Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Kiedy szwankuje dialog,
nie dajesz ujścia żalom.
Kontakty i kontrakty się palą
i na łeb się walą falą.
Brak odzewu,
brak powietrza,
brak powiewu,
coś jakby przerwało przewód,
tylko szum, inwazja gniewu
głowa w dłoniach,
łokcie wsparte o stolik,
które chętnie dzisiaj byś doszczętnie rozpierdolił.
Wolisz milczeć niż się przemóc,
brat ma kłopot, czemu,
a może po rozmowie, zdrowie w głowie przywrócisz jemu.
Młodemu świat się miesza, zawiesza,
ruszaj go pocieszaj,
człowiek może leczyć,
ale nie wskrzeszać,
rośnie rzesza, zamknięta,
złym odbiorem przesiąknięta,
pamiętasz bracie: "Jeszcze jedno w rapie, nie chodzi o puentę".
Oto puenta, nie śpij,
jeśli coś nie styka w szykach znika więź z pieciu spięć wyrasta pięć barykad
nadaj komunikat, bo Ci klęknie psycha,
dialog niech oddycha,
niech go będzie słychać,
a więc mów...

ref; tematy które budzą niesmak...

Posłuchaj i zrozum,
napozór w tym samym rytmie bijące dwa serca
w gorących objęciach,
jednak brak do tego wspólnego podejścia,
ona traktowana jak agencja dla zabawy,
taki jego nawyk,
ale ma swojego księcia, zabujana.
Przywiązana niczym pies do pana,
chce być szanowana,
jedna brama nie ma klucza
na myśl, że ją rzuca,
boi się temat poruszać.
A ze strachem tym nie wygra
po obu stronach igra, brak kodu
doprowadza znowu do rozwodu,
dużo schodów, nie chce się ich pokonywać.
Przecież łatwiej można przestać się odzywać,
słowo: "Wybacz" chyba zacięło się w trybach,
więc nastaje ofensywa.
Krew ulicami spływa,
jak strumień, brak sumień,
bez porozumień,
setny raz z rzędu
to zdrowych ludzi doprowadza do obłędu.
Szaleństwo na kartkach, skoki po trackach
potem nocą po dachach, po tym jak mrok zapadł
kolejny krok w ciszę nocy metropolis
zamykam oczy i skaczę w mrok, czas nagle stoi

pewny, odbijam się od dachów kamienic
naprzód demonie, proszę - nieś mnie w przestrzeni
kipi testosteron, wersy przynosi Erato
biorę życie pełną garścią - inaczej nie warto

jeden z tych co wybrali wolność, bawią się formą
taki, który na bank zrobi to, czego nie wolno
twórczość ucisza, demony chcą broić - broją
lecz na tyle, ile chcę im pozwolić

emocje, zero demagogii, poczuj nastrój
ty słuchawki, ciepły deszcz, wiosna w parku
lekki byt stał się znośny, samotność ucichła
czuć zapach sosny, ty też lubisz tak znikać jak ja

odpocznij, załóż słuchawki, idź do parku jak ja
weź kartkę, napisz tekst, nagraj płytę jak ja
jeśli dusza nic nie tworzy to jest nic nie warta
głupia zbrodnia na sobie, obojętność i apatia

Ej, rusz się, świat nie czeka
jeśli świat cię nie obchodzi, zbudź się, każdy umie narzekać
lenie - większość czeka i niby po co? nie wiem
nasz los leży przecież w naszych rękach

jeśli nie dla świata to dla siebie
chyba, że wolisz gnić sam i mówić - w nic już nie wierzę
życie nie daje szans, jadę bez strachu
do przodu, aż koła nie odpadną z samochodu

mam pomysł, piszę, gram, żyję, kocham
nie myślę o przyszłości, bo jestem bliski końca
jestem gotów, wiem, że przyjdzie i po mnie
dlatego spalam się i wstaję z ognia ponownie

każdy ma iskrę, która czeka by ją znaleźć
w każdym plecaku czysta kartka i talent
wolność, a to daje nieskończone możliwości
ale sam siebie spytaj, czy umiesz korzystać z wolności?

umiem czynić swoje smutki muzykalnymi
tworzę piękno i przeżywam je z najbliższymi
świat jest jaki jest, przestałem kogokolwiek winić
tylko ode mnie zależy wynik, bo sam wjeżdżam na finisz

długo szukałem, zgubiłem uśmiech po drodze
kilka osób pomagało podtrzymywać ogień
długo trwało, aż byłem pewien tego, co robię
teraz mam dystans do siebie i do świata koło mnie

siedzę na oknie, a za nim jesień
jestem mocny sobą, ty też, lecz może jeszcze tego nie wiesz
każdy ma iskrę, która czeka by ją znaleźć

z każdym plecaku czysta kartka i talent
zdolność, a to daje nieskończone możliwości
ale sam siebie spytaj, czy umiesz korzystać z wolności?
Jestem jak papieros...
170 centymetrów owiniętego w białą bibułkę skóry człowieka.
Ktoś zapala mnie miłością,
Zaciąga się kilka razy i zostawia wśród popiołu bym dogasł.
Raz, drugi, trzeci...
Ulatuje z dymem i sam nie wiem ile jeszcze mnie we mnie zostało.
Boże, nie pozwól bym stał się niedopałkiem,
Snującym się we własnych myślach bez celu.
Nie chce być taki, jak oni...
Zużyci, zduszeni, przepaleni brązową smolistą beznadzieją...

Wdech, wydech... puszczony z dymem...
Czy masz jeszcze siłę i ile jej jest,
Aby płonąć tak mocno jak chcesz,
Tak długo jak chcesz, i nie spalić się?
Popij dużo, aby oddalić ten dzień.
Gdy popiół zostanie, ty będziesz jak cień.
Nieba nie będzie już, zostanie cień i żar dogasający w tobie,
Który kiedyś przypominał pochodnię...
Idę przez miasto, to miasto jest puste
chociaż przed chwilą był gruby bal
normalnie z ulicy zdjąłbym taxówkę
i pierdolił wszystko tak jak hajs
zgubiłem karty, lecz to nie problem
bo chętnie na pewno wyrobi je bank
prawdziwy problem to trochę więcej
miasto jest puste, ja jestem sam
alkohol sprawia, że droga jest długa
ja chyba się lekko odbijam od ścian
i uwierz mi szczerze, że tylko głupiec
uwierzyłby, że spowodował to wiatr
normalnie z ludzi czerpię energię
i dzięki nim jeszcze trzymam się pionu
dziś jestem sam, nie wiem co będzie
i jedno jest pewne, nie wrócę do domu.

Znów myślę o niej i nie wiem co zrobię
tak bardzo zaczynam czuć wewnętrzny ból
jedynaste piętro warszawski wierzowiec
gdyby nie ona to poleciałbym w dół
stoję na klatce nieznanego mi bloku
bo jakiś przechodzień otworzył mi drzwi
piszę te wersy, bo gdyby nie one
zupełnie nie miałbym już dla kogo żyć
Nie myślę o żalu do bliskich za błędy
bo sam popełniłem ich pewnie tysiące
całe szczęście nie widzi mnie matka
bo byłoby to dla niej na pewno najgorsze
siedzę samotnie na zimnym betonie
a serce powolnie zamienia się w stal
nie wiem czy jeszcze potrafię kochać
i może dlatego właśnie zostałem sam.
Nie pierwszy raz o tym pisze, nie pierwszy o tym słuchasz
Browar, lufa proste droższa sztuka, może bucha, dalej słuchasz
A wiesz o czym? Yelonky rap nas jednoczy
I jeszcze tysiąc innych spraw nas łączy
Nie musisz wiedzieć o nich wszystkich
Wzrok bystre, WM, WHO, to jest to
Każdy blok minięty, setki razy już widziany
Chłopaki pod klatkami, społeczniaki i banany w domach
Oddam wszystko co mam by znów tu mieszkać
-ciszej tam bo po policje zadzwonię-
Kurwo nie strasz, bo się ze spokojem żegnam
Miłość jedna, bloki, które nauczyły życia, bycia sobą
Drogą idź tą samą co przed lata nauczano
Chyba dobrze o tym wiesz, prawda leży gdzieś (gdzieś)
Pomiędzy nimi klatkami, uliczkami osiedlowymi
Pomiędzy wieżowco piętrami
Gdzie stoją właśnie oni swoi sami, sami swoi
Słyszysz to, po prostu najbliźsi
Moje słowa, nasze myśli bez nich nic byśmy nie mogli opisać
Dla nich ta muzyka, dzięki nim jest to słuchać
Yelony jak tlen, bez nich nie moge żyć
Bez nich nie moge oddychać
Moje osiedle na którym mieszkam (na którym mieszkam)
Yelonky znam je od dziecka (znam je od dziecka)
Tylu ludzi, o których pamiętam
Moje osiedle od zawsze tu mieszkam x2
Historia egzystencji utkwiona w tych domach
Epizody życia widoczne w poszczególnych oknach
Z biegiem czasu chęć ukazania ich z osobna
Z wszystkich zdarzeń zapamiętana każda doba
Dziś spisane to w tych zwrotkach jak ty przez szablon
Oglądasz nasz obraz, miejsca te same
Klatki plastiko dobrze znane ratujące wieczór
Gdy stają się planem przyszłość przynosząca
Nieuchronną zmiane, rap ten staje się odskocznią
Pozwalającą pomyśleć by pamiętać wersy wszystkie
To co miałem na myśli, że to właśnie dla nich
Dla przyjaciół mi bliskich, dla przyjaciół mi bliskich
Że to właśnie dla nich, dla przyjaciół mi bliskich
(To moje Osiedle)
Że to właśnie dla nich
Obraz codzienny, nie zmienny przez czas, przez lata całe
Od małolata tutaj dorastałemTu na osiedlu, gdzie większość żyje według zasad
Ziaja, Mazsa, Żółf, Ekonom, Endefis i przyjaciół grono
Idziemy tą samą stroną, drogą wspólnie wyznaczoną
Raz stromą, a raz prostą, bo czas gdy potrzeby rosną
Życie potrafi zagrać ostro, wiem zdążyłem się przekonać
Że możemy sami wspólnymi siłami zawsze być wygrani
W miejscu gdzie mieszkamy, gdzie horyzont nie zmieniony
Blok na bloku postawiony, z każdej strony jestem nimi otoczony
Pełno znajomych twarzy, betonowych korytarzy
Ścian pomalowanych, miejscówek dobrze znanych
Tych historii nie spisanych, które toczą się koło mnie
Fenomen, Endefis Yelonky północno-zachodnie
Ref.
Na chodnikach kolejne kroki widzisz przez okna
Obcinają a ty pij do dna nie wierzysz, że można
Po trych ścieżkach tyle lat chodzić, mieszkać, się bawić
Wykorzystać te talenty, które dali
Słyszysz teksty i puenty, ideały ze stali
To w tych tekstach życiowych poglądów wersja
Nie ma przestań bo pod napięciem studio Efekt
To nie blefem, bo Yelonky wiedzą perfekt
Płyta będzie, wiesz gdzie, z tego osiedla
Bitu pętla jak na koncertach tak i tutaj dobrze czas spędzam
Fenomen, Endefis nie dotrzymasz tempa?
Nie na sukces przepis ale droga codzienna
Dla ciebie w blokach męka a dla mnie życie dobre
Bo wspierają mnie ci, których ja zawsze popre
Masz jakąś kontre?
Feno, Miechu i Bartosz z tą samą płytą startuj
Ciągle po tych drogach chodzę, które widze od dziecka
W wersch mówię o tym wszystkim, wcale nie mogę przestać
Całe życie tu mieszkam, nowy dzień, kolejna lekcja
Pech czy szczęście? Nie wiem razem możemy więcej
Chociaż patrzą nam na ręce nagrywamy płytę zdartą
To ma wartość, by zawsze chwytać chwile pełną garścią
Niech się martwią ci dla których życie w blokach niską kartą
Dla nas pasja, łączący nas kawałek tego miasta, mówisz basta?
Poziom rapu na Yelonkach wzrasta
Zobacz, przecież każdy z nasz się tutaj wychował
I swoje przeszedł, o tym teraz nagrywamy w studiu Efekt
Mówisz, że blefem jest to? Trudno bywa tak często
Dla mie rap Yelonky razem to zwycięstwo
Ref.
Bank krwi, zapach trawy, strzał
Padł niczym śledź leczy go tylko piach
Ulicy kwiat i jego codzienny wiatr
Skończył jak śmieć, bo tego był wart
Kolejny strzał to rzeczywistość mroku
Ciemna, surowa, bez zaufania votum
Donosem gardzi i brzydzi pazerniastwem
Nagradza szczerość poczciwy charakter
Myśli otwarte ograniczenia niszczą
Myślę, więc jestem, a to nie jest wszystko

Czuję, że żyję, bo w rękach mam swój los
Weź dzieciak zbadaj, co mówi ci ten głos
Przyjaźni most zgładzi niezgody kość
Jedność to moc za którą oddam cios
Wylana złość, gdy przyjdzie życia kres
Z czystym sumieniem aż się umierać chce
Z uśmiechem bladym dumnie powiedzieć cześć
Świat się nie kończy, a to był tylko test

...Podstęp na każdym rogu czyha...
...W tym zatrutym świecie...
...Rób swoje, nie wnikaj...

[x2]
Strzał (strzał) okoliczne bandy (elo)
Nie pomyl sensu Diil-gang propagandy
Chodzi o jedność i godność człowieka
Wolność to smak, na który warto czekać

Syf, fałsz, kpina i krach
Ty wiesz jaki fach sieje dziś ten strach
Leczy mnie mach a jeden joint to ślad
Bym za niego wpadł nawet na kilka lat
Głupota pełna całkiem nowoczesna
Dla kogo trzeba zupełnie bezbolesna
Bunt, kurde, bunt, myśli amnestia
By zabić paranoję ja dopuszczę się morderstwa
Nie walczę o to, by było tu bezprawie
Jedno pozostaje mi, by być poza prawem
Ustawy krwawe kaleczą ofiary
Diil-gang dodaje mi wiary
Siły, co kruszy wszelkie obawy
Że wszyscy wytrwali spotkają się na polu chwały
Bilet Pepe strzał wolny nie dla sławy
Obywatel świata, wychowanek Warszawy
Strzał...

...Pierdolę system w tym jestem mistrzem...
...To chyba oczywiste...
...Babilon płonie, czas odebrać koronę...
...Diil HG, rewolucyjny projekt...

[x2]
Strzał (strzał) okoliczne bandy (elo)
Nie pomyl sensu Diil-gang propagandy
Chodzi o jedność i godność człowieka
Wolność to smak, na który warto czekać

Strzał .
Ref. Opamiętaj się, zachowaj krew, tak ciężko jest wybaczyć grzech (2x)

Najprościej jest powiedzieć "nie umiem",
najprościej jest powiedzieć "gubię się w tłumie",
zakopany w swym życiu jak egipskie mumie,
81 rocznik udowodni co się równa sumie 21 lat plus 44,
na koncie błyszczą już dwa policery,
zgodnie z powołaniem idziesz gdzie chcesz,
bierzesz co chcesz, gubisz wartości,
gdzieś jeszcze rok temu się do ludzi uśmiechałeś,
teraz alkohol-nawet nie wiesz co przegrałeś,
potem narkotyk jak chłosta,
jak twoja linia życia która nie jest taka prosta,
zażywasz dziadostwa, klęska żałosna,
świat stanął na głowie, gdzie jest ręka boska,
ja mówię swoje a ty ciągle w błędzie,
posłuchaj czasami jak chóralnie słychać mnie wszędzie,
może ci dam garść złota, srebra, dobrocią
do bólu przekłują ci żebra, prześwietlą ci głowę,
nie będzie czasu na mowę,
pociągną za spust i wpadniesz w żałobę

Ref. Opamiętaj się, zachowaj... (3x)

Imaginacja, ciągła konsternacja,
po ciężkich przeżyciach kolejna sensacja,
powrócić do życia na nowych chcesz racjach,
szkoda że przeszkoda to problemów jest nacja,
boisz się ludzi, boisz się siebie,
pokonaj strach warty sto miejsc w niebie,
bo siedem jest grzechów głównych na świecie,
większość popełniłeś,
za to powinno cię czekać miejsce na krześle,
ale szanse dostałeś jeszcze jedną, więc ciesz się,
to jest ta ostania, więc bierz się za siebie,
teraz już wszyscy będą patrzeć na ciebie,
więc pamiętaj, opamiętaj się,
mimo że jesteś z żelaza, kule przebiją cię,
opamiętaj się
opamiętaj się
opamiętaj się

Ref. Opamiętaj się, zachowaj... (3x)
Szczerze? Ej - sram już na beef z TDFem,
bo od wtedy zrobiłem krok, jak stąd gdzieś po Eden.
Kurwy smażą się w piekle, klepią się po plecach,
dogrywają sobie zwrotki, żeby mieć wyświetlenia.
(Halo Ziemia!)
To nie wspólna scena. Żyjesz z każdym dobrze?
Kłamiesz! Tak się nie da.
Wytwórnie wydają hypemanów kolegów kolegów,
żeby w dystrubycji wepchnąć chociaż tysiąc cedeków.
Muszą wydawać cokolwiek, żeby mieć katalog.
I ruchają tak słuchaczy, jak sobie analog.
A gwiazdy już nie piszą, tylko szyją
kombinezony dla pajaców, którzy pomylili rap z religią.
To przykry widok. Chociaż nie jestem mesjaszem,
to każde gówno tej sceny traktuję jak własne.
Widzę błysk w ich oczach, jak gadają o hajsie.
Rap, to praca, ale nad sobą, a nie na etacie.

Szczerze? Żyjemy w 38-milionowym kraju,
a ze Złotą Płytą raperzy prawie dotknęli Raju.
Też bym chciał, więc chyba wydam podwójną.
Wolę złoto na mojej kobiecie, niż na ścianie próżność.
Młode koty myślą, że mogą głośno miauczeć.
Użalają się później, bo dostali w ryj raz rapem.
Ja znam chude lata i hejting kolosalny.
Zbierałem pogróżki, jak filatelista znaczki.
Twój ulubiony raper miał kurwa do mnie problem.
Kiedyś o tym myślałem, teraz z tego wyrosłem.
A moda na "One Shoty", jak przyszła, tak odejdzie.
Tylko normalnych klipów nie zabijaj tym patentem.
Chyba, że cienko przędziesz, to jedyna droga.
Hajs od sponsorów w kieszeń, gówno trzeba promować.
Moje wszystkie słowa są szersze, niż szczere.
Podpisuję pod tym się krwią, jak walczący z systemem!
Jest grzeszna, pocieszna, niegrzeczna, zepsuta
Jeszcze nie la puta, z taką jak ta jest luta
Do domu nie wróci z buta, nie proponuj jej tramwaju
Zwanego pożądaniem, mimo że jest na haju
Się poczujesz jak w raju, kiedy chwyci cię za prącie
Nie wyświetlaj jej tematu twoich cyfer na koncie
Ty nie znasz się na sporcie? oj twój błąd nauki
Ona jak outsider, a tu żółtodziób, rookie
Chcesz uniknąć tej muki, myśl brachu - czuwaj
Wiem, że serce twe nie sługa, ale moment chodŹ słuchaj
Jeszcze jej nie pukaj, bo to tylko hormony
Zbyt szybko chcesz wyzwolić, sprawdŹ jej popęd do mamony
Wybadaj małą sucz, w oczach rentgen - nie romans
Miłosny rezonans, czas prześwietlić jej duszę
Zanim skuszę się, muszę wiedzieć sam na czym stoję
Pomimo że mi stoi, od dłuższej chwili boli
To przeżyję dyskomfort, bo po co mi kłopot
Na dłuższą metę bida, nowa intryga
Na nic się nie przyda i oto zwrotki puenta
Chcę byś była normalna, nie oryginalnie *****nięta

No i co? *****! znów to samo? gorzej!
W miłosnym horrorze, tak dłużej być nie może
Znów na ciśnieniu pod*****iony - to emocje
Te dialogi radosne, teraz zaledwie szorstkie
Wczoraj było tak dobrze, dziś to nie takie proste
Relacje oschłe, nikt z nas nie chce przykrości
Oto męski szowinista z odrobiną wrażliwości

Suka to suka, zawsze okiem mruga
Zawsze zwilży usta, w głowie liczona kapusta
A głowa pusta - no weŹ się z taką ustaw
Tak se gada, gada, chodzi *****, przegląda się w lustrach
Intelekt ma nabyty, a wrodzona tylko chcica
Pije ponad miarę, kiedyś skończy w Charcicach
Minę ma jak za karę, znów na fochu i z żalem
Syndromem matki polki, jest chodzącym skandalem
Złożyłbym z niej ofiarę - mym bogom, demonom
Wtedy ziom co się z nią męczył byłby w raju jedną nogą
Nie chcę głupiej, chcę mądrą, chcę szczodrą, uśmiechniętą
Która bez zahamowań wyjdzie na przeciw mym patentom
Chcę tylko jedną, tę odpowiednią
Dla niej oddał bym żebro i bym ***** nie miał żebra
Nieuczciwa sentencja, to kobieca sekwencja
Jak męska impotencja - cecha niepożądana
Daję to chcę coś brać w zamian, ja też mam wady piękna
Jeśli mnie oszukasz, suko bądŹ przeklęta

No i co? *****! znów to samo? gorzej!
W miłosnym horrorze, tak dłużej być nie może
Znów na ciśnieniu pod*****iony - to emocje
Te dialogi radosne, teraz zaledwie szorstkie
Wczoraj było tak dobrze, dziś to nie takie proste
Relacje oschłe, nikt z nas nie chce przykrości
Oto męski szowinista z odrobiną wrażliwości

Bo o tych jest ten tekst, co męczą, chcą katować
W*****iają moich ziomów, to słyszę w ich rozmowach
Syf zamiast mózgu, wzajemny brak szacunku
O skażonym gatunku, pęka nić porozumienia
Miało być tak dobrze, a z dnia na dzień się zmienia
Życie, zmienione w schemat, pamiętasz spontaniczność?
Radość, bezkrytyczność, własny uśmiech na twarzy
Kiedy znów się przydarzy, chęć na chwilę zapomnienia
Kwestia przyzwyczajenia, wyrwać się z odrętwienia
Co zabija w nas wszystko, męczysz się - znów nie wyszło
Tak chcesz spoglądać w przyszłość, masz tu fiasko, nie ognisko
Miało ogrzać wasz dom, jesteś taki jak on!
Ile razy to słyszałeś, te wylewane żale
Gorycz, skandale, piekło miłosnego związku
Ona to *****i no to oddasz jej z nawiązką

No i co? *****! znów to samo? gorzej!
W miłosnym horrorze, tak dłużej być nie może
Znów na ciśnieniu pod*****iony - to emocje
Te dialogi radosne, teraz zaledwie szorstkie
Wczoraj było tak dobrze, dziś to nie takie proste
Relacje oschłe, nikt z nas nie chce przykrości
Oto męski szowinista z odrobiną wrażliwości
Ja jestem Zajka jestem z tego znany
Ze mam pizdy w głowie jestem pojebany
Miałem kiedyś sen, wiesz taka wizja
O znowu pierdolona telewizja yo
Ja jestem tak głupi po amerykańsku nazywam się Stupid
[?] A śniło mi się śniło w moim śnie było
Digribau tak milo bo na jawie siedzi babsta
Spotkałem sex maszynę i widzę
Jak podniecona ma minę
Swoja śliwkę miała tak śliską ( śliską )
Krzyknąłem do nie do niej chodź na kolkę dziwko
Jebałem ja chyba z dziesięć razy
I czułem że zaraz dojdzie do zmazy
Bauaua szeptała ona go w ustach bardzo
Bardzo mieć chciała mówiła do mnie
Twój ptak jest wspaniały on nie jest za duży
Ani nie jest za mały.

Ref. X3
Sex wizja to jest taki stan
Audio wideo stereo w twojej głowie

Zwiedzając Co? Pewien klasztor zakonny
Mój kutas był nadzwyczaj spokojny
Lecz była że mną pewna dziewica
Z jej oczu emanowała super chcica
Bum szakalaka wsadzę swego ptaka
Bum szakalaka wsadzę swego ptaka
Lecz mój kutas przestał być spokojny
Co uwydatniło się w kształcie moich spodni
Zabrałem ja do konfesjonału
Bynajmniej nie w celu analizy słowa
Bynajmniej nie w celu spowiedzi
A ona już z cipką na wierzchu siedzi
Chciała mięć szybko niespornego kutasa
Nie była dziewicą kurewska rasa
Robiliśmy to że cztery razy
Yo beng beng bum yez yez yo
Dokonałem obrazy świętego miejsca
Więc szykowałem się do odejścia
Lecz kobieta nie wiedziała że sex tu to błąd
Ona lubi czuć prezerwatywy swąd
A bracia zakonni mieli uciechę
Ich dusze upadły pod ciężaru grzechem.

Ref. X3
Sex wizja to jest taki stan
Audio wideo stereo w twojej głowie

Ale może być tak bo i to się zdaża
Zrobić niechcący dziecko więc chłopie uważaj
Bo dziecko jest przyczyna twego złego celowania
Lub siusiaka nie wyjmowania z odpowiedniego miejsca
Na ciele kobiety jeśli jesteś tak cienki zostań przy pettingu
Czy chlapaniu minety o rety niestety
Kocham cię Pelagio W.
Kiedy jesteś z dziewczyną i robicie bum bum
Używać musisz odpowiednich gum
Stomil się nazywają
Odpowiednią one jakość mają
Hej więc wy młodzi i starzy używajcie sexu
Jeśli się wam tylko zdąży bo nawet ksiądz
Lubi pieprzyć przez co dla dzieci swoich wiernych będzie lepszy

Ref. X3
Sex wizja to jest taki stan
Audio wideo stereo w twojej głowie
Nienawidzę hejterów, znawców Cogito
co pierdolą na forum, a w domu zasypiają z płytą
a chuj z tym to sobie wyjaśnimy w czyśćcu
za życia sorry, żaden z was nie będzie na moim miejscu
nienawidzę raperów za hipokryzję w wersach
za to, że nie są naprawdę tacy jacy są w tekstach
nienawidzę szpanerstwa, tworzenia na pokaz
pierdolenia o furach, dupach, kokainie i blokach
nienawidzę skrytojebców za chamstwo
gości co ruchają bladzie nieprzytomne po alko
nienawidzę zazdrości, lepiej wkurwienie odstaw
każdy ma coś czego nikomu nie uda się dostać
nienawidzę kłamców,
typów co są w stanie braci przekręcić dla hajsu
nienawidzę zbawców, mądrali
co myślą, że intelekt świadczy o tym co czytali i czy są oczytani
nienawidzę dziennikarzy to proste,
przynajmniej my nie zarabiamy tu czyimś kosztem
sobie zaoszczędź z prasy to mam ubaw,
raz piszą o mnie geniusz, raz robią ze mnie ćpuna
nienawidzę jak pytają ile sprzedałem płyt
sprzedał tu to się Saleta wchodząc z Najmanem w ring
kto dziś dostanie w ryj wybacz mi nie ja dzięki
wolę boxera bez eski, boxerem bez nerki
nienawidzę gdy mróz za oknem
-20 ludzie sterczą jak sople
to przez klimat, taka prawda ziom
dla pieniędzy prawie każdy zajebałby z zimną krwią
nienawidzę drogich ubrań i to chyba od dziecka
nienawidzę ich bo stale na nie panie mnie nie stać
nienawidzę kurestwa, tu jedyna magia
tu chujem na czole, w myślach kreślony diagram
nienawidzę psów, organów władzy
za te przeszukania i w jakim stanie zostawili mi chatę,
chamy nic na mnie nie macie prosto w oczy mi patrz
szczerze, jak mam siedzieć, pójdę siedzieć za rap
nienawidzę agresji, choć bywam agresywny
że kurwa rozpierdolił bym to kurwa
od początku do końca kurwa mać

zajebał bym damskich bokserów za agresję
za to, że alko zmienia nagich dżentelmenów w bestię
jak nie rząd, ja odetnę pedofilom jaja
jesteś prawdziwym ojcem, zrobisz ze mną ten zamach
zakopał bym konfidentów, wybaczysz,
ale nie ma szacunku bez szacunku do braci
bracie wszystkich pod ścianę, zamień mózgi tym błaznom
w lepki czerwony atrament, lub poderżnij im gardło
utopił bym każdego biurokratę
nie po to dał nam Bóg, umysł, pióro i papier
oburącz w japę cegłą, nogi zalane betonem
pójdziesz na dno tak prędko jak cycki Ewy Sonnet
rozkurwiłbym sejm, senat, sen zmienia
treść debat, wiem miewam to co każdy
czyli strach wśród domniemań
gdzie płacz i gangrena czyli świat bez imienia
co kumuluje w nas wstyd zajebałbym

zajebał bym polski rap pełen bredni
proroków co do dziś nie wyrośli z osiedli
aroganci, no który wozi się jak z mafii
podpicowani mc każdy gówno potrafi
zakopałbym tych co robią na kolei
dla losów kolei trzeba mieć nie po kolei
łyknij cole i zjedz coś jak dojedziesz to nocą
dla mnie skrót PKP znaczy pytam kurwa po co
utopił bym te mordy z telewizji
czy wyglądam na durnia i kto tu jest naiwny
co cię wkurwia sam powiedz se abonent pod [?]
wolę porno, a redaktorom long dong na mordę
rozkurwił bym stan dróg i drogowców
służby porządkowe post jebanych zomowców
mam załogę co może tu straty wyrównać
więc unieś ziom głowę i powiedz co Cię wkurwia
[Peja]
(Round one, "hadzime")
Masz tu liryczną zadymę
Prawdę będę głosił, spontaniczne masz "okosi"
Atak ponawiam, za brutalność łapię karę
Złapię cię za moment i zdobędę "wanzaj"
Sprowadzony do parteru przytrzymam cię parę sekund
Pora na duszenie, czy wytrzymasz na bezdechu? (mate)
Sędzia przerywa znam komendę
Poprawiam czarny pas, który niebawem zdobędę
Mów do mnie mistrzu bo od tego nie odejdę
Mam przyzwyczajenia, nawyki ich nie zmienię
Z dumą się odnoszę, jeśli przegram cię docenię
A na razie prowadzenie, poszarpana judoka
"Onomato" na podium z wiarą w siebie i Boga
Tak było dziesięć lat temu
Teraz z mikrofonem dla ludzi podczas jamu
Matę zmieniam na podest, skład sędziowski na dj-ów
I dalej walczę, uruchamiam wyobraźnie
Minął czas młodzieńczy i sny o olimpiadzie
A ja na tym podkładzie przypominam, że jestem
I nie tylko ręki gestem, także kanonadą snów
Chcesz coś mówić to mów, mistrz powrócił ma się zdrów

Ref.: Konsekwentnie zamykałeś przede mną każde drzwi
Jak mogłeś przypuszczać, że zabraknie mi sił
A tu pokłady energii w jednej chwili uwolnione
Teraz my jesteśmy górą decyduję co wybiorę, co wybiorę
Ochłapy nie dla mnie, myślisz, że gadasz z baranem
Nikt z was nie przypuszczał, że otworze drzwi taranem

[Peja]
Jestem dumny z bycia MC, nie ukrywam, że mam talent
Wykorzystam go w pełni pomimo wad i zalet
Bliżej mi do króla bo przeciętniak to walet
Z aspiracją na asa, z jokerem stworzę parę
I kilka przechwałek, wszystko mam poukładane
Na ławę nie zejdę nawet gdy dostanę karę
Rezerwowy ze mnie żaden, jak rasowym napastnikiem
Czuje w sobie straszną parę, widzisz mnie na piedestale?
I słusznie się chwale, cudze znam, lecz swoje wale
Pokerowe mam rozdanie, już przegrałeś, parol w banie
Kolejny raz agentus na rap dawno "onomato"
Jak akcję terminator, nic nie poradzisz na to
Możesz tylko nazwać szmatą, wtedy gotuj się na bitwę
Rymy lub starcie fizyczne, w strachu bełkoczesz modlitwę
I nie dasz nam rady i tak dla zasady
Pokażę ci, że głowę mam nie od parady
Pokażę ci jak moim wykonaniu zabrzmią słowa
Tylko ja jeden potrafię tak artykulować
Wyraz dźwiękonaśladowczy, "onomato" weź zobacz
Posłuchaj i się przybij i przestań dyskutować
To onomatopeja rapu polskiego nadzieja
Przełożeni MC na polskiego wodzireja
Odebrana ci nadzieja na zwycięstwo, znasz ten temat
Marzą ci się zyski, sława, teledyski
Ile sprzedaż z promocją, dwóch koła jesteś bliski
Powiem ci jedno, kurwa nic nie znaczysz dla mnie
Chciałbyś tworzyć niezależnie, byś wyglądał bardzo marnie
Peja K, szykuj zapadnie, pętla mocno zaciśnięta
Powtórz modlitwę, weź żarliwie się przeżegnaj
Masz ostatnie życzenie, wszystko o co poprosisz
Poza jednym ocalenie, nie ma szans, a me sumienie
Pozostaje bez zmian, jest nieczułe na twą zgubę
I przegraną jak rubel, stoisz nisko w kantorach
A tu zmora, kamora, wolno stylowa szkoła
Egzekucję czas wykonać
Dziesięć, dziewięć do jednego, do zera, mniej nawet
Tyle się dla mnie liczysz ty twój podkład i alfabet
Mam więcej mocy, więcej pary, więcej sił i zalet
Ekspresja nie balet, brak mi salonowych zasad
Wciąż nie ułożony inteligent bez szkoły
Z posmakiem peneriady, bez skazy typu zdrady
Full emocji bez przesady, wraca potforna pewność siebie
Więc nie montuj barykadu, z marszu wszystko rozjebie
Z marszu rozpierdole wszystko, każdy zna moje przezwisko
Które zwycięstwa jest blisko
Życie to boisko i nie każdy tu gra czysto
Jak dawał Wiśniowy Ski Składu druga połowa
Mocny jak Żołądkowa po której destrukcja hotelowa
Lampka raz uruchomiona samoczynnie już nie skona

Ref.

[Doniu]
Konsekwentnie zamykałeś przede mną każde drzwi
Jak mogłeś przypuszczać, że zabraknie mi sił
A tu pokłady energii w jednej chwili uwolnione
Teraz my jesteśmy górą decyduję co wybiorę, co wybiorę
Ochłapy nie dla mnie, myślisz, że gadasz z baranem
Nikt z was nie przypuszczał, że otworze drzwi taranem
Każdą bramę, każdą pieprzoną bramę (you lose)
Ta, DeOeNIU, Ski Skład, Peja, dwa zero zero jeden, Doniu
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo