Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Paluch:.

(ehhee)

Biuro Ochrony Rapu (B do R)
Donatan
Syntetyczna Mafia (Syntetyczna Mafia)
Ta..

Biuro Ochrony Rapu to B do O do R
Polujemy na pojebanych łaków ich rap to epikfejl
Jesteś z nami chłopaku to przybij kurwa pięć
Dla wrogów mam pielona z którego wypływa rtęć
Ilu tych marnych grajków na Boga się kreuje
Ich naturalność jest jak plastikowe chuje
Znów faktem operuje,oni wpadaja w furie
Rzucam ich CD w kibel i robię na nie dwójkę

To nie prawda że brak im talentów,dziś walczą o swój sektor
To jest gra bez sentymentów,dla wielu hajs to mentor
Idziemy za ich tropem,tam gdzie padliny fetor
Witamy w B.O.R. - mów do mnie kurwa rektor

Mają romans z popem ich dupą telewizja
Biuro Ochrony Rapu dla tych suk jak inkfizycja
I możesz mnie nie lubić,ale racje musisz przynać
Że wiesz dobrze o kim mówię,choć nie jade im po ksywach

Ref:.
Od piwnic aż po dach,tylko prawdziwy towar
Oczyścić z łaków rap,chyba najwyższa pora
Wjeżdża podziemna horda,wycinka chorych drzew
Biuro Ochrony Rapu -B.O.R. /x2

Widzę kolejny powrót i zaraz jebne na plecy
Jak tak dalej pójdzie to zmartwychwstaną raperzy
Tej,to miłość do Hip-Hopu czy miłość do pieniędzy
Kiedyś odeszli w chwale dzisiaj będą tylko ciency

Inni z eksperymentów się tłumaczą ,weterani
Boją się o swoją dupę,że pojadą po nich fani
Psychika jak opłatek,już liczą kurwa straty
Odbiorca jest zbyt głupi by rozjebać rap schematy

Rapu pedofile dymają dzieci przez głośnik
Dobrze wiedzą,że ich płyty znają tylko sezonowcy
Wartościowy słuchacz kładzie lache na ich nośnik
Fanki mają ich kawałki jako dzwonek na swój nocnik
Ja,omijam schemat i przedawkowuje progres
Produkuje go sam ,kiedy do studia wchodzę
I możesz mnie nie lubić ,ale w jednym mamy zgodę
Że nie jadę po sobie,bo cisnę prawie całej Polsce

Ref:.
Od piwnic aż po dach,tylko prawdziwy towar
Oczyścić z łaków rap,chyba najwyższa pora
Wjeżdża podziemna horda,wycinka chorych drzew
Biuro Ochrony Rapu -B.O.R. /x2

Gedz:.

Nie CBA(nie CBA),nie CBŚ(nie CBŚ) ej żem B.O.R chory gets
Polek kartke,jest supeeermeen,ale nie zapomniałem,że ma nieść treść
Mordo, przypomne jesteśmy w polsce a nie w stanach
Ale jeśli chcesz moge zrobić ci rapowy raport pelikana
Będe zabijał raperów od wieczora do rana
Wymierzam kare jak punisher nanaananana..

Na celowniku mam tych co toną w forumowych spustach
Następni są ci których w baniach namieszała kapusta(kapusta)
O gustach niby się nie dyskutuje ,ale ich naturalność jest jak plastikowe chuje
Nie dziwię się wcale ,że jadą ich stale moi znajomi
Bo jak tym z Zielonej Góry kurwa wiedzą co z tym zrobić
Synku(uu) schowaj mikrofon jeśli nie wiesz o co chodzi
Idzie nowy
Idzie lepszy
Pozdrowienia Włodi

Ref:.
Od piwnic aż po dach,tylko prawdziwy towar
Oczyścić z łaków rap,chyba najwyższa pora
Wjeżdża podziemna horda,wycinka chorych drzew
Biuro Ochrony Rapu -B.O.R. /x2
CHADA:
Jestem tutaj od lat, weź posłuchaj mnie ziomuś
Robię czystkę w tej grze, na wzór świętych z Bostonu
Czy Ty też tak to czujesz?
Powiedziałem jej tak, teraz kurwa żałuję
Mleko już się rozlało, nie szukaj we mnie świadka
Masz tu rap zaufania, co się niesie po klatkach
Nie mów mi co mam mówić, nie mów mi co mam myśleć
Ja tu gram pierwsze skrzypce, w tym jebanym przemyśle
Z dala od jakichś dziwek, trudno jest mi zrozumieć
sens ich marnych nagrywek, gadasz coś za plecami,
Dla mnie to żadna krzywda, ale kurwa pamiętaj,
że się ze mną nie igra, piszesz Chada przegrywa,
Odnajduję w tym siłę, pokazuję dziś Polsce, jak się
bardzo myliłeś, teraz lamusy cisza, prawdą z ludźmi się dziele
Kurwa, jak po mojemu, nie proszę o zbyt wiele

Ref.
To nie sejmowe wotum, to zaufania rap
Dla jebanego rządu, jest jak parszywy rak
Bronimy swych poglądów, zwątpienia tu brak
Tak było od początku, odkąd przyszedł na świat
Odkąd pamiętam brat robię dla ulicy
Wcześniej robiłem hajs, teraz robię liryki
Kładę na bity bolesną szczerość ściero
Tutaj Sobota, Chada, masz sprawdź to dzieło

CHADA:
Jestem pewien krytyki, kibicuję złodziejom
Jesteś z tych, którzy pewnie tego nie zrozumieją
Dla mnie złodziej brzmi dumnie, dobre słowo i serce
Za tym wszystkim po prostu kryję się nieco więcej
Ramię sprawiedliwości, węszy tutaj od rana
Nawija Tomasz Chada, dla sądu syn Bogdana
Teraz brzmi to ponuro, tego to jestem pewien
Kiedy słyszysz tę wersy, pewnie robisz pod siebie
Jeszcze wszystko przed Tobą, jeszcze bracie wyskoczysz
No bo w końcu na Boga, ile może wiać w oczy
Trzymasz kukiełkę Chady, no i wbijasz w nią szpilkę
Chcesz mi płacić za ciszę, ale ja nie zamilknę
Co się mażesz jak dziecko, nie przeproszę tu za nic
Te słowa to konieczność, ciągle nie spuszczam z tonu
Weź tego nie kwestionuj, masz tu rap zaufania
Wszystko dla Ciebie ziomuś

Ref.
To nie sejmowe wotum, to zaufania rap
Dla jebanego rządu, jest jak parszywy rak
Bronimy swych poglądów, zwątpienia tu brak
Tak było od początku, odkąd przyszedł na świat
Odkąd pamiętam brat robię dla ulicy
Wcześniej robiłem hajs, teraz robię liryki
Kładę na bity bolesną szczerość ściero
Tutaj Sobota, Chada, masz sprawdź to dzieło

CHADA:
Teraz gorsza część Chady, mówi ci idź do diabła
Masz tu pieprzoną pieśń, o podrzynaniu gardła
Moja wiara wypadła, kiedyś z szóstego piętra
Chciałbyś więcej szczegółów, lecz nie wiele pamiętam,
Weź nikomu nie ufaj, podpowiada rozsądek, no i słusznie,
bo potem kurwy straszą Cię sądem, przejebałem majątek
Ale to mnie nie boli, bardziej w sidłach niewoli
Niż w złotej aureoli, balet wyszedł mi bokiem
Biorę głęboki oddech, nie podchodzę do okien
Mam z tym pieprzony problem, chciałbym Cię nie pamiętać
Droga szczęścia nie tędy, zanim kurwa coś powiesz, wypluj wybite zęby
Teraz słowa dokończą, to co zaczęły czyny
Przecież kurwa nie mówię, że nie jestem bez winy
Z ciężkim sercem nawijam, o tym że z nami koniec
A, myślałem że zawsze staniesz po mojej stronię

Ref.
To nie sejmowe wotum, to zaufania rap
Dla jebanego rządu, jest jak parszywy rak
Bronimy swych poglądów, zwątpienia tu brak
Tak było od początku, odkąd przyszedł na świat
Odkąd pamiętam brat robię dla ulicy
Wcześniej robiłem hajs, teraz robię liryki
Kładę na bity bolesną szczerość ściero
Tutaj Sobota, Chada, masz sprawdź to dzieło
Udaje się do kiosku i kupuję gazete.
Tuż za mną widzę zrozpaczoną kobiete.
Tak to ten artykuł, ja również go czytałem.
Widząc jej łzy chciałem podejść, zapytałem.
Co bardzo ją bolało, po części się zwierzyła.
Chłopcze moja córka, przedwczoraj jeszcze żyła.
Zabili ja źli ludzie, popierdolone śmiecie.
Nie ma kurwa, nie ma sprawiedliwości na tym świecie.
Takie zdarzenia to niestety codzienność.
Gdy kobieta spacerując napotyka ciemność.
Napewno sie boi, lecz idzie dalej.
Nie może przewidzieć, że coś złego jej sie stanie.
Czy właśnie po to, żyć jej przychodzi,
By bił ją i gwałcił wieczorny przechodzień?

Zwykła codzienność, zwyczjana znieczulica.
Nikogo nie obchodzi dzisiaj krew na ulicach.
Zwykła codzienność to już społeczeństwo nudzi.
Nikogo nie obchodzi los zabitych ludzi./ X2

Świat jest skurwysyński i pełen przemocy.
Spróbuj się wybrać gdzie kolwiek, kurwa w nocy.
Ktoś może Cie zaczepić, o byle co poprosić.
By po chwili Cie ograbić, lepiej sie wynosić.
Niektórzy robią źle, nie lubią dużo gadać.
Ktoś Cie może poturbować, więc nie próbuj tu rozmawiać.
Często zdarzają sie tu bardzo dziwne rzeczy.
Trudno o tym mówić, jeszcze trudniej jest zaprzeczyć.

Zwykła codzienność, zwyczajna znieczulica.
Nikogo nie obchodzi dzisiaj krew na ulicach.
Zwykła codzienność tojuż społeczeństwo nudzi.
Nikogo nie obchodzi los zabitych ludzi./ X2

Złowrogie nastawienie, do ludzi, otoczenia
Jest na porzadku dziennym, naprawde nie wiem co to zmienia.
Ile na codzień popełnia się wykroczeń?
Kradzieży, gwałtów i rozbojów z nożem?
Statystyka nie kłamie, chyba nikt jej nie zawyrza.
Źle się dzieje w państwie Polskim i nikomu to nie sprzyja.
Nie chce naprawde, by było tak w przyszłości.
Żeby również moje dzieci żyły w zwykłej codzienności.
Zwykłą przestępczość, zwyczjane zabójstwa.
A polityk uspokaja zamykając kłamstwem usta.
Chciałbym, tylko wiedzieć ile trwać będą te kłamstwa.
Że panują nad całością, że przestępczość nie wzrasta.
Przepełnione więzienia, wykrywalność bardzo dobra.
Resocjalizacja w więzieniach to rzecz dzisiaj bardzo modna.
Prrzecież nikt nie pomaga, tym co raz zbłądzili.
Nikt nie wskarze dobrej dorgi, nikt sie kurwa nie wysili.
Programy, akcje fantastyczne odrzuty.
Czym się zajmuje dzisiejszy polityk?
Gdyby było dobrze, panowała by charmonia.
Lecz żyjemy w chaosie, w którym idzie, tylko skonać.
Zwykła codzienność, cyzli zwykła zmieczylica.
Powoduje, że młodzierz prostestuje na ulicach.

Zwykła codzienność, zwyczajna znieczulica.
Nikogo nie obchodzi dzisiaj krew na ulicach.
Zwykła codzienność tojuż społeczeństwo nudzi.
Nikogo nie obchodzi los zabitych ludzi./ X2

Kryminalny ściek, gloryfikacja zbrodni.
Przeraźliwe wrzaski, znów zakrwawiony chodnik.
Stop dla prszemocy, tak dalej żyć nie można.
Ja popieram młodych ludzi, by przestępczość znów nie wzrosła.
Brutalnośc, bezwzględność, wynaturzenie.
Skąd się to bierze, gdzie tego korzenie.

Kurwa stop,po chuj się męczymy. Przeciez i tak wszyscy mają to w dupie. Kurwa ten przekaz jest i tak, kurwa chuja warty i nie ważny. Nic sie nie da zmienić, kurwa,próbujemy coś zmienić, próbujemy kurwa coś zmienić,próbujemy coś zmienić...
Coś czego się kurwa nie da zmienić...jebał pies.
Co się stało z tymi którzy byli przy moim boku ?
Co się stało z nimi, dla nich łza w oku
Dla nich rap, ale teraz świat jest szybszy, bo
Pieniądz i czas to najwięksi terroryści

Co się stało z tymi którzy byli przy moim boku ?
Co się stało z nimi, dla nich łza w oku
Dla nich rap, ale dzisiaj hajs ważniejszy, bo
Pieniądz i czas to najwięksi terroryści

Spójrz na zegarek, zobacz jak szybko czas mija
Nielegale już gdzieś w regale trzymam wciąż nawijam
Sprzedałeś talent chyba mówią ci którzy
Mówili że go nie miałem, kiedy ich znałem intruzi
Teraz pewnie niektórzy z nich śpią na peronach
Lub zabrać chcą na kielona mnie
Bo chcą wiedzieć jak renoma żre
Jedna znajoma, wiesz jej siostra
Już w welonach prawie, inny znów z wieloma gdzieś
W pubie, ciążą po Warszawie błądzą wciąż
Ja ich nie trawię jarali w mojej szafie Szondżon
Yo! Każdy mój szlagier jest na ich ustach
Głęboko w rapie lecz dla niektórych jednak nadal frustrat
Mała pluskwa nadal, nic więcej
Jeden ziom przesadzał więc wezwali 'erkę' po zawał
Wiesz znajomi jedni w Chicago w drudzy w Waomi
Bo każdy z nich chce być gdzieś gdzie zarobi
Gdzieś złe nałogi, stare załogi, gdzieś stara pasja
Nikt nie chce się narobić taka praca
My często w trasach, ta, często jasne
Wiele się zmieniło gdy tak w przeszłość patrzę

Co się stało z tymi którzy byli przy moim boku ?
Co się stało z nimi, dla nich łza w oku
Dla nich rap, ale teraz świat jest szybszy, bo
Pieniądz i czas to najwięksi terroryści

Co się stało z tymi którzy byli przy moim boku ?
Co się stało z nimi, dla nich łza w oku
Dla nich rap, ale dzisiaj hajs ważniejszy, bo
Pieniądz i czas to najwięksi terroryści

Nigdy nie myślałem że to kiedyś, któregoś z nas dotknie
Póki nie spotkałem zioma po detoksie
Stałem, patrzyłem pamiętałem jak był gościem
A on, heh, nie pamiętał mnie wcale co gorsze
Mówię, pamiętasz gnojka, który nie mógł się pozbierać
A on, załatw mi ćwiarę, teraz, proszę prężył się jak Banderas
Ja mówię idź mamie wyjeb w domu toster i spierdzielaj
Wiesz, tak wyglądają resztki starych towarzystw
Jedna laska była sexi, teraz wiesz jak się prowadzi
Spójrz w kalendarz, patrz jak mija kolejny miesiąc
Non stop kolęda, to nie Gawęda dzieciom
To prawdziwe życie a nie koncert życzeń z Polsatu
To nazywam tym ukrytym w mieście krzykiem, chłopaku
Niektórzy z ziomów już mają dzieci, już nie ma rapu
Jest kołyska, wózek, becik
Pryskam na własne śmieci, ziomy własne ścieżki, domy
A jeden z was chce sprzedawać gdzieś gibony
Wciąż pełni obaw o przyszłe żony, hajsy
Na nowych drogach, lecz czy rap wystarczy?

Co się stało z tymi którzy byli przy moim boku ?
Co się stało z nimi, dla nich łza w oku
Dla nich rap, ale teraz świat jest szybszy, bo
Pieniądz i czas to najwięksi terroryści

Co się stało z tymi którzy byli przy moim boku ?
Co się stało z nimi, dla nich łza w oku
Dla nich rap, ale dzisiaj hajs ważniejszy, bo
Pieniądz i czas to najwięksi terroryści

Gdy patrzę w przeszłość tamte stare czasy jakby retro ,
Ilekroć niszczę to co jest naszą kolebką myślę
Nie chcąc wracać, chcąc pamiętać ,
Teraz wszyscy w pracach teraz w czystych sercach
Strata wiesz, kiedyś tańczyli elektro tutaj
Wiesz kiedyś tam byli dziś nie chcą słuchać
Dziś przyszłość klaruje się kiepsko
Moja była je dropsy na imprezach techno
Dziś przyjaźnie stopniały jak lód tuż przed wiosną
Luz jaki luz jeden zwariował przez wojsko już
Ta nie wiem co będzie z bratem
Nie wiem czy to dobrze.. że zaczął przygodę z rapem
Nie wiem, kiedyś miałem tu przyjaciół, wiem o tym
Kiedyś dzisiaj nic nie znaczą wiem o tym
Kiedyś wolni zawsze mieliśmy się z czego cieszyć
Dziś zniknęły z naszej twarzy beztroskie uśmiechy
Czas się śpieszyć co, a nie w zdjęciach szperać
Pamiętam go jak pił ze mną browar dzisiaj wszył Esperal
Yo! Jak ten czas zleciał
Będzie dobrze, będzie dobrze dzieciak!

Co się stało z tymi którzy byli przy moim boku?
Co się stało z nimi, dla nich łza w oku
Dla nich rap, ale teraz świat jest szybszy bo
Pieniądz i czas to najwięksi terroryści

Co się stało z tymi którzy byli przy moim boku?
Co się stało z nimi, dla nich łza w oku
Dla nich rap, ale dzisiaj hajs ważniejszy, bo
Pieniądz i czas to najwięksi terroryści
Tiaa. A może to cała planeta stanęła
Tak nagle jak w odwrocie żagle?
Mam Magle w głowie, porwane sensu kable.
Gdyby nie to, że nocą przypinam ciało do łóżka
Pewnie wyleciałbym w kosmos i rozpadł jak scrabble.
Ble, ble. Lecz zapiąłem pasy
I może to przez to zostałem sam,
A cisza depcze mnie i szepcze ze wszech stron.
Myślę przytomnie: może to mnie, a nie ich obcy,
Poddają psychotestom, iluzjo-szelestom.
Bezdomny L.U.C ma całe królestwo stworzone
Może na podobieństwo cienia.
To jak planeta systemu mechanicznego tchnienia.
Przedmioty tu to byt samoistny
Żyjący bez ubezwłasnowolnienia.

Bez myśli czy cieczy
Niczym tajemniczy świat materialnej pieczy.
Miasto samo zużywających się wzajemnie rzeczy.
Wśród betonowych ścian, malowanych byle czym,
Siedzę tak sam, statyka psychikę kaleczy
Milczącą obławą samotnej histerii.
Pustka zaś zalewa wodospadami
Minimalnych dialogów materii. Słyszę szepty bakterii.
Z kotami gram w Kuku na głównej arterii.
Jestem tu sam, więc gadam do nich, gadam do ścian.
Siebie stawiam na własnej dłoni.
Głowa naładowana jak ebonit wylewa się
Niczym kram do posępnej boazerii.

Jak przegadać ciszę wijącą się tu
Niczym gęste nici pasmanterii?
Cisza w centrum. Cisza na krzykach.
Szelestem szepcze ze wszech stron połyka.
Jak przegadać ciszę?
Cisza w centrum. Cisza na krzykach.
Szelestem szepcze ze wszech stron połyka.
Jak przegadać ciszę?
Cisza w centrum. Cisza na krzykach.
Szelestem szepcze ze wszech stron połyka.
Jak przegadać ciszę?

Bodajże po raz enty.
Ej, skąd te głosy płyną i którędy?
Ocieram się o ludzki egocentryzm
Szeroko pojęty i znany. (Jak?) Zaklęty w was samych.
Nas nazywanych kosmosu materialistami. (Co?)
Mega łatwo jest omamić was głupotami.
My, wy. My, wy. My toniemy nafaszerowani
Depresjami pragnień i marzeń minami.
Ciągle myślicie, że stoicie w epicentrum,
A reszta to spektrum zdarzeń bez sensu.
Zaraz zagłuszę cię szumem ogółu. Od ogółu do szczegółu.
Odseparowani z tytuły swego indywiduum.

Cisza w centrum. Cisza na krzykach.
Szelestem szepcze ze wszech stron połyka.
Jak przegadać ciszę?

(Dokładniej: L.U.C, Rahim)
[Jędker]
Elo WWO, Hemp Gru, mówię znów, nie fabryka snów
Dajesz rade, - żółw, masz talent?
Więc zrób, żeby cały trud miał mocny grunt, nie poszedł na marne
Widzisz tylko czarne? Zostaw. Niezależnie od postaw
Jak wariujesz po wódzie to ją odstaw (zostaw)
Jak zwykłą dziwkę z agentury, jak zbędne pierdóły
Których sam chcesz się pozbyć
Wyrzuć to najdalej, precz, podnieś głowę, rany lecz
Powiedz tym na których ci zależy, że ich kochasz
Szczerze okaż, pokaż też co potrafisz
Radość bliskim swym sprawisz w czasach braku tradycji, braku zasad
Więcej fasad niż od podstaw budynków
Zamiast odnawiania bloków, odpadanie tynków
Ale mam tam wielu kumpli
Zet I Pe pozdrówki z betonowej dżungli
WWO, Hemp Gru

Ref.: [Sokół]
Zostaw to, nie ma co roztrząsać
Patrz przed siebie, zamiast ciągle się oglądać
Zostaw to, patrz pod nogi na kłody i miny
Oszczędź siły w imię czarnej godziny
Zostaw to, nie szukaj problemów we wszystkim
Znajdź szczęście i daj je swym bliskim
Zostaw to, mija cenny czas, za kilka lat
Znów w tym samym miejscu powiesz - miałem zły start

[Wilku]
Zostaw to, by złe myśli nie wróciły rychło
Wszyscy wyszli i zostałeś sam, tak wyszło
Każda myśl tworzy naszą przyszłość
To twoja rzeczywistość
Mój rap już żeś poznał
Zamknięty rozdział, cała reszta to przeszłość
Przed nami wieczność, Hemp Gru to jedność
Szukasz ucieczki? świat niebezpieczny, moment
Szukasz pomocy ziomek? Nie oddawaj swej mocy nikomu i niczemu
Krocząc prostą ścieżką samemu legendę piszesz
Upragniony cel coraz bliżej, skup się na tym
Jak przed laty, jako dzieciak przeszkód żadnych nie miałeś
W śmieciach umysłu nie grzebałeś
Nie czas na to, zajmij się pracą, eliminuj stres
Dziś już wiesz co było błędem
Nigdy więcej nie karm się lękiem
Zostaw to, zostaw, domu nie buduj na mostach
Zrozum to od podstaw, by problemom sprostać
Aby prawda choć gorzka, była sprzymierzeńcem
Wóda, prochy, człowiek zostaw to, nic więcej

Refren:
Zostaw to nie szukaj problemów we wszystkim
znajdź szczęście i daj je swym bliskim
Zostaw to mija cenny czas za kilka la znów w tym
samym miejscy powiesz miałem zły start
Zostaw to lepiej zostaw to,zostaw to,zostaw to,zostaw to.......

[Bilon]
Odrzuć temat który ciąży na twej duszy
Sparzyłeś raz się, więc musisz go odrzucić
Kolejny stopień w górę, do mety coraz bliżej
Stanąłeś w miejscu czy schodzisz coraz niżej
Zostaw to czego nie chcesz znać
Umocnij się zanim zaczniesz brać
Naucz dawać się coś od siebie
Sam nie staniesz w potrzebie, to codzienność
Wiara zwycięży niepewność
Cały czas bądźcie z Bogiem
Złodzieje, dilerzy, walczący z nałogiem
Jednym krokiem stropu nie zbici
Matki z dziećmi, rodzina, emeryci
Podpowiedź dla was, zrobicie jak chcecie
Zostawić smutki a dalej sami wiecie
Elo, HG, WWO, rap przyszłości cały czas

Refren:
Zostaw to, nie ma co roztrząsać
Patrz przed siebie, zamiast ciągle się oglądać
Zostaw to, patrz pod nogi na kłody i miny
Oszczędź siły w imię czarnej godziny
Zostaw to, nie szukaj problemów we wszystkim
Znajdź szczęście i daj je swym bliskim
Zostaw to, mija cenny czas, za kilka lat
Znów w tym samym miejscu powiesz - miałem zły start


[Sokół]
Na tym świecie jest wiele pięknych plansz i pod światów miliardy
Ale nie każdy jest dla ciebie otwarty
Jeśli sam jesteś mentalnie martwy
Otwórz umysł, rozjeb kraty własnej wyobraźni
Nie jest łatwo, ale efekt jest warty
Zostaw to zamiast robić sobie jazdy
Nie umiesz szczęścia zauważyć, może za wysoko patrzysz
Niżej, niżej to gdzie chodnik, ulice, domy
Nie chodzi o to, spójrz na ludzi, chodzi o nich
Nie jeden już poważnie zapętlony
Robi żeby wydać i wydaje by pokazać, że jest zarobiony
Nie myśl nawet o tym, po czym stał byś się spalony
Powtórzmy jedną rzecz, zanim powiemy wszystkim cześć

[Jędker]
Jesteś w porządku, nie ma co się trzęść

[Sokół]
WWO, HG
Obudził mnie swąd spalin fali dematerializacji,
istotny motyw pominięty przez niepojęty mózg
wygięty w sennej defragmentacji, wokół biel, teleportacji,
oczy otwarte szeroko wciąż liczę liczę liczę liczę...
[fonotryliardsto] podcieram spocone oko,
liczę zasoby kraju mego piasku dla rządów Maroko.
Moje sny są chyba loco, moje sny za jawą się wloką,
to popaprany dotyk. Moje sny to kosmiczne wyloty,
gwiezdne, antyforemne trotylodelafrytelolasy kwasy
nieprzewidywalne masy.

Halo, halo! Przecież przypinam ciało do łózka w skórzane pasy.
A zatem dlaczego budzę się na środku przelotowej trasy?
Dlaczego znów budzę się gdzie indziej?
Przecież zasnąłem w trójkątnej, jadącej po przekątnej windzie.
Popaprane. Znam ten kraterowy asfalt i widzę ostrów głów,
jak dobrze być znowu tu.
Dom, mój czternasty dom, miasto stumostów.
Młotek w taksówce, myśli wciąż popaprane w główce
momenty aaj... leżę na głównej,
powinienem być już rozjechany jak postać w kreskówce, bez jaj.

A w okół tylko pasywne defrakty, nie ma nikogo cisza nadleciała
niczym wielki pterodaktyl. Spostrzegłem plony, na podstawie
wiedzy z międzyplanetarnych galaktyk, skumulowałem na łeb fakty
i zrozumiałem że...
Jakby to ująć, recenzje wiwatują
A ja nadal prawie na dnie
Póki nie pochylę się po mydło
W babilostolicy, póty dalej tułać będziemy
się w niszowym bagnie
Dniem pewnie pnie we mnie się wiara
Nocą znowu moc L.U.C. podupadnie
Gniewnie pokonuje codziennie to, co tu gnie mnie
Gnie tak dokładnie
Wszędzie beton, ilu jeszcze wyrzec się muszę pragnień
Aby wypełnić to jedno
W oceanie dźwięku rozlać się bezwładnie

Sztuka dla sztuki dopóki jak jad 26 lat cię nie dopadnie
Alternatywa to nie tort, fajnie poniekąd
Póki na kolana nie siada ci kredytu fetor
W tym kraju nie być sprzedawczykiem to prawie adwent
Czasem wierzę, że z kłód rzucanych mi pod nogi
Wybuduję niezatapialną tratwę
Wtedy kolejny skurwysynofragles
Wystawia mnie do wiatru
Czy ja wyglądam jak żagle?

Mimo to nie mszczę się, ino sypiam obficie
Każde skurwysyństwo zweryfikuje życie

Wiara nadzieja miłość i honor - oto mój ogrom
Chcę uduchowić lud otumaniony i wydobyć z niego dobro
Jestem kroplą poplątaną
A zatem płynącą pod prąd
Już ledwo pnę się
Z zielonego miasta po Idylli widnokrąg
Ja niewiele znacząca sama sobie winna winogron

Mimo to nie mszczę się, ino sypiam obficie
Każde skurwysyństwo zweryfikuje życie
[Sokół]
Na wystawy oka zrzut i co się rzuca tu
W odbiciach opalone na solarce sztuk ciała
Pod handlowym domem ludzi masa cała
Czekałem na maniurkę która chwilę się spóźniała
Chwila trwała z nudów wzrok na witryny
W nich odbitą swoją twarz i ludzi co przechodzili
Pomyślałem że nigdy nie znajdę się po drugiej stronie szyby
W sensie na sprzedaż nie będę
Co niby mam się dostosować
Prawa rynku mają mną kierować
A potencjalny nabywca ma to bezmyślnie konsumować
Nie kopiuj i nie daj się skopiować
Jak moje DNA niepowtarzalne słowa
Kochanie do góry głowa bo jesteś ze mną
Jeszcze będzie czas by odpoczywać to na pewno
Tak myślałem stojąc przed odbiciem własnym
Spojrzałem w głąb na towary zza szyby tafli
Przydałby się delikatny finansowy zastrzyk
W Witrynach Odbicia patrz co się kurwa patrzysz
Masz swoją twarz ja każdy z nas
Tamten otępiały ten poważny
Kawałek dalej przed szybą sztuka maluje usta jakaś smutna
Jakby całe życie po drugiej stronie lustra
Za nią bezdomnemu kartony spadły z wózka
Odbija się miasta panorama chujoza jara na tym tle helu grama
Pancerna blać udaje że jest dama
Obok niczego nieświadoma z dwójką dzieci młoda mama
O co kama studenty zarobasy przekręty takie czasy
Patrzę dalej w swoje oczy rozważam losy sztosy
Przypominam mój wzrok nieruchomy jak manekina
I podbija "która godzina chyba trochę się spóźniłam"
I zapominam

Spójrz na swoje odbicie w witrynie
Czas płynie ważne by wzrok się wyostrzał
By więcej zauważać gdzieś po drodze nie zostać
Nie zostać nie nie zostać
Patrzę na własne odbicie w witrynie i widzę to że jest realne
Nie będąc hologramem
Przypomina po której stronie się znalazłem
I w jakim celu tak naprawdę

[Jędker]
Z biegiem czasu robię się nerwowy
Jak to w życiu skręty i wkręty do głowy
Spojrzałem na witrynę szukając projektu sensu i wymowy
Odbicia zniekształcone jak moje myśli pokręcone
Zresztą jak ten cały świat znam tę stronę
Drabiny polskiej wspomnienie zakurzone
Im wyżej tym trudniej
Bo będziesz z większym hukiem spada się w dół
Płaszczyzny lądowań połamany w pół
Blisko mułu nie dla ogółu
Co odmuli wybrańców
Ziemia i ludzie jak lot skazańców
Trzeba cieszyć się życiem trafne decyzje podejmować
Zachować się umieć
Nie kleić tekstów chociaż raz spróbujesz zrozumieć
Krótkie spojrzenia tak wiele przemyśleń
To jest to wiedziałem później cały dzień widziałem
Mego odbicia każdy cień
Nie tylko w witrynach
Teraz o szarych machiny trybach
Nie chcących zauważyć
Że można żyć inaczej jak po mocnych grzybach
Otumanieni raczej ci co nam złorzeczą
Piekło ich pochłonie nie gonię na ślepo
Wiem co robię
Odbicie w witrynie przypomina mi po której stoję stronie
Pytanie obserwując ludzi z realnej części
Którzy zamiast coś robić wynajdują tysiące pretensji
Doprowadzi ich to do nieuchronnej klęski
Gdzie efekty zabrakło chęci
Ktoś was po prostu przekręcił
Zagubieni w wydarzeniach nie o moich bliskich przemyślenia
Nie dotyczące żadnego z prawdziwych ziomków
Mojej rodziny mojej pięknej dziewczyny
I myślisz że kończę dopiero zaczynam
Polskie teksty dały dużo do myślenia
Czekam nadejścia młodego pokolenia
Czekam i czekam nadejścia młodego pokolenia
Spójrz na swoje odbicie w witrynie
Czas płynie ważne by wzrok się wyostrzał
By więcej zauważać gdzieś po drodze nie zostać
Nie zostać nie nie zostać
Patrzę na własne odbicie w witrynie i widzę to że jest realne
Nie będąc hologramem
Przypomina po której stronie się znalazłem
I w jakim celu tak naprawdę x2
Otwórz umysł , niemożliwe nie istnieje,
masz powód do dumy, wielką siłę tę nadzieję,
Głowa do góry nie ma sensu się rozczulać,
Czarne chmury ? siłą w sercu je otulaj,
Burzysz mury, nie przeszkodzą barykady,
Nie straszne Tobie wichury jesteś duchowo bogaty,
Pokaż pazury, gotowy na łowy brachu,
w zasięgu Merkury , pozbądź się połowy strachu,
Za naszą ojczyznę ginęli nasi przodkowie,
Nie brudź nasion cynizmem, nie ugasi się płomień,
Masz dwie ręce jesteś zdrowy ?
To w czym Ty widzisz problem?
Wiem,życie jest podłe wiem, brudzi okropnie,
Wiem też, że jestem mężczyzną, kapitanem okrętu,
Powstałem z zamętu jestem Tytanem z odmętów
Możesz zabić moje ciało ducha nie pokonasz,słyszysz?
Własny mam dekalog, jeszcze nie spłonął Syzyf !

Nie bój się ,wykorzystać tej szansy,
którą dał Tobie los,schowaj żal, zadaj cios,
Wierze, że każdy jest czegoś warty,
Gdy u bram stoi zło, murem stań , unieś głos,

Masz cel, dobrze wiesz, dokąd iść,
idź nim spadnie ostatni liść,
drugiej szansy nie będzie już,
Goń marzenia biegnij prędzej zdrów,

Siostro nie potrzebujesz sponsora,
Godność mam nadzieję , że zrozumiesz morał,
Postąp tak, żebyś była niezależna,
Sponsor? dla niego Ty i fura to kolekcja,
Jutro nowy dzień się zacznie,
Po burzy wyjdzie słońce,
Byś był zdrowy nie upadniesz ,
I nie stchórzysz , idziesz mądrze,
Plony zbierzesz tylko gdy zasiejesz ziarno,
Gotowy bo posiadasz żyzną ziemie czarną,

do, do, do, do góry ziomek garda
do góry broda
do do do do góry
bania musi by-by-być twarda

Nie bój się ,wykorzystać tej szansy,
którą dał Tobie los,schowaj żal, zadaj cios,
Wierze, że każdy jest czegoś warty,
Gdy u bram stoi zło, murem stań , unieś głos,

słuchaj a spokój znajdziesz w nutach x5
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo