Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Pierwszy kamień ciągnie za sobą lawinę
O tej porze zwykli ludzie śpią jeszcze przez godzinę
Ona bierze prysznic, strumień gorącej wody
Z apteki w dłoni, garść testów ciążowych
Policja wali do drzwi w środku nocy
ktoś ściąga buchy ze spływającej kropli
Opuszczasz głowę, ciało zlane potem
Co za skurwysyn trzęsie tym kalejdoskopem?
Burzowe chmury, którym nie ma końca
Wyciskają z ulic ostatni promień słońca
Trupia szpetota w oczach tłumi szczęście
To oczodoły okien w zbombardowanym mieście
Pęknie tama nieszczęść, wszyscy utoną
Zasną na zawsze przykryci przeklętą wodą
Ręce drżą, nie widzisz już świata ostro
Nie musisz czytać gazet, wiesz jaki masz horoskop

Ref. x2
Wszystkich zgniłych sumień cmentarz
Ciemna strona ludzkiego serca
Nie wielu dotrzymuje tempa
Jestem z Tobą, wyciągnięta ręka

Motywy są jasne, intencje nie czyste
Zawsze po stronie swoich, jakie to samotne miejsce
Nie raz przy uchu zamiera słuchawka
Dożylnie fatalizm w największych dawkach
Dobry wieczór Polska, nadaje znowu z kraju
Który nie radzi sobie z falą samobójstw
Słyszę - Bóg tak chciał, rzadko dzięki Bogu
To sprawy niezatapialne w alkoholu
Pusty pokój, słuchasz mojego głosu
Twój los staje się częścią mojego losu
Tu gdzie czyści jak łza, jak serce Chrystusa
Wychodzi zawsze od czarnego scenariusza
Chciałbyś się pociąć, udajesz wariata
Nie obiecuj sobie wiele po końcu świata
Chociaż nadal noc, do góry głowa
Wiem gorzkiej prawdy nie rozcieńczą słodkie słowa

Ref. x2
Wszystkich zgniłych sumień cmentarz
Ciemna strona ludzkiego serca
Nie wielu dotrzymuje tempa
Jestem z Tobą, wyciągnięta ręka

Możesz być dziś nikim dla całego świata
Pamiętaj, dla niewielu jesteś całym światem
Usta ludzi układają się w krzywiznę kłamstwa
To prawda, lecz nigdy nie mów - życie chuja warte
O kilka łez ubożsi liczymy na cud
Za sterylnym parawanem czeka nas brud
Fakty, wiem jak jest, dzieciak studzą
Złe rzeczy przytrafiają się dobrym ludziom
Wymaga ofiar życie w okopach
Jedno wiadomo - ponad wszystko honor
Sami siebie pokonujemy przez nokaut
I zostawiamy ziemię spaloną
Wątpliwości odłóż na najwyższa półkę
To Cie wypatroszy, nabije słomą jak kukłę
Siła jest w Tobie człowieku,broń repetuj
Na wieki wieków,na wieki wieków

Ref. x2
Wszystkich zgniłych sumień cmentarz
Ciemna strona ludzkiego serca
Nie wielu dotrzymuje tempa
Jestem z Tobą, wyciągnięta ręka
Ganja Mafia! Gmb, Felipe, Ruby - Fonos.
Kali, Ruby. Kali, Fonos. 50 na 50. Katowice.
Tak to idzie!

Ref.
Nie chcę bezczynnie żyć tak (tak).
Nie chcę być niewolnikiem Krat.
Nie chcę by czegoś było mi brak.
Chcę być wolny jak ptak.
Unieś ręce na tak.
Nie chcę bezsensu żyć tu (tu).
Nie chcę umierać dzień po dniu (dniu).
Nie chcę być jak cały ten puch.
Chcę być wolny jak ptak.
Unieś ręce na tak.

[Kali]
Biorę los w moje ręce, bo ile lat będę tak klepać nędzę?
Chcę stabilizacji - za tym pędzę, bo ile lat z dnia na dzień tylko kręci łeb?
Błogosławię dzień, gdy zdałem sobie sprawę, że nie jestem tutaj tylko po to żeby jarać trawę.
I choć kocham sensi prawie jak mamę to chciałbym mieć wille, a nie kimać na trawie.
Ej, bawię się bawię, kurwa ile można?
Tona kokainy, rozpalone świnie z rożna.
Całe towarzystwo się tapla w brodziku
Mają popsute mózgi, popsuci do szpiku.
A ja chcę kilku przy sobie ludzi mądrych, tych, co nie przytakują, tylko czują me poglądy.
Kolejne porty, ocean możliwości, nie chcę tego co było, płynę ku przyszłości.

[Felipe]
Nie chcę plastiku dookoła syfu, fałszywych wspólników, ściemnionych zawodników.
Tu, gdzie życie pisze samo swoje scenariusze, muszę zadbać o swoje żeby nie być na dole.
Ćwiczę samokontrole, biorę los w swoje ręce.
Chcę żyć, śnić, mieć, kochać - niepotrzeba więcej nic.
Nie chcę w miejscu tkwić, nie mieć z tego nic, jak niewolnik żyć, kryć się przed światem.
Zatem! Jedziemy z tematem, omijam obłudę, fałsz, bo nie chcę egzystować tam gdzie nonstop rządzi kłamstwo.
Jak robactwo, plemi się presja na bogactwo.
Nie chcę zawodzić, choć czasami nie jest łatwo.
Niech nie gaśnie światło, zaprowadzi mnie w tą stronę.
Zawsze skromnie, Boże chroń mnie zanim ducha tu wyzionę.
Na spokojnie, bo za szybko, nie chcę skończyć.
Jest wiele do zrobienia, bratku trzeba to połączyć.

Ref.
Nie chcę bezczynnie żyć tak (tak).
Nie chcę być niewolnikiem Krat.
Nie chcę by czegoś było mi brak.
Chcę być wolny jak ptak.
Unieś ręce na tak.
Nie chcę bezsensu żyć tu (tu).
Nie chcę umierać dzień po dniu (dniu).
Nie chcę być jak cały ten puch.
Chcę być wolny jak ptak.
Unieś ręce na tak.

[Ruby]
Nie chcę tu palantów, śmierć dla aspirantów.
Pamiętaj o tym zawsze, w życiu więcej jest wariantów.
Znów do wyboru dwie dobre i złe moce, chcę i kosztuję zakazane Twe owoce.
Nie chcę tu fermentu, ani życiowych błędów.
Kiedyś moje życie toczyło się dla skrętów, dziś jest inaczej z paru ważnych względów.
Pamiętaj o tym bracie, mistrzu akompaniamentu.
Jeszcze nie chcę oddać życia w ręce Bogu.
Wolę mniej mieć przyjaciół niż zamieniać ich na wrogów.
Chcę szczerych i prawdziwych, a nie grona kłamców wokół.
Na bloku nie chcę widzieć żadnego społeczniaka, choć w tych czasach na osiedlach jest ich cała masa.
W całości układa się litera za literą, Fonos i Kali, na bicie Piero.
Nawet jeśli tego nie chcę, wrzucisz to na stereo.

[GMB]
Nie chcę i chuj i tak ma być, żyję po swojemu. Ty też? No to git.
I niech leci bit, myślisz, że warzne kto lepszy?
Nie chcę Twoich fur, nie chcę tak chuj.
To co warto, wszystko, od chuja tego.
Szacunek podstawą jest, a brak Ci tego.
Udawane, naciągane przyjaźnie to standard.
Wierzysz w to lub nie, odbije się to jak karma.
Bar ta leczy mnie i morda zamknięta, nie chcemy znać żadnego agenta.
To wyścig szczurów, a niech się topią w gównie.
A my żyjemy tak, jak każdy z nas umie.
Na bitach prawda, w Twoim życiu farta i w każdym słowie prawda jest zawarta.
To Fonos Kali dla braci i ziomali.
To Ganja Mafia i wiesz, co się pali.(Co?)

Ref.
Nie chcę bezczynnie żyć tak (tak).
Nie chcę być niewolnikiem Krat.
Nie chcę by czegoś było mi brak.
Chcę być wolny jak ptak.
Unieś ręce na tak.
Nie chcę bezsensu żyć tu (tu).
Nie chcę umierać dzień po dniu (dniu).
Nie chcę być jak cały ten puch.
Chcę być wolny jak ptak.
Unieś ręce na tak.
Głos kraju mataczy - to my Polacy
Głos kraju bez pracy - to my Polacy
Tu żyjąc walczysz - to my Polacy
Wiesz co to znaczy - to my Polacy
Bez wódki grymasy - to my Polacy
Stale bez kasy - to my Polacy
Wieczne cwaniaki - to my Polacy
Wiesz co to znaczy - to my Polacy

Lubi nas niewielu, większość nienawidzi
Boją się wszyscy w szczególności Żydzi
Polak Cię okradnie, Polak Cię dopadnie
Polak nie popuści, gorsi to są tylko Ruscy
Mamy tu Meksyk o jakim nawet nie śnisz
Wierz mi to świat trzeci ale lubię własne śmieci
Teraz powtarzajcie dzieci to dla Was nowy wierszyk
Żaden madafaka nie podskoczy do Polaka
Wole polskie gówno w polu niż fiołki w Neapolu
Znasz ten bajer? Kto nie z nami ten frajer
Drążeni głęboko w gruncie wychowani na buncie
W nienawiści do wroga, w miłości do Boga
Fanatyzm niszczy ale bliższy jest mi kraj ojczysty
Każdy inny niższy, Ta! Nacjonalizm
W górę ręce kto jest z nami
Za wolność, za kraj ZIG Hans 52 gra
W gorę pięści, zawsze damy radę
Jak nie zgodnie z prawem, to lewą stroną jadę
Teraz też jest wojna kto kombinuje ten żyje
Taniej kupię, drożej sprzedam, to wódki się też napiję
No bo chlejemy za trzech, przecież wypić to nie grzech
Wóda jest, piwo Lech, małe mocne polskie też
Duży blef, mocny łeb, trzeba trzymać się
Wzmacniana herbatka za zdrowie dziadka
I zdrowie! Naszych polskich, pięknych kobiet
Zdrowie! Nasze, wasze, Centrum, RW,
Łyso, Nostar, Poznań, CDN, SBC,
D4E52SBN

Głos kraju mataczy - to my Polacy
Głos kraju bez pracy - to my Polacy
Tu żyjąc walczysz - to my Polacy
Wiesz co to znaczy - to my Polacy

Lokalny patriota, Dębiec we mnie no pewnie
Tutaj każdy lubi jarać meksykańskie szlugi
W groszu jak co tydzień awantura, woogie boogie
Coco Jambo, Brazyliana Luta Libre Sambo
Porywczy jak wypici, widzisz Polaków w amoku
To się lepiej uspokój, stań z boku nie prowokuj
Bo po żołądkowej robię się nerwowy
Od siwuchy niekontrolowane ruchy
Duża dawka tego draństwa
Nieśmiertelność się załącza
To wykańczaaa..........
Ruszyła maszyna już nikt nie zatrzyma
Kto wejdzie pod koła ten uciec nie zdoła
Hola! I stąd za głupi błąd pod sąd
Każdy pamięta niedźwiedzia, długo będzie leżał
Co mu przyjdzie z żalu, nie ma tu konfesjonału
Następstwa Twoich czynów chwycą Cię za łeb synu
Chwycą Cię za łeb mimo że się piło, potem biło
Doświadczenie Cię zmieniło, konsekwencje nie giną
Dojrzeją jak wino, jak cień będą przy Tobie
A gdy nadejdzie czas upomną się o swoje
Upomną się o swoje...

Nie ma ładu, nie ma składu
Nie ma po nim nawet śladu
Tu jest chaos, zęby naostrz
Jeśli nie chcesz zlecieć na dół (lecisz na dół)
Polska dla Polaków, dla przekrętów i bydlaków
W centrum kontynentu łaków kraj
bierz, jedz i sraj jedną babcię
Patrzcie i mnie złapcie w kajdan zakujcie i wsadźcie
To nie bajda dobrze patrzcie
Jak opuszczam areszt
Kopert parę, mam tam swoją wiarę
Stoją, chronią talent mój, mój
Pospolity cwaniak robi gnój w chuj
Mówiąc po naszemu zapierdalam tu jak Emu po pustyni
Niby czemu nie mam czynić jak chce czynić
Jak chcesz mnie winić weź mi wyliż
To jest moja nora, jestem Polak mam baseballa
Jeśli coś mi nie przypasi
Tam gdzie nasi hej niech nie włazi żaden pedofil lub gej
To mnie razi, lepiej wiej
A w mej nienawiści także ateiści, szataniści
W łagrze możecie pozdychać
Jedna wiara Krzycha
Do jednych suczek wzdycham, do tych co najsłodsze
Te przy Wiśle, Warcie i przy Odrze
Bóg obdarzył szczodrze je powabem
Hans, Kris, Lix jadę
Jak podpadłem schowaj grabę
Zamiast się dogadać lepiej porwać się do szabel

Głos kraju mataczy - to my Polacy
Głos kraju bez pracy - to my Polacy
Tu żyjąc walczysz - to my Polacy
Wiesz co to znaczy - to my Polacy
Bez wódki grymasy - to my Polacy
Stale bez kasy - to my Polacy
Wieczne cwaniaki - to my Polacy
Wiesz co to znaczy - to my Polacy
Jeśli kochasz to walcz, jeśli kochasz to płacz
Nie poddawaj się ziom, przecież wiesz że masz dar,
można zrobić to tak, że nie będzie tu nas,
wiem gdzie jest mój dom, brat, na zboczu skał. x2

Nie ma życie innego, tego które jest dotychczas,
może się już nic nie zmieni, jednak trzymam dystans
Miłość daje szanse, więc ją wykorzystam
ty i ja mamy równowagi talizman, na tym można tylko zyskać,
Piękne chwile, będę kochać moich ziomów i dziewczynę.
Będę kochał to osiedle póki tutaj żyje,
już tyle lat wiążemy koniec z końcem,
na zawsze niech tak będzie, bo tak jest dobrze!
Nie chce was stracić, to chyba proste.
Najwyżej wy stracicie mnie, to chyba nonsens
Najgorszy ból to mieć związane ręce
jesteś kochany więc czego żądać więcej?
Będąc z tego dumnym, otwórz swoje serce,
przecież wiesz że możesz dotknąć gwiazd!
Więc jeśli kochasz, u stóp masz cały świat!

Jeśli kochasz to walcz, jeśli kochasz to płacz
Nie poddawaj się ziom, przecież wiesz że masz dar,
można zrobić to tak, że nie będzie tu nas,
wiem gdzie jest mój dom, brat, na zboczu skał. x2

Myślałem kiedyś że kochać nie przestanę,
i dalej kat uważam, brat, bo mam wiarę.
Nie będę przecież robił na złość Ci,
Wszystko się obraca wokół wierności!
To jest zemsta, zranionej próżności,
ta odkrywcza prawda jej papilarne linie
Miłość która jest gotowa, oddać życie
Nie zginie, niech żyje, niech płynie razem z wiatrem.
Poddam się im w zupełności, taki mam charakter.
Tam gdzie będę z nią szedł, szlaki są zatarte, na zawsze!
Mianuję Cię rycerzem, nic tylko oblicza chcesz coś wiedzieć,
w oczach to wyczytasz.
Następny mój przystanek, tak zwana tajemnica,
chwytaj los póki jest on, do zdobycia.
Inaczej zostaną tylko, resztki wspomnień.
Pamiętaj, brat, przecież to ty nie tworzysz historię!

Jeśli kochasz to walcz, jeśli kochasz to płacz
Nie poddawaj się ziom, przecież wiesz że masz dar,
można zrobić to tak, że nie będzie tu nas,
Joka
Kontem swego OK.
Widzę to, chwytam to
Pomimo spoko oka
Hej, pomimo niewiary
Pomimo śmiechu, po tym hej stary
To nie głupoty
Bo po tym widzę kłopoty
Słyszę dialogi i w nogi i kroki
Stawiam szybciej niż czas
Stawiam szybciej od was, lalalala lalala
To hałas dla ciebie, dla mnie nie
Bo nie nie nie, nie
Ja to wiem, przysięgam
Z wyprzedzeniem, ja sięgam
W kalendarz, kopię w pamięć
Enigme, antyenigmą łamię
I nigdy nie kłamię
To nie głupota, Joka kontem swego OK.
Kontem OK.

Kontem, kontem swego OK. x6
Joka, kontem swego OK.

I znów
Kontem swego OK. Widzę, że
Nigdy wierzyć mi nie chce, nie
O nie, hej mojej dziewczynie
Na dłoni coś wyrośnie
Zanim mnie dogoni
Zazdrośnie zaś wzrokiem podążają oni
Kątem oka ja patrzą zza skroni
Patrzę bo po tym, patrzę to widzę
Okiem gonię, jestem bliżej
Koniec, początek słowa od nowa
Umysłu głowa
Umysłu kroki, to nie głupoty
Bo po tym widzę kłopoty
Słyszą dialogi i w nogi mój drogi
To połowa tej drogi
Po tym gotowa, zadziwia Cię głowa
Co chowa, jazdę dla kamikadze
Wiem co się stanie, czas na łopatki kładę
Jadę, poker pik
Karty na stół, nikt mi nie wierzy
Czemu wygrywam, odpływam
Zapamiętaj jak się nazywam
Zapamiętaj co potrafię
Skoki w dal, wzdłuż, w czasie
Przewiduje słowa, przewiduje sytuacje
Koncentracje mam jak nigdy
I gdy zgniatam wszelkie pizdy
Pęka opoka, bo to jest nowa epoka

Kontem, kontem swego OK. x7
Joka, kontem swego OK.
Patrzę w telewizor i zastanawiam się
Czasami sam już nie wiem, co jest dobre, co złe
Kanał po kanale, wszędzie widzę śmierć
Negatywne wibracje znowu prześladują mnie
Przemoc rodzi przemoc, a ból rodzi śmiech
Ludzi gówno obchodzi czyjaś niewinna krew
Zmieniają tylko maski do odpowiednich ról
Fałszywe oblicza, to jest mój ból

Poczuj mój ból, poczuj mój ból
Poczuj mój ból, ból

Patrzę przez okno i nie zastanawiam się
Bo dokładnie wiem, co jest dobre, a co złe
Wczoraj koleś pobił żonę, dzisiaj klęczy na mszy
Grzechy odpuszczone, choć nieukojone łzy
Fałszywe oblicza, bardzo boli mnie to
Że nad dobrem zwycięża przemoc, fałsz i zło
Ludzie stali się tylko odtwórcami ról
Boli mnie to, więc poczuj mój ból

Poczuj mój ból, poczuj mój ból
Poczuj mój ból, ból

Przemoc rodzi przemoc, a ból rodzi śmiech
Przemoc rodzi przemoc, a ból rodzi śmiech
Przemoc rodzi przemoc, a ból rodzi śmiech
Przemoc rodzi przemoc, a ból rodzi gniew

Poczuj mój ból, poczuj mój ból
Poczuj mój ból, ból
dzwoni domofon w M2,
do moich drzwi zaraz na klatce zapukasz,
podglądałbym Ciebie parę sekund,
ale w drzwiach, nie mam tego zdrajcy Jezusa
zatrzymuje sie na chwile czas,
wtedy gdy odwiedzasz mój mini house,
w szpilkach, mini, w dłoni z balonikiem,
i do tego przebrana za Minnie Mouse.
wlejemy trochę wina w nas,
później może wóda, martini, sprite,
do tego lód i parę cytryn daj,
nikt nigdy za to nie może winic nas,
poza tym nikt nie widzi nas,
zasłoniłem okna, dla chillu maks,
zakładasz nogę na nogę,
odsłaniając samonoszki pod spodem,
pewnie figi, najs
patrzę na Twoje usta
i mają tą samą czerwień jak wiśnie
i Twoje zgrabne nogi,
które posmarowałaś balsamem pewnie przed wyjściem

opowiadasz mi jak dziś Ci dzień minął
ja chętnie ten kawałek teraz bym Ci przewinął

ty mówisz, że ta muzyka mnie pewnie niedługo pogubi
ale czuje ze powoli przestaje słuchac co mówisz
bo czuje sie jakbym Cie spotkał we śnie
żadna nie błyszczy jak Ty w tym mrocznym mieście
więc jeśli tego chcesz, to po prostu weź mnie
ja nie będę się opierał bo po prostu jesteś

taka piękna jak nigdy nikt,
ciężko byc niewinnym mi,
kiedy siedzisz obok i patrzę na Ciebie
a kiedy wzrokiem mierzę Cię,
Ty wtedy uśmiechasz się
i gasną w sekundę te gwiazdy na niebie
i ja sam też gasne w sekunde
kiedy powoli gubisz też swe ubrania
przygotuj się na następną rundę
bo nie wypuszczę Cie stąd do rana

już po północy, leżę na łóżku kiedy bierzesz prysznic
robiliśmy niedobre rzeczy, ale jeszcze nie kończymy
więc niech nie będzie wstyd Ci, ta
niech nie będzie wstyd Ci, obydwoje w głowie mamy zbereźne myśli,
trochę wypilismy dlatego rano zanim pójdziesz do biura,
lepiej Alcazelcer łyknij, ale jeszcze nie teraz,
teraz wracaj do mnie, ale cała się nie wycieraj,
mój język z Twojej szyi każdą kroplę skrupulatnie pozbiera,

w głośnikach The Weekend, w kieliszkach alkohol
sushi na telefon bo każdy z nas zarabia spoko

i czuje Twoich mięsni skurcze gdy szczyt masz,
a kiedy później dotykam Cie po nogach
to dostajesz tej gęsiej skórki na łydkach
jutro w pracy to będziesz sobie przypominała pół dnia
wyślij mi ładnego smsa jak będę jechał do studia

za to Ty mówisz, że ta muzyka mnie pewnie niedługo pogubi
ale czuje ze powoli przestaje słuchac co mówisz
bo czuje sie jakbym Cie spotkał we śnie
żadna nie błyszczy jak Ty w tym mrocznym mieście
więc jeśli tego chcesz, to po prostu weź mnie
ja nie będę się opierał bo po prostu jesteś

taka piękna jak nigdy nikt,
ciężko byc niewinnym mi,
kiedy siedzisz obok i patrzę na Ciebie
a kiedy wzrokiem mierzę Cię,
Ty wtedy uśmiechasz się
i gasną w sekundę te gwiazdy na niebie
i ja sam też gasne w sekunde
kiedy powoli gubisz też swe ubrania
przygotuj się na następną rundę
bo nie wypuszczę Cie stąd do rana
Fahr nach Polen
Fahr nach Polen
Fahr nach Polen
Deine fagen ist schon das
Fahr nach Polen
Aj jaj jajjaj
Eins, zwei, drei, vier

Gdzie masz hajs, mam do Ciebie temat,
Powiedz ziom gdzie twoja beema?
Mercedesa, Twojej hajdi nie ma,
Golfa , mutter i opla sztecena.
Niczego nie ma hehe, ale jaja,
A Polska waszymi furami się upaja.
Joł, jak muchy padają,
Auto salony się zamykają.
Krew zalewa urzędy skarbowe,
Gniją nowe opcje podatkowe.
Za to Władek wyskoczył z malucha,
I w passacie swoja pannę dmucha.

Fahr nach Polen
Deine fagen ist schon das
Fahr nach Polen
Aj jaj jajjaj / x2

Ja ja gut maschina...

Hans i Helga pozbyli się złomu,
Wreszcie widać krasnale przy domu.
Nowa piątka w słoneczku się błyszczy,
A Władkowi coś w passacie piszczy.
Dobry rocznik, osiemdziesiąt jeden,
Zajebiście, dumny Władek z siebie.
Dobra cena siedemdziesiąt euro,
Spoko diza i zwłaszcza gdy jest ciemno.
Joł, teraz Władek kocha Unię,
Gdy dziurawą, polską drogą sunie.
Getcha również pokochał Polaków,
Za czyszczenie jego kraju z wraków!

Fahr nach Polen
Deine fagen ist schon das
Fahr nach Polen
Aj jaj jajjaj

Fahr nach Polen
Aj jaj jajjaj

Fahr nach Polen
Aj jaj jajjaj

Jedź do Polski,
Twoje auto już tu jest.
jedź do Polski,
Felelelelele / x4

Eins, zwei, drei, vier...
Mówi Giovanni Dziadzia, na nodze Damani dada
Armani garniak brat, na fali latam
Na bani gadam, grunt pod nogami badam
Choć los wali na sagan, z grani nie spadam
Mechanizm Bragga, chaos jak w Somalii bałagan
Dobra dla ziomali rada, weź nie udawaj
Wstawaj po upadku, przodków miej za świadków
Słabych lepiej traktuj, nie zazdrość w żadnym wypadku
I nie paktuj z demonami bratku
Nie neguj faktów, nie mów, że wyrośnie kaktus ci
Rymem szatkuj ich, dobrze traktuj bit
Masz dość statków to sie ustatkuj dziś
I nie mędrkuj w bagnie nie wędkuj
Szukaj prawdy dźwięku, przyszłość trzymaj w ręku
I nie komentuj tych bez dokumentów
I bez dobytku, bez domu, bez zbędnych zbytków
Przy korytku każda świnia kwiczy
Wilk szuka zdobyczy, pies ujada na smyczy
Co się liczy? świat przyczyn i skutków
Guliver wśród krasnoludków w krainie smutku
Zrywa więzy, bo wierzy, wie, że zwycięży
Samsara krąży, los leży w jaskini węży
Wszechpotężny miecz moja nadzieja
Biegając w kniejach milion oddechów - ma epopeja
Beznadzieja? nie dla nas, nam nie pisana brat
Będzie nam dana nagroda niespodziewana brat

Pod wozem kanał, na wozie banał rządzi
Rząd rzęzi, szarpie zwierz na uwięzi się
Szumi las, płynie czas, słowa płyną
Są miną i pchną w obłoki płyną
Pod peleryną prawdy nie całkiem zmokną
Choć na początku i końcu jest samotność
Żeby dotknąć i poczuć, że sens
Doprawdy jest, liczy się gest po sam kres
Rwie rwetes, mój flow płynie jak Ganges
Wczoraj Rzym i Sokrates, dzisiaj Jankes
Od konkwisty, do Visty i giełd
Gnie balisty bełt, zajebisty zgiełk burzy,
Sztorm w kałuży, czemu to służy ludzie?
Te piramidy wznoszone w bólu i w trudzie
Chciałbyś uciec, ale dokąd nie masz
Chcą igrzysk i chleba, ciągły kiermasz debat
I nie masz nieba, nie teraz, nie tu
Widząc ten brud i licząc na cud, że
znajdziesz nurt zmacasz grunt w nurcie wartkim
A po mnie zostaną kartki i już
A nóż w wodzie niech straszy u Polańskiego
Mam Boga swego, niech stanie się wola jego
A ja mam Boga swego, niech stanie się wola jego, a ja mam Boga swego..
Mamy Boga swego niech stanie się wola jego.
DGE, skurwysyny, 2009, bow
Nie potrzeba mi już więcej wrogów
Za wiele czasu poszło na marne
Kiedy patrzę teraz na to bardziej z boku
Widzę, że to było czasem gówno warte
Za wiele przepychanek bez sensu
Tylko się szarpię w miejscu
Zamiast wykorzystać szansę
Złapać tę falę i biec w przód
Dzień już tak nie jest dla nas łaskawy
Jak wtedy, gdy byliśmy dziećmi, wierz mi
Mamy teraz o wiele ważniejsze sprawy
Świat się już z nami nie pieści, kiedy
Rano patrzę na swoją twarz w lustrze
Mówię sobie sam „masz dar, skup się"
Weź się w garść i każdego dnia
Pracuj na ten plon, który zbierzesz pojutrze
Niewiele osiągniesz w sekundę
W tyle gasną ci, co sprzedają skórę
Przestań się dziwić, że masz ciągle pod górkę
Skoro się pchasz na samą górę
Chcesz umrzeć? To możesz zawsze
Ale jaki to ma sens, skoro
Pewnego dnia to cię i tak dopadnie
To jest poza twoją kontrolą

Ref.
Co będzie jutro tego nie wie z nas nikt (nikt)
Bywa trudno, nim się wejdzie na szczyt (szczyt)
Nie jest za późno, póki tlen jest we krwi
Nie wiem co myślisz ty,
mi jest żal tych zmarnowanych dni

Ty to nazwij jak chcesz, potrzebuję detoksu, rezurekcji
Potrzebny mi lek, choć kropla porządku
W morzu chaosu, który już mnie męczy
Mam dosyć już marnowania energii na bzdety bez znaczenia
Zbyt wiele rzeczy nie daje mi nic
A tylko coś ze mnie zabiera
Za moment mi stuknie trzydziestka
I sam siebie pytam „co dalej?”
Nie jestem durniem z osiedla
Wiem, że mam talent
Dlatego tak łatwo się nie poddaję
Ale czasem już naprawdę w to wątpię
Gdy wkładam w to pracę, uwagę i forsę
I chociaż udaję, że jest dobrze
Czuję coraz bardziej to, że źle skończę, stop
Potrzebny mi oddech
Bo naprawdę mnie to gówno zabije
Potrzebuję siebie z powrotem
I znam też niejedną osobę
Która cieszy się z tego, że żyje
Przemierzyłem sam w najciemniejsze noce, największy las
Nie wiem, czy było warto, to nie przyszło łatwo
Ale teraz chcę wyjść na światło dnia

Ref.
Co będzie jutro – tego nie wie z nas nikt (nikt)
Bywa trudno, nim się wejdzie na szczyt (szczyt)
Nie jest za późno, póki tlen jest we krwi
Nie wiem co myślisz ty, mi jest żal tych zmarnowanych dni

Chcę ujrzeć świt, nie chcę umrzeć dziś
Chcę ujrzeć świt, nie chcę umrzeć, nie dziś
Chcę ujrzeć świt, nie chcę umrzeć dziś
Chcę ujrzeć świt, chcę ujrzeć świt, świt

Jeżeli byłeś tu, gdzie ja, albo nadal tu jesteś
Jeśli patrząc na siebie mówisz „
To już nie ja, umarło coś we mnie i nic mi się nie chce”
Nim zaciśniesz tę pętlę na szyi
Połkniesz te kilka tabletek w chwili
Kiedy cię dopada zwątpienie wylicz
Choć jeden raz, kiedy świat cię zadziwił
Wiem, czasem to wredny skurwiel
Raczej nie siedzi potulnie
I kiedy już plecak masz pełen wkurwień
Dorzuci chętnie furie
Cóż, tak już jest
Nie szukam w tym głębszego sensu
Wkurwiam się też
Ale trzeba to przyjmować po męsku
Jak chce się przyglądać pięknu
Jak chce się oglądać w dzień
Czasami trzeba pokonać sporo lęków
Czasami dostać w łeb
I to jest okej, chociaż czasem to trudne
To nas uczy pokory
Wszystko czasami i dla mnie jest szarobure
Trzeba chcieć ujrzeć kolory

Co będzie jutro – tego nie wie z nas nikt
Bywa trudno, nim się wejdzie na szczyt
Nie jest za późno, póki tlen jest we krwi
Nie wiem co myślisz ty, mi jest żal tych zmarnowanych dni

Chcę ujrzeć świt, nie chcę umrzeć dziś
Chcę ujrzeć świt, nie chcę umrzeć, nie dziś
Chcę ujrzeć świt, nie chcę umrzeć dziś
Chcę ujrzeć świt, chcę ujrzeć świt, świt

Ref.
Co będzie jutro – tego nie wie z nas nikt (nikt)
Bywa trudno, nim się wejdzie na szczyt (szczyt)
Nie jest za późno, póki tlen jest we krwi
Nie wiem co myślisz ty, mi jest żal tych zmarnowanych dni
1. Taka sama krew w Twoich żyłach, taka sama w moich! Niczego się nie boje Ty też się nie boisz! Jesteś taki jak ja, i z tego jestem dumnu mój synu. Pragnę Ci powidzeć już dzisiaj. Szczerze i prawdziwie, jak na spowiedzi bez kitu i uczciwie. W moim życiu bylo wiele chwil na krawedzi, dragi alkohol dużo nielegalnej pęgi. Fałszywych hien do okoła wielke stado. Przjaznie bez sensu zakonczone zdradą. Życie pokazało mi swą najbrudniejszą twarz wiele razy.

Ref. Dla Ciebie synu! Wszystko to co robię, każdy Twój wróg bedzie zawsze moim wrogiem. Możesz liczyć na mnie w każdej sytuacji, bo Cie kocham! Dla Ciebie synu! Mogę kochać i zabijać, zrobie wszystko i nic mnie nie zatrzyma bo Cie kocham! Ty jesteś moim swiatłem w brudnym kanale nazwanym światem.

2. Matkę, kobietę, swoje dzieci kochaj tak jak ja. Niech bedzie to dla Ciebie twój własny raj. Rodzina nr dwa to Vatos Lotos Clan pamietaj, taak! Nie ufaj nikomu poza swoja klimą, ręki nie podawaj konfidentom niech zginą! Rób to, co kochasz, a nie to co Ci każą. Twoi wrogowie niech się w piekle smażą. Szanuj tych, co szanują Ciebie, bądź zawsze w porzo, bądź nr jeden na ulicy! Wierze w Ciebie mój synu bo cie kocham!

Ref. Dla Ciebie synu! Wszystko to co robię, każdy Twój wróg bedzie zawsze moim wrogiem. Możesz liczyć na mnie w każdej sytuacji, bo Cie kocham! Dla Ciebie synu! Mogę kochać i zabijać, zrobie wszystko i nic mnie nie zatrzyma bo Cie kocham! Ty jesteś moim swiatłem w brudnym kanale nazwyanym światem.

//Dla Ciebie synu...
//Dla Ciebie synu...

Ref. Dla Ciebie synu! Wszystko to co robię, każdy Twój wróg bedzie zawsze moim wrogiem. Możesz liczyć na mnie w każdej sytuacji, bo Cie kocham! Dla Ciebie synu! Mogę kochać i zabijać, zrobie wszystko i nic mnie nie zatrzyma bo Cie kocham! Ty jesteś moim swiatłem w brudnym kanale nazwyanym światem.

//Jestem dumny, że Karramba jest moim ojcem...
//Jestem dumny, że Karramba jest moim ojcem...

DLA CIEBIE SYNU!
Barek otwórz dziś, swawoli Kamel potwór alkoholik
Siwy ze mną nakryj stolik, każdy chcę się na*****ić
nazwij to jak chcesz to nazwać, wóda, gouda, halba, flaszka
choć temperatura wzrasta, wciąż pijemy od miasta do miasta

Tu nie trzeba kalkulacji, to prosty dill
to ten tani alko plus 3 razy śląski szczyl
to mocny styl, nie zabijaj, lej to w ryj
set daj na high, Miuosh, Kamel i Dym
ja z wokalem wbijam na track lub na ścieżkę
tak jak z własną flaszką za bar lub na backstage
to rapu skrót i JW uliczne koneksje
a cały klub luka jak na dupy w lateksie
gruby M aka śląski motherfucker
obrzygany za*****lam pod barem na czworaka
ej, jeden za Biggiego drugi za 2Paca
gdy dorwę wacka robię mu bum szakalaka
na ławce, na klatce, na banie czy w krzakach
pod klubem, na klubie, tak lubię na Polaka
ej walę to, czytaj ziom byle co
a potem ***** mówią, że mam byle flow, yo

Barek otwórz dziś, swawoli Kamel potwór alkoholik
Siwy ze mną nakryj stolik, każdy chcę się na*****ić
nazwij to jak chcesz to nazwać, wóda, gouda, halba, flaszka
choć temperatura wzrasta, wciąż pijemy od miasta do miasta

SiwyDym tu na dole, dziś wóda na stole
mam tu gorzołę, wlewam w nią tą cole
bounce za*****ę na track w tej piwnicy
właśnie tak tu to robię, kiedy czas się nie liczy
ślinisz pysk, krzywisz ryj i widzisz styl
niby nikt, niby nic a to SiwyDym
śląski *****iel, ja jadę fest bouncem
sprawdŹ mnie, łap jazdę, nie daj spać sąsiadce
licz mój debet, jestem siebie pewien
SiwyDym trzęsę dziś tym podziemiem
i M do H Kamel i to moc beczki
wciąż kiepskich niszczymy, robimy mixtapy
możesz pieprzyć głupstwa o nas
frustrat ta wódka będzie jutro na skroniach
i F16 mogę chlać w mordę właśnie
chlub w dziób, w ***** crew, jedziemy z tym bouncem
co, my jedziemy z tym bouncem

Barek otwórz dziś, swawoli Kamel potwór alkoholik
Siwy ze mną nakryj stolik, każdy chcę się na*****ić
nazwij to jak chcesz to nazwać, wóda, gouda, halba, flaszka
choć temperatura wzrasta, wciąż pijemy od miasta do miasta

Niech żyje tu browar, niech żyją Katowice
południowy patriotyzm właśnie się tym szczycę
rymy praw***** jak rymy mikro-forte
do*****ny bit co roz*****la aortę
jestem gościem, który ***** non-stop chleje
wciąż pytają, kiedy detox jak bym był Dre'em
ja się śmieję, bo znów idę się napizgać
wódę z mety z dostawą szybciej niż TelePizza
na melanżu to Kamel i jego niunia
co wyciąga z torebki w plastiku black kurant
ty nie kumasz dla mnie to pijacki niefart
kupować sobie driny za 15 zeta
inna sprawa, trzeba w kolejce stać
a nikt nie odstąpi miejsca coś jak Roza Park
to jest dla tych, co piją wódę na ławkach
zimą wódę na klatkach, topią nudę w browarkach
to jest dla tych, którzy jak ja lubią pić
Kamelito, Z.T.J., doktor Diks

Barek otwórz dziś, swawoli Kamel potwór alkoholik
Siwy ze mną nakryj stolik, każdy chcę się na*****ić
nazwij to jak chcesz to nazwać, wóda, gouda, halba, flaszka
choć temperatura wzrasta, wciąż pijemy od miasta do miasta
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo