Popularne piosenki. Polski Hip Hop



Zakręcony Casper Houser to przestroga dla ludzkości
W świecie plag i podłości, zimnych wojen, znajomości
Bezustanny pościg za kasą, dobrobytem
Dobrą *****ą i korytem, przegra typ owiany mitem
Nie wierzymy w ideał, nie przynosi nam to chwały
Człowiek jest niedoskonały, tak naprawdę jest mały
Zwariowany, otępiony jak mózg przez narkotyki
W życiu ciągły brak logiki, znaleŹć na przeżycie triki
Bo tu krwawi się naprawdę
Strusia pędziwiatra jazdę tylko kojot przeżyję
A w realnym świecie skręcisz kark, ja się nie mylę
Słucham taśm dłuższą chwilę, dobry dŹwięk da mi siłę
Jak Dawid z Goliatem znowu zmierzę się z olbrzymem
Tyle już przeżyłem, że nic mnie już nie zdziwi
To pogląd fałszywy, ciągle przeżywamy szoki
Jesteś twardy, nie wątpię, jak nawąchasz się mąki
Brzydkie kule, bąki, sieć intryg to pająki
Które zawsze złapią w sieci te słabsze życia formy
Olewanie normy, w postępowaniu duma
Każdy chce być najmądrzejszy, najważniejszy choć nie kuma
W postradanych rozumach tylko jeden postulat
Wyssać krew jak Dracula w przyblokowych piaskownicach
Rodzi się dzieciaków chcica, rodzi się *****ica
Nie jestem pierwszy, który powie - mnie to nie zachwyca

Coś jest tu nie tak i mnie to nie zachwyca
Nie będę ci powtarzał, że istnieje granica
Gdy próbujesz ją przekroczyć nie igraj z ogniem *****o
Nadużyłeś zaufania, znikasz z mego życia szybko

Coś jest tu nie tak i mnie to nie zachwyca
Nie będę ci powtarzał, że istnieje granica
Gdy próbujesz ją przekroczyć nie igraj z ogniem *****o
Nadużyłeś zaufania, znikasz z mego życia szybko

Mnie to nie zachwyca, tak to wygląda
Życie może cię zadusić jak potworna anakonda
I niedaleko ronda padłem też życia ofiarą
Razem z na*****ną zgrają siedem dwa zero jeden
O co poszło nie wiem, czuję zaciśniętą pętlę
Jeden błąd i mnie nie ma, nie ma studia, znika scena
Taka jest ciśnienia cena, które wariat rozładuje
Z życiem się mocuje na swych własnych warunkach
Ski Skład na rymy spółka chcę stworzyć zgrany duet
Ski Skład, Skład Ski na hip-hop trzyma spółę
Bo w życiowych wyborach jeden drugiemu pomagał
I dlatego ta płyta dobry rap, a nie plagiat
Nie będę o tym gadał, umiem ryj na kłódkę trzymać
W*****ia pajac co zna klimat, bo ma Fubu na bluzie
I jest na pełnym luzie, mówi - wiem co jest grane
Kiwam głową, idę dalej, bo mam na to wy*****ne
(A dlaczego tak robisz?) bo mnie śmieszą do rozpuku
Mało takich ludzi co za hip-hop *****ną seppuku
I mnie to nie zachwyca, słuchaj sobie czego chcesz
Tylko nie mów mi, że jesteś taki sam jak Peja wesz
Bo gówno o mnie wiesz, tylko tyle ci powiem
Nie zdałem twego testu na bycie w hip-hopie bogiem
Bo zmęczony po koncercie nie chcę dać ci autografu
Dla dziewczyn plakatu, uśmiechu, ejakulatu
Szukam wzrokiem kumpli, ratuj
Wyciągają mnie z klimatu zbiorowej histerii
Rozochoconych małolatów, którym zdaje się
Że mogę zrobić dla nich niemal wszystko
Że jestem ich własnością i dlatego chcą być blisko
Szum medialny nazwisko, dla TV widowisko
Mnie to nie zachwyca, oto moje stanowisko

Coś jest tu nie tak i mnie to nie zachwyca
Nie będę ci powtarzał, że istnieje granica
Gdy próbujesz ją przekroczyć nie igraj z ogniem *****o
Nadużyłeś zaufania, znikasz z mego życia szybko

Coś jest tu nie tak i mnie to nie zachwyca
Nie będę ci powtarzał, że istnieje granica
Gdy próbujesz ją przekroczyć nie igraj z ogniem *****o
Nadużyłeś zaufania, znikasz z mego życia szybko
Wstaję rano znowu się spieszę,
Nie mam nic tylko NIP i PESEL
Krótka myśl smsem
Nasz związek jest już tylko biznesem
Boli mnie to, powoli mnie to zabija
I chcąc nie chcąc to mija
Garniak, telefon, biuro, neseser
Brutto czy netto, faktura na przyjaźń
Los mi chyba nie sprzyja
I słyszę wciąż, że tak teraz żyją
Od tych co nie mają czasu na seks
Jak Maria Peszek ich co nieco omija
Nie wystarczy im Persen na sen
Koks napędza ich serca i chce
Zastąpić im tlen i miłość
Miałem taki sen - paliłem Babilon
Nic z tego nie wyszło,
Idę ulicą i niosę swoje nazwisko
Mijam plakaty i bankomaty
I patrzę na tych co patrzą w przyszłość
Mają wszystko podobno, nie znam ich marzeń
Nie mają twarzy i tylko
Gdzieś między nosem, a grzywką
Miejsca na pisanie cen
Bez namysłu sprzedadzą ci swoją bliskość
Oddadzą ją, będą nadzy
I gdyby ktoś miał tyle hajsu i władzy
Świat byłby dawno plażą nudystów
Składam myśli w całość logiczną
Jakoś kiepsko dziś mi wychodzi
I kurwa chyba zostanę buddystą
Albo zaraz zacznę ćpać Acodin
Nasze życie, nasze sny, nasze drogi
Morderce mam w sobie, gdy odchodzisz
Wykorzystałem już wszystkie sposoby, by
Spróbować zapomnieć o tobie

Dziś idę ulicą, gdzie nie ma nic co może zaskoczyć mnie
Choć starym nawykom i starym wygom
Dawno powiedziałem nie
Gdybyś spróbował przez chwilę być mną
Wtedy założę się że
Przegrałbyś wszystko nieraz
Albo wszystko naraz
I upadł na twarz tutaj gdzie

Spójrz mi w oczy, brutto czy netto?
Ile za jej dotyk, brutto czy netto?
Kup moje kłopoty, brutto czy netto?
Ile floty, brutto czy netto?
Powiedz szczerze, brutto czy netto?
W co jeszcze wierzysz, brutto czy netto?
Ile mam zapłacić i w którym urzędzie
I czy brutto czy netto za czyjąś atencję
Ha, tyle dobra w nas,
Ta, tyle dobra w nas,
Jest, tyle dobra w nas,
Ha, tyle dobra w nas,
Jest, tyle dobra w nas,
Ta, tyle dobra w nas,
Jest, tyle dobra w nas,
Ta, tyle dobra w nas,

Gaszę fajka pod podeszwą
Tylu ludzi już ode mnie odeszło
Mijam kluby, gdzie codziennie jest gęsto
I wiem, że w tych miejscach bywałem za często
Jedni są tu wciąż tak jak ja bo
Stracili dom albo związek lub dwa
Parę bomb, jeden joint albo dwa
Nalej ziom, nalej ziom, niewiele to da
Chciałbym stąd uciec, chciałbym uciec jak najdalej stąd
Bo to jest głupie i zatrute, nic nie warte zło
Dużo kosztuje to co czujesz, wyjmij kartę bo
Jutro, gdy wstaniesz znów zastaniesz stare twarde dno
Wstaję z kacem, zaczynam maraton
Znów wypłacam hajs z bankomatu
Chciałbym iść na spacer, jest lato
Lecz za to się płaci dużą bańkę bez VATu
Ci co mają patent na to, by czasu nie liczyć
Są niczym Terminator
Mam pomysł, wpadłem na to
Krzysztof Ibisz to Benjamin Button
Może kupię na raty miłość
Albo zmienię jakość na ilość
Lubiłem te czasy gdy żyłem chwilą
Nie pamiętam już kiedy to się zmieniło
Mijam kino i puby i ludzi bez twarzy
Znów stoją przy barze i wiem
Dla nich nic nie jest ważne prócz
Pensji i gaży, popytu, podaży i cen
Miałem sen, ale się nie sprawdził
Stało się, bądźmy poważni
Mało chcę jakkolwiek to zabrzmi
Ale wiem, by do nikogo nie podchodzić bez gardy

Dziś idę ulicą, gdzie nie ma nic co może zaskoczyć mnie
Choć starym nawykom i starym wygom
Dawno powiedziałem nie
Gdybyś spróbował przez chwilę być mną
Wtedy założę się że
Przegrałbyś wszystko nieraz
Albo wszystko naraz
I upadł na twarz tutaj gdzie

Spójrz mi w oczy, brutto czy netto?
Ile za jej dotyk, brutto czy netto?
Kup moje kłopoty, brutto czy netto?
Ile floty, brutto czy netto?
Powiedz szczerze, brutto czy netto?
W co jeszcze wierzysz, brutto czy netto?
Ile mam zapłacić i w którym urzędzie
I czy brutto czy netto za czyjąś atencję
Ha, tyle dobra w nas,
Ta, tyle dobra w nas,
Jest, tyle dobra w nas,
Ha, tyle dobra w nas,
Jest, tyle dobra w nas,
Ta, tyle dobra w nas,
Jest, tyle dobra w nas,
Ta, tyle dobra w nas
1. Na każdym blokowisku znajdziesz wykrętów
Gnijących na śmietnisku zepsutych talentów
Tych trzydziestolatków, co zostali na ławkach
Dzień za dniem, zioło, browar i wciąż ta sama gadka
Wokół nich małolaci zapatrzeni jak w Bogów
Każdy z nich światło traci w czarnej dziurze nałogów
Masz swój rozum, to nie pozwól by ci przegrani
Mieli na Ciebie swój zgubny wpływ, nie słuchaj ich
Patrz na drogowskazy, by ominąć błędy
Ucz się działania od osób inteligentnych
A unikaj ludzi co na wiecznym są przypale
Bo sto razy lepiej z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć
Masz swój rozum, słuchaj także serca głosu
Zrozum- jesteś kowalem swego losu
To Ty masz największy wpływ ze wszystkich osób
By spełnić swoje sny, jeśli tylko znajdziesz sposób

Ref. Za mądry dla Ciebie, kto mądrzejszy od ogółu matołów
Jesteś kowalem swego losu x2

2. Masz ochotę, wyjmij kosę, głęboko chłopaku wbij
Łap idiotę, zgarnij flotę, spoko to szczeniaku tnij
Proszę- idź za ciosem bo nic nie zagradza Ci
Bardzo dobrze, pizda wrogiem, no i nie przeszkadza mi
Chcesz to wal w kanał, chcesz to gnij w bramach
Chcesz to spal chama, chcesz to ssij jaja
Dziecko rób co chcesz, Ty tu dowodzisz
Z resztą chuj to mnie synu obchodzi
Każdy sam za swoje czyny odpowiada, proste
Ostrze gilotyny Cię dopada, chłodne
Szalony bandyta w świetle prawa, problem
Wkurwiony banita wściekle gada, chłopcze
Nasze czyny mają wpływ, poruszają system
Nasze czyny łamią szyfr, dotykają istnień
Do Ciebie nie dociera, pchasz gnój znowu
Ładuj broń, celuj w skroń, masz swój rozum

Ref. Za mądry dla Ciebie, kto mądrzejszy od ogółu matołów
Jesteś kowalem swego losu x2
To od dawna się kroiło brałeś te krzywe ryło
Tu tak nie ma Borixon powiedz wstyd dla skurwiela
Ile życia na krechę ile […] uśmiechem
Pytam się ile ile ile w niewiedzy żyjesz
Tu ręka rękę myje serce dla serca bije
W jedną stronę bilę stoczyłeś się po równi pochyłej
Wykolejony czym wysadzony
Bo wszystko dla kapony dla mamony odrywać kupony
Włącz i reflektory zdziwiony nas stół karty
Cwaniaku o ksywie dzięki Bogu za farty
Tu rozliczenia idą zawsze fifty-fifty
Dostać wziąć pożyczyć jebać twój tryptyk
Wsypa teraz ludzi unikasz impas
Czujesz że powstanie do odrobienia dystans
Że przysługa swojemu nie kurwie która korzysta
Bo myśli że to tylko jakaś mp3 lista
Kiedyś paczka zajebista jak kryształ czysta
Nagle coś utknęło stanęło to nie mielizna
To dzień kiedy umarłeś
Pękła nić psychiczna
Została zachwiana równowaga metaboliczna
Takie wyjścia zgubne z gruntu
Mus to mus nie stawiać żadnych warunków
Na koniec zapamiętaj gdzie to usłyszałeś
Kielce Borixon
Przysługa za przysługę 17 Białystok

Białystok tym co żyjesz zawsze dziel się po równo
Nie rób gówna fałszywi robią gówno
Tak jest daj przysługę ktoś odpłaci się tym samym
Siedemnastka i Borixon w duecie zgranym
O tym samym mówimy jedną drogę wybieramy
Rozumiemy się choć długo się nie znamy
Białystok z tego miasta 17 przekaz doskonały
Dzięki za te chwile które za nami zostały
Jeden cel rap przez nas jest obrany
Nagrywacie dla nas my też nagramy
Przysługa za przysługę no i vice versa
Najważniejsze jest że robimy to z serca
Żadna komercja nie wchodzi w grę
Kaleczyć rzemiosło
Nie idę tą stroną chociaż wielu innych poszło
W naszym wypadku do tego nie doszło
Kielce Białystok drzewo przyjaźni wyrosło

Ref. x4
Przysługa za przysługę tak ma być
Przysługa za przysługę dzięki temu łatwiej żyć

Dobrze pamiętam siebie na tej mokrej ulicy
Późny wieczór w mroku bloków zarysy
Garstka przyjaciół z czasem nasze drogi się rozeszły
Wtedy to wszystko nie zaszło by bez nich
Wtedy każdy był winien każdy miał dwa słowa
Każdy do dziś nie wie dlaczego tak się zachował
Zaczepiony dwie szprychy żaden nie przewidział
Lala ma pleksy [?] od bezczynności chwila
Jak w monopolu po browar wypierdol za szmatę
Za powtarzanie głupot że mnie nie znacie
Powinienem był tam być ponieść konsekwencje
Dostać od życia surową lekcję
Przysługa rozumiem ale za jaką cenę
Ranga zależy od tego jak duże jest poświęcenie
Nadal nie wiem jak wyrównać rachunek
Czego nie zrobię przysługa nie równa przysłudze
Nie zapominam mam nadzieję że dług spłacę
Nadarzy się ku temu okazja życie pokaże
Potrzebna będzie pomoc coś się nie uda
Borygo 17 za przysługę przysługa

Ref. x4
Przysługa za przysługę tak ma być
Przysługa za przysługę dzięki temu łatwiej żyć
Ah...codziennie patrzę na ludzi
Wszyscy mają hobby , trochę sobie pomarudzić
Niech mi z oczu zejdą
Dziś chcę poczuć optymistyczny flavour
Fruzie obok pesymisty obojętne przyjdą
Dlaczego jestem pozytywnie nastawionym Mc ?
Ehe...Bo kobiety zawsze będą za kimś takim tęsknić
Z frustratem choćby o największej pensji
Żadna fruzia nie pójdzie na dancing
Nie mówiąc już o pójściu gdzie indziej
Nie każdy ma to co natura dała Lindzie
Ale ona ma ochotę a ty nie masz humoru
Nie...w moich piosenkach jest za dużo hardcore
Nie masz wyboru człowieku , czacha dymi
Pamiętaj że kobiety kochają optymizm
Zaraz powiem czemu każdy problem ma rozwiązanie
Jeśli nie ma rozwiązania to nie ma problemu
Nie ma problemu , trudno nie zrozumieć tego systemu
Zobacz ilu supermanów ,ah żadna fruzia nie chce z nimi gadać
Bo są sfrustrowani

Ref. (2x )

Nie narzekam chociaż jestem niższy niż Clint Eastwood
Chociaż nigdy nie dołączę do grona kulturystów
Chociaż nie znam setek przysłów , nie narzekam
Bo fruzie wolą optymistów

Nawet jeśli nie jest to końca prawdą , powtarzaj sobie
"Ee...kobiety mnie pragną"
Człowieku , spójrz w przyszłość
Widziałeś żeby ktoś jakąś fruzie zauroczył swoją depresją ???
"Cześć jestem Franek , mam doła i depresję sporą"
Nie człowieku , to jest przecież jakiś horror
To nie tędy dróżka , jeśli chcesz żeby jakaś fruźka poszła z tobą do kina
Codziennie , widzę jak dobry chłopaczyna , życie desperata rozpoczyna
A wszyscy wiemy że fruzie lecą na takich , Jak do ciepłych krajów ptaki, kiedy tylko nadchodzi zima
Choćby było nie wiem jak źle , nie poddawaj się
Choćby zaszła jakaś straszna awaria
Pamiętaj : Fruzie wolą optymistów
A nawet jeśli nie to dobrze wierzyć w ten optymistyczny wariant

Ref. (2x )

Nie narzekam chociaż jestem niższy niż Clint Istwood
Chociaż nigdy nie dołączę do grona kulturystów
Chociaż nie znam setek przysłów , nie narzekam
Bo fruzie wolą optymistów
Co mam powiedzieć, gdy zapytają jej rodzice, że
Siedzę na ławce przy piwie i trawce?
Jak wyobrażam sobie nasze wspólne życie i
jaką mam prace i czy wiem co w polityce?
Jak moim zdaniem zarobie na ich wnuki? Chyba
nie na muzyce, chyba nie jestem aż tak głupi
Gdyby wiedzieli że nie mam studiów i mam długi, Boże
Zjarałbym szluga i napił się wódki
Jakie masz hobby i co robisz w wolnym czasie?
Raczej nie mam hobby chyba że liczą się kace
Sporo imprezuje, gram w playstation, trwonię kasę i
trzy razy powtarzałem trzecią klasę

I mówią mi że nie mam już czasu,
I mówią mi wciąż, mówią mi cały czas
Czuję się źle gdy brakuje mi hajsu
Lecz jest mi okay, gdy pije i gram

Co mam powiedzieć, gdy jej rodzice zaczną pytać, że
śpię do 16, imprezuje zanim zasnę?
Jakie mam plany i oczekiwania wobec życia?
Nie mam nic moi kochani, chyba jestem spłukany
Ale jesteśmy tacy zakochani, całkiem sobie oddani
Przecież to widać
To co, że z każdej pracy po miesiącu chcą mnie wylać?
Przecież nagrałem super płytę, musi tylko ktoś ją wydać
Po za tym lubię czytać, lecz czasem nie mam czasu
Bo muszę się wyspać, albo wyjść do pubu, potem
Wpadają ziomki i zbijają piątki i palimy szlugi
Tak mi mijają piątki

Lubie swój dzień, lubię do czasu
Gdy mówią mi "ziom marnujesz cały czas"
Czuje się źle, gdy brakuje mi hajsu
Lecz jest mi okay, gdy mam piwo i gram

Co mam powiedzieć, gdy zapytają mnie o przyszłość, że
lubię wydawać hajs, trwonić cenny czas?
Że nie mam ani grosza, bo jakoś tak wyszło
I że lubię rap i w dupie mam co sobie pomyślą
Jakie mam plany oprócz wydania płyty?
W sumie mi to wisi, mogę skręcać długopisy
Poza tym lubię, fajne cycki i zimną Whisky, ale
nie mogę pić już bo przegiąłem kiedyś z tym
Moi znajomi palą z fifki, kręcą skręty
Lubią duże kieliszki i fajne panienki
Co więcej jestem gwiazdą, naprawdę duży format lubię
firmowe metki i imprezki w cudzych domach

Głupio mi, że nie mam już czasu,
Lecz lubię to wciąż, lubię to cały czas
Czuje się źle gdy sam stoję przy barku
Lecz jest mi okay, gdy baluje i gram

I mówią mi, że nie mam już czasu,
I mówią mi wciąż, mówią mi cały czas
Czuje się źle gdy brakuje mi hajsu
Lecz jest mi okay, gdy pije i gram
Mówią możesz wszystko, więc głowę mam spokojną
może ty, ja wiem, że czegoś mi nie wolno
Mówią to się opłaca, więc skąd skrupuły
Ja wolę wiedzieć co warto niezależnie od sumy
niezależnie od dumy, reperkusji i skutków
nawet gdy uwodzi głupców i idą za czymś tłumy
Mówią prać brudy należy w wąskim gronie za kurtyną
ale cóż i tak masz brudne dłonie
stoję, nic więcej i nic mniej niż człowiek
z każdą wadą i zaletą gotów konsekwencje ponieść
stanąć w obronie lub uderzyć pierwszy
milczeć lub wziąć pióro i pisać trudne wersy
i nawet jeśli milczę gdy trzeba krzyczeć
nawet kiedy krzyczę gdy powinienem milczeć
sumienie da mi znać, popiół mam zawsze przy sobie
i nie musisz mi pomagać, sam wysypię go na głowę

Ref.:
To tylko krok by granice przekroczyć
Spuścić wzrok, nie patrzeć w oczy
Przeszłość oddzielić grubą kreską
Lecz może zdążę ułożyć jeszcze wszystko przed śmiercią
To tylko krok by pomyśleć i się cofnąć
Zatrzymać w gardle słowo, które może kogoś dotknąć
Czasem nie wolno odpuścić i stanąć z boku
Bo w życiu są sprawy dużo ważniejsze niż spokój

Nie chcę decydować o tym co uważasz za słuszne
lecz dlaczego tylko ja mam uważać
kłótnie zniszczyły wiele relacji na mej drodze
ale cóż wiem co myślę nie na wszystko się zgodzę
nie mam zamiaru spełniać czyichś oczekiwań
w życiu nie chodzi o to by sympatię zdobywać
wiec czasem ktoś zarzuci ci egoizm i co z tego?
Masz wszelkie prawo do tego by się bronić
to boli, kiedyś blisko teraz sobie obcy ludzie
i trudno tak musiało być, nie mam złudzeń
nie mam pretensji, nie czuję nienawiści
wszystkiego najlepszego, obcy jest mi smak zawiści
mszczą się słabi, nawiedzeni chcą cię zbawić
czasami duma nie pozwala spraw naprawić cóż
czasem granice ktoś przekracza
a w życiu nie ma powrotów, czas przecież nigdy nie zawraca

Ref.:
To tylko krok by granice przekroczyć
Spuścić wzrok, nie patrzeć w oczy
Przeszłość oddzielić grubą kreską
Lecz może zdążę ułożyć jeszcze wszystko przed śmiercią
To tylko krok by pomyśleć i się cofnąć
Zatrzymać w gardle słowo, które może kogoś dotknąć
Czasem nie wolno odpuścić i stanąć z boku
Bo w życiu są sprawy dużo ważniejsze niż spokój

Tak wiele ocen wystawionych zbyt pochopnie
wiele decyzji podjętych zbyt gwałtownie
wracały do mnie, dlatego dziś biję się z sobą
jedynie a w życiu innych stoję obok
czasem możemy nie znać czyjejś motywacji do czynu
i oddalamy się od racji obierając zły azymut
słowo do wszystkich depozytariuszy prawdy
przyjdzie dzień kiedy los to właśnie z was zadrwi
Jeśli nie znasz warunków, fakty są ci obce
jakbyś mieszkał na księżycu i chciał mówić coś o Polsce
Czasem kompleksy biorą górę nad rozsądkiem
ale twoje porażki z sobą to nie jest mój problem
kiedyś za wszystko w życiu sam odpowiem
nikt mniej i nikt więcej, po prostu człowiek
gdzie jest granica co wolno i co warto
szukam, a każdy krok jest dla mnie w życiu niespodzianką

Ref.:
To tylko krok by granice przekroczyć
Spuścić wzrok, nie patrzeć w oczy
Przeszłość oddzielić grubą kreską
Lecz może zdążę ułożyć jeszcze wszystko przed śmiercią
To tylko krok by pomyśleć i się cofnąć
Zatrzymać w gardle słowo, które może kogoś dotknąć
Czasem nie wolno odpuścić i stanąć z boku
Bo w życiu są sprawy dużo ważniejsze niż spokój
Był taki epizod
W którym
Odwrócił się
Ściągnął spodnie
Wypiął tylną część ciała
W kierunku składu sądzącego
A następnie zrobił kupę
Na ławie oskarżenia
Nikt nie kocha tych co na dnie.
Kiedy jest Ci źle, kiedy masz kłopoty liczysz na przyjaciół.
I wtedy widzisz, że nikt nie widzi Cię
Tak, właśnie wtedy to dostrzegasz.
Zawsze było wielu kolegów i wiele koleżanek.
Klepali Cię po plecach kiedy miałeś pęgę w kieszeni.
Wtedy Cię cenili, wtedy kłamali, właśnie wtedy Cię zdradzili.
Kiedy liczyłeś na pomoc ich nie było.
Twoje towarzystwo wtedy ich nudziło i drażniło.
Tak, bo nikt Cię nie chce kiedy jesteś na dnie.
Nikt , ponieważ jesteś na dnie.

Gdy jesteś na dnie, musisz radzić sobie zupełnie sam.
Tak, ja to znam, tak, stary ! x4

Tak, ja to znam z autopsji, a nie z kina.
Bo kiedy pęgi nie ma, nie ma przyjaciół.
Wtedy każdy się wypina na Ciebie i tak jest. Zrób sobie test !
Wtedy zdajesz sobie sprawę, o co tutaj chodzi.
Kiedy pęgę masz w kieszeni wokół Ciebie pełno ludzi.
Wtedy każdy Ciebie kocha, każdy chce być z Tobą.
Życie zapier**** jak pociąg ekspresowy.
Siedzisz w klasie biznes, świat jest kolorowy.
Ale spróbuj tylko stracić to co masz, haha.
Pęgę , samochód, piękny dom.
Nie do wiary ! Przyjaciele spierd*lili, zawijają się towary.
Nikt Cię nie odwiedza, nikt nie dzwoni. Czary mary ?
Haha, tak to jest, kiedy pęgi nie ma, kiedy nie masz co jeść !

Musisz radzić sobie zupełnie sam, tak stary !
Tak, nie masz wyjścia.
Musisz radzić sobie zupełnie sam, tak stary !
Musisz radzić sobie zupełnie sam, tak stary !
Musisz radzić sobie zupełnie sam.
Tak, nie masz wyjścia.
Czujesz zapach krwi, ciał palonych swą
tracisz poczucie bezpieczeństwa kiedy odcinają prąd ?
Podpalamy ląd, atak na linie lotnicze
z bazuką w łapie do samolotów strzały ćwiczę
i na kasę liczę od sponsora na działalność
słabych oratorów zlikwidować, syf ogarnąć
terrorym karalność, tych wszystkich co kaleczą,
za bitem się wleczą, ledwo, ledwo, ledwo skrzeczą
mocny atak dzięki skreczą które z mocą katiuszy
przepędzi syf z okopów, generałów rozjuszy
patrz kolejna kampania, podpisują rezolucję
my schowamy się w lesie, dzidy macie ty włócznię.
Będziemy walczyli jak tysiącletni asasyni
a zapłatą będą pieśni uliczne, parkiet
co na wysoko rozwinięte kraje patrzą z pogardą
narażeni propagandą ludzie karmią się i karmią
platynowe naszyjniki, kubańskie cygaro
tak samo jak strecz ma swoje własne radio
łącz mnie z centralą, kody zielony szerszeń
masz chiński syndrom w pewien bardzo czarny wrzesień
taki mój deseń, nikt nie wie jak wyglądam
rysopis mam podobny do carlosa i do bonda
po co byłem w Paryżu, i czy złapałem kontakt
gdzie mam pochowane konta, gdzie nasze miejsce spotkań
odpierdol się władzo
nie puszczam farby jak madonna
choć liryka nie podobna to mam dzisiaj ten luzik
jak ona i jej mjuzik wpuściłem ich w maliny
pytali o związki z telegrafistą od kaliny
i czy jest od sprężyny, który robi dla brzozy
pozdrawiam listonosza, który paczki mi donosi
terrorymski skład o nic nie będzie się prosił

Peja sekiury tata, wychowani na tatami
wojownicy z nami nie z badernmajnchofami
ćpunów krutkagrafu mienią się terrorymami,
którzy swymi rymami prawie się pozabijali
ich słowa obrócone przeciwko im samym
każdy z nim chciał być znanym ale został przegranym.
A moja papuga lejdi anty ameryka
na każdej sprawie fika tak jak endrju przy głośnikach.
Ma przenośne stereo, które docenił sabat
kumpel na tańczył breka i zna się na miliardach
ofiary zielonych, przez świat znienawidzonych
jak w south parku Kanada
ta sprawdź o czym gadam
terrorymów guru pierwszy przewodnik stada
pieprze groteskę, zabójczym senteksem
mam niezłą kreskę u tych z kongresu
czasami w kafi raz w uniformie stresu
kamuflaż podstawą do zrobienia interesu.
A kolejny nielegal, gonię z samochodu pułapki
tam gdzie ośmiornicy macki tam komisarz Katanii
razem z nim karabinierzy, oni są przegrani
terrorymem pojechani, jak z gieeru wywiad
prosty jak przykład który chciałem im podać
oni łykną wszystko nic ująć nic dodać
Niemen, Berlin wschodni terrorym da ci kopa
i finansowy zastrzyk jak Guweicka ropa
czas zakupić popa, pozor, szrafter, jakaś kula
snajper sfuszerował, medi ściągnął go z szura
lekko pordzewiały lugier, schowany w skrytce Wołgi
na zachodnim brzegu czołgi, więc dzwonił Mustafa
że chcą tego pasera wiesz bum bęc pozamiatać
sprawa paskudna, on nadawał w tylu studiach
terrorymu beznastudnia z cykaczami z południa
teraz wyspa bezludna, siamano głantanamo
to nie ten punkt sporny nie do tego nas wybrano
misja Kleopatra, kody raket z gier plejstejszon
jest z nami jeden palik z eterna reflekszon
jest jest joł, terrorym na to pierwszeństwo
raz dwa trzy, rymy znikną zwycięsko

Dowiedź swych racji w bezpośredniej konfrontacji
nie dyskutować z nikim bez zbędnych negocjacji
gdy nikt słuchać nie chce robi się niebezpiecznie
bez zwrotu dla sprawy oddać duszę jesteś gotów
walka na ulicach miasta zwarta konfederacja
działamy w konspiracji nasza paraizolacja
wiedz swoje satysfakcja łańcuchowa reakcja
zanim front ten się zmieni wrócisz w krainę cieni
będą zadowoleni to brygady mścicieli
tylko wojownik doceni bo on z bronią się żeni
opadnie medialna kurtyna i jak mucha medatefa
wydane rozkazy druga gazy to strefa
strach niczym tapeta pokryje okolice
błagaj bogów o litość, poświęcimy dziewice
czarne historii strony zapisane gęstym drukiem
dzisiaj nie wygramy jeszcze jutro tu wrócę
przygotowany lepiej prawdą kłamstwo zaślepię
dziś się nie udało jutro zrobię to lepiej
nie kupisz tego w sklepie tego nikt ci nie sprzeda
dziedziczysz to w genach takich dzisiaj nam trzeba
szczególnie atrakcyjny staje się pomysł który
podsunie ci sam wróg jak zwycięstwo powtórzyć
znam wielu terrorystów z jednym się wychowałem
mieszka całkiem niedaleko ziomuś talibanek
metoda w szaleństwie każdy wiedział że tak będzie
ten tekst to senteks a muzyka to zapalnik
te słowa są po to żeby nimi zawalczyć
od zawsze tarcia na światowej scenie
czołgi kontra kamienie establiszmen podziemie
otrząśnij się z tego bądź jak wojownik galaxa
zdrajców wlec będziemy ulicami tego miasta

Załóż kamuflaż i ukryj twarz swoją
będziemy tu walczyć te słowa będą bronią
poglądy będą zbroją nosił ją będę z dumą
nie zawracaj nigdy nie poddawaj się brudom
Wybory, wybory taka nasza karma
Musisz decydować na czym polega twa walka
Wybory to słowa na nie zapisanych kartach
Raz doradzi Tobie Anioł, a raz może Szatan x2

(Decyzje, decyzje o nie) x4

Minął już czas kiedy podejmował za mnie je ktoś
Nie jestem "Bajtlem" wiem co to jest odpowiedzialność
Za swoje czyny poniose konsekwencje
Nie mniej, nie więcej tylko do siebie pretensje
Jest koniec marca, a od stycznia wszystko leży
Tyle złych decyzji, że aż nie chce mi się wieżyć (a ja)
Pije to piwo, które ciągle sobie waże
Było tyle marzeń, a jest seria gównianych zdarzeń
Czy to tylko moja wina nie wiem tego Ku**a ale
Wychodzi ze mnie syf jak dziwa na bulwar
Nie mogę na nikogo zwalać dobrze wiem to, ale
Boli mnie serce, które jeszcze nie pękło
Patrzę na życie, które cieknie mi przez palce
Dałem siebie robić w ch**a i stałem padalcem
Nie wiem czy posklejać wszystko jeszcze mi się uda
Jak narazie dla mnie jest tylko wina i fura.

(Decyzje, decyzje o nie) x4

Było by fajnie pisać uniwersalnie dla was
Dziś nie potrafię, a mnie te rapy żrą jak kwas
Mam milion myśli, a żadna nie jest fajna
Tylko banalna, tak bardzo chciałbym móc cofnąć czas
To się nie uda, nie ma co nawet pieprzyć
W internecie, w pracy, w domu, wszędzie niezły meksyk
Oczekuje od siebie, że będę lepszy
Może mądrzejszy, albo zdurnieje do reszty
Pytanie tylko co czeka mnie za rogiem?
Tysiąc decyzji, które wciąż leżą odłogiem
Waham się przy jednych, a innych się boję
W miejscu trwam jak Lahm łapie paranoje
Nie mogę wiecznie tak, bo czas ucieka
Umówię na wizytę się, ponoć to niezły lekarz
I pytam siebie, ziom na co jeszcze czekasz
Daab taki jaki jest nie pozytywny przekaz

Ref.
Wybory, wybory taka nasza karma
Musisz decydować na czym polega twa walka
Wybory to słowa na nie zapisanych kartach
Raz doradzi Tobie Anioł, a raz może Szatan x2

Nie ufasz sam sobie, to Cię życie skarci
Intuicja wielkim darem pisał Joseph Murphy
Wybór cechą życia, nie wybiera człowiek martwy
Pamiętaj, że wybór mówi ile twój bieg warty
Nie zdecydowane dusze morza życia nie przepłyną
Ja wyboru dokonałem zanim los mnie oddał rymom
Wyginął w magii impasu i nigdy nie zasłynął
Zbyt ostrożni (o nie) dylematy ich zabiją
Życie to wybór, każda chwila to decyzja
Czasem mniejsze zło się liczy, a czasem liczy precyzja
Zły wybór też dobry, bo gdy musisz rany lizać
To najlepszą na tym świecie dostajesz lekcje od życia
Marny los człowieka, wspiera intuicja
To nasz (.......??)by była różnica
(..........??) wrażliwości kwestią
To subtelna siła pisał o niej Henri Bergson

(Decyzje, decyzje o nie) x4

Ref.
Wybory, wybory taka nasza karma
Musisz decydować na czym polega twa walka
Wybory to słowa na nie zapisanych kartach
Raz doradzi Tobie Anioł, a raz może Szatan x2
Temat awantury tej konkretnej i za bzdury
Na imprezie swych,typów podkręciły maniury
Jest już typ, który na żywca, wciągają go do fury
Wyrwał się i nie wie, który
Masz europejskie miasto kultury
Szklanka wbija ci się w twarz
Z okrwawioną mordą przed siebie gnasz, pamiątkę masz
Do końca życia, morda do szycia
Dla niektórych awantury kończą się końcem życia
Nic do ukrycia, że kosa to nie liść
Ty próbujesz bez zadymy iść
kolujesz, kozaczysz, kozakujesz
Łapiesz kosę, kozactwo z ciebie ulatuje
Sprawa się komplikuje teraz, bo pierdolłeś parę bań
Powiedziałeś kilka głupich zdań
Poszedł cios, wymiana kos
Taki los, los

[x2]
Europejskie miasto kultury, co krok awantury
Nadchodzi zmrok, zachowaj zdrowy tok myślenia
Bo jesteś w zasięgu pola rażenia
Firmy rap usłyszysz nie za wesoły

Lekcja, życiowej szkoły lekcja
Jak ja ją odebrałeś, jak ja bez dania racji się nie wpierdalałeś
Proste, zachować się umiałeś, proste
Co do czego wstałeś, proste
Więc bać się nie musiałeś
Proste kosy ostre Kraków
Wyprawy nocne nie dla każdego są owocne
Sytuacje te, bez pleców nie wychylaj się
Bo za plecami czai się twój wróg
Uważaj żeby nie ścięło cię z nóg
Żebyś podnieść się mógł
Bez wbitej kosy, połamane nosy
Losy, wolę ważyć na życiowe sztosy
Nasza bomba tyka, chemika pięć zero w łapie
Tu nie styka, panowie znamy swego przeciwnika
Niejeden widział jak strach połyka
Przykład z Atomika, styka nam
By przewinąć wam firmy plan działania
Wspólnie i w porozumieniu dokonania
Policji omijania, wymiar prawdy zachowania
Podświadomość docierania, człowieku

[x2]
Europejskie miasto kultury, co krok awantury
Nadchodzi zmrok, zachowaj zdrowy tok myślenia
Bo jesteś w zasięgu pola rażenia
Firmy rap usłyszysz nie za wesoły

Jest już typ, który dostał, został wyrzucony z fury
Mendom palcem pokazuje, który, co wynikło z awantury
Zjazd do prokuratury, wjazd na puchę
Wszystko się poszło jebać za jednym ruchem ręki
Za taka fazę dzięki, sądowe męki leżysz
Przedłużeniem ręki, teraz może mi uwierzysz
Że nie raz nie warto

Europejskie miasto kultury, co krok awantury
Nadchodzi zmrok, zachowaj zdrowy tok myślenia
Bo jesteś w zasięgu pola rażenia
Firmy rap usłyszysz nie za wesoły
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo