Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Możesz próbować być dla mnie jak porno gwiazda
Nie słyszałaś, Stasiak alko-monogamia król żarcia
Bezpłatna informacja, słuchaj płyt, czytaj wywiady
Ciężko jest mnie złamać, mam zasady co do zdrady
Nie dasz rady, ale próbuj, po to masz sex-appeal
To wyzwanie dla tłumu dziewczyn z miast i wsi
I coś jak familiada, jak konkurs wsadów
Dla tych, co wyznają miłość mailem, gronem, gadu-gadu
Podczas deszczu gradu stój pod moim oknem
Chce kwiatów, wiązanek i nowego Porsche
W łóżku szpagatów, sam na koncie więcej zer
To na darmo, bo i tak nie będziesz jak Izabelle

Mój cynizm nie wynika z tego, że jestem sam
A bierze się stąd, że zbyt wiele ich znam
Dodaje odporności, bo nie jest tak
Że tak na prawdę to nie doceniam dam
Za każdym razem, kiedy widzę jak
Gość robi z siebie durnia dla jednej ze szmat
Mówię jak młody Mes (Pezet też)
Prostuj się i nigdy za bardzo nie zaufaj jej

Kaśka, Zuza, Maja, Natalia
Kiedy miałby nakaz dokonania wyboru pomiędzy nimi
To była by to dopiero batalia, Mes alias T.Y.P.
Lubuję się w sztukach nie widać skali jak dostarczam im migren, wiem
Soraweczka, co? excuse moi Mademoiselle
Myślałem, że jesteś z Piaseczna, a nie z wyższych sfer
I co do tych zer po jedynce, udzielę ci lekcji
Nie inwestuję w kobiety, więc zacznij grzebać w torebce
Ja mogę napisać wiersz, nauczyć myśleć
Rozbawić, pogadać i wziąć pod skrzydła jak pisklę
Jeśli weźmiesz do dzioba to wzajemny system zaufania
Zobacz działa już dekadę na różnych paniach
Chyba, że chcesz mnie poznać, naprawdę wiedzieć, kim jest Typ
Powiedz coś więcej niż - nie jestem jedną z tych
Bądź dla mnie jak Marisa Tomei, Amanda Peet
Przynieść mi osobowość, a nie wstyd

Mój cynizm nie wynika z tego, że jestem sam
A bierze się stąd, że zbyt wiele ich znam
Dodaje odporności, bo nie jest tak
Że tak na prawdę to nie doceniam dam
Za każdym razem, kiedy widzę jak
Gość robi z siebie durnia dla jednej ze szmat
Mówię jak młody Mes (Pezet też)
Prostuj się i nigdy za bardzo nie zaufaj jej

Nie musisz być z Canton jak Venus i Serena
Ale nie mów co za chlejus, co za melina
Bo nie musisz być po dworskiej kindersztubie
Wywożone playerki niech grają w innym klubie
To nie jest olimpiada nie zabieram cię na Olimp
Jeśli do mnie wpadasz, mam dziś melanż na Woli
Poczytam ci dobre książki, pokażę filmy
Ale wyciągnij wnioski, nie mam fury z firmy
Nie szukam tych, co ssą stale, ssą pały
Jedną obdarowałem za to złotym medalem
Jak już jesteśmy przy tej części rozmowy
To ja chętnie zdobędę ten twój brązowy
To nie sport drużynowy ani sponsoring
Chcesz pokażę ci życie, a nie grę z konsoli
Pokażę ci więcej niż tylko swoją bajerę
Masz tremę, nie musisz, ja nie muszę być playerem

Mój cynizm nie wynika z tego, że jestem sam
A bierze się stąd, że zbyt wiele ich znam
Dodaje odporności, bo nie jest tak
Że tak na prawdę to nie doceniam dam
Za każdym razem, kiedy widzę jak
Gość robi z siebie durnia dla jednej ze szmat
Mówię jak młody Mes (Pezet też)
Prostuj się i nigdy za bardzo nie zaufaj jej

Gdyby nie to, że myślisz, że jesteś super sztuką
Bo umiesz ruszać fajną dupą, nie była byś tanią suką
I może nie musiałbym myśleć o tobie tak
I chciałbym zdobyć dla ciebie świat
Ale nie chcę robić z siebie durnia dla jednej ze szmat
Masz plan bejbe, będę z tobą sam na sam, w niebie sam
Nie wiem, co tak może przyciągać ich do ciebie
Może masz fajne cycki, ale nie masz już ciasnej cipki
Na bank, bo zmieniasz typów częściej niż rękawiczki
Nie dam się złapać na tanie tricki, znam je wszystkie wiesz
Szczam na takie dziwki, masz w prezencie mój warszawski deszcz
I nie masz szans na sex ze mną, więc weź go do ust
Ale sprawdź wcześniej gdzieś w necie kim jest Heather Brooke
I nie wiem już co już myślisz o nas gdy jesteś tak zamyślona
Co gdybyś miała pasje i czasem bywała skromna
To mógłbym spojrzeć inaczej i może to by było coś
Ale bądź jak Jennifer Connelly lub Naomi Watts
ref.
Ile razy to słyszysz?
Życie, samotność w ciszy
To czego sam się boję
Ja i ty, spóźnieni kochankowie
Kiedy słowa nic nie znaczą
Kiedy anioły płaczą
Wpół otwarte oczy, między snem a czuwaniem
Pozory, nic już nie jest tym czym się wydaje [x2]

1. Ej kobitko, proszę, nie bądź taka smutna
Obiecuje, zapomnisz o mnie do jutra
To, co piękne - już minęło, to co złe - się zakończyło
Życie zabiło tą miłość
Noc łka po cichu, tak jest tu
Miejsce w łóżku puste, ale ciepłe od twojego snu
Milczenie, które tak dużo mówiło, nic już nam nie powie
Ja i ty, spóźnieni kochankowie
Na twojej buzi łzy, jak na niebie krople gwiazd
Nie zatrzymasz tego, zły wiatr wieje nam w twarz
Wilgotnych oczu blask, tego nie zmienia
Pocałunkami nie zmusisz mnie do milczenia
Daj mi spokój, zostaw, puść mnie
Nie potrafię odpowiadać uśmiechem na uśmiech
Wiem ta melodia zabija serca
Zobaczysz, zapomnisz, czas to morderca

ref.
Ile razy to słyszysz?
Życie, samotność w ciszy
To czego sam się boję
Ja i ty, spóźnieni kochankowie
Kiedy słowa nic nie znaczą
Kiedy anioły płaczą
Wpół otwarte oczy, między snem a czuwaniem
Pozory, nic już nie jest tym czym się wydaje [x2]

2. Mój obraz w twoich oczach powoli blaknie
Puls słabnie, krew krzepnie
Nie pasuje do twojego świata, nie mogę być już tu
Chłopak z bloków, z innego kruszcu
Znam smak krwi, łez, potu
Moi przyjaciele na marginesie mroku
Deszcz mży wilgocią, żalem, smutkiem
Każdy z nas z niepewnym jutrem
Ulice dziś bezludne wypełnia szept słów
Księżyc rzuca mi twój cień do stóp
Wszystko już skończone jest między nami
Nie wymuszaj miłości, nie szantażuj łzami
Zapomnij o mnie, nie ma mnie od teraz
To rzeczywistość ten przymus wywiera
Wykasuj mój telefon-to proste jest, widzisz?
Wczoraj mnie kochałaś, dziś mnie znienawidzisz.

ref.
Ile razy to słyszysz?
Życie, samotność w ciszy
To czego sam się boję
Ja i ty, spóźnieni kochankowie
Kiedy słowa nic nie znaczą
Kiedy anioły płaczą
Wpół otwarte oczy, między snem a czuwaniem
Pozory, nic już nie jest tym czym się wydaje...
[Peja]
(Round one, "hadzime")
Masz tu liryczną zadymę
Prawdę będę głosił, spontaniczne masz "okosi"
Atak ponawiam, za brutalność łapię karę
Złapię cię za moment i zdobędę "wanzaj"
Sprowadzony do parteru przytrzymam cię parę sekund
Pora na duszenie, czy wytrzymasz na bezdechu? (mate)
Sędzia przerywa znam komendę
Poprawiam czarny pas, który niebawem zdobędę
Mów do mnie mistrzu bo od tego nie odejdę
Mam przyzwyczajenia, nawyki ich nie zmienię
Z dumą się odnoszę, jeśli przegram cię docenię
A na razie prowadzenie, poszarpana judoka
"Onomato" na podium z wiarą w siebie i Boga
Tak było dziesięć lat temu
Teraz z mikrofonem dla ludzi podczas jamu
Matę zmieniam na podest, skład sędziowski na dj-ów
I dalej walczę, uruchamiam wyobraźnie
Minął czas młodzieńczy i sny o olimpiadzie
A ja na tym podkładzie przypominam, że jestem
I nie tylko ręki gestem, także kanonadą snów
Chcesz coś mówić to mów, mistrz powrócił ma się zdrów

Ref.: Konsekwentnie zamykałeś przede mną każde drzwi
Jak mogłeś przypuszczać, że zabraknie mi sił
A tu pokłady energii w jednej chwili uwolnione
Teraz my jesteśmy górą decyduję co wybiorę, co wybiorę
Ochłapy nie dla mnie, myślisz, że gadasz z baranem
Nikt z was nie przypuszczał, że otworze drzwi taranem

[Peja]
Jestem dumny z bycia MC, nie ukrywam, że mam talent
Wykorzystam go w pełni pomimo wad i zalet
Bliżej mi do króla bo przeciętniak to walet
Z aspiracją na asa, z jokerem stworzę parę
I kilka przechwałek, wszystko mam poukładane
Na ławę nie zejdę nawet gdy dostanę karę
Rezerwowy ze mnie żaden, jak rasowym napastnikiem
Czuje w sobie straszną parę, widzisz mnie na piedestale?
I słusznie się chwale, cudze znam, lecz swoje wale
Pokerowe mam rozdanie, już przegrałeś, parol w banie
Kolejny raz agentus na rap dawno "onomato"
Jak akcję terminator, nic nie poradzisz na to
Możesz tylko nazwać szmatą, wtedy gotuj się na bitwę
Rymy lub starcie fizyczne, w strachu bełkoczesz modlitwę
I nie dasz nam rady i tak dla zasady
Pokażę ci, że głowę mam nie od parady
Pokażę ci jak moim wykonaniu zabrzmią słowa
Tylko ja jeden potrafię tak artykulować
Wyraz dźwiękonaśladowczy, "onomato" weź zobacz
Posłuchaj i się przybij i przestań dyskutować
To onomatopeja rapu polskiego nadzieja
Przełożeni MC na polskiego wodzireja
Odebrana ci nadzieja na zwycięstwo, znasz ten temat
Marzą ci się zyski, sława, teledyski
Ile sprzedaż z promocją, dwóch koła jesteś bliski
Powiem ci jedno, kurwa nic nie znaczysz dla mnie
Chciałbyś tworzyć niezależnie, byś wyglądał bardzo marnie
Peja K, szykuj zapadnie, pętla mocno zaciśnięta
Powtórz modlitwę, weź żarliwie się przeżegnaj
Masz ostatnie życzenie, wszystko o co poprosisz
Poza jednym ocalenie, nie ma szans, a me sumienie
Pozostaje bez zmian, jest nieczułe na twą zgubę
I przegraną jak rubel, stoisz nisko w kantorach
A tu zmora, kamora, wolno stylowa szkoła
Egzekucję czas wykonać
Dziesięć, dziewięć do jednego, do zera, mniej nawet
Tyle się dla mnie liczysz ty twój podkład i alfabet
Mam więcej mocy, więcej pary, więcej sił i zalet
Ekspresja nie balet, brak mi salonowych zasad
Wciąż nie ułożony inteligent bez szkoły
Z posmakiem peneriady, bez skazy typu zdrady
Full emocji bez przesady, wraca potforna pewność siebie
Więc nie montuj barykadu, z marszu wszystko rozjebie
Z marszu rozpierdole wszystko, każdy zna moje przezwisko
Które zwycięstwa jest blisko
Życie to boisko i nie każdy tu gra czysto
Jak dawał Wiśniowy Ski Składu druga połowa
Mocny jak Żołądkowa po której destrukcja hotelowa
Lampka raz uruchomiona samoczynnie już nie skona

Ref.

[Doniu]
Konsekwentnie zamykałeś przede mną każde drzwi
Jak mogłeś przypuszczać, że zabraknie mi sił
A tu pokłady energii w jednej chwili uwolnione
Teraz my jesteśmy górą decyduję co wybiorę, co wybiorę
Ochłapy nie dla mnie, myślisz, że gadasz z baranem
Nikt z was nie przypuszczał, że otworze drzwi taranem
Każdą bramę, każdą pieprzoną bramę (you lose)
Ta, DeOeNIU, Ski Skład, Peja, dwa zero zero jeden, Doniu
Nienawidzę hejterów, znawców Cogito
co pierdolą na forum, a w domu zasypiają z płytą
a chuj z tym to sobie wyjaśnimy w czyśćcu
za życia sorry, żaden z was nie będzie na moim miejscu
nienawidzę raperów za hipokryzję w wersach
za to, że nie są naprawdę tacy jacy są w tekstach
nienawidzę szpanerstwa, tworzenia na pokaz
pierdolenia o furach, dupach, kokainie i blokach
nienawidzę skrytojebców za chamstwo
gości co ruchają bladzie nieprzytomne po alko
nienawidzę zazdrości, lepiej wkurwienie odstaw
każdy ma coś czego nikomu nie uda się dostać
nienawidzę kłamców,
typów co są w stanie braci przekręcić dla hajsu
nienawidzę zbawców, mądrali
co myślą, że intelekt świadczy o tym co czytali i czy są oczytani
nienawidzę dziennikarzy to proste,
przynajmniej my nie zarabiamy tu czyimś kosztem
sobie zaoszczędź z prasy to mam ubaw,
raz piszą o mnie geniusz, raz robią ze mnie ćpuna
nienawidzę jak pytają ile sprzedałem płyt
sprzedał tu to się Saleta wchodząc z Najmanem w ring
kto dziś dostanie w ryj wybacz mi nie ja dzięki
wolę boxera bez eski, boxerem bez nerki
nienawidzę gdy mróz za oknem
-20 ludzie sterczą jak sople
to przez klimat, taka prawda ziom
dla pieniędzy prawie każdy zajebałby z zimną krwią
nienawidzę drogich ubrań i to chyba od dziecka
nienawidzę ich bo stale na nie panie mnie nie stać
nienawidzę kurestwa, tu jedyna magia
tu chujem na czole, w myślach kreślony diagram
nienawidzę psów, organów władzy
za te przeszukania i w jakim stanie zostawili mi chatę,
chamy nic na mnie nie macie prosto w oczy mi patrz
szczerze, jak mam siedzieć, pójdę siedzieć za rap
nienawidzę agresji, choć bywam agresywny
że kurwa rozpierdolił bym to kurwa
od początku do końca kurwa mać

zajebał bym damskich bokserów za agresję
za to, że alko zmienia nagich dżentelmenów w bestię
jak nie rząd, ja odetnę pedofilom jaja
jesteś prawdziwym ojcem, zrobisz ze mną ten zamach
zakopał bym konfidentów, wybaczysz,
ale nie ma szacunku bez szacunku do braci
bracie wszystkich pod ścianę, zamień mózgi tym błaznom
w lepki czerwony atrament, lub poderżnij im gardło
utopił bym każdego biurokratę
nie po to dał nam Bóg, umysł, pióro i papier
oburącz w japę cegłą, nogi zalane betonem
pójdziesz na dno tak prędko jak cycki Ewy Sonnet
rozkurwiłbym sejm, senat, sen zmienia
treść debat, wiem miewam to co każdy
czyli strach wśród domniemań
gdzie płacz i gangrena czyli świat bez imienia
co kumuluje w nas wstyd zajebałbym

zajebał bym polski rap pełen bredni
proroków co do dziś nie wyrośli z osiedli
aroganci, no który wozi się jak z mafii
podpicowani mc każdy gówno potrafi
zakopałbym tych co robią na kolei
dla losów kolei trzeba mieć nie po kolei
łyknij cole i zjedz coś jak dojedziesz to nocą
dla mnie skrót PKP znaczy pytam kurwa po co
utopił bym te mordy z telewizji
czy wyglądam na durnia i kto tu jest naiwny
co cię wkurwia sam powiedz se abonent pod [?]
wolę porno, a redaktorom long dong na mordę
rozkurwił bym stan dróg i drogowców
służby porządkowe post jebanych zomowców
mam załogę co może tu straty wyrównać
więc unieś ziom głowę i powiedz co Cię wkurwia
Nie mogę opisać co teraz czuję,
Świat oszalał, krzyczy przez ciszę,
Ktoś mnie oszukał, przecież widzę,
Nie powiem, jest mi źle, ale dobrze żyję.
Dałem Ci więcej niż tylko wersy, ja sprzedałem duszę ,
Oddałem wszystko, nie byłem pierwszy dla Ciebie,
Doskonałe wiem to,
Choć odejdę to czuję że będziesz zawsze blisko.
Byłaś mistrzem emocji, manipulacji,
Nie liczyłem dni, ile poświęciłem pasji,
Kartka za kartką, oddałem Ci ich mnóstwo ,
Oddałem godność, honor, swoje nazwisko.
Zaraziłaś głowę - co mi teraz powiesz ?
Że masz gdzieś wołanie, bo co Cie obchodzę,
Pewnie dam sobie rade, wstanę na pewno,
Ale po co to wszystko te słowa wzniosłe ?
Przecież jak chcesz, to się wyniosę,
Przecież jak chcesz, to ja to skończę,
Przecież nie jesteś tutaj wbrew własnej woli,
Jak chcesz możesz nawet to roztrwonić.

Ref.
W taką ciszę, wszystkie gwiazdy na niebie wyliczę.,
Ciebie wołam, ale cisza i pustka dookoła.
W taką ciszę, wszystkie gwiazdy na niebie wyliczę,
Ciebie wołam, ale cisza i pustka dookoła.

2.
Myślałem, że w miłości nie ma limitów,
Nie ma agresji, chwytów poniżej pasa,
Nie ważne jaka jest, ważna jest prawda,
Ale coś to nie zagrało, to były tylko kłamstwa.
Nie mieliśmy się wahać, nie mieliśmy niczego,
Mieliśmy siebie, czułem to nic złego.
Poddałaś się pragnieniom, które chciałem zaspokoić.
Co strzeliło Ci do głowy, żeby mi to zrobić,
Mój świat się nie zawalił, choć jest mi przykro,
Chyba nie myślałaś, że to będzie trwać wieczność ?
Przecież sama chciałaś - to nie moja wina,
Traktowałem Cię poważnie, Ty się mną bawiłaś.
Teraz po co przypominać, tak nachalnie
Tak to było wtedy, bo to nie aktualne,
Poszliśmy w niebyt, nie będę tkwił w tym bagnie,
Oddałem Tobie życie, Ty co zrobiłaś dla mnie ?
Chyba mam już dość przeszłości i Ciebie,
Ileż można dawać szans na przebudzenie,
To już nie jest ważne i chce Ci to powiedzieć:
Odejdę z tą muzyką będzie nam lepiej.

Ref.
W taką ciszę, wszystkie gwiazdy na niebie wyliczę,
Ciebie wołam, ale cisza i pustka dookoła.
W taką ciszę, wszystkie gwiazdy na niebie wyliczę,
Ciebie wołam, ale cisza i pustka dookoła.
Pamiętam mój świat, jeszcze zanim tu dorosłem
Gdy jako dzieciak przez palce patrzyłem się na słońce
Przepełniony marzeniami nie ścięty niczego
Chciałem poczuć co to znaczy żyć na całego
Gdy mówiłem nie płacz mamo przez słuchawkę za pleksą
Pojąłem, że po tamtej stronie dłużej lata lecą
Bywało tragicznie wiesz, życie mnie pomięło
Ale to wszystko już za mną, było minęło.

Było minęło i nie wróci już więcej
Uciekłem ze swej celi, wyszedłem na powietrze
Teraz biegnę, do celu lecę,
Nie patrzę przez ramię, omijam pacjentów
Co na sławę mają parcie
Parcie na szkło to jest dla mnie obcy termin
Nawet na legalu my dajemy rap podziemny
Przybijam pięć z Kalim, zdrowie za najlepsze dni
Co złe juź minęło, czas od teraz spełniać sny.

Było minęło, nie wróci więcej już
Było minęło, było minęło. /x2

Jeśli mam coś zmieniać, to tak by było lepiej
Dość melanży do zrzygania, wolę inwestować w siebie
Nie patrząc na nikogo i bez wyrzutów sumienia
Odcinam się od syfu i zmieniam punkt widzenia
Ostatnia kropla, kielon do góry dnem
Na beztroskę i głupoty, każdy kurwa miał swój wiek
Wielu myśli, że leci, a tak naprawdę spadają
To jest lot bez pilota, oni swe życie przegrają.

Dzisiaj nie ma we mnie nienawiści do świata, do ludzi
Już wiem po co tutaj jestem, jakbym właśnie się obudził
Kiedyś biegłem za szelestem bez skrupułów dla ofiary
Dzisiaj już bym tak nie umiał, może jestem już za stary
Stary, po co mi to w złotym papierku gówno
Żyję tak, aby ktoś ukochany poszedł za mą trumną
Kiedyś obiecałem komuś, kto już tam u góry
Że zmienię od podstaw swego życia struktury.

Było minęło, nie wróci więcej już
Było minęło, było minęło ./x2
Paluch
aha, właśnie tak,
miałem szczęście, kolejny raz.

Ja wyrosłem w miejscu, gdzie nie żyje się na niby,
dobrze pamiętam smaki chwil, szczególnie tych parszywych.
Moje ziomy z tych podwórek to pełnokrwiste pyry,
wielu za dzieciaka wpadło w niewłaściwe życia tryby.
Miałem dużo szczęścia chyba więcej niż rozumu
zawsze szedłem pod prąd i rozbiłem setki murów.
Zbyt radykalny, często przez to pewny swych decyzji,
w wielu testach na męstwo nie zawodził mnie instynkt.
Podpowiadał idź z tym, gdy spotkałem miłość życia,
wtedy pokochałem miłość, pielęgnuję ją do dzisiaj.
To wiele zmieniło forma duchowa jest wyższa,
wiem dobrze gdzie podążać, wiem gdzie ma swoją przystań.
Ja miałem szczęście mogłem dzisiaj być gdzie indziej,
dusiłbym się życiem jak klaustrofobia w windzie,
będę uśmiechniętym gościem kiedy śmierć po mnie przyjdzie,
bo nie sprzedałem wartości, nigdy nie bałem się myśleć.

ref.
Miałem szczęście umiem w dzień zamieniać noc,
z cudzej nienawiści robić swoją broń.
Doszedłem tu, gdzie jestem, nie odejdę stąd,
a wtedy, kiedy trzeba, do przodu idę pod prąd. x2

Paluch
Nie płaczę za hajsem, ziomuś to tylko papier,
każdy milioner zdechnie, zdrowia nie kupi żaden.
Ci, co tylko o tym myślą zamienią się w kamień,
jak jesteś kozakiem, to zdrowie na pieniądze zamień.
Kurwa miałem szczęście, mogłem wyrosnąć na zjeba,
który przelicza ziomów, gustuje w bogatych kolegach.
Jeśli jesteś moim ziomem nie wystawię Cię na sprzedaż,
ale oddam Cię za darmo, jak Twe życie to jest giełda.
Jestem głosem bloków, mocno czuję ich poparcie
spośród tysięcy chłopów łapię największy zasięg,
zapraszasz mnie do Twego domu, wjeżdzam z czystym przekazem.
I rok po roku ziom jarasz sie jeszcze bardziej
i nie ważne skąd pochodzisz, i jaki nosisz ciuch,
nie chce nawet wiedzieć jak ma na imię Twój bóg,
jeśli masz dobre serce, przejdziesz mego domu próg.
Miałem szczęście, zawsze czułem, kto przyjaciel, a kto wróg.

ref.
Miałem szczęście umiem w dzień zamieniać noc,
z cudzej nienawiści robić swoją broń.
Doszedłem tu, gdzie jestem, nie odejdę stąd,
a wtedy, kiedy trzeba, do przodu idę pod prąd. x2

Onar
Z przyjaciółmi miałem szczęście mogłem cały czas stać pod blokiem,
albo, co gorsze, stać pod monopolem za rogiem,
albo, co gorsze na cztery dzielić jedną kromkę,
albo, co gorsze zbić już piątkę z Bogiem.
Życie moim nałogiem, chcę je pić, palić ciągle,
zadbaj o kiermany, co się rozglądasz,
ważniejsze są jaja czy hajs w spodniach?
czuję przypływ szczęścia, gdy widzę wschód słońca,
gdy promień mej skóry każdy milimetr rozgrzewa
to co teraz posieję, później będę zbierał,
jestem silną jednostką rzuconą na jałowy grunt.
Osiedle pomaga się wybić, później ciągnie w dół.
Miałem szczęścia w chuj, w porównaniu do tych innych
pytają ' Onar, co u Ciebie?' ziomuś jestem przeszczęśliwy,
więc Jebać derpesję, jebać nieróbstwo, jebać depresję, jebać lenistwo,
jebać depresję, jebać co złe, po prostu tej, jebać to wszystko.
Choć dzisiaj szczęście to deficytowy towar,
ja mam go tyle, że mogę trochę Ci schlastlować.

ref.
Miałem szczęście umiem w dzień zamieniać noc,
z cudzej nienawiści robić swoją broń.
Doszedłem tu, gdzie jestem, nie odejdę stąd,
a wtedy, kiedy trzeba, do przodu idę pod prąd. x2
Szaleństwo na kartkach, skoki po trackach
potem nocą po dachach, po tym jak mrok zapadł
kolejny krok w ciszę nocy metropolis
zamykam oczy i skaczę w mrok, czas nagle stoi

pewny, odbijam się od dachów kamienic
naprzód demonie, proszę - nieś mnie w przestrzeni
kipi testosteron, wersy przynosi Erato
biorę życie pełną garścią - inaczej nie warto

jeden z tych co wybrali wolność, bawią się formą
taki, który na bank zrobi to, czego nie wolno
twórczość ucisza, demony chcą broić - broją
lecz na tyle, ile chcę im pozwolić

emocje, zero demagogii, poczuj nastrój
ty słuchawki, ciepły deszcz, wiosna w parku
lekki byt stał się znośny, samotność ucichła
czuć zapach sosny, ty też lubisz tak znikać jak ja

odpocznij, załóż słuchawki, idź do parku jak ja
weź kartkę, napisz tekst, nagraj płytę jak ja
jeśli dusza nic nie tworzy to jest nic nie warta
głupia zbrodnia na sobie, obojętność i apatia

Ej, rusz się, świat nie czeka
jeśli świat cię nie obchodzi, zbudź się, każdy umie narzekać
lenie - większość czeka i niby po co? nie wiem
nasz los leży przecież w naszych rękach

jeśli nie dla świata to dla siebie
chyba, że wolisz gnić sam i mówić - w nic już nie wierzę
życie nie daje szans, jadę bez strachu
do przodu, aż koła nie odpadną z samochodu

mam pomysł, piszę, gram, żyję, kocham
nie myślę o przyszłości, bo jestem bliski końca
jestem gotów, wiem, że przyjdzie i po mnie
dlatego spalam się i wstaję z ognia ponownie

każdy ma iskrę, która czeka by ją znaleźć
w każdym plecaku czysta kartka i talent
wolność, a to daje nieskończone możliwości
ale sam siebie spytaj, czy umiesz korzystać z wolności?

umiem czynić swoje smutki muzykalnymi
tworzę piękno i przeżywam je z najbliższymi
świat jest jaki jest, przestałem kogokolwiek winić
tylko ode mnie zależy wynik, bo sam wjeżdżam na finisz

długo szukałem, zgubiłem uśmiech po drodze
kilka osób pomagało podtrzymywać ogień
długo trwało, aż byłem pewien tego, co robię
teraz mam dystans do siebie i do świata koło mnie

siedzę na oknie, a za nim jesień
jestem mocny sobą, ty też, lecz może jeszcze tego nie wiesz
każdy ma iskrę, która czeka by ją znaleźć

z każdym plecaku czysta kartka i talent
zdolność, a to daje nieskończone możliwości
ale sam siebie spytaj, czy umiesz korzystać z wolności?
Ref. Opamiętaj się, zachowaj krew, tak ciężko jest wybaczyć grzech (2x)

Najprościej jest powiedzieć "nie umiem",
najprościej jest powiedzieć "gubię się w tłumie",
zakopany w swym życiu jak egipskie mumie,
81 rocznik udowodni co się równa sumie 21 lat plus 44,
na koncie błyszczą już dwa policery,
zgodnie z powołaniem idziesz gdzie chcesz,
bierzesz co chcesz, gubisz wartości,
gdzieś jeszcze rok temu się do ludzi uśmiechałeś,
teraz alkohol-nawet nie wiesz co przegrałeś,
potem narkotyk jak chłosta,
jak twoja linia życia która nie jest taka prosta,
zażywasz dziadostwa, klęska żałosna,
świat stanął na głowie, gdzie jest ręka boska,
ja mówię swoje a ty ciągle w błędzie,
posłuchaj czasami jak chóralnie słychać mnie wszędzie,
może ci dam garść złota, srebra, dobrocią
do bólu przekłują ci żebra, prześwietlą ci głowę,
nie będzie czasu na mowę,
pociągną za spust i wpadniesz w żałobę

Ref. Opamiętaj się, zachowaj... (3x)

Imaginacja, ciągła konsternacja,
po ciężkich przeżyciach kolejna sensacja,
powrócić do życia na nowych chcesz racjach,
szkoda że przeszkoda to problemów jest nacja,
boisz się ludzi, boisz się siebie,
pokonaj strach warty sto miejsc w niebie,
bo siedem jest grzechów głównych na świecie,
większość popełniłeś,
za to powinno cię czekać miejsce na krześle,
ale szanse dostałeś jeszcze jedną, więc ciesz się,
to jest ta ostania, więc bierz się za siebie,
teraz już wszyscy będą patrzeć na ciebie,
więc pamiętaj, opamiętaj się,
mimo że jesteś z żelaza, kule przebiją cię,
opamiętaj się
opamiętaj się
opamiętaj się

Ref. Opamiętaj się, zachowaj... (3x)
Dziękując za udany dzień, idę tam gdzie tłok i hałas,
po drodze jakaś pała w mundurze się przyjebała,
chuj z tym, jestem na miejscu wchodzę do środka, (Ja i cały mój skład)
wiesz, że mnie tam spotkasz, rozegrajmy to po mistrzowsku,
pieprzyć ziomuś skromność,
spójrz na tamtą wygląda jak wycięta z filmu porno,
przypomina osiedlową, ziomek mówi że kurwa,
to proste, że jej biust wyszedł spod ręki chirurga,
ledwo trzyma się na nogach, widać nie czuje tremy,
jedna z tych która wie, co się dzieje z tyłu sceny,
idę dalej, widzę ziomka, choć nie jest późno,
już dosyć, chodzenie sprawia mu sporą trudność,
patrzy na mnie, mówi: „nieco przegiąłem ziomuś”,
dziś wybieram najdłuższą z dróg – stąd, aż do domu,
DJ nie spuszcza z tonu, atmosfera nam sprzyja,
właśnie tu, o tej porze resztę hajsu przepijam.

Dzisiaj zbudził się we mnie ktoś, kto zrywa z umiarem
nie ma jak od czasu do czasu kozacki balet
bawmy się brat, nie jesteśmy tu za karę
ten kawałek dedykuje ludziom zebranym pod barem

Pójść do domu i się wyspać, mam nieco inne plany,
jutro znów ten moralniak i te pieprzone stany,
najebany jak nigdy, w sumie o nic już nie dbam,
no i stało się kurwa, abstynencja poległa,
jakiś typek podbija oczy ma niczym sowa,
pewnie chce się zziomkować, znowu się nafutrował,
zbywam go jak potrafię, pierdole taki schemat,
nie chce kurwa dziś słuchać o niczyich problemach,
w sumie nie wiem co piję, czuję się jak na fali,
barman znów udowadnia pseudoprofesjonalizm,
rezydenci lokali walą gorzką na szklanki,
to już czas, żeby wstać i poszukać kochanki,
chyba zgubiłem portfel i posiałem gdzieś klucze,
kurwa mać, kiedy ja się tych nawyków oduczę,
jutro znowu to przeklnę, znowu będę żałować,
nastał czas żeby znowu z wódką się zmeetingować.

Dzisiaj wzbudził się we mnie ktoś, kto zrywa z umiarem
nie ma jak od czasu do czasu kozacki balet
bawmy się brat, nie jesteśmy tu za karę
ten kawałek dedykuje ludziom zebranym pod barem (x2)

Znowu pokpiłem sprawę i ruszyłem w ten balet,
jak tak dalej ziom pójdzie, zostanę sam jak palec,
ja i moi ziomale, znowu leje się czysta,
nie opisał by tego żaden felietonista,
i kolejna kolejka, każdy już nawalony,
no a w domu, w szufladach po terapiach dyplomy,
ja nie szukam tu żony, nie bądź taka aktorka,
bardziej skupiam się na tych amatorkach rozporka,
ledwo dyszy wątroba i poddaje się serce,
czasem lubię pozwolić sobie na wiele więcej,
chwile mijają szybko, każdy dziś jest wygrany,
ziomuś zasnął gdzieś przytulony do zimnej ściany,
jak narazie w to wbijam, jutro to odchoruję,
od tej wódki to czuje, że już wzrok mi szwankuje,
co ty mówisz koleżko? Jaka etopiryna?
Tu ból głowy załatwia się za pomocą klina.

Dzisiaj wzbudził się we mnie ktoś, kto zrywa z umiarem
nie ma jak od czasu do czasu kozacki balet
bawmy się brat, nie jesteśmy tu za karę
ten kawałek dedykuje ludziom zebranym pod barem (x2)
1.Bez niepotrzebnej wczówki na białego czarnucha
W chuju mam to kto czego słucha
Bez ciągłego parcia na bycie pierdoloną gwiazdą
Ci co mają taką jazdę oni najszybciej zgasną
Nie idę tam, gdzie zapierdalają wszyscy
Odporny na reklamę, bardzo świadomy skurwysyn
Do większości klipów przydałyby się napisy
Bo nie rozumiem bełkotu, który z monitora krzyczy
I to nie kwestia sprzętu czy masteringu
Zanim wejdziesz do gry zapierdalaj na treningu
I nie oskarżaj mnie o brak tolerancji
Bo toleruję minimum, a ciebie nie ma w mojej skali
Gdyby zaczęli dzisiaj byliby tacy mali
Są dalej na scenie, bo trochę wcześniej zaczynali
Dzisiaj młodzi większość starych pozjadali
Więc nie ma sensu żeby dalej rapowali

Ref;Nie ma sensu byś nienawidził nas
Zrozum dziś sens słów
Szkoda czasu dla jebanych stresów
Zamiast karmić nienawiść wolę kolejny klasyk kłaść na bit
Nie ma sensu byś nienawidził nas
Zrozum dziś sens słów
Zamiast się starać marnować wersów
Lepiej szlifuj styl albo wypierdalaj z gry

2.Mam swój rap, bit tłusty i swój klimat
Robię swoje i chuj z tym czy skumasz
Wciąż zwałę mam z paziów przyjmujących pozę
Którzy na siłę chcą by ich styl wzbudzał grozę
Nie wiesz co to przypał, nie wiesz czym jest ból życia
Żyjesz na krawędzi chyba gdy połykasz
Wybacz, mężczyzną nie czyni tatuaż
Mówisz to nie żadna poza, dobra sobie tak tłumacz
Kolejnych trzech ryj do mica drze, to leszcze
Są do nas jak PKP do TGV
To nie ta liga, wybacz biały nigga
Ja zawinę jointa ty weź zawiń się w dywan
Nasza komitywa uliczny syf nagrywa
Prawdziwy rap skurwysynu tak to się nazywa
Paluch i Brah cały kraj zna nas tu po ksywach
To pierwsza liga tera nawija na waszych rewirach

Ref; Nie ma sensu byś nienawidził nas
Zrozum dziś sens słów
Szkoda czasu dla jebanych stresów
Zamiast karmić nienawiść wolę kolejny klasyk kłaść na bit
Nie ma sensu byś nienawidził nas
Zrozum dziś sens słów
Zamiast się starać marnować wersów
Lepiej szlifuj styl albo wypierdalaj z gry

3.Bez zazdrości, przed konkurencją nie ma strachu
Jestem w grze, ale po innej stronie rapu
Nikt kurwa nie idzie moją ścieżką
Oprócz kilku ludzi z którymi dzielę się pensją
Ty nazywasz to presją, a mnie to napędza
I pod presją zawsze najlepiej wjeżdżam
Więc nie ma sensu żebyś przeszkadzał mi
Bo to twoja nienawiść dodaje mi najwięcej sił
Ja mam spokój, on płynie we krwi
Ty też chcesz mieć więc moją krew pij
Tętno to bit a serce to tekst
Wypełnia bit kolejne tysiąc serc
To lepsze niż sex i extasy
Plus mój styl, który jak platyna lśni
I wierz mi, że protestować nie ma sensu
Najlepsi, jak za komuny towar z Pewexu

Ref;Nie ma sensu byś nienawidził nas
Zrozum dziś sens słów
Szkoda czasu dla jebanych stresów
Zamiast karmić nienawiść wolę kolejny klasyk kłaść na bit
Nie ma sensu byś nienawidził nas
Zrozum dziś sens słów
Zamiast się starać marnować wersów
Lepiej szlifuj styl albo wypierdalaj z gry
W2S, właśnie tak człowiek
2006 i i 7
Na chuj klaszczesz znasz mnie, co?
Na chuj klaszczesz znasz mnie

[Kajman]
To jest to, koszula na rozpięty guzik
Luzik ziom, od sztuk dostaje buzi
Jak playboy Hefner czasem mnie to nudzi
Odpłynąłem daleko, więc czas się obudzić, ej
Nie ufam kobietom, szatanom nie ufam
Gdybym jej kiedyś posłuchał rano bym zabierał utarg
Albo pocinał z buta, wole fiuta wystawić
Bo czasem tylko kutas może sytuacje naprawić
Ale wiesz, nie lubię dup opryszczonych jak ospa
Dlatego też odpuliłem nie jedną ze sztuk
Łasica owszem, he, była gorąca, ale gdy patrzyłem na jej plecy więdł mi fiut
Mam wyobraźnie, widzę łaźnie
Sztuki, bikini, tam minibarek i butelkę tequili
Sama na kartę klubu wbijasz się do mojej willi
Tylko wiesz co? Obowiązkowo mini
Tam jest kort – zobacz – sztuki grają w bagbintona
Ktoś je musi przekonać, żeby odstawiły towar
Wiesz, ja jestem czysty, ale mi nie przeszkadza
A dopóki nie przyjdą chispy i będzie jazda
Mam harem jest [pulas] PPP sprawdź rebus
Wjeżdżamy na balet ten, szukamy dziewuch
Póki co balet ten utapiam w śmiechu
Wiem, jeszcze będzie czas, jeszcze będzie czas

Pół żartem pół serio
Znów sprawdzę co przede mną
Czy stary, jary, ale nie zadbana,
Czy młodej dupie podam, aa,
Potem powiem pa, He he
Pół żartem pół serio
Znów sprawdzę co przede mną
Czy dobrze ci? No pokaż mi
Cicho bądź, bo będę zły,
Kochanie przecież to jest to

[W2S]
Jestem tu, szum doskwiera głowie
Wokół mnie jiny, rum i mnóstwo kobiet, tak
To początek wódkę daj i słomkę
Teraz zrobię na drinka nagonkę,
Patrz sobie, chodź, napijesz się ze mną skarbie
Nie chcę chlać
Jeden, drugi, trzeci i pójdziemy spać
Prawie mam cię już
Poszedł gdzieś twój anioł stróż
Ty poprawiasz róż, że wydmuchał ciebie ktoś jak kórz
A na oczach mgła, cóż wszelki chłam odrzucam
Wróż mi dobry koniec, krusz to uderza w płuca
Ona w pierwszym rzędzie, znowu będzie snów
W2S i Kajman i cała ferajna
Cienką głowę znajdź, to jest raj na czas
Przyspiesza puls wiesz
To że chcesz nie znaczy, że dostaniesz
Chyba, że w łeb w Kielcach masz to gwarantowane

Pół żartem pół serio
Znów sprawdzę co przede mną
Czy stary, jary, ale nie zadbana,
Czy młodej dupie podam, a,
Potem powiem pa, He he
Pół żartem pół serio
Znów sprawdzę co przede mną
Czy dobrze ci? No pokaż mi
Cicho bądź, bo będę zły,
Kochanie przecież to jest to

[Kajman]
Joł, joł, joł, joł! Człowieku to jest Kajman!
„Bluźnierca” Mixtape chłopaku

To jest mój rap w furach
Ten bas twój świat rozbuja
Ziomek W2S hula
Gula w hawajskich koszulach x4
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo