Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ref. Opamiętaj się, zachowaj krew, tak ciężko jest wybaczyć grzech (2x)

Najprościej jest powiedzieć "nie umiem",
najprościej jest powiedzieć "gubię się w tłumie",
zakopany w swym życiu jak egipskie mumie,
81 rocznik udowodni co się równa sumie 21 lat plus 44,
na koncie błyszczą już dwa policery,
zgodnie z powołaniem idziesz gdzie chcesz,
bierzesz co chcesz, gubisz wartości,
gdzieś jeszcze rok temu się do ludzi uśmiechałeś,
teraz alkohol-nawet nie wiesz co przegrałeś,
potem narkotyk jak chłosta,
jak twoja linia życia która nie jest taka prosta,
zażywasz dziadostwa, klęska żałosna,
świat stanął na głowie, gdzie jest ręka boska,
ja mówię swoje a ty ciągle w błędzie,
posłuchaj czasami jak chóralnie słychać mnie wszędzie,
może ci dam garść złota, srebra, dobrocią
do bólu przekłują ci żebra, prześwietlą ci głowę,
nie będzie czasu na mowę,
pociągną za spust i wpadniesz w żałobę

Ref. Opamiętaj się, zachowaj... (3x)

Imaginacja, ciągła konsternacja,
po ciężkich przeżyciach kolejna sensacja,
powrócić do życia na nowych chcesz racjach,
szkoda że przeszkoda to problemów jest nacja,
boisz się ludzi, boisz się siebie,
pokonaj strach warty sto miejsc w niebie,
bo siedem jest grzechów głównych na świecie,
większość popełniłeś,
za to powinno cię czekać miejsce na krześle,
ale szanse dostałeś jeszcze jedną, więc ciesz się,
to jest ta ostania, więc bierz się za siebie,
teraz już wszyscy będą patrzeć na ciebie,
więc pamiętaj, opamiętaj się,
mimo że jesteś z żelaza, kule przebiją cię,
opamiętaj się
opamiętaj się
opamiętaj się

Ref. Opamiętaj się, zachowaj... (3x)
To było wczoraj, pamiętam, chociaż pamięć krucha:
Zadzwonił telefon, odbieram, mówię:
"Halo? Słucham?"
I nagle wszystko wybucha i ogniem zieje -
To Bóg do mnie dzwoni - mówi: "Łona, co tam się dzieje?"
Nie, to pomyłka jakaś, nic nie rozumiem ...
Słyszę: "Święty Piotr wybrał losowo twój numer.
Ja tu nic nie widzę z góry, bo mi zasłaniają chmury.
Widoczność licha, więc przestań pieprzyć, mów co słychać.!"
"Aaa... kicha. Każdy bezimienny.
Wszędzie jak nie wojna to przynajmniej stan wojenny,
władza to banda cwaniaków, z największym na czele,
a Biblia dawno już przestała być bestsellerem."
"Hmmm to może jeszcze raz Mesjasza ześlę?"
"Nie wygłupiaj się, skończy na elektrycznym krześle!
Nie warto, szkoda czasu, ludziom w głowach się przewraca
Jest już za późno by nawracać."
"Naprawdę? (tak) U mnie też nie jest najlepiej
Czuję się samotny tak rzadko trafia się tu człowiek;
Kiedy kicham nikt nie mówi mi na zdrowie... APSIK!!!"
Na zdrowie.

Wczoraj Bóg zadzwonił do mnie
Przekaż wszystkim, że najwyższy czas oprzytomnieć
Mówię nie da rady (co?) Boże przecież znasz to
(Nie da rady?) Tak, to już za daleko zaszło
x2

Ciąg dalszy rozmowy był taki, że Bóg zaczął wrzeszczeć:
"Zrobiłem już jeden potop, mogę zrobić go raz jeszcze!"
"Bój się Boga!"
"Kogo?"
"O, przepraszam...
Ale byłaby to największa kaszana z wszystkich kaszan.
Może da się coś zrobić? Nie wiem... coś naprawić?"
"Mów do rzeczy, synu, już mnie to nie bawi."
"Może ludzie nagle zaczną żyć w zgodzie ze sobą?"
"Jaką mam pewność?"
"Musisz wierzyć mi na słowo.
Ale może być dobrze! Szanse mamy ciągle niezłe."
"Dobrze dam ci spokój ale jeszcze się odezwę."
Odłożył słuchawkę, a ja chciałbym wiedzieć i móc to,
Co ja mam zrobić, żeby uratować ludzkość?
Więc ludzie, zróbmy coś, żeby świat był lepszy,
Bo On zadzwoni i znowu mnie opieprzy!

Wczoraj Bóg zadzwonił do mnie
Przekaż wszystkim, że najwyższy czas oprzytomnieć
Mówię nie da rady (co?) Boże przecież znasz to
(Nie da rady?) Tak, to już za daleko zaszło
x2

Kurwa......Ja tutaj musiałem sufit wykładać by ten numer nagrać...
Stary, ja nie rozumiem tych kobiet
Na początku jest wspaniale - miłość, kwiatki, pierdolone motylki w brzuchu
A potem zaczyna ci taka wpierdalać helikoptery, choinki i ludzi
Nawet kiedyś skonstruowała bombę atomową jak przeczytała "Mein Kampf"
Tylko dlatego, że biedny listonosz pomylił skrzynki pocztowe
To zła kobieta była...

Kiedyś poznałem laskę, jak jeszcze grałem w basket
Uwierzcie, miała fantazję jaka akcja pacjent, na fakcie
Wpierdalała tyle, że bałem się o komplikacje
Raz w Wigilię wjebała choinkę i chciała dokładkę

Kiedyś na kolację dałem jej metanabol z ryżem
Bo nie miała nic na rano, a to zagrażało życie me
Chyba mnie nie wpierdolisz te, mówię: "kochanie
Masz tu sterydę i słoik z twoim siódmym śniadaniem (wpierdalaj)"

Centralnie stary bałem się tej dupy strasznie
Raz musiałem ją upić, żeby przestała jeść pasztet
Miała go tyle w buzi jak wstrzykałem jej alko w żyłę
Zaczęła się dusić, myślałem że ją zabiłem

Była silniejsza ode mnie i cztery razy większa
Miała mięśnie i klnęła gorzej od starego szewca
I pluła jak stara babura i miała brodę
Ordynarna jak furiat, co jedzie samochodem

Nikt nie wchodził nam w drogę, jak szliśmy każdy milczał
A jak miała okres to spierdalała nawet Godzilla
A w Chinach tylko dla niej szyli jeansy namiętnie
Bo się bali, że zniszczy kolejne World Trade Center

To ona postrzeliła papieża, rząd USA mi płacił w monetach
Żeby stracić niepotrzebny desant
A ja i tak byłem biedak, bo mi kradła pieniądze
Przepierdalała w burdelach u diabła na Giewoncie

I zjadła helikopter i wyrzygała flamethrower
Prawie dostałem po gałach, mogłem zostać cyklopem
Nie wiem czy kojarzysz Roswell, tam UFO się rozbiło
Znaleźli spodek, retoryka powie co tam było

To ona robiła zaćmienie słońca co pięć lat
Ciążyła nad nią klątwa i była nieśmiertelna
A jak wchodziła do kina, to film się urywał zaraz
Nie dlatego, że piła, tylko klisza się bała

A jak chciała seks uprawiać, to tylko w ogniu na kolcach
Po dawce opium i w masce nosorożca
Nie mogłem temu sprostać i po to miałem wczutę
Kupiłem sobie colta i kupiłem bazookę

I wyjebałem z hukiem, jak jechała na combo
Chciałem zabić sukę, miała kuloodporność
Nie dało się jej dotknąć, myślałem że już po mnie
Ona pocałowała mnie w czoło i powiedziała, że musi odejść...

To zła kobieta była, zła, zła kobieta
Pierwsza miłość, to chyba nie ta
To zła kobieta była, zła, zła kobieta
Pierwsza miłość, to chyba nie ta

To zła kobieta była, zła, zła kobieta
Pierwsza miłość, to chyba nie ta
To zła kobieta była, zła, zła kobieta
Pierwsza miłość...

Darling, on tylko żartuje, wiesz jaki on jest...

No i widzisz
Myślałem, że wszystko się ułoży jakoś...
No kurwa nie wyszło
No trudno, wkońcu przyszło konsekwencje ponieść
W oczach nie stały mi łzy, gdy psy skuwały mi dłonie
O tobie? Nigdy nie myślałem jak o żonie
Pozwól, że ci to wyjaśnię stojąc przy mikrofonie
Myślałaś, że to koniec, dziś pokażę ci z bliska
Brudne klimaty, dziewczyny do towarzystwa
Na początku było nie źle, później sam już nie wiem
Chore emocje, ciągłe pretensje do siebie
Przyznam, że cię zdradzałem, lecz oszczędzę detali
Gdybym wyznał ci z kim świat by ci się zawalił
Kurwa miało być pięknie, ale plan nie wypalił
Było źle, z czasem byśmy się pozabijali
Teraz pewnie zapalisz, ale nic to nie zmienia
Jestem zły, to potwierdzi każdy akt oskarżenia
Mówię ci do widzenia, lecz jak zawsze nie klękam
Jeśli chcesz się wypłakać, nie licz już na mój rękaw

Ref.
Skłócony z życiem, nie ma tu co kryć
Dowodem tego blizny, które noszę aż po dziś
Mówię za siebie, nie słucham własnych lęków
Choć czasem czuję się jakbym szedł przez życie po ciemku

Szczęśliwe życie, wszystko chuja warte
Już zbyt wiele razy los pokazał mi czerwoną kartkę
Wciąż idę tędy, pierdolę wasze względy
Przykro mi, lecz jestem z tych, którzy popełniają błędy
Wokół znajome gęby i pierdolone psy
Ten, kto daje za wygraną po prostu wypada z gry
To nie są żarty, wciąż spłacam swoje długi
Ktoś ma szczęście przez fart, należę do tych drugich
To, że patrzysz na mnie krzywo jakoś przeboleję
Wiem, że dla niektórych jestem tylko pieprzonym złodziejem
Nie wezmę kurwy za rękę i nie pójdę na spacer
Jak przystało na alkoholika, budziłem się z kacem
Czy przyszedłeś mnie pożegnać? Pozwolisz, że spytam
Gdybym wtedy jednak podzielił los Magika
Tamta płyta to historia, teraz jeszcze mocniej
Piszę słowa, za którymi stoją prawdziwe emocje

Ref.
Skłócony z życiem, nie ma tu, co kryć
Dowodem tego blizny, które noszę aż po dziś
Mówię za siebie, nie słucham własnych lęków
Choć czasem czuję się jakbym szedł przez życie po ciemku

Dzisiaj twój spokój może paść moim łupem
Nawija Chada, ten typ, co miał być trupem
Ty to masz tupet, jesteś zwykła suka
Co nosi cechy tych pań bez kręgosłupa
Jak siedziałem w ciupie, to mi nie wysłałeś nawet karty
Teraz pytasz o zdrowie, to chyba jakieś żarty
Nie to żebym się martwił, nie pójdę na kompromis
Ja naprawdę nie życzę sobie, byś do mnie dzwonił
Pewnie chciałbyś cos nagrać, lepiej kurwa zapomnij
Czasem mniej znaczy więcej, taka szczypta ironii
Już nie boję się śmierci, ale nie chcę umierać
Nie zawaham się zwrócić z prośbą do przyjaciela
Teraz bez obaw w sercu, cały czas tam gdzie prawda
Znów przedstawiam ci własne życie w najgorszych barwach
Kurwy skaczą do gardła i szykują mi stryczek
Mam tu ludzi takich jak ty, na których liczę
Przez łzy patrzę na cały świat, na to co mnie otacza
i nie wiem jak zmienić mam to, że jestem sam. x2

Ref: Kilka chwil spędzonych sam
Kilka nut po cichu gram
Czasem łzy rozświetlą świat,
W którym nikt nie chce cię znać. x2

1. Uderza hip-hopowy bit
Po policzku mym spływa słona łza
Jak DKA i Kabu płaczę i marzę cały czas
Pomyśl nad sensem tych zdań
Nie możesz się bać, bo ja żadnym słowem
Nie jestem w stanie przekazać tego, co mam w głowie
Powiedz mi, dlaczego bajka chyba już się kończy łzami
Zalane moje oczy, smutno mi, smutno, smutno mi
Pamiętasz tylko ja i ty, to się liczy
Ja widziałem to w ten sposób, no cóż
Wybiłem się od stóp do głów
Nadzieję mam, że znów nadejdą te cudowne chwile
Tyle, ile chcesz czekał będę, AeM
Zawsze i wszędzie życiowym sensem
Wielkie A małe E, wielkie M, ha
Moim przeznaczeniem

Ref: Kilka chwil spędzonych sam
Kilka nut po cichu gram
Czasem łzy rozświetlą świat,
W którym nikt nie chce cię znać. x2

2. Czasem myślę, chciałbym wrócić tam na krótką chwilę wiesz
Dotknąć przeszłości twarzy i już nie obudzić się
Zanim nastały dni, w których coraz częściej tęsknię
Choć nigdy więcej nie ujrzysz co się działo we mnie
Bo teraz każdy z nas patrzy już innym wzrokiem
A kolejny raz niestety czas zrobił co swoje
O tym nie tylko pisze rzeczywistość niesie przekaz
Na horyzoncie uczuć znów nikt na mnie nie czeka
Zegar wybija coraz to mocniejsze dźwięki
Odliczając bezboleśnie, proszę ręką mnie dosięgnij
Bym mógł na nowo cieszyć się, z życia walorów
Dodaj koloru,pozwól żebym się nie męczył
I nie myśl, że tak łatwo jest być samemu
Uwierz kiedy w ciszy krople łez wyznaczają ci kierunek,
Drogę do tego punktu w jakim miała czekać radość
Ty nie dostrzegasz jednak tego, że wciąż mi jej mało

Ref: Kilka chwil spędzonych sam
Kilka nut po cichu gram
Czasem łzy rozświetlą świat,
W którym nikt nie chce cię znać. x2

3. Senne marzenia, w głowie mej wspomnienia
Wspólny dialog, wspólne przemyślenia, wspólne plany
Pytam czemu tak się stało, że dziś jestem pogrzebany
Odchodzi blask, widzę ciemność, nic już nie ma
Tylko bitu trzask mnie pokrzepia lecz to wciąż za mało
Wciąż za mało, w jedną całość składam myśli
Z twarzy znika uśmiech Vipa, uśmiech optymisty
Przez łzy mglisty świat widzę, czekam na słoneczne dni
Liczę na nie, nie oszukasz przeznaczenia
Było niebo, dzisiaj znowu ziemia mnie przyciąga
Dlaczego mówisz, że nie jesteś mnie godna
Pewnego dnia myśli twe niech znowu płoną jak pochodnia
Wielkie A, małe E, wielkie M, życia sens, ej
Tak to wygląda
Budzę się, budzi mnie, budzik nie, ludzi zgiełk,
To zły sen odbiera tlen, ucisz dźwięk ludzkich męk
Uśpij lęk, bo w tym sęk, czuję, że się wypalam
Nie do przebicia skała, bo nie do życia ten palant
Przecieram oczy, desperat po nocy chce pomocy
Syzyfowy głaz się toczy, ciągne losy, ciągle posyp
Pali gleba, z towarem biegam dla chleba
Raj zabrała nam Ewa, grzech opiewam, ja to dewiant
Zdechnę to w piekle mam miejsce zapewne pewne
Niepewne szczeble kneble ze mnie zdjęte kroczę we mgle
Orędzie w obłędzie, reguł dekret, oto przekręt
Oto sekret, że defektem, efektem, to jestem ścierwem
Według litery prawa- giwery dawaj, napad na bank
Zamach na świat, kara dla psa, parada trwa
Trafia mnie szlag, trafiam na szlak, układam plan
Znów upadam tam, nie ufam wam, zostaję sam

Życie opisywane tysiącami liter
Zalane falami bitew
Momentami jadowite
Skalane problemami
Życie opisywane tysiącami liter
Zalane falami bitew
Momentami jadowite
Skalane problemami

Spoglądam w duszy głąb- duży błąd burzy spokój
Wróży wron z różnych pokus, słyszę gong jestem gotów
Mrok widzę wokół, widzę zło, czuję niepokój
Nie prowokuj, bo w amoku może dojść do kłopotów
Czekając na wyrok wykonuję moje ruchy
Poznałem ciebie, żmijo, specjalnie nie czuję skruchy
Nieraz życie satyrą zgotuje droge do puchy
Niosę ze sobą kilof, który rozjebuje mury
Załóż moje buty zobaczysz czy bedzie ci wygodnie
Jesteś zepsuty? Jeśli tak to wejdziesz w nie spokojnie
Znasz te nuty to tym samym zagrasz dźwiękiem melodię
Jestem wczuty, w ludziach dostrzegam z wiekiem parodię
Nie jestem miły, żaden ze mnie pan gentleman
Bliżej mi do piły, na złą drogę zszedł superman
W codzienności widzę ferment, bezczelności mam oręże
Szydzę się, brzydze mam niewyparzoną gębę

Życie opisywane tysiącami liter
Zalane falami bitew
momentami jadowite
skalane problemami
życie opisywane tysiącami liter
zalane falami bitew
momentami jadowite
skalane problemami

Panie, proszę już wystarczy, nie wystawiaj mnie na próby
Nie zniosę, nie mam tarczy, nie doprowadź mnie do zguby
Ten człowiek cały czas walczy w sobie z demonami
Cios za ciosem, jestem twardy broń wyceluj, niech wypali
Po drugiej stronie będę czekał przy piekielnej bramie
Twoja dusza spłonie to przyrzekam, zostaw testament
Hipokryzja, ślepota, jedna wizja to Golgota
Zła decyzja to jest nokaut, ojczyzna moja droga
Słyszę głos- mam omamy, słyszę wprost go ze ściany
Moja złość, jestem cwany, taki los jest mi dany
To mój ból, który zamieniam w arsenał
Wokół stóp trzęsie się ziemia, szerzy się epidemia
Na granicy psychozy- wielu z nas z tym się zmaga
Urzędnicy to pasożyt, dla nas czas to zagłada
Wymaga zasada, wkrada zdrada, szmata pada
Defilada nagada, napada go równowaga

Życie opisywane tysiącami liter
Zalane falami bitew
Momentami jadowite
Skalane problemami
Życie opisywane tysiącami liter
Zalane falami bitew
Momentami jadowite
Skalane problemami
Bum hasz dym ucieka
Ciężka jest moja powieka
Dobry towar rusza człowieka
Hasz hasz ciągnij nie czekaj
Jeszcze mach nie wiem co się dzieje
Głupi tekst ja już się śmieje
Nie myślę w przód jestem z daleka
Nie przejmuje się tym co mnie w przyszłości czeka
Mam w dupie świat jego pierdolony program
Jestem szczęśliwy bo hasz mam
Aaaaaaa pociągam głęboko
Chce latać już jestem wysoko
Hasz gówno daje w głowę zawodowo
Po paru machach jest całkiem młodzieżowo
Zdrowo za nos mnie wodzi
Ale chuuuuj mnie to obchodzi
Pieprze wszystko co ja powiedziałem
To gówno ja chyba zdebilowaciałem

Ref.x2
Hasz i moja twarz to jeden haaaaaj
Jeszcze jeden joint jeszcze jeden mach
I nie wiem co się dzieje!

Hasz masz teraz mi dasz jeśli nie
To kopne cię w twarz
Ja tego potrzebuje
Ja tego chce ja tego pragnę
Więc nie mów mi nie biorę jointa
Wciągam dym jest gorąco
Nie przejmuje się tym
Początek fazy każdy to czuje
Nie ma problemów powoli odlatuje
My wszyscy tak myślimy
Ze znikną problemy gdy wypalimy
Gówno prawda to taki stan
W którym człowiek okłamuje się sam
Z kupnem dragów nie ma problemu
Każdy wzbogacić się chce dzięki temu
Czy będziesz tu ( tu ) czy będziesz tam ( tam )
Za sto dwadzieścia kupisz gram amen!

Ref.x2
Hasz i moja twarz to jeden haaaaaj
Jeszcze jeden joint jeszcze jeden mach
I nie wiem co się dzieje!

Hasz hasz odlot daje
Lecz nic mądrości w głowie nie zostaje
Bo to tylko hipnotyczny stan ( stan )
Wiem że o jaraniu zdecydujesz sam ( sam )
Podam ci tylko proste przykłady
Rzeczy z których nie zdajesz sobie sprawy
Bo miękkie narkotyki są tylko pomostem
Bo później wchodzisz w rzeczy ostre
Jak L.S.D. czy kokaina heroina
Czy nie żal ci życia a gdzie twoja rodzina
Zastanów się dwa razy nim to sobie zrobisz
Bo nawet haszem psychikę swa szkodzisz
Ja wiem że są imprezy że branie jest dziś modne
Dla dilerów co sprzedają to jest wręcz wygodne
Hasz hasz nie jest narkotykiem jest
Nałogiem albo złym nawykiem

Ref.x2
Hasz i moja twarz to jeden haaaaaj
Jeszcze jeden joint jeszcze jeden mach
I nie wiem co się dzieje!

Nie wiem co się z moją głową dzieje...
Ale żeś się jebał ...
Co się dziejeee ...
1.Bez niepotrzebnej wczówki na białego czarnucha
W chuju mam to kto czego słucha
Bez ciągłego parcia na bycie pierdoloną gwiazdą
Ci co mają taką jazdę oni najszybciej zgasną
Nie idę tam, gdzie zapierdalają wszyscy
Odporny na reklamę, bardzo świadomy skurwysyn
Do większości klipów przydałyby się napisy
Bo nie rozumiem bełkotu, który z monitora krzyczy
I to nie kwestia sprzętu czy masteringu
Zanim wejdziesz do gry zapierdalaj na treningu
I nie oskarżaj mnie o brak tolerancji
Bo toleruję minimum, a ciebie nie ma w mojej skali
Gdyby zaczęli dzisiaj byliby tacy mali
Są dalej na scenie, bo trochę wcześniej zaczynali
Dzisiaj młodzi większość starych pozjadali
Więc nie ma sensu żeby dalej rapowali

Ref;Nie ma sensu byś nienawidził nas
Zrozum dziś sens słów
Szkoda czasu dla jebanych stresów
Zamiast karmić nienawiść wolę kolejny klasyk kłaść na bit
Nie ma sensu byś nienawidził nas
Zrozum dziś sens słów
Zamiast się starać marnować wersów
Lepiej szlifuj styl albo wypierdalaj z gry

2.Mam swój rap, bit tłusty i swój klimat
Robię swoje i chuj z tym czy skumasz
Wciąż zwałę mam z paziów przyjmujących pozę
Którzy na siłę chcą by ich styl wzbudzał grozę
Nie wiesz co to przypał, nie wiesz czym jest ból życia
Żyjesz na krawędzi chyba gdy połykasz
Wybacz, mężczyzną nie czyni tatuaż
Mówisz to nie żadna poza, dobra sobie tak tłumacz
Kolejnych trzech ryj do mica drze, to leszcze
Są do nas jak PKP do TGV
To nie ta liga, wybacz biały nigga
Ja zawinę jointa ty weź zawiń się w dywan
Nasza komitywa uliczny syf nagrywa
Prawdziwy rap skurwysynu tak to się nazywa
Paluch i Brah cały kraj zna nas tu po ksywach
To pierwsza liga tera nawija na waszych rewirach

Ref; Nie ma sensu byś nienawidził nas
Zrozum dziś sens słów
Szkoda czasu dla jebanych stresów
Zamiast karmić nienawiść wolę kolejny klasyk kłaść na bit
Nie ma sensu byś nienawidził nas
Zrozum dziś sens słów
Zamiast się starać marnować wersów
Lepiej szlifuj styl albo wypierdalaj z gry

3.Bez zazdrości, przed konkurencją nie ma strachu
Jestem w grze, ale po innej stronie rapu
Nikt kurwa nie idzie moją ścieżką
Oprócz kilku ludzi z którymi dzielę się pensją
Ty nazywasz to presją, a mnie to napędza
I pod presją zawsze najlepiej wjeżdżam
Więc nie ma sensu żebyś przeszkadzał mi
Bo to twoja nienawiść dodaje mi najwięcej sił
Ja mam spokój, on płynie we krwi
Ty też chcesz mieć więc moją krew pij
Tętno to bit a serce to tekst
Wypełnia bit kolejne tysiąc serc
To lepsze niż sex i extasy
Plus mój styl, który jak platyna lśni
I wierz mi, że protestować nie ma sensu
Najlepsi, jak za komuny towar z Pewexu

Ref;Nie ma sensu byś nienawidził nas
Zrozum dziś sens słów
Szkoda czasu dla jebanych stresów
Zamiast karmić nienawiść wolę kolejny klasyk kłaść na bit
Nie ma sensu byś nienawidził nas
Zrozum dziś sens słów
Zamiast się starać marnować wersów
Lepiej szlifuj styl albo wypierdalaj z gry
[Peja]
(Round one, "hadzime")
Masz tu liryczną zadymę
Prawdę będę głosił, spontaniczne masz "okosi"
Atak ponawiam, za brutalność łapię karę
Złapię cię za moment i zdobędę "wanzaj"
Sprowadzony do parteru przytrzymam cię parę sekund
Pora na duszenie, czy wytrzymasz na bezdechu? (mate)
Sędzia przerywa znam komendę
Poprawiam czarny pas, który niebawem zdobędę
Mów do mnie mistrzu bo od tego nie odejdę
Mam przyzwyczajenia, nawyki ich nie zmienię
Z dumą się odnoszę, jeśli przegram cię docenię
A na razie prowadzenie, poszarpana judoka
"Onomato" na podium z wiarą w siebie i Boga
Tak było dziesięć lat temu
Teraz z mikrofonem dla ludzi podczas jamu
Matę zmieniam na podest, skład sędziowski na dj-ów
I dalej walczę, uruchamiam wyobraźnie
Minął czas młodzieńczy i sny o olimpiadzie
A ja na tym podkładzie przypominam, że jestem
I nie tylko ręki gestem, także kanonadą snów
Chcesz coś mówić to mów, mistrz powrócił ma się zdrów

Ref.: Konsekwentnie zamykałeś przede mną każde drzwi
Jak mogłeś przypuszczać, że zabraknie mi sił
A tu pokłady energii w jednej chwili uwolnione
Teraz my jesteśmy górą decyduję co wybiorę, co wybiorę
Ochłapy nie dla mnie, myślisz, że gadasz z baranem
Nikt z was nie przypuszczał, że otworze drzwi taranem

[Peja]
Jestem dumny z bycia MC, nie ukrywam, że mam talent
Wykorzystam go w pełni pomimo wad i zalet
Bliżej mi do króla bo przeciętniak to walet
Z aspiracją na asa, z jokerem stworzę parę
I kilka przechwałek, wszystko mam poukładane
Na ławę nie zejdę nawet gdy dostanę karę
Rezerwowy ze mnie żaden, jak rasowym napastnikiem
Czuje w sobie straszną parę, widzisz mnie na piedestale?
I słusznie się chwale, cudze znam, lecz swoje wale
Pokerowe mam rozdanie, już przegrałeś, parol w banie
Kolejny raz agentus na rap dawno "onomato"
Jak akcję terminator, nic nie poradzisz na to
Możesz tylko nazwać szmatą, wtedy gotuj się na bitwę
Rymy lub starcie fizyczne, w strachu bełkoczesz modlitwę
I nie dasz nam rady i tak dla zasady
Pokażę ci, że głowę mam nie od parady
Pokażę ci jak moim wykonaniu zabrzmią słowa
Tylko ja jeden potrafię tak artykulować
Wyraz dźwiękonaśladowczy, "onomato" weź zobacz
Posłuchaj i się przybij i przestań dyskutować
To onomatopeja rapu polskiego nadzieja
Przełożeni MC na polskiego wodzireja
Odebrana ci nadzieja na zwycięstwo, znasz ten temat
Marzą ci się zyski, sława, teledyski
Ile sprzedaż z promocją, dwóch koła jesteś bliski
Powiem ci jedno, kurwa nic nie znaczysz dla mnie
Chciałbyś tworzyć niezależnie, byś wyglądał bardzo marnie
Peja K, szykuj zapadnie, pętla mocno zaciśnięta
Powtórz modlitwę, weź żarliwie się przeżegnaj
Masz ostatnie życzenie, wszystko o co poprosisz
Poza jednym ocalenie, nie ma szans, a me sumienie
Pozostaje bez zmian, jest nieczułe na twą zgubę
I przegraną jak rubel, stoisz nisko w kantorach
A tu zmora, kamora, wolno stylowa szkoła
Egzekucję czas wykonać
Dziesięć, dziewięć do jednego, do zera, mniej nawet
Tyle się dla mnie liczysz ty twój podkład i alfabet
Mam więcej mocy, więcej pary, więcej sił i zalet
Ekspresja nie balet, brak mi salonowych zasad
Wciąż nie ułożony inteligent bez szkoły
Z posmakiem peneriady, bez skazy typu zdrady
Full emocji bez przesady, wraca potforna pewność siebie
Więc nie montuj barykadu, z marszu wszystko rozjebie
Z marszu rozpierdole wszystko, każdy zna moje przezwisko
Które zwycięstwa jest blisko
Życie to boisko i nie każdy tu gra czysto
Jak dawał Wiśniowy Ski Składu druga połowa
Mocny jak Żołądkowa po której destrukcja hotelowa
Lampka raz uruchomiona samoczynnie już nie skona

Ref.

[Doniu]
Konsekwentnie zamykałeś przede mną każde drzwi
Jak mogłeś przypuszczać, że zabraknie mi sił
A tu pokłady energii w jednej chwili uwolnione
Teraz my jesteśmy górą decyduję co wybiorę, co wybiorę
Ochłapy nie dla mnie, myślisz, że gadasz z baranem
Nikt z was nie przypuszczał, że otworze drzwi taranem
Każdą bramę, każdą pieprzoną bramę (you lose)
Ta, DeOeNIU, Ski Skład, Peja, dwa zero zero jeden, Doniu
Jak to mówią?
Alkoholik, by nim być spełnia 6 kryteriów
Ja pewnie spełniam 7, nie mam do tego nerwów
Nie wiem nic co by mnie przepełniało dumą
Ale jestem szczery, na hipokrytów mogę splunąć
Usłyszałem jak potrafię, mam iść na terapię
OK, sprawdzę na jakim jestem etapie
Na lekkim kacu dotarłem, od razu wywarłem
Złe wrażenie na terapeutce starszej Geri Halliwell
Nie chce się pan przyznać, ale zostawmy wykręty
Za często bywa pan wcięty, nie tędy droga
Najpierw ustalmy jedno, to równia pochyła
I to będzie naszych rozważań przedmiot
Kajaj się pan i przeproś, bo wkrótce
Podziękuje mi pan i będzie złorzeczyć wódce
Kochana zwolnij z tą gadką
2 lata temu za sobą zostawiłem już hardcore
Teraz obok mnie przechodzą ciężkie chwile
A jak się trafią to przez kobiety nie promile
Narazie pójdę do knajpy, zamówię coś na wynos
A podziękować mogę temu, który zamienił wodę w wino
Alkopoligamia kochanie

To jest właśnie alkopoligamia
Każdy dzień jest walką
Żeby zamiast być w większości kalką
Udowadniać swoją niezależność krzyczeć na całe gardło
Alkopoligamia
Historię opartą na wyznaniach
Moich i nie tylko
Dedykuję tym, którzy dobry wieczór zawdzięczają drinkom

Jeszcze podziękowania zamiast przeprosin mogę przesłać
Tym, z którymi chlałem aż spadli z krzesła
Lojalni fani, na szczęście mam ich trochę
Wypijam ich zdrowie żeby mijali się z prochem
Wrocław, Szczecin, Katowice, Białystok
To nie dzieci, a typy, które umieją pić czystą
Przy tym mówiąc o powyższym czas to zrobić
Jacy inni artyści ujawnią swoje nałogi
Nikomu Źle nie życzę
Nie lubię patrzeć na tych, którzy sami sobie zakładają stryczek
I bitches, te z którymi łączę alko-*****
Nieważne, że nie wiedzą kim był Malcolm
Ex są ze mną, jak ta, która przy 300 świadkach
Nadziała się na mnie, musiałem jej japę zatkać
One piją jak ja, wódkę czy Malibu
Dostają analną karę, gdy zachce im się ćpania piguł
Albo powiększania cycków, to ważne
Nie wlewam w siebie płynu, nie zostaje tam na zawsze
Mag świat sprowadza ludzi do roli konsumentów
Więc *****ę mag świat trzymając flaszkę w ręku
Raperzy przekonują o roli gadżetów
Napij się z przyjacielem, gadżety wyjeb do ścieków
A t-shirt traktuj jako manifest zwycięstw
Albo i nie, zawsze to wierzchnie okryte

To jest właśnie alkopoligamia
Każdy dzień jest walką
Żeby zamiast być w większości kalką
Udowadniać swoją niezależność krzyczeć na całe gardło
Alkopoligamia
Historię opartą na wyznaniach
Moich i nie tylko
Dedykuję tym, którzy dobry wieczór zawdzięczają drinkom

Reasumując, terapeutka powiedziała Piotrze
Jest jeszcze parę spraw, do których trzeba dotrzeć
Ale póki nie męczysz bliskich, masz zawód
Nie robisz ze swojego picia tematu tabu
Nie bardzo mogę mówić o panu alkoholik
Ja powiem pani szczerze - nazewnictwo *****ić
Ona na to słusznie i proponuje mi whisky
Ja - o nie lady Saiko, zasady przede wszystkim
Nie piję 3 dni z rzędu, a to by właśnie był trzeci
Więc z bólem wątroby wyrażam swój sprzeciw
Jeżeli jeszcze czegoś pani nie wie
Zostawię tu płyty Flexxipu, Mesa i 2cztery7

To jest właśnie alkopoligamia
Każdy dzień jest walką
Żeby zamiast być w większości kalką
Udowadniać swoją niezależność krzyczeć na całe gardło
Alkopoligamia
Historię opartą na wyznaniach
Moich i nie tylko
Dedykuję tym, którzy dobry wieczór zawdzięczają drinkom

Wiesz, tak, to jest właśnie alkopoligamia
Mimo to potrafimy ciągle coś ogarniać, wiesz
www.alkopoligamia.com
Ten Typ Mes, końcówka '06, wiesz
Ekskluzywnie specjalnie dla odbiorców
A, to nie jest odrzut z poprzedniej płyty (no, no)
2cztery7, takie rzeczy już się dzieją
0-22 kom tak, alkopoligamia.com
SprawdŹ ziom, aha, to działa, a jak
Stasiak
MTV Don Vito, Vito a.k.a. Wielki Łeb
Otwieramy wirtualny sklep
Emsi zbóju piona, Riczmen fałsz
1. Chcesz tego coraz więcej ciśnienie napiera.
Nie ma wyjścia, trzeba iść do dealera.
Jak to jakaś sknera, a Ty nie masz mamony, powie Ci on tylko : Ty ćpunie uzależniony.
I sobie nie przypalisz.
To cięższe niż paraliż.
I co się kurwa żalisz ?

(palisz lola, czy świrujesz babola)

Bo życie jest jakim je kieruję sam.
Nim kieruje sam.
Ściemniony gram wciąga do ciemności bram.
Ja to znam, z mroku wracam, byłem tam.
Mówię szkoda dnia, na poszukiwanie dna. [x2]

2. Ej, ej, ej, jesteś zaszczepiony ?
Będziesz z tego kiedyś chłopie niezadowolony.
Ej, ej, obudź się dziewczyno szalona.
Sama już nie wiesz jak jesteś zaszczepiona.

3. Ćpanie, ćpanie, ćpanie, pochłonie dobrego chłopaka, zabierze córeczke mamie. [O nie]
O nie, o nie, o nie, o nie, kolejny małolat w otchłani uzależnień tonie.
To nie, to nie, to nie, to nie tak miało być.
Otwórz oczy przestań śnić, na jawie.
O Panie, Panie, O Panie miej łaski, bo innemu bogu składają co dzień to większe dawki.

4. Chyba każdy tu nie skończy dobrze.
Nie wiadomo kiedy będzie pogrzeb.
Są momenty kiedy zło jest dobre.
Dobro jest złem i wtedy masz problem.
Ja rzekomo tylko jestem łotrem.
Moja misja to nie tylko JP.
Ja na duszy waszej dziś się oprę.
Zostaw to gówno, zostaw na dobre.

Bo życie jest jakim je kieruję sam.
Nim kieruje sam.
Ściemniony gram wciąga do ciemności bram.
Ja to znam, z mroku wracam, byłem tam.
Mówię szkoda dnia, na poszukiwanie dna. [x2]

5. Zaszczepia wszystko, to co Ci się podoba.
W stanie euforii, łapiesz za nogi boga. *
Lepiej zbadaj grunt na którym staje twoja noga, bo nie każda z tych rzeczy jest dla Ciebie dobra.
Wielu takich ludzi co ich nałóg całkiem wchłonie.
Kiepsko z myśleniem, trzęsą się im dłonie.
Oni jedną nogą chyba są po tamtej stronie.
Myślą, że przyjaciele są przeciwko nim w zmowie.
Akt desperacji resztę ci dopowie, przejebiesz do oporu, każdą kwotę.
Nie uznasz tego, Broń Boże za głupotę.
Bo znowu potrzebujesz hajs by wygrać z dragów głodem.

6. Przestań uciekać w akompaniamencie fazy.
Odnajdź życia sens bez tej zarazy, odnajdź własny azyl.
Po co na psychice skazy, skrzywione świata obrazy.
Weź do serca te frazy, dzieciak zastanów się dwa razy.
Yo Yo Yo
rest in peace

dedykowane wszystkim chomikom
rodakom chomikom

miałem chomika nawet trzy miałem wiesz
pierwszy mi zdechł drugi też i trzeci też
pierwszy odszedł sam w sercu rozpaliło lawę
drugi memu bratu upadł trochę nie na trawę
przy trzecim sam popełniłem małą gafę
w kołowrotku hałasował wiec schowałem go za szafę
i zapomniałem...
aż do wigilii gdy od babci dostał nowy kołowrotek

MC. MOTYL

I tak sobie dziś myślę
przy wspomnień grubym pliku
że historia Polski jest trochę jak życie chomików
każdy wie jakie fiku miku dzieci robią
z nimi po cichu w swym pokoiku
co drugi rozdeptany w resoraku
co trzeci utopiony w słoiku
każdy miał wehikuł i unikatową łatkę
pewien zaś osobnik na kołowrotek chrapkę
na rowerowym łańcuchu więc postawili jego łapkę
a ten nie wiedział, że ma biec już i tak wkręcił się w zębatkę
krew sierści i łzy rozbryzgnęły się na klatkę

Jasiu wyjmuje swego Pysia a raczej po nim papkę
na pogrzeb Pysia zrobili podwórkową składkę pamiętam gadkę
szczeniaki dzieciaku
zakopaliśmy go przy drzewach korzeniach
tak żeby żył w korze i wciąż miał marzenia
tak - ich byty są jak oka mgnienia
dzieci jak Stalin mordercze uzdolnienia
rodzice jak Roosevelt i Churchill
niby nie słyszą cierpienia - poświęcają je jak tamci Polskę dla chwili wytchnienia

chomiki kimochomimoki
chomiki tortury mikochomokoki
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo