Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ref.
Gdy przepadnie to co chciałeś mieć
każdy mówi, że świat to śmierć.
Teraz na ustach wielki śmiech,
ale za moment będzie gniew, będzie gniew.

Jak wehikuł czasu, zmieniam pole widzenia
czy czas pokaże, pozwoli powiedzieć nam do widzenia.
Czy też przepadniemy bez zobaczenia,
bez wybaczenia, bez wybaczenia.
Historia się zmienia, jak zmieniają się ludzie,
to wszystko drzema.
Świat, okno, świat, ziemia, a może jedna ściema,
czy miłość to chemia.
Czy to pierwiastki albo rzeka, która wylewa,
dlaczego każdy się tu zlewa,
nienawiść zżera nas od wewnątrz.
Schizofreniczny upał, schizofreniczny świat,
za darmo masz tu wjazd, o taka jak,
popatrz na te znaki, czego Ci tu brak,
braki jak długi żal śmiejesz się
jak żar z nieba płynie żadna to pociecha,
żaden to gest bez Ciebie smutek szczerze brak,
szarość i smak. Trzy razy nie jest,
za czwartym razem może będzie tak,
wrak człowieka zapisany tylko w aktach,
tylko tam martwa dusza żyje,
bo to fakty jak w faktach 30 minut smaku,
tego świata zatopionego w bagnach
co Nam z tego przyjdzie jak ludzie tak
żyją w lochach a Ty kochaj,
nie bój się kiedy trzeba szlochaj.

Ref. Gdy przepadnie to co chciałeś
mieć każdy mówi, że świat to śmierć.
Teraz na ustach wielki śmiech,
ale za moment będzie gniew, będzie gniew.
[Green:]
Ich twarze jak ekran, co nie raz mnie przyprawiał o zawał
W amoku zeznań, sprawa jest w toku
Ja zastanawiam się czy mój pokój jest nadal mój
Czy gra warta świeczki,
Stawia na mur moją osobę po stronie tych lepszych?
Wątpię
Nieszczere uśmieszki ziomków, którym nie zbijam piątek
We wszystkie dni tygodnia, prócz piątków
To nie wygodna relacja, nasz relacje są chore
Twoja frustracja sama zdaje mi relacje jak Borek
Liczę na siebie, wiec kurw* nie siedzę nad kalkulatorem
Jestem aktorem faktów, nie biorę faktur za rolę
Jakem autorem faktów, co jest waszym marnym ujęciem
Komuś odbić się musi, wiec wiem że ktoś za to pęknie
Nadchodzą buntownicy, pułkownik wróży rebelię
Czarne chmury nad miastem, czarne kaptury są w mieście
Czarne natury w asfalcie, z natury bezpieczne
Wynaturzone bestie, miejsce ich zasług jest w piekle
Korporacje w marynarach, które zgubiły prestiż
Każe im w butonierkę wpierdalać własne kompleksy
Nadejdzie dzień składania wieńców, i rychły koniec
Pilnuj swoich sprzymierzeńców, jutro mogą być po mojej stronie

G do R do E do E do N - dzieciaku
Jest ze mną O do S do T do R - chłopaku
I H do A do D do E do S - na tracku
Opowiedz się jeśli stoisz po złej stronie ekranu
/2x

[O.S.T.R.:]
Na tracku do nikną znikąd wbijam się na track
Telewizor wyłącz włącz myślenie świadome jak plan
Tylko ty i twój garb, zespół wart czytaj Weekend
Od piątku do piątku płynie u nas chwila, życie
Bierzesz czas na taktykę, czy taktykę na czas?
Żaden reżyser nie stworzy tobie zakończenia dnia
Przypomina sitkom opanował świat
Paluch
aha, właśnie tak,
miałem szczęście, kolejny raz.

Ja wyrosłem w miejscu, gdzie nie żyje się na niby,
dobrze pamiętam smaki chwil, szczególnie tych parszywych.
Moje ziomy z tych podwórek to pełnokrwiste pyry,
wielu za dzieciaka wpadło w niewłaściwe życia tryby.
Miałem dużo szczęścia chyba więcej niż rozumu
zawsze szedłem pod prąd i rozbiłem setki murów.
Zbyt radykalny, często przez to pewny swych decyzji,
w wielu testach na męstwo nie zawodził mnie instynkt.
Podpowiadał idź z tym, gdy spotkałem miłość życia,
wtedy pokochałem miłość, pielęgnuję ją do dzisiaj.
To wiele zmieniło forma duchowa jest wyższa,
wiem dobrze gdzie podążać, wiem gdzie ma swoją przystań.
Ja miałem szczęście mogłem dzisiaj być gdzie indziej,
dusiłbym się życiem jak klaustrofobia w windzie,
będę uśmiechniętym gościem kiedy śmierć po mnie przyjdzie,
bo nie sprzedałem wartości, nigdy nie bałem się myśleć.

ref.
Miałem szczęście umiem w dzień zamieniać noc,
z cudzej nienawiści robić swoją broń.
Doszedłem tu, gdzie jestem, nie odejdę stąd,
a wtedy, kiedy trzeba, do przodu idę pod prąd. x2

Paluch
Nie płaczę za hajsem, ziomuś to tylko papier,
każdy milioner zdechnie, zdrowia nie kupi żaden.
Ci, co tylko o tym myślą zamienią się w kamień,
jak jesteś kozakiem, to zdrowie na pieniądze zamień.
Kurwa miałem szczęście, mogłem wyrosnąć na zjeba,
który przelicza ziomów, gustuje w bogatych kolegach.
Jeśli jesteś moim ziomem nie wystawię Cię na sprzedaż,
ale oddam Cię za darmo, jak Twe życie to jest giełda.
Jestem głosem bloków, mocno czuję ich poparcie
spośród tysięcy chłopów łapię największy zasięg,
zapraszasz mnie do Twego domu, wjeżdzam z czystym przekazem.
I rok po roku ziom jarasz sie jeszcze bardziej
i nie ważne skąd pochodzisz, i jaki nosisz ciuch,
nie chce nawet wiedzieć jak ma na imię Twój bóg,
jeśli masz dobre serce, przejdziesz mego domu próg.
Miałem szczęście, zawsze czułem, kto przyjaciel, a kto wróg.

ref.
Miałem szczęście umiem w dzień zamieniać noc,
z cudzej nienawiści robić swoją broń.
Doszedłem tu, gdzie jestem, nie odejdę stąd,
a wtedy, kiedy trzeba, do przodu idę pod prąd. x2

Onar
Z przyjaciółmi miałem szczęście mogłem cały czas stać pod blokiem,
albo, co gorsze, stać pod monopolem za rogiem,
albo, co gorsze na cztery dzielić jedną kromkę,
albo, co gorsze zbić już piątkę z Bogiem.
Życie moim nałogiem, chcę je pić, palić ciągle,
zadbaj o kiermany, co się rozglądasz,
ważniejsze są jaja czy hajs w spodniach?
czuję przypływ szczęścia, gdy widzę wschód słońca,
gdy promień mej skóry każdy milimetr rozgrzewa
to co teraz posieję, później będę zbierał,
jestem silną jednostką rzuconą na jałowy grunt.
Osiedle pomaga się wybić, później ciągnie w dół.
Miałem szczęścia w chuj, w porównaniu do tych innych
pytają ' Onar, co u Ciebie?' ziomuś jestem przeszczęśliwy,
więc Jebać derpesję, jebać nieróbstwo, jebać depresję, jebać lenistwo,
jebać depresję, jebać co złe, po prostu tej, jebać to wszystko.
Choć dzisiaj szczęście to deficytowy towar,
ja mam go tyle, że mogę trochę Ci schlastlować.

ref.
Miałem szczęście umiem w dzień zamieniać noc,
z cudzej nienawiści robić swoją broń.
Doszedłem tu, gdzie jestem, nie odejdę stąd,
a wtedy, kiedy trzeba, do przodu idę pod prąd. x2
[x6]
Ile ja tobie tyle ty jemu
Temu co mi to odda

Nie znam się na śledziach ani zbytnio na ludziach
Średnio rozumiem życie
a mimo to biorę w nim udział
Stawiam więc na wyobraźnię i szczere uczucia
Cierpię zaś na namiętności ADHD otrucia
Moje pomysły ważą tyle, że pakuje mną Pudzian
Choć mam naturę jajka
Jak hantle ran na górze raz na dole jak u Bobika fajka
Mam mantrę, takie fajne życie grajka
Mam hecę, lecę przez ten mój kosmos bez wyboru jak łajka
Nie chcę być sezonowy jak Malajkat
Tak ino w Mikołajkach
Kiedy mam majka mogę być nawet w laikrach
Pożera mnie rymów tajga
Kocham te po sylabach snucia
Tu wszystko możliwe zaufaj
mi życie to bajka
Jeśli zamarzysz zanuci ci nawet pani Ula Dudziak
A więc Fernando tu to chyba nie przypadek
Metafora śledzia, który oślepł
Ślepo wierząc, że mu życie samo szczęście przyśle
Chyba daje radę
Jak ministrom premier Belka
Słodycz tej chwili cieszy mnie zaś jak Gumisie w żelkach
Nagle spokojem zalewa mnie dystansu wielka chochelka
Nie pękam
Ja L.U.C. nie Konopielka
Ni lalka zawieszona na losu szelkach
A sposób to wybór filozofii jako biosu
Którą instalujemy sobie na zworkach i kabelkach
Szczęście pojawia się i znika na wybiegu życia jak piękna modelka
Na krótko jak byt coca-colowego bąbelka
Na chwilkę jak w Idolu wykreowany talent
Tymczasem dobra energia powraca do mnie jak Jedi
Więc podaje ją dalej
Więc podaj to dalej...
Krąg się otwiera, a wysłana energia
powraca do nas jak boomerang
Więc podaj to dalej

[x7]
Ile ja tobie tyle ty jemu
Temu co mi to odda

Energia jak boomerang
Wyrzucony z okna

[x3]
Ile ja tobie tyle ty jemu
Temu co mi odda

Dziś ja naleje tobie, jutro sam wypiję do dna
Nie chce świata bez uczuć, skał bez ruchu
i bez fali mórz, burz obdartych z huku
nie chce dławić już martwych pieśni buntu
zaciśniętych pięści żołnierzy bez mundurów
fani róż, wyrwanych przez czarną zawiść
przez cierni aksamit w kielni łez przeplatanych
przez nasze błędy i mętlik w nas samych
i którędy wracamy gdy nas więzi pętlami
nie chce patrzeć już na krwawy księżyc bez bieli
blady zenit i kurz naszych pragnień i celi
chcemy wierzyć już, chcemy być sobą na zawsze znów
gdy obok krocząc na kartce upadnie wróg
chcemy nadziei skazani na porażkę
w świecie poemy odzianym czarnym zamszem,
w tej kadencji tonie wielbią szczęściu
my kwiaty na betonie których nie zdepczesz

Nie chcę kosmosu bez planet i nocy bez gwiazd
nie chcę grać muzyki bez duszy bez nas
bez nazw uśpieni bez imion bez łez
wtuleni w poezje odbielasz mą krew
oddycham, a powietrze wbija w płuca ostrza
księżyc rozpływa się pośród bólu doznań
tak bardzo chce poznać cię zanika wszechświat
rozrywam pustynie chwil by znaleźć czar do szczęścia
oddycham esencja dni ucieka po wskazówkach
zanikam parują łzy w atramencie jutra
szaleje pustka wieją wichry przeznaczenia
rzucam kamień pęka zwierciadło i zmieniam się
i tli nadzieja się, a ja kocham ten świat
jest tak zimno a ja wielbię tą ciemność
znika wszystko co miałem ci dać
i nie pamiętam już nic wszystko jedno
Czas to puścić w miasto, te numery jak lotka
Nie oczekuję szóstki, sukcesy liczę w piątkach
Dla tego co się spóźnił - bomba - leci pod piwo
Ktoś tam - za wcześnie odpadł jak Michael'owy kinol
Dziś każdy chce nawinąć, staram się przyzwyczaić
Do typów co jeszcze mylą skillsy ze skitelsami
To trzeba robić latami i mieć pojęcie
Dla niektórych ziom jest za późno na za wcześnie
Czas podnieść ręce w górę i zrobić hałas
Ten rap jest dla podwórek tak jak one są dla nas
To solo Chada plus przekozaccy goście
Kto wywołuje burzę musi liczyć się, że zmoknie
Jak wbijamy na koncert sztuki są w transie
Ich typy już wiedzą - chuj z pierścionkiem i hajsem
Za późno by wyjść, a jest wczesna godzina
To Chada, Pysk i Chwed pierwsza liga

[x2]
Za późno na za wcześnie
To idealny moment by pojawić się na mieście
Za wcześnie na za późno
Nareszcie godzina duchów, wybiła północ

To rap co daje ludziom na ulicach siłę
Dzisiaj uwierzysz w to w co wczoraj nie wierzyłeś
Nocna sceneria, temperatura wzrasta
My na ulicach wraz z muzyką miasta
Ty nie dorastasz nam do pięt ze stylem

Moi ludzie są ze mną tak jak we krwi promile
Naciskam gaz i odjeżdżam z piskiem
Takich jak wy mamy tu długą listę
Teraz wraz z Pyskiem, Chwedo i Chada
Tak naprawdę koleżko to chuj wiesz o układach
Wciąż się wspinamy na szczyt sukcesu
Te wersy lamusom dają powód do stresu
Przejmujemy kontrolę, odbieramy nadzieję
Wszystkim tym niedowiarkom teraz w oczy się śmieję
Mamy najlepszy towar przemycany na trackach
W górę ręce i piątka dla każdego dzieciaka

[x2]
Za późno na za wcześnie
To idealny moment by pojawić się na mieście
Za wcześnie na za późno
Nareszcie godzina duchów, wybiła północ

Dla niektórych jest za wcześnie
Bezbronnie jak niemowlę
Jestem jak odkurzacz w waginach ich matek
Za późno na pierwszy oddech
Na próżno szukają pomocy, mają problem
Mylą ze sobą słowa progres i pogrzeb
My mamy się dobrze, świecimy jasno w tym mieście
Jak pochodnie z naszej winy ten pożar gasną zbyt wcześnie
Dla nas ta gra nie ma tajemnic, czysta łatwizna
Chcesz czytać jej pamiętnik? ja czytam jej w myślach
Dzieciaki chłoną ten rap, siła jest w słowie
Lejesz wodę? nikt nie słucha?
Widzisz tutaj kogoś z wodogłowiem tutaj?
Nie ważne czego człowiek szuka
Ważne by trafić do ich serc i głów i to jest sztuka
Dla nich za późno by wrócić, dla nas wcześnie by odejść
Czas daje nam żyć, a was trawi jak ogień
Jestem bezlitosny jak on? to jest ich sporo
Za późno na za wcześnie, Pysk, Pysk i Chada solo

[x2]
Za późno na za wcześnie
To idealny moment by pojawić się na mieście
Za wcześnie na za późno
Nareszcie godzina duchów, wybiła północ
Pozdrawiam was, pozdrawiam was wszystkich
Pozdrawiam cały skład co daje rap
Pozdrawiam KNT, pozdrawiam PIH (ta)
Wojtek, Zajka nie zapomne nigdy dnia (nigdy)
Pod ascetem rozmowa biały Uno Fiat, wiesz
Pozdrawiam matke, której zawdzięczam wiele
Tylko ona tak naprawdę jest moim przyjacielem
Moja siostra Kasandra, moja krew Olivia
Przepraszam Magda, nic mnie nie usprawiedliwia
Pozdrawiam mocno dziadka Boruskiego
Tylko ja tak naprawdę wiem dlaczego
Pozdrawiam całą familię z Kielc (Kielc)
Radek, Pęku, Gracjan, Alkarek, zaciśnięta pięść
Pozdrawiam Kube Szmita, Wojtka Szmita
Za parenaście lat zajaramy strita (proste)
Pozdrawiam cały, cały Gibon skład
Marian, Fiodor, Numer Raz, Białek, Łysy
Zajkos, Kiełbasa, Wujek, CNE
Po raz drugi pozdrawiam cię KNT i familiada
Nie zapominam Kasia i Chada
Pozdrawiam pierwszego polskiego psa Onara (ta)
4 P i HK, Ośka, Jarek
Pozdrawiam wszystkich znajomych z Warszawy i okolicy
Już jeden rok mieszkam tutaj w stolicy
Pozdrawiam Gienka, Kawe i Zenka
Piotruś, Gruber, Bi Fasolka gra i jest dobrze
Pozdrawiam Drzefa, MC 3D, Bart, Feel-x, Joka i Dab (tak)
Zajebisty kurwa gracie rap (proste)
Ta, Katowice pozdrawiam, wiecie o co biega
Dawno już nie byłem, zaproście mnie na impreze do klubu Mega
Warszawa sektor południowy, Zator, Julas, Radar, Damian
Pozdrawiam Fu, Koraz pozdrawiam
A teraz pozdrawiam Adasia (acha)
Czyli już nie pijemy nigdy?
Onar teledysk twój jest najlepszy na świecie
Pozdrawiam wszystkie dziewczyny z tego teledysku
Dobrze o tym wiecie
Pozdrawiam Matre baus, bausuj ze mną zawsze, bausuj ze mną (bausuj)
Pozdrawiam cię, zapraszam do współpracy na HK (HK)
Hardcorowa komercja, śródmieście zajebista draka
Pozdrawiam moje wszystkie płyty których jeszcze nie ma (nie ma)
Pozdrawiam które są, a zaczeło się od Wzgórza temat
I kurwa jest zajebiście
Pędziora jeszcze raz pozdrawiam, szalonego zioma (szacuneczek)
Mam tu Wu-Tang jak skurwysyn, yo
Pozdrawiam dziewczyny, które się ze mną dobrze pieprzą
Agata, Madzia, Marta, niewspomne o Ewie
Bo mieszkam cały czas na scenie
Ale byłem tak najebany, że było dobrze
DJ 600 Kilovolt pozdrawiam cię mocno
Teraz jest koniec moich pozdrowień
I KNT jeszcze raz pozdrawiam
Moc, moc pozdrowień
Aha, pozdrawiam was
Pozdrawiam cały skład co daje rap
Pozdrawiam was, pozdrawiam was
I pozdrawiam Andżulle
Andżulla, pozdrawiam cię najbardziej ze wszystkich
GibGibon to jest człowieku skład
To jest zajebisty kurwa skład
Jest tyle rzeczy, którym los nie niweczy
Nie rób ze mnie poety, bloki to nie meczety,
O tym wie nawet kretyn, witaj no w świecie normal
Podróży po platformach, prawda nie wróży doznań
Odjazd, kto czego dokonał, zobacz to po balkonach
Eee gdzie kto co ma, tajemnic bełkot
Widzisz trzecie piętro, tu kreśle ironią jak mleczko
To co powstało wewnątrz, jazz smutnych osiedli
Bez złudnych amnezji, z łez brudnych tradegii, afer
Dla tych co cały czas na gape, palcem po mapie
Oddają wszystko w imię nierealnych znaczeń
Wole mieć szansę w ryzyku jak saper
Niż żyć z przeświadczeniem, że się na nią nie załapie
W muzyce nadzieja, z użyciem samplera
By jazz wartości przelał, w tym ta więŹ
Między szarością a świateł błysku jak stroboskop
W tym złość co wydobywa, podwórek klimat
To jazz daje mi moc, moc to słowo, słowo to siła

Wsiąkła pijana orkiestra, jak jajo merda
Cisza daje po bębenkach, jazz płynie po rejestrach
Żaden ze mnie artysta, artyści to ponoć *****i
Co po pół litra whisky są szybcy jak [?]
PiŹdzie bije licznik, w głowie deski
Liczy się sukces i sława, czyli znak pełni mała
Jak B i G i E i beybe to przecież interes jak mayday
Jazz i sensey, tej, tej, złej, złej formy wybawca
Wiesz nie znam się na latawcach
Umysłu nie kupiłem w plastrach na wagie w supersamie
Gdzie za ladką spotkasz Shazze,
To jazz z mocą jak w ciupadze, na prewencyjną władze
Co tendencyjność w sprawie ujawnia
Nie czas na postawe jak Piotr Skarga
Tylko rozprawe co nam da psychiczny komfort
Dziedziczny folklor, jazz smutnych osiedli
Z brudnych miast, peryferii, mas tragedii
Co wydobywa, podwórek klimat,
Jazz daje mi moc, moc to słowo, słowo to siła!
[DonGuralEsko]
Znowu budzi się mój język by znowu zwyciężyć
Pełne auta towaru liczarki do pieniędzy
Gdzieś spomiędzy murów słów włóczędzy
Z Lufthansy do Benzy co palą w chuj benzyny
Intensywny Brud Boi sensytywny
Na ich inwektywy sram z mej perspektywy
Mam te spoko rymy i żaden loco nie powstrzyma mej lokomotywy
Choćby mu cierpły od koko tryby
Wzrok nieruchomy mam jak oko ryby
Paliłem haj z Maroko niby lecę wysoko niby ptak
Lecę wysoko niby ptak...
Ja upalam się rymami nie zachwycam się kitem
Między prawdą a Bogiem, między faktem a mitem
Dmucham z zachodnim wiatrem, nurkuję z bitem
Mówi ogniomistrz liter, alfabet mym dynamitem

[DonGuralEsko & Miodu]
Każdy z nas ma własny mikrokosmos
Każdy z nas ma w sobie ten wewnętrzny głos
I choć życie to trudne jest rzemiosło
To wciąż toczy, toczy się człowieczy los
Każdy z nas ma własny mikrokosmos
Każdy z nas ma w sobie ten wewnętrzny głos
I choć życie to trudne jest rzemiosło
To wciąż toczy, toczy się człowieczy los

Każdy z nas ma własny mikrokosmos
Każdy nosi w sobie ten wewnętrzny głos
I choć życie to trudne jest rzemiosło
To wciąż toczy, toczy się, toczy, toczy się
Każdy z nas ma własny mikrokosmos
Każdy z nas ma w sobie ten wewnętrzny głos
I choć życie to trudne jest rzemiosło
To wciąż toczy, toczy się, toczy, toczy się

[Miodu]
Proszę cię chodź, celebrujmy każdą z chwil
To nie był błąd, jesteśmy dokładnie jak ty
Masz głos, zamień teraz swój głos na krzyk
Ręce w górę, w imię życia chcemy żyć
Przez całe lata ludzie wbijają klin
Wciąż mają zatarg sami nie wiedzą z kim
Masz we mnie brata dopóki żyję tym
Pójdę razem z tobą jak w dym (posłuchaj syn)

Bourbaybay bourbaybay dla jednych tylko najba
Boso na trawie, dla drugich karaty, jacht i Maybach
Bourbaybay bourbaybay wszyscy porzućmy ból
Umarł król i niech żyje król i chuj w ból
BRA BRA tym napalonym mocno
BRA BRA wszystkim braciom i siostrom
BRA BRA od Poznania po Boston
Toczy się horoskop, mamy swój mikrokosmos

[DonGuralEsko]
Każdy z nas ma własny mikrokosmos
Każdy z nas ma w sobie ten wewnętrzny głos
I choć życie to trudne jest rzemiosło
To wciąż toczy, toczy się człowieczy los
Każdy z nas ma własny mikrokosmos
Każdy z nas ma w sobie ten wewnętrzny głos
I choć życie to trudne jest rzemiosło
To wciąż toczy, toczy się człowieczy los

Nieważne czy to ponton, prom czy speedboat
Mówi Don DGE Blake Carrington
Wciąż płynę pod prąd wbrew trendom, hejtom
I wściekłym gębom, jadę z gawędą wciąż i trzymam tempo
Wciąż nie jest mi wszystko jedno
Chłopaki za mnie ręczą
Jestem legendą, szybuję jak w "Nad obręczą"
Gdzieś ponad tęczą - to tutaj brat
Jak Capone-n-Noreaga mam swój Dubai high
Bo mam flow wyższy od innych wieżowców
Szczególnie jeśli spalę trochę towcu
Robię nalot jakbym był w bombowcu
Kurwa dywanowy, chociaż lat nam przybywa nowych
Wciąż mam ten flow co urywa głowy
Mam ten pięciogwiazdkowy flow
Mistrz sztosu, boss bossów, Donkolosus

[DonGuralEsko & Miodu]
Każdy z nas ma własny mikrokosmos
Każdy z nas ma w sobie ten wewnętrzny głos
I choć życie to trudne jest rzemiosło
To wciąż toczy, toczy się człowieczy los
Każdy z nas ma własny mikrokosmos
Każdy z nas ma w sobie ten wewnętrzny głos
I choć życie to trudne jest rzemiosło
To wciąż toczy, toczy się człowieczy los

Każdy z nas ma własny mikrokosmos
Każdy z nas ma w sobie ten wewnętrzny głos
I choć życie to trudne jest rzemiosło
To wciąż toczy, toczy się człowieczy los

[Miodu]
BRA BRA tym napalonym mocno
BRA BRA wszystkim braciom i siostrom
BRA BRA od Poznania po Boston
Toczy się horoskop, mamy swój mikrokosmos
No trudno, wkońcu przyszło konsekwencje ponieść
W oczach nie stały mi łzy, gdy psy skuwały mi dłonie
O tobie? Nigdy nie myślałem jak o żonie
Pozwól, że ci to wyjaśnię stojąc przy mikrofonie
Myślałaś, że to koniec, dziś pokażę ci z bliska
Brudne klimaty, dziewczyny do towarzystwa
Na początku było nie źle, później sam już nie wiem
Chore emocje, ciągłe pretensje do siebie
Przyznam, że cię zdradzałem, lecz oszczędzę detali
Gdybym wyznał ci z kim świat by ci się zawalił
Kurwa miało być pięknie, ale plan nie wypalił
Było źle, z czasem byśmy się pozabijali
Teraz pewnie zapalisz, ale nic to nie zmienia
Jestem zły, to potwierdzi każdy akt oskarżenia
Mówię ci do widzenia, lecz jak zawsze nie klękam
Jeśli chcesz się wypłakać, nie licz już na mój rękaw

Ref.
Skłócony z życiem, nie ma tu co kryć
Dowodem tego blizny, które noszę aż po dziś
Mówię za siebie, nie słucham własnych lęków
Choć czasem czuję się jakbym szedł przez życie po ciemku

Szczęśliwe życie, wszystko chuja warte
Już zbyt wiele razy los pokazał mi czerwoną kartkę
Wciąż idę tędy, pierdolę wasze względy
Przykro mi, lecz jestem z tych, którzy popełniają błędy
Wokół znajome gęby i pierdolone psy
Ten, kto daje za wygraną po prostu wypada z gry
To nie są żarty, wciąż spłacam swoje długi
Ktoś ma szczęście przez fart, należę do tych drugich
To, że patrzysz na mnie krzywo jakoś przeboleję
Wiem, że dla niektórych jestem tylko pieprzonym złodziejem
Nie wezmę kurwy za rękę i nie pójdę na spacer
Jak przystało na alkoholika, budziłem się z kacem
Czy przyszedłeś mnie pożegnać? Pozwolisz, że spytam
Gdybym wtedy jednak podzielił los Magika
Tamta płyta to historia, teraz jeszcze mocniej
Piszę słowa, za którymi stoją prawdziwe emocje

Ref.
Skłócony z życiem, nie ma tu, co kryć
Dowodem tego blizny, które noszę aż po dziś
Mówię za siebie, nie słucham własnych lęków
Choć czasem czuję się jakbym szedł przez życie po ciemku

Dzisiaj twój spokój może paść moim łupem
Nawija Chada, ten typ, co miał być trupem
Ty to masz tupet, jesteś zwykła suka
Co nosi cechy tych pań bez kręgosłupa
Jak siedziałem w ciupie, to mi nie wysłałeś nawet karty
Teraz pytasz o zdrowie, to chyba jakieś żarty
Nie to żebym się martwił, nie pójdę na kompromis
Ja naprawdę nie życzę sobie, byś do mnie dzwonił
Pewnie chciałbyś cos nagrać, lepiej kurwa zapomnij
Czasem mniej znaczy więcej, taka szczypta ironii
Już nie boję się śmierci, ale nie chcę umierać
Nie zawaham się zwrócić z prośbą do przyjaciela
Teraz bez obaw w sercu, cały czas tam gdzie prawda
Znów przedstawiam ci własne życie w najgorszych barwach
Kurwy skaczą do gardła i szykują mi stryczek
Mam tu ludzi takich jak ty, na których liczę
Pamiętam mój świat, jeszcze zanim tu dorosłem
Gdy jako dzieciak przez palce patrzyłem się na słońce
Przepełniony marzeniami nie ścięty niczego
Chciałem poczuć co to znaczy żyć na całego
Gdy mówiłem nie płacz mamo przez słuchawkę za pleksą
Pojąłem, że po tamtej stronie dłużej lata lecą
Bywało tragicznie wiesz, życie mnie pomięło
Ale to wszystko już za mną, było minęło.

Było minęło i nie wróci już więcej
Uciekłem ze swej celi, wyszedłem na powietrze
Teraz biegnę, do celu lecę,
Nie patrzę przez ramię, omijam pacjentów
Co na sławę mają parcie
Parcie na szkło to jest dla mnie obcy termin
Nawet na legalu my dajemy rap podziemny
Przybijam pięć z Kalim, zdrowie za najlepsze dni
Co złe juź minęło, czas od teraz spełniać sny.

Było minęło, nie wróci więcej już
Było minęło, było minęło. /x2

Jeśli mam coś zmieniać, to tak by było lepiej
Dość melanży do zrzygania, wolę inwestować w siebie
Nie patrząc na nikogo i bez wyrzutów sumienia
Odcinam się od syfu i zmieniam punkt widzenia
Ostatnia kropla, kielon do góry dnem
Na beztroskę i głupoty, każdy kurwa miał swój wiek
Wielu myśli, że leci, a tak naprawdę spadają
To jest lot bez pilota, oni swe życie przegrają.

Dzisiaj nie ma we mnie nienawiści do świata, do ludzi
Już wiem po co tutaj jestem, jakbym właśnie się obudził
Kiedyś biegłem za szelestem bez skrupułów dla ofiary
Dzisiaj już bym tak nie umiał, może jestem już za stary
Stary, po co mi to w złotym papierku gówno
Żyję tak, aby ktoś ukochany poszedł za mą trumną
Kiedyś obiecałem komuś, kto już tam u góry
Że zmienię od podstaw swego życia struktury.

Było minęło, nie wróci więcej już
Było minęło, było minęło ./x2
To jest, to co teraz twoją głową kiwa
BRX, tak to się nazywa

Czas upływa, płynie, cały czas tworze
Za to co dałeś mi, dziękuję ci Boże
Za niektóre zmyte z mego życia brudy
Za to, że nie raz wystawiałeś mnie na próby
Czas wyrzucić to co siedzi w sercu głębiej
Czas leci szybko, nie chce by leciał prędzej
Będzie lepiej słysze, wcale nie jest źle
BRX z przodu, muzyka w tle
Dziękuję, że napuściłeś do moich żył krew
Dałeś mi smutek, radość, dałeś mi gniew
To to masz odzew, wielkie dzięki rap gram
Chociaż ja na twoim morzu to mała tratwa
Chociaż podróż przez życie nie jest łatwa

Refren:

To jest, to co teraz twoją głową kiwa
B, to się nazywa
R, to się nazywa
X, to się nazywa
Tak to się nazywa
Czas upływa (Płynie)
To jest, to co teraz twoją głową kiwa
B, to się nazywa
R, to się nazywa
X, to się nazywa
Tak to się nazywa
Czas upływa (Płynie)

Mój rap to jest ołtarz dla którego służe
Widzisz nowe znaki wytatuowane na skórze
Wcześniej miałeś cisze, teraz słyszysz burze
Jasny z nieba grom
Moje słowa to jest moja broń
Matka, która wpoiła mi za młodych lat wiare
Dobrze wiem, że życie jest od Boga darem
Słuchałeś moich płyt, bo mam ich już pare
Czekaj HK, nowa produkcja z Onarem
Fakty kolą, pierdole tych co to pierdolą
WYP3 - kolejna część, Borix solo (solo)
Solo Borys i nie żaden dupolis
Za taką obelgę nie wystarczy sorry
Gibon zabrał ci tytuł bo ma do tego talent
W imię ojca i syna, amen

Refren
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo