Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ucz się od nas obracać nic w coś
Zamiast się poddać skumuluj złość
I zamień ją, zamień ją w siłę do działania
Bo jeszcze nigdy nie wyzdrowiał nikt od narzekania

Ucz się od nas obracać nic w coś
Zamiast się poddać skumuluj złość
I zamień ją, zamień ją w siłę do działania
Bo jeszcze nigdy nie wyzdrowiał nikt od narzekania

Pierwsze moje słowa to nie było - o kurwa
Moim pierwszym łóżkiem nie była trumna
Moim ojcem nie był pierwszy lepszy dupek
A jednak gdy wchodziłem w życie to się modliłem
O siłę i czerpałem ją z wkurwienia
Masz dobrą rodzinę? patologia nie przebiera
Znam ulicę, oficjalnie wciąż bezdomny
Od pętli do pętli jeździłem w zimie autobusem nocnym
Kto jest kto rozwiązanie zagadki
Trwałem, bo kochałem to - ławki, te klatki
Warszawo ty byłaś mym prywatnym miastem
Chodząc po ulicach nocą miałem taką jazdę
Skąd wziąłem siłę, by się podniósł nocny Sokół
Zabiłem nienawiść w sobie do wszystkiego wokół
Przeszedłem przez ten syf prosto centralnie środkiem
Tylko po to, by od dna się odbić i wziąć rozpęd

Ucz się od nas obracać nic w coś
Zamiast się poddać skumuluj złość
I zamień ją, zamień ją w siłę do działania
Bo jeszcze nigdy nie wyzdrowiał nikt od narzekania

Ucz się od nas obracać nic w coś
Zamiast się poddać skumuluj złość
I zamień ją, zamień ją w siłę do działania
Bo jeszcze nigdy nie wyzdrowiał nikt od narzekania

To ludzka rzecz błądzić jest, drążyć
Łatwo jest sądzić trudniej to skończyć
Wybaczyć - znaczy zacząć od nowa
O słowa chodzi zobacz pogodzić się spróbować
Wyzwanie to jest wybaczanie
Masz co dane zostanie, nic nie jest zapomniane
Ramię w ramię w zgodzie bez zawiści w sercu
Oko za oko to reguła ślepców

Prościej miłość w nienawiść jest zamienić niż odwrotnie
Nie prościej pracować niż komentować wszystko siedząc w oknie
Po co mi wkurwianie i szarpanie nerwów
Jak mogę coś zrobić z tym - to lepsze na pewno
Pustą nienawiść zmienić w siłę walki
Walki budującej pomyślność twojej marki
Skoro jest nienawiść niechaj będzie siłą do działania
Jebać to, co spokój twój zniewala
Zabić zło w kolebce powstawania
A wiara w Pana niech horyzont ci odsłania
I odsłoni ci, odsłoni na pewno, złe duchy polegną
Wokół wszyscy zbledną i pojmą jak korzystną to jest wojną
Prościej miłość w nienawiść jest zamienić niż odwrotnie
Nie prościej pracować niż komentować wszystko siedząc w oknie

Ucz się od nas obracać nic w coś
Zamiast się poddać skumuluj złość
I zamień ją, zamień ją w siłę do działania
Bo jeszcze nigdy nie wyzdrowiał nikt od narzekania

Ucz się od nas obracać nic w coś
Zamiast się poddać skumuluj złość
I zamień ją, zamień ją w siłę do działania
Bo jeszcze nigdy nie wyzdrowiał nikt od narzekania
Dostałem bukiet tych kwiatów, podziękuj światu
Wcale nie chciałem ich, rozumiesz? Nie wiedziałem od razu
Tak ciężko unieść, to waży tysiąc kilogramów
A nie do twarzy Ci, gdy uśmiech zakrył smutek przez zawód
Każdy zarzut z Twych ust, rysy makijażu, cóż
Każdy to nóż, od razu z czasu naszych róż
I nie zmażę tatuażów, łażę po cmentarzu znów
I nie wróci już radość bycia razem bez słów
Nigdy nie chciałem, by zabrano mi co dano
Byłaś damą i to samo wita rano, tylko brak tych chwil
Moja mała Iliado grana pentagramom
Darmo pytam jak to się stało, że upadły te dni?
Mam tak samo jak Ty, tu pojechane w CV
Polej dalej to mi, aż się udławię do krwi
Może to ulży Ci, gorzej, gdy ulży mi
W horrorze główne role to ja i Ty

Ref.: [x2]
Bo kiedy nie ma Ciebie, niewiele istnieje
Wiem, że tak trzeba, ale kurwa oszaleję teraz
Czarne jak heban pierdolone orchidee
I biała gleba muszę je pozbierać

Dostałem bukiet tych kwiatów, podziękuj światu
Wcale nie chciałem ich, rozumiesz? Teraz wraca to fatum
Zatruty napój, a mówili agape
Nie raz spłacam me długi lejąc do gardła grappe
W tym można się pogubić, ale znasz prawdę sama
To nie zdoła Cię zdumić, bo mój od lat to dramat
Wiesz, że oddam tu za rap, nawet od Boga karat
Błagam, dość mam, ile można unieść co dnia na barach?
To jak „Zbrodnia i kara”, nocna mara, tak się staram, lecz upadam
Mocna rana tnie, od środka mnie rozwala
Moja mała gloria pękła od podstaw blada
Dość już ofiar, chcę się poddać, w dłoniach biała flaga
Chcę byś wiedziała jak to na mnie działa, dla Ciebie
Całe wspomnienie wydziaram dla nas ciarkami na ciele
I chciałem napisać Tobie milion piosenek
Tak mi przykro, że mogłem dać tylko orchidee, słyszysz?

Ref.: [x4]
Bo kiedy nie ma Ciebie niewiele istnieje
Wiem, że tak trzeba, ale kurwa oszaleję teraz
Czarne jak heban pierdolone orchidee
I biała gleba, muszę je pozbierać
Bo ten przekaz, nie dla mas
Tylko dla tych co jarają cały czas
Nie koka, nie hera, nie kwas
Wystarczy mały buch

Jeden buch z fajki wodnej odmula
Więc zaprzestań papierosy palić
Czemu nie chcesz jarać skuna z fajki
Oj widzę , że twe oczy nazbyt są wytrzeszczone
Jeden buch z fajki wodnej odmula
Więc zaprzestań papierosy palić
Czemu nie chcesz jarać skuna z fajkiiii

Siemasz kwiatuszku prezentujesz się konkretnie
Shiva, shiva pachniesz ponętnie
Zajmę się tobą chętnie troche ciebie życiem tętnie
Chłonę cię skrzętnie, potrzebuje permanentnie
W kreacji OCB robisz grubą furorę
Towarzystwo twe więzieniem karane
Kto cię spróbował raz nie przejdzie obok obojętnie
Nie ma takiej siły by nam palić zabronili
My te topy wciąż kruszymy tak od wielu lat
Powiedz im by odbili by nam palić nie bronili
Swego ducha tym karmimy w bongu ganja a nie crack
Więc jaraj, jaraj, nanana jajajaraj, ooo jaraj

Jeden buch z fajki wodnej odmula
więc zaprzestań papierosy palić
Czemu nie chcesz jarać skuna z fajki
Oj widze , że twe oczy nazbyt są wytrzeszczone
Jeden buch z fajki wodnej odmula
Więc zaprzestań papierosy palić
Czemu nie chcesz jarać skuna z fajkiiii

Bo ten przekaz, nie dla mas
Tylko dla tych co jarają cały czas
Nie koka, nie hera, nie kwas
Wystarczy mały buch
Więc jaraj, jaraj, nanana jajajaraj, ooo jaraj
Każdy z nas ma marzenia tak jak własny świat
A ja mam rap i wspomnienia z tamtych dawnych lat
I tak jak każdy, mam kilka strasznych wad,
Bywam odważny, cenie sobie prawdy smak
Mierzę w gwiazdy
Od dziecka tak mam, chyba jak każdy
Znam, życie w tym kraju, który bywa niepoważny
Mam czasem jazdy, Ty też je masz?
Ludzie co stracili twarz
Hej, Ty też ich znasz? Tak jak każdy
Nie lubię, gdy melanży brak
Czasami stawiam, bo lubię tych rewanży smak
Mam swoich ludzi i wiem kto jest w tej branży brat
I tak jak każdy odbijam od tych strasznych szmat
Jak każdy lubię bity z potem pctki
i Wiem co upychasz tu z samarki do bletki
Nie patrz na metki, spójrz na tą twarz
bo przecież jestem taki sam jak każdy z was

Każdy z nas
Ma dwie dłonie, jedną twarz
Każdy z nas
Kiedyś marzył by zatrzymać czas
Każdy z nas
Wie co to znaczy pierwszy raz
ja go znam, Ty go znasz, On go zna (2x) ajj

Tak jak każdy, ja mam parę wad popełniam błędy
I przestań mnie winić bo sam
Nie jesteś święty, wiem,że masz żal, ale robię postępy
Dam Ci kilka przykładów zanim przejdę do puenty
Tak jak każdy ja kocham paru ludzi, ty też
Dlatego wiesz jak tu łatwo się zgubić i
nie chce Ci mówić,że co drugi tu kłamie, bo
Jak każdy masz własną banie i własne zdanie
Jak każdy marze by zarobić ten kwit
Jak ktoś mówi, że nie chce to tylko wciska Ci kit
Dlaczego? Otwórz głowę, dalej nie wierz w ten mit
Twoi idole za zwrotki chętnie biorą ten plik
Nie widzę nic złego w tym to normalna fucha
Nieformalna dla wielu, chociaż tak wielu słucha
O blokach, o butach, o dupach o ciuchach, nieważne
Każdy nosi swój świat na uszach

Każdy z nas
Ma dwie dłonie, jedną twarz
Każdy z nas
Kiedyś marzył by zatrzymać czas
Każdy z nas
Wie co to znaczy pierwszy raz
ja go znam, Ty go znasz, On go zna (2x) ajj

Tak jak każdy, kiedyś na wieki usnę, a wokół
Zostanie moja ksywa, resztę zdmuchnę jak popiół
I tak zamiast płyt masz tu bluzkę na oku
Albo nowe buty, to już szóste w tym roku
Jak każdy, lubię czasem pić do odcinki
Żyć pełnią życia, a nie być jak cywilki
Wjechać do studia, wciąż bić do nawijki, długopis
I zeszyt, po czym wbić te linijki
Każdy z nas ma osoby, którym przybija pięć i sytuacje
Kiedy całe ciało przeszywa lęk
Znam też dupy, których głupota zabija wdzięk
Moje uszy od dawna tutaj przebija dźwięk
I choć mnie nie lubisz to ta gadka jest szczera
Olej wszystko co było rozpocznijmy od zera
Znasz mnie od teraz, jebać dawny czas
W końcu zrozum, że jestem tylko jednym z was !

Każdy z nas
Ma dwie dłonie, jedną twarz
Każdy z nas
Kiedyś marzył by zatrzymać czas
Każdy z nas
Wie co to znaczy pierwszy raz
ja go znam, Ty go znasz, On go zna (2x) ajj
Tak, haha, 2cztery7 i nasi gracze, sprawdź ich

Mam 63 lata, wiem, życie przede mną
i więcej, iż na rapie zarobiłem na allegro
Teraz (ha) już nikt mnie nie okrada
ale co z tego, gdy nie ma sensu wydawać
bo polski rap to 20 punchline'ów
z czego połowę słyszałem na freestyle'u
Dają mi demówki na tydzień gdzieś z siedem
beaty tak chujowe, że aż Flinstone o nich nie wie
Fokus robi techno, Gural robi drewno
Jajo nic nie robi, Peja mówi, że jest ciemno
Ja kojarzę co drugi koncert w karierze
drugiej połowy nie pamięta nawet Pezet
bo polski rap zaczął mi konkretnie zwisać
w czasach, kiedy jeszcze rozumiałem Fisza
bo polski rap to dwie płyty rocznie
w tym jedna moja, te słowa kończą

Jeżeli jeszcze czegoś nie jesteś pewien
to uważaj, wchodzisz na teren 2cztery7
Wiem, trudno uwierzyć w to kto rapem teraz leczy
dograłem swój ślad, ale nie ma na nim scratch'y
Tu i teraz na mikrofonie wyleczę was z chujowego rapu
to rapu koniec, bo jeżeli przyjrzysz się tej sprawie bliżej
tu chujem śmierdzi raper, którego zjada DJ

[x2]
Zwykle nie rapują, tylko dla nas nawinęli parę wersów
bo mamy w planach pokazać, że to jest w sercu
Ich freestyle rozpierdala ten banał na listach
Yo ziom, nie nagram tu dobrego rapu
bo wiesz co? jestem hypemen'em chłopaku
Mam gdzieś to co mówisz o tym tracku
Ty będziesz się spinał, piję wódkę pół na pół
Nie jestem raperem, robię to z doskoku
bez wprawy, bez sławy, bez formy w tym roku
Patrzysz na mnie, widzisz - zwykły chłopak
wszyscy chcą być kimś, chcę być kimś, zobacz
Będę żałował jak nie zrobię nic ze sobą
choć nie rapuję, nie jestem jak robot
Piję Rudą, wiesz i mam to w sercu
iż niejeden raper zagrałem więcej koncertów
poza tym ja wiem coś o dobrym stylu
Oczy Otwarte, wiesz, byłem z tyłu
Tylu oddałoby życie, by być w gazetach
a ja rucham dupy na fame'ie Pezeta

To jest krótka piłka po mojej stronie
pozdrawiam Miłka stojąc tutaj z mikrofonem
Ja też gonię za jakości lepszej życiem
a ten kawałek będzie tutaj hitem
Chcesz mieć płytę dobrą jak Grammatik?
Zadzwoń ziom, pamiętaj, że musisz zapłacić (hi!)
wtedy zrobisz na listę desant
Kocioł Z.T.J. beat forteca

[x2]
Zwykle nie rapują, tylko dla nas nawinęli parę wersów
bo mamy w planach pokazać, że to jest w sercu
Ich freestyle rozpierdala ten banał na listach

Tak, Numer Raz na bicie
Tak, tak, 2cztery7, ich gracze
DJ Mes, z nami tutaj jest Numer Raz
Noon, DJ Romek, Mormon, Kociołek
Tak, tak, tak, mixtape vol.1
Jestem tak inspirujący że nagrywasz cały album
lecz nie zdołasz zmienić faktów, próbując kłamać placku
poważnie to potraktuj to co w życiu nie miał łatwo
osiągną znacznie wiecej bez protekcji żadnych paktów
tak to boli że bez kantów i sałaty od rodziców
stanałem sam na szczycie w czasie gdy ty byłeś niszą
no i gdzie o tobie słyszą dziś już 2010
oto czas hardcoru jedno powinienieś wiedzieć
nie jestes pępkiem świata nie bedziesz opiniotwórczy
masz tylko kilka hitów, to zwykły chłam bezduszny
cofne sie wstecz prawdę wiec należy rzec
jak to było z tobą wcześniej a jak teraz jest,obecnie
on w dwumilionowym miescie sprzedał tych demówek 500
masz odpowiedź ile osob ciebie gralo, i nic wiecej
to raczej niedorzeczne że pozował na legende
na początku swej kariery i tak mawiał ludziom brednie
chciał być kultowy juz na samym starcie,bardziej
niz kazdy inny twardziej,to dla ciebie wytrysk w gardziel
1996 podpisalem pierwszy kontrakt
pomogla mi z pewnością z Antyliroya zwrotka
poprawka to był Anty i sluchała cała Polska
a ty marzysz by twoj mixtape kopiowali jak na wrosta???
byleś zywą legendą ? posluchaj nie ty jeden
do dziś na koncertach gramy 997
Zwykła Codzienność to z pewnoscią był bestseller
sprzedalismy tego ponad 20 tysi nie wiesz?
bo byłes wtedy zerem z jednym trackiem na koncie
Dj Volt cie przygarnał na składak hajsem wział cie
a my z Kozakiem mądrze robilismy swoj biznes
powstal RRX i klap, i to dzieki mnie filistrze
mozesz tylko mi dziekowac ze sie skumplowałem z Krzyśkiem
gdy zarobil ze mną szmal, tez cie wydał oczywiście
wszyscy z niego sie smialiscie, z niego i wytwórni
a on was wykupił jednego po drugim jak durni

Ref:
W Warszawie dostał- ostrzał
w Poznianiu dostał-ostrzał
skurwysyn sie wymądrzał z dnia na dzień się pogrążał
w Trójmiescie dostal-ostrzał x2
na Śląsku dostał-ostrzał
on bronić chce honoru który stracił
to twój koszmar

Wspólna scena ,jedno ale
byłem poza , nie płakałem
dziś mam sztame z Borixonem i Wojtasem a ty wale ?
Całkiem Nowe Oblicze ma status kultowy
1998 co ty ześ wtedy zrobil?
kurwiłem sie z Delisiem? nie badz śmieszny co ja słysze
to nie mnie a Eldoke nazywaleś dupolizem
wiec nie pierdol że komercja nie dotkneła Elda
chłopak przejebane miał ,najgorzej po Blokersach
nie wiesz ile poszło sztuk twojej debiutanckiej płyty?
a o zaliczonych wtopach z mojej strony żenisz kity?
Mam tak samo jak ty? to był gotowy refren
a ja Głuchą noc początkowych wersach jebłem
nigdy ci sie nie uda mieć takiego hita , pewne
dożywotnio w radiostacjach mam klasyka zamknij gębe
nie wspominaj o Wzgórzu chyba ze masz schizofrenie
hipokryto i tchórzu albo w te albo we wte
nie wspominaj o Mario, on nie darzy cie sympatią
tak sie dzieje gdy dissuje swych przyjacioł, nie jest łatwo
zrozumiałeś że nie nawijałem o hajsie przed tobą
skoro wciaz na brak hajsu narzekałem idioto
to ma zwiazek z ekonomią pewnie wiesz jestem sierotą
każdą zdobytą złotówke inwestowałem cioto
osiagnalem swoj cel, spelniłem ten polski sen
i nie ważne że przy Na Legalu znow okradli mnie
nie to było najwazniejsze nie patrzylem na pieniądze
i dlatego z T1 postąpilem nieostrożnie
nawet jesli wczesniej Juzek z Grammatika mnie ostrzegł
nie miałem zbytnio wyjscia im oddałem płyte ośle
dziś bogatszy w doświadczenie grosz na koncie też dziś mądrze
wiec nawijam o kapuście bo zarabiam to jest proste

Ref:

Wydaje z Mandaryną? ha! znowu cie poniosło
handlujemy tez Molestą, całym katalogiem Prosto
wiec weż głupot nie pierdol zobacz gdzie wydaje Eldo
populistyczna gębo wciaz siejesz ferment mendo
masz wytwórnie? spoko tylko nie masz co wydawać
wszystko co wydałeś promocyjnie zawsze pada
PTP Analogia Macca Squad dziś na przykładach
Rychu Peja opowiada jak wydaje płyty szpagat
kim byłyby Sistars gdyby przy tobie zostały?
los chórzystek im pisałeś a wiec zadziałały ,zwiały
w dupe je pocałowałeś za nic by sie nie wybiły
gdyby nie opuscily tej wielkiej wytwórni,kpiny
jak z ciebie diller? czym dillujesz ty pacanie ?
od lat płyt nie sprzedajesz , chcesz pożycze pare baniek
panie bananie zawód-syn etat w domu
na maminym garnuszku w razie czego on ziomuś
i koniec końców przesłuchałem diss Obrońców
obejrzałem bitwe w Płocku
zatem czas na kilka wniosków
było tak CNE razem z Wujkiem mieli spółke
pracowali wtedy w Vivie wiec pomogli tobie kumple
całe wydarzenie rozdmuchnaleś w swych lirykach
dziennikarska prowokacja a wiec taki wynik wypadł
teraz pozwol ze zapytam, czy wygrałeś jakiś beef?
jesteś mistrzem konfrontacji ,czy to ja mowilem? wstyyd
jesteś dla ludzi szuja oto kolejna skucha
postepuj tak dalej to stracisz nawet Buhha
ty nie jesteś zaden trueschool newschool żaden oldschool
robisz muzyke dla osłów jesteś pacan po prostu
czas hardcoru stracił honor wiec na koniec kurwo won stąd
bo zalatujesz wioską jak Maserak w bluzie Prosto

Ref:
Krzyki za oknem, szkoda, że tak rzadko melodyjne jak ten
Szkoda, że to hardcore, zwykle ja wiem
Co bywa przykre na tyle, by się wydrzeć, wiem
Krzyki za oknem prawie nikogo nie obchodzą dziś, owszem
Wielkie boom, ta, to jest egzotyczne
Skoro każdy to olewa sam krzyknę

Ktoś za oknem znów drze mordę
I sam nie wierzę, że chodzi o któreś z morderstw
Tych co to je jutro opiszą w Fakcie
Popełnianych w trakcie, gdy ja to piszę
Bardziej przypomina mi to pijacki śpiew
I jakoś nigdy nie potrafiłem tego wyjaśnić
Też drę ryja, gdy spaceruję z flaszką
Może by zagłuszyć wieczór, który był porażką
Ciszę, ta jest zazdrosna o wypowiedź
Zaznacza się natrętnym huczeniem w głowie
Przyszedł czas, by tworzyć, czas nostalgii
Dialog to krzyk, wyzwiska, rozbite Audi
Widzę z bliska to, mam okno na ulicę
Kierowcy krzyczą i w myślach ja krzyczę
Dzwonią po psy, potem przerwa
Te psy są na miejscu, milczą, krzyk ich wyczerpał

Krzyki za oknem, szkoda, że tak rzadko melodyjne jak ten
Szkoda, że to hardcore, zwykle ja wiem
Co bywa przykre na tyle, by się wydrzeć, wiem
Krzyki za oknem prawie nikogo nie obchodzą dziś, owszem
Wielkie boom, ta, to jest egzotyczne
Skoro każdy to olewa sam krzyknę

Moja dziewczyna zwykła mówić
Nie krzycz na mnie, przestań pieprzyć pannę
Ja przynajmniej tu jej przerywałem
Mówiłem - wiesz czym jest krzyk?
Wtedy podnosiłem głos, krzyk jest tym ty
Tu następował potok takich epitetów
Że pomyślałem, nie, tych słów nie przepiszę, nie tu
Nie przytoczę i jest takie coś w krzyku
Co uzależnia od niego chyba wszystkich choleryków
Furiatom zdziera krtań na szorstkie mięso
Sam jak się wkurwię brzmię jak Marilyn Manson
Teraz urwę ten wątek, bo przypomniałem sobie
Skąd znam krzyk - Piotrek obiad
W tym jest geneza, zwykle było kilka serii
Nie słyszałem, robiłem jakieś bity na Flexxip
Szczery krzyk, szczerze zdarte gardło
Forma kontaktu, czasem hardcore

Krzyki za oknem, szkoda, że tak rzadko melodyjne jak ten
Szkoda, że to hardcore, zwykle ja wiem
Co bywa przykre na tyle, by się wydrzeć, wiem
Krzyki za oknem prawie nikogo nie obchodzą dziś, owszem
Wielkie boom, ta, to jest egzotyczne
Skoro każdy to olewa sam krzyknę
[tylko tekstyhh.pl]
Gwałtu i tak bym nie usłyszał
Złapali niedawno tego, który gwałcił w parku w oddali
Przez ścianę nie miałem nigdy sąsiada
Który w soundtracku Krzyku kobietę okładał
I nie wiem jak to możliwe bić pionę
Z kimś kto lubi bić żonę, trzymać jego stronę
Niech takiemu kurwie coś przybiją do sprawa
Z drugiej strony żyć z durniem też zły nawyk
Niemy krzyk tych, którzy trafili do celi na dźwięki
Tam ich krzyk nie pomaga, pętli
Niektórzy inni, jak mój ziom z ławki
Po wizycie w tym miejscu ma do dziś drgawki
Krzyk kojarzę źle teraz i przedtem
Choć częściej największe świństwa mówię szeptem

Krzyki za oknem, szkoda, że tak rzadko melodyjne jak ten
Szkoda, że to hardcore, zwykle ja wiem
Co bywa przykre na tyle, by się wydrzeć, wiem
Krzyki za oknem prawie nikogo nie obchodzą dziś, owszem
Wielkie boom, ta, to jest egzotyczne
Skoro każdy to olewa sam krzyknę

Kurwa, ja pierdolę, kurwa, ah, lepiej
Tyle osób wokół nas lecz kto się poświęci
nie każdy z nas nosi w sobie szczere chęci
widok pieniądza nęci niszczy przyjaźń jak leszcze
już wielu skurwysynów w takich przedziałach mieszczę.
20latki bez środków do życia
wciąż narzekają bo to jest ich styl bycia.
Sztuka przeżycia skupia się na pożycz daj
To perspektyw kraj lecz nie licz tu na dary
słyszałem że kręty płacą spore kary
to system ofiary
lecz zrób coś w tym kierunku
by poprawić obraz swego wizerunku, i wszystko się zgadzało na rachunku sumienia,
czas swoje zmienia
świetność nie wróci, chada ma karty lecz ich nie rzuci,
ktoś się odwróci mnie to nie smuci,
mnie życie cuci więc wiem komu ufać,
wiem kogo słuchać i komu być wiernym,
przyjaciel bierny nie ma tu racji bytu,
bo po co żyć pośród kłamstwa i zgrzytów,
od stereotypów złych w koło nas się roi,
zadana rana szybko Się nie goi.
Ex przyjaciele moi każdy prawdy się boi.
Musisz wiedzieć, że nie wszystko przystoi
i nic nerwów nie koi gdy więź przyjaźni prysła
lecz i tak nie była ona czysta, perspektywa mglista i długa lista żali
skurwysynek niczym już nazwiska nie ocali.
czas pokaże kto jest górą, a kto rurą.
Z ulicy strukturą zżyci do końca życia
dom po za miastem a w utworach ulica.
Tylko ulica i melanż wśród betonu
wielcy bandyci złodzieje telefonów.
Perły wśród chromu w otoczce farmazonów
z biegiem czasu zobaczysz kto szczerze cie wspiera
a miedzy kim stoi fałszywa giera.

żyje w obsadzie ludzi których sobie cenie,
mowa tu o tych w których dar ambicji drzemie,
Liczy się poświęcenie wiec gdy ktoś bliski tonie
ty się nie wahaj i podaj mu swe dłonie

Broń boże nie nosze plamy na honorze,
gotówki nad przyjaciół nigdy nie przełożę
na przyjaciela licz o każdej porze
on zawsze ci pomoże nawet na krętym torze
prosta bezdroże on wiele zdziałać może
lepiej lub gorzej on niesie nadzieje
ciekawe tylko czemu to grono wciąż topnieje
teraz się śmieje z ich fałszywej strategii
bo raz zapewniasz a dwa idziesz do Medii
przyjaźń trud przyjaciół przyjaciele
ta definicja znaczy tyle co fikcja
im nie wierze bo nikt nie gra szczerze
własne prawdy szerze i w swoje cele mierze
chada racje bierze a ty zostaniesz w dole
i choć poszerza się konfliktu pole
to z wybranymi w zgodzie żyć wole
wciąż tu się szkole
zaryzykuje bowiem nie każdy z twoich ludzi skoczy za Tobą w ogień
kiedyś był dla ciebie bogiem teraz cie razi
tylko rodzina naprawdę Cię nie zdradzi
pomoże, poda dłoń i poprowadzi
nie wadzi komentarzami za mymi plecami
czyńcie tak byście nie zostali sami

Żyje w obsadzie ludzi których sobie cenie,
mowa tu o tych w których dar ambicji drzemie,
Liczy się poświęcenie więc gdy ktoś bliski tonie
ty się nie wahaj i podaj mu swe dłonie x2

Takie jest Zycie pionki i figury
co poniektóry zwie się twoim przyjacielem
z nimi życia nie dziele ja stoję za swym sterem
nie oddam walkowerem i nie minę się z celem
apeluje o to idioto byś dotrzymał kroku
nie patrząc wokół gdy ktoś kona w rynsztoku
te sprawy w toku na wyciągnięcie dłoni
chora ambicja ryj od pomocy stroni
niech się goni śmieć zadufany w sobie
wiem nie znajdę oparcia w twej osobie
Nie działam w zmowie ja swoje robię
tu na Grochowie wśród wielu ludzi
paru z was we mnie obrzydzenie budzi
część pracą się trudzi część ludzi zarobkiem
wielu skończyło z nagrobkiem i z wieńcem
Co to za przyjaźń którą wiąże ręce
Zaufaj chadzie dziś w składzie solo
nie fanatykom którzy źle Cię szkolą
Bolą ubolewają nad swą dola
Pustych slow kolegów nie słucham to nie dla mnie
Popatrz na mnie ja nigdy Się nie zhańbię

żyje w obsadzie ludzi których sobie cenie...
Ref.:
Słaby punkt, pewnie go znasz
Jeśli chcesz z nim wygrać to ciągle walcz
To jest słaby punkt, może cie zniszczyć
Nie mamy wyjścia, musimy żyć z tym x2

Gdybyś wiedział, że osoba którą kochasz jutro umrze
To co byś jej powiedział by dać upragnioną ulgę
Czasem brakuje słów, życie bez sumienia skurwiel
To jego słaby punkt, tak jak dwulicowy kumpel
Mam 27 lat, starzeje się za szybko
Bo za następne pare lat zgodzę się z każdą myślą
Mogę mieć więcej chociaż czuje że mam wszystko
Ale czuje zmęczenie, bo samo do mnie nic nie przyszło
Straszy mnie przyszłość, ale dziś nie chce jej poznać
Tworze swoja rzeczywistość, to nie wirtualna Polska
Lecę na żywioł jak w morzu słodkiej wody kropla
Świadom swoich słabych punktów i ludzi chujowych postaw
O bliskich troska, chociaż zanika kontakt
Siedzimy w swoich domach jak rozstawieni po kątach
Zerwana więź, a była naprawdę mocna
Przez to moje wersy pisze po nieprzespanych nocach, tej.

Ref.:
Słaby punkt, pewnie go znasz
Jeśli chcesz z nim wygrać to ciągle walcz
To jest słaby punkt, może cie zniszczyć
Nie mamy wyjścia, musimy żyć z tym x2

Nie dociera do mnie, że ktoś widzi świat inaczej
Wkurwiam się jak na twe zachowanie patrzę
To mój słaby punkt, wczuwam się w Twoją sytuację
I wtedy przeważnie niż Tobie mi zależy bardziej
Mój mocny słaby punkt, nie wiem czym jest odpoczynek
Znów porywa mnie nurt, mam zajętą każdą chwilę
Lubię stres, mało snu, kiedyś bokiem mi to wyjdzie
Dobrze wiem jak to jest, będę chciał nacisnąć replay
Po jednej wpadce skreślam egoistów
Mieli swoją szansę, teraz niech idą w pizdu
To kolejny słaby punkt, nie umiem być jak oni
Przez to czasem tracę grunt, bo Twój los mnie nie pierdoli
To że mówię Tobie o tym, to jest punkt najsłabszy
Wylewam to na papier, dla raperów to teatrzyk
Wiem jestem jednym z nich, w chuju mam jak na to patrzysz
A każda z moich płyt to mego życia etapy, tej!

Ref.:
Słaby punkt, pewnie go znasz
Jeśli chcesz z nim wygrać to ciągle walcz
To jest słaby punkt, może cie zniszczyć
Nie mamy wyjścia, musimy żyć z tym x2
To był hardkor gość zajebał jej w gardło
Taką petardą że cała zalała sie farbą
Mówię Ci coś we mnie obumarło Ci
Wzięli narkotyki, podniosło się larmo i
Wtedy zajebali mi, chwile pogadali
Wyszli przez drzwi główne sali
Wszyscy kurwa tacy mali
Pospierdalali albo zostali tam gdzie stali
Przynajmniej o nic nie pytali bo sie bali
Włosie w nosie jak to w nosie po ciosie
Sądząc po odgłosie ona po tym komandosie jeszcze żyje
Podnieś sie, choć bo będzie cztery osiem
Choć bo wyje, choć nie wyjeb się weź tu chwile posiedź,
Pokaż szyje, kurwa mać znajdę i zabije
Kurwa znajdę i zabije Kurwa kurwa nie przeżyjesz
‘Ciesz się że żyjesz’ mówię
‘Choć umyjesz się, napijesz
Weź przecież mogła być rzeź
Wiesz kto ich kryje z resztą
Trzech nie pobijesz, wiesz to
Więc bierz to, a jakby co do czego to wiesz co’
W cztery lata dorobiłem się gnata
A Angelina syna, nie moja wina tata
Adrenalina, firma w samochodach w krawatach
Za mordę wszystko trzyma zaś Angeliki tata
Po czterech latach chyba sam szatan
Splata nasze losy znów
Z nóg wata, mówię mu: ‘skończ płakać Angelika’
Mówi: ’Już schodź, nawet nie wyłączam silnika’
Pojadę w dół, w dwóch jak na napad ja i replika
Włażę, ruszamy razem gazem do jej wspólnika
Miasto miga za oknami, ona ze łzami, opowiada mi
Gdy wysiadamy, trzaskam drzwiami
Podminowani, wciąż rozmawiamy, już nie sami
Daniel i jego mummy totalnie załamani
Ani nie ma co opowiadać Co będę gadać
Historie rodzinne jak w Triadach
Hazard, produkcja przemyt, handel
Bronią, dragami, ludźmi
Od prania brudnych pieniędzy,
Wymuszeń do prostytucji
I ani słowa o policji, mam dość
Chcę wódki i amunicji, masz coś?
Pełna gotowość, mam plan
Działam solowo, zrobię to z głową
Pojdę tam sam, porozpierdalam to i owo
Nawet nie chciała o tym słyszeć
A teraz w rękach giwera ‘Angela strzelaj, zastrzel skurwiela!’
Bo tak jak mówiłem pojechaliśmy na gruby melanż
I H jak Haj ekipa teraz ciężka despera gruba afera
Jest czwarta w nocy, zasłaniam oczy
Opadam w otchłań przemocy
Mam dosyć, akcja sie toczy, mówię se ‘weź sie pozbieraj’
Jeszcze nie teraz i jeszcze nie raz nas zaskoczy ta noc
Znikąd pomocy? więc chodź Za nim te leszcze dopadną nas
Nogi za pas, biegnę i wrzeszczę
Chce przekrzyczeć deszcze
Jeszcze nie chce umierać
Jeszcze nie teraz, nie strzelaj
Jeszcze jest czas, etc. (etcetera)
Wbiegamy w las, wysiadają z Land Rovera
Słyszę jednego kilera
‘Taka giwera na gaz
Przestraszyć może kasjera ale nie nas
I co teraz?’ Myślę mocno powiedziane
Jak na takiego frajera, pierdole was
Chwile potem butem po klacie
Jeden mnie kopie raz po raz
‘Pytam sie was gdzie to chowacie?’
Zostawcie nas
Mówi ‘Chodźmy na spacer’
Pytam sie ‘Gdzie?’
Podnoszą nas, zaraz sie przekonacie
Nie wiem o co pytacie
Mówi - O kartę pamięci
Już teraz wiem co się święci
Nie uda nam się wykręcić
Zapomnij o happy endzie
Wszyscy będziemy przeklęci
Zamykam oczy już czas
Tak zostaliśmy zdmuchnięci
(Sokół)
On sie wychował w kawalerce, razem z rodzicami, siostrami i młodszym bratem, gdzie przed obiadem czeka się w kolejce żeby umyć ręce. Całą kuchnie ma we wnęce. Mama sprząta u sąsiadów żeby było floty chociaż trochę wiecej. On jest przekonany święcie, że pieniądze dają szczęście. Wcale się nie dziwię, przy takim starcie można życie potraktować chciwie. Za to ona od pierwszych życia chwil rozpieszczona, DineyLandy, Pewexy, piętra w kolejnych domach, Vogue, Rykiel Sonia, browar Corona - to normalne, nie ma się tu z czym afiszować. Jedna rzecz - brak jej w życiu miłości, rodziców styl życia to wciąż za hajsem pościg. Ona myśli ciągle - pierdolę te pieniądze. I pomyśl dobrze kto z tych dwojga mówi mądrze? On na obiad w domu jadał kaszę z masłem, czasem mama zrobi zupę z kurzych łapek. Ona w najlepszych restauracjach jada z bratem, rano na śniadanie łosoś do kanapek. Ona z podgrzewaniem kupiła łóżko wodne, taki bajer, choć do seksu trochę nie wygodne. U niego tylko rodzice nie spali na piętrówce i on sam na polówce rozkładanej w przedpokoju przy lodówce. Ja jestem tylko narratorem. Specjalnie historie tutaj wziąłem nie skrajnie ekstremalne, ale przemyślcie maniurkę i gościa, którzy wyrośli w wyjątkowych okolicznościach.

Refren (x2)
Miłość sprzedawana, pieniądz kochany. W wyjątkowych okolicznościach witamy. Ładnie - ona kurwa, a on kradnie...

(Jędker)
Ona zaliczana do najbogatszych. Jemu biedą z oczu patrzy. Jej na wszystko wystarczy aż nadto. Jego zycie nie wygląda gładko w bloku z brudną schodową klatką. Nie mogąc znieść że inni maja, on nie... Co ponadto? Pieniądz Bogiem, żądza zdobycia nałogiem, czarne myśli atakuja jego głowę. Myśli ciemne, które skłonią go na druga stronę. Oczy matki załzawione widział, gdy płakała słyszał. Często milczał. Czas mijał. Życie uczy cierpliwości, kompromisów. Całymi dniami głuchy ojciec składał wysyłkową sprzedaż długopisów. On przyglądał się bezradnie biegowi zdarzeń. Brak perspektyw, brak marzeń. Brak korekty postępowania skłania by zapomniał co dla niego najważniejsze. To rodzina kochająca bardzo. Właśnie tacy, którymi często gardzą jej rodzice, prostacy, dorobkiewicze znani na całą dzielnicę.

Refren

(Jędker)
Ona czuła brak duszy bratniej, brak uczuć. Innym nie dawała odczuć po sobie, bo sama odizolowana w szkole manier, tylko dla panien z wyższych sfer. Ponad normę zadbana, podrabiana na Cameron Diaz. W życiu wypas. Szofer wszędzie ułatwiał przyjazd. Bywała kapryśna przez samotność. Hajs dla niej element nieistotny. On nie zaznał jaccuzzi, łóżek wodnych, chodzi ubrany niemodnie, nie stać go na wino. Często widzę jak przemyka z wkurwiona miną. Co takiego nastąpiło, ze łączy ich opis? Okoliczności wyjątkowe nie na popis. WWO - bez żadnej kopii.

(Sokół)
On spacerował myśląc - skad wziać kasę? Ona zapłaciłaby by iść na spacer z kimś. Ta myśl nie dawała im spać - na co mnie stać? Choć każde myśli o czymś innym. Problem nagminny on i ona mają. Niestety on pomylił priorytety, oddałby rodzinę kochającą za monety. Za to ona uwięziona w hajsu szponach, chciałaby być wreszcie jako osoba zauważona, nie jako posiadacz konta w banku, S-klasy. Dom, basen, co tu duzo gadać... Takie czasy, bo to Polska, nie elegancja Francja. To drogi życia tak ich odróżniły. Dwie potężne siły - pieniądza i miłości. Miłość czyli ona, pieniądz czyli on wrośli w WWO - w wyjątkowe okoliczności.

Refren (x2)
Miłość sprzedawana, pieniądz kochany. W wyjątkowych okolicznościach witamy. Ładnie - ona kurwa, a on kradnie...
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo