Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Chciałbym wycisnąć łzy z Twoich oczu
żeby w mroku te słowa nie zmieniły się w popiół
kiedy anioł głaszcze po głowie podnieś ją i obudź się
to nie jest czas by ciągle czuć smak głodu
uczuć, co się stało gdzie one są
czy tak trudno pokazać odrobinę miłości sam nie wiem
Ale wiem ze byłem w piekle byłem w niebie
ale zawsze wracałem na ukochaną ziemie
drzemie we mnie życie, kocham te życie
tysiąca porażek i miliona zwycięstw
może dlatego nie umiem zaznać spokoju
bo dobro to nie to samo co chore ambicje
w oczach widzę żądze, nie widzę empatii
źrenice już tak małe, nie widać w nich pasji
nie musimy mieć skrzydeł by być ponad tym
nie pozwólmy by dzieci znały dobro tylko z baśni.

Ref.
Nastąpił już ten czas, by zmazać zło z tych ran
by już nikt nie mówił mi że nie mamy żadnych szans
by móc uparcie biec, za dobrem które jest w nas
bo lepsi ja i ty to po prostu lepszy świat

Po cichutku krocze, mam w rękach oręż
chce poprowadzić armie tych którzy wierzą w słowo człowiek
zapomnijmy o tym, co zanieczyszcza umysł
jeśli nie jesteś jeszcze pogodzony z Bogiem
wartości są ponadto, one nie potrzebują wiary powiedz
co stoi na przeszkodzie, powiedz, co stoi między nami powiedz
albo nic nie mów i pokonaj zło, które masz po prostu w głowie
ja nie wierze, że serce może być skażone, to w tej psychice
siedzi coś co powoduje ze ludzkość płonie
mamy przecież tyle siły, żeby zgasić ogień
żeby te wartości udowadniać tylko sobie
bez fajerwerków, po cichu, obok, tak delikatnie
to ma większą moc i teraz weź powiedz
czy nie lepiej z tym w środku jak pogodzisz się dobrem
jak stoisz na statku, który nie zatonie.
Marzę o tym żeby móc na widok policjanta
Odetchnąć z ulgą i pomyśleć, że jestem bezpieczny

997 ten numer to kłopoty
Gdy wydarzy się incydent to pojawia się konfident
Dzwoni 997 i wszystkich sprzedaje
Przyjeżdżają kurwy, menty, jebane suki
Śmiecie, psy, pierdolone kupy gówna
Wygarnąć do nich z gana, to moje marzenie
Pierdole konsekwencje, areszty i więzienie
Jak siedzieć to kurwa za coś konkretnego
Sprzątnęłeś psa, nie pierdolisz się kolego
Lądujesz w areszcie, masz ich wszystkich w dupie
Pierdolimy policję i trzymamy się w kupie
To jest nasza siła, potęga, moc i chwała
Każdy ze Slums Attack nienawiścią do nich pała
Kurwa w mundurze to nasz największy wróg
Nienawidzę ich jak mogę i pluję im w mordę
Ściągają cię z ulicy, oskarżają o zbrodnie
Popychają cię pod ścianę, obszukuję kurtkę, spodnie
Słuchasz ich uważnie, wysłuchujesz te plugastwa
Każdy taki pies to jebany pederasta

Policja, policja nam dokucza

Bo policja to skurwiele i jebane pedały
Nigdzie się nie ruszą kurwa bez policyjnej pały
Uwielbiają napierdalać, poniżać, torturować
Nigdzie przed tym gównem, ścierwem nie możesz się schować
Nadużycie władzy i poczucie siły
Czy nikt nie powstrzyma tej policyjnej kiły

Policja, policja nam dokucza

Być stróżem prawa to jest pomysł durny
Pierdolmy wszyscy razem policyjne kurwy

Być stróżem prawa to jest pomysł durny
Pierdolmy wszyscy razem policyjne kurwy

Być stróżem prawa to jest pomysł durny
Pierdolmy wszyscy razem policyjne kurwy

Być stróżem prawa to jest pomysł durny
Pierdolmy wszyscy razem policyjne kurwy

Być stróżem prawa to jest pomysł durny
Pierdolmy wszyscy razem policyjne kurwy

Policja, policja nam dokucza
Jak się od nas nie odczepią zaczniemy ich zabijać

Myślą sobie kurwy, my wszystko możemy
Jak ci coś nie pasi to cię zaraz obijemy
Dostajesz po ryju i bardzo cię boli
Lecz trzeba być twardym i nie można się pierdolić
Gdy policja, to kurestwo nadużywa swych praw
Nie można stać bezczynnie, nie można się też bać
Stróże porządku i praworządności
Od ich poświęcenia bolą kurwa tylko kości
Napierdalać oni lubią, pałka to ich atut
Odpowiedzą za to kurwy, odpowiedzą za to
Dlaczego ja? dlaczego ty?
Za co nas biją jebane kurwa psy
Czy jestem złym człowiekiem? czy nie mogę nic powiedzieć?
Mam to tolerować nic nie mówić, cicho siedzieć?
Zastraszyć się nie dam, nie dla mnie jest milczenie
Jest to zwykła zgraja kurew, im należy się więzienie
Niczym się nie różnią od zwykłego złoczyńcy
Chyba tylko zasadami, bo bandyci mają honor
I swój pieprzony styl

Już mam dość tych gliniarzy, już mam dość tych gliniarzy

A dziewczyny w mundurach, to gówno ci dołoży
Więc uważaj na nich bardzo, bo będzie jeszcze gorzej
Bo to jedna wielka banda, są panami twego miasta
W starciach z policją, ucierpi twoja kasta
Bo do twego życia nie wnoszą nic nowego
Chyba, że masz ochotę na sińce kolego

Policja, policja nam dokucza
Jak się od nas nie odczepią zaczniemy ich zabijać

Być stróżem prawa to jest pomysł durny
Pierdolmy wszyscy razem policyjne kurwy

Być stróżem prawa to jest pomysł durny
Pierdolmy wszyscy razem policyjne kurwy

Być stróżem prawa to jest pomysł durny
Pierdolmy wszyscy razem policyjne kurwy

Być stróżem prawa to jest pomysł durny
Pierdolmy wszyscy razem policyjne kurwy

Być stróżem prawa to jest pomysł durny
Pierdolmy wszyscy razem policyjne kurwy

Policja, policja nam dokucza
Jak się od nas nie odczepią zaczniemy ich zabijać

Aresztowanie jest dramatem, więc opuszczasz swoją chatę
Pociągasz za spust, widzisz rozjebany mózg
To twoja decyzja, ten wybór jest twój
Zabijasz gliniarzy, robisz naprawdę niezły gnój
Kryminał jest miejscem do którego nas zapędzają
Pieprzę skurwieli, niech w kiciu sami zdychają
Twój ziomek, towarzysz, kumpel z podwórka
Chciał więcej od życia, lecz zapomniał, że dwururka
Jest w jego rękach przedmiotem niebezpiecznym
Wyjebał z niej dwa razy, powtórzył to ponownie
Gliniarz się wypróżnił, kurwa zasrał całe spodnie
Nie było co zbierać, pierdolona afera

Policja, policja nam dokucza

Jeśli chcesz uzyskać pomoc, jeśli czujesz się gorzej
Ja mówię ci człowieku, pies ci w niczym nie pomoże
Czujesz zagrożenie, potrzebujesz ochrony
Kup sobie dziewiątkę i naciągnij zasłony
Posiedź trochę w chacie i czasem do nich nie dzwoń
Oni nie są ci potrzebni, to twoje interesy
Próbują oskarżyć często ludzi niewinnych
Zwalają winę nie pytając o przyczynę
Mają wszystko w dupie, byle zaszumieć
Każdy glina tylko w łapę brać umie
Opłacają drogie kurwy, wynajmują limuzyny
To za nasze pieniądze bawią się te skurwysyny

Policja, policja nam dokucza
Jak się od nas nie odczepią zaczniemy ich zabijać

Zamiast pomagać ludziom w potrzebie
Wolą zbijać kasę i czekać aż wymięknę
Lecz ja nie puszczam farby, wcale nie mam zamiaru
Nigdy się nie przyznam nie przypucuję do towaru
Gówno na mnie macie, gówno o mnie wiecie
Sami przecież ćpacie, sami przecież handlujecie
Jesteście wpływowi ustalacie własne prawa
Porządek publiczny to przecież wasza sprawa
Was interesuje jak by dorwać się do kasy
Chcecie zabrać jak najwięcej od szarej ludzkiej masy
Złodziejstwo i chciwość zakodowane macie w genach
Korupcja, korupcja nic się kurwa nie zmienia
Wasza instytucja to choroba weneryczna
Powstaje nagle, niebezpieczna, spontaniczna
Epidemia nam zagraża, jestem tego świadomy
Więc trzeba wam płacić bo inaczej namierzony
Uziemicie mnie, czeka mnie więzienie
Chyba, że zapłacę bo wy macie swoją cenę
Potraficie być mili, uprzejmi, ułożeni
Jak tylko dostaniecie mały zwitek do kieszeni
Wtedy wszystko gra, świat się staje kolorowy
Władza za pieniądze jak towar w monopolowym
Bo nie ma z nich pożytku, ale trzeba ich opłacać
Bo wiedzą gdzie uderzyć jak po dupie cię pomacać
Mają swoje wtyki, szeregi konfidentów
Taki wywiad na dzielnicy, siatka tajnych agentów
Założysz z nimi spółę albo puszczą cię z torbami
Wszystkim dysponują z pieprzonymi rejestrami
A jeśli któryś z nich jeszcze raz się przypierdoli
Obiecuję kurwa wszystkim, że pozabijam gnoi

...że pozabijam gnoi...
...że pozabijam gnoi...
...że pozabijam gnoi...
...że pozabijam gnoi...
Marzę o tym żeby móc na widok policjanta
Odetchnąć z ulgą i pomyśleć że jestem bezpieczny

...że pozabijam gnoi...
...że pozabijam gnoi...
...że pozabijam gnoi...
...że pozabijam gnoi...
Marzę o tym żeby móc na widok policjanta
Odetchnąć z ulgą i pomyśleć że jestem bezpieczny

Że pozabijam gnoi
Że pozabijam gnoi
Że pozabijam gnoi

Marzę o tym żeby móc na widok policjanta
Odetchnąć z ulgą i pomyśleć że jestem bezpieczny
Ref. x2
Są chwile które czują ból
Bez wartości pewnych spraw
Ja jestem tu zostaję tu aaaa
Ja tu zostaję

Zostaję tutaj gdzie miejsce moje jest od zawsze
Wsporniki gdzie jest tak że nikogo życie tu nie głaszcze
Zostaję tu gdzie po raz pierwszy rozbiłem głowę
I poczułem smak pięści wierz mi
Zostaję tu bo tu najlepiej czuję
Tutaj wszystko smakuje mi lepiej niż zwykle
Wiem ciągle o tym myślę rozpatrując warianty
To jest mój dom trwam w tym podziały kontrabandy
Zostaję tu bo tutaj najlepiej rozkminiam
Ludzi których mijam
Tu najlepiej się rozwijam
Moja wina zostaje tu zostaje bo tak chcę
Mogę usiąść na ławce
I cieszyć się chwilą miłości sto procent szacunku kilo
A tym którzy to widzą dedykuję to wszystko
Do każdego mam blisko sąsiedztwo rzec jasna
Kolory mego miasta a na nich nasza warstwa
Ulice mej dzielnicy traktuj jak księstwo
To jak VETO zwycięstwo Agro skład bezpieczeństwo
To miejsce do którego wracam z pokorą
A inni jak wolą ja tu zostaję

Ref. x2
Są chwile które czują ból
Bez wartości pewnych spraw
Ja jestem tu zostaję tu aaaa
Ja tu zostaję

Zostaję tutaj bo tu mam poparcie bliskich
Dziękuję za to wsparcie wszystkim ja tu zostaję
Zostaję w miejscu gdzie nieraz jest ciężko
Nieraz jest lekko
To miejsce dla nas jest Mekką
Ci co zdradzili chleba z nami nie zjedzą
Dobrze o tym wiedzą niech siedzą w ukryciu
A my po przebyciu tych chwil dobrze wiemy
Na kogo można liczyć i na ile nas stać
Zostaję tutaj tu wychowuje nas rap
Tutaj mam swój własny świat
Jest po co wracać
Ja tu zostaję wszystkie długi pospłacam
Bo tu gdzie się obracam wszystko widzę jak na dłoni
Wszystkie zakamarki docieram do nich
Kropla szczerości zmywa wszystkie brudy
Los ciężki gruby wystawia nas na próby
Zostaję tutaj bo tu stoi mój dom
Powiedzmy to powiedzmy sobie szczerze
Nawijamy o tym co na sercu leży
Kwiat polskiej młodzieży to jest to co powtarzam
A inni jak wolą się nie obrażam

Ref. x2
Są chwile które czują ból
Bez wartości pewnych spraw
Ja jestem tu zostaję tu aaaa
Ja tu zostaję
Aha! F.I.S.Z. Jeszcze raz
30 centymetrów ponad chodnikami
Aha! F.I.S.Z. Jeszcze raz na 2 0 0 1
1 rok - właśnie tak

F.I.S.Z. Aha!
F.I.S.Z. Na raz, raz i DJ M.A.D.
Jeszcze raz, raz

30 centymetrów ponad chodnikami
Nadciąga F.I.S.Z. Z siłą jak dynamit
30 centymetrów ponad chodnikami
Nadciąga F.I.S.Z. Z siłą jak dynamit
Jak dynamit

Panowie, panie ten człowiek nazywa się F.I.S.Z.
Tak jak Paktofonika nadciąga kilkadziesiąt centymentrów nad chodnikiem
Nadciąga jak huragan
I chodzi nad, nad całym tym śmietnikiem
Chodzę jak mówię
Mówię jak chodzę
Lekko, płynnie, unosząc się
By nie zawadzić nogą lewą, prawą
Poruszam się 30 centymetrów nad
Więc patrzę na was z góry
Proszę śmiało
Bijcie brawo
Patrzę z góry
Na świat, który pędzi bez oglądania się za siebie
A ja lekko, powoli - jak ślimak
Nogi mam tak, a głowę gdzieś wysoko w niebie
Bo oni chodzą tak ciężko
Zmiażdżeni problemami
Ja lekko, w poprzek
Wszystkim wbrew tym co gadają bzdury
Za plecami
Poruszam się razem z madem 30 centymetrów nad chodnikami
30 centymetrów nad chodnikami

30 centymetrów ponad chodnikami
Nadciąga F.I.S.Z. Z siłą jak dynamit
30 centymetrów ponad chodnikami
Nadciąga F.I.S.Z. Z siłą jak dynamit
Jak dynamit

Nadciągam
Zrobić mi miejsce prosze
Słyszę jak pieprzą głupoty
Chwytają się za jakieś marne ploty
Ja jestem 30 centymetrów ponad tym wszystkim
30 centymetrów z dala od durnoty i ciemnoty
Kapią z czoła
Pierwsze poty
Pierwsze dźwięki
Pierwsze słowa kapią z mojej szczęki
Patrzą na mnie z pod łba
Nie rozumiejąc ani słowa
Więc nie dla was, nie do was ma trafić moja mowa
Ja ciągle trzymam się ponad całym tym bagnem
Na 30 centymetrów wysokości
Trzymając się z dala, z dala od słów zazdrości
Niosąc treśc pełną metafizyki i miłości
Bo jestem tutaj
A ty kim jesteś by oceniać mnie???
Ja mam czyste ręce
Nie oceniam
Nie zmieniam zdania co minutę
Jestem tym, kim byłem
Mądrzejszy o rok
O krok wyżej, śmiało
Stawiam kroki moim dużym czarnym butem
Moim dużym czarnym butem

30 centymetrów ponad chodnikami
Nadciąga F.I.S.Z. Z siłą jak dynamit
30 centymetrów ponad chodnikami
Nadciąga F.I.S.Z. Z siłą jak dynamit
Jak dynamit

Nadciągam ponad miastem
Miejskim brudem
Ponad chwastem
Ponad tym co utrudniało się rozwijać
Stąpam moim wielkim czarnym butem
Nie trzeba mnie omijać z daleka
30 centymetrów ponad chodnikiem
Moje buty - prowadzą mnie przed siebie
Ide śmiało
Nie powstrzymasz mnie
Nie zerkam za siebie
A ty kim jesteś by oceniać mnie?
Wozisz, wozisz się szeroko
Marszcząc nieprzyjaźnie czoło
Mróżąc nieprzyjaźnie oko
Jestem jednak o 30 centymetrów za wysoko
Za wysoko

A ty kim jesteś by oceniać mnie???
F.I.S.Z.
Twoi fani muszą kochać, całować cię w stopy
Nalatać się z tematem by ci oddać parę złotych
Ziomek jak chcesz mieć na drzwiach siekiery i kopy
To przypucuj się Popkowi, że masz klocka do zamoty
Mnie też nie interetete twe życie prywatne
Ale gdy modyfikujesz siebie Pawle ja się martwię
Co się dzieje z Popem pytają chłopaki
Po co mu oczy demona i te podwieszane haki?
Kto dissował Firmę? Kto dissował Ciemną Strefę?
Jak nie wiesz co to diss to zapytaj wikipedię
Jebane brednie, okradłem złodzieja
Gdy ci małolaci całowali ci zarobek z kierman
W Krakowie zawinąłeś mandżur nad morze
Krzyżyk od rodziny P bez żalu na drogę
Kroczyłem własną, odbiłem sam z niczym
A za tą odzież JP powinniśmy ich naliczyć
Ja, ty i Pomidor co z tego mieliśmy mordo?
Wszyscy razem pracowaliśmy na to firmowe godło
Kiedy oni A6 zajeżdżali pod apartamenty
Ja chodziłem z bólem brzucha, nie mając nawet na skręty
Daruj se brechty legalna praca nie hańbi mnie,
Ty też zaczynałeś od łopaty w Londynie
Jak nie kumasz czemu odbiłem od łaków
Wytłumaczę ci chłopaku na kolejnym tracku, ej.

Ref.
Pojebało się od hajsu, masz marketingowy zastój
Kto bez winy niechaj pierwszy rzuci kamień
Jaki masz interes w tym, by sprowadzić mnie na dno?
Rozumiem miałeś zły nastrój, podkręcony przez tych błaznów
Zadaj pytanie czy stoisz po stronie prawdy
Weź zbastuj, nikt ci tu nie bije brawo.

Pawle stary kocie po co wpierdalasz się do tego
Dałeś wiary propagandzie Morskiego i Bladego
Czemu nie spytałeś mnie czemu odbiłem od nich
Ja cię szanowałem, a ty knujesz od tygodni
Wiem masz mnie na liścia, w klatce wypadłbym cienko
Ale na tych bitach nakurwiam jak Fedor Emelianenko
Odebrałem, potargałem tą depeszę
Póki co to mamy sierpień, smok już się nie podniesie
Na szczęście od lat nie muszę latać na kieszeń
Zrozumiałem, że nie warto, na legalu pnę się
Szara eminencja Firmy bez inwektyw
Na czele stał ten koleś co miał parcie na obiektyw
Wiesz, że to lamus my wiedzieliśmy peronkę
On nigdy nawet raz nie był karany dołkiem
Gdy ty rabowałeś Londyn ja znałem klasykę
Legnica dała mi szkołę wiesz, że dobrze znam ulice
Straszysz mnie fanami, których i ja wychowałem
A prawdziwi fani mają na to wyjebane
Chyba zapomniałeś, że tu chodzi o muzykę
Mnie się nie obawiają, mnie szanują ulice
Robię takie klipy o jakich możesz pomarzyć
Słyszę jak przez ciebie przemawia naiwność i zawiść
Okazałem wam szacunek w „Żyję zamiast polec”
Pokaż mi, gdzie tam był kurwa wbity bolec.

Ref.
Pojebało się od hajsu, masz marketingowy zastój
Kto bez winy niechaj pierwszy rzuci kamień
Jaki masz interes w tym, by sprowadzić mnie na dno?
Rozumiem miałeś zły nastrój, podkręcony przez tych błaznów
Zadaj pytanie czy stoisz po stronie prawdy
Weź zbastuj, nikt ci tu nie bije brawo.

Kto komu pierze mózgi, mówi o elegancji
Pseudoprawilniaku mistrzu dezinformacji
Zapomniałeś jak przez ciebie oszukani ziomki
Waliłeś im do sypy drugie tyle mąki
Stary numer z rękawicą zbiłeś tak fortunę
Lecz nigdy nie miałeś gestu, żydziłeś każdą złotówę
Ja milczałem aż do dzisiaj, pieniądze drażliwy temat
Skoro mnie oczerniasz innej możliwości nie mam
Racja, czasem pożyczyłeś mi floty
Dawno jesteśmy kwita, nie zapominaj o tym
Niewolniku, co cię naprawdę boli?
Pamiętam jak mnie wystawiłeś wtedy tam na Woli
Mi się pierdoli? Chłopino przestań pieprzyć
Ty piszesz na mnie diss, co my jesteśmy dziećmi?
Wylewasz jakieś żale za czasów małolata
Choć wiesz, że nieraz miałeś we mnie brata.

Ref.
Na niejednego gościa mówię brat
Na tego tu na wolności, na tego zza krat
Tamci sprzed lat są jak kat
Bo choć sami nie są idealni nie tolerują wad.

Ja chciałem hajs do łapy dwulicowa chimero?
Dwa tygodnie puchy z ciebie się złodzieje śmieją
A prawdziwi wiedzą gdzie leży prawda
Ty polityku o prawdomówności Donalda
Nadworny historyku nie brak ci talentu
Ale od dwunastu lat w rapie żadnych postępów
Używasz podstępów, ja nosiłem ci hajs
Nie byłeś mi wspólnikiem nigdy urojona baśń
Już nie pamiętasz czemu chodziłem pusty
Bo z JP nic nie miałem, płaciłem wam za koszulki
Jak miałem do was żal ty śmiałeś mi się w twarz
Wymyśliłem Ganja Mafię nagle pojawił się Hash
Utworzyłem markę, zacząłem się rozwijać
Miałem ci się opłacać? Możesz dostać w ryja
W bawełnę nie owijam, odpierdol się ode mnie
Bo się za ciebie wezmę solidnie i konkretnie.

Ref. x2
Na niejednego gościa mówię brat
Na tego tu na wolności, na tego zza krat
Tamci sprzed lat są jak kat
Bo choć sami nie są idealni nie tolerują wad.

Posłuchaj mnie ty bucu raz na zawsze zamknij mordę
Co było między nami mogłeś uszanować godnie
Teraz tu wylewasz brudy, rzucasz gównem jak stajenny
Zaraz szybko wytłumaczę, że nic ci nie jestem krewny
Nie powiem byłeś mi przyjacielem nie raz
Nie powiem mogłem na ciebie liczyć nie raz
Ale, gdy potrzebowałem tam pomocy w walce
Odjebaliście flopa posrani na ławce
Mi jadą, ty z nimi jarasz, ty mnie bronisz, los cię pokarał
Bo ci sami ludzie chcieli was dojechać
Chciałeś pomocy, gdy strach na plecach
Tak szydzę, gdy pajacujesz klauna
Morski może niebawem nawet batman
Uwolnić orkę, garaż z kopa
kurwa co za idiota, on ma downa
Srasz się, gdy marzysz o ekipie,
palisz frana zakłamany typie
Milczenia zmowa nie mocna strona,
Srasz się po Polsce do mnie w telefonach
Nasza rozmowa na Skype to była tylko formalność
Wiedziałeś od dawna chciałem odbić w chuj, odbić w chuj
Złość sięgnęła zenitu, gdy odwiedziłem wasz magazyn
A tam wisi podkoszulek Ganja Mafii na nim chuj
Na nim chuj namazany, ja nie chcę już być z wami
Pseudo ziomami co mi jadą za plecami, czuję ból
Kocham Firmę, dziecko, ojciec już nie wróci
Będę nosił ciebie w sercu, nie zwiodę Cię w śród ludzi
Zwinąłem ciuchy oddałem nadawcy,
mój dług wynosił koło 3 tysięcy
Obiecałem oddam co do złotówki,
ustalmy Romek rozżycia warunki.
Ty milczysz, ja milczę, nie grasz moich zwrotek ja milczę
Nie paplasz ja milczę, to było proste nie udało ci się

Złamałeś każdy punkt, gdy ubliżałeś mi
Na koncertach jeden buch, ja za to liczę ci
Zachowałeś się jak ciul, chciałeś zadać mi ból
Kłamałeś jak z nut, gdy sprzedałeś ten dług.

Wasz ziom Roman Bosski sprzedał ten śmieszny dług, taa
Ktoś miał wziąć z tego procent, i oszczędzać mych nóg
Tak się składa, że ja i on to ziomki, prawdę zdradziłem mu
A to człowiek z charakterem mówi Kali jesteśmy kwita, piona.

Sam widzisz obrotniaku nie należę ci nic
Trzeba było porozmawiać, mogłeś sam zadzwonić
Ciągle kopałeś dołki, oczerniałeś mnie wśród braci
Nawet jeśli nie ja to los za to ci odpłaci.

Gdzie były twoje zasady w przeciw podróbą kampanii
Chciałeś cywilne sprawy dla tych, co handlowali ubraniami
Z literami JP ideologii nie ukradli,
JP w sercu im się pali to kochali nasi fani
Gdy zakładaliście biznes zapomnieliście o mnie
Bo Tadkowi byłem winny jakieś śmieszne pieniądze
Od tego są ziomki, od tego by pożyczyć
Gdy ci gaśnie słońce nie masz na kogo liczyć
Dziękuję wszystkim ludziom co pomogli w trudnych chwilach
Przepraszam jeśli kogoś zawiodłem to mi wybacz
Nie jestem ideałem, nie próbuje nim być
Ale nikt nie będzie mówił mi jak i gdzie mam iść.
Kiedy nie czuję przyjaźni to odbijam,
skoro ona umarła to nie była prawdziwa
Chodzi o pieniądze, nie zgadza się rozumiem
Kiedy przeistoczyłeś się w taką złotówę?

Ref. x2
Wiem, że liczyłeś na to, że się nie podniosę
Wiem, że cię boli wiesz, że nigdy nie przeproszę
Jesteś dla mnie martwy nie wielbię cię co niedzielę
Myślałem, że jesteś moim przyjacielem.

Zwinąłem swój dorobek do samarki włóczykija
Poszedłem w stronę słońca, ciągle wierząc w przyjaźń
Za mną to miasto, Kraków na zawsze kocham
Czeka na mnie nieznane, boso ale w ostrogach
Skąd ty możesz wiedzieć co robiłem w kryminale?
Pewnie od moich wrogów, co ich wtedy miałem
Co ty możesz wiedzieć o zasadach w kryminale?
Przecież nigdy tam nie byłeś, tylko o nich słyszałeś
Zakoduj se Romanie nigdy tobie nie wybaczę
Za to propagowanie tych kłamliwych przeinaczeń
Za to, że ludzie, których szanuję prosto z serca
Nie wiedza już co myśleć boś ich sprytnie ponakręcał
Się nie ukrywam, wiadomo gdzie mnie znaleźć
W końcu wszystko poodkręcam, przywrócę ksywie chwałę
Pamiętaj że, me długi to moja sprawa
Nie wiesz co mówią o tobie, nawet nie chcę powtarzać.

Ref. x2
Wiem, że liczyłeś na to, że się nie podniosę
Wiem, że cię boli wiesz, że nigdy nie przeproszę
Jesteś dla mnie martwy nie wielbię cię co niedzielę
Myślałem, że jesteś moim przyjacielem.

Jestem hipokrytą, weź chłopaku odbij
Kiedyś jebałeś psy, dzisiaj jesteś porządny
Śmieszny co za heca, ratowałeś mnie od pieca
Se poleciałeś ładnie, fantazjujesz tak se wkręcaj
Zapomnij o mnie, najlepiej raz na zawsze
Jadziesz nienawiścią, ja cię winnie prawdy karcę
Pozdrowienia od mej ekipy ze śląska
Ganja Mafia już na zawsze nie podzieli nas forsa,
nie podzieli nas forsa
Nie podzieli nas forsa,
nie podzieli nas forsa,
nie podzieli nas forsa.
Haha pustka haha każdy to wie rzecz oczywista
Liryka zawsze musi być zajebista
Zakochać się w rymach zakochać się w muzyce
Zakochać się kobiecie tego się nie wstydzę
Ale moja głowa pusta myśli nie docierają
Chaos w łepetynie rymy się nie układają
Nie umiem nie potrafię lub nie chce tego robić
Nie wiem dokładnie czy chce komuś zaszkodzić
Nie pouczam nikogo nie wymagam tego od was
Nie wymawiam do jednostki i nie zagaduje was
W dupie mam Układy i nie stałe tajemnice
Wiem również, że w tej chwili nikogo nie zachwycę
Świadomość tworzenia odpowiedzialność za słowa
Składanie układanki niczym Hip Hopowa mowa
Hardcorowy świat niepozbawiony wad rad, przykazań czy cytatów
Na każdym kroku spotykam cynicznych wariatów
Lirycznych poetów wierszokletów i wierszy
Nie mam pojęcia o ilu się powiększy
Pula rymów twórców i kto na tym zyska
Ja moi kumple a może ten, co właśnie tryska
Energia rymem jak zasrany terrorysta
Podkłada ładunek liryczny pakunek
Upycha rytmicznie cytuje dynamicznie
To wcale łatwe nie jest to wcale łatwe nie jest
Nie ponadczasowość tego gówna przetrwa i zasłynie
Chodź chwała za to wszystko z pewnością nie ominie
Bo gdy będę umierał to me dzieło się narodzi
A gdy mnie pochowają to się zacznie rozchodzić
Śmierć podaje dłoń tym, co tego chcą
Śmierć wyciąga rękę myślisz, że się zlękniesz,
Śmierć jest zagadkowa i bywa także nagła
Nie przewidzisz, co się stanie, gdy zobaczysz diabła,
Szatana Lucyfera czy jak ta kurwa ma na imię
Nie wypowiesz już nic, gdy śmierć Cię owinie,
Wokół swego palca swych kościstych dłoni
Zastanów się, co robisz, gdy powiedzą kurwa po nim
Więc ciągnę dalej to, co plotę głupotę
Nie mogę już przestać, więc teraz wymiotę
Wyrzucę wywalę te złości fale
Nienawiść ha tego niema tu wcale
Chce pozostać sobą pozostać prawdziwy
Mówić całą prawdę i nie istnieć na niby
Czy muszę umrzeć, aby ktoś mnie docenił
Czy musze stąd odejść abyś zdanie swoje zmienił
Czy musze zrobić klip, aby wszyscy zobaczyli,
Żeby wszyscy polubili i kupować zaczęli
Ten, kto jest w mediach jest znany poważany
A ludzie z undergroundu to zasrane chamy
Bo mówią nieładnie może przesadnie
Nie mówią dzień dobry niecodzienne mają hobby
I mało grają w ogóle się nie wychylają
Spotykają się w swym gronie całą scenę w dupie mają
A takich ludzi niezliczone są ilości
Lecz wszystkich ich olać jest zupełnie prościej
Głośniej już dzisiaj nie można przemawiać
Nie chce was buntować nie chce was namawiać
Sprawa jest prosta nie dojrzała do końca
Epizod będzie później i nie będzie to radosna
Pointa czy wspaniałe zakończenie
Nawet, gdy skurwielą opustoszeją kieszenie
Zawieszenie broni jest chyba niemożliwe
Każdy komuś wrzuca epitety krzywe
Prawdziwe czy nie tego nie dowiesz się
W sposób opisowy dzisiaj zabawie się
Bo lubię balety imprezowy sposób życia
Małe ruchanko jaranie coś do picia
Bez bicia też nieraz się nie obejdzie
Od tego dobrej sławy przecież mi nie przybędzie
W błędzie jesteście, jeśli o nas źle myślicie
Nawet, jeśli teraz naubliżam twej kobicie
Robicie, co chcecie sami dobrze wiecie
Co dobre, co złe, co w porządku a co blee
Każdy chce dobrze niekoniecznie bezpiecznie
Zdobyć coś by się poczuć zajebiście
Jedni przypalają inni ładują
Narkomania alkoholizm tak stare zgredy trują
Plują innym życie marnują
Swoje stracili, więc zatrują Cię po chwili
Mili byli tylko troszeczkę
Nie lubią, gdy rymujesz, gdy się kurwa dobrze czujesz
Kładź na nich chuj, czym ty się przejmujesz,
Margines muzyczny, do kogo ta mowa
Moja recytacja to i moje słowa
Co Ci się kurwo w tym nie podoba dynamizm realizm nie odlatuje
Za daleko przecież nie jestem kaleką
Nie narażam życia chodź niejedno przeżyłem
Nie w jedna kawale się w życiu wpierdoliłem
To nadal istnieje i nie mogę się schować
Dopóki jeszcze żyję będę nadal rymował
Nie zależnie od formy nie zależnie od stylu
Będę nadal składał rymy by nie pozostać z tyłu
To już koniec wynurzeń sentymentów fascynacji
Nie liczę na to wcale, że przyznacie mi racje owacje też nie
Bardzo mnie obchodzą
To, co zrymowałem nie jest przecież żadną prozą
W mowie ojczystej coś poukładałem
Jak wspomniałem na początku przecież pustkę w głowie miałem

Pusta pustka pustka w mojej głowie
Pusta pustka pustka w mojej głowie
Pusta pustka pustka w mojej głowie
Pusta pustka pustka w mojej głowie
Pusta pustka pustka w mojej głowie
Pusta pustka pustka w mojej głowie
Kompletna pustka w mojej pierdolonej głowie
Pusta pustka pustka w mojej głowie
Pusta pustka…
Zaczyna się noc. Wychodzisz z domu
Robisz to codziennie, nie mówisz nikomu
Dokąd idziesz, gdzie twoja droga
Tylko ty wiesz, co robić chcesz
Same problemy, w głowę już cie jebie
I już czujesz, że nie jesteś u siebie
Tak, ta ciemna ulica
Widać niewesoła jest to okolica
W oddali sklep nocny
Bywa pomocny
Zbliżasz się do niego, czujesz coś złego
Jakieś głosy z ciemnej bramy
Nie rozpoznasz. Żaden szczegół nie znany
Człowieku, dorzuć się do wina
Tych przepitych nosów nie powstrzyma
Już nic
Jak być musi tak będzie
Wiesz dobrze, że przemoc jest wszędzie

I tu się zaczyna twój pierdolony problem
Nie wiesz, co masz zrobić, gdy coś już jest
Oni są za tobą, oni są już blisko
Ale wszystko, może zmienić się
Odwróć się za siebie, swoją białą dupę
Bo później może być po tobie
W głowie, czujesz tylko jedno
Ten gość przycelował cię w samo sedno
Tej sprawy, właśnie jest to
Żeby z twojej strony nie padł ten błąd
Wielki strach, czujesz w swojej głowie
Jeśli to okażesz, to już po tobie
Osobnik, o nieznanej twarzy
Cały ten czas o majątku marzy
Twoja sprawa, co z tym wszystkim będzie
Pamiętaj, że przemoc jest wszędzie

Liczy się refleks i szybkie myślenie
Nie ma czasu na tłumaczenie
Kopnij go, zanim on zrobi to
On wykorzysta każdy twój błąd
Weźmie cię na [?] ta pierdolona szmata
Najlepszą obroną, wiesz jest atak
A ty nie stój, i nie patrz tak
Nawet gdy jesteś słabszy i sił ci brak
On jest bez mózgu, a ty go masz
Uciekaj albo kopnij go w twarz
Są tylko dwa wyjścia
Musisz wybrać jedno
Z każdym z nich łączy się wpierdol
Więc lepiej siedź w domu człowieku
Niebezpiecznie jest chodzić w tym wieku po nocy
A zwłaszcza po kolędzie
Pamiętaj, że przemoc jest wszędzie
Jedna powtarza, że jest moją groupie
Ma wszystkie płyty i kupi następną
Lubi się upić i często
stoi w pierwszym rzędzie podczas koncertu
Odwiedza kluby jak suki,
które polują na dzianych klientów
Ubrana skąpo jak prostytutki
lub jakby co najmniej jakby była tancerką
Dziwi mnie, kiedy spławia gości,
których mogłaby mieć I to w takiej ilości,
że każdy by umarł zazdrości
Lubi robić co chce i
Mówi mi, że na razie się bawi
I że zawsze chciała zrobić to ze mną
A kiedyś się przeprowadzi do Wawy
i wyjdzie za mnie Ona wie to na pewno
Ale cerę ma trochę zniszczoną
jak na to, że jest jeszcze młodą studentką
Nie szukam w niej kandydatki na żonę
A ona chyba zresztą nie mówi serio
Lubię to, że zakłada nogi za głowę
i jest wygimnastykowana
Jej ciało ma rysy dosyć sportowe
Choć w kółko jest spalona albo pijana
Zawsze przynosi mi piwo
i czeka grzecznie aż skończę koncert
Podpiszę plakaty i autografy
i cyknę z fanami jeszcze parę fotek
Mówi mi, żeby nigdy jej nie traktować
jak jeden ze słodkich idiotek
Choć zawsze wie, o której gramy
i gdzie i kiedy przyjeżdżamy i gdzie mamy hotel
Wstydzi się trochę, gdy zdejmuje bluzkę,
ale to mija, gdy później
Wciskam jej głowę w poduszkę
i rżnę, to ją podobno rozluźnia
Po wszystkim ubiera się szybko
I mówi, że wie, że nie łączy nas nic
Myślę o niej dziś, gdy sączę piwko
I piszę swój spis cudzołożnic jak Pilch

One zawsze ze mną będą, one mówią mi to wciąż
One nigdy nie odejdą, one zawsze ze mną są
Nawet kiedy mnie nie widzą ładnych kilka lat
One zawsze ze mną będą, wciąż mówią mi tak

One zawsze ze mną będą, one mówią mi to wciąż
One nigdy nie odejdą, one zawsze ze mną są
Nawet kiedy mnie nie widzą tylko kilka dni
Piszę dziś swój spis cudzołożnic jak Pilch

Drugą znam tak długo, że przecież
moglibyśmy mieć dom i dwójkę dzieci
Przeżyła moje dwa związki,
trzeci pewnie przeczeka też aż się rozleci
Lubi seks i na każdy mój fetysz
i odzywa się zawsze gdy ja
Jestem samotny i nie mam kobiety
i ma dla mnie zawsze otwarte drzwi
Nie wiem skąd ona to ma,
bo na pierwszy rzut oka wygląda
jakby była spokojna, ale
Ma kilka rzeczy, o których codziennie
faceci marzą w swoich przykładnych domach
Ma apetyt na coś co przesunie jej granice
i przeszyje ją jakoś na wskroś
Czasem razem kupujemy gadżety
raz na jakiś czas spędzimy noc
Ona czasem powtarza, że kocha mnie,
chociaż jest mężatką i
Rzadko ma okazję widywać mnie
A ja myślę, że to seks i nic ponad to
Jest totalnie zboczona, to tyle
I nie kończy się to żadną dłuższą relacją choć
Mam wątpliwości przez chwilę,
zwłaszcza, gdy odwiedza mnie z koleżanką
Wiem, że wszystko byłoby proste,
gdybym kochał ją, ale tak nie jest
Myślę o tym, kiedy zrywam podwiązkę z jej uda
i wiążę jej ręce w przegubach
Lubi to i wcale nie chce dostrzec,
że raczej się z nią nie zestarzeję
Mówi mi, żebym zrobił to mocniej
i udał, że kurwa nic się nie dzieje
Nie mam wątpliwości, że nie chcę w tym tkwić
i chciałbym skończyć to dziś i
Mam nadzieję, że wie, że to zbyt uzależniające
i że w końcu czas iść gdzieś
W swoją stronę i zapomnieć,
ale gubię gdy, myślę o niej dziś
Kiedy wieczorem piszę swój spis
cudzołożnic jak Pilch

One zawsze ze mną będą, one mówią mi to wciąż
One nigdy nie odejdą, one zawsze ze mną są
Nawet kiedy mnie nie widzą ładnych kilka lat
One zawsze ze mną będą, wciąż mówią mi tak

One zawsze ze mną będą, one mówią mi to wciąż
One nigdy nie odejdą, one zawsze ze mną są
Nawet kiedy mnie nie widzą tylko kilka dni
Piszę dziś swój spis cudzołożnic jak Pilch
Mój dom, to nie blok, to nie ceglane ściany.
To my, którymi je wypełniamy.
Wracasz do domu z pierdolonego obowiązku,
z pierdolonej pracy, z pierdolonego rozsądku.
Rzuć to. Idź się nachlaj w jakiejś spelunie,
gdzie barmanowi, jak księdzu, zrobisz sumienia rachunek.
Więcej grzechów nie pamiętasz, bo nie chcesz pamiętać, bo
wkurwiasz się, że znowu zawieszasz nowy kalendarz.
Pomyślałeś, że jest piąta, jest dziewiąta,
a nieuchronność przemijania jest tak okropna.
Po dzieciakach widać, że rosną, po nas niewiele.
Starsi odchodzą. Nam coraz bardziej ciąży doświadczenie.
Kredyty, pity, raty, melanże.
Ci, co piją co dzień, wyglądaj coraz mniej zabawnie.
Nie mamy paręnaście lat, już parędziesiąt.
Kiedy ten czas uciekał zrozumiałem jedno.
Miałem hajs, go nie miałem , byłem w niebie,byłem na dnie.
Piłem szampana w knajpach, szamę z dyskontów jadłem.
Ale najważniejsze, chociaż cały czas czas ucieka,
kiedy skądś wracasz, ktoś na Ciebie czeka.

Mój dom, to nie blok, to nie ceglane ściany.
To my, emocje, którymi je wypełniamy. 4x

Mój dom, to nie blok, to nie ceglane ściany.
To my, którymi je wypełniamy.
Ludzie z natury są egoistami, znam wielu
mówią "ja mam", nie "my mamy".
Nie znają granic, niektórych gubi apetyt.
Wolą znać smak kilku dziwek na raz, niż jednej kobiety.
Dbają o własną dupę, dbają o własny portfel.
Mają wszystko w dupie, bo tak jest najwygodniej.
Ale są sami, wokół tylko błazny.
I tylko ich, właśnie, bawią właśnie ich żarty.
Słyszę pusty śmiech, który odbija się echem z miejsca skąd jestem.
Jestem raperem, ale najpierw człowiekiem.
Znam radości, smutek, znam powroty, rozstania,
klimat ślubów, pogrzebów wiele mi poukładał.
Jest jedna rzecz dla której warto żyć, kiedy wracasz, ktoś czeka już u progu drzwi.

Mój dom, to nie blok, to nie ceglane ściany.
To my, emocje, którymi je wypełniamy. 4x
[VNM]
Był kwiecień, podpisywałem De Nekst Best gdzieś w sklepie,
od siedemnastej parę piwek jeszcze mnie nie zamiecie
a dziś na spokojnie, bo jutro kręcę klip,
a był piątek i miałem przy sobie penge i
za dwie godziny mi dzwonią, że zdjęć nie ma,
w sobotę ma być ulewa i chuj będzie z kręcenia
serce zabiło mi mocno jak ja jebie,
jest piątek , wolną sobotę mam hajs i znam siebie
poszli fani już, z ziomkami chmura na podwórku
i błądzę myślami tu w bani już szukam tu rozkurwu
i szkoda że nie byłem sam w tym jebanym planie, bo
już ktoś wyjął telefon mówi wieziesz wąchanie ziom
czarne chmury nad miastem zapowiadały coś,
ale sam nie wiedziałem co w sumie kurwa jebałem to
nim pojechaliśmy do mnie na polmos
podzieliliśmy koks i jebneliśmy sztos w nos


[VNM]
Ta, u mnie w domu bit i rapsy
alko i znowu nosy, by pobudzić synapsy
które tu i tak pobudzone są dziś nazbyt,
ale kogo to obchodzi kiedy przed oczami krążą gwiazdy
chodźmy gdzieś wiesz, gdzieś tu do klubu w mieście,
bo pewnie będzie tam śmiesznie
tam jeszcze parę dupeczek też jest
of we go ciśnienie skacze jak Don King Kong
każdy jeszcze tej skruszonej kostki trochę tu w worku wziął
w klubie bans, balet oblegany stał szalet,
ale w środku co drugi z chuja nie lał wcale
nawet jak każdy z nich wymontowany miał zamek
bo jak jesteś wystrzelony brawurę masz, masz power
skorzystałem, moje ziomki chyba też wiesz
na dancefloor i do baru mnie ciągnie znowu bo cash jest
ziomki już poszły i w pokoju pożegnali mnie,
sprzęt mi się już skończył ,ale do domu iść ani śnie

o nie ..

[VNM]
Wyjebany poszedłem sobie na peta, pytam
ludzi, których nie znam czy mają skąd wziąć sekret mnicha
po kwadransie dwóch typów mówi mi spoko ziom,
będziemy za godzinę tylko weź jeszcze tu z flotą bądź
całą godzinę odpulałem w klubie jakąś sztukę
mówiła, że dragi ryją banie, ja że mam to w dupie
przyjechali, w kiblu ze mną przyjebali,
ale drugi raz któryś z nas rekonesans spalił
ochrona mnie bierze za szyje z kibla by
zanieść mnie do wyjścia i tam wypierdolić liścia mi
sprawiedliwe, godzina była trzecia jakoś,
pod klubem paliłem peta jakbym kurwa czekał na coś
za pięć minut ich wyjebali tak jak mnie,
ich ziomek bez przypału poszedł do kibla by zabrać sprzęt
przyjebaliśmy to na murku na ulicy gdzieś
i dzwoni do mnie ziomek mówi: wpadaj niezła biba jest

ja pierdole ...

[VNM]
Pożegnałem typów i z buta wale na taxi sam,
w pół do czwartej świecą latarnie miałem tam fajny vibe,
pojechałem na bibę smacznie gospodarz spał,
ziomek, co mnie zapraszał mówi: siema ej, co tam V
posiedzieliśmy chwilę
opowiedziałem jak prawie dostałem wilczy bilet przez to, że byłem debilem,
ale jeszcze niczego tu się nie nauczyłem,
ten ziomek zamówił taxe szósta rano, wchodzę melanż płynie,
pojechaliśmy gdzieś na klatkę jego ziomka
by z innymi kurwa nosem biały miał tu z niej posprzątać
nie wiedziałem już nawet czy cisnę coś dobrego,
było nas chyba czterech poszliśmy do nocnego
do jedenastej wóda na bloku, jakieś śniadanie w barze
nie mam apetytu w ogóle wypierdalam spać na chatę
ale spać mi chyba się nie chciało
i kurwa jebana mać, w sobotę chyba nie padało

kurwa mać, co ja robię, ja pierdole ...
W życiu można popełnić wiele błędów
Niespodziewanie tego później żałujesz
Pamiętaj nikt nie jest doskonały
A być doskonałym to nie sposób
Przekaz do właściwych osób
Przekaz godny uwagi, słuchaj

F.U. - głos rozsądku
Raz, raz, raz

Rozpłynął się wielki sen niewidoczny jak tlen
Daleko hen w sposób ten
Czasem mówię do siebie - zmień coś w swoim życiu
Zastanawiam się nad wszystkim w ukryciu
Przemawia do mnie głos rozsądku jak do Mesjasza Bóg
Pomyśl ile sytuacji mógł byś zmienić jak byś mógł
Drogocenne bóstwa, bez-bezmyślność, popełnione głupstwa
Chciałbym cofnąć czas żeby je naprawić, zreperować je
Rozsądkiem zabić, chciałbym wyrazić to mocniej
Kiedy zajdzie potrzeba trzeba opanować emocje, choćby porcję
Przemyśleć negocjacje, mam absolutną rację
To trzeba zakończyć, przeprowadzić renowację
To jest prawda tak jak to, że Kain zabił Abla
Decyzja niczego niewarta, historia mądra i ważna
Która daje do myślenia, bo jest poważna, cały czas, właśnie tak
Są takie rzeczy które chciałbyś zmienić
Głos rozsądku, musisz to ocenić
Docenić siebie samego, szanować to co się ma
Być temu uległym, wiadomo los potrafi być przebiegły
Niewiadomo co się zdarzy, lepiej odpukać
Problemów nigdy nie szukać, czy zechcesz mnie posłuchać?

Życie jest jak winda która się nie zmienia
Trudne i do przemyślenia złe wady które chcą cię zniszczyć
Zbezcześcić to co w tobie jest najlepsze
Złe podstępy są nieraz skuteczne, lecz czy rozsądniejsze?
Z czasem stają się głodniejsze
Zmieniają się z mniejszych na większe
Zastanawiam się czy to jest konieczne
Rozsądek podpowiada ci, że to niebezpieczne
Zacznę w tym wszystkim burzyć, bo czas teraz głową ruszyć
I oznajmić trzeba życie, uczyć, kroczyć po błędach i porażkach
Nie w czarnych płaczach, zwłaszcza jak masz rozsądny warsztat
To przyjmij to z dumą, masz to w zastaw
I to jeszcze nie basta to odświeża umysł jak buty pasta
Prawdę muszę dociec, bo wobec siebie trzeba żyć w porządku
Słyszysz ten głos oddalony w zakątku
To głos rozsądku, który kończy na tym wątku
To głos rozsądku, głos rozsądku

Idealna postawa wobec siebie samego
To podstawa życia codziennego
Ważna sprawa dla mnie, dla każdego
Takie żądzą prawa nie od dnia dzisiejszego
Tak jak trza
Tak jak trza
Tak jak trza
Tak jak trza

[Wyga:]
”Co to za pierd* hałas?” – wrzeszczy twoja stara
Grzeczniej!
”A co to za jazgot?” – krzyczy mama
Nieważne czy na chacie maż dziuplę, burdel czy wersal
W tych wersach i bitach jest coś budzącego niesmak
Nie chcesz tego słuchać, nie możesz tego przeżyć
Wkurw* cię to jak jebany Macierewicz
Który pierd* jak potłuczony na TVP Info
Chcesz to wyłączyć, ale jesteś masochistą
To hip-hop, którego nauczyli cię idole
Odjebani w sutanny w spedalonym kolorze
Grają true-schoolo, tudzież ruski rock, albo to nowe
Ale głównie biegają za sponsorem
Metro, i Wyga, Igorilla, i Flip
Nasze Polskie Karate będzie pizgać ci w pysk
Weź to wyłącz, podpal ten dysk
Ja pierd*, wrzuć to z powrotem skąd to gówno ściągnąłeś

Nierówno, nieczysto, niefajnie, nieładnie
Co? Nie podoba się?
Nie znasz się!
Poleruj na polskie, chuchaj na rap
Polskie Karate zrobi to tak jak trza

Tak jak trza
Tak jak trza
Tak jak trza
Tak jak trza

[Igorilla:]
Mówią, ze inteligencja jest seksy
Przy naszych trackach laską szaleje błędnik
Robimy to tak jak trza
Jebać prestiż, kto ma wiedzieć, ten wie
To nie gust do resekcji, mała
Nie wiem czy ściągałaś na polskim
Teraz przy polskim ściągniesz mokre podwiązki
Nie poradzę nic, że jestem samcem alfa
Nie muszę udowadniać, ze mam większego wacka
Zaraz, rap mafia chce hołdów i haraczy
Chcę pokłonów, bicia konia, bicia, bicie piany
Ja wiem, że flow musi być przejebany
A bit ma nakurw* membrany
Hej, czisz?
Nie jesteśmy namaszczeni przez wielkich tej sceny
Ci Guliwerzy będą wielce zdziwieni
Sram na ordery, nie potrzebna mi orkiestra
A prosty zestaw: bit i litr Jacka Danielsa

Nierówno, nieczysto, niefajnie, nieładnie
Co? Nie podoba się?
Nie znasz się!
Poleruj na polskie, chuchaj na rap
Polskie Karate zrobi to tak jak trza

Tak jak trza
Tak jak trza
Tak jak trza
Tak jak trza

[Hades:]
Jeden, dwa, bierz to testem
Spytaj mamę kto to Hades i kto to jest ten WC
Ej, ej, weź to puść, weź to skręć trochę głośniej
Podaj dalej, bas rozjeb* ci żołądek
Wątroba nie wyrabia, nie wymawiasz tego dobrze
Polskie Karate, a nie chiński wrzątek
To pusta zupa, jak dupa twojej eks
Czyli xxl, jeździłeś z nią na Hel
165 element z rap zew
Wcześniej jointy, rap, winyle i mp3
Jak trza, a nie o tym czego chcesz
O tym ile masz, powiedz lepiej ile lat to trwa
Tak, to wyrywa was z kapci od babci
Płać nam w towarze, potem idź krój nam kanapki
Na chu* się patrzysz, posłuchaj tego
Poszukaj w tym czegoś, czego nie ma w tej branży
Jestem p[ponad tym, wyżej niż góry w Azji
Czas inwazji, słabi nie mają szansy
Zero tolerancji, weź się ogarnij
Zacznij robić to jak trza, bądźmy poważni
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo