Popularne piosenki. Polski Hip Hop

L.U.C Jak Dziadek w Kiosku
Całe życie w ruchu

Mam dom ale go mam w tygodniu na 2 dni
Kocham go bywam tam jak narkoman w poradni
Random mota mi dni jak numerek w szatni
Znam to jak pijak, stabilizacji brak mi
Dyktando kalendarza, który trzyma w matni

Mam to, widzę cel, jak mordercy płatni
Gram to śmigam falą do uszu bratnich
Prawdomówny rymoskrupulatnik
Plan to grać wam więc przemierzam kładki
Auto sunie telepią resory klatki

Łatki pod kołami papka, tak tak
Studio i bus to moja klatka kratka
W kółko jak po ustach pomadka gradka
PKP roladka taxi stop klatka

scena hotelefon klatka gram
bo to moja matka gładka spam foto sucha gadka
plan klatka śni się motorynka dziadka
samoloty z rzadka scena próba klatka
wa na pot kana pułapka kamikadze jabłka
do busa kanapka i znowu klatka

Przemieszczam się z pomieszczeń do pomieszczeń
ile jeszcze tychże pomieszczeń zmieszczę
słońce czy deszcze pędzę tu i tam
za oknem ktoś przewija tło po co?
przecież je już znam

w kieszeni pęk tłucze Tabcin klucze porwane chaos migracji
ja znów kradnę w akcji
karty klucze do szaf hotelowych łóżek do ubikacji na stacji
pociąg relacji Ziemia - Jowisz do Saturacji
ciało nie nadąża do mózgu narracji
cykle rotacji nieogarnięty jak zabudowa stołecznej urbanizacji

oczy jak żul po libacji
zmiany lokacji polski syf organizacji
wczoraj Mariacki nocą Wroc już Gdynia na trakcji
dzwoni kobieta pyta za ile na kolacji będę

Kochanie jakoś tak nagle stoję nad Bałtykiem we mgle
a między nami jakby ktoś trzymał klawisz spacji
międzyludzkie przepaście...

przemieszczam się z pomieszczeń do pomieszczeń
ile jeszcze tychże pomieszczeń zmieszczę
słońce czy deszcze pędzę tu i tam
za oknem ktoś przewija tło po co?
przecież je już znam

a między nami jakby ktoś trzymał klawisz spacji
międzyludzkie przepaście...

przemieszczam się z pomieszczeń do pomieszczeń
ile jeszcze tychże pomieszczeń zmieszczę
słońce czy deszcze pędzę tu i tam
za oknem ktoś przewija tło po co?
przecież je już znam
Zostaw ją, Zostaw ją ziomuś,
zostaw ją, zostaw ją ziomuś,
zostaw ją, zostaw ją ziomuś,
zostaw ją, zostaw ją...

(Kajman)
Siema ziomuś, zakochałem się znowu,
znasz doskonale mnie, zrozum, miałem niebanalny powód,
ona jest niemożliwa chciałbym ją pokazać wszystkim,
i nie ukrywam, że ciągle przeszywa moje myśli,
i te.. __________róż,
mógłbym zdmuchnąć kurz, tak żeby sypały się iskry,
od samego ust oblizywania mam doznania,
tylko luz sprawia, że sama nie widzi drania
Tego jest więcej, czasami już widzę ją w roli matki,
kiedy do ucha szepcze czułe słówka mam drgawki,
spojrzeniem przeszywa mnie jak Trinity w matrix,
i wrażenie mam, że myślami jest tam gdzie majtki,
i nie jest głupia, co to to to nie ona
jest typem omnibusa mówią na nią Spona
Rozumiesz mój stan?Wpadłem po uszy ziomal
zrywam rozpustę z Tobą, bo ją kocham.

Zostaw ją, Zostaw ją ziomuś,
zostaw ją, zostaw ją ziomuś,
zostaw ją, zostaw ją ziomuś,
zostaw ją, zostaw ją...

(Ten Typ Mes)
Hmm.. ogólnie to podziwiam ten styl,
jak o niej opowiadasz prawie jakbym tam był
tyle, że raz widziano Cię na mieście odkąd
postanowiłeś zniewieścieć bujając się z żonką,
Wciskasz ten miłosny kit
po prostu zaznaczyłeś kumpli i wcisnąłeś "delete"
bywało tak wcześniej, jesteś na nie podatny
kobiety likwidujące sektor prywatny,
niech wyjdzie zrobi sobie babski wieczór,
my spotkamy się na najbie, czy nie wiem, na meczu?
Gaiger wskazuje, że jest radioaktywna,
milcząca, wiecznie wkurwiona i sztywna.
Lubisz takie potem chlejesz wódę ze szklanek,
bo ze swojego życia zrobiłeś jej życia aneks,
poprzednia chciała żebyś był większy... rzuuuć tę siksę,
Ty zamiast tego zacząłeś się kłóć, -"idź se"
powiedziała Ci, a potem następna,
-"chudzi kolesie, tacy to podnoszą mi tętno".
Ty, żyj dumny ja dzisiaj nie dam Ci upaść,
ale przemyśl to za pół roku już Cię nie wysłucham.

Zostaw ją, Zostaw ją ziomuś,
zostaw ją, zostaw ją ziomuś,
zostaw ją, zostaw ją ziomuś,
zostaw ją, zostaw ją...

(Kajman)
Są takie chwile, kiedy facet musi klęknąć.
Przywilej mężczyzny który się łączy z partnerką.
Gorzej kiedy po ślubie się staje jędzą
i później o niej dowiadujesz się czegoś nowego
Czy to był błąd, pytasz się wciąż jak stary głupiec,
masujesz kciukiem cenny kruszec na prawej ręce.
Za późno kolego, teraz już jesteś w dupie.
Wpadłeś Frodo, Sam Cię nie uratuję więcej.
Ona jak Szeloba sidła swoje wije zobacz
jak Cię owinęła, coraz mniej masz klasy ziomal
i kasy w spodniach, nie bądź sentymentalny.
Już dawno bujasz się w rogach które ci przynosi z pracy.
Chociaż masz na tacy fakty zdjęcia, na nich akty.
Twój umysł i tak nie przyswaja informacji.
Chciałeś tego - masz, ziomal nie mów, że ostatni.
Dowiedziałeś się, że Twoja żona to kawał szmaty.

Zostaw ją, Zostaw ją ziomuś,
zostaw ją, zostaw ją ziomuś,
zostaw ją, zostaw ją ziomuś,
zostaw ją, zostaw ją...
Bonus RPK:
Czas na ogarnięcie, życie na patencie, teraz boks ma u mnie wzięcie i trenuje dzień w dzień zawzięcie, jara mnie mocne pierdolnięcie jak adrenalina w dobrej furze przy szybkiej jeździe, częściej miewam natchnienie, po treningu pisze zwroty, nie przepierdalam floty na głupoty, jest pięknie, poznałem kobiete której dałem swoje serce, z dnia na dzień coraz więcej, dbam o to więc nie zwiędnie. Miłość to jest kwiat co pachnie najpiękniej, trzeba go traktować umiejętnie, no pewnie, lojalność przewyższa pokusy bez wyłamy każdy prawdziwy mężczyzna w tym nie może dać plamy, szacunek do braci, szacunek do mamy, to prosty rachunek szanuj - będziesz szanowany, zatwierdziłem to na amen w mej prywatnej bazie danych i stosuję się do tego dnia każdego, bez zmiany. Nieraz mnie oszukał ktoś, myślał że jest cwany, spec od złej reklamy, kiep z maską na twarzy, musiałem się sparzyć by to lepiej zauważyć, rozwaga to niezbędny element podstawy, niektórzy aktorami są zajebistymi a ja niechcę mieć nic wspólnego z nimi, więc przeprowadzam selekcję i pierdole, fałszywe koneksje to pomaga mi dni mieć spokojniejsze, wreszcie oddech łapię z dala od zawiści, robię swoje w tempie swoim tak omijam wyścig, za tym to jest lepszy, za tym kto ma więcej, bierz przykład ze mnie i się patrz na własne ręce, dążenie do celu jest tu priorytetem ale bycie przy tym feer równa się z perfektem, jestem człowiekiem z intelektem to pozwala mi nie stać się insektem w tym mieście przestępstw.

Refren:
Życie, każdy ma receptę na poprawę, wystarczy tylko chcieć przy tym pierdolić obawę, do odważnych świat należy, kto w to nie wierzy nie ma szans swych umiejętności zwiększyć. x2

Karat NM:
Powiem wam teraz zatem jaki mam na życie plan, jaki mam na życie patent, pomysły na siebie mam jakie i wiem że wprowadzić w życie je potrafię, nigdy nie zmieniać się raptem, zmienia się ciało umysł się rozwija, nie zmienia się charakter, czas mija, lato za latem, chcę zostać tym samym skromnym chłopakiem, tym samym dzieciakiem zajaranym rapem, nowym beatem, nowym samplem, nowym tematem, tym samym dzieciakiem co nieraz jeździł na gape i uwikłał się w niejedną drakę, za małolata wypił niejedną kratę, pół serio pół żartem, nieraz biegał z blantem, w końcu znalazł pasję, przeniósł się na ringu mate czas na treningu spedzał miasta ławce, nieraz psuł nerwy matce, zbytnio zapoznał się z miastem, zgubił lecz odnalazł się, lat naście pełne ogarnięcie, sport stał się jego codziennym zajęciem, zawsze chce mieć to zacięcie, tak jak wtedy kiedy miało się go najwięcej, mój na życie patent - być mężczyzną nie dzieciakiem ale pełnym fantazji dziecięcej.

|Musiałem pojąć wiele spraw..|
|by to zrozumieć..|
|szacunkiem do życia, bo..|
|bo żyć trzeba umieć..|

Refren:
Życie, każdy ma receptę na poprawę (...) x2.

|Idę za ciosem, tworzę, wyniki mnożę..|
|Walczę pięścią nie nożem..|
|Tak samo słowem..|
|Obrałem sobie drogę że osiągnę mistrzostwo, nie zawsze za tym idzie pełen komfort, pamiętaj mordo!..|
Kto ma czas niech słucha teraz
Moje bugi i grass, moje bugi na raz
Mam w sobie mnóstwo historii z dawką energii
Z miejsca tak jak inne w betonowej pustyni
gdzie w zimę pokój zimny, w lato gorący jak w piekle
W wieżowcu- z lat siedemdziesiątych blokowcu
Całe życie na czwartym piętrze w jedenastopiętrowcu
Możesz spotkać ludzi wkurwionych wściekle
Jak młodzież licealna co na przerwie biega na białą setkę
Słuchaj, może zrozumiesz z tego więcej
Gdy breakdance opanował mój umysł moje serce
Wszyscy wierzyliśmy w swoje szanse
To był Brook and Glass, pierwsza edycja
Electro i break kielecka propozycja
Baton, Wembley, Goły, Sipinsu, Norbert
Wszyscy na punkcie tańczenia mieli straszną korbę
Muzycznie NWL Bugie i PMD skład
Słuchał każdy z nas początek dziewięćdziesiątych lat
Rok temu zawalił się jednak ten świat
W N B Y jednego już z nich brak
Nikt nie był winny, chce uprzedzić podejrzliwych
Wypadek wyjątkowo nieszczęśliwy

Na początku lat dziewięćdziesiątych
poznałem pierwsze rapowe nagrania
wtedy to poczułem moc tej muzyki
w kieleckim MCK kaset wymiana
Nowe twarze, nowe znajomości
poznałem kilku kumatych gości
Zabawa w rymy, w języku polskim
i demo kaseta w śladowej ilości.
Nikt nie wiedział co później się stanie,
że demo wzbudzi zainteresowanie
propozycja na nagranie płyty
szansa jakich mało dla mojej ekipy.
Sample, bity praca nad materiałem dużo
THC miałem szansę poznałem
Kilka koncertów i zmiana składu
w centrum dla ludzi układu słonecznego
teraz trzy dla każdego kumatego gościa
masz szanse na coś- bierz nie pozostań
jak inni przy wątpliwościach
drugi raz szansy możesz już nie dostać (dostać)

To jest moje kilka słów teraz (teraz)
drugi raz szansy możesz już nie dostać (dostać) x4
Byłem wciąż rozmarzony
Nosiłem wtedy szerokie spodnie
Nie piłem, a jeśli to mało - żyłem
I żyć mi się chciało, byłem zwykłym przechodniem
Mało wiedziałem o świecie i sobie
Nie miałem jeszcze nikogo na stałe
Tyle przez ten czas stało się
Chciałem cały dzień pełną parą biec do niej
Miałem wiarę niezachwianą
Lęk pojawił się kilka lat później
Nic nie zostało z niej, stało się
Mówią trudno, ja myślę, że chyba jest trudniej
Ciało - niejedno poznałem
Po kilku latach, gdy trochę już grałem
Wydawca postawił płyty na półce
Ja nie byłem dojrzały, a już znałem konsumpcję
Pierwszy hajs wydawałem na wódkę
A imprezy trwały do rana
I chyba dostałem to co zawsze chciałem mieć
Chwilę przed tym nim to przeszło w destrukcję
Pokrótce kim byłem co miałem
Myślę o tym całe dnie, całe
Moje życie teraz mam przed oczami
I chociaż rzuciłem, teraz chyba zapalę

Byłem małym chłopcem naiwnym
Serce i ciało poznały blizny
Byłem skurwielem, stałem się zimny
Permanentnie zdradzałem dziewczyny
Czyjeś emocje, uczucia deptałem
Robiłem sobie z nich kpiny
Wpadłem w złe towarzystwo, chlałem i ćpałem
Byłem pewien siebie jak nigdy
Stałem przed tłumem, oni krzyczeli moje imię
Myślałem, że to nigdy nie minie
Upadłem i wstałem nieraz
Oglądam siebie teraz jakbym grał w jakimś filmie
Byłem czarną owcą w rodzinie
Chwilę dobrym synem, człowiekiem
Byłem w Stanach i w Londynie, na dużych salach
Grałem też rap jak Eminem
Spała, gdy wracałem nad ranem
Gdy spadałem też była przy mnie
Grałem wtedy koncerty gdzieś w kinie
Dla osób dosłownie trzech, dużo piłem i
uprawiałem spacer po linie
Jak Johny Cash i myślałem - to minie
Bo poznałem kobietę, która jest lekiem
Chyba zapalę, choć rzuciłem to przecież

Like dirty shadows of memory
A thousand secrets no one will ever know
I don't know where it will take me
I'm running fast to a place to call my own

Like dirty shadows of memory
A thousand secrets no one will ever know
I don't know where it will take me
I'm running fast to a place to call my own

Byłem w miejscach, gdzie szampan był drogi
Parkowały tam szybkie samochody
Mnóstwo pięknych kobiet i szpan
Marmurowe podłogi i bar
Miały drogie ciuchy, długie nogi i
Urodę rodem z teledysków Dody
Szybko schodziły na drugi plan
Gdy kończyła się noc i pryskał czar
Byłem tam, żyłem ponad stan
A tym laskom daleko było do dam
Byłem też spłukany i głodny i
Choć nie wie nikt o tym tak jak o łzach
Które czasem same napływały do oczu to
Kilka razy wychodziłem na dach
Nie wiem po co, może po to by skoczyć
Ale jestem tu, przez odwagę lub strach
Bywałem zerem i globtroterem
I menelem z pustym portfelem
Dobrym kochankiem, kiepskim partnerem
I na odwrót, gdy nie piłem zbyt wiele
Nie wiem czego mi brak, wiem niewiele
Czasem żyłem jak w snach, jak Van Halen
Byłem wolny jak ptak i skończony nie raz
Lecz nigdy słabym raperem

Like dirty shadows of memory
A thousand secrets no one will ever know
I don't know where it will take me
I'm running fast to a place to call my own

Like dirty shadows of memory
A thousand secrets no one will ever know
I don't know where it will take me
I'm running fast to a place to call my own
Ref.:
Ja i Ty stworzeni dla siebie, ja i ty, ty jesteś dla mnie, ja i ty powiedz ile jeszcze, ile jeszcze 2x

Jesteś Ty a podchodzisz spostrzegasz mnie źle, a po wzroku wodzisz. Lubię patrzeć Twoje piękne oczy, blond włosy zmieniłaś się od ostatniego razu, tylko czułaś przy mnie smak posmak od razu Ja wiem, że ty wiesz, że ty wiesz, że ja wiem ile będzie jeszcze tych pierdolonych ściem Robisz mój słodki krem ja słodki dżem pamiętasz, co mówiłaś, jaki był ten sen po tej gatce wiesz, jaki był następny dzień ooooo, jakie były fazy ooooo ile drżałaś razy na drugi dzień hamowałaś się do pewnego stopnia marzyłaś o tym od tygodnia i tak, co dnia ktoś wciąż dorzucał do ognia a w gardle wciąż był sucho mi jak w nocy upalne SanDeMi

Ref.:
Ja i Ty Stworzeni dla siebie ja i ty, ty jesteś dla mnie, ja i ty, powiedz ile jeszcze, ile jeszcze 2x

Choć ze mną zaproszę cię na lody waniliowe dobre słodycze są obok w sklepie już gotowe ty wiesz, co ja lubię najlepiej wiedzieć musisz swoim zapachem dobrze kusisz mnie przecież wiesz lubię obdarowywać cię prezentami, błyskotkami a wtedy lubisz się przytulać do mnie mówić ciepłe słówka do uszka wtedy masz ochotę idziesz do łóżka gorąca myszka w twoich ustach jak rozpusta Moja żabko twoje ciałko moje całko widzisz życie bez siebie nie ma sensu wiec nie jedz więcej bezów nie

Ref.:
Ja i Ty Stworzeni dla siebie ja i ty, ty jesteś dla mnie, ja i ty, powiedz ile jeszcze, ile jeszcze 2x

Czy pamiętasz na moście serce wyryte spinką niebo było niebieskie jak w Acapulko słońce grzało ostrą żarówkom opalałem twoje ciało pięknie dla ochłody wpatrywałaś się w wiele źródeł czystej wody jestem zawsze gotowy by przy twoim boku pić bardziej ze spritem i trochę lodu zawsze będziesz ze mną w zmowie ty mi zrobisz masaż a ja później zrobię tobie dobrze wiesz co ci zrobię niech głośno to powie najlepiej odpowie czasy były gorące gdy prażyło słońce prażyło popkorn włóż doktor wzdłuż twojego ciała czerwonych róż szedłem i dalej nie wiem bo byłem w niebie ej koteczku te słowa tobie klepie Ej koteczku te słowa tobie klepie

Ref.:
Ja i Ty Stworzeni dla siebie ja i ty, ty jesteś dla mnie, ja i ty, powiedz ile jeszcze, ile jeszcze 2x

Ty przecież wiesz ze nie kontroluje się ty przecież wiesz ze nigdy nie skrzywdzę cię ja wiem, że ty pragniesz tylko mnie te kilka słów dla ciebie słodka 2x

Ej słonko powiem ci słodko bądź moją kotką moją błyskotkom moją grzechotką która usypia mnie Ty i ja to dla ciebie właśnie tak
[Bilon]
Cięzar swój zrzuć, uskutecznij bunt bądz zdrów,
jeśli działasz zgodnie ze swa racją cały czas jebać policje jebać.

Wolny obrót Bilon? bez litosci stop klatka HEMP GRU
bez nerwów płynie przez ta chwile jest w twoim zasięgu
jedność bez dziegów łączy nas ten dzwięk
połącz się z nim i wczuj się w jego bieg bracie jointa kreć
Elo Dex projekt HG promotorzy rap
bez litości na jawie i we snach by swe złości poszły się jebać
to twój moment by wkurwienie swe pogrzebać
w górę myśli bardziej jasno pożadny ptak
nie sra w swoje gniazdo
elo swieżak mixtape idealny system zawijaj od razu
hwdp jest centrum przekazu JLB tu

[Wilku]
teraz wilku hg elo Dj Decks
nastepny joint nastepny tekst
juz wiesz rap mistrzem co?
co liczy sie dobry sex oczywiscie
niunia sprawia ze czujesz sie zajebiscie
rzeczywiscie sa tacy co chca plany pokrzyzowac
nie ma co sie przejmowac ziomek
takich gnojków nie musisz załowac
typowa reakcja zazdrosc zawisc
ludzie zamiast sie bawisc czuja nienawisc
dzieciaku codzienne troski zostaw za drzwiami
usiadz miedzy nami i delektuj sie dzwiekami
nasza muzyka w głosnikach przenika na wskros
ja czuje radosc masz dosc nie wnikam
w oczach czytam ten sam ból nosze non stop
bracie siostro WDZ bez znieczulenia
znasz ten smak grudzien 2002
Ref/ Stare zasady, stara dobra szkoła,
To mam w sercu, o pomstę wołam!
Gdy konfident na mojej ulicy
Wydaje ziomków z całej dzielnicy. x2

1/ To się wszystko zaczęło rok 2001
Po latach wracam z Prażki (?) do siebie
Kraków, Podgórze, wiele się zmieniło
Da się odczuć, że długo mnie nie było
Tak, stary, duże zaległości
Strzały na Sczepańskim i Wolności
Nie wiadomo gdzie bezpiecznie chodzić
Z kim rozmawiać i interesy robić
Podzielone całe moje miasto
Już nie lubię chodzić Floriańską
Rynek to już nie to samo
Dziś przeze mnie strefą nielubianą
Więc wracam na moją dzielnicę
Tutaj dobrze znam każdą ulicę
Tu najlepiej, bo tu się wychowałem
Tu zasady poznawałem

Ref/ Stare zasady, stara dobra szkoła,
To mam w sercu, o pomstę wołam!
Gdy konfident na mojej ulicy
Wydaje ziomków z całej dzielnicy. x2

2/ Tylu kozaków i każdy najlepszy
O co chodzi, każdy bzdury pieprzy
Każdy wielki, nie do pokonania
Każdy twardy, nie do złamania
Być w porządku w życiu, a nie tylko w słowach
Moja dewiza życiowa
Wielu mówi "HWDP"
I na mówieniu zwykle kończy się
A potem daje jeden drugiego
Drugi trzeciego, trzeci czwartego
Tak, i bajka się nie kończy
Bo za piątym już idzie list gończy
Szósty, siódmy, ósmy są na oriencie
Bo ten czwarty miał każdego zdjęcie
Tak, takie to kozaki
Współpraca z psami, ziomków do paki

Ref/ Stare zasady, stara dobra szkoła,
To mam w sercu, o pomstę wołam!
Gdy konfident na mojej ulicy
Wydaje ziomków z całej dzielnicy.

3/ Kraków, Odeon, nie do wiary
Byłem w szoku, zaufaj mi stary
Dobrych ludzi rzadko się spotyka
Zwłaszcza kiedy w całym mieście lipa
Stare zasady, stara dobra szkoła
Ewenement kiedy do okoła same hieny, szczury
Psy i konfitury, to są fakty a nie bzdury
Chłopaki z klasą, gestem i honorem
Nie jednemu oni wzorem
Spytaj firmy tak, Kwej Omen WWO (?)
Tak, odpowiedzą to samo
Wielki szacunek Kazek dla ciebie
Wróci ten czas, szczerze wierzę
Znów się spotkają ulicy żołnierze
Bo nieśmiertelne jest to przymierze

Ref/ Stare zasady, stara dobra szkoła,
To mam w sercu, o pomstę wołam!
Gdy konfident na mojej ulicy
Wydaje ziomków z całej dzielnicy. x2
Wiesz co się liczy? szacunek ludzi ulicy, ludzi ulicy
Wiesz co się liczy? dla was rap ćwiczy, to dla całej miejskiej dziczy

To dla wszystkich naszych ludzi, którym ten rap się nie nudzi
Czas się obudzić by wyjaśnić co trzeba
Dla chujowych rapów gleba, trochę piachu - ich nie ma
Znów się odzywam gdyż zachodzi potrzeba
Popowe popierdółki, które emitują radia
Tak jak oni skurwiałe, ode mnie dla nich pogarda
Nadal mamy farta, nadal sprzyja nam karta
W rękawie wciąż asy to nie sprzedać się dla kasy
I mnóstwo pracy, to studia, ulice
Niebezpieczne życie, znam je - żadne odkrycie
Dzisiaj na bicie, otwarcie nie skrycie
Opowiadam to przeżycie, zapierdalam za przeżyciem
Intensywność zdarzeń, nie nadarzam by notować
Nadal jest hardcore, kocham - nienawidzę, zobacz!
Ja nie będę się hamować za cenę popularności
Zero populizmu raczej duży procent złości
Jesteśmy chamscy, prości, tak szczekają żałośni
Którzy nie dorośli nawet nam do pięt, chuje zazdrośni!
Dużo miłości dla ludzi i tych miejsc
W których zdarza się być i nie po to by mieć
Dziś mówię - cześć! - każdemu kto zasłużył
Każdemu co nie stchórzył, który dobrze mi wróżył
Podczas niejednej burzy podał pomocną dłoń
A nie celował mi w skroń, więc Boże wszystkich nas chroń
Nawet jeśli rzadko proszę jak PB nadzieję niosę
I dzisiaj dołożę do tego moje trzy grosze

Wiesz co się liczy? szacunek ludzi ulicy!
P do Ń kreska, bez tego zostajesz z niczym
Wiesz co się liczy? szacunek ludzi ulicy!
Dla was rap ćwiczy, to dla całej miejskiej dziczy
Wiesz co się liczy? szacunek ludzi ulicy!
Wiesz co się liczy? wiesz, wiesz co się liczy?

Miastem rządzi mafia - to do mnie nie trafia
Bo po drugiej stronie barykady ziomek będzie lepiej
I ten co klepie biedę szybko znajdzie tu robotę
Jebać hołotę, która z psami w komitywie
Tak rośnie, okiem łypnie, bo się na oglądał filmów
Ty Benny Blanco z bronksu szybko zrzucę cię z ringu
Dziś na dopingu, nadmiar testosteronu
Prawdziwy rap dla ulic aż do samego zgonu
Dosłownie powtarzam, się porażkami nie zrażam
Sukces artystyczny, kurwa bez komentarza
Bo recenzję mi wystawi każdy Viertel i podwórko
Każdy winkiel i tak w kółko życie kręci się jak winyl
Na trzydzieści trzy i pół obroty to wrzucimy

Szacunek dla tych ludzi, którzy musieli się trudzić
Żeby wyjść na powierzchnię, poczuć powietrze rześkie
Spokojny sen, rodzinne życie bez scen
I przyjaŹnie bez ściem - to sobie wszystko ceń
Broń tego dzielnie, broń się, bij wrogów celnie
Poznań miasto dzielne, to jedyne dla mnie miejsce
Pieprzę groteskę jak instytucje miejskie
Społeczeństwo co nie chce zmiany na lepsze
Wyrastając w konfidenctwie na nic was nie będzie stać
Umiecie tylko dać, z dupy strzelić kurwa mać
A tu trzeba se ułożyć powolutku plan następny
Jak Glon pieprzę ból, R.A.P., trzeba być dzielnym

Wiesz co się liczy? szacunek ludzi ulicy!
P do Ń kreska, bez tego zostajesz z niczym
Wiesz co się liczy? szacunek ludzi ulicy!
Dla was rap ćwiczy, to dla całej miejskiej dziczy
Wiesz co się liczy? szacunek ludzi ulicy!
Wiesz co się liczy? wiesz, wiesz co się liczy?



Te miasto penerami wypełnione jest po brzegi
Nawet słabe składy mają prawo się tu cenić
W pewnym sensie mój styl życia to jest wciąż ten sam nielegal
Bo ja wiem kto się tu sprzedał, tytułował się kolega
Beef za beefem tak to idzie, chociaż twórczość nie na dissach
Nie lubiano kiedyś Rysia jak w Stanach Jadakiss'a
A ty jeśli chcesz mnie skreślić, w chuja walić, mówię - jeśli
Będę niczym skurwiel najgorszy jak Joe Pesci
Nawet bez ferajny, tylko ja - adrenalina
Nikt nie zatrzyma furiata, znów zadyma?
Miasto w ryzach nas trzyma, miasto, które ma klimat
Plus styl i klasa, kasa, miasto zaprasza
Suki też pierwsza klasa tak jak siostry Williams w deblu
Wciąż stanowię temat plot na tym jebanym osiedlu
Jedna gra zmieni świat na przestrzeni tych lat
I to każdego z nas, dziś jestem z tego rad
Tylko słowa prawdziwe, bo frajer da fałszywe
Nie oprę swej kariery o beef przez jakąś ksywę
Styl miejski nie wieśniacki, wiem, że jestem chamski
Na ulicy nie wyłapię za przysłowiowy damski
Nie kumasz mojej jazdy więc się nadal z tego śmiej
Nie jestem słodziutki niczym [?]
Hej, uliczna sława, która dumą napawa
Od charakternych brawa, a krytyka od gamoni
Czas ich rozgonić, niech wracają do zagród
Na wsie niech nie robią obciachu naszemu miastu
Psy znów mi mówić - cham, stój! - tak nie można, wierz mi Darku
Jeśli nie my tych leszczy, to kto zwróci honor miastu?

Wiesz co się liczy? szacunek ludzi ulicy!
P do Ń kreska, bez tego zostajesz z niczym
Wiesz co się liczy? szacunek ludzi ulicy!
Dla was rap ćwiczy, to dla całej miejskiej dziczy
Wiesz co się liczy? szacunek ludzi ulicy!
Wiesz co się liczy? wiesz, wiesz co się liczy?
Aha a ta ta ta ram Aha, aha a ta ta ta ram
Raz, raz, raz Aha, aha
A ta ta ta ram A ta ta ta ram
F.I.S.Z. Aha, aha A ta t ta ram

A chodź byś zgrywał twardziela i stroił miny
To ja Ci mówię, że potrzebna jest ta druga połowa,
Bo tak jak mówił Płomień nic nie działa jak miłe słowa
Co uspakajają duszę i ciało, bo ciepłych słów zawsze jest za mało,
A ja mam ich cały strumień, bo dbać o tę drugą połowę umiem.
Choć różnie bywało, cos nie powinno mieć miejsca, jednak się stało,
Lecz z czasem gdzieś uleciało
Uleciały niemiłe sprawy, które kuły zagoiły się rany i minęły smutki,
Które po głowie się snuły tak bez sensu,
Wszystko to pakuje gdzieś na same dno kredensu,
Bo tak dobrze mieć Ciebie tak blisko,
Mówić o tym, co boli, co gryzie sumienie, mówić po prostu wszystko.
Ja wiem, że to brzmi trochę sentymentalnie, czasami tak banalnie,
Lecz ja nie wstydzę się mówić o tym, co czuję
Mogę szczerze mówić o miłości, choć tak wielu to krępuje.
Kiedy wracam zmęczony, praca w studiu, nauka, takie tam,
To dziękuje, dziękuję, że nie jestem sam.
Przy niej odpoczywają moje zmęczone mięśnie
I ciepło, uśmiech, za który oddałbym wszystko.
Nie zrozumiesz, o czym mówię,
Może nigdy z nikim nie byłeś tak blisko,
Bo to nie jest romantik i talo disko,
Lecz ta jedna kobieta znaczy dla mnie po prostu wszystko.
A kiedy jestem sam nie wytrzymuję tego długo
Nie bawi mnie nic i wszystko traci smak, takie mdłe

I szybko zapominam to, co złe... łooo
I szybko zapominam to, co złe.

Jestem tu sam
Aha aha
Pośród czterech białych ścian łuhuu
Mdli mnie, mdli mnie wszystko... a wszystko
Raz, raz
Usypia mnie deszcz, który uderza w okno z całych sił.
Uhuuu z całych sił,
I mdli mnie, mdli mnie wszystko.

A tyle kobiet kryje się za grubą warstwą makijażu
Choćbyś bardzo chciał to nie odczytasz nic z jej twarzy.
Udają Bóg wie, kogo wdzięczą się na każdym kroku.
Podkreślają ile mają zalet, kręcą gdzieś na boku.
Są niebezpieczne, parzą jak pokrzywy,
A wdzięku mają tyle, co muszla klozetowa.
Ciało zastępuje głowę, więc po co tu głowa?
Mam kolegę, Który mówił, że nie wyobraża sobie
Żyć dłużej z kobietą, to są jego słowa
Uwielbiał znajomości na jedną noc
Każdy wie, o czym mowa
Nie znał ich imion, nie pamiętał twarzy,
Lecz nigdy nie wierzyłem, że tylko o tym marzy
Zabijał smutki i swoje żale, twierdził twardo,
Że nigdy nie kochał i nie żałuje wcale
I nocne kluby tu pełno dymu, alkoholu opary
I pełno takich, co za makijażem kryją swoje smutki i obawy.
Przyszły poszukać trochę zabawy.
On się tu dobrze czuł.
Ja mówię: "Hej nie ma sprawy"
Konwersacje, wymienione pierwsze racje, obserwacje
Im bardziej zepsuta tym lepsze ma notacje
Później znikają gdzieś w oparach dymu, alkoholu i nikotyny
Następnego dnia nie miał już tak zadowolonej miny
Ja mówię: "Co jest"? A że on mówi mało,
Mówi, że nic się nie stało, ja teraz wiem,
Że kiedyś był ktoś, kto odszedł, na kim kiedyś mu zależało.
Teraz źle się czuje z tym i go mdli
Teraz te szybkie znajomości,
Bo kiedyś tam tak bardzo bał się miłości

Dla niego: raz, raz, raz.
Jestem tu sam
Aha, aha
Pośród czterech białych ścian uhuuuu
Mdli mnie, mdli mnie wszystko.
Aha wszystko, raz raz, raz.
Usypia mnie deszcz,
Raz, raz,
Który uderza w okno z całych sił,
Uhuuu z całych sił,
I mdli mnie, mdli wszystko.
Raz, raz, raz.

Więc teraz wiem ile mieliśmy szczęścia,
Że znaleźliśmy się w tym całym tłoku
Mieszkałaś gdzieś zupełnie w innym osiedlu
Tak oddalonym od mojego bloku.
Razem przezwyciężymy trudne chwile,
Bo razem jest lepiej, tak miło
Nie chcę już wspominać tych dni,
W których Ciebie nie było.
Tak wielu krępuje rozmowa o miłości
Jestem przesiąknięty miłością do szpiku kości
Ja żyję miłością to mnie napędza
To taka pozytywna wibracja
Wiem, że po mojej stronie leży racja.
Ja wiem to, Ty wiesz to na pewno,
Bez tego byłbyś martwy, sztywny jak drewno.

A ta ta ta ram
Ja wiem to, Ty wiesz to na pewno,
Bez tego byłbyś martwy, sztywny jak drewno.
Ja wiem to, Ty wiesz to na pewno,
Bez tego byłbyś martwy, sztywny jak drewno.
Ja wiem to, a Ty wiesz to na pewno,
Bez tego byłbyś martwy, sztywny jak drewno.
Ja wiem to, Ty wiesz to na pewno.
Udaje się do kiosku i kupuję gazete.
Tuż za mną widzę zrozpaczoną kobiete.
Tak to ten artykuł, ja również go czytałem.
Widząc jej łzy chciałem podejść, zapytałem.
Co bardzo ją bolało, po części się zwierzyła.
Chłopcze moja córka, przedwczoraj jeszcze żyła.
Zabili ja źli ludzie, popierdolone śmiecie.
Nie ma kurwa, nie ma sprawiedliwości na tym świecie.
Takie zdarzenia to niestety codzienność.
Gdy kobieta spacerując napotyka ciemność.
Napewno sie boi, lecz idzie dalej.
Nie może przewidzieć, że coś złego jej sie stanie.
Czy właśnie po to, żyć jej przychodzi,
By bił ją i gwałcił wieczorny przechodzień?

Zwykła codzienność, zwyczjana znieczulica.
Nikogo nie obchodzi dzisiaj krew na ulicach.
Zwykła codzienność to już społeczeństwo nudzi.
Nikogo nie obchodzi los zabitych ludzi./ X2

Świat jest skurwysyński i pełen przemocy.
Spróbuj się wybrać gdzie kolwiek, kurwa w nocy.
Ktoś może Cie zaczepić, o byle co poprosić.
By po chwili Cie ograbić, lepiej sie wynosić.
Niektórzy robią źle, nie lubią dużo gadać.
Ktoś Cie może poturbować, więc nie próbuj tu rozmawiać.
Często zdarzają sie tu bardzo dziwne rzeczy.
Trudno o tym mówić, jeszcze trudniej jest zaprzeczyć.

Zwykła codzienność, zwyczajna znieczulica.
Nikogo nie obchodzi dzisiaj krew na ulicach.
Zwykła codzienność tojuż społeczeństwo nudzi.
Nikogo nie obchodzi los zabitych ludzi./ X2

Złowrogie nastawienie, do ludzi, otoczenia
Jest na porzadku dziennym, naprawde nie wiem co to zmienia.
Ile na codzień popełnia się wykroczeń?
Kradzieży, gwałtów i rozbojów z nożem?
Statystyka nie kłamie, chyba nikt jej nie zawyrza.
Źle się dzieje w państwie Polskim i nikomu to nie sprzyja.
Nie chce naprawde, by było tak w przyszłości.
Żeby również moje dzieci żyły w zwykłej codzienności.
Zwykłą przestępczość, zwyczjane zabójstwa.
A polityk uspokaja zamykając kłamstwem usta.
Chciałbym, tylko wiedzieć ile trwać będą te kłamstwa.
Że panują nad całością, że przestępczość nie wzrasta.
Przepełnione więzienia, wykrywalność bardzo dobra.
Resocjalizacja w więzieniach to rzecz dzisiaj bardzo modna.
Prrzecież nikt nie pomaga, tym co raz zbłądzili.
Nikt nie wskarze dobrej dorgi, nikt sie kurwa nie wysili.
Programy, akcje fantastyczne odrzuty.
Czym się zajmuje dzisiejszy polityk?
Gdyby było dobrze, panowała by charmonia.
Lecz żyjemy w chaosie, w którym idzie, tylko skonać.
Zwykła codzienność, cyzli zwykła zmieczylica.
Powoduje, że młodzierz prostestuje na ulicach.

Zwykła codzienność, zwyczajna znieczulica.
Nikogo nie obchodzi dzisiaj krew na ulicach.
Zwykła codzienność tojuż społeczeństwo nudzi.
Nikogo nie obchodzi los zabitych ludzi./ X2

Kryminalny ściek, gloryfikacja zbrodni.
Przeraźliwe wrzaski, znów zakrwawiony chodnik.
Stop dla prszemocy, tak dalej żyć nie można.
Ja popieram młodych ludzi, by przestępczość znów nie wzrosła.
Brutalnośc, bezwzględność, wynaturzenie.
Skąd się to bierze, gdzie tego korzenie.

Kurwa stop,po chuj się męczymy. Przeciez i tak wszyscy mają to w dupie. Kurwa ten przekaz jest i tak, kurwa chuja warty i nie ważny. Nic sie nie da zmienić, kurwa,próbujemy coś zmienić, próbujemy kurwa coś zmienić,próbujemy coś zmienić...
Coś czego się kurwa nie da zmienić...jebał pies.
Co się stało z tymi którzy byli przy moim boku ?
Co się stało z nimi, dla nich łza w oku
Dla nich rap, ale teraz świat jest szybszy, bo
Pieniądz i czas to najwięksi terroryści

Co się stało z tymi którzy byli przy moim boku ?
Co się stało z nimi, dla nich łza w oku
Dla nich rap, ale dzisiaj hajs ważniejszy, bo
Pieniądz i czas to najwięksi terroryści

Spójrz na zegarek, zobacz jak szybko czas mija
Nielegale już gdzieś w regale trzymam wciąż nawijam
Sprzedałeś talent chyba mówią ci którzy
Mówili że go nie miałem, kiedy ich znałem intruzi
Teraz pewnie niektórzy z nich śpią na peronach
Lub zabrać chcą na kielona mnie
Bo chcą wiedzieć jak renoma żre
Jedna znajoma, wiesz jej siostra
Już w welonach prawie, inny znów z wieloma gdzieś
W pubie, ciążą po Warszawie błądzą wciąż
Ja ich nie trawię jarali w mojej szafie Szondżon
Yo! Każdy mój szlagier jest na ich ustach
Głęboko w rapie lecz dla niektórych jednak nadal frustrat
Mała pluskwa nadal, nic więcej
Jeden ziom przesadzał więc wezwali 'erkę' po zawał
Wiesz znajomi jedni w Chicago w drudzy w Waomi
Bo każdy z nich chce być gdzieś gdzie zarobi
Gdzieś złe nałogi, stare załogi, gdzieś stara pasja
Nikt nie chce się narobić taka praca
My często w trasach, ta, często jasne
Wiele się zmieniło gdy tak w przeszłość patrzę

Co się stało z tymi którzy byli przy moim boku ?
Co się stało z nimi, dla nich łza w oku
Dla nich rap, ale teraz świat jest szybszy, bo
Pieniądz i czas to najwięksi terroryści

Co się stało z tymi którzy byli przy moim boku ?
Co się stało z nimi, dla nich łza w oku
Dla nich rap, ale dzisiaj hajs ważniejszy, bo
Pieniądz i czas to najwięksi terroryści

Nigdy nie myślałem że to kiedyś, któregoś z nas dotknie
Póki nie spotkałem zioma po detoksie
Stałem, patrzyłem pamiętałem jak był gościem
A on, heh, nie pamiętał mnie wcale co gorsze
Mówię, pamiętasz gnojka, który nie mógł się pozbierać
A on, załatw mi ćwiarę, teraz, proszę prężył się jak Banderas
Ja mówię idź mamie wyjeb w domu toster i spierdzielaj
Wiesz, tak wyglądają resztki starych towarzystw
Jedna laska była sexi, teraz wiesz jak się prowadzi
Spójrz w kalendarz, patrz jak mija kolejny miesiąc
Non stop kolęda, to nie Gawęda dzieciom
To prawdziwe życie a nie koncert życzeń z Polsatu
To nazywam tym ukrytym w mieście krzykiem, chłopaku
Niektórzy z ziomów już mają dzieci, już nie ma rapu
Jest kołyska, wózek, becik
Pryskam na własne śmieci, ziomy własne ścieżki, domy
A jeden z was chce sprzedawać gdzieś gibony
Wciąż pełni obaw o przyszłe żony, hajsy
Na nowych drogach, lecz czy rap wystarczy?

Co się stało z tymi którzy byli przy moim boku ?
Co się stało z nimi, dla nich łza w oku
Dla nich rap, ale teraz świat jest szybszy, bo
Pieniądz i czas to najwięksi terroryści

Co się stało z tymi którzy byli przy moim boku ?
Co się stało z nimi, dla nich łza w oku
Dla nich rap, ale dzisiaj hajs ważniejszy, bo
Pieniądz i czas to najwięksi terroryści

Gdy patrzę w przeszłość tamte stare czasy jakby retro ,
Ilekroć niszczę to co jest naszą kolebką myślę
Nie chcąc wracać, chcąc pamiętać ,
Teraz wszyscy w pracach teraz w czystych sercach
Strata wiesz, kiedyś tańczyli elektro tutaj
Wiesz kiedyś tam byli dziś nie chcą słuchać
Dziś przyszłość klaruje się kiepsko
Moja była je dropsy na imprezach techno
Dziś przyjaźnie stopniały jak lód tuż przed wiosną
Luz jaki luz jeden zwariował przez wojsko już
Ta nie wiem co będzie z bratem
Nie wiem czy to dobrze.. że zaczął przygodę z rapem
Nie wiem, kiedyś miałem tu przyjaciół, wiem o tym
Kiedyś dzisiaj nic nie znaczą wiem o tym
Kiedyś wolni zawsze mieliśmy się z czego cieszyć
Dziś zniknęły z naszej twarzy beztroskie uśmiechy
Czas się śpieszyć co, a nie w zdjęciach szperać
Pamiętam go jak pił ze mną browar dzisiaj wszył Esperal
Yo! Jak ten czas zleciał
Będzie dobrze, będzie dobrze dzieciak!

Co się stało z tymi którzy byli przy moim boku?
Co się stało z nimi, dla nich łza w oku
Dla nich rap, ale teraz świat jest szybszy bo
Pieniądz i czas to najwięksi terroryści

Co się stało z tymi którzy byli przy moim boku?
Co się stało z nimi, dla nich łza w oku
Dla nich rap, ale dzisiaj hajs ważniejszy, bo
Pieniądz i czas to najwięksi terroryści
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo