Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Siemanko z tej strony Rychu Peja SoLUfka
Nie będzie spektakularnego wejścia
Bezsensownego bełkotu
To ten co psuje wizerunek Hip-Hopu
Tede! Wiedz, że stałem się źródłem Twoich kłopotów
Taa... Właśnie tak.... Rychu... Peja solo!

Seria twoich przypałów nie ma końca bananie
marna kopia Jay-Z dla Polaków to zbyt tanie
Tede, tej celebrycie, chcesz być na szczycie?
tak szkoda mi cie, że ten smród od ciebie wyciekł
[że co?] w Kołobrzegu moi fani cie pobili?
tak żeś to sobie cwana kurwo rozkminił?
Jacek Graniecki zwykły pajac komercja
skończyłeś się z wybrzmieniem ostatniego kiloherza
masz za sobą swoją stacje TVN? wypierdalaj
zastanów się Jacku co ty sam odpierdalasz
udało ci się z Eldo później już miałeś ciężko
spaliłeś się w beefie z Płomieniem koleżko
panowie, panie cała prawda o Tede
z płyty na płytę zaniża poziom, nie wiesz?
chcesz być na szczycie, tylko gdzie twoi fani?
Gdy wychodzisz na scenę to pod sceną paraliż
i rozchodzą się, żalisz mają gdzieś chujowy bauns
tanie gówno, lans, który tak kocha hajs
3 razy H to potrójny chuj ci w dupę
nie zrobisz już w Mielnie urodzin rozumiesz?

ref:
Dobrze wiem co z nim zrobić
Tedego dobić
wszystko na moj koszt [ ha! ] tak to się robi
dobrze wiecie co zrobić [ ha! ] Tedego dobić
tak kończą frajerzy a on nie wie o co chodzi

98 Giżycko mogłem zabrać ci forsę
grałeś wtedy z Trzyha, miałeś mleko pod nosem
tyś super MC, legenda pamiętasz?
Dziś to wspomnienie, jesteś wrakiem człowieka
na chuj te promomixy, na chuj te tracklisty
nie pamięta jak się sam tak promował sukinsyn?
patenty z Buhha oparte na przesłuchach
coś tam sobie ubzdurał, kiedyś, że się nastukał
nie dasz mi rady, ja nie typ dyplomaty
jak tobie podobne szmaty, pozdrowienia dla kumatych
to nie jest diss, dissujesz się każdego dnia
przeglądając się w lustrze ty dissujesz się sam!
chcesz przysapać znów pojedziesz tylko: kurwa?
bo ubogi zasób słów synonimem twego gówna?
zbyt wiele dragów, zbyt wiele gorzały
może kiedyś byłeś wielki, teraz zaledwie mały
by do mnie sapać idź melise se zaparz
bo kończę z legendą
bo Tede to szmata !

[ jak Tede nie upadłem nisko ]

ref:
Dobrze wiem co z nim zrobić
Tedego dobić
wszystko na moj koszt [ ha! ] tak to się robi
dobrze wiecie co zrobić [ ha! ] Tedego dobić
tak kończą frajerzy a on nie wie o co chodzi

Uwierzyłeś w swój lift
wstawiając gówniany kit
dziś za to się wstydź, zamknij ryj, kurwo milcz
Wielkie Jooł! Ty jełopie wypierdalaj z tandetą
pseudo bling kontra beton już cie nie ma twój etos?
szanowany za demo teraz jedynie emo
jesteś pierdoloną ściemą niech wszyscy to zrozumieją
E yo e yo ! nigdy jak ty śmieciu z TV
mi nie napada przejdzie bokiem słyszysz?
jak szczur pomykasz po swego miasta chodnikach
szczur co dołączył do wyścigu więc znikaj
i czasem nie przepraszaj po raz kolejny gnojku
nie bierz tego do siebie, to twój tekst przygruby worku
zwalniam cię, jesteś wolny gdzie twój wolny?
gdzie się podział TDF co wygrywał wszystkie wojny?
to bitwa zaledwie, a już ją poległeś
i skończ pierdolić brednie, każdy wie ze leszcz jesteś
i to co na forach wyprawiają hejterzy
w twym przypadku to prawda, więc spróbuj się z tym zmierzyć

[ rozgrywam ten beef twoim kosztem, po kosztach, jak Rui Costa ]

ref:
Dobrze wiem co z nim zrobić
Tedego dobić
wszystko na moj koszt [ ha! ] tak to się robi
dobrze wiecie co zrobić [ ha! ] Tedego dobić
tak kończą frajerzy a on nie wie o co chodzi

Nie wiadomo o co chodzi, no to chodzi o pieniądze
w razie czego ci pomoże twoja matka lub ojciec
Jeżycki Książę od dzieciaka sam działam
jebać bogatych tych z domu tak gada
tych, którzy traktują innych z góry, tak mi przykro
pokazałeś Tedunio, że jesteś skończoną dziwką
ubliżył? dostał? przeprosić raczył
gdzie podziały się zasady, czyżby każdy się zeszmacił?
mówisz żenada, żeś oświadczenie poskładał
powiedz czym się kierowałeś, nad czym żeś się zastanawiał
chcesz ugrać kilka punktów i tak ziomek bez skutku
wyjeżdżasz bezczelnie z premierą przede mną durniu
zero szacunku za ten ruch gwiazdo gatunku
która z dziesiątym września gaśnie ostatecznie z punktu
wiedziałeś o premierze trąbiłem o tym pół roku
a ty partyzant wydajesz swój syf i teraz w szoku
tłumoku, ja gotów by przyjebać ci z otwartej
spoliczkować po damsku żebyś zaliczył parter
mówię odważnie twój ex kumpel Rysiek
ty byłeś moim kumplem może wydawało mi się?
i za chwile usłyszę: nigdy cię nie lubiłem
potwierdzenie żeś fałszywy mam od dawna,
skminiłem.

[ klownie, przebierańcu, świńskie fałszywe oczka, rozgrywam ten beef, twoim kosztem po kosztach ]

ref:
Dobrze wiem co z nim zrobić
Tedego dobić
wszystko na moj koszt [ ha! ] tak to się robi
dobrze wiecie co zrobić [ ha! ] Tedego dobić
tak kończą frajerzy a on nie wie o co chodzi

No i co? Panie blink był Tede i znikł
Musiałeś uderzyć we mnie, by zjednać
sobie przychylność lamusów, bo tylko
u lamusów masz Jeszcze jakiś szacunek
Twój wizerunek pozostawia wiele do życzenia
Wujek! pierodlisz o air maxach new erach
Spierdzielaj, nie pamiętasz jak sam robiłeś za bannera?
A teraz naśmiewasz się z dzieciaków, którzy
noszą ciuchy od sponsorów? Czujesz się lepszy kurwa?
Nie masz honoru! śmiejesz się z tych co nie mają wyboru
Biorą co dają a Ty szydzisz z nich gnoju...
Cały Tede kurwa wielka gwiazda!

Narazie

I jeszcze jedno co takiego kurwa wniosłeś przez te ostatnie 10 lat?
Co takie kurwa wniosłeś do tego Polskiego Hip-Hopu?
Że masz kurwa czelność mówić, że ja spierdoliłem wizerunek
Polskiego Hip-Hopu. I tym kawałkiem dałem Tobie zarobić
na chlebek! Tede!
Wjechałeś na Olis? I tak się spierdolisz
Nara
[Fokus]
Stary, co mi się ostatnio śniło!
Śniło mi się, że poszedłem ze śmieciami
Stali na dole naspidowani
ani nie patrzyłem na twarze, wiesz jarzę,
nie chcę kanałami chodzić po osiedlu,
jeden kojarzę, że siedział w pierdlu
Jezus, kiedy słyszę moje nazwisko,
ten drugi chce superlighta mojego - to nogi zgina
za jego oczami człowieka nie ma
ślina, adrenalina
ale daję i idę z tym kiblem
uznaję ich siłę
i udaję gnidę przed bydłem
myślę: spokojnie, masz przewagę, wróć tam
jeden - nie wiedzą, że ja to ja
Dwa - w zamku klucz złam!
mój but - klucz, jego łokieć - szyba
słyszę jak wyzywa nie dożyję jutra chyba
teraz alternatywa: spierdalać czy gadać,
gadać, 150% mogę wam dać
cisza…
200.
175.
200 i tydzień kurwa bo zrobię ci rzeźnię
zajebiście, nie? nieźle skąd ja kurwa wezmę
i w ogóle co za bezsens
nie śpię po godziny wczesne
telefony do rodziny: “Jestem,
halo? Jestem twoim kuzynem, pożycz mi na czesne.
No tak, bez ściem, …aha, no to dzięki…”
nawet za siebie samą nie dałaby uciąć ręki
se, ta (…), nie? te-telefonuję
“Te, kojarzysz co się dzieje bo ja nie pojmuję!
ej, brat wali mi się świat!… aha…
tak.” o ósmej pod blokiem cały skład
osiedlowy wywiad uruchomił wszystkie kontakty
około jedenastej znałem pewne fakty
późnym popołudnie wiedziałem już kto ma dragsy a kto broń
w końcu dotarłem do pewnej Magdy, znasz ją,
nie?, mniejsza o to
mówię jej: mam kłopot
i, że siedzę w gównie potąd
i czy wie czyją robotą jest ten kwas
ona mi mówi daj mi czas
po chwili wraca, mówi pod ten adres raz
jej facet wlazł ale szybko wylazł
wyniósł go na butach jakiś jebany lowelas. Bilans
jadę, jadę
stary jak wjedziesz na autostradę to wziąłbyś i “nadepł”.
prawie dwa razy wypadek, w końcu patrz to chyba tu
chata jak ze snu i dojebane BMW
żyć nie umierać, tylko że i co teraz
niewidzialna bariera
z nimi się nie zadziera
trzymają łapę na sterach, maczają palce w aferach
znikają ludzi i ,i to znikają do zera
więc ja za chuj tam nie pójdę
chyba że masz bulteriera szybszego niż giwera
kumpel już mówił popieram
gdy nagle furtka drgnęła, chciałem krzyczeć nie strzelaj
widziałem znicze, no może cholera pobicie, kamera
w oczach obficie pobiera obrazy nacierające
i życie przewija mi się i idzie znaczy się w powietrzu
płynęła Angela - córka miliardera, uśmiechnęła się
i sponiewierała szofera
Angela, która lubi relaks
Angela która na zakupy wybiera się bez portfela
Krótko czas
stanął mi i kumplowi, szy szybko pojechaliśmy za nią do Obi
co, co taka tam robi
ta tajne spotkanie
je jeszcze dwie pa panie, że cisza na planie
nie?
no i ten jeleń. czy Daniel?
zaraz przez radio-węzeł dostanie wezwanie,
że taka to a taka beema jest w gorszym stanie
jestem sam, nie?
włącz rozumowanie
mam zadanie i czas na wykonanie
streszczam się: “Chodźmy gdzieś, chodzi o przetrwanie.
Chodźmy gdzieś coś zjeść, gdzie jest taniej ale fajniej,
ej, błagam cię, chcesz? pokażę ci mieszkanie,
miałem włamanie, centralnie,
wyryli mi “piątek” na ścianie a ja nie wiem co jest grane
to prawda kochanie, boję się że coś się stanie
mi albo mojej mamie, to nie porwanie
i to nie bajer, chodźmy zanim przyjdzie ten frajer”
koniec bajek, wstała, ubrała ubranie
i wyszliśmy, pojechaliśmy w jej koleżanek nissanie
jak na rajdzie Wisły, hamowanie z pełnej pizdy
jak na Ekspedycjach w Jajo,
wysiada Angelika, chłopaki gwizdają
po co ja ją tak właściwie tutaj
anioł w skórzanych butach, a jej facet to brutal
a więc schowaj fiuta nawet jeżeli się łasi
nawet przez chwilę nie myśl o tym , że mógłbyś ugasić to ciało (ciało)
pasi czy nie? kutasi łbie
mało czasu zostało, właściwości THC znają ci co palą
ona mówi “halo, tato?”
a ja słyszę jego “nie” z jej Nokii komunikator
i jak wentylator cały świat wiruję
ona pyta jak się czuję
mówię “co się czuje? strach? strach się czuje
tak jak wszystko, chujem.
strachu się nie opisuje”
i tak patrzę co robi a ona esa wystukuje
po dziesięciu minutach - schiza -
zbliża się beemwica a w niej pies-mu-mordę-lizał
jej szofer psi lizak typek fajny ma dizajn
szafa dwa na dwa, dziary i dredy - analiza
na siedzeniu pasażera mój kumpel się rozpierdziela
wychodzą z jednej strony tamtych drzwi się nie otwiera
już teraz “cześć Angela”, “cześć Angela”
teraz finał jak w boleru Ravela
poczuj klimat w stylu kina akcji jak Matrix
za dyma dopiero tera się zaczyna to
smród po spalinach BMW jak w taxi
proste jak drut
pojechaliśmy po skurwysyna
ja i seksi Angelina i jej wielka zimna świnia
i jej dziewięciomilimetrowa sztuka dyplomacji
aha, jeszcze jedno jeśli nie wiesz o co chodzi
chodzi o pieniądze albo dupę
wiedzieć nie zaszkodzi
tak więc, winda parter, piętro czwarte
z buta zapukał, wszedł jeb, jeb
złamanie otwarte, rzygałem
do końca życia zapamiętam jedno
-przestał go kopać kiedy pękło trzecie żebro
płakałem, kiedy pisał swoją krwią na podłodze,
numer telefonu do zleceniodawcy
w drodze, myślałem tylko o tym żeby zasnąć
miasto, nocne życie, mocne przeżycie na własność
zaraz, zaraz czegoś nie rozumiem,
przecież to jest kurwa mój stary numer w sumie…
Cdn.
Gdzie się podziała miłość
Kiedy wygasł w ludziach jej żar
Gdzie to co w sercach żyło
Kiedy straciliśmy najcenniejszy dar
Gdzie się podziała miłość
kiedy brata tu nie szanuje brat
Gdzie to co nas łączyło
Kiedy nienawiść podzieliła ten świat [x2]

Dziś zapominamy co jest naprawdę ważne
W pogoni za szajsem, w pogoni za hajsem
Gdzie są ambicje, gdzie plany i marzenia
Kto by pomyślał jak życie nas zmienia
Dlaczego zazdrość, nienawiść nas budzi
Gdzie jest szacunek do Boga i ludzi
Gdzie są uczucia, gdzie jest zrozumienie
Popatrz uważnie czy widzisz tu siebie
Chcemy być lepsi , chcemy być pierwsi
Zapominając kim naprawdę jesteśmy
Gdzie jest ta miłość i gdzie jest ta przyjaźń
która nie jedną nam ranę leczyła

Gdzie się podziała miłość
Kiedy wygasł w ludziach jej żar
Gdzie to co w sercach żyło
Kiedy straciliśmy najcenniejszy dar
Gdzie się podziała miłość
kiedy brata tu nie szanuje brat
Gdzie to co nas łączyło
Kiedy nienawiść podzieliła ten świat [x2]

Gdzie się podziały pary kochające siebie za nic
Teraz bezinteresownie ktoś Cię może tylko zranić
Zabić, wywabić - to uczucie w sobie pragną
Oni je karmią hajsem, one ich karmią viagrą
Gdzie się podziało to co łączy dwoje ludzi
Coraz więcej z nas samotnie co rano się budzi
Niegdyś na do widzenia buzi, teraz do buzi
Dużych nie szanują mali , małych nie szanują duzi

Gdzie są zasady których od lat nas uczono
Dlaczego małą wartość ma już dane słowo
Braterstwo krwi, miłość nawet na najgorsze
Dlaczego wszystko muszą dzielić pieniądze
Gdzie jest ta wiara chociaż brak możliwości
Gdzie jest rozsądek, zapominasz o nim w złości
Dlaczego łatwo poddajemy się emocjom
Gdzie jest dojrzałość, gdzie jest nasza dorosłość

Gdzie się podziali ludzie, ci co czują co ja czuje
Czy tylko ja o tym myślę , czy tylko ja kontempluje
Popatrz na te niunie co kochają mercedesy
Z ich ust słowo kocham to wyssane frazesy
Gdy nadejdzie ten moment , pojmiemy moc zmiłowania
Uczę się jej na co dzień, nie ograniczam się do brania
Gdzie to co czułem, zanim świat poranił me serce
Co dzień pragnę kochać, czekam po miłość w kolejce

Gdzie się podziała miłość
Kiedy wygasł w ludziach jej żar
Gdzie to co w sercach żyło
Kiedy straciliśmy najcenniejszy dar
Gdzie się podziała miłość
kiedy brata tu nie szanuje brat
Gdzie to co nas łączyło
Kiedy nienawiść podzieliła ten świat [x2]
Pozytywny jak HIV, mam na ciebie zły wpływ
Do imprez częsty zryw, jak rap, decyzja w mig
Przeze mnie już podjęta, strach niewinny od skręta
I za nim będzie puenta, rozwinę się konkretnie
Chcesz to pierdol brednie, to me ryje wredne
Dla was, wy zawsze chętne, więc weź głęboki oddech
Olej tego geja, który myśli, że jest gościem
Bo ma na klipie Porsche, a chuj nie śmierdzi groszem
Nie śmierdzi nawet dorszem, o tak kochana proszę
Usiądź tu przy nas, już się zaczyna
Już za chwileczkę, już za momencik
Impreza się rozkręci i ty też już tyłkiem kręcisz
Będziesz dziś naszą boginią, niech najlepsze chwilę miną
Nam w twoim towarzystwie - my kochamy was wszystkie
Jesteście zajebiste tylko za to, że jesteście
Chcecie to bierzcie, dzisiaj musi być śmiesznie
Częstujcie się jeszcze, nikt nie zmusza - zachęca
To nie komercja, my robimy to z serca
Szukasz pocieszenia? masz okazję wyjść z cienia
Mam cztery zaproszenia, na kameralny bankiet
Więc chwyć kochana szklankę, poczęstuj się, weź działkę
Będę twoim kochankiem, tylko wbij się na parkiet
A później zrzucisz żakiet, będzie więcej golizny
Powygalane pizdy plus szalone pomysły
Żeby towar nie wystygł, jest gorący - klasa
My to nie łajzy, król imprez zaprasza

Tak się bawi, tak się bawi SLU
Chcesz baw się z nami, nie chcesz - idź w pizdu
Gorączka sobotniej nocy, dziś nic mnie nie zaskoczy
Bo zaskoczyłem w piątek coś około północy
[tylko teksty.tk]
Nie możesz przeoczyć tego, w jakim stanie lecę
Nie na debecie, powiedz każdej kobiecie
SLU - czas na hecę, witaj, to super impra
Piję, tańczę, śpiewam, kreślę, żyję, korzystam

To nie randka w ciemno, dobrze wiesz, z kim, gdzie i po co
Wiem, ręce ci się pocą, spokojnie, będzie dobrze
Na tej kanapie spoczniesz, zbierz siły według potrzeb
I gustów, czuj się gościem - super VIP'em rakieto
Ten bar nie jest makietą z tandetnego teledysku
Serwujemy wszystko, czego pragniesz mieć w pysku
Wyskokowe szaleństwo, nigdy pod kreską
Częstuj się, bierz to, mam tu schłodzone Bordeaux
I z roześmianą mordą, dogadzam ci na wstępie
Będzie jeszcze piękniej, uwierz, to nie brednie
To nie lans, to rzeczywistość
Jest hajs, więc jest tu wszystko
To nic na pół gwizdka, znów się łasi gruppiska
To głupia pizda, po co w ogóle tu przyszła
Dam jej tępo do pyska, żeby szybko stąd wyszła
Rozlewam Bourbon, dziś serwuję go kurwom
Tu nie jest nudno, jeszcze nie ma północy
A więc zdążę zaskoczyć i klasyczny drug pack'a
Ty zdejmujesz szpilki i zatańczysz na bosaka
Nikt nie ma miny łaka, który by się popłakał
Bo nie wiedziałby co zrobić z taką partią
Jak ty taka piękna, chętna, gibka, roześmiana artystka
Świat oszalał, korzystaj, czas na parter, bez bojkotów
Lepiej, zachowaj spokój, bo niedługo tu zabawisz
Delektuj się tą chwilą, spróbuj nastrój mój poprawić
Jeszcze jeden uśmiech, dziewczyno jest już luźniej
Wspaniała atmosfera, żeby wypić drina duszkiem
Nie czas na sen, poduszkę, z łóżkiem też jeszcze zwlekam
Piję, tańczę, śpiewam, skreślam, żyję - nie narzekam

Tak się bawi, tak się bawi SLU
Chcesz baw się z nami, nie chcesz - idź w pizdu
Gorączka sobotniej nocy, dziś nic mnie nie zaskoczy
Bo zaskoczyłem w piątek coś około północy

Nie możesz przeoczyć tego, w jakim stanie lecę
Nie na debecie, powiedz każdej kobiecie
SLU - czas na hecę, witaj, to super impra
Piję, tańczę, śpiewam, kreślę, żyję, korzystam
[tylko teksty.tk]
Nikt nie ponosi kary za swe szalone myśli
Na pierwszej się nie kończy, tutaj nikt nie jest czysty
To numer jeden z listy, niech spierdala zawistny
I ten, co jest do pizdy, jak z kawałami Drozda
Chcesz być na pokaz miły, bym ze stołu ochłap rozdał
Każdy z nas już cię poznał - jebany rzepie
Myśli - się przyczepię, bo teraz klepie biedę?
A gdy ja byłem w potrzebie? przy mnie dziś tylko najbliżsi
I dlatego bez zawiści, dziś tylko same korzyści
Dużo miłości, przestań zazdrościć
Zawszę miałem klasę, nie zawszę kasę
Myślisz - jestem kutasem, bo na ciebie nie patrzę?
RAP - SLU - DJ Decks, od nowa znów
Bez świętych krów, tak się bawią dzieciaki
Wciąż nimi jesteśmy, przecież nie stare wraki
Jestem jaki jestem – nie, po prostu jestem taki
Wracam do towarzystwa ziomy, panie przy szampanie
Taniec, chlanie, granie, jest dobrze, tak zostanie
Na stopach masz frencza, więc ci dupo zaręczam
Nie będziesz pierwsza lepsza, coś jak po burzy tęcza
Daj mi to twoje wypasione klito
Nie będę nachalny, będę całkiem normalny
Ostrożny, stylowy, jak przy seksie banalny
Trochę bardziej zamożny, a co za tym? ekscentryczny
Robię to, o czym marzysz, tej raperze fantastyczny
Tak się bawi, tak z pewnością nie od święta
W tym też prawdziwy rap, skurwysynu pamiętaj

Tak się bawi, tak się bawi SLU
Chcesz baw się z nami, nie chcesz - idź w pizdu
Gorączka sobotniej nocy, dziś nic mnie nie zaskoczy
Bo zaskoczyłem w piątek coś około północy

Nie możesz przeoczyć tego, w jakim stanie lecę
Nie na debecie, powiedz każdej kobiecie
SLU - czas na hecę, witaj, to super impra
Piję, tańczę, śpiewam, kreślę, żyję, korzystam

Tak się bawi, tak się bawi SLU
Chcesz baw się z nami, nie chcesz - idź w pizdu
Gorączka sobotniej nocy, dziś nic mnie nie zaskoczy
Bo zaskoczyłem w piątek coś około północy

Nie możesz przeoczyć tego, w jakim stanie lecę
Nie na debecie, powiedz każdej kobiecie
SLU - czas na hecę, witaj, to super impra
Piję, tańczę, śpiewam, kreślę, żyję, korzystam
[Pih]
To z krwi i kości rap nawijka do bitu
Tu szept dzieciaku ma siłę krzyku
Słowa ode mnie dla ciebie prosto z serca
Choć nie mam już duszy i twarzy dziecka
To rap z krwi i kości cieszy i boli
Nie opuści cię nigdy w doli i niedoli
Bez obłudy rap trudno o to w tych czasach
Za garść srebrników nie da ci pocałunku judasza
To codzienność stres za stresem nerwy
Wersy wyłowione wprawione w koronę perły
Ten rap jest o mnie o tym, co robię
Tobie nie powie, co jest między prawdą a Bogiem
Tak jak nie zrobi tego martwy noworodek
Ten rap to życie, które kończy się zgonem
To krew i kości idziesz ich śladem
Przez podwórka klatki złą sławą owiane
Będziesz słyszał z samochodów
latem
O tym, że życie wyciska człowieka jak szmatę
Jedyny w swoim rodzaju z bloków klimat
Czasem nie zdołasz naporu łez powstrzymać
Ten rap to wytrwałość niszczy i burzy
To zapał, którego nic nie może ostudzić
Liczę na to, że ten rap ciebie obudzi
Z krwi i kości mowa słowa do ludzi

[Żułf]
Proste z krwi i kości jestem jak rap
Z tekstu bitu z sampla skrecz też
Każdy inny ja też inny jestem
Nie wrzeszcz tylko klimat jest ten
Lub podobnie
Prawdziwy dwa cztery na dobę sobą
Swoje robię tak jak inni, jeśli mogą
Sobie pozwolić na ten luksus

Prosto z ust do ustu
Wojny bez spluw spustów
Stos bluzgów
Luz tuż przed zmrokiem
Twarze z okien znają mnie jaki jestem powiem
Sobą we własnej osobie
Tylko swoje robię
Tylko ze swoimi tylko
Jaki jestem pytasz ich milkną

To z krwi i kości rap
Ten rap to my
Chada, Fenomen, Pih
Dla dzieciaczyn
Jeszcze jeden prawdziwy klasyk [x2]

[Chada]
Każdego dnia wspinam się po życia schodach
Najważniejsza sprawa to ze swoimi zgoda
Czasami w gniewie odwracam się od Boga
To gorzkie słowa, za które płacę słono
Czy ty człowieku wiesz co to jest honor
Znasz to uczucie to dla ciebie klasyk
Podkręć basy takie czasy tu nastały
Twoje głośniki ten rap będą grały
Teraz się dziele tą karta z notesu
Dla ludzi z marginesu dla tych z krwi i kości
Bo tutaj życie nie uznaje litości
To dla ciebie dzieciak każdy to przyzna
To nasza ojczyzna
Tu strach, że cię złapią
Jebane społeczniaki, co na ręce się gapią
Oni dziś toną a my na powierzchni
Chada proceder ciemnej strony zwierzchnik

[Ekonom]
Przedstawiamy świat z perspektywy takich ludzi jak my
Pozbawiony jest iluzji to są fakty
To, na co patrzysz to jak byś sam teraz stał w obliczu prawdy
To jakby życie chciało skłamać, ale ktoś je na tym nakrył
Ty widziałeś wszystko to, to o tym piszesz to nadaje sens muzyce i ożywia
takty
To, na co liczę jak ty
To szczerość przekazu, bo sens jest
Tylko wtedy w rapie, kiedy wkładasz w niego serce
I dla mnie w tym temacie innej drogi nie ma wiedz, że
Nawet, jeśli inna istnieje to ja ją pieprzę
Od zawsze teraz w studiu kiedyś tam na ławce
O tym świecie mówić zawsze o tym tylko, na co patrzę
Życie wystawia na próby stwarza różne sytuacje
Już nie jeden się pogubił ma problemy własne
Dla wielu ludzi właśnie przedstawiam jedyna wersję
To jest rap z krwi i kości dosyć wers za wersem

To z krwi i kości rap
Ten rap to my
Chada, Fenomen, Pih
Dla dzieciaczyn
Jeszcze jeden prawdziwy klasyk
1. [Miuosh]
Te bloki rodzą szczury, wypluwają szczury na świat,
Jakby ktoś zebrał zasady i na wszystkie naraz nasrał.
I nieważne czy prowincja, czy jebane centrum miasta
Będziesz krakać jak wrona jeśli wśród wron dorastasz.
Hałastra, ograbiona z honoru,
Trzeba się naćpać, najebać i wrócić do domu.
A po kryjomu każdy zaciska pięści,
Bo gdyby tylko Bóg istniał pewnie przyszłoby się na nim zemścić komuś.
Magazyn zamiennych części systemu
Bez wiary w przyszłość, bo nic nam nie wyszło po naszemu.
Lepiej zamilknąć, przestań krzyczeć, nic nie mów.
Dogorywaj po cichu w szeregu zbędnych genów.
Znów budząc się w więzieniu bez krat,
Po raz wtóry ogarnia nas bezwład jakby brakowało tlenu.
Ciągle chcemy zmieniać ten świat, choć nie da się bez strat,
A na spokój jakby nie w smak jest jemu.

Ref.
Wszystko runie nam na głowę tak jak domek z kart
Wciąż chcemy zmienić coś, choć ponoć nie ma na to szans
Życie tak się układa jak pozwala mu fart
Tyle ile masz, tyle jesteś wart

To wszystko runie nam na głowę tak jak domek z kart
Wciąż chcemy zmienić coś, choć ponoć nie ma na to szans
Życie tak się układa jak pozwala mu fart
Tyle ile masz, tyle jesteś wart

2. [Bisz]
Też czułem się nikim nieraz
Wyciągając na przystanku dłoń do kibla po trochę dłuższego peta
Po szkole z ekipą idąc na hamburgera
Kłamiąc, że nie jestem głodny, mając w drobnych może ze dwa zeta
Dziś czuję się dziwnie, gdy na PKS-ach
Obcinają mnie moje cienie, gdy opierdalam kebab
A im ślina pali język, honor nie pozwala żebrać
Nie wiedzą, że ja wiem jak to jest nie mieć szczęścia
Gdy dobry czuje zawiść, przede wszystkim czuje wstyd
Że zdolny jest do takich małych uczuć, gorzej, gdy
Rodzi się w nim nienawiść do siebie,
a potem wylewa w agresji, nagle człowiek w lustrze to nie ty
Jesteś szczurem ziomuś, to życie to kanał
I czy ja je, czy ono mnie? Kto kogo pokonał?
Na terytorium wroga przyjmujesz jego zasady gry
I kto na tym traci najwięcej? Z zasady ty
Na tysiące godzin kilka minut szczęścia
Których nie przyniesiesz w rękach do domu, przywleczesz w zębach
Musimy przeżyć i wierzyć w to
Że da się zmienić coś, stoimy w blokach, ready, steady…

Ref.
To wszystko runie nam na głowę tak jak domek z kart
Wciąż chcemy zmienić coś, choć ponoć nie ma na to szans
Życie tak się układa jak pozwala mu fart
Tyle ile masz, tyle jesteś wart

To wszystko runie nam na głowę tak jak domek z kart
Wciąż chcemy zmienić coś, choć ponoć nie ma na to szans
Życie tak się układa jak pozwala mu fart
Tyle ile masz, tyle jesteś wart
Jestem podróżnikiem, podróżuję po dźwiękach
Wszędzie słyszę je, szukam ich, to mnie napędza
Kiedy słyszę dźwięk, rusza mnie, w uszach mi brzdęka
Czasem myślę, że wkurza mnie, jak pusta butelka
Lecz potrzebuję dźwięków, żeby iść naprzód
Moje miejskie korzenie guma zrywa z asfaltu
Gdy wciskam gaz dudni bas, to miasto nas wciąga
WWA Custom Sound

Nie mogę zasnąć, noc wciska mi start
Wbijam na party, jak bym właśnie robił napad na bank
Jestem raperem, choć ubrany jak punk
Pije J&B w fotelu, potem wbijam na parkiet
Walę drinka, jakby ze mną James Brown pił
Potem czuję się trochę funky, mam
Taki styl, unikalny dźwięk warszawski mam
Podpiąć bas i gram!

Wysyłamy dźwięki na koniec świata
Z WWA dźwięków rajd Paryż Dakar
Ja i Auer tak jak Puff i Big Poppa
Wysyłamy dźwięk made in Wawa
/2x

Jestem mega-fanatykiem miejskiego zgiełku
Bit jest narkotykiem, a świat składa się z dźwięku
Idę przez ulice, które grają muzykę
Albo dają im życie, a ja daję im wersy
Tu jest życie, a nie gdzieś na Pudelku
Chwile płyną po bicie coraz szybciej, po miejsku
Zegar tyka, czas umyka aż zatyka cię!
Ja nie liczę czasu, mam muzykę i tak liczyć chcę, życie me
Pytasz o dźwięki- wszędzie słyszę je
To miasto zawsze samo mi pisze tekst, ej
Gdziekolwiek jestem, omijam ciszę, więc wiesz
Gdziekolwiek pójdę, nowy usłyszę dźwięk gdzieś
Więc wiesz, idę tam, gdzie miasto nie daje zasnąć nam
I tam na własność mam i gram
Super towaru, który przez ucho ćpam
Z bram jak z membran gram
WWA Custom Sound Men

Wysyłamy dźwięki na koniec świata
Z WWA dźwięków rajd Paryż Dakar
Ja i Auer tak jak Puff i Big Poppa
Wysyłamy dźwięk made in Wawa
/2x
Na bloku stoją słabeusze, stoją na klatkach fusy
badam ich m*****e i badam ich stan duszy
To ja badam ich każde newsy
na bloku jestem jak laryngolog, bo badam słabeuszy
Oni chcą być na językach skumaj te pionki
chcieliby żebym jarał z nimi scuna worki
ty zjaraj sobie scuna z Norbim
może wtedy będziesz na językach ***** jak guma orbit
nie szpanuj snickersami twoje kiksy to farsa
zjem twoje snickersy jak twix'y i marsa
to nie szpan mieć twojej dupy ciało to pestka
twoja dupa się puszcza jak białowieska
to nie szpan kiedy kasę ma mama
szpan to jest kiedy masz własną flotę jak Vasco da gama
szpan tutaj to nie robić hajsu w UK
a i tak lepsze to niż mieć fiasko jak loop, ej
Szpan to jest escalade z drzwiami od Lamborgini
jak w How we do u Game'a, ej
kup tą furę, zainstaluj play'a w niej
z wachą się nie ***** weŹ do pełna lej
Ja znam typów co szpanują, ta
ty znasz typów co szpanują, znasz
My wiemy szpanuje często ten co nie ma lub myśli że ma
a nie ma i jego szpan nic nie zmienia

Ej, co szpanujesz forsą ziomek
ej, powiedz, twoje Porsche ziomek
chcesz żeby myśleli, że jesteś nice
ale weŹ powiedz gdzie jest mój hajs, gdzie jest mój hajs
Ej, co szpanujesz forsą ziomek
ej, powiedz, twoje Porsche ziomek
wiem czekasz na te propsy od lat
ale i tak nikt nie chce ich dać, nikt nie chce cię znać

Raperzy o słownictwo na kartach tak bardzo dbają
jakby skończyli ***** Harward albo Ohio
myślą, że na pseudo inteligencje zdobędą fanów
serio mają dziwne intencje
Takich jak ty osiedlowe gangi biją
przy twoim rapie to mamy garnki myją
a po koncercie pionę ci fanki zbiją?
Jakie fanki? chyba ***** Funky Filon
Dilujesz i tak ci te fanty zwiną
nie sprzedajesz w domu ci te blanty gniją
to szpan dla ciebie debilu, skąd żeś się wziął?
ty jesteś debil jak Cosby Show
dilujesz to przestrzegaj reguł
możesz dostać sanki nawet jeżeli jeszcze nie ma śniegu
ty chciałbyś to sprzedać w biegu
a wokoło zaprzęg psów jakbyś ***** szedł na biegun
Ja znam typów co szpanują, ta
ty znasz typów co szpanują, znasz
My wiemy szpanuje często ten co nie ma lub myśli że ma
a nie ma i jego szpan nic nie zmienia

Ej, co szpanujesz forsą ziomek
ej, powiedz, twoje Porsche ziomek
chcesz żeby myśleli, że jesteś nice
ale weŹ powiedz gdzie jest mój hajs, gdzie jest mój hajs
Ej, co szpanujesz forsą ziomek
ej, powiedz, twoje Porsche ziomek
wiem czekasz na te propsy od lat
ale i tak nikt nie chce ich dać, nikt nie chce cię znać

Dla szpanu torebki będziesz kradł często
przybiją ci dziesiąty paragraf prędko
pójdziesz na rozprawę z sędzią
sędzia przybije ci dychę
jakby dał ci pionę lewą i prawą ręką
Dla dilera jesteś młodym frajerem
za grosze jego klientom donosisz ziele
donosisz we wtorki, środy, soboty, niedziele
czemu on ci ufa, *****, jesteś donosicielem
a to nie szpan, szpan to wy*****ć typa na 5g
i jeszcze się spytać czy będzie
za godzinę w domu, jak tak to za godzinę wrócić
i kazać mu dosypać tam więcej
Typ kupił branzle ze srebra jest piękna nowa
szpanuje nią tylko od święta kozak
on chowa swoje srebro często pod rękaw zobacz
on jak to miasto on Często-chowa
Ja znam typów co szpanują, ta
ty znasz typów co szpanują, znasz
My wiemy szpanuje często ten co nie ma lub myśli że ma
a nie ma i jego szpan nic nie zmienia

Ej, co szpanujesz forsą ziomek
ej, powiedz, twoje Porsche ziomek
chcesz żeby myśleli, że jesteś nice
ale weŹ powiedz gdzie jest mój hajs, gdzie jest mój hajs
Ej, co szpanujesz forsą ziomek
ej, powiedz, twoje Porsche ziomek
wiem czekasz na te propsy od lat
ale i tak nikt nie chce ich dać, nikt nie chce cię znać
Ref.
Moje dłonie są ciężkie, toczę ze sobą bitwy
Wiem jak trudno jest czasem złożyć je do modlitwy
Brakuje mi pokory, serce krzyczy litości
Ziomuś wiem, że nie jestem żadnym wzorem świętości
Moje dłonie są ciężkie, toczę ze sobą bitwy
Wiem jak trudno jest czasem złożyć je do modlitwy
Brakuje mi pokory, nie wiem nic o wierności
Ziomuś fakt, że nie jestem żadnym wzorem świętości

1.
Prawdą jest, że chwilami zapominam o Tobie
Moje drugie ja, każe koncentrować na sobie
Jestem typkiem z wadami, w sumie jak każdy człowiek
Dawno gdzieś zaniedbałem swoje psychiczne zdrowie
Zalicz do pogubionych, nigdy do idiotów
Bo ja wiem gdzie spoczywa źródło moich kłopotów
Na osiedlu poznałem, jak zarabiać sposobem
Zdobywałem pieniądze, nie stopnie naukowe
Alkohol i te prochy, dziś polegam na sobie
Tylko ja mogę stawić czoło własnej chorobie
Często proszę Cię Boże, o to byś mi doradzał
Jeszcze częściej, to chyba się od Ciebie odgradzam
Dobrze wiem, że te wszystkie moje wersy i teksty
W żaden sposób nie czynią mnie od Ciebie tym lepszym
Jestem tylko człowiekiem, nie chcę już świata zmieniać
Ciężko wytrwać mi czasem w swoich postanowieniach

Ref.
Moje dłonie są ciężkie, toczę ze sobą bitwy
Wiem jak trudno jest czasem złożyć je do modlitwy
Brakuje mi pokory, serce krzyczy litości
Ziomuś wiem, że nie jestem żadnym wzorem świętości
Moje dłonie są ciężkie, toczę ze sobą bitwy
Wiem jak trudno jest czasem złożyć je do modlitwy
Brakuje mi pokory, nie wiem nic o wierności
Ziomuś fakt, że nie jestem żadnym wzorem świętości

2.
Znowu Ziomuś kierują mną te chore motywy
Moje byłe powiedzą: czasem bywał troskliwy
Dla mnie to żaden wyczyn, do ognia wlać oliwy
Ale w sumie w tym wszystkim pozostaję szczęśliwy
Boże nie dbam o siebie, piję kolejną kawę
Moje wersy do Ciebie są miłości przejawem
Czasem złościsz się na mnie i do kłótni dochodzi
Znów alkohol mnie wzywa kiedy los mnie zawodzi
Wiedz, że pierdolę podziw, Ty jesteś moim panem
Rezerwę moralności wyczerpałem na amen
Wiem, że błądzę jak każdy, jestem kurwa Syzyfem
Zamiast wiary wybieram nieraz chłodną logikę
Potrafię Cię obrazić i powiedzieć: Idź wpizdu
Ale jakoś się trzymam z dala od egoizmu
To taka mała spowiedź, słowa prosto od drania
Nie brakuje mi siły, ani własnego zdania

Ref.
Moje dłonie są ciężkie, toczę ze sobą bitwy
Wiem jak trudno jest czasem złożyć je do modlitwy
Brakuje mi pokory, serce krzyczy litości
Ziomuś wiem, że nie jestem żadnym wzorem świętości
Moje dłonie są ciężkie, toczę ze sobą bitwy
Wiem jak trudno jest czasem złożyć je do modlitwy
Brakuje mi pokory, nie wiem nic o wierności
Ziomuś fakt, że nie jestem żadnym wzorem świętości

3.
Znowu zamykam oczy, prześladują mnie zmory
Nadal ciągnie się za mną poplamiony życiorys
Choć brakuje pokory, wciąż pozostaję szczery
Jestem kawał skurwiela, co ma dobre maniery
Nie masz już wątpliwości, wiesz, że nawija Chada
Tak jak każdy z nas ma się z czego tu wyspowiadać
Nie chcę tej akceptacji, teraz siedzę i piszę
Maszeruję według muzyki, którą sam słyszę
Trudno żyć bez emocji, czy mnie słyszysz człowieku?
Kiedy jestem w melanżu, zbyt wiele nie oczekuj
Czasem sieję zniszczenie, nie przynoszę radości
Przecież mówię - nie jestem żadnym wzorem świętości
Zamiast myśleć rozumem, często robię to chujem
Sam już nie wiem co myślę i czego potrzebuję
Teraz zakładam kaptur, idę z ziomkami pić
Nie chcę odkryć przed śmiercią, że nie umiałem żyć

Ref.
Moje dłonie są ciężkie, toczę ze sobą bitwy
Wiem jak trudno jest czasem złożyć je do modlitwy
Brakuje mi pokory, serce krzyczy litości
Ziomuś wiem, że nie jestem żadnym wzorem świętości
Moje dłonie są ciężkie, toczę ze sobą bitwy
Wiem jak trudno jest czasem złożyć je do modlitwy
Brakuje mi pokory, nie wiem nic o wierności
Ziomuś fakt, że nie jestem żadnym wzorem świętości
To antykozak
Ilu znasz takich kurwa,
Którzy kozaczą a są zwykłymi leszczami? Ha!
Jebać ich te te

Odwagą nie jest to, że słabszemu za nic wpierdolisz
Odwagą jest to, żeby żyć tu legalnie na swoim
Ja widzę ciebie, z kolegami na osiedlu stoisz
Kiedy nie ma mnie w pobliżu to na podwórku się wozisz
Odłóż ten browar i spierdalaj na kolację
Dokumenty, kluczyki i za benzynę oddaj matce
Wiem, że w twoich kręgach głupota to jest zaleta
I wierzycie, że widoczne dziary zrobią z was faceta
A prawda jest taka, że gówno wiesz o czymkolwiek
Masz odciski na dupie od siedzenia pod blokiem
Ja też tam siedziałem, mam swą ulubiona ławkę
Ale zamiast się odmóżdżać, tuszem wypełniałem kartkę
Ty jesteś kozakiem tylko dla swych przydupasów
Jebnięte skurwysyny bez szacunku dla sąsiadów
Więc liczę do trzech, na dwa jebnę cię w łeb
Jak transfuzja dla dzielnicy czyszczę zarażoną krew

To antykozak, przeciw głupocie każdy wers
Pozerom i prostakom bezlitośnie mówię "precz"
My pokazujemy klasę nawet jeśli ciężko jest
Umysłowym impotentom środkowym palcem gest
To antykozak, przeciw głupocie każdy wers
Pozerom i prostakom bezlitośnie mówię "precz"
My pokazujemy klasę nawet jeśli ciężko jest
Umysłowym impotentom środkowym palcem gest

Nie oceniam po wyglądzie, ale ty masz jakąś wczuwkę
Myślisz, że jesteś bogiem, bo masz ogoloną główkę
Piętrówki polówkę, dla mnie nadal jesteś głupkiem
I nie chodzi mi o to czy masz wyższe czy podstawówkę
Chodzi o życiówkę, ile z życia w bani masz
Życiowa mądrość, kurwa, właśnie tego tobie brak
Całe życie masz pod górę, nie wyciągasz żadnych wniosków
Twoja przyszłość - zbieranie na szlugi przy kiosku
I nie wrzucę tobie nic, bo z wyboru taki będziesz
Wolałeś grać kozaka niż wziąć życie w swoje ręce
To antykozak dupku, poczuj prawdę w każdym słowie
Na powierzchni jestem ja, bo wziąłem z życia to, co moje
Największe kozaki sprzedały ziomków na psach
Informacje o ich ksywach widać sprayem na przystankach
Kurwy bez zasad, marne grajki za piątaka
Zwykle zesrusy, co pozowały na kozaka

To antykozak, przeciw głupocie każdy wers
Pozerom i prostakom bezlitośnie mówię "precz"
My pokazujemy klasę nawet jeśli ciężko jest
Umysłowym impotentom środkowym palcem gest
To antykozak, przeciw głupocie każdy wers
Pozerom i prostakom bezlitośnie mówię "precz"
My pokazujemy klasę nawet jeśli ciężko jest
Umysłowym impotentom środkowym palcem gest

To antykozak, przeciw głupocie każdy wers
Pozerom i prostakom bezlitośnie mówię "precz"
My pokazujemy klasę nawet jeśli ciężko jest
Umysłowym impotentom środkowym palcem gest
To antykozak, przeciw głupocie każdy wers
Pozerom i prostakom bezlitośnie mówię "precz"
My pokazujemy klasę nawet jeśli ciężko jest
Umysłowym impotentom środkowym palcem gest
Paluch
aha, właśnie tak,
miałem szczęście, kolejny raz.

Ja wyrosłem w miejscu, gdzie nie żyje się na niby,
dobrze pamiętam smaki chwil, szczególnie tych parszywych.
Moje ziomy z tych podwórek to pełnokrwiste pyry,
wielu za dzieciaka wpadło w niewłaściwe życia tryby.
Miałem dużo szczęścia chyba więcej niż rozumu
zawsze szedłem pod prąd i rozbiłem setki murów.
Zbyt radykalny, często przez to pewny swych decyzji,
w wielu testach na męstwo nie zawodził mnie instynkt.
Podpowiadał idź z tym, gdy spotkałem miłość życia,
wtedy pokochałem miłość, pielęgnuję ją do dzisiaj.
To wiele zmieniło forma duchowa jest wyższa,
wiem dobrze gdzie podążać, wiem gdzie ma swoją przystań.
Ja miałem szczęście mogłem dzisiaj być gdzie indziej,
dusiłbym się życiem jak klaustrofobia w windzie,
będę uśmiechniętym gościem kiedy śmierć po mnie przyjdzie,
bo nie sprzedałem wartości, nigdy nie bałem się myśleć.

ref.
Miałem szczęście umiem w dzień zamieniać noc,
z cudzej nienawiści robić swoją broń.
Doszedłem tu, gdzie jestem, nie odejdę stąd,
a wtedy, kiedy trzeba, do przodu idę pod prąd. x2

Paluch
Nie płaczę za hajsem, ziomuś to tylko papier,
każdy milioner zdechnie, zdrowia nie kupi żaden.
Ci, co tylko o tym myślą zamienią się w kamień,
jak jesteś kozakiem, to zdrowie na pieniądze zamień.
Kurwa miałem szczęście, mogłem wyrosnąć na zjeba,
który przelicza ziomów, gustuje w bogatych kolegach.
Jeśli jesteś moim ziomem nie wystawię Cię na sprzedaż,
ale oddam Cię za darmo, jak Twe życie to jest giełda.
Jestem głosem bloków, mocno czuję ich poparcie
spośród tysięcy chłopów łapię największy zasięg,
zapraszasz mnie do Twego domu, wjeżdzam z czystym przekazem.
I rok po roku ziom jarasz sie jeszcze bardziej
i nie ważne skąd pochodzisz, i jaki nosisz ciuch,
nie chce nawet wiedzieć jak ma na imię Twój bóg,
jeśli masz dobre serce, przejdziesz mego domu próg.
Miałem szczęście, zawsze czułem, kto przyjaciel, a kto wróg.

ref.
Miałem szczęście umiem w dzień zamieniać noc,
z cudzej nienawiści robić swoją broń.
Doszedłem tu, gdzie jestem, nie odejdę stąd,
a wtedy, kiedy trzeba, do przodu idę pod prąd. x2

Onar
Z przyjaciółmi miałem szczęście mogłem cały czas stać pod blokiem,
albo, co gorsze, stać pod monopolem za rogiem,
albo, co gorsze na cztery dzielić jedną kromkę,
albo, co gorsze zbić już piątkę z Bogiem.
Życie moim nałogiem, chcę je pić, palić ciągle,
zadbaj o kiermany, co się rozglądasz,
ważniejsze są jaja czy hajs w spodniach?
czuję przypływ szczęścia, gdy widzę wschód słońca,
gdy promień mej skóry każdy milimetr rozgrzewa
to co teraz posieję, później będę zbierał,
jestem silną jednostką rzuconą na jałowy grunt.
Osiedle pomaga się wybić, później ciągnie w dół.
Miałem szczęścia w chuj, w porównaniu do tych innych
pytają ' Onar, co u Ciebie?' ziomuś jestem przeszczęśliwy,
więc Jebać derpesję, jebać nieróbstwo, jebać depresję, jebać lenistwo,
jebać depresję, jebać co złe, po prostu tej, jebać to wszystko.
Choć dzisiaj szczęście to deficytowy towar,
ja mam go tyle, że mogę trochę Ci schlastlować.

ref.
Miałem szczęście umiem w dzień zamieniać noc,
z cudzej nienawiści robić swoją broń.
Doszedłem tu, gdzie jestem, nie odejdę stąd,
a wtedy, kiedy trzeba, do przodu idę pod prąd. x2
Zapalam świeczkę dla tych, co nie czują się bezpieczne
dla tych, których świat nagle stał się piekłem
Jestem z Warszawy, gdzie każdy kamień krwią płacze
Słuchałem ludzi, którym naznaczono przedramię
numerem hańby, beznadziei na przetrwanie
Słuchaj i ty świecie może w końcu przestaniesz
Zapalam świeczkę za Ruandę i Liban
Sudan, Czeczenię, Afganistan i Irak
Krwi niewinnych nie usprawiedliwisz niczym
i niech twoje serce pęknie, kiedy dziecko krzyczy
Matka nad grobem, nie umiem tego tłumaczyć
Możni świata milczcie, bo usprawiedliwień starczy
Zapalam świeczkę, żebyś zobaczył w ludziach
który stoją obok ciebie swoich braci
Miałem sen jak pewien pastor z Atlanty
o ludziach budujących biblioteki nie armaty

Nigdy więcej ksenofobii, uprzedzeń
Nigdy więcej wojny, rasizmu
Nigdy więcej łez matek, grobów bez imion, miejsc, gdzie się biją
Nigdy więcej, naszą siłą jest miłość

Rozdarte serce matki, gdy płacze nad grobem syna
Kolejny dramat, którego nie udało się zatrzymać
Niebo znów krzyczy, bo gdzie tu sprawiedliwość
ludzie wciąż odbierają wolność i zabijają miłość
Od lat ta ziemia krwawymi łzami płacze
Już powoli tracę nadzieję, że kiedyś będzie inaczej
Codziennie słyszę o bombach, pułapkach
o morderstwach, porwaniach i bratobójczych walkach
Możni tego świata tylko widzą w tym interes
bo na ludzkiej śmierci można zarobić wiele
a konflikty państw to już dodatkowy powód
by zabijać dla korzyści i ukrywać zbrodni dowód
Okrucieństwo świata to już jest temat rzeka
Żyjemy w czasach, gdzie człowiek za nic ma człowieka
Dobrze wiem, wszystkiego nagle nie da się naprawić
Piąte przykazanie ktoś wciąż będzie miał za nic

Nigdy więcej ksenofobii, uprzedzeń
Nigdy więcej wojny, rasizmu
Nigdy więcej łez matek, grobów bez imion, miejsc, gdzie się biją
Nigdy więcej, naszą siłą jest miłość

Zapalam świeczkę i odmawiam modlitwę
gdy telewizja mówi o kolejnym konflikcie
Świat nie słucha i niczego wciąż nie pojął
Trzy tysiące lat a wojny wciąż nie są historią
Dopiero kiedy zrozumiesz, że ten obok
jest twoim bratem odnajdziesz wolność od uprzedzeń
Patrzę w lustro, zaczynam od siebie
i walczę o człowieka pod błękitnym niebem
Zapalam świeczkę za wszystkich odrzuconych
za niewinne ofiary, za wszystkich bezbronnych
kalekich ludzi, których los na próbę wystawił
Zbyt ciężką próbę, ich świat zniszczył w sekundę
Nie pytam, gdzie jest Bóg, pytam, gdzie są ludzie
którzy założyli knebel na głos swoich sumień
Ja piszę swoje, oskarżam w cichą noc ciemną
Zapalam świeczkę, zapal ją ze mną

[x2]
Nigdy więcej ksenofobii, uprzedzeń
Nigdy więcej wojny, rasizmu
Nigdy więcej łez matek, grobów bez imion, miejsc, gdzie się biją
Nigdy więcej, naszą siłą jest miłość
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo