Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Znam ten moment, czasem sam nie wiem, co robię sam nie wiem,
na wszystko patrzę jakby z gniewem,
zastanawiam się nad tym,
ale już nie jestem pewien, czy to jest moje miejsce?
Czy może takich miejsc jest więcej?
Przed siebie zawsze. Zawsze inaczej jest łatwiej. Teraz jak szary człowiek sam dryfuje na tej tratwie.
To życie to bezkres, na nie patrzę to bezsens. Nigdy nie zrozumiem
wszystkiego człowiekiem jestem,
przytłacza mnie ten ogrom,
ja sam wobec świata,
który przeraża jak Lecter z Milczenia Owiec
W tej chwili już nie wiem gdzie jestem i co tu robię,
czym jest właśnie ten świat,
na który tyle lat już patrzę.
Ile w koło jest rzeczy wymagających wyjaśnień,
ile pytań, na które już odpowiedz jest rozmyta. Witam! W świecie, w którym człowiek niczym tytan,
walczy o swoje szczęście, chwile chwyta...
Nic więcej!

Życie jest jak rzeka, sam jestem z nią...
Z jej prądem czas ucieka,
ludzie z mozołem przez nią brną...
Nie wiem, co mnie czeka,
różne rzeczy mi się śnią...
Sam na sam... Jestem z nią... [x2].

Ty nie wiem, co jest, jak kto jest, jak to to jest.
Po co, z kim to wszystko?
O co to wiesz, powiesz!
Co ja sam, taki mały przy tym świecie całym,
sam na sam z problemami, z rozkminami,
z posypami. Po co to wszystko?
Z nami jest to. Co to kurestwo? Co to królestwo? Pytań od pyty, pytań, po co te płyty?
Digipak, skity, i typa hity. Znów jesteś ze mną,
nie pidol cipy, krytyk muzyki, krytyk krytyki. Krytyka. Nie powie nikt, bo nikt nie wie i tak. Po co to pisać? Po co to czytać? Co lubisz słuchać, to przecież słychać.
I stąd się rusza, jak w czymś jest dusza,
to masz to w uszach i tak ze wszystkim.
Po co odzywki? Zaczepki, rozkminki.
Sam na sam myśli setki...
Pytań tysiące, nie przestaje myśleć...
O tym nawijać kończę

Życie jest jak rzeka, sam jestem z nią...
Z jej prądem czas ucieka,
ludzie z mozołem przez nią brną [x2].
Nie wiem, co mnie czeka,
różne rzeczy mi się śnią...
Sam na sam...
Jestem z nią... [x2]
Kiedy wchodzę na track rozpierdalam majki
Chciałbym zepsuć twoje hi-fi
Zrobię to, zrobię to
Nie możesz temu zapobiec co?
Wyskakuję z twojej przeglądarki
Kiedy z żoną śmigasz w Alpy
Wbijam się do ciebie do domu
A moja ekipa wypija to co masz w barku
Wiesz? Nie lubimy pop artu
Kiedy z dzieckiem wyjdziesz do parku
Wyrzucimy twoje płyty De Mono
I możesz mieć nas za ignorantów
Możesz mieć nas za ignorantów
Możesz mieć i chcieć nas zamknąć
Pezet chce wziąć to co masz w banku
Masz to jak w banku możesz mi wierzyć
Gdy urządzasz party dla swoich przyjaciół z wyższych sfer
Wbijam się tam ze swoim rapem
I pieprzę cię i twój wyższy cel i
Wyrzucam niedopałki gdzie chcę
i palę fajki gdy chcę, a ty?
Zmień zamki, bo chcę
Wejść na twoją posesję i
Wziąć to co masz w sejfie i
Pijąc Baccardi wbić się na parking i
Rozpieprzyć twoje Porsche GT, a
Moje ziomki paląc jointy będą puszczać rap i chcieć
Wydać trochę twojej forsy na najlepszy stuff i seks

Jestem P jak pieprzyć to
Z jak zróbmy hajs
Ten beat i bas dają mi najlepszy haj
Zapalam fajka i łapię za majka
Mój rap i ten beat kradnie ci kwit
Nie zostawia ci nic i kopie jak w Muay Thai
P jak pierdolę to, Z jak zaspałem
Co mam zrobić dziś
Zrobię jutro albo wcale
Zmieszam piwo z wódką
Później zapalę
Ale gdy wejdę na scenę wierz mi
Podpalę salę

Tak długo próbowałem się zmienić i
W sumie jest mi to trudno ocenić, ale
Chyba jestem typem gościa, który potrzebuje mocnego bodźca, bo
Nie jara mnie to co się dzieje, ani
Twój głos, ani dreszcz, ani brzmienie
Chyba jestem dość monotematyczny, ale pieprzę twoje liryczne pierdolenie, bo
Nie kręci mnie nic, tylko mocny beat
A twój jest jak proszki nasenne i
Nie chcę uczyć jak żyć, jestem po to by ci spalić twój głośnik na scenie
Nie obchodzi mnie czy masz przy tym jakieś głębsze filozoficzne przemyślenia, bo
Bo chcę zarobić swój kwit
A potem się pieprzyć i pić w jakimś basenie
I nudzą mnie ci celebryci jury w TVNie i
Znów kiedy ich oglądam to tracę wiarę
I mam już tylko jedno marzenie
Chciałbym móc zamordować ich całkiem bezkarnie
I czekam już parę lat
Aż jakiś polski rockowiec zdąży coś przedawkować albo złamie gitarę
I wchodzę w ten showbiz z moją już długą dość czarną listą
I nie licz tu kurwa na żaden kompromis, bo to jest hardcore nie disco
Nie chce mi się mówić już więcej o niczym ważnym i trudnym, bo
Nazywam się Pezet i powinieneś to wiedzieć, gdy kurwa wbijam ci gwóźdź do trumny

Jestem P jak pieprzyć to
Z jak zróbmy hajs
Ten beat i bas dają mi najlepszy haj
Zapalam fajka i łapię za majka
Mój rap i ten beat kradnie ci kwit
Nie zostawia ci nic i kopie jak w Muay Thai
P jak pierdolę to, Z jak zaspałem
Co mam zrobić dziś
Zrobię jutro albo wcale
Zmieszam piwo z wódką
Później zapalę
Ale gdy wejdę na scenę wierz mi
Podpalę salę
Ref.: Dziwne nastroje, zmienne nastroje, nic się nie martw
Świat bez kłopotów jest nic nie wart x4

[Borixon]
Dziwne nastroje, zmienne nastroje
Każdy dzień zostawił na mnie ślady swoje
Tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty piąty rocznik
Dostałem rękę od tych, którzy wyżej poszli
Przez lata wtopieni w przyjaźni więzy
Pięć lat, trzy osoby, jeden wspólny język
Nie patrząc na to kto jest pierwszej ligi graczem
Patrzeć na to jak kto inny cię dościga raczej
Życie jak w kalejdoskopie szkiełko miga
Wielkie dzięki to za mało za pamięć o chwilach naszych
Dla siedem siedem i tych trochę starszych
W doświadczenia bogatszych, bo czas zmienia człowieka
Pamięć o BF, już opuszczona powieka
W sercu tęsknota, którą się odczuwa stale
Odczuwasz ją, bo ja odczuwam, ale nic się nie martw
Świat bez kłopotów jest nic nie wart

Ref.: Dziwne nastroje, zmienne nastroje, nic się nie martw
Świat bez kłopotów jest nic nie wart x4

[PIH]
Nie wszystko się układa, czasem jest inaczej
Sentymenty, płynął łzy, tylko kurwa nie płacę
Kolejny problem jak deszcz z rynny na ziemię kapie
Miażdży, buduję, za serce łapie
Rzuca na matę, przeżycia, kłopoty
Budzą jak na karku zimnych dłoni dotyk
Dziwne nastroje, zmienne
Gorycz i radość, nieodłączne atrybuty życia jak bieda i zazdrość
Skrzydła podcięte, znów nie twoja wina
Marginesy snu zagięte, lekcje wzięte
Bywa ginie zdrowy rozsądek, umysł ciężki jak ołów
Słabość jak do alkoholów, łapanie dołów
Musisz dostrzec jedno, nie zostałaś sama
Wierzę w ciebie jak w siebie, się nie poddawaj
Razem z tobą łzy ronię listopada firmament
Ostatni pierwszymi na linii życia zapisane

Ref.: Dziwne nastroje, zmienne nastroje, nic się nie martw
Świat bez kłopotów jest nic nie wart x4
Z dobrą miną do dobrej gry
C.H.A.D.A WYP3

Przed krytykami zamykamy drzwi
Ja was szanuję a ten kto drwi
Zaraz zobaczy plamę własnej krwi
Bo ludzie są źli to prawda nie oszustwo
Zostaw nas nasz rap to nasze bóstwo
Słyszysz głos rozsądku teraz
To jak dobra rada tu i teraz WYP3 i Chada
Nowa nagrywka na podobnych zasadach
Nie każdy dzień będzie dobrym dniem
Czasem przypomina on straszliwy sen
Wiem nadchodzi niewiadomo kiedy i skąd
Znowu coś nie tak kto popełnił błąd
W jakim miejscu czasie okolicznościach
Rozeszło się po kościach przybyła afera
Nigdy nie odgadniesz jak zakończy się ten dzień
Czy znowu będziesz musiał zaczynać od zera
Powierzonej tajemnicy nigdy nie sprzedam
Masz na to ochotę bo ja nie mam
Chada wie co to szacunek ja mu rękę dam
Mam swoich przyjaciół nigdy nie zostanę sam
Po co kłamać motto życia nigdy się nie łamać
Ciągłe kłopoty na to już nie mam ochoty
Płynie czas od soboty do soboty
WYP3 C.H.A.D.A wysokie noty
Kiedy robiliśmy na album czwarty nagrania
U Kozanostry Kozaka na mikrofon Nojmana
Przyjechał do nasz kolega z Grochowa Chada
Propozycja współpracy z naszej strony pada
Przyjął pozytywnie powiedział że się zgadza
Jemu to odpowiada mnie naturalnie też
Napisać wspólny tekst
Z różnych miejsc ale rap to wspólny kontekst
Dla słuchacza będzie smakowity kąsek
Myślę naszej współpracy dopiero początek

To nie jest przekaz rzucony na watr
Nie mam ochoty liczyć straconych lat
Nie mam ochoty wracać do złych dat
To jest nasze życie to jest nasz świat

Z dobrą miną do dobrej gry
C.H.A.D.A WYP3

Nie mam ochoty wysłuchiwać bzdur
Nas od lamusów dzieli wielki mur
Nie słucham szuj nie mam na to ochoty
To jest nasz rap to jego dotyk muska
Dajesz oszustwa to nabierz wody w usta
Ciekawe co czujesz gdy widzisz obraz lustra

Chcesz odpierać niepozytywne porażki życia
Nie mam na to ochoty mam inny styl bycia
Mówię prawdę nie mam nic do ukrycia
To kolejny rok dwa i trzy zera rok
Patrz i sądź Zajka mojego projektu ogniwo
Rap nas łączy jak najlepsze spoiwo

Nie chce mi się o siódmej rano wstać
Jak reszta rodaków muszę na ósmą do tyry gnać
Termos z kawą biorę biorę drugie śniadanie
Syfiaste robocze ubranie w reklamówkę alldrit
W pysku Malboro Laight i dzień normalnie
Trzeba napierdolić osiem godzin generalnie
Zachmurzenie z przejściami podali w stacji lokalnej
W to lato pogoda pod psem fatalnie
Poszła zaszczepka i co jest z tym związane
Będą niezłe przejścia i noce nieprzespane
Tematy obgadane zawsze w swoim gronie
Powroty nad ranem we wskazującym stanie
Później się cierpi to reakcja taka
Było zajebiście teraz masz moralniaka
Po raz kolejny górę wzięły odloty
Codziennie nie nie mam na to ochoty
Nie mam ochoty na to byś muzykę kaleczył
WWA i Kielce znów przechodzą do rzeczy
My robimy rap a ktoś ten trud niweczy
Ukarany leszcz wszystkiemu przeczy
Wciskając farmazon swoją postawę leczy
Teraz my w odsieczy WYP3 z Chadą
To jest nasz rap musisz być tego świadom

Nie mam ochoty z sąsiadem gadać w windzie
Gada tylko o pogodzie nieskombinowany człowiek
Opuszczam wzrok widzę windy tylko połowę
Odzywam się na dzień dobry do widzenia słowem
Jest drugie piętro przebyłem drogi dopiero połowę
Śmierci tu popami na ścianach tagi chujowe
A ty sąsiad snuj do siebie swoją mowę
Moje piętro uff klaustrofobia wysiadam

Wszystko zapisane jest w naszych zeszytach
Nie masz na to ochoty na powstaje płyta
Prawdziwa szczerość w słowach jest użyta
Dzielę się z tobą dobra jest i kwita
Kolejny bit który rzucam sześć i dwa zera
Bo zawsze hip hopu działania popiera
Wielu chłopaków w roli rapu konesera
W roli rapu rapu konesera

x4
Z dobrą miną do dobrej gry
C.H.A.D.A WYP3
Barek otwórz dziś, swawoli Kamel potwór alkoholik
Siwy ze mną nakryj stolik, każdy chcę się na*****ić
nazwij to jak chcesz to nazwać, wóda, gouda, halba, flaszka
choć temperatura wzrasta, wciąż pijemy od miasta do miasta

Tu nie trzeba kalkulacji, to prosty dill
to ten tani alko plus 3 razy śląski szczyl
to mocny styl, nie zabijaj, lej to w ryj
set daj na high, Miuosh, Kamel i Dym
ja z wokalem wbijam na track lub na ścieżkę
tak jak z własną flaszką za bar lub na backstage
to rapu skrót i JW uliczne koneksje
a cały klub luka jak na dupy w lateksie
gruby M aka śląski motherfucker
obrzygany za*****lam pod barem na czworaka
ej, jeden za Biggiego drugi za 2Paca
gdy dorwę wacka robię mu bum szakalaka
na ławce, na klatce, na banie czy w krzakach
pod klubem, na klubie, tak lubię na Polaka
ej walę to, czytaj ziom byle co
a potem ***** mówią, że mam byle flow, yo

Barek otwórz dziś, swawoli Kamel potwór alkoholik
Siwy ze mną nakryj stolik, każdy chcę się na*****ić
nazwij to jak chcesz to nazwać, wóda, gouda, halba, flaszka
choć temperatura wzrasta, wciąż pijemy od miasta do miasta

SiwyDym tu na dole, dziś wóda na stole
mam tu gorzołę, wlewam w nią tą cole
bounce za*****ę na track w tej piwnicy
właśnie tak tu to robię, kiedy czas się nie liczy
ślinisz pysk, krzywisz ryj i widzisz styl
niby nikt, niby nic a to SiwyDym
śląski *****iel, ja jadę fest bouncem
sprawdŹ mnie, łap jazdę, nie daj spać sąsiadce
licz mój debet, jestem siebie pewien
SiwyDym trzęsę dziś tym podziemiem
i M do H Kamel i to moc beczki
wciąż kiepskich niszczymy, robimy mixtapy
możesz pieprzyć głupstwa o nas
frustrat ta wódka będzie jutro na skroniach
i F16 mogę chlać w mordę właśnie
chlub w dziób, w ***** crew, jedziemy z tym bouncem
co, my jedziemy z tym bouncem

Barek otwórz dziś, swawoli Kamel potwór alkoholik
Siwy ze mną nakryj stolik, każdy chcę się na*****ić
nazwij to jak chcesz to nazwać, wóda, gouda, halba, flaszka
choć temperatura wzrasta, wciąż pijemy od miasta do miasta

Niech żyje tu browar, niech żyją Katowice
południowy patriotyzm właśnie się tym szczycę
rymy praw***** jak rymy mikro-forte
do*****ny bit co roz*****la aortę
jestem gościem, który ***** non-stop chleje
wciąż pytają, kiedy detox jak bym był Dre'em
ja się śmieję, bo znów idę się napizgać
wódę z mety z dostawą szybciej niż TelePizza
na melanżu to Kamel i jego niunia
co wyciąga z torebki w plastiku black kurant
ty nie kumasz dla mnie to pijacki niefart
kupować sobie driny za 15 zeta
inna sprawa, trzeba w kolejce stać
a nikt nie odstąpi miejsca coś jak Roza Park
to jest dla tych, co piją wódę na ławkach
zimą wódę na klatkach, topią nudę w browarkach
to jest dla tych, którzy jak ja lubią pić
Kamelito, Z.T.J., doktor Diks

Barek otwórz dziś, swawoli Kamel potwór alkoholik
Siwy ze mną nakryj stolik, każdy chcę się na*****ić
nazwij to jak chcesz to nazwać, wóda, gouda, halba, flaszka
choć temperatura wzrasta, wciąż pijemy od miasta do miasta
Proszę dziadka, mam pytanie, dziadek pozwoli,
powiedz jak ty mogłeś wszystko tak spierdolić?!
- Otóż wnuczku, masz tu dowód, rapowany
już pół wieku temu mówiłem, że do nikąd zmierzamy."

"Kiedy czas nam będzie słodko mijał,
kiedy w radiu będzie już tylko Radio Maryja,
kiedy dobrzy Polacy, okazując dobrą wolę,
spalą Olgę Lipińską na stosie (albo w stodole!),
kiedy gwiazdorem baunsu będzie można zostać w miesiąc...
Jezus, co to będzie? Rok dwa tysiące pięćdziesiąt...
A ja, starszy pan z gazetą na dwóch fotelach,
będę strzelał sobie relaks,
będę spokojnie czytał o bezkarnych bandytach,
a sześcioletni wnuczek na moich kolanach spyta:
- Dziadku, my tu sobie "gadu-gadu",
ale powiedz, czy w twoich czasach też strzelano do sąsiadów?
Czy na ulicach było tylu z bronią panów?
I powiedz, co to było - ten zachodni brzeg Jordanu?
Bo widzisz dziadku, ja to pierdolę,
dziś w przedszkolu kolega pokazał mi pistolet.
Czy to, kurcze, było zawsze tak, jak teraz,
żeby szkołę nazywać imieniem Andrzeja Leppera?
Dziadku, to wy spierdoliliście świat mój,
że aż po prostu mieszkać strach tu.
Moi koledzy z emblematami Wehrmachtu raczą się baunsem.
Gdzie wy byliście kiedy jeszcze były szanse?
- Mądre dziecko, oto jest utwór.
Masz klucz tu i się ucz mój wnuczku,
jak się robiło kiedyś rzeczy nie najprostsze.
Widzisz, miałem ambicję, żeby ludzi ostrzec.
Ta piosenka to dowód, że ilekroć
ja i mi podobni ostrzegaliśmy, że będzie piekło,
widzisz, ludzie, nie wiedzieć czemu
pół wieku temu nie widzieli dzisiejszych problemów.

Widzisz, ludzie to taki przedziwny gatunek,
że można mu tłumaczyć i nikt nic nie rozumie,
że Afganistan to była tylko iskra
do wojny, która dziś jest tak oczywista.
Zachodni brzeg Jordanu? Wnuczku, wierz mi,
jedna bomba wystarczyła, by zniknął z powierzchni.
Czemu nie ma dzisiaj lasów? Zaraz ci powiem:
Spalono wszystkie, bo chowali się w nich Talibowie.
Widzisz wnuczku, ja robiłem co mogłem,
ale myślenie u ludzi to już wtedy był spory problem.
Chociaż kiedy to pisałem, co ciekawe,
jedna rzecz pozwalała mi zachować równowagę.
Miałem nadzieję, że gdy będę starszym panem,
zamiast tego numeru, będziesz słuchał kołysanek.
Koleżka był dentystą, bo skończył długie studia
Poczciwy i uczynny, chociaż dorastał w kłótniach
Nie był bogaty z domu, przy domu była studnia
W tym domu atmosfera na co dzień była brudna
Pracował w gabinecie europejskiej sieciówki
Kanały, aparaty, próchnica i licówki
Miał dziecko z własną żoną, co znał ją z podstawówki
W porządku była też, i nie bała się harówki
On dobry był chłopina, i kochał zwierzęta
Do schronisk porozwoził prezenty im na święta
Taka poczciwina generalnie uśmiechnięta
I choćbyś bardzo chciał to nie powiesz o nim pętak
Nie pił w ogóle nic, raz na rok zajarał skręta
Pech chciał, psy w ten dzień trafiły delikwenta
Siedzi pod celą teraz, co dobrze zapamięta
Pierwsza zwrotka specjalnie dla eks prezydenta!

Jointów nie pale, ale jestem pierwszy za legalem
Cały ten brudny syf obniży wtedy skale
Kraszony siuwaks, dzieci biegają z towarem
Drogi parlamencie kładziecie chuj na szale

Jak patrze na ten kraj z dentystą za kratami
I widzę tyle zła chodzącego ulicami
Nic nie dosięga go, a ono się prawem bawi
Zamyka się, żeby podwyższyć słupki zwykłych szczawi
Sondaże i populizm są źródłem tej ustawy
Czy ktoś wierzy, że Kwaśniewski nie jarał nigdy trawy
Tak kupił stare baby, co zapomniały całkiem
Że w młodości łykały legalną fete z aptek
Co dzień wpieprzają proszki silniejsze niż z Bogoty
Co dzień na czarnym rynku zostaje milion złotych
Co dziś zaskoczy mnie, kto będzie miał kłopoty?
Zawiną dwóch studentów, robiąc show dla idioty
Na koniec stanę sam na tle błękitnego nieba
Pierdole to jaranie, bo mi tego nie potrzeba
Ale wiem, że zalegalizować zioło tu trzeba
Druga zwrotka z dedykacją dla zwykłych zjadaczy chleba

Jointów nie pale ale jestem pierwszy za legalem
Cały ten brudny syf obniży wtedy skale
Kraszony siuwaks dzieci biegają z towarem
Drogi parlamencie kładziecie chuj na szale 2x
Tak zaczynam mowe tą, dobre chłopaki tu są
Wszyscy dobrze to wiedzą, każdy pies jest fają
W każdy dzień oraz nocą jebać barwę niebieską
Grą jest nasza uliczną, każdy pies jest fają

Niech się inni przyznają, leszcze się sprzedają
Firmowcy powtarzają każdy pies jest fają
Niech się inni przyznają, leszcze się sprzedają
Firmowcy powtarzają każdy pies jest fają

Daj marichuanę, daj skuna topa spalimy lolka
Jaraj to sensi nie koka
Nie ma to jak Bonio man, uskuteczniam aż nie mam oka
W płuca mnie uderza chmura głęboka (więc)
Rozrabiaj skuna, rozrabiaj haszysz byle by nie trwało to sto lat
Przytkaj dyfer pal poluma małolat
Skuna top, skuna moc, pali lola Bolek i Tola
(O kurwa policyjna radiola ty weź to schowaj)

Z przepisów drogowych robimy se jaja
Ciągle powtarzamy, że każdy pies to faja
Z przepisów drogowych robimy se jaja
I ciągle powtarzamy, że każdy pies to faja, bo

Z przepisów drogowych robimy se jaja
Ciągle powtarzamy, że każdy pies to faja
Z przepisów drogowych robimy se jaja
I ciągle powtarzamy, że każdy pies to faja, bo

Bardzo lubię kiedy słychać dancehallowy wokal
Kiedy ludzi masa i pęka w szwach lokal
Mocny bas cały czas i bombowa stopa
Porywa ciało, duszę jak wystrzał z glocka

Bardzo lubię kiedy słychać dancehallowy wokal
Kiedy ludzi masa i pęka w szwach lokal
Kiedy niebieska faja nie stawia tu swego oka
Każdy pies to faja to rozkminka głęboka

Zajebiste świnie to na co teraz patrzę
Pytasz mnie czy jaram bongo bucha stargam zawsze
Lecz gdy kolejny gruby lolek w ręcę twej się kręci
Uważaj, bo w oknach podstarzali konfidenci
Więc wsiadamy w auto kierowca grubo szpeja kręci
Uwaga społeczniacy jadą ganji konsumenci
Bo z przepisów drogowych robimy sobie jaja
I ciągle powtarzamy, że każdy pies to faja

Z przepisów drogowych robimy sobie jaja
Ciągle powtarzamy, że każdy pies to faja
Z przepisów drogowych robimy sobie jaja
Ciągle powtarzamy, że każdy pies to faja

Od stóp do głów, nienawidzę psów
Te śmiecie by chciały znać każdy nasz ruch
Teraz stoję i nawijam z płuc ulatnia się buch
Pluję na szefów wszystkich policyjnych grup

Bo każdy tutaj pierdoli psiarnię
Ciśniemy z nimi w tekstach ordynarnie
I niech nawet stara społeczniara fakt ten ogarnie
Tym kurwom za dużo uchodzi bezkarnie
I pozdrowienia dla każdej eleganckiej ekipy
Dla dobrych chłopaków co słuchają tej płyty
Rozumiem, że nie odmówicie nam racji
Pierdolicie psiarnie, nie lubicie mezokracji

I bardzo cieszę się jak ludzie nasze teksty znają
Ciągle powtarzają, że każdy pies jest fają
Bardzo cieszę się, że w kryminałach teksty znają
I ciągle powtarzają, że każdy gad jest fają

Jestem tam, Boski Roman gdzie tańczy ładna dziewczyna
Piękne piersi, dobry skun - to dziś moja maksyma
Tak się zaczyna kobiecina się wypina
Wygina, a mi już cieknie ślina
Punaani, punaani poka, poka mi malutka
Mam nadzieję, że dostępu nie blokuje kłódka
Jest Johny Walker, Martini jest Wódka
Zielony skun i brunatna grudka

Z przepisów drogowych robimy se jaja
Ciągle powtarzamy, że każdy pies to faja
Z przepisów drogowych robimy se jaja
I ciągle powtarzamy, że każdy pies to faja, bo

Z przepisów drogowych robimy se jaja
Ciągle powtarzamy, że każdy pies to faja
Z przepisów drogowych robimy se jaja
I ciągle powtarzamy, że każdy pies to faja

Bardzo lubię kiedy słychać dancehallowy wokal
Kiedy ludzi masa i pęka w szwach lokal
Kiedy niebieska faja nie stawia tu swego oka
Każdy pies to faja to rozkminka głęboka
Dzwonki mp3
dzwoni domofon w M2,
do moich drzwi zaraz na klatce zapukasz,
podglądałbym Ciebie parę sekund,
ale w drzwiach, nie mam tego zdrajcy Jezusa
zatrzymuje sie na chwile czas,
wtedy gdy odwiedzasz mój mini house,
w szpilkach, mini, w dłoni z balonikiem,
i do tego przebrana za Minnie Mouse.
wlejemy trochę wina w nas,
później może wóda, martini, sprite,
do tego lód i parę cytryn daj,
nikt nigdy za to nie może winic nas,
poza tym nikt nie widzi nas,
zasłoniłem okna, dla chillu maks,
zakładasz nogę na nogę,
odsłaniając samonoszki pod spodem,
pewnie figi, najs
patrzę na Twoje usta
i mają tą samą czerwień jak wiśnie
i Twoje zgrabne nogi,
które posmarowałaś balsamem pewnie przed wyjściem

opowiadasz mi jak dziś Ci dzień minął
ja chętnie ten kawałek teraz bym Ci przewinął

ty mówisz, że ta muzyka mnie pewnie niedługo pogubi
ale czuje ze powoli przestaje słuchac co mówisz
bo czuje sie jakbym Cie spotkał we śnie
żadna nie błyszczy jak Ty w tym mrocznym mieście
więc jeśli tego chcesz, to po prostu weź mnie
ja nie będę się opierał bo po prostu jesteś

taka piękna jak nigdy nikt,
ciężko byc niewinnym mi,
kiedy siedzisz obok i patrzę na Ciebie
a kiedy wzrokiem mierzę Cię,
Ty wtedy uśmiechasz się
i gasną w sekundę te gwiazdy na niebie
i ja sam też gasne w sekunde
kiedy powoli gubisz też swe ubrania
przygotuj się na następną rundę
bo nie wypuszczę Cie stąd do rana

już po północy, leżę na łóżku kiedy bierzesz prysznic
robiliśmy niedobre rzeczy, ale jeszcze nie kończymy
więc niech nie będzie wstyd Ci, ta
niech nie będzie wstyd Ci, obydwoje w głowie mamy zbereźne myśli,
trochę wypilismy dlatego rano zanim pójdziesz do biura,
lepiej Alcazelcer łyknij, ale jeszcze nie teraz,
teraz wracaj do mnie, ale cała się nie wycieraj,
mój język z Twojej szyi każdą kroplę skrupulatnie pozbiera,

w głośnikach The Weekend, w kieliszkach alkohol
sushi na telefon bo każdy z nas zarabia spoko

i czuje Twoich mięsni skurcze gdy szczyt masz,
a kiedy później dotykam Cie po nogach
to dostajesz tej gęsiej skórki na łydkach
jutro w pracy to będziesz sobie przypominała pół dnia
wyślij mi ładnego smsa jak będę jechał do studia

za to Ty mówisz, że ta muzyka mnie pewnie niedługo pogubi
ale czuje ze powoli przestaje słuchac co mówisz
bo czuje sie jakbym Cie spotkał we śnie
żadna nie błyszczy jak Ty w tym mrocznym mieście
więc jeśli tego chcesz, to po prostu weź mnie
ja nie będę się opierał bo po prostu jesteś

taka piękna jak nigdy nikt,
ciężko byc niewinnym mi,
kiedy siedzisz obok i patrzę na Ciebie
a kiedy wzrokiem mierzę Cię,
Ty wtedy uśmiechasz się
i gasną w sekundę te gwiazdy na niebie
i ja sam też gasne w sekunde
kiedy powoli gubisz też swe ubrania
przygotuj się na następną rundę
bo nie wypuszczę Cie stąd do rana
Fahr nach Polen
Fahr nach Polen
Fahr nach Polen
Deine fagen ist schon das
Fahr nach Polen
Aj jaj jajjaj
Eins, zwei, drei, vier

Gdzie masz hajs, mam do Ciebie temat,
Powiedz ziom gdzie twoja beema?
Mercedesa, Twojej hajdi nie ma,
Golfa , mutter i opla sztecena.
Niczego nie ma hehe, ale jaja,
A Polska waszymi furami się upaja.
Joł, jak muchy padają,
Auto salony się zamykają.
Krew zalewa urzędy skarbowe,
Gniją nowe opcje podatkowe.
Za to Władek wyskoczył z malucha,
I w passacie swoja pannę dmucha.

Fahr nach Polen
Deine fagen ist schon das
Fahr nach Polen
Aj jaj jajjaj / x2

Ja ja gut maschina...

Hans i Helga pozbyli się złomu,
Wreszcie widać krasnale przy domu.
Nowa piątka w słoneczku się błyszczy,
A Władkowi coś w passacie piszczy.
Dobry rocznik, osiemdziesiąt jeden,
Zajebiście, dumny Władek z siebie.
Dobra cena siedemdziesiąt euro,
Spoko diza i zwłaszcza gdy jest ciemno.
Joł, teraz Władek kocha Unię,
Gdy dziurawą, polską drogą sunie.
Getcha również pokochał Polaków,
Za czyszczenie jego kraju z wraków!

Fahr nach Polen
Deine fagen ist schon das
Fahr nach Polen
Aj jaj jajjaj

Fahr nach Polen
Aj jaj jajjaj

Fahr nach Polen
Aj jaj jajjaj

Jedź do Polski,
Twoje auto już tu jest.
jedź do Polski,
Felelelelele / x4

Eins, zwei, drei, vier...
(Paluch)
Życie jest piękne, ból i porażki
ej życie piękne szczęście, miłość dasz mi
Słońce, piwko, ziomki, jezioro
chcę wrócić do tych dni, aż nerwy mnie biorą
Spokój, wyciszenie, rap, zapomnienie
o każdym problemie, który we mnie drzemie
Dobre koncerty aplauz publiki
wyniki z czasem będą lepsze
Pieprze wrogów, szanuje moich bliskich
pozdrowienia dla bliskich wszystkich
Bo tylko wśród nich odnajduję szczęście
życie piękne nawet jak się pierdoli
Ból nie trwa wiecznie w końcu się zagoi
zawiodłeś się na kimś, na pewno nie ostatni raz
Na tych, których znasz jeszcze przyjdzie czas
proszę zapamiętaj to zdanie
Ważniejsze od zrozumienia jest zaufanie
bo życie piękne, ale nie jest na ekranie
Więc szukaj tych chwil, które dają szczęście
miej czas dla kobiety, ucz się miłości
Ona poddaje próbom i uczy wytrwałości
czujesz smak życia, zapach kobiety
Szczęście i miłość, za życiem argumenty(?)

(Żołnierz)
Póki jest o co, póki sił starczy
póki sens widzę, nadal będę walczył
Żołnierz ma cel w tarczy, a Paluch na cynglu
oddaje strzał z broni dalekiego zasięgu
Jaką jest słowo, to bez wątpienia
starajmy się jutro na lepsze pozmieniać
Nie ma co czekać, czas przestać drzemać
bezczynność to plaga, to epidemia
Która rozprzestrzenia się wśród nas
szybciej niż mój wers w tej zwrotce
To bulwersujące, obezwładniające
uczucie niemocy ogarnia, łatwo bezmyślnie
się stoczyć, zamartwiać później
I szukać winnych, nie widząc swych błędów
krytykując innych, niespodzianek dziwnych
Pełne jest życie, wszystkiego przecież nie da się
za w czasu przewidzieć, lecz kilka spraw idzie
Ułożyć wcześniej, by szczęśliwie dożyć
dnia w którym obwieszczę sam sobie i reszcie
że dopiąłem swego, wam też najlepszego.
Ref.
To jest proste, mam bity Polskie
Mam rymy swojskie jak DJ rządzi woskiem,
Gural rządzi tym co jest szorstkie,

To jest proste, mam bity Polskie
Mam rymy swojskie jak DJ rządzi woskiem,
Gural rządzi tym co jest szorstkie,

To jest proste, mam bity Polskie
Mam rymy swojskie jak DJ rządzi woskiem,
Gural rządzi tym co jest szorstkie,

To jest proste, mam bity Polskie
Mam rymy swojskie jak DJ rządzi woskiem,
Gural rządzi tym co jest szorstkie.

My rzucamy słowami tak jak szamani klątwami,
bluzgami jak byli Aborygeni bumerangami,
kilkanaście lat z przerwami, pauzami,
sam sprzeciwami z wami, młodości błędami,
w sercu z nadziejami wciąż,
trzęsiemy dużymi dupami (albo grupami), małymi dupami (albo grupami),
obdrapanymi blokami, salonami całymi miastami,
głośno grani trzęsiemy ścianami i samochodami,
dniami i nocami wali w bani jesteśmy nachlani (albo nachalni)

Ref.
To jest proste, mam bity Polskie
Mam rymy swojskie jak DJ rządzi woskiem,
Gural rządzi tym co jest szorstkie,

To jest proste, mam bity Polskie
Mam rymy swojskie jak DJ rządzi woskiem,
Gural rządzi tym co jest szorstkie,

To jest proste, mam bity Polskie
Mam rymy swojskie jak DJ rządzi woskiem,
Gural rządzi tym co jest szorstkie,

To jest proste, mam bity Polskie
Mam rymy swojskie jak DJ rządzi woskiem,
Gural rządzi tym co jest szorstkie.

Ja jadę w trasę z hałasem, mam wpływy,
basen i masę i dobra passe i kasę,
lecimy borem i lasem, od MC kaset do CD,
od GRU do Haiti, od jaski laska do graffiti nowoczesnej techniki,
wyniki pasji talentu i motywacji patentu,
stoję u steru okrętu pośród zamętu i mętu,
pojebów, łaków, hejterów temperatur miejskich zer,
mam w sobie ogień (ogień) niosę go tobie (tobie)

Ref.
To jest proste, mam bity Polskie
Mam rymy swojskie jak DJ rządzi woskiem,
Gural rządzi tym co jest szorstkie,

To jest proste, mam bity Polskie
Mam rymy swojskie jak DJ rządzi woskiem,
Gural rządzi tym co jest szorstkie,

To jest proste, mam bity Polskie
Mam rymy swojskie jak DJ rządzi woskiem,
Gural rządzi tym co jest szorstkie,

To jest proste, mam bity Polskie
Mam rymy swojskie jak DJ rządzi woskiem,
Gural rządzi tym co jest szorstkie.

Come for me, Come for me nie wiarygodny styl zadziorny,
potworny, dziadziorny, dziki, szpadyzorny jest on,
globalny, frontalny, w skutkach fatalny totalny,
niekontrolowalny złupi cały system monetarny (łoooj)
chlali halami i drogie alkohole lali, słowem obraz malowali,
niczym Salvador Dali, gali, palili walili i cwanili i tekili pili
i się fikali, pizgali aż się zamulili (łoooj)

Ref.
To jest proste, mam bity Polskie
Mam rymy swojskie jak DJ rządzi woskiem,
Gural rządzi tym co jest szorstkie,

To jest proste, mam bity Polskie
Mam rymy swojskie jak DJ rządzi woskiem,
Gural rządzi tym co jest szorstkie,

To jest proste, mam bity Polskie
Mam rymy swojskie jak DJ rządzi woskiem,
Gural rządzi tym co jest szorstkie,

To jest proste, mam bity Polskie
Mam rymy swojskie jak DJ rządzi woskiem,
Gural rządzi tym co jest szorstkie.

Tak jak Putin siedzi w Moskwie - Gural rządzi tym
Ciągle przemierza z tym Polskę - Gural rządzi tym
Tak jak boss mafii Włoskiej - Gural rządzi tym
Znów minęło ci o włos teej - Gural rządzi tym
Jak kapitan rządzi Młostkiem - Gural rządzi tym

Gural, Gural rządzi tym.

DJ rządzi woskiem,
hip-hop robi postęp,
to proste,
Gural rządzi tym co jest szorstkie...
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo