Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Świat się nie skończy jeśli będziesz go szanował,
Świat się nie zburzy jeśli będziesz pielęgnował,
Jak matka dziecko tak potem dziecko matkę.
W domu panuje pokój, a serce jest otwarte.
Świat się nie skończy jeśli będziesz go szanował,
Świat się nie zburzy jeśli będziesz pielęgnował,
Jak ojciec dziecko, tak potem dziecko ojca.
To człowiek wolny i nie ma świata końca.

Wilku
Bądź szczęśliwy, bądź bogaty, tego Ci życzę,
Zdrowia i miłości, ziom na to samo liczę,
Chcę spokoju, więc na niego pracuje godnie,
Wiem czego chce oddychać swobodnie,
W tym kraju gdzie koleżki się sprzedają i wymyślają wciąż historie nowe,
Możesz siedzieć i nie wiedzieć za co ziomek,
Złapiesz się za głowę, gdy uznają Ciebie winny w moment.
Zapytasz jakim prawem przecież jestem nikim,
Wydział śledczy wie jak podbijać statystyki,
Robotę ma sędzia, prokurator i adwokat,
Hajs się zgadza nie ważne, że na pokaz.
W kantynie, też się płaci hajsem,
Biznes jak każdy, kto w tym macza palce,
Niedługo jak w stanach ,wszyscy będą siedzieć w pierdlu,
Chciałeś Amerykę? Masz bez żadnych reguł!
To co w sercu wylewam na papier,
Pieprzyć cukier co mówił, że z prawem na bakier,
Napierdalam jak zły, DIIL GANG dziwko,
HEMP GRU, tylko prawdziwy HIP HOP!


REF.
Świat się nie skończy jeśli będziesz go szanował,
Świat się nie zburzy jeśli będziesz pielęgnował,
Jak matka dziecko tak potem dziecko matkę.
W domu panuje pokój, a serce jest otwarte.
Świat się nie skończy jeśli będziesz go szanował,
Świat się nie zburzy jeśli będziesz pielęgnował,
Jak ojciec dziecko, tak potem dziecko ojca.
To człowiek wolny i nie ma świata końca.

Bilon
Anno Domini dwa zero jeden dwa.
Rok Smoka, to nowa epoka robota,
Viva la Viva EMOKA
Matka już nie szlocha, a ja życie kocham.
Wołam chłopak, zbudź się! Zobacz!
Ostatnia część trylogii, HEMP GRU zamyka rozdział.
Kto od losu dostał, ważne wartości poznał!?
Wie dobrze jak działać, leci po swojemu non-stop!
Bosko stąpać po glebie, mocno, ostro, tępić dziadostwo!
Jak w starych przepowiedniach, Majowie już dziś kończą.
To rok dwunasty trzeciego tysiąclecia,
Nostradamus odleciał, w twych rękach siła dzieciak,
By nie zatonąć w śmieciach, by nie rozlewać krwi,
Nie stracić twarzy, swobodnie godnie żyć,
Olewać syf, czego pełna jest planeta.
Pamiętaj, ze też pełna cudów nasza matka Ziemia,
Na Glorie czeka i świadomość człowieka,
Kończy się Rok Smoka, a dalej płynie rzeka...

REF X3
Świat się nie skończy jeśli będziesz go szanował,
Świat się nie zburzy jeśli będziesz pielęgnował,
Jak matka dziecko tak potem dziecko matkę.
W domu panuje pokój, a serce jest otwarte.
Świat się nie skończy jeśli będziesz go szanował,
Świat się nie zburzy jeśli będziesz pielęgnował,
Jak ojciec dziecko, tak potem dziecko ojca.
To człowiek wolny i nie ma świata końca.
Bosski
To jest moje życie, tak to jest moje życie
Lepiej dobrze je poznajcie nim pochopnie ocenicie
Nie zapomnijcie prędko bo ja robię ten rap dla was
Uliczna droga, piękno nie szpani-sztuczne sztuczne prawa
Zakłamana kariera? Nie, więc skończ pierdolić brednie
Szacunek za szacunek i Bosski dalej biegnie
Zły umysł szybko więdnie, zawiśnie tutaj wszędzie
Prawa karmy kozaku, za nic nie obejdziesz
Ja pobierałem lekcje, ciężkie życia lekcje
By ogień w sercu i zasady dał być człowiekiem
Rap jest tutaj dla mnie, lecz ja jestem tu dla was
By wam motywację i przesłanie dawać

Ref.
Moje życie, to nauka w stylu hardcore
Moje życie, pod tytułem "Tu nie łatwo"
Honor i szacunek, zawsze oddawałem braciom
Moje życie, moje słowa winnych karcą
Moje życie, pasja, szukanie tu sensu
Moje życie, prawda wychodząca zza zakrętu
Moje życie, wola aby zmienić coś najlepsze
Moje życie, siła, które mi nie uniesiecie

Juras
Moje życie, było wykręcone osiedlowe akcje
Fascynacje złem rzadko wychodzą na zdrowie
Dzisiaj wiem, to było głupie
Dwukrotne spotkanie ze śmiercią
I wielokrotne otarcie się o puchę
Jakimś cudem przetrwałem i porwał mnie rap
Zrozumiałem, że śródmieście to nie cały świat
Pojechałem w Polskę, na nie jeden koncert
Zarobiłem forsę i wydałem forsę, uwierzyłem w postęp, proste
W między czasie źle działo się dla sióstr,
Starzy wyjadacze zaliczyli dół i grób,
Kogoś okradali kumple bo był bezbronny
Po kim byś się nie spodziewał ten został koronnym
Ja porzuciłem ten świat bezlitosny, poszedłem w kick-boxing
I zostałem sześciokrotnym mistrzem Polski
Kadra Polski i duma ze spełnionych marzeń
Własna sekcja, Street Fighter, a co będzie dalej czas pokaże
Na razie realizuje pasję i mam plany
Z Firmą nagrywamy, nowy poziom osiągamy,
A co dalej z moim życiem usłyszycie
To na nowej płycie, jeszcze w tym roku
Trzymaj się bracie, pokój

Ref.
Moje życie, to nauka w stylu hardcore
Moje życie, pod tytułem "Tu nie łatwo"
Honor i szacunek, zawsze oddawałem braciom
Moje życie, moje słowa winnych karcą
Moje życie, pasja, szukanie tu sensu
Moje życie, prawda wychodząca zza zakrętu
Moje życie, wola aby zmienić coś najlepsze
Moje życie, siła, które mi nie uniesiecie

Popek
Odpierdolcie się ode mnie, odpierdolcie się od nas
Co się kurwa gapisz? jak bym Cię okradł
Media z nas zrobiły, ofiarnego kozła
To jest nasze życie i naszym musi zostać
Firma jest mocna, Firma jest prosta
Firma jest ostra, Firma jest z ulicy i tak musi zostać
Firma pod podręcznikiem ulicznego naukowca
Przestań za mną wszędzie łazić, prosza
Nie rób zemnie gwiazd, po co ta szopka?
Jestem zwykłym typem, ksywa Popek, kropka
Tu masz moje życie, jedna zwrotka
To dla mojej matki, ojca
To dla naszych fanów
To dla naszych ziomków i kompanów
To dla naszych ukochanych maniur
To dla naszych ziomków na skazaniu
To jest część naszego życia w jednym nagraniu
Część naszego życia w jednym nagraniu, właśnie tak

Ref.
Moje życie, to nauka w stylu hardcore
Moje życie, pod tytułem "Tu nie łatwo"
Honor i szacunek, zawsze oddawałem braciom
Moje życie, moje słowa winnych karcą
Moje życie, pasja, szukanie tu sensu
Moje życie, prawda wychodząca z zasad kręgu
Moje życie, wola aby zmienić coś najlepsze
Moje życie, siła, które mi nie uniesiecie
Paluch:.

(ehhee)

Biuro Ochrony Rapu (B do R)
Donatan
Syntetyczna Mafia (Syntetyczna Mafia)
Ta..

Biuro Ochrony Rapu to B do O do R
Polujemy na pojebanych łaków ich rap to epikfejl
Jesteś z nami chłopaku to przybij kurwa pięć
Dla wrogów mam pielona z którego wypływa rtęć
Ilu tych marnych grajków na Boga się kreuje
Ich naturalność jest jak plastikowe chuje
Znów faktem operuje,oni wpadaja w furie
Rzucam ich CD w kibel i robię na nie dwójkę

To nie prawda że brak im talentów,dziś walczą o swój sektor
To jest gra bez sentymentów,dla wielu hajs to mentor
Idziemy za ich tropem,tam gdzie padliny fetor
Witamy w B.O.R. - mów do mnie kurwa rektor

Mają romans z popem ich dupą telewizja
Biuro Ochrony Rapu dla tych suk jak inkfizycja
I możesz mnie nie lubić,ale racje musisz przynać
Że wiesz dobrze o kim mówię,choć nie jade im po ksywach

Ref:.
Od piwnic aż po dach,tylko prawdziwy towar
Oczyścić z łaków rap,chyba najwyższa pora
Wjeżdża podziemna horda,wycinka chorych drzew
Biuro Ochrony Rapu -B.O.R. /x2

Widzę kolejny powrót i zaraz jebne na plecy
Jak tak dalej pójdzie to zmartwychwstaną raperzy
Tej,to miłość do Hip-Hopu czy miłość do pieniędzy
Kiedyś odeszli w chwale dzisiaj będą tylko ciency

Inni z eksperymentów się tłumaczą ,weterani
Boją się o swoją dupę,że pojadą po nich fani
Psychika jak opłatek,już liczą kurwa straty
Odbiorca jest zbyt głupi by rozjebać rap schematy

Rapu pedofile dymają dzieci przez głośnik
Dobrze wiedzą,że ich płyty znają tylko sezonowcy
Wartościowy słuchacz kładzie lache na ich nośnik
Fanki mają ich kawałki jako dzwonek na swój nocnik
Ja,omijam schemat i przedawkowuje progres
Produkuje go sam ,kiedy do studia wchodzę
I możesz mnie nie lubić ,ale w jednym mamy zgodę
Że nie jadę po sobie,bo cisnę prawie całej Polsce

Ref:.
Od piwnic aż po dach,tylko prawdziwy towar
Oczyścić z łaków rap,chyba najwyższa pora
Wjeżdża podziemna horda,wycinka chorych drzew
Biuro Ochrony Rapu -B.O.R. /x2

Gedz:.

Nie CBA(nie CBA),nie CBŚ(nie CBŚ) ej żem B.O.R chory gets
Polek kartke,jest supeeermeen,ale nie zapomniałem,że ma nieść treść
Mordo, przypomne jesteśmy w polsce a nie w stanach
Ale jeśli chcesz moge zrobić ci rapowy raport pelikana
Będe zabijał raperów od wieczora do rana
Wymierzam kare jak punisher nanaananana..

Na celowniku mam tych co toną w forumowych spustach
Następni są ci których w baniach namieszała kapusta(kapusta)
O gustach niby się nie dyskutuje ,ale ich naturalność jest jak plastikowe chuje
Nie dziwię się wcale ,że jadą ich stale moi znajomi
Bo jak tym z Zielonej Góry kurwa wiedzą co z tym zrobić
Synku(uu) schowaj mikrofon jeśli nie wiesz o co chodzi
Idzie nowy
Idzie lepszy
Pozdrowienia Włodi

Ref:.
Od piwnic aż po dach,tylko prawdziwy towar
Oczyścić z łaków rap,chyba najwyższa pora
Wjeżdża podziemna horda,wycinka chorych drzew
Biuro Ochrony Rapu -B.O.R. /x2
Otwórz przeglądarkę, wpisz konopie plus Kaczyński
To co widzisz nie jest żartem,
Chociaż szydzisz teraz z blantem
Rząd ma tyle wiedzy o konopiach indyjskich
Ile substancji odżywczych jest przeciętnie w zupkach chińskich
Młodzi palą to na klatce lub na ławce
Ściągają ich za to gdy ich złapią z THC w większej dawce
Prokurator da im sankcje,
Chyba że dilera wskażą palcem
Na osiedlu zawsze będą już uchodzić za frajera
Więc wybiorą role bohatera i burdel w papierach
Jak dla mnie słusznie, chuj z tym co później
Pierwsza zasada to kurwa nie bądź kapusiem
I możesz też myśleć co chcesz o handlarzach
A ode mnie zawsze z fartem ziom, nieważne z czym latasz
I nie będę więcej gadał o zasadach
Bo jest jeszcze jedna sprawa
Wada w kliku ustawach
Sprawa w toku, bo jakiś nastolatek
Miał przy sobie kilka sztuk w domu drzewko i lampę
I chcą mu przybić handel i zgodnie z prawem
Już 4 miesiąc w areszcie czeka na sprawę
Ja na prawdę nie rozumiem tych przepisów
Czemu mogę tu za barem stać z browarem a on w kiciu
Musi odbyć karę, chociaż sprawę ma za miechów parę
I na koniec sam nie palę, ale jestem za legalem

Ref.
Chce mi się śmiać, bo to chyba nie tak. Robią z MC's narkomanów, bo ktoś lubi palić trawkę?Czy nas za to nienawisz, że mówimy prawdę całą?Chce mi się śmiać, bo to chyba nie tak. Ja już nie wiem co widzę, gdy na was patrzę.Na głowie stawiam świat jestem wolny jak ptak. Nie chce to nie weźmie, przecież swój rozum ma.

Palą to muzycy, nastolatki i dorośli
Urzędnicy i graficy, żony, matki i filmowcy
Palą biznesmeni, starsze laski, młodzi chłopcy
Nikt jeszcze nie poszedł do ziemi, od tej trawki, coś ty.
Wariują dewotki, heretycy nie chcą słyszeć
Że to z czym kręcą jointy przestanie być narkotykiem
A alkoholicy idą na dno z każdym łykiem
Może w takim razie warto tu wprowadzić prohibicje
Skoro, chcesz policje wysłać by ścigała gandzie
Wielu ludziom niszcząc życie mówisz, że "dajesz im szanse"
Zejścia ze złej drogi poprzez resocjalizacje
Zamkniesz ich z magistrem oni wyjdą z doktoratem
Zajmą się tematem poważniejszym w skali przestępstw
A to przez to że wciąż jesteś ignorantem, zrozum wreszcie
Trawka nie zaszkodzi nikomu bardziej niż piwo
Wszystko można źle używać lecz daj ludziom wolny wybór
No i gdyby przyszły Ci do głowy zmiany
Oprócz tych co palą, są też Ci co dzielą to na gramy
Nie powinni być karani, jedni ani drudzy
Pozwól im otworzyć firmy, daj akcyzę jak na szlugi
Może wreszcie znikną długi skarbu państwa
Towar nie będzie trefny, zawsze czysta, świeża gandzia
Tu Holandia dobrym przykładem świeci
A to tylko moje zdanie choć dym z blanta mnie nie kręci.

Ref.
Chce mi się śmiać, bo to chyba nie tak.
Robią z MC's narkomanów, bo ktoś lubi palić trawkę?
Chce mi się śmiać...
Czy nas za to nienawidzisz, że mówimy prawdę całą?
Chce mi się śmiać, bo to chyba nie tak.
Sam już nie wiem co widzę, gdy na was patrzę.
Na głowie stawiam świat jestem wolny jak ptak.
Nie chce to nie weźmie, przecież swój rozum ma.
Nikt z nas, nikt nikt nie jest doskonały
Chada, PiH 1z2 Rozumiesz?

Nie w imię Boga nie w imię prawa
W imię sumienia bo go namawia
Być sobą przez życie iść z uniesioną głową
Nieść słowo nie jestem bez skaz a co z tobą
To dotyczy każdego z nas więc zdobądŹ się
Powiedz kolejny raz co na sercu ci leży
Wynaturzony świat też widzisz
Czy jest coś w co wierzysz ufasz czy szydzisz
Za co ludzi wzrokiem mierzysz
Wiesz opinię masz zanim się dowiesz śmiesz powiedzieć
Ty nie oceniasz tego świata na lepsze nie zmieniasz
To niemożliwe i nieuczciwe wobec samego siebie
Powiedz zrozumiesz bo to do ciebie
Czy uczucia w tobie zubożały
Miej serce patrz w serce mimo że nikt nie jest doskonały
Każdy liczy na szczęścia łut
Chce ciut więcej coś uciułać mieć w życiu miejsce
Przestać się tułać samotnym nikt być nie chce
To ludzka dola i niedola
Przeznaczenie versus wolna wola
To o ludziach podobnych do mnie
Co ma wartość nie wolno nam nigdy zapomnieć

Nawet gdy stoisz na straconej pozycji
Odszukaj w sobie okruchy ambicji
Los to nie żarty los bywa twardy
Nie spuszczaj karty bądŹ wytrwały
Pamiętaj nikt nie jest doskonały
Rozumiesz nikt nie jest doskonały
Posłuchaj tego nikt nie jest doskonały

Życie nie jest bajką więc przestań się łudzić
Czekasz na fart aż on się obudzi?
Popatrz na ludzi ich los nie rozpieszcza
Tylko od ciebie zależy cała reszta
Ja tutaj mieszkam wśród nietolerancji
Tu wielu przyjaciół jest niewolnikiem sankcji
Życie jest celem te słowa są szczere
C H A D A powiązany z Procederem
Warszawski styl ja zmierzam tędy
Każdemu przyjdzie zapłacić za błędy
Codziennych potyczek nie liczę ale czuję
Chada i PiH to ciebie przekonuje
Sam się oszukujesz spójrz prawdzie w oczy
To nasza prawda która was jednoczy
To nasza prawda słuchaj to fakty
Tak jak ty nie stoję na polu chwały
Nikt nie jest doskonały Chada i PiH
I znowu dzień i znów życia łyk
Nie zgiń w tłumie i zawsze żyj dumnie
Pokaż że umiesz choć wróg się zemścił
Unieś w górę zaciśnięte pięści
Unieś w górę zaciśnięte pięści

Nawet gdy stoisz na straconej pozycji
Odszukaj w sobie okruchy ambicji
Los to nie żarty los bywa twardy
Nie spuszczaj karty bądŹ wytrwały
Pamiętaj nikt nie jest doskonały
Rozumiesz nikt nie jest doskonały
Posłuchaj tego nikt nie jest doskonały

Gardzą nami nawet wtedy kiedy zdobywamy wykształcenie
I zdziwienie
Czemu my w gniewie ?
Choć słowa mówią niewiele czas przerwać milczenie
Czekając na ciosy ściągniesz je na siebie
Z każdej sytuacji rysuje się wyjście
Nie nauczy cię tego żadna szkoła a życie
Bierzesz udział w codziennym pochodzie
Obok wielu tych którzy znaleŹli się na lodzie
Chcą żeby ten dzień był naszym ostatnim
Wyrywasz się z uścisku do muru przyparty
Połam im ręce więcej niech nie krępują
A jak dla nas niech sami się nim trują
To dla wszystkich żyjących gdzieś w bloku
Podobne losy okryte płaszczem mroku
Nie ryzykujesz nie masz
Manna z nieba
Dość czekania na zbawcę życia na łasce i niełasce
to nie dla nas im może pasować
do góry głowa i ani słowa
i tym sposobem do sprawy sedna
prawda jest z nami prawda jest jedna
oni to nikt a my to my
wrodzony spryt ta sama grupa krwi
posłuchaj rady wiesz tak między nami
nikt nie jest doskonały
oni są słabi

Nawet gdy stoisz na straconej pozycji
Odszukaj w sobie okruchy ambicji
Los to nie żarty los bywa twardy
Nie spuszczaj karty bądŹ wytrwały
Pamiętaj nikt nie jest doskonały
Rozumiesz nikt nie jest doskonały
Posłuchaj tego nikt nie jest doskonały
Obudził mnie swąd spalin fali dematerializacji,
istotny motyw pominięty przez niepojęty mózg
wygięty w sennej defragmentacji, wokół biel, teleportacji,
oczy otwarte szeroko wciąż liczę liczę liczę liczę...
[fonotryliardsto] podcieram spocone oko,
liczę zasoby kraju mego piasku dla rządów Maroko.
Moje sny są chyba loco, moje sny za jawą się wloką,
to popaprany dotyk. Moje sny to kosmiczne wyloty,
gwiezdne, antyforemne trotylodelafrytelolasy kwasy
nieprzewidywalne masy.

Halo, halo! Przecież przypinam ciało do łózka w skórzane pasy.
A zatem dlaczego budzę się na środku przelotowej trasy?
Dlaczego znów budzę się gdzie indziej?
Przecież zasnąłem w trójkątnej, jadącej po przekątnej windzie.
Popaprane. Znam ten kraterowy asfalt i widzę ostrów głów,
jak dobrze być znowu tu.
Dom, mój czternasty dom, miasto stumostów.
Młotek w taksówce, myśli wciąż popaprane w główce
momenty aaj... leżę na głównej,
powinienem być już rozjechany jak postać w kreskówce, bez jaj.

A w okół tylko pasywne defrakty, nie ma nikogo cisza nadleciała
niczym wielki pterodaktyl. Spostrzegłem plony, na podstawie
wiedzy z międzyplanetarnych galaktyk, skumulowałem na łeb fakty
i zrozumiałem że...
BORIXON - Jestem w domu gośc. Gedz (prod. Donatan) - RAP NOT DEAD
stoprocentTV

Wylewam myśli na papier, znowu to mam,
znów kocham się w rapie, jestem elementem tej kultury, łapiesz?
Wychodzę przed dom, dookoła Ci sami gapie,
wsiadam do auta, odsuwam szybę, jadę do was
czuję teę ulicę każda ma aromat,
Każda z nich widziała mów mi przedział tu,
I teraz one chcą żebym ja to widział znów,
Biorę po drodze zioma, niechce go spławić bo on kocha to miasto
I jak ja nigdy go nie zostawi, nawet jakby musiał to wszystko zastawić,
Jest tutaj na prawdę, kocha płakać tu i tu się bawić.
Masz pecha, myślałeś, że to koniec, no to sprawdź sobie teraz moją wizję i fonię,
Mój synonim ' co nie ' to jest łycha bo zaglądam ziomuś nie raz do kielicha o wybacz

Ref.
Nieistotne co i jak mówią i mnie,
czuję się dobrze booooo.
Jestem w domu,
znowu robię ten rap, żeby dać go komuś.
x2

Lubię siedzieć na murku i patrze na ziomów i widzę w nich trueschool.
Najlepszego sącze napój, jestem dumny braciszku z tego naszego rapu,
Wymieniam ksywki ludzi, którzy są ze mną i z którymi jestem tu dziś,
Ariwederci mówię zakłamanym ciotą, bo nie kupią mnnie hajsem Jackiem i koką,
Nie raz wkładam mokasyn, pokazuję tym sztuką, że mam trochę klasy,
Mój ziomek wraca z trasy, musi pchać towar, potem puszcza ten hajs i nie jest mu szkoda,
Witaj w domu siedzimy na schodach, muzykę mamy w sercach a nie na Ipodach,
Jestem w domu, tutaj jestem w domu no i robię ten rap żeby dać go komuś

Ref.
Nieistotne co i jak mówią i mnie,
czuję się dobrze booooo.
Jestem w domu,
znowu robię ten rap, żeby dać go komuś.
x2

Gdziebym nie był i czego bym nie robił,
wiem, że jestem w domu bo mam ziomów wszędzie,
Nie wiedziałem, że tak będzie ale cieszy mnie to,
Pracowałem nad tym długo tak jak Drain nad detoks,
Życie pędzi jak naćpane fetą, nie chodzi mi o biznes chuj w dupe ślepym krętą,
Ty dalej jesteś nigdzie, patrzysz w telefon jesteś w pizdzie atakowałeś swoim dziecią?
Co? moje mordy są cenne jak złoto, wiem, że są szczere nie naciągane jak botoks,
Mój dom jest tam gdzie wisi mikrofon, lecę zwrotę za zwrotą,
I wszystko jest spoko, Leci miesiąc za miesiącem lecą lata,
Ja ciągle jeżdżę po Polsce ale ciągle tu wracam
Mimo, żę może mnie nie lubić tu nie jeden pacan co jest bogiem na rewirach powiedz, im że wraca szatan !
Nam strzelać nie kazano - wstąpiłem na działo
I spojrzałem na pole dwieście armat grzmiało
Artyleryi ruskiej ciągną się szeregi
Prosto, długo, daleko, jako morza brzegi
I widziałem ich wodza przybiegł, mieczem skinął
I jak ptak jedno skrzydło wojska swego zwinął
Wylewa się spod skrzydła ściśniona piechota
Długą czarną kolumną, jako lawa błota
Nasypana iskrami bagnetów jak sępy
Czarne chorągwie na śmierć prowadzą zastępy
Przeciw nim sterczy biała, wąska, zaostrzona
Jak głaz bodzący morze, reduta Ordona
Sześć tylko miała armat wciąż dymią i świecą
I nie tyle prędkich słów gniewne usta miecą
Nie tyle przejdzie uczuć przez duszę w rozpaczy
Ile z tych dział leciało bomb, kul i kartaczy
Patrz, tam granat w sam środek kolumny się nurza
Jak w fale bryła lawy, pułk dymem zachmurza
Pęka śród dymu granat, szyk
pod niebo leci
I ogromna łysina śród kolumny świeci

Tam kula, lecąc, z dala grozi, szumi, wyje
Ryczy jak byk przed bitwą, miota się, grunt ryje
Już dopadła jak boa śród kolumn się zwija
Pali piersią, rwie zębem, oddechem zabija
Najstraszniejszej nie widać, lecz słychać po dźwięku
Po waleniu się trupów, po ranionych jęku
Gdy kolumnę od końca do końca przewierci
Jak gdyby środkiem wojska przeszedł anioł śmierci

Gdzież jest król, co na rzezie tłumy te wyprawia?
Czy dzieli ich odwagę, czy pierś sam nadstawia?
Nie, on siedzi o pięćset mil na swej stolicy
Król wielki, samowładnik świata połowicy
Zmarszczył brwi i tysiące kibitek wnet leci
Podpisał, tysiące matek opłakuje dzieci
Skinął, padają knuty od Niemna do Chiwy
Mocarzu, jak Bóg silny, jak szatan złośliwy
Gdy Turków za Bałkanem twoje straszą spiże
Gdy poselstwo paryskie twoje stopy liże
Warszawa jedna twojej mocy się urąga
Podnosi na cię rękę i koronę ściąga
Koronę Kazimierzów, Chrobrych z twojej głowy
Boś ją ukradł i skrwawił, synu Wasilowy

Car dziwi się ze strachu, drzą Petersburczany
Car gniewa się ze strachu, mrą jego dworzany
Ale sypią się wojska, których Bóg i wiara
Jest Car, Car gniewny, umrzem, rozweselim Cara
Posłany wódz kaukaski z siłami
pół-świata
Wierny, czynny i sprawny jak knut w ręku kata

Ura! ura! patrz, blisko reduty, już w rowy
Walą się, na faszynę kładąc swe tułowy
Już czernią się na białych palisadach wałów
Jeszcze reduta w środku, jasna od wystrzałów
Czerwieni się nad czernią jak w środek mrowiaka
Wrzucony motyl błyska, mrowie go naciska
Tak zgasła reduta, czyż ostatnie działo
Strącone z łoża w piasku paszczę zagrzebało?
Czy zapał krwią ostatni bombardyjer zalał?
Zgasnął ogień, już Moskal rogatki wywalał

Gdzież ręczna broń? dzisiaj pracowała więcej
Niż na wszystkich przeglądach za władzy książęcej
Zgadłem, dlaczego milczy, bo nieraz widziałem
Garstkę naszych walczących z Moskali nawałem
Gdy godzinę wołano dwa słowa - pal, nabij
Gdy oddechy dym tłumi, trud ramiona słabi
A wciąż grzmi rozkaz wodzów, wre żołnierza czynność
Na koniec bez rozkazu pełnią swą powinność

Na koniec bez rozwagi, bez czucia, pamięci
Żołnierz jako młyn palny nabija - grzmi - kręci
Broń od oka do nogi, od nogi na oko
Aż ręka w ładownicy długo i głęboko
Szukała, nie znalazła i żołnierz pobladnął
Nie znalazłszy ładunku, już bronią nie władnął
I uczuł, że go pali strzelba rozogniona
Upuścił ją i upadł nim dobiją, skona
Takem myślił, a w szaniec nieprzyjaciół kupa
Już łazła, jak robactwo na świeżego trupa
Yo, przemierzam miasto na gumowych podeszwach
Czarna 6-5, boomboksa niosę w rękach
Miasto w dźwiękach topie, szarość wykopie za drzwi
Na każdej latarni, wiszą Ci bez wyobraźni
Niewyraźni, transparentni jak zjawy
Kilka tysięcy poltergeistów na ulicach Wawy
Nuty jak Packman łapią potwory głucho
W faktach, na wiertniczej wyleciał majk pułapka
Na dachu auta, b-boy skunk robi łapy
Danny drumz gra funk, głośniki wystawiam na dachy
To Rap punch za punch, to wysokie pułapy
Choć to nie hajs za gram, tu też wpadasz w tarapaty
Dziś to ekstremalny Jam, miasto w gruzach
Klucze, kontrole dziś przejęła subkultura
Cała reszta śpi, rano będzie w szoku
Miasto niby to samo, lecz skąd tu tyle kolorów
To Jam…
Na Jam mam zaproszenia, ile ? kilka sztuk
Bo scena się zmienia, tu selekcja pustych głów
Głupek na plecach leży, a ciągle wierzy że gra
Ej Raperzy, kto jest teraz świeży z WWA??
Ja, bo rynek teraz mierzy inną już miarą
I żeby przeżyć, głośny krzyk to dziś za mało
Mam dość tych rycerzy, dziś energia i styl
Bo Mc to ten, co bez rąk umie dać Ci w ryj
Kings of WWA tu masz taki zwyczaj
Jeśli ktoś coś do Ciebie ma, to szybko go rozliczaj
Dziś za późno, ta lawina już ruszyła
Sezonowcy, pop gwiazdki radze mocno się trzymać
Dobrze nastawiony silnik pracuje
Dobrze nauczony student propsuje
A ten wirus, był w powietrzu, Hybryd i Alfy
W naszym sercu, generacja lirycznych morderców

Pale majki, a dzisiaj pale banał i sztampy
Świat śpi, pod poduszkę pakuje mu niespodziankę
Marsz trwa, Rap gra przez osiedla niesie lampę
Bez miłosierdzia, dzień rozliczenia z szajsem
To wersy, rymy, zwrotki i słowa
To zapiski z wielu nocy i dopiero Edytoriał
Tysiąc z nocy jedna, tysiąc słów z osiedla
By zjednać formę z treścią by dojść tu do sedna
Spraw jest tyle, misja jest jedna
A elita myśli pokolenie Rap na piedestał
To Jam, Ty spieprzaj tandetny burku
Dwukrotnie całkowicie wymiatam na tym podwórku
Mam moc, Rapowy zakład oczyszczania
Wiele słów w postaci mioteł, lecę na nich przez Europe
Troski na potem, mam moc i cholerną ochotę
16 wersów, banał rozpierdala
PACH!!! Nagle coś pęka
To chyba Wytwałości szkła
czuje brak steru w rękach
promo minut życia krach faktów potęga
milczenia wstęga CIAH przecięta
jak cierpliwośc TePSy abonenta
czas na komentarz
Elucorymoninja kontra strach
mikrofon i ręka
kontra soviet mental kuriozum
Jesień wiary w siebie leje jak
lawa z termosu

Ja pchła vizavi tsunami
komercyjnych ciosów
Walka z tonami ksero taniego
rozgłosu
Na wspak połamię ksenofobii kręgosłup
Ewakuacja na wyspy
to nie jedyny sposób
Osób
Tu potrzeba osób o sercach wrzących jak
babci rosół
Osób i czynów donośnych niczym jęki
NRDowskich pornosów
Myśli wolnych od stęchłego sosu

Miało być tak pięknie
a wyszło jak zwykle
Jaki kraj taka sztuka
polityka autostrady i kler
Przykre że dyktuje nami
taki tani popytu wykres
toniemy jak titanic w oceanie
tego co chytre
Żenada pożera nas
jak emeryta atak migren
Popkultura tu jak żarty Strasburgera
czy krew
Ma to wytrzyma czy jak Witkacy rzygnę nad tybrem
Polski showbiznes
wielki dziesięciolecia stadion
pe el a gie a te igrek x2

Trwam dzięki Wam
wam co macie pojęcie
Dzięki Wam kiwam cień mój
co dzień ku mini potędze
Trwam dzięki Wam
wam co macie pojęcie
Dzięki Wam kiwam cień mój
co dzieńku mini potędze
Mam to co mam chyba
mam plan i zaklęcie
choć wiem jestem odmieńcem
idę więc na pewne ścięcie
A mimo to wierze w ten dzień kiedy
przewietrzymy tego kraju stechnięcie

Ref. - Miliony głów ale jedna puenta
Pragnę być tu - aby pożegnać
SOVIET MENTAL

Wiem że ty też dobrze wiesz
i znasz nasz soviet mental
Byleby mieć ale nie zapłacić ani centa
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo