Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Cicho, cicho, cicho...
Cudowny, jestem cudowny jak nie piję
A ja ***** nie chcę być cudowny

O to jeden z tych odpałów, to na szybko, nie pomału
Doprowadzić się do stanu, jakiego? opłakanego
Właśnie tak dziś kolego, dziś zrobię sobie krzywdę
Przez wrodzony brak kontroli [?] we łbie, to nie boli
Tu nie ma co *****ić, ciąg alkoholowy, drań
A brak zdolności hamowania, to jest odpał - ryzyko
Nic za friko, bo tu ceny wy*****ne aż po sufit
Jak na Batorym, Rychu nie będzie chory
*****ć, *****ć chandrę, wypluć z siebie pogardę
Do innych, do świata, do siebie, to *****a
Przez *****ę mam katar, mam kaca - paranoje
Podłe nastroje, ***** to - polej
Póki na nogach stoję aplikuję bez limitu
To odpał, bez kitu, roz*****nie profitów
Panie wybacz to ja Rychu, żyję w grzechu, w pośpiechu
Od zarania dziejów nikt tu nie wącha kleju
Ale temat butaprenu coś znajomie się kojarzy
Pośród tych samych twarzy, wciąż nie przestaję marzyć
Wierzyć, że tak trzeba i nie dać się sprzedać
Nie dać się zgnoić, nie dać się wy*****ić
Przez fałszywców, gnoi, oni ci próbują wmówić
Że w ich towarzystwie nie sposób jest się nudzić

Odpał...

Wszystko przekreślam, stawiam dziś na jedną kartę
Odpał ten nie żartem, przeżyję - nazwę fartem
Zabawa na całego kosztem bliskich, korzyści
Same straty nie zyski, *****y, klimaty z dyski
***** to, wyjdŹ mi, chcę sam się wykończyć
Nie pozwolę się skończyć, bo to życie wciąż mnie korci
To ja tylko upadam tutaj na życzenie własne
Póki nie zasnę, jeszcze cała noc przed nami
Znany ten pokój z lustrami, a my roz*****ieni cali
Koniak za koniakiem - jak chleję to wiadrami
A za zamkniętymi drzwiami, wszystko się wyjaśni
To jest odpał tak poważny, że masz rozdwojenie jaŹni
Jeden mach, potem sztos, ta, giełdowy krach
Wpadam w cud, nie maczak, odpał pach, pach
I jak w najwspanialszych snach wymykam się rzeczywistości
W tym super stanie błogości chcę pozostać, nie pomścić

Oto odpał, odpał, tylko on mi pozostał
W*****iony? zalej pałę! po tym poznać mnie można
Dziś na rozdrożach ja błądzę jak w obłędzie
Odpał to będzie, ten odpał - będzie nieŹle

Bo to klasyk odpał, *****ny come back
Liryczna bomba, platyna nie tombak
Bo to klasyk odpał, *****ny come back
Liryczna bomba, platyna nie tombak

Tracę oddech jeszcze żyję, jest Źle? krzyczę, wyję!
Euforia nie przytyje, bo znów się podniszczyłem
Nabawiłem zgagi - *****, rap i dragi
Dzwonię do Dagi, ona pewnie znać mnie nie chce
Co ważne to zabierzcie, od życia i nareszcie
Jest tu chwila na refleksję - ja *****ę konsekwencję
Kolejny raz przegrałem, na mnie postawili kreskę
A czy ja ponoszę klęskę, za to, że prawdziwy jestem?
To, że ból mym przekleństwem naznaczony cierpieniem?
Nie będę ludzkim cieniem, lecz nawyków nie zmienię
Bo to, klasyk odpał, *****ny come back
Liryczna bomba, platyna nie tombak
Satyna, w ***** sprzętu plus wytrawne płyny
Nagie ciało dziewczyny dziś w ofierze złożymy
Odpał - bez przyczyny, od*****cie się ludzie
Jak te *****ki w klubie odpał bez przyczyny lubię
I w tym syfie się nie zgubię

Oto odpał, odpał, tylko on mi pozostał
W*****iony? zalej pałę! po tym poznać mnie można
Dziś na rozdrożach ja błądzę jak w obłędzie
Odpał to będzie, ten odpał - będzie nieŹle

Bo to klasyk odpał, *****ny come back
Liryczna bomba, platyna nie tombak
Bo to klasyk odpał, *****ny come back
Liryczna bomba, platyna nie tombak

Droga, ech - droga Daga
Odpał nad odpały, SLU '06
Dla wszystkich alkoholowych zmor
Mówię wam dzisiaj wielkie część
Podwiło się na*****ć gorzką żołądkową
Teraz trzeba, właśnie tak, trzeba uderzać
A do domu na denaturat i henesi
Wiadomo, wiadomo ziom

Jutro na trening nie muszę iść
Tak jak trza
Tak jak trza
Tak jak trza
Tak jak trza

[Wyga:]
”Co to za pierd* hałas?” – wrzeszczy twoja stara
Grzeczniej!
”A co to za jazgot?” – krzyczy mama
Nieważne czy na chacie maż dziuplę, burdel czy wersal
W tych wersach i bitach jest coś budzącego niesmak
Nie chcesz tego słuchać, nie możesz tego przeżyć
Wkurw* cię to jak jebany Macierewicz
Który pierd* jak potłuczony na TVP Info
Chcesz to wyłączyć, ale jesteś masochistą
To hip-hop, którego nauczyli cię idole
Odjebani w sutanny w spedalonym kolorze
Grają true-schoolo, tudzież ruski rock, albo to nowe
Ale głównie biegają za sponsorem
Metro, i Wyga, Igorilla, i Flip
Nasze Polskie Karate będzie pizgać ci w pysk
Weź to wyłącz, podpal ten dysk
Ja pierd*, wrzuć to z powrotem skąd to gówno ściągnąłeś

Nierówno, nieczysto, niefajnie, nieładnie
Co? Nie podoba się?
Nie znasz się!
Poleruj na polskie, chuchaj na rap
Polskie Karate zrobi to tak jak trza

Tak jak trza
Tak jak trza
Tak jak trza
Tak jak trza

[Igorilla:]
Mówią, ze inteligencja jest seksy
Przy naszych trackach laską szaleje błędnik
Robimy to tak jak trza
Jebać prestiż, kto ma wiedzieć, ten wie
To nie gust do resekcji, mała
Nie wiem czy ściągałaś na polskim
Teraz przy polskim ściągniesz mokre podwiązki
Nie poradzę nic, że jestem samcem alfa
Nie muszę udowadniać, ze mam większego wacka
Zaraz, rap mafia chce hołdów i haraczy
Chcę pokłonów, bicia konia, bicia, bicie piany
Ja wiem, że flow musi być przejebany
A bit ma nakurw* membrany
Hej, czisz?
Nie jesteśmy namaszczeni przez wielkich tej sceny
Ci Guliwerzy będą wielce zdziwieni
Sram na ordery, nie potrzebna mi orkiestra
A prosty zestaw: bit i litr Jacka Danielsa

Nierówno, nieczysto, niefajnie, nieładnie
Co? Nie podoba się?
Nie znasz się!
Poleruj na polskie, chuchaj na rap
Polskie Karate zrobi to tak jak trza

Tak jak trza
Tak jak trza
Tak jak trza
Tak jak trza

[Hades:]
Jeden, dwa, bierz to testem
Spytaj mamę kto to Hades i kto to jest ten WC
Ej, ej, weź to puść, weź to skręć trochę głośniej
Podaj dalej, bas rozjeb* ci żołądek
Wątroba nie wyrabia, nie wymawiasz tego dobrze
Polskie Karate, a nie chiński wrzątek
To pusta zupa, jak dupa twojej eks
Czyli xxl, jeździłeś z nią na Hel
165 element z rap zew
Wcześniej jointy, rap, winyle i mp3
Jak trza, a nie o tym czego chcesz
O tym ile masz, powiedz lepiej ile lat to trwa
Tak, to wyrywa was z kapci od babci
Płać nam w towarze, potem idź krój nam kanapki
Na chu* się patrzysz, posłuchaj tego
Poszukaj w tym czegoś, czego nie ma w tej branży
Jestem p[ponad tym, wyżej niż góry w Azji
Czas inwazji, słabi nie mają szansy
Zero tolerancji, weź się ogarnij
Zacznij robić to jak trza, bądźmy poważni
Krótki film o miejscu, gdzie Don dorastał
Na ziemi lecą dni, a na niebie bije w bongo rasta,
Kto go z nas zna, każdy po swojemu,
Gram dźwięki miasta wierze, że to wszytko dzięki niemu,
Nic mi nie mów, dobrze wiem - bywa różnie,
Jedni mają rzeźnie, inni charakterów kuźnie,
Wróci później to, co było wcześniej,
Wierzyłem i grzeszyłem, gdy biegałem po tym mieście,
Tu wyrosłem na podwórkowych mitach,
Starsi mówili - milcz - kiedy dzielnicowy pyta,
Pierwsze kroki na chodnikowych płytach,
Potem osiedlowy wypas, pierwszy rym na rapowych bitach,
Z setki kumpli zostało tylko paru,
Lecz nigdy nie reagowałem na komende waruj,
Pamiętam pierwsze bieganiny z bandą,
Co by sie nie działo, pamiętałem zawsze: mam dom,
Dziękuje mamie, obiecuje że nie splamie,
Nie bedą mi spiewali: „miałeś róg i czapke chamie”
Miałeś róg i czapke chamie, (Miałeś róg i czapke chamie)
Miałeś rógi i czapke...

Miałeś chamie złoty róg (złoty róg miałeś),
Miałeś chamie czapkę z piór (czapkę z piór miałeś),
Miałeś chamie złoty róg (złoty róg miałeś),
Miałeś chamie czapkę z piór, czapkę z piór... 2x

Dzis jest dzis, nie wiem na co jutro trafię,
Lecz zanim stąd odejdę, spisze tą autobiografię,
Wspomnę mą parafie, twarze, zapachy i miejsca,
Dżungla miejska odciska piętno w sercach,
Za dzieciaka, gdy biegałem po kwadratach,
Jedni mieli merce, inni gnili na barakach,
Cygani w arabach gnali, penery w rekinach,
A na winklach tanie wina, dupy w cekinach,
Na grzbietach skorupy, spodnie piramidy, Nike'i
Obrotne chłopaki miały zagraniczne fajki,
Jak częstowali, to małolaty kaszleli,
Błyszczeli, kościoły w szwach pękały przy niedzieli,
Nie wiedzieli, jakie tu nadchodzą zmiany,
Dla nie których świat był i jest pojebany,
Inni nie dożyli, połaczyli sie z rodziną,
Jeden pędził i zginął inny skoczył, nie wyplynął,
Dwa na wynos za nich nalej mi w plastiku,
Znam tych historii bez liku (jeeeeaaa),
Dwa na wynos za nich nalej mi w plastiku,
Znam tych historii bez liku,

Miałeś chamie złoty róg (pokaż gdzie go masz),
Miałeś chamie czapkę z piór (czapkę z piór miałeś),
Miałeś chamie złoty róg (pokaż gdzie go masz),
Miałeś chamie czapkę z piór, czapkę z piór... 2x

I pamietam, choc juz lat minęła kopa,
Gintrowski Kaczmarski, radio wolna europa,
Nie za głośno (szszszsz...) - strofują ściszone głosy,
Bracia zalatani NZSy, głosy, skosy,
Na rewizji krzyki, ktos spłukuje ulotki,
Dziś wszyscy biegną przez płotki i chuj!
Pamiętam - ojciec robi chleb i ser na kolacje,
Dzięki nim dzis wiem, kto miał racje,
Pare lat później, zimniej, bywało różnie,
Wtedy gdy wiało, padało, to bolało, teraz już nie ,
Dobra puść mnie albo dzwoń po policje,
Jestem z pokolenia tych skazanych na banicje,
Ci zawieszeni w czasie i w przestrzeni,
Wtedy nie wierzyli, że da sie cokolwiek zmienić,
Dziś zalatani, zaprzęgnięci w kieracie,
Jeden rano i pije, inny rano zmawia pacierz,
Myśli: "przecież nie tak miało być na świecie"
Robi TRAAACH i piszą o nim gazecie znów
I piszą o nim w gazecie dziś
I pisza o nim w gazecie

Miałeś chamie złoty róg (złoty róg miałeś),
Miałeś chamie czapkę z piór (czapkę z piór miałeś),
Miałeś chamie złoty róg (gdzie go masz),
Miałeś chamie czapkę z piór, czapkę z piór

Miałeś chamie złoty róg (gdzie to wszystko masz),
Miałeś chamie czapkę z piór (czapkę z piór miałeś),
Miałeś chamie złoty róg,
Miałeś chamie czapkę z piór, czapkę z piór
A Ty nienawidź nas
Bo kiedy mówimy, że hajs mamy
To nie po to, żebyś Ty był tym zdołowany
Wiem to chory świat
Tam gdzie liczby, tam jest gówno też
Wielu odda honor i dupę za ten kesz.

1. [...]

2.Każdy na tym świecie chce pieniądze, mieć pieniądze.
Miliony monet kobiet na ścianie monet lecz przy nodze.
Co jesteś gotów zrobić, aby zaspokoić żądze.
Czy jesteś mocny, by udźwignąć ich ciężar.
Siano ma moc, ale bije od niego swąd, jeśli Twoim Bogiem hajs to wydupcaj stąd.
Przecież miałeś powiedziane, że mamona to dziwka.
Nie całuj jej pyska, bo załapiesz trąd ja też.Chcę by w kiermanie była flota, flota, flota
Jebanego bota by dosięgnąć złota, złota.
Szczury ścigają się, by utonąć w banknotach.
Ja wrzucam na luz motam odpalam topa kota.


3.Zabijają się o kasę po co, po co, po co.
Zabijają się o kasę na co, na co, na co.
Zabijają swe przyjaźnie po co, po co, po co.
Słowne szczęście doraźne pyta na co, na co, na co.

Brudna kasa, nasza kasa, nasza praca nas wzbogaca.
Świecimy jak na niebie raca.
Dobry przekaz do mnie powraca . [x2]

A Ty nienawidź nas,bo kiedy mówimy, że hajs mamy. To nie po to, żebyś Ty był tym zdołowany. Wiem to chory świat, tam gdzie liczby, tam jest gówno też. Wielu odda honor i dupę za ten kesz.

4.Sam wiesz, liczysz kesz chcesz go mieć i nie pierdol.
Jebnij trą, baniek sto dla Ciebie to sedno, co tam ziomy.
[Jebać ich]
Bandy biednych frajerów, przebierasz w miejscu nogami.
Myśląc, że biegniesz do celu.
Lubisz mieć, lubisz chcieć, lubisz móc po co sięgnąć.
Rzucać liczbami i czekać, aż Ci przed nimi pękną.
Bo pękną, jak przed Bogiem tak i przed Tobą klękną.
Te kurwy takie jak Ty, którym chodzi o jedno.

5.Kasa to Twój cel, to Twój pan, to Twój pokarm.
To Jin, to Twój Bóg.
[puk, puk]
Pytam kto tam.
Co tam, co tam. Dera gruba jak, jak hipopotam.
[pytam]
Jesteś szczęśliwy, otoczony w banknotach?

6.Każdy tu chce pieniądze, każdy patrzy na Twoje ręce.
Banknot mówi Ja tu żądze.
Trać czas, by mnie było coraz więcej.
Czujesz się już prawie Bogiem, lecz zgubiłeś złoty środek.

7. [...]

A Ty nienawidź nas,bo kiedy mówimy, że hajs mamy. To nie po to, żebyś Ty był tym zdołowany. Wiem to chory świat, tam gdzie liczby, tam jest gówno też. Wielu odda honor i dupę za ten kesz.
[x2]
Wracasz z pracy styrany po ciężkim dniu
Przekraczasz wreszcie próg
Chcesz zjeść i lec jak trup na łóżku
Lecz leży na nim już full rachunków
Ty śpisz tu już drugi tydzień
Ona lubi się kłócić, chyba po to żyje, czy nie?
Pewnie jest gdzieś już drugi typ
Byłeś głupi - Ona lubi kwit
Ale Ty tu nie jesteś dla niej
Wasz dwuletni syn śpi obok przez ścianę
Gdybyś żyć mógł drugi raz
Drugi raz byś z nią był, bo on obok spał
Gdy wchodzić tam, gdy kończy się dzień
Kiedy widzisz, że ma spokojny sen
Znika cały Twój gniew i niechęć do świata
Gdy Twój syn wita Cię słowem "Tata"

Ref.:
Dzięki Tobie, i w te gorsze dni, mroczne dni
W twarz świeci słońce mi
Kiedy wątpię już w siebie i swoje sny
Jednym słowem dajesz mi morze sił
Dzięki Tobie, i w te gorsze dni, mroczne dni
W twarz świeci słońce mi
Kiedy myślę, że to koniec i się godzę z nim
Swoim wzrokiem dajesz mi morze sił

To nie był fajny kwartał, tak
Raczej wielki nawał słabszych lat
W każdym z was czas przygasił iskrę
I co dnia dawny blask waszej gwiazdy niknie
Szare życie zmyło wam kolory ze ścian
Wasze dzieci mają własne domy, gdzieś tam...
Wyleciały z gniazda dawno
Przetrwałyby, nawet gdyby was zabrakło
Dziś wasz świat to szpitale i dom
Twój mąż, który kiedyś toczył pianę i klął
Dzisiaj wypuszcza z rąk szklanki, bo brak mu sił
Chowasz łzy, umierasz tu pomału z nim
Lecz gdybyś żyć mogła drugi raz
Drugi raz wybrałabyś ten smutny czas
Te parę trudnych lat i później wielką pustkę
W zamian za każdy Jego uśmiech

Ref. 2x:
Dzięki Tobie, i w te gorsze dni, mroczne dni
W twarz świeci słońce mi
Kiedy wątpię już w siebie i swoje sny
Jednym słowem dajesz mi morze sił
Dzięki Tobie, i w te gorsze dni, mroczne dni
W twarz świeci słońce mi
Kiedy myślę, że to koniec i się godzę z nim
Swoim wzrokiem dajesz mi morze sił

Byliście zawsze jak rodzeństwo - Twój "brat"
Jego ojciec wolał alko często
Wtedy on zostawiał piekło piętro niżej
I szedł gdzieś daleko od przekleństw i poniżeń
Twoi rodzice dali mu ile mogli
Piętro wyżej dostał odrobinę troski
I perspektywę na lepsze dni
W końcu powiedział sam do siebie:
"Jadę spełnić sny"
Dziś widujesz go raz na parę lat poza Skypem
Dziś znowu staje w drzwiach
Bo właśnie wali Ci się świat, potrzebujesz wsparcia
Zerwałaś zaręczyny, bo Twój facet to zdrajca
Miałaś mieć ślub z wielką pompą
Masz ból i wyczyszczone przez to konto
Lecz obok też kogoś, kto i drugi raz
By potrafił Cię znieczulić jak "Głupi Jaś"

Ref. 2x:
Dzięki Tobie, i w te gorsze dni, mroczne dni
W twarz świeci słońce mi
Kiedy wątpię już w siebie i swoje sny
Jednym słowem dajesz mi morze sił
Dzięki Tobie, i w te gorsze dni, mroczne dni
W twarz świeci słońce mi
Kiedy myślę, że to koniec i się godzę z nim
Swoim wzrokiem dajesz mi morze sił
Haha pustka haha każdy to wie rzecz oczywista
Liryka zawsze musi być zajebista
Zakochać się w rymach zakochać się w muzyce
Zakochać się kobiecie tego się nie wstydzę
Ale moja głowa pusta myśli nie docierają
Chaos w łepetynie rymy się nie układają
Nie umiem nie potrafię lub nie chce tego robić
Nie wiem dokładnie czy chce komuś zaszkodzić
Nie pouczam nikogo nie wymagam tego od was
Nie wymawiam do jednostki i nie zagaduje was
W dupie mam Układy i nie stałe tajemnice
Wiem również, że w tej chwili nikogo nie zachwycę
Świadomość tworzenia odpowiedzialność za słowa
Składanie układanki niczym Hip Hopowa mowa
Hardcorowy świat niepozbawiony wad rad, przykazań czy cytatów
Na każdym kroku spotykam cynicznych wariatów
Lirycznych poetów wierszokletów i wierszy
Nie mam pojęcia o ilu się powiększy
Pula rymów twórców i kto na tym zyska
Ja moi kumple a może ten, co właśnie tryska
Energia rymem jak zasrany terrorysta
Podkłada ładunek liryczny pakunek
Upycha rytmicznie cytuje dynamicznie
To wcale łatwe nie jest to wcale łatwe nie jest
Nie ponadczasowość tego gówna przetrwa i zasłynie
Chodź chwała za to wszystko z pewnością nie ominie
Bo gdy będę umierał to me dzieło się narodzi
A gdy mnie pochowają to się zacznie rozchodzić
Śmierć podaje dłoń tym, co tego chcą
Śmierć wyciąga rękę myślisz, że się zlękniesz,
Śmierć jest zagadkowa i bywa także nagła
Nie przewidzisz, co się stanie, gdy zobaczysz diabła,
Szatana Lucyfera czy jak ta kurwa ma na imię
Nie wypowiesz już nic, gdy śmierć Cię owinie,
Wokół swego palca swych kościstych dłoni
Zastanów się, co robisz, gdy powiedzą kurwa po nim
Więc ciągnę dalej to, co plotę głupotę
Nie mogę już przestać, więc teraz wymiotę
Wyrzucę wywalę te złości fale
Nienawiść ha tego niema tu wcale
Chce pozostać sobą pozostać prawdziwy
Mówić całą prawdę i nie istnieć na niby
Czy muszę umrzeć, aby ktoś mnie docenił
Czy musze stąd odejść abyś zdanie swoje zmienił
Czy musze zrobić klip, aby wszyscy zobaczyli,
Żeby wszyscy polubili i kupować zaczęli
Ten, kto jest w mediach jest znany poważany
A ludzie z undergroundu to zasrane chamy
Bo mówią nieładnie może przesadnie
Nie mówią dzień dobry niecodzienne mają hobby
I mało grają w ogóle się nie wychylają
Spotykają się w swym gronie całą scenę w dupie mają
A takich ludzi niezliczone są ilości
Lecz wszystkich ich olać jest zupełnie prościej
Głośniej już dzisiaj nie można przemawiać
Nie chce was buntować nie chce was namawiać
Sprawa jest prosta nie dojrzała do końca
Epizod będzie później i nie będzie to radosna
Pointa czy wspaniałe zakończenie
Nawet, gdy skurwielą opustoszeją kieszenie
Zawieszenie broni jest chyba niemożliwe
Każdy komuś wrzuca epitety krzywe
Prawdziwe czy nie tego nie dowiesz się
W sposób opisowy dzisiaj zabawie się
Bo lubię balety imprezowy sposób życia
Małe ruchanko jaranie coś do picia
Bez bicia też nieraz się nie obejdzie
Od tego dobrej sławy przecież mi nie przybędzie
W błędzie jesteście, jeśli o nas źle myślicie
Nawet, jeśli teraz naubliżam twej kobicie
Robicie, co chcecie sami dobrze wiecie
Co dobre, co złe, co w porządku a co blee
Każdy chce dobrze niekoniecznie bezpiecznie
Zdobyć coś by się poczuć zajebiście
Jedni przypalają inni ładują
Narkomania alkoholizm tak stare zgredy trują
Plują innym życie marnują
Swoje stracili, więc zatrują Cię po chwili
Mili byli tylko troszeczkę
Nie lubią, gdy rymujesz, gdy się kurwa dobrze czujesz
Kładź na nich chuj, czym ty się przejmujesz,
Margines muzyczny, do kogo ta mowa
Moja recytacja to i moje słowa
Co Ci się kurwo w tym nie podoba dynamizm realizm nie odlatuje
Za daleko przecież nie jestem kaleką
Nie narażam życia chodź niejedno przeżyłem
Nie w jedna kawale się w życiu wpierdoliłem
To nadal istnieje i nie mogę się schować
Dopóki jeszcze żyję będę nadal rymował
Nie zależnie od formy nie zależnie od stylu
Będę nadal składał rymy by nie pozostać z tyłu
To już koniec wynurzeń sentymentów fascynacji
Nie liczę na to wcale, że przyznacie mi racje owacje też nie
Bardzo mnie obchodzą
To, co zrymowałem nie jest przecież żadną prozą
W mowie ojczystej coś poukładałem
Jak wspomniałem na początku przecież pustkę w głowie miałem

Pusta pustka pustka w mojej głowie
Pusta pustka pustka w mojej głowie
Pusta pustka pustka w mojej głowie
Pusta pustka pustka w mojej głowie
Pusta pustka pustka w mojej głowie
Pusta pustka pustka w mojej głowie
Kompletna pustka w mojej pierdolonej głowie
Pusta pustka pustka w mojej głowie
Pusta pustka…
Od lat 90 jestem MC, pamiętam jak,
usłyszałem pierwszy bit i nagrałem pierwszy track,
I to, że chcesz uczyć mnie jak żyć trochę mnie męczy,
Bo wiem lepiej co to rap i znam więcej płyt na bank.
I gdy robię mainstream mówią coś, że robię pop,
a gdy robię underground, jestem z tych, co robią to bo chcą.
Nie z tych którzy tam tkwią, bo wciąż muszą,
Wkurwiam ich bo mam flow, i płonie majk więc gram dużo.
I w głowie mam czas gdy DJ kładł cut na bit,
I słucham tych nowych sław i myślę, że czas na beef.
Bo grają rap tak jak ja 10 lat temu,
I czuje się tak, jakby ktoś mi wysłał moje demo.
I słucham takich gówno wartych prawd i wchodzę na ten bit,
Tak jak na boisko Van der Vaart.
I mają fart, że robię new school, bo gdybym robił old school rap,
Ich cały świat runął by jak domek z kart.

Ref: [ 2x ]
Czasem słucham Drum'n'Bassu,
Robię Dubstep i lubię Dub,
Ale nie wiesz lepiej niż ja co to rap.
I w moim ręku majk i jestem MC, zrobię tak,
Że każdy z was będzie przy mnie kiepski.

Te wasze podwójne rymy są tak wymuszone,
Jakby nagle składać je zaczęła Anna Samusionek,
I myślę sobie: spoko ziomek, idź w swoją stronę,
Ale nie ucz mnie rapować,
i jak składać słowa przed mikrofonem,
Bo o starej szkole wiem więcej niż każdy z was,
I nie chcę być idolem,
przestań też liczyć mój hajs.
Jestem ciekaw co byś zrobił na bicie,
Który nie brzmi klasycznie, i ma inną rytmikę i inny bas.
Pewnie miałbyś flow jakby gadał to Janusz Weiss.
Zostaw to, zróbmy tak
wyrzuć pretensje,I nigdy więcej
nie mów mi jak mam robić rap
Albo weź mój nowy bit i się ze mną sprawdź .
Zrobię to chętnie bo jestem MC,
I na bank lepiej znam całą esencję.
Jak wchodzę na bit to nieważne,
czy to DubStep, czy to grime,
Czy to sampel, czy to crunk,
To jest czysty underground!

Ref: [ 2x ]
Czasem słucham Drum'n'Bassu,
Robię Dubstep i lubię Dub,
Ale nie wiesz lepiej niż ja co to rap.
I w moim ręku majk i jestem MC, zrobię tak,
Że każdy z was będzie przy mnie kiepski.
Biorę notes do ręki, kartka nasiąka tuszem
Siedzę, piszę i raczej się od biurka nie ruszę
Wyłączam swój telefon, właśnie gadałem z Buszem
Ma podesłać ten bit co jest do singla kluczem
Na uszach beats by Dre tłoczą dźwięki do serca
To jak zastrzyk, ten zastrzyk co do życia zachęca
Tusz na rękach nie krew, bo to nie walki w klatkach
Przez ten rap się stoczyłem, tak twierdzi moja matka
No i kolejna kartka, choć miejscami pomięta
Przypomina o czasach, których nie chcę pamiętać
Nie zapomnę o skrętach, których paliłem tony
Mamo to nie jest tak, że nie jestem świadomy
Twoich łez, tego bólu i moich ułomności
Tej udręki, rozterek i odpowiedzialności
Na zegarku już pierwsza, Boże jak ja to kocham
Czuję się tak jak niegdyś na tych jebanych prochach
Jutro położę wokal na tym bicie w Kurniku
Bartek folder założy, nada mu nowy tytuł
Może Jarek coś dogra, fajnie jakby nawinął
Jakiś refren o który podpytywał tak Szynol

Ref. x2
Znowu zakreślam kartki, braaa
Gonitwa myśli Ce Ha A De A
Najlepszy rap, słyszysz go w snach
Teraz już wiesz czyja jest gra

Lubię zapach tych kartek, podobnie tak jak kobiet
Klawiatura nie odda tego klimatu człowiek
Pewnie już się nie dowiem, co straciłem kolego
Kiedy życie przekląłem i poszedłem na lewo
W sumie nic nie żałuję, pieprzę jakieś intrygi
To nie mój pierwszy sezon, mało co mnie tu dziwi
To nie gadka na migi, tylko rap na poziomie
Mocno ściskam ołówek, a kartka niemal płonie
Jakieś kurwy się sadzą, choć nawijają szeptem
Ich numery mają gdzieś po 15 wyświetleń
Nie wpierdalaj się w temat, w sumie szkoda mi słów
W moim sercu skurwielu zawsze "Boys in the hood"
Byłem jak wróg publiczny, teraz inaczej działam
Dla sumienia ta wina jest niczym ból dla ciała
Ja w najgorszych koszmarach podrzynam ludziom gardła
I obawiam się brat, że to najszczersza prawda
Teraz siedzę i piszę, emocje łącze z bitem
To jak kamień węgielny pod tą pieprzoną płytę
Dla tych ulic te słowa ziomek są jak tatuaż
Stale mówią idź dalej, walcz i się nie rozczulaj

Ref x2
Znowu zakreślam kartki, braaa
Gonitwa myśli Ce Ha A De A
Najlepszy rap, słyszysz go w snach
Teraz już wiesz czyja jest gra
Ja pamiętam to jak dziś, młody Ryś nie Richy Rich,
Ten Ryś, co nie miał nic prócz muzyki, która dziś,
Rozbrzmiewa w całym kraju, bo na hiphopowym haju,
Dzieciaki wyrastają, na koncercie nas wspierają,
Tu gdzie Pete Rock i Preemo był Ci obcy w dawnych czasach,
Większość z was robiła w nocnik albo chill w innych klimatach,
A hiphopowy tata chłonął muzę na piratach,
I zapragnął to robić – i tak powstał Slums Attack,
W poszukiwaniu stylu i w doskonaleniu skill’ów,
Zleciało kilka lat, które wspominam miło,
Pieniędzy z gry nie było za to była wielka wiara,
Przekonanie o słuszności tych działań, gra gitara,
Ta cala nasza wiara Jot do E dzielnica cała,
Nas wspierała i do dzisiaj docenia te starania,
Wkład w tę kulturę, powiem śmiało ja to hip hop,
Inaczej na to patrzy ten, co mu nie wyszło,
Pierdolę towarzystwo z cyklu branżowe niuanse,
Wolę tutaj dograć nową dobrą szesnastkę,
Wiem, co to szacunek, bo go mam pierdolę łaskę,
Bo tu u siebie w mieście jestem kimś – chcesz to zaprzecz,

Ref:
Ile to już lat?
Tak!
Ile to już lat?
Piętnastak!

Ile to już lat?
Tak!
Ile to już lat?
Piętnastak!

Ile to już lat?
Tak!
Ile to już lat?
Piętnastak!

Ile to już lat?
Tak!
Ile to już lat?
Piętnastak!

Te foty, te wałki identyfikatory,
Wszystkie klipy hiciory, klimat koncertów chory,
W tekstach cały życiorys, zbiór przeżyć wewnętrznych,
Rap atak zręczny – to hip hop nie Manieczki,
Ciągłe wycieczki polskie miasta mniejsze większe,
dziury zabite dechami, w których bywało śmiesznie,
ryje pocieszne, co wspierają na koncertach,
tu mowa o skurwielach i o pięknych kobietach,
a kolejny etap to opcja zagranica,
Praga Londyn Dublin i hip hopu stolica,
Nowy York, co zachwyca, w którym jest dla nas miejsce,
Pozdrowienia dla ludzi, których spotkam na koncercie,
Znów będzie nieźle, cofnij się o cztery lata,
Gdy arena w rytm bitów w szwach cała pękała,
Zrób pierdolony hałas, bo ten sequel jest naprawdę,
Pieprzone lat piętnaście, trzymam pion, choć to nie łatwe,
Bywało różnie, gra za zwroty marne siupki,
Myśleli ze półgłówki zechcą wyżyć z tej jałmużny,
I gdybym był próżny bym nawinął, że to wszystko,
Tymczasem to początek – sprawdź ludzi, którym wyszło,
Niejedne wydawnictwo te kontrakty i wytwórnie,
Na płyty patrzę dumnie a na nich tylko splunę,
Pieprzę fortunę, którą wy myślicie, że mam,
Bogactwo w trackach, które śmieć nazywa ściemą,
Od pieprzonego demo po następną płytę przełom,
Spróbuj tak zrobić żeby Ci się działo dzieło,
By całego Cię pogięło, byś przeżył to naprawdę,
To stara szkoła rapu – rymy, bity, życie sprawdź mnie!

Ref:
Ile to już bracie lat?
Okrągłe lat piętnaście,
Ile to już siostro lat?
Piętnastak sprawdź to właśnie,

Ile to już bracie lat?
Okrągłe lat piętnaście,
Ile to już siostro lat?
Piętnastak sprawdź to właśnie,

Przez płyty do tekstów z winylami na deckach,
97 Eskulap, każdy z was na to czekał,
Wcześniej 95, molo Sopot wszystko Si,
Gram, że w rapie jest siła a wraz ze mną Ice T,
Warto żyć dla tych chwil, kiedy Run DMC,
Przy wsparciu JMJ’a robią gnój Rest In Peace,
Dużo by wymieniać że poznałem w tych klimatach,
Niejednego brata, który kuma temat ha ha,
Niejedna draka – bitwy, ploty, legendy,
Zła sława, która kręci tych z ulicy odpowiednich,
I wuch taka wali by frajerów rozwalić,
Tym stażem się chwalić tak jak alfons kurwami,
Pieprzyc to, co o nas mówią, jesteśmy ludźmi z pasją,
Nie ma takiej opcji żeby zapał nasz miał zgasnąć,
Nieprzychylni nam będą wciąż dołki kopać,
Nie czas się tym przejmować, więc nie przejmuj się tym chłopak,
Ogrom pracy uszanować zdołał tu niejeden ziomek,
I każdy z nich powie: Rych to od hiphopu człowiek,
Reszta to bzdury – głupoty nieprawdziwe,
Jak to, że Popek z Firmy mi zajebał w łeb w Londynie,
To ja i moi ludzie, dziwny jest ten świat,
Mamy swoją misję na następnych parę lat,
Adziu, Decks, Glon i Gandi – pozdrowienia dla tej bandy,
To SLU gang styl i kolejny rok piętnasty,
Pozdro dla tych wszystkich, którzy byli z nami wraz z tym,
Pozdro dla tych wszystkich, którzy byli z nami wraz z tym...

Taa,
Dziękujemy Wam wszystkim,
Za to wszystko, za co można Wam podziękować,
Tak, respect, respect...
Jeśli masz kłopot z odnalezieniem drogi, nie patrz już na znaki,
wsłuchaj się w przestrogi, ten świat wrogi niejeden umysł zniszczył,
jak szuja przechytrzył i padasz przegrany, Twój los nie jest znany, boś helu konsumentem,
niebawem Święto Zmarłych będzie Twoim świętem, wielu ludzi z talentem przepadło i nie wróci
choć ta wiadomośc smuci, niech cuci ludzi w cugu, ciągle skąpani w długu
i w nieustannym strachu, zaprzestań idioto ściągania z głównych gmachów,
ten towar przecież zniszczył już tysiące dzieciaków,
spójrz w przyszłość i zobacz co Cię czeka,
drżąca ręka człowieka i przerażone oczy,
nie jeden już na prostej, choc wcześniej z toru zboczył,
po kruchym lodzie kroczył, lecz teraz znów na brzegu,
przecież nie startujesz po to, by nie ukończyć biegu,
ja ukończę, zawsze dumny z tego co posiadam,
z życiem się zmagam i o litość nie błagam,
szczerości się domagam, bo sam też jestem szczery
skąpani w czarnym słońcu pokonamy bariery.

Czarne słońce unonszące się nad nami,
nad domami naszych rodzin z zasadami
ciągle do przodu, a z tyłu gdzieś przegrani
ja idę w parze z marzeniami. (2x)

Kiedyś nie wiedziałem, ale teraz się z tym zgodzę,
wiem, że pieniądz wróży pasmo niepowodzeń, też po tej ziemi chodzę
i zwodzę czarne myśli, wokół same wałki, każdy każdego czyści,
schwytani przez zawiści sieci, a w psychice jak zarobić wbrew logice i rozsądku
jak wyznaczyć sobie drogę do majątku,
przecież pieniądz to myśl każdego wątku teraz,
nie zadajesz tego, też myslisz o tym nie raz
i zbierasz plusy i minusy w sercach bliskich,
szacunek dla Was wszystkich za to, że tu jestem,
dla ludzi z gestem za to, że pomogli byli i nie zwątpili w ciężkich chwilach,
gdy los się nie przychylał i szalały burze,
takim ja Wy zawsze słowem służę.

Czarne słońce unoszące się nad nami,
ja przecież wiem, że zdam życia egzamin,
choć często los kolcami swymi rani
dobijemy do brzegu, choć przez nurt nękani. (2x)

Moi przyjaciele w zachodnich samochodach, obwieszeni w licie, wciąz tępią złego wroga,
lecz, gdzie była ręka Boga, kiedy problem sie pojawił,
szaleniec z bronią w ręku nie wachał się i zabił
długo nie zabawił, bo sam skończył marnie,
Gie Er O Cha Ó W brzmi nieobliczalnie,
czasem w skutkach fatalnie, bo los nas nie oszczędza
i spędza sen z powiek i sen z powiek spędza,
znów bezlitosna walka, gdy w progu stanie nędza
każdy to stwierdza i poświęca sie codzień,
każdy przechodzień chce godzień być szacunku,
chce być niezależny, wiec zmierza w tym kierunku,
skurwysynu - też bądź pewien swoich czynów
i ucz swoich synów, że wtedy w oczach tracą, dy sprzedają swą dupę tam,
gdzie więcej zapłacą
ja szczycę się swą pracą i szczycić się nią będę,
trzeźwo patrzę w przyszłość, choć czasy są bezwzględne,
tak jak te czasem dobrze, a czasem ciepło grzędne?
i wciąż przez drogi kręte i przez tysiące zdarzeń
a towarzyszem naszym zmęczone wokół twarze
rajd do spełnienia marzeń i życiowych zachcianek,
lecz czy łaskawy los otworzy szczęścia bramę,
idąc w nieznane, z czasem sie dowciecie
po której stanąć stronie, by żyć w realnym świecie.

Czarne słońce unonszące się nad nami,
nad domami naszych rodzin z zasadami
ciągle do przodu, a z tyłu gdzieś przegrani
ja idę w parze z marzeniami. (2x)
Siła w czynach nie w słowach, mieszanka wybuchowa
Poznań, Toruń się jednoczy jak Kartel puszcza towar
Wybuchowy jak wulkan, gorący jak lawa
Szybka zdzwonka na łączach jest nagrywka jasna sprawa
Z miasta do miasta 2 stówy ciśnie audabat
Pierwszoligowi gracze Toruń, Poznań dla nas brawa
W prawilnym szeregu widzisz te wściekłe mordy
Toruń, Poznań się jednoczy, w eter rzuca te sorty

To P.D.G. banda, P.T.P. banda, K do G banda, S.L.U. banda
Znów będzie skandal we wszystkich miastach i na landach
Na raz mamy mandat z prawdą za pan brat
Kaczy to kamrat z ulicy wariat
To świeże gówno, a nie stylu antykwariat
Poznań, Toruń husaria, będzie awaria
Już trwa batalia, rozdana talia
Kart jest i pełna asów gotowych na starcie
Ja mówię otwarcie, szacunek dajcie
Jeśli nie chcecie to wypierdalajcie stąd
Przykozaczyłeś, popełniłeś błąd synu

Przygotuj się na testy kto wykręci większy Meksyk
Kilometry idą w setki, a nas łączy kurwa prestiż
Bo jak duma i teksty, a wy macie, wiem, kompleksy
I czerpiemy z niego radość, gdy wy macie tylko stres
Przy tym fakt jest jak flow, trzeba łączyć z sobą armię
Żeby przetrwać albo jebnąć tu najlepszy numer w kraju
Ej, frajer nie rozumiesz jeśli jesteś już gotowy
Bo po stronie konkurencji pozostaje tylko skowyt

To do fury i do klubów dla wybrańców i dla tłumów
To dla ulic, dla osiedli, Toruń, Poznań swego pewni
Słowiański styl ode mnie dla was w czystej formie
Ten track i każdy z nas wyznaczamy w rapie normę
Nowe twarze, starzy gracze, mocne stopy i cykacze
W tym kawałku idą w parze, Toruń, Poznań miasta nasze
Dla raperów mam kaganiec, dla DJ'ów kajdan
Masz problem wypierdalaj P.T.P. i Paluch fighter, ej

Toruń, Poznań to te godziny na trasie
A robimy rap na ogólnopolski zasięg
(Właśnie tak) Toruń, Poznań my zjednoczeni w prawdzie
Silni jak zawsze, ale teraz jeszcze bardziej (właśnie tak)
Toruń, Poznań nie dla lamusa co zamula
Północny Toruń, Rychu Peja, Paluch, Kaczor, Gural
Nie bujamy w chmurach, bujamy się do hardcore'ów
I niech gębę stulą wszystkie pedały na forum

Scena bity, rymy całe życie zobaczycie
Jak o świcie te trzy bandy będą pizgać wyśmienicie
Nie potrzeba mi cię jeśli jesteś pizdą
By cię zniszczyć na tym bicie
To mistrzowski rap nie wyciek
To czysta energia, którą chłoniesz prosto od nas
Masz tu szereg postaw od początku już do końca
Atak jak riposta P.D.G. , P.T.P. zostaw
Jeśli boisz się poparzyć, bo to od nas dziś jest postrach

Jako za cyce na glebę cię powalić
Dla takiej bandy skurwysyńskich graczy nie ma skali
Wszystkie mordy i hardcorowy rap
Toruń, Poznań się jednoczy, teraz to fakt
Tak, wykrzywiasz mordę, ja mam za sobą hordę
Ludzi, którzy siedzą w tym od lat więc zamknij mordę
Możesz się tylko wkurwić, bo giniesz w kłębach dymu
Prosta maksyma - życie według zasad, skurwysynu

Najlepsi zawodnicy z Poznania i Torunia
Połączyli siły, a ty się kurwo tłumacz
Jest nas jeszcze więcej i uderzamy prędzej
To rap, który buja w miastach ulicami wszędzie
To rap, który jednoczy jak gadam, ty wiesz o czym
Kilku skurwysynów robi rzeźnię, przejrzyj na oczy
To track, którym miażdżymy i nabijamy ostro
Miłość do muzyki, wysłuchaj tego głośno

Zachodni wiatr wieje, w okno betonowe lasy mokną
Pod nowym horyzontom z Poznania do Toronto
Frajerów paraliżującą myślą istotną
Nie sprzedać rapu nigdy dotąd nigdy odtąd
Mam to czego oni nie dotkną, puszczam do lasu, niech połkną
Czegoś nie czają, nie cofną, DJ'om daj, niech to potną
Mógłbym koalicjantom Baccardi z colą i fantą
Nie jest mi szkoda, bo warto, to prawdy szkoła, siemanko
Niezłą dolą i mantrą, płynę gondolą z mą bandą
Ponad betonową dżunglą całą noc dartą złem
Lecz od startu wiem po co nam to znowu
Hip-hopowy most między Poznaniem, a Toruniem!!
Twoi fani muszą kochać, całować cię w stopy
Nalatać się z tematem by ci oddać parę złotych
Ziomek jak chcesz mieć na drzwiach siekiery i kopy
To przypucuj się Popkowi, że masz klocka do zamoty
Mnie też nie interetete twe życie prywatne
Ale gdy modyfikujesz siebie Pawle ja się martwię
Co się dzieje z Popem pytają chłopaki
Po co mu oczy demona i te podwieszane haki?
Kto dissował Firmę? Kto dissował Ciemną Strefę?
Jak nie wiesz co to diss to zapytaj wikipedię
Jebane brednie, okradłem złodzieja
Gdy ci małolaci całowali ci zarobek z kierman
W Krakowie zawinąłeś mandżur nad morze
Krzyżyk od rodziny P bez żalu na drogę
Kroczyłem własną, odbiłem sam z niczym
A za tą odzież JP powinniśmy ich naliczyć
Ja, ty i Pomidor co z tego mieliśmy mordo?
Wszyscy razem pracowaliśmy na to firmowe godło
Kiedy oni A6 zajeżdżali pod apartamenty
Ja chodziłem z bólem brzucha, nie mając nawet na skręty
Daruj se brechty legalna praca nie hańbi mnie,
Ty też zaczynałeś od łopaty w Londynie
Jak nie kumasz czemu odbiłem od łaków
Wytłumaczę ci chłopaku na kolejnym tracku, ej.

Ref.
Pojebało się od hajsu, masz marketingowy zastój
Kto bez winy niechaj pierwszy rzuci kamień
Jaki masz interes w tym, by sprowadzić mnie na dno?
Rozumiem miałeś zły nastrój, podkręcony przez tych błaznów
Zadaj pytanie czy stoisz po stronie prawdy
Weź zbastuj, nikt ci tu nie bije brawo.

Pawle stary kocie po co wpierdalasz się do tego
Dałeś wiary propagandzie Morskiego i Bladego
Czemu nie spytałeś mnie czemu odbiłem od nich
Ja cię szanowałem, a ty knujesz od tygodni
Wiem masz mnie na liścia, w klatce wypadłbym cienko
Ale na tych bitach nakurwiam jak Fedor Emelianenko
Odebrałem, potargałem tą depeszę
Póki co to mamy sierpień, smok już się nie podniesie
Na szczęście od lat nie muszę latać na kieszeń
Zrozumiałem, że nie warto, na legalu pnę się
Szara eminencja Firmy bez inwektyw
Na czele stał ten koleś co miał parcie na obiektyw
Wiesz, że to lamus my wiedzieliśmy peronkę
On nigdy nawet raz nie był karany dołkiem
Gdy ty rabowałeś Londyn ja znałem klasykę
Legnica dała mi szkołę wiesz, że dobrze znam ulice
Straszysz mnie fanami, których i ja wychowałem
A prawdziwi fani mają na to wyjebane
Chyba zapomniałeś, że tu chodzi o muzykę
Mnie się nie obawiają, mnie szanują ulice
Robię takie klipy o jakich możesz pomarzyć
Słyszę jak przez ciebie przemawia naiwność i zawiść
Okazałem wam szacunek w „Żyję zamiast polec”
Pokaż mi, gdzie tam był kurwa wbity bolec.

Ref.
Pojebało się od hajsu, masz marketingowy zastój
Kto bez winy niechaj pierwszy rzuci kamień
Jaki masz interes w tym, by sprowadzić mnie na dno?
Rozumiem miałeś zły nastrój, podkręcony przez tych błaznów
Zadaj pytanie czy stoisz po stronie prawdy
Weź zbastuj, nikt ci tu nie bije brawo.

Kto komu pierze mózgi, mówi o elegancji
Pseudoprawilniaku mistrzu dezinformacji
Zapomniałeś jak przez ciebie oszukani ziomki
Waliłeś im do sypy drugie tyle mąki
Stary numer z rękawicą zbiłeś tak fortunę
Lecz nigdy nie miałeś gestu, żydziłeś każdą złotówę
Ja milczałem aż do dzisiaj, pieniądze drażliwy temat
Skoro mnie oczerniasz innej możliwości nie mam
Racja, czasem pożyczyłeś mi floty
Dawno jesteśmy kwita, nie zapominaj o tym
Niewolniku, co cię naprawdę boli?
Pamiętam jak mnie wystawiłeś wtedy tam na Woli
Mi się pierdoli? Chłopino przestań pieprzyć
Ty piszesz na mnie diss, co my jesteśmy dziećmi?
Wylewasz jakieś żale za czasów małolata
Choć wiesz, że nieraz miałeś we mnie brata.

Ref.
Na niejednego gościa mówię brat
Na tego tu na wolności, na tego zza krat
Tamci sprzed lat są jak kat
Bo choć sami nie są idealni nie tolerują wad.

Ja chciałem hajs do łapy dwulicowa chimero?
Dwa tygodnie puchy z ciebie się złodzieje śmieją
A prawdziwi wiedzą gdzie leży prawda
Ty polityku o prawdomówności Donalda
Nadworny historyku nie brak ci talentu
Ale od dwunastu lat w rapie żadnych postępów
Używasz podstępów, ja nosiłem ci hajs
Nie byłeś mi wspólnikiem nigdy urojona baśń
Już nie pamiętasz czemu chodziłem pusty
Bo z JP nic nie miałem, płaciłem wam za koszulki
Jak miałem do was żal ty śmiałeś mi się w twarz
Wymyśliłem Ganja Mafię nagle pojawił się Hash
Utworzyłem markę, zacząłem się rozwijać
Miałem ci się opłacać? Możesz dostać w ryja
W bawełnę nie owijam, odpierdol się ode mnie
Bo się za ciebie wezmę solidnie i konkretnie.

Ref. x2
Na niejednego gościa mówię brat
Na tego tu na wolności, na tego zza krat
Tamci sprzed lat są jak kat
Bo choć sami nie są idealni nie tolerują wad.

Posłuchaj mnie ty bucu raz na zawsze zamknij mordę
Co było między nami mogłeś uszanować godnie
Teraz tu wylewasz brudy, rzucasz gównem jak stajenny
Zaraz szybko wytłumaczę, że nic ci nie jestem krewny
Nie powiem byłeś mi przyjacielem nie raz
Nie powiem mogłem na ciebie liczyć nie raz
Ale, gdy potrzebowałem tam pomocy w walce
Odjebaliście flopa posrani na ławce
Mi jadą, ty z nimi jarasz, ty mnie bronisz, los cię pokarał
Bo ci sami ludzie chcieli was dojechać
Chciałeś pomocy, gdy strach na plecach
Tak szydzę, gdy pajacujesz klauna
Morski może niebawem nawet batman
Uwolnić orkę, garaż z kopa
kurwa co za idiota, on ma downa
Srasz się, gdy marzysz o ekipie,
palisz frana zakłamany typie
Milczenia zmowa nie mocna strona,
Srasz się po Polsce do mnie w telefonach
Nasza rozmowa na Skype to była tylko formalność
Wiedziałeś od dawna chciałem odbić w chuj, odbić w chuj
Złość sięgnęła zenitu, gdy odwiedziłem wasz magazyn
A tam wisi podkoszulek Ganja Mafii na nim chuj
Na nim chuj namazany, ja nie chcę już być z wami
Pseudo ziomami co mi jadą za plecami, czuję ból
Kocham Firmę, dziecko, ojciec już nie wróci
Będę nosił ciebie w sercu, nie zwiodę Cię w śród ludzi
Zwinąłem ciuchy oddałem nadawcy,
mój dług wynosił koło 3 tysięcy
Obiecałem oddam co do złotówki,
ustalmy Romek rozżycia warunki.
Ty milczysz, ja milczę, nie grasz moich zwrotek ja milczę
Nie paplasz ja milczę, to było proste nie udało ci się

Złamałeś każdy punkt, gdy ubliżałeś mi
Na koncertach jeden buch, ja za to liczę ci
Zachowałeś się jak ciul, chciałeś zadać mi ból
Kłamałeś jak z nut, gdy sprzedałeś ten dług.

Wasz ziom Roman Bosski sprzedał ten śmieszny dług, taa
Ktoś miał wziąć z tego procent, i oszczędzać mych nóg
Tak się składa, że ja i on to ziomki, prawdę zdradziłem mu
A to człowiek z charakterem mówi Kali jesteśmy kwita, piona.

Sam widzisz obrotniaku nie należę ci nic
Trzeba było porozmawiać, mogłeś sam zadzwonić
Ciągle kopałeś dołki, oczerniałeś mnie wśród braci
Nawet jeśli nie ja to los za to ci odpłaci.

Gdzie były twoje zasady w przeciw podróbą kampanii
Chciałeś cywilne sprawy dla tych, co handlowali ubraniami
Z literami JP ideologii nie ukradli,
JP w sercu im się pali to kochali nasi fani
Gdy zakładaliście biznes zapomnieliście o mnie
Bo Tadkowi byłem winny jakieś śmieszne pieniądze
Od tego są ziomki, od tego by pożyczyć
Gdy ci gaśnie słońce nie masz na kogo liczyć
Dziękuję wszystkim ludziom co pomogli w trudnych chwilach
Przepraszam jeśli kogoś zawiodłem to mi wybacz
Nie jestem ideałem, nie próbuje nim być
Ale nikt nie będzie mówił mi jak i gdzie mam iść.
Kiedy nie czuję przyjaźni to odbijam,
skoro ona umarła to nie była prawdziwa
Chodzi o pieniądze, nie zgadza się rozumiem
Kiedy przeistoczyłeś się w taką złotówę?

Ref. x2
Wiem, że liczyłeś na to, że się nie podniosę
Wiem, że cię boli wiesz, że nigdy nie przeproszę
Jesteś dla mnie martwy nie wielbię cię co niedzielę
Myślałem, że jesteś moim przyjacielem.

Zwinąłem swój dorobek do samarki włóczykija
Poszedłem w stronę słońca, ciągle wierząc w przyjaźń
Za mną to miasto, Kraków na zawsze kocham
Czeka na mnie nieznane, boso ale w ostrogach
Skąd ty możesz wiedzieć co robiłem w kryminale?
Pewnie od moich wrogów, co ich wtedy miałem
Co ty możesz wiedzieć o zasadach w kryminale?
Przecież nigdy tam nie byłeś, tylko o nich słyszałeś
Zakoduj se Romanie nigdy tobie nie wybaczę
Za to propagowanie tych kłamliwych przeinaczeń
Za to, że ludzie, których szanuję prosto z serca
Nie wiedza już co myśleć boś ich sprytnie ponakręcał
Się nie ukrywam, wiadomo gdzie mnie znaleźć
W końcu wszystko poodkręcam, przywrócę ksywie chwałę
Pamiętaj że, me długi to moja sprawa
Nie wiesz co mówią o tobie, nawet nie chcę powtarzać.

Ref. x2
Wiem, że liczyłeś na to, że się nie podniosę
Wiem, że cię boli wiesz, że nigdy nie przeproszę
Jesteś dla mnie martwy nie wielbię cię co niedzielę
Myślałem, że jesteś moim przyjacielem.

Jestem hipokrytą, weź chłopaku odbij
Kiedyś jebałeś psy, dzisiaj jesteś porządny
Śmieszny co za heca, ratowałeś mnie od pieca
Se poleciałeś ładnie, fantazjujesz tak se wkręcaj
Zapomnij o mnie, najlepiej raz na zawsze
Jadziesz nienawiścią, ja cię winnie prawdy karcę
Pozdrowienia od mej ekipy ze śląska
Ganja Mafia już na zawsze nie podzieli nas forsa,
nie podzieli nas forsa
Nie podzieli nas forsa,
nie podzieli nas forsa,
nie podzieli nas forsa.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo