myślę, że nie wiesz nawet czego chcesz
więc zamknij pysk odwróć się i nie mów nic
tacy jak Ty mogą o naszym życiu śnić
tacy jak Ty doskonale wiedzą, że
w życiu nie zrobili nic żeby nie było im źle
więc zamknij pysk odwróć się i nie mów nic
ona chce tańczyć tu i tak ma być
Auta, piski, dziwki na maskach
szampan, używki, dla wszystkich Metaxa
can-cannabis, klaskaj
licealistki
szansa na miss miasta
i finalistki
raz dwa jazda na maksa
fokus hustla, masta majka Was pochlasta i basta
rusz tym tłustym tyłkiem laska
spusty na twarz, to nie pasta, mlaskaj!
ty plus ty biorę Wasze biusty pod zastaw
wchodzę w Wasze gusty jak wtyczka do gniazdka
mój styl jest pusty jak flaszka i chuj z tym!
daje sound jak Sound Blasta

Rusz tym, rusz tym i klaskaj
mój styl, styl tego miasta
rusz tym, mówie rusz tym ej laska
raz dwa na maksa bo dostaniesz klapsa
weź sie na to nastaw
rusz tym, mówie rusz tym i jazda
klaskaj a-a-aj rusz tym
szpilki i bluzki i tyłki i biusty

To dla koleżanek [mała!]
ja tutaj zostanę
i jesli coś powiesz,
zapomnę o tobie!

Mój rym, mój styl, Twoja laska
chuj z tym, dostanie klapsa
plus Ty, moj styl ryj ci roztrzaska
miazga!
nikt sie nie wykaraska
nasienie z miasta, mlaskaj!
i rusz tym, klaskaj
z ust dym, namiastka burzy
nikt cie nie pogłaska
kolce bez róży, duży jak dziewiętnastka
z miasta do miasta w podróży, baunsuj
wylansuj sie w tańcu
mała łańcuch
mała bo bedziesz szczekała w kagańcu
mała to ofiara z ciała dla samców

rusz tym, rusz tym i klaskaj
mój styl, styl tego miasta
rusz tym, mówie rusz tym ej laska
raz dwa na maksa bo dostaniesz klapsa
weź sie na to nastaw
rusz tym, mówie rusz tym i jazda
klaskaj a-a-aj rusz tym
szpilki i bluzki i tyłki i biusty

To dla koleżanek [mała!]
ja tutaj zostanę
i jesli cos powiesz, to masz przejebane

na górze róże [mała] na dole fiołki
ssij pałę!
Byłem wciąż rozmarzony
Nosiłem wtedy szerokie spodnie
Nie piłem, a jeśli to mało - żyłem
I żyć mi się chciało, byłem zwykłym przechodniem
Mało wiedziałem o świecie i sobie
Nie miałem jeszcze nikogo na stałe
Tyle przez ten czas stało się
Chciałem cały dzień pełną parą biec do niej
Miałem wiarę niezachwianą
Lęk pojawił się kilka lat później
Nic nie zostało z niej, stało się
Mówią trudno, ja myślę, że chyba jest trudniej
Ciało - niejedno poznałem
Po kilku latach, gdy trochę już grałem
Wydawca postawił płyty na półce
Ja nie byłem dojrzały, a już znałem konsumpcję
Pierwszy hajs wydawałem na wódkę
A imprezy trwały do rana
I chyba dostałem to co zawsze chciałem mieć
Chwilę przed tym nim to przeszło w destrukcję
Pokrótce kim byłem co miałem
Myślę o tym całe dnie, całe
Moje życie teraz mam przed oczami
I chociaż rzuciłem, teraz chyba zapalę

Byłem małym chłopcem naiwnym
Serce i ciało poznały blizny
Byłem skurwielem, stałem się zimny
Permanentnie zdradzałem dziewczyny
Czyjeś emocje, uczucia deptałem
Robiłem sobie z nich kpiny
Wpadłem w złe towarzystwo, chlałem i ćpałem
Byłem pewien siebie jak nigdy
Stałem przed tłumem, oni krzyczeli moje imię
Myślałem, że to nigdy nie minie
Upadłem i wstałem nieraz
Oglądam siebie teraz jakbym grał w jakimś filmie
Byłem czarną owcą w rodzinie
Chwilę dobrym synem, człowiekiem
Byłem w Stanach i w Londynie, na dużych salach
Grałem też rap jak Eminem
Spała, gdy wracałem nad ranem
Gdy spadałem też była przy mnie
Grałem wtedy koncerty gdzieś w kinie
Dla osób dosłownie trzech, dużo piłem i
uprawiałem spacer po linie
Jak Johny Cash i myślałem - to minie
Bo poznałem kobietę, która jest lekiem
Chyba zapalę, choć rzuciłem to przecież

Like dirty shadows of memory
A thousand secrets no one will ever know
I don't know where it will take me
I'm running fast to a place to call my own

Like dirty shadows of memory
A thousand secrets no one will ever know
I don't know where it will take me
I'm running fast to a place to call my own

Byłem w miejscach, gdzie szampan był drogi
Parkowały tam szybkie samochody
Mnóstwo pięknych kobiet i szpan
Marmurowe podłogi i bar
Miały drogie ciuchy, długie nogi i
Urodę rodem z teledysków Dody
Szybko schodziły na drugi plan
Gdy kończyła się noc i pryskał czar
Byłem tam, żyłem ponad stan
A tym laskom daleko było do dam
Byłem też spłukany i głodny i
Choć nie wie nikt o tym tak jak o łzach
Które czasem same napływały do oczu to
Kilka razy wychodziłem na dach
Nie wiem po co, może po to by skoczyć
Ale jestem tu, przez odwagę lub strach
Bywałem zerem i globtroterem
I menelem z pustym portfelem
Dobrym kochankiem, kiepskim partnerem
I na odwrót, gdy nie piłem zbyt wiele
Nie wiem czego mi brak, wiem niewiele
Czasem żyłem jak w snach, jak Van Halen
Byłem wolny jak ptak i skończony nie raz
Lecz nigdy słabym raperem

Like dirty shadows of memory
A thousand secrets no one will ever know
I don't know where it will take me
I'm running fast to a place to call my own

Like dirty shadows of memory
A thousand secrets no one will ever know
I don't know where it will take me
I'm running fast to a place to call my own
CHADA:
Jestem tutaj od lat, weź posłuchaj mnie ziomuś
Robię czystkę w tej grze, na wzór świętych z Bostonu
Czy Ty też tak to czujesz?
Powiedziałem jej tak, teraz kurwa żałuję
Mleko już się rozlało, nie szukaj we mnie świadka
Masz tu rap zaufania, co się niesie po klatkach
Nie mów mi co mam mówić, nie mów mi co mam myśleć
Ja tu gram pierwsze skrzypce, w tym jebanym przemyśle
Z dala od jakichś dziwek, trudno jest mi zrozumieć
sens ich marnych nagrywek, gadasz coś za plecami,
Dla mnie to żadna krzywda, ale kurwa pamiętaj,
że się ze mną nie igra, piszesz Chada przegrywa,
Odnajduję w tym siłę, pokazuję dziś Polsce, jak się
bardzo myliłeś, teraz lamusy cisza, prawdą z ludźmi się dziele
Kurwa, jak po mojemu, nie proszę o zbyt wiele

Ref.
To nie sejmowe wotum, to zaufania rap
Dla jebanego rządu, jest jak parszywy rak
Bronimy swych poglądów, zwątpienia tu brak
Tak było od początku, odkąd przyszedł na świat
Odkąd pamiętam brat robię dla ulicy
Wcześniej robiłem hajs, teraz robię liryki
Kładę na bity bolesną szczerość ściero
Tutaj Sobota, Chada, masz sprawdź to dzieło

CHADA:
Jestem pewien krytyki, kibicuję złodziejom
Jesteś z tych, którzy pewnie tego nie zrozumieją
Dla mnie złodziej brzmi dumnie, dobre słowo i serce
Za tym wszystkim po prostu kryję się nieco więcej
Ramię sprawiedliwości, węszy tutaj od rana
Nawija Tomasz Chada, dla sądu syn Bogdana
Teraz brzmi to ponuro, tego to jestem pewien
Kiedy słyszysz tę wersy, pewnie robisz pod siebie
Jeszcze wszystko przed Tobą, jeszcze bracie wyskoczysz
No bo w końcu na Boga, ile może wiać w oczy
Trzymasz kukiełkę Chady, no i wbijasz w nią szpilkę
Chcesz mi płacić za ciszę, ale ja nie zamilknę
Co się mażesz jak dziecko, nie przeproszę tu za nic
Te słowa to konieczność, ciągle nie spuszczam z tonu
Weź tego nie kwestionuj, masz tu rap zaufania
Wszystko dla Ciebie ziomuś

Ref.
To nie sejmowe wotum, to zaufania rap
Dla jebanego rządu, jest jak parszywy rak
Bronimy swych poglądów, zwątpienia tu brak
Tak było od początku, odkąd przyszedł na świat
Odkąd pamiętam brat robię dla ulicy
Wcześniej robiłem hajs, teraz robię liryki
Kładę na bity bolesną szczerość ściero
Tutaj Sobota, Chada, masz sprawdź to dzieło

CHADA:
Teraz gorsza część Chady, mówi ci idź do diabła
Masz tu pieprzoną pieśń, o podrzynaniu gardła
Moja wiara wypadła, kiedyś z szóstego piętra
Chciałbyś więcej szczegółów, lecz nie wiele pamiętam,
Weź nikomu nie ufaj, podpowiada rozsądek, no i słusznie,
bo potem kurwy straszą Cię sądem, przejebałem majątek
Ale to mnie nie boli, bardziej w sidłach niewoli
Niż w złotej aureoli, balet wyszedł mi bokiem
Biorę głęboki oddech, nie podchodzę do okien
Mam z tym pieprzony problem, chciałbym Cię nie pamiętać
Droga szczęścia nie tędy, zanim kurwa coś powiesz, wypluj wybite zęby
Teraz słowa dokończą, to co zaczęły czyny
Przecież kurwa nie mówię, że nie jestem bez winy
Z ciężkim sercem nawijam, o tym że z nami koniec
A, myślałem że zawsze staniesz po mojej stronię

Ref.
To nie sejmowe wotum, to zaufania rap
Dla jebanego rządu, jest jak parszywy rak
Bronimy swych poglądów, zwątpienia tu brak
Tak było od początku, odkąd przyszedł na świat
Odkąd pamiętam brat robię dla ulicy
Wcześniej robiłem hajs, teraz robię liryki
Kładę na bity bolesną szczerość ściero
Tutaj Sobota, Chada, masz sprawdź to dzieło
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo