Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ja pamiętam to jak dziś, młody Ryś nie Richy Rich,
Ten Ryś, co nie miał nic prócz muzyki, która dziś,
Rozbrzmiewa w całym kraju, bo na hiphopowym haju,
Dzieciaki wyrastają, na koncercie nas wspierają,
Tu gdzie Pete Rock i Preemo był Ci obcy w dawnych czasach,
Większość z was robiła w nocnik albo chill w innych klimatach,
A hiphopowy tata chłonął muzę na piratach,
I zapragnął to robić – i tak powstał Slums Attack,
W poszukiwaniu stylu i w doskonaleniu skill’ów,
Zleciało kilka lat, które wspominam miło,
Pieniędzy z gry nie było za to była wielka wiara,
Przekonanie o słuszności tych działań, gra gitara,
Ta cala nasza wiara Jot do E dzielnica cała,
Nas wspierała i do dzisiaj docenia te starania,
Wkład w tę kulturę, powiem śmiało ja to hip hop,
Inaczej na to patrzy ten, co mu nie wyszło,
Pierdolę towarzystwo z cyklu branżowe niuanse,
Wolę tutaj dograć nową dobrą szesnastkę,
Wiem, co to szacunek, bo go mam pierdolę łaskę,
Bo tu u siebie w mieście jestem kimś – chcesz to zaprzecz,

Ref:
Ile to już lat?
Tak!
Ile to już lat?
Piętnastak!

Ile to już lat?
Tak!
Ile to już lat?
Piętnastak!

Ile to już lat?
Tak!
Ile to już lat?
Piętnastak!

Ile to już lat?
Tak!
Ile to już lat?
Piętnastak!

Te foty, te wałki identyfikatory,
Wszystkie klipy hiciory, klimat koncertów chory,
W tekstach cały życiorys, zbiór przeżyć wewnętrznych,
Rap atak zręczny – to hip hop nie Manieczki,
Ciągłe wycieczki polskie miasta mniejsze większe,
dziury zabite dechami, w których bywało śmiesznie,
ryje pocieszne, co wspierają na koncertach,
tu mowa o skurwielach i o pięknych kobietach,
a kolejny etap to opcja zagranica,
Praga Londyn Dublin i hip hopu stolica,
Nowy York, co zachwyca, w którym jest dla nas miejsce,
Pozdrowienia dla ludzi, których spotkam na koncercie,
Znów będzie nieźle, cofnij się o cztery lata,
Gdy arena w rytm bitów w szwach cała pękała,
Zrób pierdolony hałas, bo ten sequel jest naprawdę,
Pieprzone lat piętnaście, trzymam pion, choć to nie łatwe,
Bywało różnie, gra za zwroty marne siupki,
Myśleli ze półgłówki zechcą wyżyć z tej jałmużny,
I gdybym był próżny bym nawinął, że to wszystko,
Tymczasem to początek – sprawdź ludzi, którym wyszło,
Niejedne wydawnictwo te kontrakty i wytwórnie,
Na płyty patrzę dumnie a na nich tylko splunę,
Pieprzę fortunę, którą wy myślicie, że mam,
Bogactwo w trackach, które śmieć nazywa ściemą,
Od pieprzonego demo po następną płytę przełom,
Spróbuj tak zrobić żeby Ci się działo dzieło,
By całego Cię pogięło, byś przeżył to naprawdę,
To stara szkoła rapu – rymy, bity, życie sprawdź mnie!

Ref:
Ile to już bracie lat?
Okrągłe lat piętnaście,
Ile to już siostro lat?
Piętnastak sprawdź to właśnie,

Ile to już bracie lat?
Okrągłe lat piętnaście,
Ile to już siostro lat?
Piętnastak sprawdź to właśnie,

Przez płyty do tekstów z winylami na deckach,
97 Eskulap, każdy z was na to czekał,
Wcześniej 95, molo Sopot wszystko Si,
Gram, że w rapie jest siła a wraz ze mną Ice T,
Warto żyć dla tych chwil, kiedy Run DMC,
Przy wsparciu JMJ’a robią gnój Rest In Peace,
Dużo by wymieniać że poznałem w tych klimatach,
Niejednego brata, który kuma temat ha ha,
Niejedna draka – bitwy, ploty, legendy,
Zła sława, która kręci tych z ulicy odpowiednich,
I wuch taka wali by frajerów rozwalić,
Tym stażem się chwalić tak jak alfons kurwami,
Pieprzyc to, co o nas mówią, jesteśmy ludźmi z pasją,
Nie ma takiej opcji żeby zapał nasz miał zgasnąć,
Nieprzychylni nam będą wciąż dołki kopać,
Nie czas się tym przejmować, więc nie przejmuj się tym chłopak,
Ogrom pracy uszanować zdołał tu niejeden ziomek,
I każdy z nich powie: Rych to od hiphopu człowiek,
Reszta to bzdury – głupoty nieprawdziwe,
Jak to, że Popek z Firmy mi zajebał w łeb w Londynie,
To ja i moi ludzie, dziwny jest ten świat,
Mamy swoją misję na następnych parę lat,
Adziu, Decks, Glon i Gandi – pozdrowienia dla tej bandy,
To SLU gang styl i kolejny rok piętnasty,
Pozdro dla tych wszystkich, którzy byli z nami wraz z tym,
Pozdro dla tych wszystkich, którzy byli z nami wraz z tym...

Taa,
Dziękujemy Wam wszystkim,
Za to wszystko, za co można Wam podziękować,
Tak, respect, respect...
Aha! F.I.S.Z. Jeszcze raz
30 centymetrów ponad chodnikami
Aha! F.I.S.Z. Jeszcze raz na 2 0 0 1
1 rok - właśnie tak

F.I.S.Z. Aha!
F.I.S.Z. Na raz, raz i DJ M.A.D.
Jeszcze raz, raz

30 centymetrów ponad chodnikami
Nadciąga F.I.S.Z. Z siłą jak dynamit
30 centymetrów ponad chodnikami
Nadciąga F.I.S.Z. Z siłą jak dynamit
Jak dynamit

Panowie, panie ten człowiek nazywa się F.I.S.Z.
Tak jak Paktofonika nadciąga kilkadziesiąt centymentrów nad chodnikiem
Nadciąga jak huragan
I chodzi nad, nad całym tym śmietnikiem
Chodzę jak mówię
Mówię jak chodzę
Lekko, płynnie, unosząc się
By nie zawadzić nogą lewą, prawą
Poruszam się 30 centymetrów nad
Więc patrzę na was z góry
Proszę śmiało
Bijcie brawo
Patrzę z góry
Na świat, który pędzi bez oglądania się za siebie
A ja lekko, powoli - jak ślimak
Nogi mam tak, a głowę gdzieś wysoko w niebie
Bo oni chodzą tak ciężko
Zmiażdżeni problemami
Ja lekko, w poprzek
Wszystkim wbrew tym co gadają bzdury
Za plecami
Poruszam się razem z madem 30 centymetrów nad chodnikami
30 centymetrów nad chodnikami

30 centymetrów ponad chodnikami
Nadciąga F.I.S.Z. Z siłą jak dynamit
30 centymetrów ponad chodnikami
Nadciąga F.I.S.Z. Z siłą jak dynamit
Jak dynamit

Nadciągam
Zrobić mi miejsce prosze
Słyszę jak pieprzą głupoty
Chwytają się za jakieś marne ploty
Ja jestem 30 centymetrów ponad tym wszystkim
30 centymetrów z dala od durnoty i ciemnoty
Kapią z czoła
Pierwsze poty
Pierwsze dźwięki
Pierwsze słowa kapią z mojej szczęki
Patrzą na mnie z pod łba
Nie rozumiejąc ani słowa
Więc nie dla was, nie do was ma trafić moja mowa
Ja ciągle trzymam się ponad całym tym bagnem
Na 30 centymetrów wysokości
Trzymając się z dala, z dala od słów zazdrości
Niosąc treśc pełną metafizyki i miłości
Bo jestem tutaj
A ty kim jesteś by oceniać mnie???
Ja mam czyste ręce
Nie oceniam
Nie zmieniam zdania co minutę
Jestem tym, kim byłem
Mądrzejszy o rok
O krok wyżej, śmiało
Stawiam kroki moim dużym czarnym butem
Moim dużym czarnym butem

30 centymetrów ponad chodnikami
Nadciąga F.I.S.Z. Z siłą jak dynamit
30 centymetrów ponad chodnikami
Nadciąga F.I.S.Z. Z siłą jak dynamit
Jak dynamit

Nadciągam ponad miastem
Miejskim brudem
Ponad chwastem
Ponad tym co utrudniało się rozwijać
Stąpam moim wielkim czarnym butem
Nie trzeba mnie omijać z daleka
30 centymetrów ponad chodnikiem
Moje buty - prowadzą mnie przed siebie
Ide śmiało
Nie powstrzymasz mnie
Nie zerkam za siebie
A ty kim jesteś by oceniać mnie?
Wozisz, wozisz się szeroko
Marszcząc nieprzyjaźnie czoło
Mróżąc nieprzyjaźnie oko
Jestem jednak o 30 centymetrów za wysoko
Za wysoko

A ty kim jesteś by oceniać mnie???
F.I.S.Z.
Krzyki za oknem, szkoda, że tak rzadko melodyjne jak ten
Szkoda, że to hardcore, zwykle ja wiem
Co bywa przykre na tyle, by się wydrzeć, wiem
Krzyki za oknem prawie nikogo nie obchodzą dziś, owszem
Wielkie boom, ta, to jest egzotyczne
Skoro każdy to olewa sam krzyknę

Ktoś za oknem znów drze mordę
I sam nie wierzę, że chodzi o któreś z morderstw
Tych co to je jutro opiszą w Fakcie
Popełnianych w trakcie, gdy ja to piszę
Bardziej przypomina mi to pijacki śpiew
I jakoś nigdy nie potrafiłem tego wyjaśnić
Też drę ryja, gdy spaceruję z flaszką
Może by zagłuszyć wieczór, który był porażką
Ciszę, ta jest zazdrosna o wypowiedź
Zaznacza się natrętnym huczeniem w głowie
Przyszedł czas, by tworzyć, czas nostalgii
Dialog to krzyk, wyzwiska, rozbite Audi
Widzę z bliska to, mam okno na ulicę
Kierowcy krzyczą i w myślach ja krzyczę
Dzwonią po psy, potem przerwa
Te psy są na miejscu, milczą, krzyk ich wyczerpał

Krzyki za oknem, szkoda, że tak rzadko melodyjne jak ten
Szkoda, że to hardcore, zwykle ja wiem
Co bywa przykre na tyle, by się wydrzeć, wiem
Krzyki za oknem prawie nikogo nie obchodzą dziś, owszem
Wielkie boom, ta, to jest egzotyczne
Skoro każdy to olewa sam krzyknę

Moja dziewczyna zwykła mówić
Nie krzycz na mnie, przestań pieprzyć pannę
Ja przynajmniej tu jej przerywałem
Mówiłem - wiesz czym jest krzyk?
Wtedy podnosiłem głos, krzyk jest tym ty
Tu następował potok takich epitetów
Że pomyślałem, nie, tych słów nie przepiszę, nie tu
Nie przytoczę i jest takie coś w krzyku
Co uzależnia od niego chyba wszystkich choleryków
Furiatom zdziera krtań na szorstkie mięso
Sam jak się wkurwię brzmię jak Marilyn Manson
Teraz urwę ten wątek, bo przypomniałem sobie
Skąd znam krzyk - Piotrek obiad
W tym jest geneza, zwykle było kilka serii
Nie słyszałem, robiłem jakieś bity na Flexxip
Szczery krzyk, szczerze zdarte gardło
Forma kontaktu, czasem hardcore

Krzyki za oknem, szkoda, że tak rzadko melodyjne jak ten
Szkoda, że to hardcore, zwykle ja wiem
Co bywa przykre na tyle, by się wydrzeć, wiem
Krzyki za oknem prawie nikogo nie obchodzą dziś, owszem
Wielkie boom, ta, to jest egzotyczne
Skoro każdy to olewa sam krzyknę
[tylko tekstyhh.pl]
Gwałtu i tak bym nie usłyszał
Złapali niedawno tego, który gwałcił w parku w oddali
Przez ścianę nie miałem nigdy sąsiada
Który w soundtracku Krzyku kobietę okładał
I nie wiem jak to możliwe bić pionę
Z kimś kto lubi bić żonę, trzymać jego stronę
Niech takiemu kurwie coś przybiją do sprawa
Z drugiej strony żyć z durniem też zły nawyk
Niemy krzyk tych, którzy trafili do celi na dźwięki
Tam ich krzyk nie pomaga, pętli
Niektórzy inni, jak mój ziom z ławki
Po wizycie w tym miejscu ma do dziś drgawki
Krzyk kojarzę źle teraz i przedtem
Choć częściej największe świństwa mówię szeptem

Krzyki za oknem, szkoda, że tak rzadko melodyjne jak ten
Szkoda, że to hardcore, zwykle ja wiem
Co bywa przykre na tyle, by się wydrzeć, wiem
Krzyki za oknem prawie nikogo nie obchodzą dziś, owszem
Wielkie boom, ta, to jest egzotyczne
Skoro każdy to olewa sam krzyknę

Kurwa, ja pierdolę, kurwa, ah, lepiej
Ref.
Dorosłe dzieci we mgle,
coraz słabiej pamiętają co jest dobre, co złe. (Co złe)
Dorosłe dzieci we mgle,
gdy wysiada im bateria, gubią się, gubię się ja też.
Dorosłe dzieci we mgle,
coraz słabiej pamiętają co jest dobre, co złe. (Co złe)
Dorosłe dzieci we mgle,
gdy wysiada im bateria, gubią się.

Latarnie (ta) jedna, druga, piąta, setna.
Ten widoczek tandetny, ja chcę błysku jak Wietnam.
Wszystko pełza w czerni dyskretnej nocy.
Który mieszczuch już śpi, który w łóżku się moczy?
Powiedz mi, tylko nie na obsranym chacie,
coś takiego, żebym zareagował: JA CIE!
Czy IPad jest wielkości twarzy? Jakoś tak.
Przyczepię go do głowy damy, którą znam.
Wyświetlę Avatara, tę niebieską laskę z filmu.
Jako pierwszy zerżnę cywilizację inną.
Kochanie, wyłącz te jebane Kardashiany.
Zróbmy cokolwiek, chodźmy pobazgrać ściany.
Napisz wiersz o ziemskich skałach i gwiezdnych pyłach.
Albo cokolwiek, napisz: tu byłam!
Od pierwszego KODEX'u, częściej mija mnie Lexus.
Na ulicy, zażywam więcej sexu, mniej kompleksów.
More bitches, choć wszędzie świecą LCD,
Tablice są niewyraźne, czy mamy mokrą kredę?
(Ej, potrzebujemy chyba latarni morskiej,
żeby pokazała gdzie tu source jest)


Ref.
Dorosłe dzieci we mgle,
coraz słabiej pamiętają co jest dobre, co złe. (Co złe)
Dorosłe dzieci we mgle,
gdy wysiada im bateria, gubią się, gubię się ja też.
Dorosłe dzieci we mgle,
coraz słabiej pamiętają co jest dobre, co złe. (Co złe)
Dorosłe dzieci we mgle,
gdy wysiada im bateria, gubią się.

(Ta) Taki ze mnie oldschool'u piewca.
Nawet nie wiem gdzie mam najbliższego szewca.
Krew zalewa mnie jak starca, w ręku tarcza.
Lecz odpowiedzialności nie noszę, wolę nią obarczać.
(Problem?) Przeszkolono nas w dziedzinie irytacji.
Gorzej z rozwiązywaniem, z tym lepiej sam radź se.
Diody, w każdym sprzęcie na stand by dziś.
Ale niech producent powie kto tu będzie stand by me.
Mi, moje mnie.To można ukłuć.
Grupować umiemy się tylko na facebook'u. Kochanie!
Tak, znów Cię wołam w dziesiątym wersie.
Pokaż mi te piersi, w oczach migną monet rewersy.
Odpale Mobb Deep, mocny rytm nie melodie.
I Twoje nogi na mych barkach, zapomnę o fobiach.
I braku farta, bywa tez na to cierpisz.
Mam rzeczywistość, znacie jakiś otwarty serwis?
Nikt nic nie naprawia, wszystko się zużywa.
Tak szybko możesz kupić sobie nową rzeczywistość
(Ha! Możesz kupić sobie nową, lub pokornie stanąć obok.)

Ref.
Dorosłe dzieci we mgle,
coraz słabiej pamiętają co jest dobre, co złe. (Co złe)
Dorosłe dzieci we mgle,
gdy wysiada im bateria, gubią się, gubię się ja też.
Dorosłe dzieci we mgle,
coraz słabiej pamiętają co jest dobre, co złe. (Co złe)
Dorosłe dzieci we mgle,
gdy wysiada im bateria, gubią się.

Raperzy, słuchacze, ich rodzice, siostry i bracia.
Wszyscy we mgle spacerują po fakty.
Bohaterowie Bukowskiego zdążyli pouciekać.
I wszyscy stajemy się bohaterami Houellebecq'a.
Gdzieś między telewizją, face'm i mailem.
Obok kościoła i daleko za sejmem.
Z dala od brzęku monet, kredytów we frankach.
Kryje się dawna Polska, która prawie umarła.
W nowej, dziewczę na portalu, znajduje tatę.
Jak wyrywa małolatę, młodą kurwę z jej klasy
Ich serca z PRL, portfele z III RP, (młodzi)
Chcę z nich czerpać, a powtarzają tylko błędy
(Nigdy nie będę, jak ojciec, jak matka).
Kochanie pomyliłem wers, to nie dziesiąty, Racja!
Ale gdy mówisz taki tekst, śmiem wątpić.
Gdzie nasze zdrowe rozsądki, chyba we mgle. Nie sądzisz?

Ref.
Dorosłe dzieci we mgle,
coraz słabiej pamiętają co jest dobre, co złe. (Co złe)
Dorosłe dzieci we mgle,
gdy wysiada im bateria, gubią się, gubię się ja też.
Dorosłe dzieci we mgle,
coraz słabiej pamiętają co jest dobre, co złe. (Co złe)

KODEX IV 2012 ! Magiera & Laska - Ten Typ Mes...
Od lat 90 jestem MC, pamiętam jak,
usłyszałem pierwszy bit i nagrałem pierwszy track,
I to, że chcesz uczyć mnie jak żyć trochę mnie męczy,
Bo wiem lepiej co to rap i znam więcej płyt na bank.
I gdy robię mainstream mówią coś, że robię pop,
a gdy robię underground, jestem z tych, co robią to bo chcą.
Nie z tych którzy tam tkwią, bo wciąż muszą,
Wkurwiam ich bo mam flow, i płonie majk więc gram dużo.
I w głowie mam czas gdy DJ kładł cut na bit,
I słucham tych nowych sław i myślę, że czas na beef.
Bo grają rap tak jak ja 10 lat temu,
I czuje się tak, jakby ktoś mi wysłał moje demo.
I słucham takich gówno wartych prawd i wchodzę na ten bit,
Tak jak na boisko Van der Vaart.
I mają fart, że robię new school, bo gdybym robił old school rap,
Ich cały świat runął by jak domek z kart.

Ref: [ 2x ]
Czasem słucham Drum'n'Bassu,
Robię Dubstep i lubię Dub,
Ale nie wiesz lepiej niż ja co to rap.
I w moim ręku majk i jestem MC, zrobię tak,
Że każdy z was będzie przy mnie kiepski.

Te wasze podwójne rymy są tak wymuszone,
Jakby nagle składać je zaczęła Anna Samusionek,
I myślę sobie: spoko ziomek, idź w swoją stronę,
Ale nie ucz mnie rapować,
i jak składać słowa przed mikrofonem,
Bo o starej szkole wiem więcej niż każdy z was,
I nie chcę być idolem,
przestań też liczyć mój hajs.
Jestem ciekaw co byś zrobił na bicie,
Który nie brzmi klasycznie, i ma inną rytmikę i inny bas.
Pewnie miałbyś flow jakby gadał to Janusz Weiss.
Zostaw to, zróbmy tak
wyrzuć pretensje,I nigdy więcej
nie mów mi jak mam robić rap
Albo weź mój nowy bit i się ze mną sprawdź .
Zrobię to chętnie bo jestem MC,
I na bank lepiej znam całą esencję.
Jak wchodzę na bit to nieważne,
czy to DubStep, czy to grime,
Czy to sampel, czy to crunk,
To jest czysty underground!

Ref: [ 2x ]
Czasem słucham Drum'n'Bassu,
Robię Dubstep i lubię Dub,
Ale nie wiesz lepiej niż ja co to rap.
I w moim ręku majk i jestem MC, zrobię tak,
Że każdy z was będzie przy mnie kiepski.
Jeśli masz kłopot z odnalezieniem drogi, nie patrz już na znaki,
wsłuchaj się w przestrogi, ten świat wrogi niejeden umysł zniszczył,
jak szuja przechytrzył i padasz przegrany, Twój los nie jest znany, boś helu konsumentem,
niebawem Święto Zmarłych będzie Twoim świętem, wielu ludzi z talentem przepadło i nie wróci
choć ta wiadomośc smuci, niech cuci ludzi w cugu, ciągle skąpani w długu
i w nieustannym strachu, zaprzestań idioto ściągania z głównych gmachów,
ten towar przecież zniszczył już tysiące dzieciaków,
spójrz w przyszłość i zobacz co Cię czeka,
drżąca ręka człowieka i przerażone oczy,
nie jeden już na prostej, choc wcześniej z toru zboczył,
po kruchym lodzie kroczył, lecz teraz znów na brzegu,
przecież nie startujesz po to, by nie ukończyć biegu,
ja ukończę, zawsze dumny z tego co posiadam,
z życiem się zmagam i o litość nie błagam,
szczerości się domagam, bo sam też jestem szczery
skąpani w czarnym słońcu pokonamy bariery.

Czarne słońce unonszące się nad nami,
nad domami naszych rodzin z zasadami
ciągle do przodu, a z tyłu gdzieś przegrani
ja idę w parze z marzeniami. (2x)

Kiedyś nie wiedziałem, ale teraz się z tym zgodzę,
wiem, że pieniądz wróży pasmo niepowodzeń, też po tej ziemi chodzę
i zwodzę czarne myśli, wokół same wałki, każdy każdego czyści,
schwytani przez zawiści sieci, a w psychice jak zarobić wbrew logice i rozsądku
jak wyznaczyć sobie drogę do majątku,
przecież pieniądz to myśl każdego wątku teraz,
nie zadajesz tego, też myslisz o tym nie raz
i zbierasz plusy i minusy w sercach bliskich,
szacunek dla Was wszystkich za to, że tu jestem,
dla ludzi z gestem za to, że pomogli byli i nie zwątpili w ciężkich chwilach,
gdy los się nie przychylał i szalały burze,
takim ja Wy zawsze słowem służę.

Czarne słońce unoszące się nad nami,
ja przecież wiem, że zdam życia egzamin,
choć często los kolcami swymi rani
dobijemy do brzegu, choć przez nurt nękani. (2x)

Moi przyjaciele w zachodnich samochodach, obwieszeni w licie, wciąz tępią złego wroga,
lecz, gdzie była ręka Boga, kiedy problem sie pojawił,
szaleniec z bronią w ręku nie wachał się i zabił
długo nie zabawił, bo sam skończył marnie,
Gie Er O Cha Ó W brzmi nieobliczalnie,
czasem w skutkach fatalnie, bo los nas nie oszczędza
i spędza sen z powiek i sen z powiek spędza,
znów bezlitosna walka, gdy w progu stanie nędza
każdy to stwierdza i poświęca sie codzień,
każdy przechodzień chce godzień być szacunku,
chce być niezależny, wiec zmierza w tym kierunku,
skurwysynu - też bądź pewien swoich czynów
i ucz swoich synów, że wtedy w oczach tracą, dy sprzedają swą dupę tam,
gdzie więcej zapłacą
ja szczycę się swą pracą i szczycić się nią będę,
trzeźwo patrzę w przyszłość, choć czasy są bezwzględne,
tak jak te czasem dobrze, a czasem ciepło grzędne?
i wciąż przez drogi kręte i przez tysiące zdarzeń
a towarzyszem naszym zmęczone wokół twarze
rajd do spełnienia marzeń i życiowych zachcianek,
lecz czy łaskawy los otworzy szczęścia bramę,
idąc w nieznane, z czasem sie dowciecie
po której stanąć stronie, by żyć w realnym świecie.

Czarne słońce unonszące się nad nami,
nad domami naszych rodzin z zasadami
ciągle do przodu, a z tyłu gdzieś przegrani
ja idę w parze z marzeniami. (2x)
Możesz machnąć ręką i powiedzieć to nie ważne,
Zebrać ślinę z zębów i zostawić ją na klatce,
Odwrócić się, jak twój cień pod latarnią,
W sobotnią noc, noc taką jak tą,
Odskocznie są tu potrzebne by nie zgasnąć,
Przemyć zimną wodą twarz, nie chciałbyś się ogarnąć?
Zachować swoją wartość, tylko dla najbliższych,
Jestem tu z Tobą, ten związek jest magiczny,
I zapominam tych których kochałem ślepo,
Człowiek jest głupi, jak jest z głupią kobietą,
Dziś jestem daleko i wierzę w przeznaczenie,
Jak w to że jestem gotów by pomóc komuś w potrzebie,
I zmienia mnie otoczenie mego życia,
Ci ludzie których szacunek był do pokrycia,
Wczoraj nie było dzisiaj, już nie patrze na te twarze,
Tych którzy byli z Tobą jak byłeś z nimi przy barze,
Są rzeczy ważne, ważą się nasze losy,
Weź los w swoje ręce, gdy masz wszytkiego dosyć,
By cele zdobyć i włożyć w to troche wiary,
Czy być szczęśliwym żyjąc z nią, zrealizujesz plany?
Bo liczą się zmiany, by nie minąć się z dobrem,
Choć świat pojebany zostawił dla nas ten problem,
I cały obłęd wokół błędnego znaczenia,
Snu, który jak nigdy był oznaką zmęczenia..

ref:
I bliźnią się rany odchodzi w nie pamięć złość,
Gdy dzień nie był tym samym, dniem była tu noc,
Gdy nie spokojnie śpiąc, budzi cie spokój i cisza,
Ta chwila w której na nowo sobie przypominasz 2x

Muszę Cię odwieźć z życia, śpisz już pewnie,
Siedzę na ławce, sam gdzieś, sam nie wiem,
Co było błędem? nie chciałem tam zostać,
Wkurwiło mnie wszystko, musiałem odreagować,
Nie chce tu zostać, próbuję zebrać myśli,
Gdzie jestem, co robię, gdzie są wszyscy?
Słyszę głos na ulicy, głowa mnie boli,
Chcę wstać powoli, wypuszczam telefon z dłoni..
Nie chcę czuć że jak czuję, wiem że wiesz o czym mówie,
Też mam problemy, które karzą mi iść pod góre,
Mi z dużym murem i ja jeden tu,
Jak mogę być pewny pod sobą czująć lód,
Tysiąc słów, gestów, miejsc i porażek,
I tyle snów, nie pamiętam kilku marzeń,
Wszystko jest raczej prawie poukładane,
I droga która prowadzi zawsze do przegranej..

ref:
I bliźnią się rany odchodzi w nie pamięć złość,
Gdy dzień nie był tym samym, dniem była tu noc,
Gdy nie spokojnie śpiąc, budzi cie spokój i cisza,
Ta chwila w której na nowo sobie przypominasz 2x

Bliźnią się rany, odchodzi złość,
Znów najebany, mam tego dość,
Nie jestem słaby, nie jestem zły,
Uwierz mi też chce tego co ty..
Nagle poczułem, że siedem lat nie jadłem
Wtem LUC porwały THC apetytu surrealne szkwały zjem
pudło to, żeliwo,mydło i ten segment cały z ketchupem
Piwo, wełnę, zjem beton, banały i skały.
O rety, rety te pełne regały opętały me gały
mały, chudy patyk byłem stałem się karkiem
supermarkety stanowią prywatną spiżarkę.
Mój głód to blaza zaraza masa
kra bagna jak na kiczowatych obrazach.
Mój głod to postrach, to astronomicznie ostra gastrofaza!
Ekstaza stu katastrof
powodująca że zjadam to miasto
z towarami. Jak ciasto
łykam trawę nawet krawężniki z ulicami,
makaron z pastą do butów,
cielęcy tułów
z mielonymi bananami,
zrazy zawijane szlafrokami,
szarlotki faszerowane fasolą i śledzikami,
Kosmetyki Tesco z kołpakami,
pasztetem z winogron,
zjadam ten ogrom,
delektuję się smakami,
nogami dzika w kapciach z pomidorowej margaryny,
filetami z lodowej sałaty czy cytryny
wędzonej z kabaczkami,
pierogami z patyczkami do uszu
dwa kilogramy do drukarki tuszu
wysuszone na grillu z krokietami
nadziewanymi wikliną z grzybami
na deser dopycham się telewizorowymi tortami,
to winem zapijam, zagryzam kompaktami,
aminokwasami trawię prawie każdy rodzaj karmy,
strawię nawet piłę Husqvarny,
sam ustalam swój system molekularny,
tego nie przewidział Darwin,
to wielkie żarcie
gastronatarcie,
170 kilo ważę, brzuch ciągnie mi się po asfalcie.

Puk Puk Pukagastrofazy godzina
Poezja smaków, wykwintna lawina
Puk Puk Pukagastrofazy godzina
Hiperkonsumpcja, człowiek świnia...

Wiem, wiem, wiem, jem, nie czuję skutków
Ja boży produkt w morzu produktów
Jem, jem, jem, nie czuję skutków
Zagubiony moduł w łańcuchu produktów

Słodki, słony, kwaśny, gorzki, glutaminian sodu - smaku więzy
kora smakowa mieści się gdzieś pomiędzy
płatem ciemieniowym a zakrętem zaśrodkowym
może to enzym niedaleko kory SI
unerwiającej język
nie wiem, ale wiem, że pochłonięty jestem przez tą chemię
i potwór we mnie drzemie
wymaczam cię w tym dżemie,
urośnie napięcie,
następnie zjem cię
razem z miską
jestem psychoskirtotymikohedonimaksymalistą
Kocham smaki, zatem wtem zjadam wszystko!
Zjadam wszystko!!!

Puk Puk Pukagastrofazy godzina
Poezja smaków, wykwintna lawina
Puk Puk Pukagastrofazy godzina
Hiperkonsumpcja, człowiek świnia...

Puk Puk Pukagastrofazy godzina
Poezja smaków, wykwintna lawina
Puk Puk Pukagastrofazy godzina
Hiperkonsumpcja, człowiek świnia...
Twoi fani muszą kochać, całować cię w stopy
Nalatać się z tematem by ci oddać parę złotych
Ziomek jak chcesz mieć na drzwiach siekiery i kopy
To przypucuj się Popkowi, że masz klocka do zamoty
Mnie też nie interetete twe życie prywatne
Ale gdy modyfikujesz siebie Pawle ja się martwię
Co się dzieje z Popem pytają chłopaki
Po co mu oczy demona i te podwieszane haki?
Kto dissował Firmę? Kto dissował Ciemną Strefę?
Jak nie wiesz co to diss to zapytaj wikipedię
Jebane brednie, okradłem złodzieja
Gdy ci małolaci całowali ci zarobek z kierman
W Krakowie zawinąłeś mandżur nad morze
Krzyżyk od rodziny P bez żalu na drogę
Kroczyłem własną, odbiłem sam z niczym
A za tą odzież JP powinniśmy ich naliczyć
Ja, ty i Pomidor co z tego mieliśmy mordo?
Wszyscy razem pracowaliśmy na to firmowe godło
Kiedy oni A6 zajeżdżali pod apartamenty
Ja chodziłem z bólem brzucha, nie mając nawet na skręty
Daruj se brechty legalna praca nie hańbi mnie,
Ty też zaczynałeś od łopaty w Londynie
Jak nie kumasz czemu odbiłem od łaków
Wytłumaczę ci chłopaku na kolejnym tracku, ej.

Ref.
Pojebało się od hajsu, masz marketingowy zastój
Kto bez winy niechaj pierwszy rzuci kamień
Jaki masz interes w tym, by sprowadzić mnie na dno?
Rozumiem miałeś zły nastrój, podkręcony przez tych błaznów
Zadaj pytanie czy stoisz po stronie prawdy
Weź zbastuj, nikt ci tu nie bije brawo.

Pawle stary kocie po co wpierdalasz się do tego
Dałeś wiary propagandzie Morskiego i Bladego
Czemu nie spytałeś mnie czemu odbiłem od nich
Ja cię szanowałem, a ty knujesz od tygodni
Wiem masz mnie na liścia, w klatce wypadłbym cienko
Ale na tych bitach nakurwiam jak Fedor Emelianenko
Odebrałem, potargałem tą depeszę
Póki co to mamy sierpień, smok już się nie podniesie
Na szczęście od lat nie muszę latać na kieszeń
Zrozumiałem, że nie warto, na legalu pnę się
Szara eminencja Firmy bez inwektyw
Na czele stał ten koleś co miał parcie na obiektyw
Wiesz, że to lamus my wiedzieliśmy peronkę
On nigdy nawet raz nie był karany dołkiem
Gdy ty rabowałeś Londyn ja znałem klasykę
Legnica dała mi szkołę wiesz, że dobrze znam ulice
Straszysz mnie fanami, których i ja wychowałem
A prawdziwi fani mają na to wyjebane
Chyba zapomniałeś, że tu chodzi o muzykę
Mnie się nie obawiają, mnie szanują ulice
Robię takie klipy o jakich możesz pomarzyć
Słyszę jak przez ciebie przemawia naiwność i zawiść
Okazałem wam szacunek w „Żyję zamiast polec”
Pokaż mi, gdzie tam był kurwa wbity bolec.

Ref.
Pojebało się od hajsu, masz marketingowy zastój
Kto bez winy niechaj pierwszy rzuci kamień
Jaki masz interes w tym, by sprowadzić mnie na dno?
Rozumiem miałeś zły nastrój, podkręcony przez tych błaznów
Zadaj pytanie czy stoisz po stronie prawdy
Weź zbastuj, nikt ci tu nie bije brawo.

Kto komu pierze mózgi, mówi o elegancji
Pseudoprawilniaku mistrzu dezinformacji
Zapomniałeś jak przez ciebie oszukani ziomki
Waliłeś im do sypy drugie tyle mąki
Stary numer z rękawicą zbiłeś tak fortunę
Lecz nigdy nie miałeś gestu, żydziłeś każdą złotówę
Ja milczałem aż do dzisiaj, pieniądze drażliwy temat
Skoro mnie oczerniasz innej możliwości nie mam
Racja, czasem pożyczyłeś mi floty
Dawno jesteśmy kwita, nie zapominaj o tym
Niewolniku, co cię naprawdę boli?
Pamiętam jak mnie wystawiłeś wtedy tam na Woli
Mi się pierdoli? Chłopino przestań pieprzyć
Ty piszesz na mnie diss, co my jesteśmy dziećmi?
Wylewasz jakieś żale za czasów małolata
Choć wiesz, że nieraz miałeś we mnie brata.

Ref.
Na niejednego gościa mówię brat
Na tego tu na wolności, na tego zza krat
Tamci sprzed lat są jak kat
Bo choć sami nie są idealni nie tolerują wad.

Ja chciałem hajs do łapy dwulicowa chimero?
Dwa tygodnie puchy z ciebie się złodzieje śmieją
A prawdziwi wiedzą gdzie leży prawda
Ty polityku o prawdomówności Donalda
Nadworny historyku nie brak ci talentu
Ale od dwunastu lat w rapie żadnych postępów
Używasz podstępów, ja nosiłem ci hajs
Nie byłeś mi wspólnikiem nigdy urojona baśń
Już nie pamiętasz czemu chodziłem pusty
Bo z JP nic nie miałem, płaciłem wam za koszulki
Jak miałem do was żal ty śmiałeś mi się w twarz
Wymyśliłem Ganja Mafię nagle pojawił się Hash
Utworzyłem markę, zacząłem się rozwijać
Miałem ci się opłacać? Możesz dostać w ryja
W bawełnę nie owijam, odpierdol się ode mnie
Bo się za ciebie wezmę solidnie i konkretnie.

Ref. x2
Na niejednego gościa mówię brat
Na tego tu na wolności, na tego zza krat
Tamci sprzed lat są jak kat
Bo choć sami nie są idealni nie tolerują wad.

Posłuchaj mnie ty bucu raz na zawsze zamknij mordę
Co było między nami mogłeś uszanować godnie
Teraz tu wylewasz brudy, rzucasz gównem jak stajenny
Zaraz szybko wytłumaczę, że nic ci nie jestem krewny
Nie powiem byłeś mi przyjacielem nie raz
Nie powiem mogłem na ciebie liczyć nie raz
Ale, gdy potrzebowałem tam pomocy w walce
Odjebaliście flopa posrani na ławce
Mi jadą, ty z nimi jarasz, ty mnie bronisz, los cię pokarał
Bo ci sami ludzie chcieli was dojechać
Chciałeś pomocy, gdy strach na plecach
Tak szydzę, gdy pajacujesz klauna
Morski może niebawem nawet batman
Uwolnić orkę, garaż z kopa
kurwa co za idiota, on ma downa
Srasz się, gdy marzysz o ekipie,
palisz frana zakłamany typie
Milczenia zmowa nie mocna strona,
Srasz się po Polsce do mnie w telefonach
Nasza rozmowa na Skype to była tylko formalność
Wiedziałeś od dawna chciałem odbić w chuj, odbić w chuj
Złość sięgnęła zenitu, gdy odwiedziłem wasz magazyn
A tam wisi podkoszulek Ganja Mafii na nim chuj
Na nim chuj namazany, ja nie chcę już być z wami
Pseudo ziomami co mi jadą za plecami, czuję ból
Kocham Firmę, dziecko, ojciec już nie wróci
Będę nosił ciebie w sercu, nie zwiodę Cię w śród ludzi
Zwinąłem ciuchy oddałem nadawcy,
mój dług wynosił koło 3 tysięcy
Obiecałem oddam co do złotówki,
ustalmy Romek rozżycia warunki.
Ty milczysz, ja milczę, nie grasz moich zwrotek ja milczę
Nie paplasz ja milczę, to było proste nie udało ci się

Złamałeś każdy punkt, gdy ubliżałeś mi
Na koncertach jeden buch, ja za to liczę ci
Zachowałeś się jak ciul, chciałeś zadać mi ból
Kłamałeś jak z nut, gdy sprzedałeś ten dług.

Wasz ziom Roman Bosski sprzedał ten śmieszny dług, taa
Ktoś miał wziąć z tego procent, i oszczędzać mych nóg
Tak się składa, że ja i on to ziomki, prawdę zdradziłem mu
A to człowiek z charakterem mówi Kali jesteśmy kwita, piona.

Sam widzisz obrotniaku nie należę ci nic
Trzeba było porozmawiać, mogłeś sam zadzwonić
Ciągle kopałeś dołki, oczerniałeś mnie wśród braci
Nawet jeśli nie ja to los za to ci odpłaci.

Gdzie były twoje zasady w przeciw podróbą kampanii
Chciałeś cywilne sprawy dla tych, co handlowali ubraniami
Z literami JP ideologii nie ukradli,
JP w sercu im się pali to kochali nasi fani
Gdy zakładaliście biznes zapomnieliście o mnie
Bo Tadkowi byłem winny jakieś śmieszne pieniądze
Od tego są ziomki, od tego by pożyczyć
Gdy ci gaśnie słońce nie masz na kogo liczyć
Dziękuję wszystkim ludziom co pomogli w trudnych chwilach
Przepraszam jeśli kogoś zawiodłem to mi wybacz
Nie jestem ideałem, nie próbuje nim być
Ale nikt nie będzie mówił mi jak i gdzie mam iść.
Kiedy nie czuję przyjaźni to odbijam,
skoro ona umarła to nie była prawdziwa
Chodzi o pieniądze, nie zgadza się rozumiem
Kiedy przeistoczyłeś się w taką złotówę?

Ref. x2
Wiem, że liczyłeś na to, że się nie podniosę
Wiem, że cię boli wiesz, że nigdy nie przeproszę
Jesteś dla mnie martwy nie wielbię cię co niedzielę
Myślałem, że jesteś moim przyjacielem.

Zwinąłem swój dorobek do samarki włóczykija
Poszedłem w stronę słońca, ciągle wierząc w przyjaźń
Za mną to miasto, Kraków na zawsze kocham
Czeka na mnie nieznane, boso ale w ostrogach
Skąd ty możesz wiedzieć co robiłem w kryminale?
Pewnie od moich wrogów, co ich wtedy miałem
Co ty możesz wiedzieć o zasadach w kryminale?
Przecież nigdy tam nie byłeś, tylko o nich słyszałeś
Zakoduj se Romanie nigdy tobie nie wybaczę
Za to propagowanie tych kłamliwych przeinaczeń
Za to, że ludzie, których szanuję prosto z serca
Nie wiedza już co myśleć boś ich sprytnie ponakręcał
Się nie ukrywam, wiadomo gdzie mnie znaleźć
W końcu wszystko poodkręcam, przywrócę ksywie chwałę
Pamiętaj że, me długi to moja sprawa
Nie wiesz co mówią o tobie, nawet nie chcę powtarzać.

Ref. x2
Wiem, że liczyłeś na to, że się nie podniosę
Wiem, że cię boli wiesz, że nigdy nie przeproszę
Jesteś dla mnie martwy nie wielbię cię co niedzielę
Myślałem, że jesteś moim przyjacielem.

Jestem hipokrytą, weź chłopaku odbij
Kiedyś jebałeś psy, dzisiaj jesteś porządny
Śmieszny co za heca, ratowałeś mnie od pieca
Se poleciałeś ładnie, fantazjujesz tak se wkręcaj
Zapomnij o mnie, najlepiej raz na zawsze
Jadziesz nienawiścią, ja cię winnie prawdy karcę
Pozdrowienia od mej ekipy ze śląska
Ganja Mafia już na zawsze nie podzieli nas forsa,
nie podzieli nas forsa
Nie podzieli nas forsa,
nie podzieli nas forsa,
nie podzieli nas forsa.
Elo, Elo Deszczu Strugi Mixtape Prosto 2006
WWO, Hemp Gru

Nie! nie przejdę obok obojętnie
Też podnieś glos, podnieś ręce
Chcę normalnie żyć i niewiele więcej
Chwilę się zakręcę, za przyjaciela ręczę
W końcu będę tam gdzie chcemy być
W końcu będę żył jak chcemy żyć
W końcu spełnię plan
i w końcu będzie tak jak powinno

Widząc to kurestwo wszechobecne i tych
Którzy wyśmienicie odnajdują się w tym
W zaistniałej sytuacji czują tylko zysk
Ziomek ja podniosę cię gdy padniesz na pysk!
O co biega? Złodziej okrada złodzieja
Chłopaczyna dyma pannę najlepszego przyjaciela
Świat stanął na chuju i tańczy sobie break’a
Kolega nalicza cię bo wie, że nie sprzedasz
Kolejny dzieciak za granicę wyjechał
Kolejny koronny na wspólników się rozjebał
Dzieci rodzą dzieci, śmieci generują śmieci
Jak leci?
Rządzą dziś analfabeci - kurwy w sejmie pierdolone
Piszą se ustawy, żeby było załatwione co trzeba
I o to biega
Powiesz mi, że tak jest wszędzie
Czy nie tak?
Prawda
Ale nie sra się do własnego gniazda
Podnieś głos, bo milczeniem się zgadzasz
Podnieś pięść, by im skalę pokazać
Widząc to kurestwo trzeba pilnować zasad
Z własnego otoczenia wszystkie szuje wymazać
By móc usłyszeć wtedy kiedy już nie zrobisz nic
”Ziomek ja podniosę cię gdy padniesz na pysk”

Nie! nie przejdę obok obojętnie
Też podnieś glos, podnieś ręce
Chcę normalnie żyć i niewiele więcej
Chwilę się zakręcę, za przyjaciela ręczę
W końcu będę tam gdzie chcemy być
W końcu będę żył jak chcemy żyć
W końcu spełnię plan
i w końcu będzie tak jak powinno

Beztrosko na Prosto z selektorem Deszczu
Nie można tu stać, że tak powiem, w przejściu
Określ się konkretnie - jesteś lub cię nie ma
Jak widzisz, że brat twój mentalnie umiera
W środkach nie przebieraj, jeśli szczerym mieczem władasz
Trzymaj się też tego, co pijany gadasz
Obiecanki cacanki, a głupiemu radość
Pierdolę to, co pierdoli jakiś gamoń
Wiem jedno, że o przyjaciół trzeba dbać
Tym bardziej, że często padają na twarz
Pomóż wstać bezinteresownie
Bezwonnie zaliczysz to do swych bezcennych wspomnień
To godne jest człowieka z charakterem
Jesteś świnią dla swoich, to dla mnie jesteś zerem
Na koniec tylko: ty szanuj to co masz
Paść na twarz nie znaczy ją stracić
Elo JLB! Nie traci się braci!

Nie! nie przejdę obok obojętnie
Też podnieś glos, podnieś ręce
Chcę normalnie żyć i niewiele więcej
Chwilę się zakręcę, za przyjaciela ręczę
W końcu będę tam gdzie chcemy być
W końcu będę żył jak chcemy żyć
W końcu spełnię plan
i w końcu będzie tak jak powinno
Ref. x2
Są chwile które czują ból
Bez wartości pewnych spraw
Ja jestem tu zostaję tu aaaa
Ja tu zostaję

Zostaję tutaj gdzie miejsce moje jest od zawsze
Wsporniki gdzie jest tak że nikogo życie tu nie głaszcze
Zostaję tu gdzie po raz pierwszy rozbiłem głowę
I poczułem smak pięści wierz mi
Zostaję tu bo tu najlepiej czuję
Tutaj wszystko smakuje mi lepiej niż zwykle
Wiem ciągle o tym myślę rozpatrując warianty
To jest mój dom trwam w tym podziały kontrabandy
Zostaję tu bo tutaj najlepiej rozkminiam
Ludzi których mijam
Tu najlepiej się rozwijam
Moja wina zostaje tu zostaje bo tak chcę
Mogę usiąść na ławce
I cieszyć się chwilą miłości sto procent szacunku kilo
A tym którzy to widzą dedykuję to wszystko
Do każdego mam blisko sąsiedztwo rzec jasna
Kolory mego miasta a na nich nasza warstwa
Ulice mej dzielnicy traktuj jak księstwo
To jak VETO zwycięstwo Agro skład bezpieczeństwo
To miejsce do którego wracam z pokorą
A inni jak wolą ja tu zostaję

Ref. x2
Są chwile które czują ból
Bez wartości pewnych spraw
Ja jestem tu zostaję tu aaaa
Ja tu zostaję

Zostaję tutaj bo tu mam poparcie bliskich
Dziękuję za to wsparcie wszystkim ja tu zostaję
Zostaję w miejscu gdzie nieraz jest ciężko
Nieraz jest lekko
To miejsce dla nas jest Mekką
Ci co zdradzili chleba z nami nie zjedzą
Dobrze o tym wiedzą niech siedzą w ukryciu
A my po przebyciu tych chwil dobrze wiemy
Na kogo można liczyć i na ile nas stać
Zostaję tutaj tu wychowuje nas rap
Tutaj mam swój własny świat
Jest po co wracać
Ja tu zostaję wszystkie długi pospłacam
Bo tu gdzie się obracam wszystko widzę jak na dłoni
Wszystkie zakamarki docieram do nich
Kropla szczerości zmywa wszystkie brudy
Los ciężki gruby wystawia nas na próby
Zostaję tutaj bo tu stoi mój dom
Powiedzmy to powiedzmy sobie szczerze
Nawijamy o tym co na sercu leży
Kwiat polskiej młodzieży to jest to co powtarzam
A inni jak wolą się nie obrażam

Ref. x2
Są chwile które czują ból
Bez wartości pewnych spraw
Ja jestem tu zostaję tu aaaa
Ja tu zostaję
PACH!!! Nagle coś pęka
To chyba Wytwałości szkła
czuje brak steru w rękach
promo minut życia krach faktów potęga
milczenia wstęga CIAH przecięta
jak cierpliwośc TePSy abonenta
czas na komentarz
Elucorymoninja kontra strach
mikrofon i ręka
kontra soviet mental kuriozum
Jesień wiary w siebie leje jak
lawa z termosu

Ja pchła vizavi tsunami
komercyjnych ciosów
Walka z tonami ksero taniego
rozgłosu
Na wspak połamię ksenofobii kręgosłup
Ewakuacja na wyspy
to nie jedyny sposób
Osób
Tu potrzeba osób o sercach wrzących jak
babci rosół
Osób i czynów donośnych niczym jęki
NRDowskich pornosów
Myśli wolnych od stęchłego sosu

Miało być tak pięknie
a wyszło jak zwykle
Jaki kraj taka sztuka
polityka autostrady i kler
Przykre że dyktuje nami
taki tani popytu wykres
toniemy jak titanic w oceanie
tego co chytre
Żenada pożera nas
jak emeryta atak migren
Popkultura tu jak żarty Strasburgera
czy krew
Ma to wytrzyma czy jak Witkacy rzygnę nad tybrem
Polski showbiznes
wielki dziesięciolecia stadion
pe el a gie a te igrek x2

Trwam dzięki Wam
wam co macie pojęcie
Dzięki Wam kiwam cień mój
co dzień ku mini potędze
Trwam dzięki Wam
wam co macie pojęcie
Dzięki Wam kiwam cień mój
co dzieńku mini potędze
Mam to co mam chyba
mam plan i zaklęcie
choć wiem jestem odmieńcem
idę więc na pewne ścięcie
A mimo to wierze w ten dzień kiedy
przewietrzymy tego kraju stechnięcie

Ref. - Miliony głów ale jedna puenta
Pragnę być tu - aby pożegnać
SOVIET MENTAL

Wiem że ty też dobrze wiesz
i znasz nasz soviet mental
Byleby mieć ale nie zapłacić ani centa
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo