Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ref.:
Słaby punkt, pewnie go znasz
Jeśli chcesz z nim wygrać to ciągle walcz
To jest słaby punkt, może cie zniszczyć
Nie mamy wyjścia, musimy żyć z tym x2

Gdybyś wiedział, że osoba którą kochasz jutro umrze
To co byś jej powiedział by dać upragnioną ulgę
Czasem brakuje słów, życie bez sumienia skurwiel
To jego słaby punkt, tak jak dwulicowy kumpel
Mam 27 lat, starzeje się za szybko
Bo za następne pare lat zgodzę się z każdą myślą
Mogę mieć więcej chociaż czuje że mam wszystko
Ale czuje zmęczenie, bo samo do mnie nic nie przyszło
Straszy mnie przyszłość, ale dziś nie chce jej poznać
Tworze swoja rzeczywistość, to nie wirtualna Polska
Lecę na żywioł jak w morzu słodkiej wody kropla
Świadom swoich słabych punktów i ludzi chujowych postaw
O bliskich troska, chociaż zanika kontakt
Siedzimy w swoich domach jak rozstawieni po kątach
Zerwana więź, a była naprawdę mocna
Przez to moje wersy pisze po nieprzespanych nocach, tej.

Ref.:
Słaby punkt, pewnie go znasz
Jeśli chcesz z nim wygrać to ciągle walcz
To jest słaby punkt, może cie zniszczyć
Nie mamy wyjścia, musimy żyć z tym x2

Nie dociera do mnie, że ktoś widzi świat inaczej
Wkurwiam się jak na twe zachowanie patrzę
To mój słaby punkt, wczuwam się w Twoją sytuację
I wtedy przeważnie niż Tobie mi zależy bardziej
Mój mocny słaby punkt, nie wiem czym jest odpoczynek
Znów porywa mnie nurt, mam zajętą każdą chwilę
Lubię stres, mało snu, kiedyś bokiem mi to wyjdzie
Dobrze wiem jak to jest, będę chciał nacisnąć replay
Po jednej wpadce skreślam egoistów
Mieli swoją szansę, teraz niech idą w pizdu
To kolejny słaby punkt, nie umiem być jak oni
Przez to czasem tracę grunt, bo Twój los mnie nie pierdoli
To że mówię Tobie o tym, to jest punkt najsłabszy
Wylewam to na papier, dla raperów to teatrzyk
Wiem jestem jednym z nich, w chuju mam jak na to patrzysz
A każda z moich płyt to mego życia etapy, tej!

Ref.:
Słaby punkt, pewnie go znasz
Jeśli chcesz z nim wygrać to ciągle walcz
To jest słaby punkt, może cie zniszczyć
Nie mamy wyjścia, musimy żyć z tym x2
Schodzę do klubu gdzie mam zagrać koncert
Ja i mój DJ, z postury podobny orce
Podeszwy mlaskają dotykając schody
Wokół naćpani ludzie, ludzie sowy
I już widzę bar, barmanka za sterem
Jest ładna, więc oczywiście pilnuję jej stery
I coś nie pasuje mi w tym podłym miejscu
Coś nie tak, coś wisi w powietrzu
Przyjechałem z miasta, które ma tu mało fanów
Ale rozkręcę najbę, nie dam za wygraną
I markotną mam minę patrząc w kiblu w lustro
Tylko ja? Nie, podobną minę ma Hubson
I on to już wie, i ja jestem pewien
Bo to nie pierwszy raz w polskim klubie, kiedy

[ref.]
Wali klockiem, no ***** wali klockiem... [x3]
Czy ktoś jeszcze to czuje? Czy ktoś się ocknie
Wali klockiem, no ***** wali klockiem... [x3]
Aż piesze mnie nos, pie-pie-piecze nieznośnie

Telefon, płaczesz kiedy pierwsza rysa się pojawi
Pamiętam czasy, gdy komórką mogłeś zabić
Rano do szkoły biegłem, bo czas mnie naglił
Pisać rymy w zeszytach, rzadziej spisywać z tablic
LO na Wiśniowej, wspomnienia mam w sercu
Czy zdam, zawsze dowiadywałem się w czerwcu
Dziewczęta, hardcore'owe dresiary, w nosach feta
Chłopak najczęściej o imieniu Darek
Jedna jakaś dziobata, druga piękna
Nie miały maila, dziś biorą śluby na NK
Przyznam, grzały mi jaja lepiej niż żelazkiem
Te stringi, jakby z żyłki wędkarskiej
Zagajam na matmie, podbijam na bioli
Długo zanim wsadziłem G-funk na OLiS
I na poruchanie w tym odcinku miałem widok
Czuję coś..., a to mój lewy Reebok

[ref.]
Wali klockiem, no ***** wali klockiem... [x3]
Czy ktoś jeszcze to czuje? Czy ktoś się ocknie
Wali klockiem, no ***** wali klockiem... [x3]
Aż piesze mnie nos, pie-pie-piecze nieznośnie

Cofnijmy się do czasów bardziej odległych
Zabawki były z drewna, a domy z cegły
Dziś dla dzieci masz plastik, a domy ze szkła
Wyrastają zamiast drzew w mojej WWA
Przedszkole, Śródmieście, czterolatki
Pierwsze przyjaźnie, pierwsze zajawki
Mam wrogów i mam też swoją ekipę
I pierwszą miłość, niższą niż kaloryfer
Gdy Słonko przygrzało szliśmy na plac
Szalałem za tamtą dzierlatką na maks
Jeszcze byłem nieśmiały, nie byliśmy parką
Wiem jedno – nigdy nie ciągnąłem za warkocz
I wśród bieganiny, z tą bandą dzieciaków
Jeden taki goni moją love, w kępie krzaków
Słyszę jęki, czy to zdrada, muszę mieć pewność
Podchodzę..., a tam ona w łeb go

[ref.]
Wali klockiem, no ***** wali klockiem
Wali klockiem, a wróg wali klockiem.. [x2]
Czy ktoś jeszcze to widzi? Czy ktoś się ocknie
Wali klockiem, a wróg wali klockiem... [x3]
A wtedy takim klockiem, to jak dzisiaj łokciem

Aha, 600V, Ten Typ Mes, nowe flow
czemu wali klockiem, ty powiedz mi
czemu wali klockiem tu, czemu wali dziś
uu-u...
(Sokół)
On sie wychował w kawalerce, razem z rodzicami, siostrami i młodszym bratem, gdzie przed obiadem czeka się w kolejce żeby umyć ręce. Całą kuchnie ma we wnęce. Mama sprząta u sąsiadów żeby było floty chociaż trochę wiecej. On jest przekonany święcie, że pieniądze dają szczęście. Wcale się nie dziwię, przy takim starcie można życie potraktować chciwie. Za to ona od pierwszych życia chwil rozpieszczona, DineyLandy, Pewexy, piętra w kolejnych domach, Vogue, Rykiel Sonia, browar Corona - to normalne, nie ma się tu z czym afiszować. Jedna rzecz - brak jej w życiu miłości, rodziców styl życia to wciąż za hajsem pościg. Ona myśli ciągle - pierdolę te pieniądze. I pomyśl dobrze kto z tych dwojga mówi mądrze? On na obiad w domu jadał kaszę z masłem, czasem mama zrobi zupę z kurzych łapek. Ona w najlepszych restauracjach jada z bratem, rano na śniadanie łosoś do kanapek. Ona z podgrzewaniem kupiła łóżko wodne, taki bajer, choć do seksu trochę nie wygodne. U niego tylko rodzice nie spali na piętrówce i on sam na polówce rozkładanej w przedpokoju przy lodówce. Ja jestem tylko narratorem. Specjalnie historie tutaj wziąłem nie skrajnie ekstremalne, ale przemyślcie maniurkę i gościa, którzy wyrośli w wyjątkowych okolicznościach.

Refren (x2)
Miłość sprzedawana, pieniądz kochany. W wyjątkowych okolicznościach witamy. Ładnie - ona kurwa, a on kradnie...

(Jędker)
Ona zaliczana do najbogatszych. Jemu biedą z oczu patrzy. Jej na wszystko wystarczy aż nadto. Jego zycie nie wygląda gładko w bloku z brudną schodową klatką. Nie mogąc znieść że inni maja, on nie... Co ponadto? Pieniądz Bogiem, żądza zdobycia nałogiem, czarne myśli atakuja jego głowę. Myśli ciemne, które skłonią go na druga stronę. Oczy matki załzawione widział, gdy płakała słyszał. Często milczał. Czas mijał. Życie uczy cierpliwości, kompromisów. Całymi dniami głuchy ojciec składał wysyłkową sprzedaż długopisów. On przyglądał się bezradnie biegowi zdarzeń. Brak perspektyw, brak marzeń. Brak korekty postępowania skłania by zapomniał co dla niego najważniejsze. To rodzina kochająca bardzo. Właśnie tacy, którymi często gardzą jej rodzice, prostacy, dorobkiewicze znani na całą dzielnicę.

Refren

(Jędker)
Ona czuła brak duszy bratniej, brak uczuć. Innym nie dawała odczuć po sobie, bo sama odizolowana w szkole manier, tylko dla panien z wyższych sfer. Ponad normę zadbana, podrabiana na Cameron Diaz. W życiu wypas. Szofer wszędzie ułatwiał przyjazd. Bywała kapryśna przez samotność. Hajs dla niej element nieistotny. On nie zaznał jaccuzzi, łóżek wodnych, chodzi ubrany niemodnie, nie stać go na wino. Często widzę jak przemyka z wkurwiona miną. Co takiego nastąpiło, ze łączy ich opis? Okoliczności wyjątkowe nie na popis. WWO - bez żadnej kopii.

(Sokół)
On spacerował myśląc - skad wziać kasę? Ona zapłaciłaby by iść na spacer z kimś. Ta myśl nie dawała im spać - na co mnie stać? Choć każde myśli o czymś innym. Problem nagminny on i ona mają. Niestety on pomylił priorytety, oddałby rodzinę kochającą za monety. Za to ona uwięziona w hajsu szponach, chciałaby być wreszcie jako osoba zauważona, nie jako posiadacz konta w banku, S-klasy. Dom, basen, co tu duzo gadać... Takie czasy, bo to Polska, nie elegancja Francja. To drogi życia tak ich odróżniły. Dwie potężne siły - pieniądza i miłości. Miłość czyli ona, pieniądz czyli on wrośli w WWO - w wyjątkowe okoliczności.

Refren (x2)
Miłość sprzedawana, pieniądz kochany. W wyjątkowych okolicznościach witamy. Ładnie - ona kurwa, a on kradnie...
Tak, haha, 2cztery7 i nasi gracze, sprawdź ich

Mam 63 lata, wiem, życie przede mną
i więcej, iż na rapie zarobiłem na allegro
Teraz (ha) już nikt mnie nie okrada
ale co z tego, gdy nie ma sensu wydawać
bo polski rap to 20 punchline'ów
z czego połowę słyszałem na freestyle'u
Dają mi demówki na tydzień gdzieś z siedem
beaty tak chujowe, że aż Flinstone o nich nie wie
Fokus robi techno, Gural robi drewno
Jajo nic nie robi, Peja mówi, że jest ciemno
Ja kojarzę co drugi koncert w karierze
drugiej połowy nie pamięta nawet Pezet
bo polski rap zaczął mi konkretnie zwisać
w czasach, kiedy jeszcze rozumiałem Fisza
bo polski rap to dwie płyty rocznie
w tym jedna moja, te słowa kończą

Jeżeli jeszcze czegoś nie jesteś pewien
to uważaj, wchodzisz na teren 2cztery7
Wiem, trudno uwierzyć w to kto rapem teraz leczy
dograłem swój ślad, ale nie ma na nim scratch'y
Tu i teraz na mikrofonie wyleczę was z chujowego rapu
to rapu koniec, bo jeżeli przyjrzysz się tej sprawie bliżej
tu chujem śmierdzi raper, którego zjada DJ

[x2]
Zwykle nie rapują, tylko dla nas nawinęli parę wersów
bo mamy w planach pokazać, że to jest w sercu
Ich freestyle rozpierdala ten banał na listach
Yo ziom, nie nagram tu dobrego rapu
bo wiesz co? jestem hypemen'em chłopaku
Mam gdzieś to co mówisz o tym tracku
Ty będziesz się spinał, piję wódkę pół na pół
Nie jestem raperem, robię to z doskoku
bez wprawy, bez sławy, bez formy w tym roku
Patrzysz na mnie, widzisz - zwykły chłopak
wszyscy chcą być kimś, chcę być kimś, zobacz
Będę żałował jak nie zrobię nic ze sobą
choć nie rapuję, nie jestem jak robot
Piję Rudą, wiesz i mam to w sercu
iż niejeden raper zagrałem więcej koncertów
poza tym ja wiem coś o dobrym stylu
Oczy Otwarte, wiesz, byłem z tyłu
Tylu oddałoby życie, by być w gazetach
a ja rucham dupy na fame'ie Pezeta

To jest krótka piłka po mojej stronie
pozdrawiam Miłka stojąc tutaj z mikrofonem
Ja też gonię za jakości lepszej życiem
a ten kawałek będzie tutaj hitem
Chcesz mieć płytę dobrą jak Grammatik?
Zadzwoń ziom, pamiętaj, że musisz zapłacić (hi!)
wtedy zrobisz na listę desant
Kocioł Z.T.J. beat forteca

[x2]
Zwykle nie rapują, tylko dla nas nawinęli parę wersów
bo mamy w planach pokazać, że to jest w sercu
Ich freestyle rozpierdala ten banał na listach

Tak, Numer Raz na bicie
Tak, tak, 2cztery7, ich gracze
DJ Mes, z nami tutaj jest Numer Raz
Noon, DJ Romek, Mormon, Kociołek
Tak, tak, tak, mixtape vol.1
Czasem wierze, że jeszcze wszystko mogę zmienić.
Plastelinę spraw polepić tak, by wszyscy byli zadowoleni.
Przewinąć czas jak na Video film i cofnąć nas do Edenu szkolnych korzeni.
Choćby na krótką przerwę.

Czasem wierze, że jeszcze ten świat mogę zmienić.
Chwycić wasze dusze i je ze szczęściem ożenić.
Siłą słońca promieni dodać lepszych odcieni.
Czasem wierze, że jeszcze to wszystko mogę zmienić.

Czasem wierze, że wszystkich zdążę docenić.
Z każdym się napić.
Z każdym z was troski wymienić.
I nie zaniedbam i sam znajdę chwilkę na to by się beztrosko polenić.
Z pietyzmem wypić mego życia słodki zenit.

Dzień dobry mego życia zenit.

Czasem wierze, że jeszcze zdążę być każdym.
Przemierzę oceany, zdobędę najwyższe maszty.
Chcę dotrzeć tam gdzie świecą ostatnie gwiazdy.
Wydłużać czas niczym minuty niby jazdy. X3

Czasem wierze że, lecz nie mogę tak bezpiecznie wierzyć.
Ja ideałów biedny, podeptany żołnierzyk.
Chcę ogarnąć ten chaos, niedoskonałość świata, poprawić jak kołnierzyk.

Czasem wierze, że jeszcze wszystko zdążę przeżyć.
A wtedy kolejna oponka na brzuchu do mnie się szczerzy.
Reżim Pana Cykaczka, nie frajerzy, bez przywilejów wszystkich równo mierzy.
Piekarzy, tynkarzy, papieży.
Jego systemu nie połamią najlepsi hakerzy.

Czasem wierze, że jeszcze zdążę być każdym.
Przemierzę oceany, zdobędę najwyższe maszty.
Chcę dotrzeć tam gdzie świecą ostatnie gwiazdy.
Wydłużać czas niczym minuty niby jazdy. X3
Dostałem bukiet tych kwiatów, podziękuj światu
Wcale nie chciałem ich, rozumiesz? Nie wiedziałem od razu
Tak ciężko unieść, to waży tysiąc kilogramów
A nie do twarzy Ci, gdy uśmiech zakrył smutek przez zawód
Każdy zarzut z Twych ust, rysy makijażu, cóż
Każdy to nóż, od razu z czasu naszych róż
I nie zmażę tatuażów, łażę po cmentarzu znów
I nie wróci już radość bycia razem bez słów
Nigdy nie chciałem, by zabrano mi co dano
Byłaś damą i to samo wita rano, tylko brak tych chwil
Moja mała Iliado grana pentagramom
Darmo pytam jak to się stało, że upadły te dni?
Mam tak samo jak Ty, tu pojechane w CV
Polej dalej to mi, aż się udławię do krwi
Może to ulży Ci, gorzej, gdy ulży mi
W horrorze główne role to ja i Ty

Ref.: [x2]
Bo kiedy nie ma Ciebie, niewiele istnieje
Wiem, że tak trzeba, ale kurwa oszaleję teraz
Czarne jak heban pierdolone orchidee
I biała gleba muszę je pozbierać

Dostałem bukiet tych kwiatów, podziękuj światu
Wcale nie chciałem ich, rozumiesz? Teraz wraca to fatum
Zatruty napój, a mówili agape
Nie raz spłacam me długi lejąc do gardła grappe
W tym można się pogubić, ale znasz prawdę sama
To nie zdoła Cię zdumić, bo mój od lat to dramat
Wiesz, że oddam tu za rap, nawet od Boga karat
Błagam, dość mam, ile można unieść co dnia na barach?
To jak „Zbrodnia i kara”, nocna mara, tak się staram, lecz upadam
Mocna rana tnie, od środka mnie rozwala
Moja mała gloria pękła od podstaw blada
Dość już ofiar, chcę się poddać, w dłoniach biała flaga
Chcę byś wiedziała jak to na mnie działa, dla Ciebie
Całe wspomnienie wydziaram dla nas ciarkami na ciele
I chciałem napisać Tobie milion piosenek
Tak mi przykro, że mogłem dać tylko orchidee, słyszysz?

Ref.: [x4]
Bo kiedy nie ma Ciebie niewiele istnieje
Wiem, że tak trzeba, ale kurwa oszaleję teraz
Czarne jak heban pierdolone orchidee
I biała gleba, muszę je pozbierać
Każdy z nas ma marzenia tak jak własny świat
A ja mam rap i wspomnienia z tamtych dawnych lat
I tak jak każdy, mam kilka strasznych wad,
Bywam odważny, cenie sobie prawdy smak
Mierzę w gwiazdy
Od dziecka tak mam, chyba jak każdy
Znam, życie w tym kraju, który bywa niepoważny
Mam czasem jazdy, Ty też je masz?
Ludzie co stracili twarz
Hej, Ty też ich znasz? Tak jak każdy
Nie lubię, gdy melanży brak
Czasami stawiam, bo lubię tych rewanży smak
Mam swoich ludzi i wiem kto jest w tej branży brat
I tak jak każdy odbijam od tych strasznych szmat
Jak każdy lubię bity z potem pctki
i Wiem co upychasz tu z samarki do bletki
Nie patrz na metki, spójrz na tą twarz
bo przecież jestem taki sam jak każdy z was

Każdy z nas
Ma dwie dłonie, jedną twarz
Każdy z nas
Kiedyś marzył by zatrzymać czas
Każdy z nas
Wie co to znaczy pierwszy raz
ja go znam, Ty go znasz, On go zna (2x) ajj

Tak jak każdy, ja mam parę wad popełniam błędy
I przestań mnie winić bo sam
Nie jesteś święty, wiem,że masz żal, ale robię postępy
Dam Ci kilka przykładów zanim przejdę do puenty
Tak jak każdy ja kocham paru ludzi, ty też
Dlatego wiesz jak tu łatwo się zgubić i
nie chce Ci mówić,że co drugi tu kłamie, bo
Jak każdy masz własną banie i własne zdanie
Jak każdy marze by zarobić ten kwit
Jak ktoś mówi, że nie chce to tylko wciska Ci kit
Dlaczego? Otwórz głowę, dalej nie wierz w ten mit
Twoi idole za zwrotki chętnie biorą ten plik
Nie widzę nic złego w tym to normalna fucha
Nieformalna dla wielu, chociaż tak wielu słucha
O blokach, o butach, o dupach o ciuchach, nieważne
Każdy nosi swój świat na uszach

Każdy z nas
Ma dwie dłonie, jedną twarz
Każdy z nas
Kiedyś marzył by zatrzymać czas
Każdy z nas
Wie co to znaczy pierwszy raz
ja go znam, Ty go znasz, On go zna (2x) ajj

Tak jak każdy, kiedyś na wieki usnę, a wokół
Zostanie moja ksywa, resztę zdmuchnę jak popiół
I tak zamiast płyt masz tu bluzkę na oku
Albo nowe buty, to już szóste w tym roku
Jak każdy, lubię czasem pić do odcinki
Żyć pełnią życia, a nie być jak cywilki
Wjechać do studia, wciąż bić do nawijki, długopis
I zeszyt, po czym wbić te linijki
Każdy z nas ma osoby, którym przybija pięć i sytuacje
Kiedy całe ciało przeszywa lęk
Znam też dupy, których głupota zabija wdzięk
Moje uszy od dawna tutaj przebija dźwięk
I choć mnie nie lubisz to ta gadka jest szczera
Olej wszystko co było rozpocznijmy od zera
Znasz mnie od teraz, jebać dawny czas
W końcu zrozum, że jestem tylko jednym z was !

Każdy z nas
Ma dwie dłonie, jedną twarz
Każdy z nas
Kiedyś marzył by zatrzymać czas
Każdy z nas
Wie co to znaczy pierwszy raz
ja go znam, Ty go znasz, On go zna (2x) ajj
Żadna dziwka, żadna bambera
Wiesz, co we mnie drzemie wciąż podnosisz mi ciśnienie

Yo, lanca twój osprzęt towar jest pierwszej czystości,
Wyjmujesz podajesz przy tym mruczysz "mała, possij",
Ona sie wzbrania, stroi fochy tym cie złości,
W poczuciu bezsilności nie pomorze tekst litości,
Naprężony fallus tak sterczy w bezczynności,
Lepiej kontaktują słysząc tekst o zależności
A więc płacisz takiej dziwce teraz jesteś w siódmym niebie,
Dotknij gdzie chcesz po raz drugi cie wyjebie,
Lirycznie możesz tańczyć to, co robisz mnie nie rusza
Pytasz, po co to nagrywam, bo kurwo nie mam wyczucia,
Materialna dziwka, która chciałaby pouczać,
Przy lepszej okazji nogi na plecy zarzucać,
O każdy prezent godzinami sie wykłócać
Żeby skurwić się sie na koniec za drobniaki chcesz posłuchać,
Słuchaj otrzyj pyska każdy w oko włosy tryska
Trzecioligowa artystka z wyjechaną reputacją
Chwali sie tak ciasną szparką z nią to ekstra jest ruchanko,
Szamanko niezłe wdzianko zarobione na stojaka,
Wyjebana, w dupe bez uprzedzeń niezła draka,
Ty mówisz, kto, jak kto ale ja nie jestem taka,
A wieczorem targa, za Shake'a i Big Mac'a
Byle tylko ktoś nie przyciął, chowasz głowę w jego nogach,
A nad głową dynda ci choinka zapachowa,
Lekcja francuskiego bardzo dobra jest wymowa,
Rano sie budzisz opcja: bóstwo i od nowa,
Najchętniej byś była jak opona zapasowa
"pozwól mi pojechać z tobą przecież umiem sie zachować",
Boisz się przestać, bo nie będą cie szanować,
I tak nie będą wiem jak z tobą postępować
Nie zamierzasz sie zmieniać to nie będą cie doceniać,
Dotknij gdzie chcesz skończ na drobne sie rozmieniać,
Dotknij gdzie chcesz skończ na drobne sie rozmieniać,

A więc poczuj kocie ruchy dziwko poczuj kocie ruchy
Dotknij gdzie chcesz razy dwa chce twej zguby
Ważne, że jest grzeczna wtedy opcja jest bajeczna
Materialna dziwka to zabawa niebezpieczna

A ty czujesz te ruchy, te kocie łakocie,
Tylko o jedno ci chodzi w istocie,
Położyć łapę na koncie i złocie,
Szlachetne kamienie, robisz to z czystym sumieniem,
Myślisz, że nie wiem, po pierwszym spotkaniu już jestem pewien,
Że widzisz się w nowej be-em-ie siedem,
Obcisła, przykrótka bluzka, pasuje, do wymarzonego wózka,
Inteligencji tyle, tyle, co buzka, tak mi przykro,
Z twojej strony to bardzo brzydko,
Ja już wiem wszystko, jesteś podłą materialną dziwką zwykłą,
Więc staraj się żeby mi bryknął, budzisz ogiera,
Ogień werwera, wkurwia mnie twoja damska kokietera,
Wyssiesz wszystko do zera, taka jest prawda szczera,
Życie oglądasz przez pryzmat, wielkiej kapuchy,
widze te drobne paluchy, te kocie ruchy
Gorącym spojrzeniem mruga, dotknij gdzie chcesz odsłona druga
Lamzaz hip hopu sługa, służysz kobiecie,
Niewierze w cuda, to sie nie uda,
Może być blond czarna lub ruda,
A ty jednej miłości bezwzględnie szukasz,
Musisz pamiętać, że każda kobieta to judasz

A więc poczuj kocie ruchy dziwko poczuj kocie ruchy
Dotknij gdzie chcesz razy dwa chce twej zguby
Ważne, że jest grzeczna wtedy opcja jest bajeczna
Materialna dziwka to zabawa niebezpieczna

Żadna dziwka, żadna bambera
Wiesz, co we mnie drzemie wciąż podnosisz mi ciśnienie
Wiesz, o czym mówię, to damski świat materialny
Taki typ kurewskiej rasy, marzą ci sie rarytasy
Normalnie nóg nie czuję...
Taa... a mnie sie chyba zab złamał. Będę się zbierał, expres mam.
No, ja też
No nie... południa nie ma...
A widział ktoś mój stanik?

I.
Ta grasencja, ja go widziałem,
Jak z Neptunem cie w cyce posówałem.
A Kopernik cisem walił gruchę,
Trysnał jak fontanna prosto na twą dupę.
Potem przerwa, najlepszy w nieście koks,
Byłem pod wrażeniem, jak dawałaś w nos.
Neptun i Kopernik też wciagali go,
Aż z wrazenia jeden złamał sobie ząb.
Znowu akcja teraz bieżesz mi go w usta,
Polibułem sie na Ciebie bejbe spuszczać.
Neptun jak króliczek dyma cię od tyłu,
Pieprzysz sie kochanie w zajebistym stylu.
A Kopernik w kącie znowu marszczy dreda,
Rzucasz podejrzenie, że może to pedał.
Znowu przerwa na alkohol i koks,
Rozpoczęła sie Krakowska noc.

Ref.: x2
Kraków moje misto, Kraków moje miast,
Tutaj zawsze dobry koks można trzasnać.
Kraków moje miasto, Kraków moje miasto,
Gorące cipeczki tu nie dadza ci zasnac.

II.
Adaś patrzył, grzecznie sie nie wcinał,
Przez pół nocy ciagle cikła mu slina.
Też by trzasnął i troche podymał,
Widząc jak Syrena dupe wypina.
Zauważył to Kopernik i go woła,
Adaś się dołącza, ma dwa gramy zioła.
Chwile później towarzycho ujarane,
Czas poruchać naszą niewyżytą damę.
Więc Adam wali w cyce, my z Neptunem w obie dziury,
A Kopernik bije konia po raz wtury.
Mała jęczy, sapie, wzdycha i stęka,
Kopernika napierdala prawa ręka.
Świtać już zaczęło, czas kończyć impreze,
Wpadnijcie za tydzień w piątek o obiedzie.
Ja spierdalam na taryche. Nara ziomy!
Czekajcie na expres, melanz zakończony.

Ref.: x2
Kraków moje misto, Kraków moje miast,
Tutaj zawsze dobry koks można trzasnać.
Kraków moje miasto, Kraków moje miasto,
Gorące cipeczki tu nie dadza ci zasnac.

I tak drogie dzieci, kończy sie legenda.
Karramba wrócił taryfą do domu, Adaś udał sie na swój piedestał, a Netun, Syrekna i Kopernik, pojechali expresem do swych miast.

Ref.: x2
Kraków moje misto, Kraków moje miast,
Tutaj zawsze dobry koks można trzasnać.
Kraków moje miasto, Kraków moje miasto,
Gorące cipeczki tu nie dadza ci zasnac.
Od lat 90 jestem MC, pamiętam jak,
usłyszałem pierwszy bit i nagrałem pierwszy track,
I to, że chcesz uczyć mnie jak żyć trochę mnie męczy,
Bo wiem lepiej co to rap i znam więcej płyt na bank.
I gdy robię mainstream mówią coś, że robię pop,
a gdy robię underground, jestem z tych, co robią to bo chcą.
Nie z tych którzy tam tkwią, bo wciąż muszą,
Wkurwiam ich bo mam flow, i płonie majk więc gram dużo.
I w głowie mam czas gdy DJ kładł cut na bit,
I słucham tych nowych sław i myślę, że czas na beef.
Bo grają rap tak jak ja 10 lat temu,
I czuje się tak, jakby ktoś mi wysłał moje demo.
I słucham takich gówno wartych prawd i wchodzę na ten bit,
Tak jak na boisko Van der Vaart.
I mają fart, że robię new school, bo gdybym robił old school rap,
Ich cały świat runął by jak domek z kart.

Ref: [ 2x ]
Czasem słucham Drum'n'Bassu,
Robię Dubstep i lubię Dub,
Ale nie wiesz lepiej niż ja co to rap.
I w moim ręku majk i jestem MC, zrobię tak,
Że każdy z was będzie przy mnie kiepski.

Te wasze podwójne rymy są tak wymuszone,
Jakby nagle składać je zaczęła Anna Samusionek,
I myślę sobie: spoko ziomek, idź w swoją stronę,
Ale nie ucz mnie rapować,
i jak składać słowa przed mikrofonem,
Bo o starej szkole wiem więcej niż każdy z was,
I nie chcę być idolem,
przestań też liczyć mój hajs.
Jestem ciekaw co byś zrobił na bicie,
Który nie brzmi klasycznie, i ma inną rytmikę i inny bas.
Pewnie miałbyś flow jakby gadał to Janusz Weiss.
Zostaw to, zróbmy tak
wyrzuć pretensje,I nigdy więcej
nie mów mi jak mam robić rap
Albo weź mój nowy bit i się ze mną sprawdź .
Zrobię to chętnie bo jestem MC,
I na bank lepiej znam całą esencję.
Jak wchodzę na bit to nieważne,
czy to DubStep, czy to grime,
Czy to sampel, czy to crunk,
To jest czysty underground!

Ref: [ 2x ]
Czasem słucham Drum'n'Bassu,
Robię Dubstep i lubię Dub,
Ale nie wiesz lepiej niż ja co to rap.
I w moim ręku majk i jestem MC, zrobię tak,
Że każdy z was będzie przy mnie kiepski.
Ucz się od nas obracać nic w coś
Zamiast się poddać skumuluj złość
I zamień ją, zamień ją w siłę do działania
Bo jeszcze nigdy nie wyzdrowiał nikt od narzekania

Ucz się od nas obracać nic w coś
Zamiast się poddać skumuluj złość
I zamień ją, zamień ją w siłę do działania
Bo jeszcze nigdy nie wyzdrowiał nikt od narzekania

Pierwsze moje słowa to nie było - o kurwa
Moim pierwszym łóżkiem nie była trumna
Moim ojcem nie był pierwszy lepszy dupek
A jednak gdy wchodziłem w życie to się modliłem
O siłę i czerpałem ją z wkurwienia
Masz dobrą rodzinę? patologia nie przebiera
Znam ulicę, oficjalnie wciąż bezdomny
Od pętli do pętli jeździłem w zimie autobusem nocnym
Kto jest kto rozwiązanie zagadki
Trwałem, bo kochałem to - ławki, te klatki
Warszawo ty byłaś mym prywatnym miastem
Chodząc po ulicach nocą miałem taką jazdę
Skąd wziąłem siłę, by się podniósł nocny Sokół
Zabiłem nienawiść w sobie do wszystkiego wokół
Przeszedłem przez ten syf prosto centralnie środkiem
Tylko po to, by od dna się odbić i wziąć rozpęd

Ucz się od nas obracać nic w coś
Zamiast się poddać skumuluj złość
I zamień ją, zamień ją w siłę do działania
Bo jeszcze nigdy nie wyzdrowiał nikt od narzekania

Ucz się od nas obracać nic w coś
Zamiast się poddać skumuluj złość
I zamień ją, zamień ją w siłę do działania
Bo jeszcze nigdy nie wyzdrowiał nikt od narzekania

To ludzka rzecz błądzić jest, drążyć
Łatwo jest sądzić trudniej to skończyć
Wybaczyć - znaczy zacząć od nowa
O słowa chodzi zobacz pogodzić się spróbować
Wyzwanie to jest wybaczanie
Masz co dane zostanie, nic nie jest zapomniane
Ramię w ramię w zgodzie bez zawiści w sercu
Oko za oko to reguła ślepców

Prościej miłość w nienawiść jest zamienić niż odwrotnie
Nie prościej pracować niż komentować wszystko siedząc w oknie
Po co mi wkurwianie i szarpanie nerwów
Jak mogę coś zrobić z tym - to lepsze na pewno
Pustą nienawiść zmienić w siłę walki
Walki budującej pomyślność twojej marki
Skoro jest nienawiść niechaj będzie siłą do działania
Jebać to, co spokój twój zniewala
Zabić zło w kolebce powstawania
A wiara w Pana niech horyzont ci odsłania
I odsłoni ci, odsłoni na pewno, złe duchy polegną
Wokół wszyscy zbledną i pojmą jak korzystną to jest wojną
Prościej miłość w nienawiść jest zamienić niż odwrotnie
Nie prościej pracować niż komentować wszystko siedząc w oknie

Ucz się od nas obracać nic w coś
Zamiast się poddać skumuluj złość
I zamień ją, zamień ją w siłę do działania
Bo jeszcze nigdy nie wyzdrowiał nikt od narzekania

Ucz się od nas obracać nic w coś
Zamiast się poddać skumuluj złość
I zamień ją, zamień ją w siłę do działania
Bo jeszcze nigdy nie wyzdrowiał nikt od narzekania
[PiH]
Nie płacz dzieciaczku wiesz co Tobie powiem?
Jesteś dla swoich rodziców oczkiem w głowie
Nie raz jeszcze wytrzesz łzy ze swoich powiek
Póki co każda kropla jest za Twoje zdrowie
Będziesz miał czas zobaczyć co się je i z czym
Mama Ci powie: Jaki ojciec taki syn
Usłyszysz od nieznajomych, że jesteś nikim
Pomówienia będą się ciągnęły za Tobą jak kichy
Poznasz głupców mających zęby mądrości
Ludzi zepsutych złych do szpiku kości
Miejsce zajmie alkohol, wróg przezorności
Rozwiąże język, zatrze poczucie rzeczywistości
Smak miłości, która niszczy i upaja
Twarz zaleje gorącej krwi fala
Przekonasz się, są nagradzane ciosy poniżej pasa
Wreszcie będziesz na ustach swojego miasta
Odnajdziesz przeznaczenie, wpadniesz w dryft
Prawda i lojalność wobec Ciebie, jak życiowy szyfr
Za pieniądze, których nie masz, spotka Cię nienawiść
Spróbujesz się zdławić, cudze problemy, ludzka godność
W ostatnim stadium gangreny, ściemy, a czas będzie uciekał
Powiesz po wszystkim, gdy zamknie się powieka bliskich
Ból pomoże przetrwać z pióra atrament, bo tak jest w życiu
Masz dość go i płaczesz. Amen, na drugi dzień ono i tak
Toczy się dalej...

Nie płacz...

[Chada]
Jedni kochają, a nienawidzą drudzy
I Twe marzenia obracają w gruzy
Ciężko jest wyjść z przepaści nałogów
Będziesz miał kumpli tak samo jak wrogów
Poczujesz szczęście i napotkasz złość
Kiedy dzieciaku życie da ci w kość
Rodzinę w swoim sercu noś i, pamiętaj
Miłości prawda to życiowa płęta
Chada i PiH i sprawa zamknięta
To jest przynęta na, którą Cię łapie
Ja swoje myśli przelewam na papier
Proszę Cię nie płacz szkoda Twoich łez
Jeszcze się przekonasz, że w życiu ciężko jest
Jeśli te słowa mają Tobie pomóc
Pamiętaj, zawsze powracaj do domu
Nie wierz nikomu gdy źle patrzy z oczu
Tego nie kupisz, to musisz poczuć
Masz korzenie? Nie łam się jak drzewa
Radzić sobie trzeba, inaczej bieda
Inaczej każdy dzień będzie koszmarem
Będzie ciężarem, odszukaj w sobie wiarę
Posłuchaj tu się Twoje losy karzą
Te słowa parzą, lecz prawdę Ci ukarzą...
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo