Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo

Baletudo na to stawiam z ziomkiem wyraźnie rozmawiam jesteś dobra do nas dawaj nie przestawaj nie zaświecisz z nami jak polarna zorza lwwl hardcore loża baletudo akcja parkiet wejście pierwsze chwile piękniejsze ziomkom w moim mieście życze lamusom crossobery ćwicze jade baletudo na przeciw monotoniom nudom zawiścią obłudą spalona chacjata baletudo balety konkrety tańczące kobiety kręci pozytywna adrenalina baletudo wersu Marcina

Tam masz czarny pas baletudo zawsze ma czas na upojenie wódą wszyscy z nas to lubią teraz zgasną światła dałaś mi noc a mówiłaś że nie jesteś łatwa poczułaś moc [ ? ] gmatwa w bani jeszcze nie basta chociaż już pijani z powodem na sali gdzie moi kompani o tam gdzie joint się pali dobra to gra Baletudo Baletudo nie jest zgubą dla mnie Blemia z pragnienia do baru się garnie dziś nie skończe marnie dziś Krzyś ma siłę narazie nie odmawiam (nie) dalej pije

Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo

To dźwięk dźwięk to ping ping to bring bring orientalny drink tu prosto z wazelinki ziom to nasz dom baletudo walka z nudą skąd przed akcją zgon udo się albo nie udo joł mój skład się pali coraz bardziej zimną wódke wlewam w gorący gardzieł nikt nie odmawia każdy twardziel każdy walczy tam przy barze na starcie jest Blemia jest Rudek mój ziomek jest Wojtyna Jacek Vazkez i Norek Pawlaczyna jest Marcin i Tomek wśród cytryn lodu i wystających słomek

Kto najlepiej kręci dupą tu z dziewczyn postawi jej whisky doleje do niej pepsi postawi wszystkim szampan za freeko nie jestem tu z kliką jestem z dj'em normalnie się zyję normalnie się dzieję baletu-tu-do dla nich wszystkich kocham was teraz tak na swój sposób każdą grupe mam odważną szlifują parkiety kochają kobiety Lwwl przepych nie mam czasu na nic więcej niestety

Baletu-tu-do pojęcia dla dziwek na scenie tutaj ma podziemie Lwwl to cenie zapraszam wszystkie na kręcenie potem jest dzwonienie i jeżdżenie po rewirze mego miasta

Baletudo 2004 Lwwl Kielce człowieku sprawdź to

Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo Baletudo
Jakby to ująć, recenzje wiwatują
A ja nadal prawie na dnie
Póki nie pochylę się po mydło
W babilostolicy, póty dalej tułać będziemy
się w niszowym bagnie
Dniem pewnie pnie we mnie się wiara
Nocą znowu moc L.U.C. podupadnie
Gniewnie pokonuje codziennie to, co tu gnie mnie
Gnie tak dokładnie
Wszędzie beton, ilu jeszcze wyrzec się muszę pragnień
Aby wypełnić to jedno
W oceanie dźwięku rozlać się bezwładnie

Sztuka dla sztuki dopóki jak jad 26 lat cię nie dopadnie
Alternatywa to nie tort, fajnie poniekąd
Póki na kolana nie siada ci kredytu fetor
W tym kraju nie być sprzedawczykiem to prawie adwent
Czasem wierzę, że z kłód rzucanych mi pod nogi
Wybuduję niezatapialną tratwę
Wtedy kolejny skurwysynofragles
Wystawia mnie do wiatru
Czy ja wyglądam jak żagle?

Mimo to nie mszczę się, ino sypiam obficie
Każde skurwysyństwo zweryfikuje życie

Wiara nadzieja miłość i honor - oto mój ogrom
Chcę uduchowić lud otumaniony i wydobyć z niego dobro
Jestem kroplą poplątaną
A zatem płynącą pod prąd
Już ledwo pnę się
Z zielonego miasta po Idylli widnokrąg
Ja niewiele znacząca sama sobie winna winogron

Mimo to nie mszczę się, ino sypiam obficie
Każde skurwysyństwo zweryfikuje życie
[O.S.T.R.]

Brak umiaru przeraża...
Jak mój ziom, co w urodziny dostał udaru po dragach.
Gdyby umarł, nie błagał by o śmierć swych przyjaciół.
Obyś nie musiał zaciskać nigdy pięści ze strachu.
To nie rap dla dzieciaków.
A propos tych bystrych.
Widać, nie grzeszą myślą antropolingwisty.
Rzeczywisty stan tych osiedli.
Pokaż mi źrenice, a powiem co masz we krwi.
Zgredów bestseler, kurwy, burdele.
Rozpoznał Cię twój syn, gdy nie poznawałeś siebie.
Jeszcze matka nic nie wie.
To jest dystans.
Syn jej nie powie, widzi już koniec w myślach
Awantury w blokach, buuzy la vida loca.
Wyskakuj z butów to wolna Europa.
Jest co kochać, co wciągać i komu obić ryj.
No bo jak znajdziesz frajera to co mu zrobisz dziś ?
Chcemy dogonić sny, jeden z nich bynajmniej.
Sztuczne kwiaty kontra my w tym bagnie.
Życia cykl-dokładniej.
Pasmo niepowodzeń, znam tych co by wciągnęli nawet banknot na głodzie.
W oczach ogień !
Nie żal mi żadnego z nich...
Korzystają na tym, że ludzie za bardzo wierzą w pic.
Niebo dziś ma swój wymiar, telefon swoje konto.
Sztuczna rzeczywistość kontra MY-powiedz ziom to.

Ref.

My, albo oni - znasz tą prawdę.
Nie poddamy się nawet z nożem na gardle.
Żaden z nas nie upadnie twarzą w piach.
Widzisz ! - Kto nie jest z nami jest przeciwko nam ! x2

[Hades]

Ja nie podlewam sztucznych kwiatów.
Nie naprawiam świata, jak chcesz to go uratuj.
Coraz mniej zasad, coraz więcej strachu.
Nie przepraszaj gdy za kase robisz krzywde bratu.
Spójrz na dół, kiedy jesteś wyżej od reszty.
Po co ta kurtuazja ? Po co te gesty ?
W końcu jesteś większy, lepszy ale nie doszedł byś tu bez nich.
Trzeba mieć styl kiedy zyskuje się prestiż.
Dookoła chmara węży, kąsają wroga...
Na początku nie dorastają do kolan, potem wchodzą Ci do ust bez słowa !
Te skurwysyny zawsze zostawiają sztuczne kwiaty na grobach.
Musisz pierwszy atakować to najlepsza obrona.
Nie śpij, hipnoza to ich podstawowa metoda.
Będą kręcić i kombinować.
Będą wiercić im dziury w głowach.
Po to by dostać się do was !
Jak choroba psują ludzi od środka.
Nie zdołasz się zorientować kiedy zaczną rozkład.
Ich broń to sztuczne kwiaty, niewidoczna wojna.
Depcz robaki zanim zdążą się do Ciebie dobrać !

Ref.

My, albo oni - znasz tą prawdę.
Nie poddamy się nawet z nożem na gardle.
Żaden z nas nie upadnie twarzą w piach.
Widzisz... Kto nie jest z nami jest przeciwko nam ! x2

Sztuczne kwiaty, sztuczne światy(światy) x4

[O.S.T.R.]

Emade !
POE !
Hades !
WWA-ŁDZ !
Dwa Zero Jeden Dwa !
Jest czwarta czterdzieści, niedziela
Starasz się jakoś myśli pozbierać
Miałeś nie pić, ale na teraz
To jedyny pomysł jaki masz, jaki nieraz
Nie wypalił, teraz też się nie sprawdzi
Ona myśli, że nie mówisz prawdy
Ona nie potrafi już wierzyć w to,
Że mimo nie może wszystkiemu zaprzeczyć to
Dawno między wami nic nie działało, nie dawało wam żyć
Coś dawno przerwało między wami nić
I ostatni raz dziś chciałeś sprawić
Żeby chciała być z tobą
Tylko z tobą
Ale widzisz ją z kimś i robi to znowu
I wariujesz i czujesz, że możesz za chwilę
Zrobić coś złego z tego powodu
Oni mówią - zapomnij ją
Ale nie ma ich teraz, oni teraz śpią
Spod fotela wyciągasz broń
I choć nie umiesz strzelać, to strzelisz mu w skroń
Gówno prawda nic z tym nie zrobisz
I choć chciałbyś, jesteś zbyt dobry
Ona teraz na zawsze odchodzi
A ty nie umiesz strzelać i nie masz broni

Oh lord, ey gimme a gun, I swear
I'll shot him or her oh lord
Ey gimme a gun I swear
I could even shot myself oh lord
Gimme a gun, I swear
I'll shot him or her oh lord

Jest czwarta czterdzieści, niedziela
Czujesz się jakby było już po, jakbyś już strzelał
Stop, wystarczy, koniec, pytanie
Po której Bóg jest stronie?
Nie ma jej tu, choć myślisz, że wróci
Nowonarodzony strach nienawiść budzi
Gotowy na to by swoje dłonie krwią brudzić
Czy na pewno zemsta potrafi twój gniew ostudzić
Panie podaj mu dłoń,
To on potrzebuje wsparcia
Ja mam dwadzieścia lat
Ty może mniej może więcej
Nieważne, chwyciłeś cierpienie goniąc za szczęściem
Tylko do siebie możesz mieć pretensje
Twój wybór, twój ból
Ponosisz konsekwencje
Teraz stoisz pośrodku niczego sam
Brak ci nadziei
Nie masz klucza do czasu bram
Popełniłeś zbyt wiele błędów
Ona miała zbyt wiele argumentów
Strach przed utratą kogoś szczerą miłość rodzi
Kochaj ją gdy jest przy tobie i kiedy odchodzi

Oh lord, ey gimme a gun, I swear
I'll shot him or her oh lord
Ey gimme a gun I swear
I could even shot myself oh lord
Gimme a gun, I swear
I'll shot him or her oh lord

Oh lord, ey gimme a gun, I swear
I'll shot him or her oh lord
Ey gimme a gun I swear
I could even shot myself oh lord
Gimme a gun, I swear
I'll shot him or her oh lord
(VNM)
VNM taaa…
Na pierwszy rzut oka,
Spójrz na źrenice me,
Czytaj z nich,
Czy to oblicze złe?
Któremu dały bliznę ulice te,
Czy zaufasz mi pierwszy raz widząc mnie?
Czy myślisz że pójdę na policję i wydam Cię?
Czy mój uśmiech sprawi, że zaufasz, że jestem szczęśliwy?
Czy moja mimika powie coś o mnie lub więcej niby?
To wszystko powie ci tyle co kot napłakał,
Jak mnie nie znasz dowiesz się kim jestem tylko na track’ach.

(Rak Raczej)
Ona życie wypisane ma na twarzy,
Wbijasz gwóźdź, go wyjmujesz ile razy (ile razy)
Teraz , na twarzy po sobie widzisz skazy,
Na klatę już nie bierzesz, bo brałeś ile razy.
Życie zmienia się w sekundę,
I lecą te obrazy, widzisz twarze smutne, pamiętasz te wesołe (co?),
Nogi wisiały, bo za wysoki był stołek,
Jak wyglądają dzisiaj kolego, powiedz (powiedz).
Sam na sam z lustrem
I to jest twoje
Mogłeś, a już nie możesz.
Oczy pytają co jest?
Tępy wzrok mówi: „To nie może być koniec”,
Dziś szanuje ludzi, buduje głowę,
To źle, jak kłamstwo żywi się słowem,
I kiedyś mogłem, dziś nie podrobię
Wyrazu twarzy, to mój jest kodeks,
To musisz zauważyć, jak żyje w tobie człowiek.

(Wezu)
Nieraz na twarzach widziałem ludzkie cierpienie,
Ze smutkiem na ławce bezdomny patrzył na ziemie,
Jest półmrok,
Idę spokojnie dzielnicą,
Mijam agresywne twarze, co pod monopolem krzyczą.
Zapłakany dzieciak przed jedną z klatek siedzi,
Do środka wpuszczają go współczujący sąsiedzi,
Ich wyrazy twarzy przypomniały mi o tym,
Gdzieś wśród nas dobrzy ludzie nadal zamieszkują bloki.
Mija czas,
Chwile dalej,
Całkiem zmienia się sceneria,
Widzę twarz kobiety w aucie, telefon ją oświetla,
Wkurwiona z lekka coś agresywnie pisze,
Może do typa, co miał przyjść, a nie przyszedł.
Wchodzę po schodach, ktoś dziwnie się przestraszył,
To ten sam bezdomny z ławki na półpiętrze się zaszył.
Jest jedna rzecz łącząca wszystkie te obrazy,
Każdy z tych ludzi życie wypisane miał na twarzy.

(Juras)
Miała zgrabne ciało i lubiła iść na skróty,
Nigdy nie ciągnęło jej do nauki,
Od zawsze lubiła markowe zakupy,
Jej pasje: seks, facebook i ciuchy
Zaczęły się wakacje, a nie miała na ruchy,
Dla zabicia nudy odwiedzała kluby.
Za przykładem jednej znajomej, tępej suki,
Zaczęła bogatym panom dawać dupy.
Hotele, kokaina, kasyna i taksówki
Nocne łupy, wyjazdy i zakupy.
Torebki i buty oryginały, nie podróby.
Za dużo wódy przyczyniło się do jej zguby.
Dziś stoi na ulicy, jak stare kurwy,
Możesz podać jej w aucie za pół stówy.
Była bita i gwałcona przez alfonsa wiele razy,
Całe swoje życie wypisane ma na twarzy.

(MadMajk)
Nasze twarze niosą pamięć,
Zapisany bieg wydarzeń,
To co przeżywamy
To co w sobie mamy, rysuje się na nich
Miłość i ból w nich zakodowane są x2

(Diox)
Moja twarz,
Tak samo jak twoja twarz ma blizny.
Piętno odciska czas, bezlitosny dla wszystkich.
Mentalne blizny, kontra sznyt na pół twarzy.
Ktoś dostał tulipanem, ktoś niesie matce kwiaty,
Ktoś pali matce znicz, bo ktoś był gotowy zabić,
Niekoniecznie musiał mieć to wypisane na twarzy.
Nie wszystko jest takie jak na pierwszy rzut oka,
Rzeczywistość weryfikuje kto jest dzieckiem Boga.

(Brahu)
Życie jak rysownik w sądzie,
Szkicuje nasze twarze,
Tak jakby sami zdobimy ciała tatuażem.
Cały ból i miłość, cała życia zawiłość,
Wypisana na japie jak było.
Od wstępu do epilogu
Setek zakrętów i stromych schodów,
Mórz sentymentów.
Musiał mieć powód Bóg,
Skoro spisał na tych twarzach historie jak kronikarz.
Zaglądasz w dusze,
Jak spojrzeniom unikasz.

Wiele odczytasz z twarzy i oczu,
Czasem wystarczy spojrzeć by poczuć.
Widzę delikatne twarze dzieci, nieskażone prozą
Obok mordy owiane tajemnicą i grozą.
Japa jak mapa szkicowana przez lata,
Odczytasz z niej wiele, jeśli tylko zdołasz się połapać.
Taa… Mordo coś w tym jest, niejedną tajemnice może obnażyć gest.

(Sokół)
Patrz po oczach, ile razy Ci mówiłem,
15 kilo schudłem, jak towar odstawiłem.
Przestałem frygać się na zero, zmieniłem miejsca,
Miałem paranoje lęki i swoje przejścia.
Kto jest z kim już nie raz wyszło w toku.
Wypisane mam na twarzy Wojtek Sokół.
Znam dotyk dna, oraz zazdrość spojrzeń,
Mam w DNA zapisane wiele potrzeb.
Na tle złodziei to ja jestem dobrodziejem,
Na tle płaczących jestem tym co się śmieje,
Dla lamusów mogę być zła wcieleniem.
Co jeszcze mi wyczytasz z twarzy?
Nie wiem.
Stoję tutaj, ty możesz czytać mnie jak książkę.
W twoich oczach widzę, że zrobiłeś coś niedobrze
Jak mąż co w burdelu zgubił obrączkę.
Jestem sobą ty też bądź to będzie dobrze.

(Pezet)
Długo wcześniej szukałem swojej drogi,
Jeszcze nie wiem czy znalazłem, lecz nie szukam tak jak dawniej
Gdy o własnych siłach czasem podnieść się z podłogi było trudniej,
Niż później mieć siłę by przeprosić.
Ulotne chwile chciałbym zapisać w pamięci,
Ale zostałem gdzieś w tyle tak jak szczyle na tym zdjęciu.
Tyle złych rzeczy już zrobiłem.
Idę dalej gdzieś, w ręku trzymam wilczy bilet
W prezencie od starych miejsc.
Mam siłę walczyć ,choć pary coraz mniej.
Im jestem starszy gorzej śpię, bo więcej wiem.
Choć zmarszczek nie liczę,
To co liczę w mgnieniu oka znika z konta.
Swoje życie teraz sprzątam.
Biorę na ręce swojego małego brzdąca i uśmiecham się,
Choć los drogi nam poplątał.
Oknem wpada trochę słońca w centrum Warszawy.
Życie pisze nowy rozdział na mojej twarzy.

(MadMajk)
Nasze twarze niosą pamięć,
Zapisany bieg wydarzeń,
To co przeżywamy
To co w sobie mamy, rysuje się na nich
Miłość i ból w nich zakodowane są x2
To moje życie, takie je pozostaw
Nie osądzaj bez podstaw, nienawiść na bok odstaw
Popatrz na mnie, ja nigdy się nie zhańbie
Historią prawdziwą z osiedla ciebie karmie

To moje życie i mój świat, łapy precz
Pare kroków wstecz, nic nie wiesz o nim
Nie ożenisz nigdy ognia i wody
Pało masz gestapowskie metody
Chodź pod bloki, przyjdź czeka cie porażka
Byłem, jestem, bedę zawsze dzieckiem miasta
Tego życia nie zmienisz, możesz pomarzyć
Twoje oczy, jak dwie puste dziury w twarzy
Patrzysz na mnie prawie zawsze widzisz jedno
Bardzo rzadko funkcjonuje na trzeźwo
Nie jest mi łatwo ale jakoś się trzymam
Co jakiś czas, za bliźniego swego…
Całe moje życie, poza nim nie mam nic
Do tyłu nie spoglądam, jutro trzeba dalej żyć
Chcesz mnie ukrzyżować, to szczyt twoich ambicji
Ja zawsze oddany sprawie na swojej pozycji

To moje życie, takie je pozostaw
Nie osądzaj bez podstaw, nienawiść na bok odstaw
Popatrz na mnie, ja nigdy się nie zhańbie
Historią prawdziwą z osiedla ciebie karmie [x2]

Mówie szczerze, tobie nie wierzę, wierzę sobie
Idę przez cień na warszawskim Grochowie
Prawdę odnajdziesz w każdym naszym słowie
Twoje zdrowie, koleżko dobrze ci życzę
Bolesne rany to codzienne oblicze
Znowu pobudka, czarne słońce wita
Jesteś kwita, czy w długach toniesz
To życie zna warszawski żołnierz
Wylej za kołnierz, pokaż, że cię stać
Zacznij na serio swoje życie brać
Taka jest prawda, każdy o coś prosi
Każdy ten ciężar na barkach nosi
Idę do przodu, choć mam już dosyć
Ciągły niedosyt, więcej i więcej
Związane ręce codzienności sznurem
Ktoś idzie w dół, a ktoś pnie się w górę

To moje życie, takie je pozostaw
Nie osądzaj bez podstaw, nienawiść na bok odstaw
Popatrz na mnie, ja nigdy się nie zhańbie
Historią prawdziwą z osiedla ciebie karmie [x2]

O mnie zapomnij, o mnie się nie martw ja sobie radę dam
Jesteś to jesteś a jak cie nie ma, nie bedzie wielki dram
Nie chcesz mnie widzieć to się nie wpraszam
Nie znam słów proszę i przepraszam
To moje życie, moje sumienie
Blaski i cienie, za późno się nie zmienie
Scenariusz nie ogranicza, niech światła zgasną
Popatrz na mnie, żaden ze mnie aktor
To moje życie, takie je pozostaw
Nie osądzaj bez podstaw, to do ciebie rozkaz
Każdy dzień rzuca inny cień
Znowu zawiści głos przerywa mój sen
To świat ten, tego już nie zmienisz
Pamiętaj zawsze twardo stój na ziemi
Ludzie zaślepieni pieniędzmi żyją tutaj
To moje życie więc posłuchaj

To moje życie, takie je pozostaw
Nie osądzaj bez podstaw, nienawiść na bok odstaw
Popatrz na mnie, ja nigdy się nie zhańbie
Historią prawdziwą z osiedla ciebie karmie [x2]
BORIXON - Jestem w domu gośc. Gedz (prod. Donatan) - RAP NOT DEAD
stoprocentTV

Wylewam myśli na papier, znowu to mam,
znów kocham się w rapie, jestem elementem tej kultury, łapiesz?
Wychodzę przed dom, dookoła Ci sami gapie,
wsiadam do auta, odsuwam szybę, jadę do was
czuję teę ulicę każda ma aromat,
Każda z nich widziała mów mi przedział tu,
I teraz one chcą żebym ja to widział znów,
Biorę po drodze zioma, niechce go spławić bo on kocha to miasto
I jak ja nigdy go nie zostawi, nawet jakby musiał to wszystko zastawić,
Jest tutaj na prawdę, kocha płakać tu i tu się bawić.
Masz pecha, myślałeś, że to koniec, no to sprawdź sobie teraz moją wizję i fonię,
Mój synonim ' co nie ' to jest łycha bo zaglądam ziomuś nie raz do kielicha o wybacz

Ref.
Nieistotne co i jak mówią i mnie,
czuję się dobrze booooo.
Jestem w domu,
znowu robię ten rap, żeby dać go komuś.
x2

Lubię siedzieć na murku i patrze na ziomów i widzę w nich trueschool.
Najlepszego sącze napój, jestem dumny braciszku z tego naszego rapu,
Wymieniam ksywki ludzi, którzy są ze mną i z którymi jestem tu dziś,
Ariwederci mówię zakłamanym ciotą, bo nie kupią mnnie hajsem Jackiem i koką,
Nie raz wkładam mokasyn, pokazuję tym sztuką, że mam trochę klasy,
Mój ziomek wraca z trasy, musi pchać towar, potem puszcza ten hajs i nie jest mu szkoda,
Witaj w domu siedzimy na schodach, muzykę mamy w sercach a nie na Ipodach,
Jestem w domu, tutaj jestem w domu no i robię ten rap żeby dać go komuś

Ref.
Nieistotne co i jak mówią i mnie,
czuję się dobrze booooo.
Jestem w domu,
znowu robię ten rap, żeby dać go komuś.
x2

Gdziebym nie był i czego bym nie robił,
wiem, że jestem w domu bo mam ziomów wszędzie,
Nie wiedziałem, że tak będzie ale cieszy mnie to,
Pracowałem nad tym długo tak jak Drain nad detoks,
Życie pędzi jak naćpane fetą, nie chodzi mi o biznes chuj w dupe ślepym krętą,
Ty dalej jesteś nigdzie, patrzysz w telefon jesteś w pizdzie atakowałeś swoim dziecią?
Co? moje mordy są cenne jak złoto, wiem, że są szczere nie naciągane jak botoks,
Mój dom jest tam gdzie wisi mikrofon, lecę zwrotę za zwrotą,
I wszystko jest spoko, Leci miesiąc za miesiącem lecą lata,
Ja ciągle jeżdżę po Polsce ale ciągle tu wracam
Mimo, żę może mnie nie lubić tu nie jeden pacan co jest bogiem na rewirach powiedz, im że wraca szatan !
Tak, haha, 2cztery7 i nasi gracze, sprawdź ich

Mam 63 lata, wiem, życie przede mną
i więcej, iż na rapie zarobiłem na allegro
Teraz (ha) już nikt mnie nie okrada
ale co z tego, gdy nie ma sensu wydawać
bo polski rap to 20 punchline'ów
z czego połowę słyszałem na freestyle'u
Dają mi demówki na tydzień gdzieś z siedem
beaty tak chujowe, że aż Flinstone o nich nie wie
Fokus robi techno, Gural robi drewno
Jajo nic nie robi, Peja mówi, że jest ciemno
Ja kojarzę co drugi koncert w karierze
drugiej połowy nie pamięta nawet Pezet
bo polski rap zaczął mi konkretnie zwisać
w czasach, kiedy jeszcze rozumiałem Fisza
bo polski rap to dwie płyty rocznie
w tym jedna moja, te słowa kończą

Jeżeli jeszcze czegoś nie jesteś pewien
to uważaj, wchodzisz na teren 2cztery7
Wiem, trudno uwierzyć w to kto rapem teraz leczy
dograłem swój ślad, ale nie ma na nim scratch'y
Tu i teraz na mikrofonie wyleczę was z chujowego rapu
to rapu koniec, bo jeżeli przyjrzysz się tej sprawie bliżej
tu chujem śmierdzi raper, którego zjada DJ

[x2]
Zwykle nie rapują, tylko dla nas nawinęli parę wersów
bo mamy w planach pokazać, że to jest w sercu
Ich freestyle rozpierdala ten banał na listach
Yo ziom, nie nagram tu dobrego rapu
bo wiesz co? jestem hypemen'em chłopaku
Mam gdzieś to co mówisz o tym tracku
Ty będziesz się spinał, piję wódkę pół na pół
Nie jestem raperem, robię to z doskoku
bez wprawy, bez sławy, bez formy w tym roku
Patrzysz na mnie, widzisz - zwykły chłopak
wszyscy chcą być kimś, chcę być kimś, zobacz
Będę żałował jak nie zrobię nic ze sobą
choć nie rapuję, nie jestem jak robot
Piję Rudą, wiesz i mam to w sercu
iż niejeden raper zagrałem więcej koncertów
poza tym ja wiem coś o dobrym stylu
Oczy Otwarte, wiesz, byłem z tyłu
Tylu oddałoby życie, by być w gazetach
a ja rucham dupy na fame'ie Pezeta

To jest krótka piłka po mojej stronie
pozdrawiam Miłka stojąc tutaj z mikrofonem
Ja też gonię za jakości lepszej życiem
a ten kawałek będzie tutaj hitem
Chcesz mieć płytę dobrą jak Grammatik?
Zadzwoń ziom, pamiętaj, że musisz zapłacić (hi!)
wtedy zrobisz na listę desant
Kocioł Z.T.J. beat forteca

[x2]
Zwykle nie rapują, tylko dla nas nawinęli parę wersów
bo mamy w planach pokazać, że to jest w sercu
Ich freestyle rozpierdala ten banał na listach

Tak, Numer Raz na bicie
Tak, tak, 2cztery7, ich gracze
DJ Mes, z nami tutaj jest Numer Raz
Noon, DJ Romek, Mormon, Kociołek
Tak, tak, tak, mixtape vol.1
Ref.:
Słaby punkt, pewnie go znasz
Jeśli chcesz z nim wygrać to ciągle walcz
To jest słaby punkt, może cie zniszczyć
Nie mamy wyjścia, musimy żyć z tym x2

Gdybyś wiedział, że osoba którą kochasz jutro umrze
To co byś jej powiedział by dać upragnioną ulgę
Czasem brakuje słów, życie bez sumienia skurwiel
To jego słaby punkt, tak jak dwulicowy kumpel
Mam 27 lat, starzeje się za szybko
Bo za następne pare lat zgodzę się z każdą myślą
Mogę mieć więcej chociaż czuje że mam wszystko
Ale czuje zmęczenie, bo samo do mnie nic nie przyszło
Straszy mnie przyszłość, ale dziś nie chce jej poznać
Tworze swoja rzeczywistość, to nie wirtualna Polska
Lecę na żywioł jak w morzu słodkiej wody kropla
Świadom swoich słabych punktów i ludzi chujowych postaw
O bliskich troska, chociaż zanika kontakt
Siedzimy w swoich domach jak rozstawieni po kątach
Zerwana więź, a była naprawdę mocna
Przez to moje wersy pisze po nieprzespanych nocach, tej.

Ref.:
Słaby punkt, pewnie go znasz
Jeśli chcesz z nim wygrać to ciągle walcz
To jest słaby punkt, może cie zniszczyć
Nie mamy wyjścia, musimy żyć z tym x2

Nie dociera do mnie, że ktoś widzi świat inaczej
Wkurwiam się jak na twe zachowanie patrzę
To mój słaby punkt, wczuwam się w Twoją sytuację
I wtedy przeważnie niż Tobie mi zależy bardziej
Mój mocny słaby punkt, nie wiem czym jest odpoczynek
Znów porywa mnie nurt, mam zajętą każdą chwilę
Lubię stres, mało snu, kiedyś bokiem mi to wyjdzie
Dobrze wiem jak to jest, będę chciał nacisnąć replay
Po jednej wpadce skreślam egoistów
Mieli swoją szansę, teraz niech idą w pizdu
To kolejny słaby punkt, nie umiem być jak oni
Przez to czasem tracę grunt, bo Twój los mnie nie pierdoli
To że mówię Tobie o tym, to jest punkt najsłabszy
Wylewam to na papier, dla raperów to teatrzyk
Wiem jestem jednym z nich, w chuju mam jak na to patrzysz
A każda z moich płyt to mego życia etapy, tej!

Ref.:
Słaby punkt, pewnie go znasz
Jeśli chcesz z nim wygrać to ciągle walcz
To jest słaby punkt, może cie zniszczyć
Nie mamy wyjścia, musimy żyć z tym x2
Tyle osób wokół nas lecz kto się poświęci
nie każdy z nas nosi w sobie szczere chęci
widok pieniądza nęci niszczy przyjaźń jak leszcze
już wielu skurwysynów w takich przedziałach mieszczę.
20latki bez środków do życia
wciąż narzekają bo to jest ich styl bycia.
Sztuka przeżycia skupia się na pożycz daj
To perspektyw kraj lecz nie licz tu na dary
słyszałem że kręty płacą spore kary
to system ofiary
lecz zrób coś w tym kierunku
by poprawić obraz swego wizerunku, i wszystko się zgadzało na rachunku sumienia,
czas swoje zmienia
świetność nie wróci, chada ma karty lecz ich nie rzuci,
ktoś się odwróci mnie to nie smuci,
mnie życie cuci więc wiem komu ufać,
wiem kogo słuchać i komu być wiernym,
przyjaciel bierny nie ma tu racji bytu,
bo po co żyć pośród kłamstwa i zgrzytów,
od stereotypów złych w koło nas się roi,
zadana rana szybko Się nie goi.
Ex przyjaciele moi każdy prawdy się boi.
Musisz wiedzieć, że nie wszystko przystoi
i nic nerwów nie koi gdy więź przyjaźni prysła
lecz i tak nie była ona czysta, perspektywa mglista i długa lista żali
skurwysynek niczym już nazwiska nie ocali.
czas pokaże kto jest górą, a kto rurą.
Z ulicy strukturą zżyci do końca życia
dom po za miastem a w utworach ulica.
Tylko ulica i melanż wśród betonu
wielcy bandyci złodzieje telefonów.
Perły wśród chromu w otoczce farmazonów
z biegiem czasu zobaczysz kto szczerze cie wspiera
a miedzy kim stoi fałszywa giera.

żyje w obsadzie ludzi których sobie cenie,
mowa tu o tych w których dar ambicji drzemie,
Liczy się poświęcenie wiec gdy ktoś bliski tonie
ty się nie wahaj i podaj mu swe dłonie

Broń boże nie nosze plamy na honorze,
gotówki nad przyjaciół nigdy nie przełożę
na przyjaciela licz o każdej porze
on zawsze ci pomoże nawet na krętym torze
prosta bezdroże on wiele zdziałać może
lepiej lub gorzej on niesie nadzieje
ciekawe tylko czemu to grono wciąż topnieje
teraz się śmieje z ich fałszywej strategii
bo raz zapewniasz a dwa idziesz do Medii
przyjaźń trud przyjaciół przyjaciele
ta definicja znaczy tyle co fikcja
im nie wierze bo nikt nie gra szczerze
własne prawdy szerze i w swoje cele mierze
chada racje bierze a ty zostaniesz w dole
i choć poszerza się konfliktu pole
to z wybranymi w zgodzie żyć wole
wciąż tu się szkole
zaryzykuje bowiem nie każdy z twoich ludzi skoczy za Tobą w ogień
kiedyś był dla ciebie bogiem teraz cie razi
tylko rodzina naprawdę Cię nie zdradzi
pomoże, poda dłoń i poprowadzi
nie wadzi komentarzami za mymi plecami
czyńcie tak byście nie zostali sami

Żyje w obsadzie ludzi których sobie cenie,
mowa tu o tych w których dar ambicji drzemie,
Liczy się poświęcenie więc gdy ktoś bliski tonie
ty się nie wahaj i podaj mu swe dłonie x2

Takie jest Zycie pionki i figury
co poniektóry zwie się twoim przyjacielem
z nimi życia nie dziele ja stoję za swym sterem
nie oddam walkowerem i nie minę się z celem
apeluje o to idioto byś dotrzymał kroku
nie patrząc wokół gdy ktoś kona w rynsztoku
te sprawy w toku na wyciągnięcie dłoni
chora ambicja ryj od pomocy stroni
niech się goni śmieć zadufany w sobie
wiem nie znajdę oparcia w twej osobie
Nie działam w zmowie ja swoje robię
tu na Grochowie wśród wielu ludzi
paru z was we mnie obrzydzenie budzi
część pracą się trudzi część ludzi zarobkiem
wielu skończyło z nagrobkiem i z wieńcem
Co to za przyjaźń którą wiąże ręce
Zaufaj chadzie dziś w składzie solo
nie fanatykom którzy źle Cię szkolą
Bolą ubolewają nad swą dola
Pustych slow kolegów nie słucham to nie dla mnie
Popatrz na mnie ja nigdy Się nie zhańbię

żyje w obsadzie ludzi których sobie cenie...
Obija mnie z barka przechodzi i
myślę, że zaraz mu w końcu coś zrobię.
Podnosi rękę na zgodę,
no to mam mały problem bo nie pruje się do mnie.
A ja chcę napluć mu w mordę,
wbić harpun, ciąć nożem, połamać polem.
Wiem to jest kurwa chore,
ale dłużej tak nie mogę, w głowie mam porobione.
I pomyśl sobie, że tak każdy ma spode łba patrzy
jak wilk, rozgrywa ten teatrzyk
Ulica warczy man jesteś owcą
lub twój skład nocą nagrywa tu krwawy horror.
Stań obok, rzuć okiem na cały folklor
twój człowiek Kajman nie gra z rzeczywistością
Bo mam swój brudny światopogląd
Pytanie: być twardym chujem, czy miękką szarlotką?

Nie jestem zły, po prostu mam ostre kły
i nie boję się użyć ich.
Każdy chcę żyć, gotów jest by walczyć,
wstać i bronić swojej prawdy.
Nie interesują mnie kłamstwa,
to twój świat i szansa nie czekaj na aplauz.
Bo w końcu pojmiesz że sama walka
to droga do zatracenia lub po prostu falstart.

Budzę się o szóstej jak co dzień
i chuj mnie strzela, gdy myślę znów o robocie.
Pospać jeszcze trochę, tak do dziewiątej,
jak piasek budzi to śmierć to takie proste.
Patrzę na odbicie w lustrze, myślami już w windzie,
którą w końcu w dół runę i zasnę w krypcie.
i chuj, może rzeczywiście gram w innej lidze,
bo sam na sam z bramkarzem wykopuję na aut piłkę.
A przecież nie zabrzmiał gwizdek,
więc czemu wciąż myślę o tym co leży gdzieś w tyle.
Boże, może kiedyś poza boiskiem,
gdy stanie mi naprzeciw przypomnisz mu tą chwile.
Jesteśmy jak dzieci trochę,
chcemy być we wszystkim pierwsi zapominając o honorze.
Kły, zęby szczerzymy na siebie i owszem
lecz gdzieś tam w głębi chcemy dla innych dobrze.

Nie jestem zły, po prostu mam ostre kły
i nie boję się użyć ich.
Każdy chcę żyć, gotów jest by walczyć,
wstać i bronić swojej prawdy.
Nie interesują mnie kłamstwa,
to twój świat i szansa nie czekaj na aplauz.
Bo w końcu pojmiesz że sama walka
to droga do zatracenia lub po prostu falstart.

Nie jestem zły, po prostu mam ostre kły
i nie boję się użyć ich.
Każdy chcę żyć, gotów jest by walczyć,
wstać i bronić swojej prawdy.
Nie interesują mnie kłamstwa,
to twój świat i szansa nie czekaj na aplauz.
Bo w końcu pojmiesz że sama walka
to droga do zatracenia lub po prostu falstart.
To był hardkor gość zajebał jej w gardło
Taką petardą że cała zalała sie farbą
Mówię Ci coś we mnie obumarło Ci
Wzięli narkotyki, podniosło się larmo i
Wtedy zajebali mi, chwile pogadali
Wyszli przez drzwi główne sali
Wszyscy kurwa tacy mali
Pospierdalali albo zostali tam gdzie stali
Przynajmniej o nic nie pytali bo sie bali
Włosie w nosie jak to w nosie po ciosie
Sądząc po odgłosie ona po tym komandosie jeszcze żyje
Podnieś sie, choć bo będzie cztery osiem
Choć bo wyje, choć nie wyjeb się weź tu chwile posiedź,
Pokaż szyje, kurwa mać znajdę i zabije
Kurwa znajdę i zabije Kurwa kurwa nie przeżyjesz
‘Ciesz się że żyjesz’ mówię
‘Choć umyjesz się, napijesz
Weź przecież mogła być rzeź
Wiesz kto ich kryje z resztą
Trzech nie pobijesz, wiesz to
Więc bierz to, a jakby co do czego to wiesz co’
W cztery lata dorobiłem się gnata
A Angelina syna, nie moja wina tata
Adrenalina, firma w samochodach w krawatach
Za mordę wszystko trzyma zaś Angeliki tata
Po czterech latach chyba sam szatan
Splata nasze losy znów
Z nóg wata, mówię mu: ‘skończ płakać Angelika’
Mówi: ’Już schodź, nawet nie wyłączam silnika’
Pojadę w dół, w dwóch jak na napad ja i replika
Włażę, ruszamy razem gazem do jej wspólnika
Miasto miga za oknami, ona ze łzami, opowiada mi
Gdy wysiadamy, trzaskam drzwiami
Podminowani, wciąż rozmawiamy, już nie sami
Daniel i jego mummy totalnie załamani
Ani nie ma co opowiadać Co będę gadać
Historie rodzinne jak w Triadach
Hazard, produkcja przemyt, handel
Bronią, dragami, ludźmi
Od prania brudnych pieniędzy,
Wymuszeń do prostytucji
I ani słowa o policji, mam dość
Chcę wódki i amunicji, masz coś?
Pełna gotowość, mam plan
Działam solowo, zrobię to z głową
Pojdę tam sam, porozpierdalam to i owo
Nawet nie chciała o tym słyszeć
A teraz w rękach giwera ‘Angela strzelaj, zastrzel skurwiela!’
Bo tak jak mówiłem pojechaliśmy na gruby melanż
I H jak Haj ekipa teraz ciężka despera gruba afera
Jest czwarta w nocy, zasłaniam oczy
Opadam w otchłań przemocy
Mam dosyć, akcja sie toczy, mówię se ‘weź sie pozbieraj’
Jeszcze nie teraz i jeszcze nie raz nas zaskoczy ta noc
Znikąd pomocy? więc chodź Za nim te leszcze dopadną nas
Nogi za pas, biegnę i wrzeszczę
Chce przekrzyczeć deszcze
Jeszcze nie chce umierać
Jeszcze nie teraz, nie strzelaj
Jeszcze jest czas, etc. (etcetera)
Wbiegamy w las, wysiadają z Land Rovera
Słyszę jednego kilera
‘Taka giwera na gaz
Przestraszyć może kasjera ale nie nas
I co teraz?’ Myślę mocno powiedziane
Jak na takiego frajera, pierdole was
Chwile potem butem po klacie
Jeden mnie kopie raz po raz
‘Pytam sie was gdzie to chowacie?’
Zostawcie nas
Mówi ‘Chodźmy na spacer’
Pytam sie ‘Gdzie?’
Podnoszą nas, zaraz sie przekonacie
Nie wiem o co pytacie
Mówi - O kartę pamięci
Już teraz wiem co się święci
Nie uda nam się wykręcić
Zapomnij o happy endzie
Wszyscy będziemy przeklęci
Zamykam oczy już czas
Tak zostaliśmy zdmuchnięci
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo