Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Kiedyś było inaczej, inne życie małolata,
a w dorosłe życie wkraczał wtedy kiedy umarł tata.
Pamięta jak mówił "Synu lekcje odrobiłeś?,
bądź w domu na ósmą, dzisiaj nic się nie uczyłeś."
A on na podwórko, w piłkę grać z kolegami,
pierwszy wyjazd na mecz, no i powrót z siniakami.
Wtedy było fajnie, niczym się nie przejmowałem
Było źle to nie płakałem, że jest dobrze udawałem
Ale jak długo można? Nic nie mówić jak masz doła?
Problemy w domu z hajsem, podwórko i szkoła.
Spotkania na ławce i bezcelowe picie...
Zastanów się nad tym, czy tak ma wyglądać życie?
Debile nie widzicie, jak wszystko można stracić
Iść zawsze do przodu, żeby tylko się wzbogacić.
Nie zaznasz szczęścia, jeśli widzisz je w mamonie
Radością dla mnie słowa, moja pięść na mikrofonie
Hajs w życiu jest potrzebny i nie ma co pierdolić,
Może szczęścia nie daje, ale lepiej żyć pozwoli
Ile dziecku odmówisz?
Co nie kupisz czekolady?
Tanie chińskie zupki w paczce, bo nie starczy na obiady
Za TV nie zapłacone, przyjdą przetną kabel
Człowiek patrzy na człowieka, jak na Kaina Abel
Życzę teraz wszystkim ludziom, żeby Wam się udało
Gdy dostaniesz coś od życia, żeby Ci nie było mało
Bo tak już się zdarzało, po kolei upadało
Ale od Ciebie zależy i to tylko Twoja sprawa
Zapamiętaj jedną rzecz!
Życie to nie jest zabawa, Życie to nie jest zabawa

Ref.
Kiedyś było inaczej
Zapamiętaj dobre chwile
Porażkami się nie przejmuj
Chociaż było ich tyle /x4

Kiedyś było inaczej, czy się zmieni? - tego nie wiem
Jadę dalej swoją drogą, nie oglądam się za siebie
Bo to, co teraz robię, robię tylko dla Ciebie
Dla siebie, przyjaciół i dla reszty bliskich osób
Agresywka,napisanie dla mnie to jest właśnie sposób
Wciąż z uniesioną głową, to samo grono osób
Ale było inaczej, że jest lipa opowiadam
Boże pomóż przetrwać wszystko, na kolanach Ciebie błagam
Żeby wróciły te dni, kiedy uśmiech był na twarzy
Żebym spokojnie zasypiał i znowu zaczął marzyć
Bym nie odszedł z tego świata niezapamiętany
To jest właśnie ta ekipa, ta ekipa z zasadami
Kartka nadziei dla Ciebie, przecież wszyscy się zmieniamy
Życie jak matematyka, trudne to zadanie
Wybijanie pięścią szyby, to nie rozwiązanie.
Nie opuszczaj pięści w walce, życie trudnym przeciwnikiem
1:0 dla Ciebie mecz kończy się wynikiem
Poziom życia w Polsce opadł poniżej minimum
600 złoty na początek w pracy to jest maximum
Dzięki mamo za wszystko i przepraszam za problemy.
Kiedyś było inaczej, ale dalej żyjemy, ale dalej żyjemy,
ale dalej żyjemy. Kiedyś było inaczej, ale dalej żyjemy...

Ref.
Kiedyś było inaczej
Zapamiętaj dobre chwile
Porażkami się nie przejmuj
Chociaż było ich tyle /x4

Kiedyś było inaczej, teraz zalewam się płaczem
Jeśli wiara czyni cuda, musisz wierzyć że się uda
Trzymaj wiarę swą przy sobie, moje słowo powie Tobie
Nie ma przecież tego złego co by na lepsze nie wyszło
Jest Ci teraz ciężko? Teraz życie poszło?
No to dla Ciebie piszę, te słowa są pisane
Moje rymy, moje zdania na tą kartkę wylewane
Tylko 100% prawdy
Tylko 100% wiary
Patrze dookoła, ten świat nie jest doskonały
To są nasze marzenia, widzisz? Czy to boli?
A jak sądzisz, co czuję, kiedy chłopak się spierdolił?
Kiedy dobry chłopak, mądry sam robi se przeszkody
Patrze na nich wszystkich i nikogo już nie widzę
Chłopaki dajcie spokój, nie chce mówić że się wstydzę
Mamy tylko jeden sezon, tylko tyle dostaliśmy
Tylko od nas zależy jak to wszystko skończyliśmy
Zupełnie inaczej - Tak inaczej kiedyś było
Dużo czasu uciekło, wiele rzeczy się zmieniło
Kiedyś tylko skarpa, teraz część bardziej środkowa
Kiedyś bardziej do dołu, teraz tendencja wzrostowa
Choć już nie raz błądziłem, życie tak oszukiwałem
Czasem się zastanawiam,jak je zdołać przetrwałem?
Wiele minionych chwil, za stracone uważam
Jednak w sumie one czegoś jednak nauczyły
By zawsze biec do celu, nawet gdy opadły siły
Od samego początku, zawsze do celu dążyłem
A czy do niego doszedłem?
Jeszcze tego nie odkryłem, Jeszcze tego nie odkryłem...
Rozećpany, przegrany, przyczajony, wygrzany
Na przyszłości brak skazany
Poddał się jeszcze przed gongiem
Nie stanął do walki nie rozstawał się z bogiem
Każdy zna taką historie ja do moich braci gadam
Którzy samodzielnie nie potrafią wyrwać się ze stada
Dobra rada nic poza tym nic nie mogę Ci rozkazać
[Peja lubi dużo gadać]
Też nie prawi Ci morałów
Ja do przodu pomału z oczu znikają komple
Horyzont coraz szerszy, ale serce boli smutne
Opowieści, nie chcę ich bez końca trawić
Gdybyś mógł się poprawić kilka błędów naprawić
Jedź z nami na koncert, stały motyw brak funduszy
Mnie to ruszy rzucam hasło żarcie przejazd masz ode mnie
Zrobię dużo byś na moment nie egzystował w piekle
Gdzie krew, wycie syren plus trzy desperacja
Beznadziejna sytuacja, co dzień psy wegetacja
Dobrze znam tego uroki, lecz poznałem też smak życia
Nie tylko w kamienicach, bramach, klatkach i piwnicach
I nie tylko na prześwitach i nie tylko na ulicach bo nie jedna granica
W pasku mam kilka pieczątek
Życie jest za krótkie a to dopiero początek

Nie mogę Ci nic kazać, więc nie powiem Ci zmień się
Ty sam zdecydujesz czy chcesz zmiany na lepsze
Nie mogę Ci nic kazać, więc nie powiem Ci zmień się
Sam zdecydujesz czy chcesz zmiany na lepsze
Żeby w Twoim krótkim życiu działy się rzeczy piękniejsze, ciekawsze
Żebyś zaczął żyć nareszcie
Nie bądź załamany, nie bój się tej zmiany
Ona wyjdzie Ci na dobre Ci mówię nie zaszkodzi
Jak Joasia Brodzik wieczorowej kreacji
Świecami przy kolacji marzysz żeby się zdarzyło
Wiedząc że Cię nie stać na co, na przystawki
Odchodzisz od tematu przykuwając się da ławki
Zmieniasz obiekt pożądania podglądając swe sąsiadki
Młode matki zadbane, ustawione, szalone
Mówisz gdybym miał gablotę, przestań tak myśleć
Mówisz gdybym miał zielone, umysł sobie zaśmiecisz
Gdybyś tylko chciał, mógłbyś być ojcem jej dzieci [czas leci]
Powtarzam im bez przerwy
Mówisz nie na moją kieszeń, mówisz nie na moje nerwy
Zbyt dużo masz rezerwy a zbyt mało, czego werwy
Nie bój się bez przerwy, zmiany są nie uniknione
Jeśli mogę Ci w czymś pomóc to te słowa są złożone
Właśnie po to byś pomyślał, na kompromis przystał
Całe życie jest przed Tobą, więc dlaczego nie korzystasz

Nie mogę Ci nic kazać, więc nie powiem Ci zmień się
Ty sam zdecydujesz czy chcesz zmiany na lepsze
Nie mogę Ci nic kazać, więc nie powiem Ci zmień się
Sam zdecydujesz czy chcesz zmiany na lepsze
Żeby w Twoim krótkim życiu działy się rzeczy piękniejsze, ciekawsze
Żebyś zaczął żyć nareszcie

Widziałem Cię tu wczoraj, pewnie zobaczę Cię jutro
Jesteś tą osobą której wyrwać się stąd trudno
Lepiej spalić joint'a i krytykować innych
Lepiej mieć pretensje, a samemu być nie winnym
Stoisz, patrzysz, zazdrościsz lecz nic robić nie chcesz
Patrzysz na dziewczyny, myśląc kiedy mieć ją będę
Najpierw musisz zarobić, ale nie wiesz jak to zrobić
Na koncie coś odłożyć, bo biednym być nie chcesz
Mówisz że inni to leszcze, a kim Ty jesteś jeszcze
Nie możesz stąd uciec, musisz poddać się nauce
A zrozumiesz już wkrótce, że masz możliwości różne
Byle Twoje cele nie były zbyt próżne
Nie bój się dążyć do zmiany na lepsze
Otwórz swoje oczy, zobacz horyzonty szersze
Męczy Cię praca, nie chcesz jej już
Więcej chcieć znaczy więcej móc
I nie zrobię tego, bo to dla mnie zbyt trudne
Ja nie zrobię tego, bo to dla mnie zbyt nudne
Nie chcę o tym myśleć, łatwiej będzie zapomnieć
Masz tylko jedno życie, o tym chcę przypomnieć
I tyle będzie Twoje ile w nim zyskasz
A co raz stracisz, tego raczej nie odzyskasz
Jest w tym święta racja i możesz mi to przyznać
Przyjrzyj się z bliska, na czym tracisz na czym zyskasz
Może łatwa droga, to płytka mielizna
Przyjemna łatwizna z którą nie wiele zyskasz
Chcesz poczuć życia smak, czy przejść obojętnie tak
Nie myśląc nawet jak, mogło być gdybyś chciał
Gdybyś tylko wiarę miał

Nie mogę Ci nic kazać, więc nie powiem Ci zmień się
Ty sam zdecydujesz czy chcesz zmiany na lepsze
Nie mogę Ci nic kazać, więc nie powiem Ci zmień się
Sam zdecydujesz czy chcesz zmiany na lepsze
Żeby w Twoim krótkim życiu działy się rzeczy piękniejsze, ciekawsze
Żebyś zaczął żyć nareszcie
Okej, teraz go zarymuję

Są nowiny
Skurwysyny... dziewczyny...
Są nowiny
Z wykopaliska mej skamieliny

Nawet jeśli wszyscy już w ciebie zwątpili
Pokaż że się mylili
Nie czekaj ani chwili
Dłużej
Życie to nie zawsze droga
Na niej róże
Duże Pfk, raz na dole, raz na górze
I potrafię słodko-kwaśny
Być jak chilli gdy się wkurzę
To nie do wiary!
To czary-mary!
Słyszę w oddali
To surrealizm, jak Salwador Dali
eM A Gie I Ka
Tak jak Mulder i Scully
Za was jointa spali
Tym co się odwrócili
Pfk nie są mili
Jak Milli Vanilli
Czyli
Zapraszam skurwysyny
Na me narodziny
To nowiny
Z wykopaliska mej skamieliny

Są nowiny
Z wykopaliska mej skamieliny
eM A Gie I Ka
OK skurwysyny
Są nowiny
Z wykopaliska mej skamieliny
(Co za licho)
eM A Gie I Ka jest

Życie to teatrzyk
Nikt się nie ogląda
Każdy patrzy
Jak zdobyć główną rolę
Najlepiej raz, dwa, trzy
I pierdolę
Wolę być otwarty, odkryty
Na stole karty
Chcieli mnie pogrzebać
Oho! Wolne żarty!
Czy zajmujesz się biznesem
Czy hip hopem
Tu i tu łapią okazję podróżując autostopem
I pochopne opinie
Egzotyczne jak pinie
Spójrzmy prawdzie w oczy
Z tego nikt się nie wywinie
Skurwysynie ej, uważaj,
Kiedy znajdziesz się na minie
Będzie bum! Bum!
Czy słyszysz ten tłum?
Gra eM A Gie I Ka
Znów robi szum
I szura
Nie jak huragan, wichura
A wbrew zasadom, wbrew fizyki prawom
Ruszam się żwawo
A więc bijcie brawo Skurwysyny
Z wykopaliska mej skamieliny
eM A Gie I Ka
OK skurwysyny
Są nowiny
Z wykopaliska mej skamieliny
(Co za licho)
eM A Gie I Ka jest

Są nowiny
Z wykopaliska mej skamieliny
Są nowiny
eM A Gie I Ka
OK skurwysyny
Są nowiny
Z wykopaliska mej skamieliny
(Co za licho)
eM A Gie I Ka jest już

Wyrok wydali
Wyrok wykonali
Żywcem pogrzebali
Mnie to wali
Na fali, skurwysyny
Co? Co? Kpiny? To nowiny!
Czyżby zrzedły wam miny?
Dźwięki maszyny
Z powrotem na szyny
eM A Gie I Ka
Powoli na wyżyny
I przypomnę wam styl
W którym jestem jedyny
Raz, dwa, trzy, no i wy
Skurwysyny
Brak tematów czy podziały ponad porozumieniem
Tak czy tak, miło było
Dla was wszystkich być natchnieniem
Bo za te wszystkie lata
Tu jest rekompensata
Znów jestem skory
Zbijać score'y jak na automatach
A dlaczego
Znowu ufam memu superego?
Nie pytaj, tego nie wie nikt
Bo nikt nie wie tego
Że mam coś czego nie masz ty
A to coś wspaniałego
I szukaj tego czegoś
W moich tekstach zawartego
To kwestia szczerości nie żaden wybór
Ja, eM A Gie I Ka
Ekskalibur I nowiny
Z wykopaliska mej skamieliny
eM A Gie I Ka
OK skurwysyny
Są nowiny
Z wykopaliska mej skamieliny
(Co za licho)
eM A Gie I Ka jest

Są nowiny
Z wykopaliska mej skamieliny
eM A Gie I Ka
OK skurwysyny
Są nowiny
Z wykopaliska mej skamieliny
(Co za licho)
eM A Gie I Ka jest już
Czy wypadłem z gry? Jebie mnie to...
W cztery płyty hip hop skurwił się nieco,
Ale pytał się ktoś o coś?
Jak tak to po co?
wogóle po co przyglądać się owocom?
siedzę noca sam, ludzie których znam,
wiesz o czym gadam, też chcą być tam.
Przyjaźń pomijam, miłość to chłam,
przeliczana na ilość ran,
ran, które zadam i ran które mam,
poukładaj mój bałagan,
mała-błagam, mam tam churagan.
Out of control, przywilej czyli alt-control-delete,
hej debile! - zatrzymajcie się na chwilę [stop]
wiem że mowię zawile, ale
mile dalej pile, minimale,
piję Tequille, palę PallMall'e i Sensymile
ile można cufalem tak
co fakt to fakt,
od lat niewinni jak niewinnych skład...

[RAH & FO] x2

Drogi szmat,
Brata ściemnia brat,
chorągiewki ustawia wiatr.
Kolejny kadr
Kolejnych lat,
chorągievvki wiatr [wiatr] wiatr [wiatr]

[RAH]

Przybył jak gdyby przybysz na Karaiby,
niby scen podbój i rozwój umożliwić,
przybył, wybił się i wybył,
czyż w zwyż? niepytaj gdyż nie mam, iż
im starszy, staż okazalszy,
tym dbalszy, tym trwalszy dalszy artyzm
poparty współpracą bez fałszy,
zdrajcy wstaję z martwych-wystarczy.
Sram na narcyzm,
fani to mój napęd,
gram w otwarte karty, chwile łapię,
stąd ten zapęd - być i żyć rapem.
Okres strapień odszedł wraz z tobą,
zatem nic tu po nas - piona!
wracam tam wzbudzać umysłów rezonans,
lity romans - bity i pomysłów tona,
ideały których mały nie pokonasz...

[RAH & FO] x2

Drogi szmat,
Brata ściemnia brat,
chorągiewki ustawia wiatr.
Kolejny kadr
Kolejnych lat,
chorągievvki wiatr [wiatr] wiatr [wiatr]

[FO]

Zły to jest pies co gryzie ręke pana,
jaki jest sens w tym gdy w ręce granat,
na kolana, odrzuć sentymenty,
jestem pierdolnięty, zakończe Twój dramat,
łap - rzucam, ile sił w płucach
o kurwa podmuch łeb Ci urwał!
ktoś po coś coś pił do Fokusa?
będzie burda yo, będzie furgać flow.
Mówią moje usta:
"wiesz, że wierzę, że mogę zabić słowem?"
Z lustra patrzy frustrat.
Chodź! [Chodź!] Wszystko gotowe...
On ma to na zawsze, na zawsze,
na zawsze, na zawsze, na zawsze.

Szybko mijają dni, szybko mijają lata,
on ma do czego wracać, on ma to na zawsze,
na zawsze, na zawsze, na zawsze, na zawsze.

To musi być coś więcej niż chemia, która napędza organizm,
mamy serca by kochać, uczucia by móc je ranić.
Gdzieś, pomiędzy tkankami i słowami jest dusza,
która zmusza nas do pokonywania kolejnych granic.
Stojąc z farbami, pod wagonem, na bocznicy
słyszał każdy szelest, pot spływał po ciele, niczym wosk ze zniczy.
Teraz świat będzie musiał się z tym liczyć,
gdy stąd patrzy wstecz, wydaje się jakby dotychczas żył z niczym.
Przecież szukać to istny bezsens, ej.
Ma tutaj miejsce, adrenalina cechuje niektóre egzystencje.
Bardziej niż cokolwiek i ktokolwiek by nie gadał czegokolwiek
i tak niczego nie pojmie do póki z nim tam nie stanie,
te pareset metrów, za rok będziesz znać na pamięć.
To jak ćpanie, wciąga na amen,
po czymś takim świat jest inny nad ranem.
I nie ważne, co się stanie, wie że już tutaj zostanie...

na zawsze, na zawsze,
na zawsze, na zawsze, na zawsze.

Szybko mijają dni, szybko mijają lata,
on ma do czego wracać, on ma to na zawsze,
na zawsze, na zawsze, na zawsze, na zawsze.


To musi być coś więcej niż chemia, która napędza organizm,
mamy serca by kochać, uczucia by móc je ranić.
Gdzieś, pomiędzy tkankami i słowami jest dusza,
która zmusza nas do pokonywania kolejnych granic.
Z kolegami słuchał rapu od lat, ale połowa nowych rzeczy to już chyba nie rap, dla niego.
Zna Biggiego, wie że niebo to limit,
nie świadczą o nas nasze plany, ale co z nimi robimy.
Drwili z niego od początku drogi, jedno to tego słuchać,
co innego olać wszystko inne i to robić.
Dobić się wyżej to nierealne w praktyce,
pierdol marzenia, masz przed sobą całe życie.
on nie oceniał ich, udowodnić coś wszystkim,
nocami, płonęły kartki ze skroni prawie iskry szły.
Mijały dni, przyszedł moment, wiesz, stanąłem przed mikrofonem,
wtedy wiedziałem, że to moje

na zawsze, na zawsze,
na zawsze, na zawsze, na zawsze.

Szybko mijają dni, szybko mijają lata,
ja mam do czego wracać, ja mam to na zawsze,
na zawsze, na zawsze, na zawsze, na zawsze.

na zawsze, na zawsze,
na zawsze, na zawsze, na zawsze.

Szybko mijają dni, szybko mijają lata,
ja mam do czego wracać, ja mam to na zawsze!
Daj mi szczęście daj miłość ja dam wsparcie mógłbym przysiąc
Że w tą świetlaną przyszłość, która z tobą kreśliłem
Będzie jedynym celem, do którego dążyłem
Wciąż chcę zwyciężać zachować sporo godności
By żaden z grymasów na twej twarzy nie zagościł
Ja duszę się jednocześnie chcąc tego
Sam wybrałem, dlaczego? wierzyłem po prostu
Że będziesz jednym z niespalonych przeze mnie mostów
A ja tworząc was wyniszczam, to nie tak oczywiste
Gdy nad kartką łapię iskrę piszę pieprząc listę
Ten tekst kolejnym listem nie hitem jak sądzą
Choć pracą bezowocną tego też nie można nazwać
Nad ranem depresyjny lot znad kukułczego gniazda
Walczę z samotnością, która tak często przeraża
Chociaż ludŹmi się otaczam oddalam się od nich
Na życzenie własne znów mam pod stopami chodnik
Nowy świt, myśli nowe nie walczę z chłodem, głodem
Myślę o drugiej połowie, co powiem jej wracając
Do tak zwanego świata żywych i jaki tego wynik
Czy prawdziwy ze mnie człowiek tak jak raper prawdziwy
I kiedyś szczęśliwym po wsze czasy już będę
Gdy zaszczyty zdobędę przecież nie lecę po nie pędem
Emocje oto rewanż to co teraz powiem
Nie jest na sprzedaż, bo to stało się nałogiem
Nie chcę bycia bogiem to absurd jest złowrogie
Myśli znów w głowie sto procent patologia
W samym sposobie postrzegania tego świata fobia
Nie pomnażam pieniędzy to nie mój styl życia
Od zawsze chciałem rapu na przewypasionych bitach
Więc odejdŹ gotów tej pytam ja cię zapytam
Czy twym jedynym celem była nagrana płyta
Czy wywiady, teledyski, koperty, oferty
To są bzdur sterty, pamiętaj o tym zawsze
Bo rap na bicie popłynie bez zbędnych wyjaśnień

M*****ny upadek to notowań nagły spadek
Upadku mego świadek tylko ja prosty sposób
M*****ny upadek słyszałem od wielu osób
M*****ny upadek o tym jak stracić kręgosłup

I do ćpunów bandytów przeróżnych *****ysynów
Mam być dumny z tego synu? kto naprawdę zrozumie
To, co na bicie mówi i czy z rapu odejdę
Czy mam strzelić se w łeb, zostać Curtem Cobainem?
Czy przyglądać mam się biernie jak konsument to pochłania
Dostać w zamian hałas, pożądliwe spojrzenia
Wciąż tęsknie za zmianami jak pozbyć się cierpienia
A to, do czego zmierzam jest nadal czymś niejasnym
A to protestem własnym w pierwszej osobie gadam
Odrzucony, co odrzuca postulaty swego stada
Wciąż mam tak gadać przecież głusi jesteście
Skup się na tym tekście, nie myśl o podtekście
Nakreślaj grubą kreską, dam znak, że żyję, jestem
W tych zwariowanych czasach to już jest sporym sukcesem
Zawalczę ze stresem, ponownie stanę w szranki
Na słowa na szklanki opowiem, czym jest obciach
Owal się zasmuci, bo znów mam loxa w nozdrzach
Nazwij to jak chcesz nawet autodestrukcją
Będę silny, dam se radę, wierzę w życie już za póŹno
*****ysyn to *****ysyn i nic tego nie zmieni
Ten świat mnie takim stworzył, pasożyta nie wyplenisz
I spróbujesz mnie ocenić nic nie wiedząc na mój temat
Kolejny hipokryta, który chce powielić schemat
Możesz się wybielić na tle mego upadku
Nigdy nie poznasz życia w tak zwanym półświatku
Życia w niedostatku pod tytułem nóż na gardle
O pertraktacjach z diabłem paktach, które zawarłem
Ave, ave na przekór wszystkim, wszystkiemu jadę
Masz tu, desperate moje drugie imię tu
Robię to od niechcenia beztalenciom rośnie gul
Ten jeden mówił żul, a tamten degenerat
Lubię, gdy widzisz we mnie uzdolnionego penera
Ja szacunku nie odbieram ludziom bliskim memu sercu
Choć nie rzadko mam jazdę w stylu seryjnych morderców
Teraz moje jest na wierzchu nawet, jeśli głazy w środku
Niech rap na bicie płynie bez dodatkowych środków

M*****ny upadek to notowań nagły spadek
Upadku mego świadek tylko ja prosty sposób
M*****ny upadek słyszałem od wielu osób
M*****ny upadek o tym jak stracić kręgosłup

M*****ny upadek to notowań nagły spadek
Upadku mego świadek tylko ja prosty sposób
M*****ny upadek słyszałem od wielu osób
M*****ny upadek o tym jak stracić kręgosłup

Styl pretensjonalny, jakie życie taki rap
Pozmieniało się najlepsze lecz nie zmienił się mój świat
Pełen zalet i wad kocham go, nienawidzę
Mam wiele nienawiści w sobie tak to widzę
Obserwator uczernik w awanturach bezpośredni
Raczej aktywny niż bierny tracąc grunt pod nogami
Uciekam się do metod sprawdzonych, zbadanych
Na tych wychowanych sytuacjach, które straszą
Widza przed telewizorem ja na ty z horrorem
A w rapie z hardcorem mam na*****ne w dekiel
A mym jedynym ziomem jest uczony Heineken
Tak mówią, niech mówią, niech piszą, w tym się gubią
Ja na takim farmazonie mógłbym dziś zarobić grubo
To, co ty nazwiesz zgubą ja nazywam przeznaczeniem
Przeznaczenia nie oszukam, przeznaczenia nie zmienię
Szukam szczęścia jak każdy, szukam swej szczęśliwej gwiazdy
Uciekam w świat fantazji, pokażę swe słabości
Przyznaję się do błędów do rozwiązań najprostszych
I nie dam ci przykładu, bo ze mnie żaden ekspert
Mam z rapem kartek stertę, to jest życia patentem
W skoroszytach zawiłości, to, co we mnie wiele wspomnień
Nawet dla tych co oskarżą mnie o komercyjną zbrodnię
Bo tak jest im wygodnie, modnie, zrzuć mnie z piedestału
Mój rap na bicie będzie wciąż płynął pomału
Wokół więcej ziomów niż przyjaciół
Więcej smutku, utrapień niż na miłość czasu
Wiadomo, także z mojej winy
Kto się odzywa do mnie tak bez przyczyny?
To nie nowiny - smutna rzeczywistość
Dlatego słucham racji mej rodziny
Patrzę w przyszłość i tą bliższą i tą odległą
Chcę zawsze móc powiedzieć, że stanowię z kimś jedność
Wokół ćpuny alko-ułudę wyznające
I mój kochany sport, który razi ich jak słońce
Nie będę gońcem, sztywnego świata obrońcę szukaj
W zakłamanej polityce muka
Rymy WWO coś w podobie do białego kruka
Ostrzeżenie dzieciak, niejeden zaczynał od bucha
Później za ostro podmuchał
Teraz na centrali ciągle w kable puka

Każdy zna granice swej wytrzymałości
Sokół, Deszczu Strugi, Realista weź posłuchaj tych gości
Nie wymądrzeń - życiowych mądrości i uszanuj, nie dość ci?
Pamiętaj zgredziu

Nie jestem jak ty egocentrykiem
Nie jestem jak on najlepszym zawodnikiem
Nie jestem Akonem, czyli typem samotnikiem
Zobaczysz jeszcze na mym ręku ZIP fingiel
Pozdrawiam przyjaciela, zwanego Sickiem
Ten tekst to nie dżingiel, ani żadna kalka
Dla prawdziwych fanów, nie lada gratka
Jak dla nas wszystkich życie - nieustanna walka
Myślisz jestem nie wiadomo kim, jeśli ktoś podchwyci
Zejdź na Ziemię, bo na razie jesteś tyci-tyci
Ja życzliwością przecieram swoją drogę
Własną uczynnością, jak mogę to pomogę
Rozbiję wszystkie smutki swym humorem
Wolę dobrym duchem być niż upiorem
Nie jaram się horrorem lecz radosnym życiem
Wolę budzić się nie wieczorem lecz o świcie

Każdy zna granice swej wytrzymałości
Sokół, Deszczu Strugi, Realista weź posłuchaj tych gości
Nie wymądrzeń - życiowych mądrości i uszanuj, nie dość ci?
Pamiętaj zgredziu...
Aha
Hemp Gru (hu)
Kaczy Proceder
Firma
Dixon37
Taki jest wyrok ulicy

Jeszcze raz króciutko i co ty kurwo na to?
Ulica sztywniutko wysyła elo braciom
Firma, Dixony i Hemp Hemp Gru
Czy jeden czy więcej niż tysiąc słów
Czy jeden czy skreśla życie twe w moment
Jeśli sam ziomek nie działasz świadomie
Nikt ci nie pomoże w tym bagnie utoniesz
Jeśli jesteś szują, zaklaszczą me dłonie.

Niedopuszczalne jest dopuścić się do zdrady
Ten wyrok zapada gdy ktoś łamie zasady
Takiemu śmieciowi nie podaje się tu graby
Jeśli grasz nie fair to notuje straty.
Bo jeśli jesteś czysty to notuje zyski
Szanuj człowiek siebie, miej szacunek do swych bliskich
Postępuj rozważnie i nie wyrządzaj krzywdy
A osiągniesz poziom możliwie najwyższy.

Raz ulica sprawiedliwie donosicieli karze
Jak na ławie oskarżonych sprzedanych na lewo twarze
Chcesz to ci pokażę złości mej powody
Wyrok w imieniu ojczyzny, lecz gdzie kurwać są dowody
Bezinteresowna zawiść albo chciwość to powody
Że jedni ludzie drugim kurewskie robią szkody
Uliczny zarobek kusi: kieszeń, dragi, samochody
To co mogę ci doradzić - trzymaj facet, nie trać głowy.

Firma-krk-Dixon37-Hemp-Gru-JLB-Kaczy-Proceder
Firma-krk-Dixon37-HG-JLB-Kaczy-Proceder [x2]

Uliczne wyroki za twe na ulicy kroki
Smutek ogarnia głęboki, bez kompromisu, bez zwłoki
So nieważne, że przeżyjesz jak z honoru twego zwłoki
Jeśli tu źle postąpiłeś, szacunku się pozbawiłeś.

To dlatego długo tak
Robimy hardcorowy rap
Aby wskazać tobie znak
Abyś postępował tak
Aby bez kulawej wstawki po tobie pozostał ślad
Priorytetem jest szacunek my myślimy tak od lat.

I znów Mokotów, rapu aktywny styl
Kręci ten młyn, jest z nami doktor dym
Wyrok ulicy kapuście mówi giń
Zdąży on zapaść nim zdążysz zamknąć drzwi
Zakończy marne dni za te wszystkie łzy
Bez znieczulenia i bez litości krzty
Cemność zapada, to jest podziemia styl
Do ciebie, człowiek, surowej prawdy krzyk

Wielu myśli, że rozumie, wielu myśli, że to czuje
Wielu pragnie władać sceną ale ja ich nie kupuję.
Komercyjne gwiazdy wyginają się na klipach,
A na mikrofonie płynie padaka i lipa
Wykozaczone łajzy mają groźne miny w klipach
Ale nas nie oszuka żadna podrabiana pipa
Dobry chłopak może egzystować
A frajer, który sprzedał, musi się schować.

Firma-krk-Dixon37-Hemp-Gru-JLB-Kaczy-Proceder
Firma-krk-Dixon37-HG-JLB-Kaczy-Proceder [x2]

Ktoś wydaje wyrok śmierci prosto z więzienia
Tu nie ma odroczenia, nie ma przedawnienia
Jak kogoś mocno wkurwisz, no to do widzenia
Chcesz przewalać gangsterów? życzę powodzenia.
My robimy swoje, mija kolejny rok
To jest właśnie Firma, pięciogłowy smok
Tu nie wszystkie problemy pozałatwiasz szmalcem
Okradłeś swego ziomka, to połamią ci palce

Tu tu tu jest krótko
Sprzedałeś - chuj ci w dupę szmato
Będziesz jebany do końca życia
I co ty na to
Cisnę z kurestwem, nie pytaj czy warto
Przez taki kurwy system zabiera wolność braciom
HWDP śmierć konfidentom
Każdy kapuś nosi frajerskie piętno
To o lamusach co na komendzie miękną
Po wyrok na tych co przerywają ciszę świętą

Hemp Gru, Dixon tu, żyjemy tu
Tu na ulicy gdzie miejsce miał niejeden bunt
Wśród tych osiedli wśród przyjaciół gród
Gdzie żyjesz według zasad od narodzin aż po grób
I chroń Cię Bóg byś nigdy ich nie złamał
Zaufał ci brat na słowo, a ty żeś skłamał
Przekręciłeś go na sos, rozjebałeś się na pałach
Czego byś nie miał w planach, pamiętaj, spotka cie kara

Firma-krk-Dixon37-Hemp-Gru-JLB-Kaczy-Proceder
Firma-krk-Dixon37-HG-JLB-Kaczy-Proceder [x2]
Rap zahartowany w ogniu
Reszta to popiół
Bez luźnych wymiotów
Bez próżnych idiotów
Bez słodkich słówek
Żebyś je powtarzał jak półgłowek
Pomyśl! A potem się broń
Skłon, powstań, skłon
Rób uniki od techniki
Bo jestes zwykłym zawod-nikim
Dla krytyki i publiki skaczecie jak pajacyki do ich muzyki
Plastikowe żołnieżyki kontra niezależne żelazne słowa
Nieprzyjazne dla wroga
Rapowa undergroundowa muzyka hardkorowa
Spłonie twoja papierowa umowa
Z sprawą szalonego jak krowa z chorobą krojtzfelda jakoba
Pojebańca Hansa!
Nie założysz mi kagańca
Nie próbuj zakładać smyczy
Bezpańskie podziemie poznańskie krzyczy
Rap dla ulicy! Rap dla ulicy słyszysz?!
Nie słyszysz
Bo pizdy słuchają top listy
Na co liczycz?
I jak liczysz?
PIĘĆ - jak pięść już wiesz?
DWA - tak mam tak dwie!!
Kiedy słuchasz serca, nie opuszczaj głowy,
i pamiętaj, żeby patrzeć pod nogi,
Od podejścia zależy co zrobisz,
wszystkie drogi jednak prowadzą w dwie strony... /x2

Hades :
Prawda rośnie wdeptana w ziemię,
Na mojej drodze ciągle mocne korzenie,
Biorę oddech by iść przed siebie,
Codziennie myśl, że to dziś coś zmienię,
Na bani film, albo błąd w systemie,
A skąd mam wiedzieć?[co?] sieje ziarno jak pożecz.
Wbijam je w glebę pneumatycznym młotem,
Wybrałem drogę w jedną stronę, a chuj z powrotem,
To nie mój problem, więc nie kuś mnie swoim złotem,
Nie mów mi co dobre, gdy sam idziesz na dno,
HAD nie jest robotem jak K.R.S. i Buckshot,
Gorące żarło, którego nie ściągam z rusztu,
Krwiste słowa opierdolić bez sztućców, na zdrowie!
W tym czasie podkręcę ogień,
Wybrałem tą drogę wiem, że idę w dobrą stronę...

Kiedy słuchasz serca, nie opuszczaj głowy,
I pamiętaj, żeby patrzeć pod nogi,
Od podejścia zależy co zrobisz,
wszystkie drogi jednak prowadzą w dwie strony... /x2

Sokół :
Czy wszystkie drogi prowadzą Cię do Rzymu?
Mnie nie, ja zawsze mam wybór skurwysynu,
Nie poddam się prądom, które wokół płyną,
Nie idę tą drogą, żeby nią zasłynąć,
Patrzę, widzę, często sam z tego szydzę,
W oczach tych zobacz salony i ulice,
33 lata tej drogi pokazały mi jakie mogą być różnice,
Nie rób nic tylko po to, żeby innym udowodnić,
To pułapka, nie rób nic pod nich,
Nieważne czy wnętrze Lexusa czy chodnik,
Ważny jest cel i kim jest Twój przewodnik,
Czasami czuje jakbym połkną żyletkę,
I nic nie poczuł jakbym miał z kamienia wnętrze,
Jeszcze karczmarzu daj wina gawiedzi,
Idę w taki sposób, by nie kłamać u spowiedzi...

Kiedy słuchasz serca, nie opuszczaj głowy
i pamiętaj, żeby patrzeć pod nogi,
Od podejścia zależy co zrobisz,
wszystkie drogi jednak prowadzą w dwie strony... /x2

Diox :
Moja droga jest prosta, prowadzi w jedno miejsce,
I choć, nie ma tam złota to trafię nią po szczęście,
Moi ludzie, których kocham, niezmiennie,
Dają mi moc i siłę by iść tam codziennie,
Dojdę tam, za rękę z muzą, którą gram,
I nie chodzi mi o złoty pałac, platynowy bar,
Tam gdzie szacunek, miłość i zrozumienie,
Mają większe znaczenie niż pełnie kieszenie,
Tam, gdzie Babilon jest wart tyle co bilon,
Wieje wiatr i pada domek z kart z jedną chwilą,
Świat ma wiele dróg, ja biorę tą jedyną,
Co daje mi więcej szans choć jest jedną na milion,
Ty wykorzystaj dobrze swój dar od Boga,
I nawet bez mapy podróżuj ciągle w stronę słońca,
Znienawidź nienawiść, naucz się kochać,
I przekaż to potomnym bracie, to dobra droga...

Kiedy słuchasz serca, nie opuszczaj głowy,
i pamiętaj, żeby patrzeć pod nogi,
Od podejścia zależy co zrobisz,
wszystkie drogi jednak prowadzą w dwie strony... /x2
Hemp Gru,Wolny Świat,
Wolni Ludzie,Wolny Umysł

[Bilon]
A kryzys to wyzysk i po to jest stworzony,
fikcyjny terroryzm na potrzeby wojen,
moskiewski teatr z new yorku wieżowiec,
pada z nim człowiek, wokół milczenie owiec.
W poczuciu strachu dojrzewa pokolenie,
brutalna rzeczywistość, skażone pożywienie,
to korporacja, steruje mym istnieniem,
pieprze ten syf, zapadam się pod ziemię.
Z głodu padają ludzkie szkielety,
brakuje żywności a w szwach pękają sklepy,
czerwony dywan, błękitna krew zdobywa,
atomowa era, armia nie odpoczywa.
Toksyczna mentalność, światowa polityka,
nie mam na to wpływu, nikt o nic mnie nie pyta,
gdzie tu logika, bania znów mocniej zryta,
wolne wybory a świnie u koryta.
Zwyczajna lipa, wciskają nam ciemnotę,
świat gubi wartości, chodzi tylko o flotę,
dziś niczym Dawid toczę walkę z goliatem,
i w imię świadomości pochylam się nad światem.

Władza, Terror,Pieniądze, Agresja.
Powiedz ojciec, jak dziś żyje się uczciwym.
Rząd okrada ludzi.
Dzieciak, dzieciak to nie żarty.
Bestia na tronie.
Chcą byś złożył broń i poddał się bez walki.
Rządowa Mafia, czy to do ciebie trafia.
No powiedz kto, no kto za tym stoi.

Ref.
2x
Kiedy giełda padnie, Internet Zawiedzie.
Bank centralny trafi szlak, a karta nie przejdzie.
Spojrzysz człowieku w niebo, szukając blasku Słońca.
Plastikowe społeczeństwo zbliża się do końca.

[Wilk]
Skażone: gleba, woda i powietrze,
podstawowe prawa dla ludzi niedostępne,
jak apartamenty na czterdziestym piętrze,
ten luksus nie dla wszystkich zamienił byś się chętnie.
Ktoś oddaje serce i wypruwa żyły,
po co,po to aby jego dzieci lepiej niż on żyły,
system nada pesel, system nada NIP,
dla systemu jesteś tylko ciągiem cyfr.
Ma pan konto, może jakiś kredyt,
nie wiem skąd w społeczeństwie to poczucie biedy,
spójrz na Grecje, o co walczyły Ateny,
o euro, dolary, jebane plny.
raczej o wolność, nic nie zdławi tego krzyku,
nowa generacja, pokolenie niewolników,
Chcą kupić twoją duszę, chcą sprzedać cię jak stoisz,
podpiszesz po dobroci albo zmuszą cię jak wolisz.
Mogą Więzić, zabrać dziecko, pozbawią majątku,
znieważą, mają patent na każdego bez wyjątku,
teraz twój ruch, czy się poddasz transformacji,
wpisz duch epoki i szukaj informacji.

Władza, Terror,Pieniądze, Agresja.
Powiedz ojciec, jak dziś żyje się uczciwym.
Rząd okrada ludzi.
Dzieciak, dzieciak to nie żarty.
Bestia na tronie.
Chcą byś złożył broń i poddał się bez walki.
Rządowa Mafia, czy to do ciebie trafia.
No powiedz, kto no kto za tym stoi.

Ref.
2x
Kiedy giełda padnie, Internet Zawiedzie.
Bank centralny trafi szlak, a karta nie przejdzie.
Spojrzysz człowieku w niebo, szukając blasku Słońca.
Plastikowe społeczeństwo zbliża się do końca.
Ciemno już, zgasły wszystkie światła
Ciemno już, noc nadchodzi, głucha x2

Słuchaj to, sprawdź to, to Peja z Top Medi
Top Medi, Mientha krew za krew, połączenie stref
Nocna rozpierducha to nie blef
I dalej krok za krokiem w złodziei mieście
Czasami jest taka nuda, że dłubie się w nim
Jak pieprzone rodzynki w domowym cieście
Nadchodzą nocne mary, więc zróbcie przejście
W sumie olej zadymę, dziś tylko drag i rap mnie interesuje
Przez biznes porażony w tym mieście jak gro
Każdemu lesterowi w mordę pluję
Często nocna jazda z Mienthim, wtedy kontempluje
I tak wokoło pełno geji pizga furtke
A sam se biegam, ciągle biegam, biegam
Jak się coś przyklei do łapy to sprzedam
Wierzysz w to, to rzuć okiem na palące projekty PCP
Czekam tu na ciebie, od razu dżejkiem cię skasuje
Byś wczuł się w to miejsce, poczuł mistyczny
Sprawdź to, ja reprezentuje moich ludzi
A oni reprezentują mnie
Obskurne czasy, skazani na piekło na ziemi, tego jestem pewien
Bo ciągle klepie biedę
Samoobrona a w kieszeni na zawsze na bicie
Niosą mnie dzieciaki pogrążone w gniewie
Dalej stale wale swoją prostą przed siebie
Robię to i tylko ode mnie zależy jak ja to na kartcę uchwycę
Moje ukochane brudne ulice
Obnażone tak, że aż dreszcze są i tchu brak i tchu brak

Ref.
Ciemno już, zgasły wszystkie światła
Ciemno już, noc nadchodzi, głucha x2

Głucha noc, noc głucha, ja, Wiśniowy z nami Grucha
W centrum miasta zawierucha, sto pięćdziesiąt siedem głucha
Patrol interwencji fucha, zakuć nas, przetransportować
Długa była noc, nie kleiła się rozmowa
Do niczego się nie pucować, to Ski składu zmowa
Głupa palę, ściemniam, ściemniam, mnie tam przecież nie było
Parę piwek się wypiło, z impry do domu wracałem
Przecież nikogo nie tłukłem, w sklepach szyb nie wybijałem
Obciążony tym zeznaniem, cztery osiem przesiedziałem
Wśród zgłoszeń szczekaczki suki księżyc podziwiałem
Szybki dojazd na aleję, diabeł w ryj mi się śmieje
Myślę sobie oszalej, mają kolejne zgłoszenie
Wyciągają mnie z klatki, straszą pójdziesz za kratki
Zapowiadają sanki bez rymów i szklanki
Ta noc była długa, najebkowicz uga buga
Wyczynia w centrum cuda, w każdy weekend pewna zguba
Nie świadomy swych poczynań, wytrzeźwiej, sobie przemyśl
Co w nocy wyczyniasz, raport zaliczonej gleby
Głucha noc sto procent zakazane owoce
Długie nie przespane noce i patrzały podkrążone
Kolorowe neony, światła miasta ja wpatrzony w to wszystko
Obrazy, trasy znam na pamięć większość
Wariat udowodnię męskość, szaleństwo, noce piekło
Głucha noc, noc głucha Meditowi, Mientha słuchaj
Jeden z drugim wariaty, chłonie noc nowe ofiary
Ja odbijam dziś do chaty bo chce dziś uniknąć kary
Za szaleństwo noc głucha, głucha noc pewna zguba
Głucha noc pewna zguba, to piekło pewna zguba

Ref.
Ciemno już, zgasły wszystkie światła
Ciemno już, noc nadchodzi, głucha x2

Z mroku wysłany płomień przetrwania odsłoni
Wszyscy chodźcie za mną w stronę światła
Noc mnie obrasta, zabójcza substancja miasta
Nie zależny głos rasta, PeCe parkowy pożeracz chany
Mientha many many, bez szacunku niedoceniany
Bajecznie nawdychani i chuj WueRDe puenta
Splifar pora zaklęta
Jedna miłość, jeden człowiek Mienth może mięta
Co się liczy, to się liczy co ci minę to nie zginie
Kryminalne style trudne, pośród ciszy dźwięki brudne
Z twoich usta same fałsze zgubne, psycha zryta
Sama kana nie zyta, siema gua bo przebita
Następny dobry bandyta i WueRDe dragni
Na głowie mam to znani, bestialski wzrok
Dzisiaj ciemna noc, ciepła noc
Miłości nie ma, mocno zaciskam pięści
W letnich ogrodach okryty czarną płachtą niosę złe wieści
Ja Mefistofeles, przyniosę twoim cierpieniom kres
Nie przespane noce, ciągły stres, życie takie piękne jest
Dziecino słuchaj prawdy z moich ust
Nie chcę widzieć na twej twarzy znowu łez
Wyrzucę wszystko co najgorsze jest
Zanim powiem dobrze jest, dobrze jest

Ref.
Ciemno już, zgasły wszystkie światła
Ciemno już, noc nadchodzi, głucha x2
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo