Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Był taki epizod
W którym
Odwrócił się
Ściągnął spodnie
Wypiął tylną część ciała
W kierunku składu sądzącego
A następnie zrobił kupę
Na ławie oskarżenia
Dla mnie są ważne czyny odważne
Wybrane nie każde uliczne konekcje
Rapowe grupy dające lekcje
Mam własną sekcje i punkt widzenia
To się liczy dla mnie i dla Cienia
Jak zarobić bez podejrzenia
Nie stać się ofiara losu
Zjednoczyć siły w poszukiwaniu sztosu
Mięć duży plus u miejscowych bossów
Numer jeden to dobro rodzinne
Klima to słowo jest hymnem
Związek z dymem ma duża wartość
Mała masarka i jej zawartość
Teraz Wojtas W.Z.G.Ó.R.Z.E. Molesta
Powie co jest ważne a co nie
Na pierwszym planie najważniejsza rodzina
Moi ludzie którzy maja pozytywny klimat
Hip-Hop numer jeden wibracja
Bunty i nie kończąca się libacja
Tak ważne jest postępowanie
Działać tak by u innych mieć poważanie
Szacunek który budzi zaufanie
Być prawdziwym mieć zawsze swoje własne zdanie
Pieprzyć kłamstwa i ściemnianie
Tych którzy wałkują na przerzenionym gramie
Mówie ci ziomek nie ważny jest szmal
Moje miejsce to mały domek nie Tadzmachal
Masz poukładane w głowie a w mięśniach stal
Więc powiem ci co jedyne jak Chrystusowy gral
Jedyne układy są nie do spalenia
Uważaj bo trudne są do odtworzenia
Kiedy będziesz mówił rzeczy, nie do mówienia
Brzydził będziesz się własnego imienia
To co mówią w zazdrości jest nieważne Włodi
Tak jak to że ktoś za klopsy graffiti robi
Każdemu jest ciężko to nie jest żadne tłumaczenie
Włodi nawinie o tym co ma naprawdę znaczenie
Prawdziwych kart na stół wyłożenie
Ktoś prawdziwy tak jak drzewo ma korzenie
Nie ważne są racje bez poparcia
Choć byś miał za dwóch pary
I wszystko chuj jak Elektryczne Gitary
Nie ważne co się mówi w jakimś wielkim biurze
Ważniejsze rzeczy przeczytasz na Służewieckim murze
Dla zgredów wandalizm dla nas ma znaczenie duże
Nie ważne są kawałki w małej kulturze
Znam dobrze zasady życiem rządzące
To K.K.W.W.M. kasa kręci wszystkim wokół mnie
To nie istotne bo to są pieniądze
A skąd mam to jest T.N.T.P.
To nie jest twój problem więc nie wchodź w mój cień
To jest istotne gdy swinguje Hip-Hop
Wszystko się zazębia i jest Tip-Top
Postaw na te rymy w tej gonitwie to pewniak
Razem W-Y-P-3 i Moleta nie ściemnia
Złoto, Lexus, konfekcje od Cartiera
To jest istotne by spełniać swoje marzenia
Ważne by być dymem w dzień wyluzowany
Jeden, dwa, trzy, żeby temat skręcić
Cztery , pięć , sześć żeby znów zwyciężyć
Szacunek dla tych których Hardcore kręci
To warszawski styl
Ktoś dziś będzie najlepszy my tego nie wiemy
Przekaz dla chłopaków w tym się specjalizujemy
Dla mnie ważne jest że do nich to dociera
Słuchasz Procedera nadchodzi nowa era
Nigdy nie sam Chada zawsze wspiera
Nie obchodzi mnie marne słowo frajera
To co na łamach brukowca cię oczerni
A my jak zwykle swoim racjom wierni
Poważnie mam jak każdy sprawy ważne
Dla mnie jest ważne poważanie u dobrych
Dla klimy szacunek jak dla swoich ludzi
Nigdy się nie znudzi składać rymy zawsze
Po pierwsze dla siebie to jest dla mnie ważne
To nie z filmu wzięte, ale z życia fakt
Proceder, Hemp, Molesta , Warszawski pakt
Każdy popełnia błędy ważne jest słuchać rad
Pokój dla Wzgórza niech spłonie wielki blunt
Tak, niech spłonie wielki blunt
Potrzebuje do końca zostać w swoim składzie
To dla mnie jest ważne nie mów że nie poważne
I zostaje każdy z moich ręke mi podaje
Ważne że z klimą szanujemy się nawzajem
Popierać się to jeden za drugim stanie
W walce o przetrwanie w Polsce dla nas
Rozwijać skrzydła dogadać się
Wszystkie twarze pogrążone w dymie
Ja żyje w Agro, Ty żyjesz w klimie
Muzyka nie upadnie i nigdy nie zginie
U was czy u nas nie padnie w tym wieku
Molestyk Mistyka i Wzgórze człowieku
Tak to płyta trzy człowieku
Tak dla was
Więcej wrogów niż przyjaciół,znaczy że odniosłem sukces
Chociaż w życiu dopinguje mnie nadal nie jeden kumpel,
Rps to o spółce mam silną grupę wsparcia
Jak Marcello Mastroianni, podczas wielkiego żarcia
Nie mam miejsca na kłamstwa,masz tu garść naszych dokonań
Dla naszych fanów pozycja obowiązkowa
Chcesz dyskutować,chcesz? Ja spytam o czym
Wzrasta poziom przemocy niczym w kingston, więc dosyć.
Na majku Ricardo luz jak Teddy Richardson
Choć to mnie robią foty, i nazywają gwiazdą
Żeby nie srać w swoje gniazdo to podstawą moich dążeń
Widzę fałsz ludzkich spojrzeń często potrafię go dojrzeć,
Znam swoją siłę, moc sprawcza plus słowa
Ponoć bardzo szeroka gama złych zachowań.
Nazywali mnie skazańcem, i popaprańcem
Nie wiedząc jak to jest gdy ktoś odbiera Ci szansę
Dobrze wiem że stoi za mną negatywny elektorat
Hardcorowa ulica, nieuleczalnie chora.
Każdy z moich kolegów ma tutaj ksywę olewus
Dla nich bardziej popularny niż The Beattles i Jezus.

Ref.
Ja wyjebane mam
I nadal ten rap gram
I co ty zrobisz nam, ten świat jest nasz
Nienawidź kurwo nas to dla nas jest ten hajs
Ty siłę dajesz nam SLU Gang

Mój rap nie na listy jest zbyt realistyczny
Zupełnie niepodobny do przekazu z telewizji
I co rusz hit klasyczny który gra piracka stacja
Muzyki szukaj w sklepach, nie w komercyjnych stacjach
Będąc niepopularnym w pewnym kręgach wnet wyklętym
Robię wciąż taki rap, że mój flow pójdzie im w pięty
Tu gdzie głos cenzora nieumyślnie wskaże fakty
Które bez popity łykną głodne wrażeń nastolatki.
Przyjdzie tylko fałsz, obłuda, hipokryzja,
Święta inkwizycja szykowali stos dla Ryśka,
I kolejne łgarstwo, moralne panikarstwo
Które zwalczyłem dziarsko, puszczając rap-ploty w miasto
Nie Ącki nie Kącki, żaden z was mi nie nabruździ,
Co najwyżej może nasrać jeden drugiemu do buzi
Krótki film o zabijaniu wy sapiecie mnie to nudzi
Bo nadszedł czas rozliczeń i to ja dziś mam ten luzik.

Ref.
Ja wyjebane mam
I nadal ten rap gram
I co ty zrobisz nam, ten świat jest nasz
Nienawidź kurwo nas to dla nas jest ten hajs
Ty siłę dajesz nam SLU Gang

Utwierdzony w przekonaniu że tu nie da się nic zmienić
Wciąż bardziej obcy niczym Janusz Panasewicz
Nie daj satysfakcji ludziom którzy mają wciąż Cię za nic
Oni śmieją się gdy krwawisz,Oni chcą Cię dobić czaisz?
Koszę umysły dzieciaków i biorę na to poprawkę
Gdy rozhisteryzowany tłum szarpie mnie za nogawkę
Chcesz wyrazić sprzeciw gestem, co zabrakło słów?
Schowaj ten środkowy palec, lepiej unieś w górę kciuk
Na miły Bóg media wciąż trąbią to samo
Porównali mój odpał do pieprzonego Altamont
Czasem mam dość ich,pragniesz wolności
Wtedy uciekasz przed życiem jak z pudła Zdzisław Najmrodzki,
Oto okruchy prawdy, zawsze walczę o godność
Rzucam popiół dla mas, antidotum na samotność
To żadna podłość lecę według wytycznych
Dla tych oddanych fanów, którzy są bezkrytyczni.

Ref.
Ja wyjebane mam
I nadal ten rap gram
I co ty zrobisz nam, ten świat jest nasz
Nienawidź kurwo nas to dla nas jest ten hajs
Ty siłę dajesz nam SLU Gang
Noc, 2:06, 26 lipca
Chodź, tu masz treść ujętych słów w linijkach
Umiemy czuć i żyć jak nas uczono w domach
Wmówili nam, że przyszłość to ponoć niewiadoma
Nie mam uszu jak sonar czy mózgu jak Einstein
Ale wiem kto jaki ziomek szuka dróg
tu po hajs
Patrz, czego byś chciał, brat? ameryki w szkole
Gdzie co drugi uczeń marzy by mieć nabity pistolet
Chwalimy się poziomem choć przy spuszczonych zasłonach
Ojciec to alkoholik, a syn skończony narkoman

Kto kogo wychował? mieć zamiast twarzy odbyt
Córkę, co przez całe życie typom wali kolby
Powiedz kto w kogo zwątpił, na siebie zobacz
Brat ja tak naprawdę już nie wierzę w słowa
Katolik, Jehowa, Żyd czy muzułmanin
Każdy by cię zabił choćby dla swojej wiary
Ale w co ja wierzę? w to, że tu siedzę
2:35 zegarek
okiem śledzę, nie mam uprzedzeń
Tylko to flow za którym idę tam gdzie Czesław Niemen
Wiedza, blok mówi sama za siebie

[x2]
To nasz dom (nie ma miejsca jak dom)
To nasz dom (jak tu żyć sam najlepiej wiesz)
To nasz dom (nie ma nie ma miejsca jak dom)
To nasz dom (da się da się żyć jakoś)

Minęła 3:00, księżyc dawno schłodził nawierzchnię
W tym mieście najczęściej zazdrość rodzi agresję
W ciągłym niebezpieczeństwie brat co ja Jack Dowell
W ciągłym niebezpieczeństwie brat tylko jest frajer
Na wieki wieków amen, masz tu religijnych w kurwę
Co by pokochali ciebie, ale w parku sztywnych w trumnie
Praca - Londyn, brzmi dumnie, ale za jaką flotę
Przy tym kursie się wydaje, że ci dziś płacą błotem
Ale gnić tu z powrotem ci przejdzie z alkoholem
Gdy zobaczysz tu jak dziwki robią w sejmie przedszkole
Żyć pazernie w żywiole to wylizał byś banknot
0-300 sobie zamów syfilisa od Mango
To pierdolony zamach na wolność
Bo to co kręci młodych to dziś anal i porno
Byle baran chce dojść do celu z zyskiem
Ryzyko to ten szrot co za dwie stówy tobie wypnie silikon
Oddaj to emerytom, a odnajdziesz to w radiu
Jeśli tak wygląda Bóg to mów mi tu BIG Notorious
Prawda chwilą jak są (pozory najczęściej mylą)
(Tak jak to, że skromni ludzie głowy chylą)

[x2]
To nasz dom (nie ma miejsca jak dom)
To nasz dom (jak tu żyć sam najlepiej wiesz)
To nasz dom (nie ma nie ma miejsca jak dom)
To nasz dom (da się da się żyć jakoś)

To nasz dom
Do Miasta Stumostów przybył z nowym tysiącleciem
Matura pyknęła, każdy swój sweterek plecie
Jak UFO przez Wroclove chciał daleko lecieć
Sami to wiecie, nikt nie chce żyć na diecie
A w jego świecie stał biały domek z blondynką w kabriolecie
Adwokat diabła na Krecie w swym odrzutowym jet'cie

Cyk, cyk polewaczka wodą peroni psika trawa w lecie.
Zimą prywatny śnieg
Plazmy i sweter w niedźwiedzie
Wszyscy od śmiechu duszą się z jego żartów przy obfitym obiedzie
Łukasz Łukasz, do kogo tak mrugasz
Fortuną serca nie zagłuszysz tak jak ręką fiuta nie oszukasz.
powiedział Maciek, którego jeszcze 7 lat nie poznał.
Więc nie usłyszał i źle karty rozdał.

Ta, ze swą miłością do Miasta Stumostów przybył z nowym wiekiem
Jak bagnety Boga Jody przyciągnęło ich do siebie.
Naćpanych poleceń i stereotypów lekiem
Zobaczył z nią to miasto pogięte jak żuka dekiel
Miasto, które przegrało z Sovietonem jak prawda z esbekiem
niejeden strzeliłby se w łeb
Gdyby wyglądał tak jak ono po wyjściu z wojny piekieł
Breslau bałaganu twierdza, szydził niejeden szyderca
A on po prostu zaczął pięknieć. Naturalnie, od serca.

Stary rynek był już wyzwolony
peleryny wolno zrzucały nowe domy
Neony, wszędzie Sovietonusa plony
Wrony, fruwają tony słów
obok mały Lwów

Tutaj mrok żydowski, nuta truk z kostki
Samomasujących ulic krzywo-wąskich
Płaskich, lecz falujących jak fabryka snów
Noski, ludzie z wytartymi czubkami głów
Boski, klimat dystansu i misz-maszu (...) tira groteski i mostki
Zielony, żółty i niebieski
Małostki, podwala
A kiedy stawał zagubiony ludzie pytali go
Czujesz zapach krwi, ciał palonych swą
tracisz poczucie bezpieczeństwa kiedy odcinają prąd ?
Podpalamy ląd, atak na linie lotnicze
z bazuką w łapie do samolotów strzały ćwiczę
i na kasę liczę od sponsora na działalność
słabych oratorów zlikwidować, syf ogarnąć
terrorym karalność, tych wszystkich co kaleczą,
za bitem się wleczą, ledwo, ledwo, ledwo skrzeczą
mocny atak dzięki skreczą które z mocą katiuszy
przepędzi syf z okopów, generałów rozjuszy
patrz kolejna kampania, podpisują rezolucję
my schowamy się w lesie, dzidy macie ty włócznię.
Będziemy walczyli jak tysiącletni asasyni
a zapłatą będą pieśni uliczne, parkiet
co na wysoko rozwinięte kraje patrzą z pogardą
narażeni propagandą ludzie karmią się i karmią
platynowe naszyjniki, kubańskie cygaro
tak samo jak strecz ma swoje własne radio
łącz mnie z centralą, kody zielony szerszeń
masz chiński syndrom w pewien bardzo czarny wrzesień
taki mój deseń, nikt nie wie jak wyglądam
rysopis mam podobny do carlosa i do bonda
po co byłem w Paryżu, i czy złapałem kontakt
gdzie mam pochowane konta, gdzie nasze miejsce spotkań
odpierdol się władzo
nie puszczam farby jak madonna
choć liryka nie podobna to mam dzisiaj ten luzik
jak ona i jej mjuzik wpuściłem ich w maliny
pytali o związki z telegrafistą od kaliny
i czy jest od sprężyny, który robi dla brzozy
pozdrawiam listonosza, który paczki mi donosi
terrorymski skład o nic nie będzie się prosił

Peja sekiury tata, wychowani na tatami
wojownicy z nami nie z badernmajnchofami
ćpunów krutkagrafu mienią się terrorymami,
którzy swymi rymami prawie się pozabijali
ich słowa obrócone przeciwko im samym
każdy z nim chciał być znanym ale został przegranym.
A moja papuga lejdi anty ameryka
na każdej sprawie fika tak jak endrju przy głośnikach.
Ma przenośne stereo, które docenił sabat
kumpel na tańczył breka i zna się na miliardach
ofiary zielonych, przez świat znienawidzonych
jak w south parku Kanada
ta sprawdź o czym gadam
terrorymów guru pierwszy przewodnik stada
pieprze groteskę, zabójczym senteksem
mam niezłą kreskę u tych z kongresu
czasami w kafi raz w uniformie stresu
kamuflaż podstawą do zrobienia interesu.
A kolejny nielegal, gonię z samochodu pułapki
tam gdzie ośmiornicy macki tam komisarz Katanii
razem z nim karabinierzy, oni są przegrani
terrorymem pojechani, jak z gieeru wywiad
prosty jak przykład który chciałem im podać
oni łykną wszystko nic ująć nic dodać
Niemen, Berlin wschodni terrorym da ci kopa
i finansowy zastrzyk jak Guweicka ropa
czas zakupić popa, pozor, szrafter, jakaś kula
snajper sfuszerował, medi ściągnął go z szura
lekko pordzewiały lugier, schowany w skrytce Wołgi
na zachodnim brzegu czołgi, więc dzwonił Mustafa
że chcą tego pasera wiesz bum bęc pozamiatać
sprawa paskudna, on nadawał w tylu studiach
terrorymu beznastudnia z cykaczami z południa
teraz wyspa bezludna, siamano głantanamo
to nie ten punkt sporny nie do tego nas wybrano
misja Kleopatra, kody raket z gier plejstejszon
jest z nami jeden palik z eterna reflekszon
jest jest joł, terrorym na to pierwszeństwo
raz dwa trzy, rymy znikną zwycięsko

Dowiedź swych racji w bezpośredniej konfrontacji
nie dyskutować z nikim bez zbędnych negocjacji
gdy nikt słuchać nie chce robi się niebezpiecznie
bez zwrotu dla sprawy oddać duszę jesteś gotów
walka na ulicach miasta zwarta konfederacja
działamy w konspiracji nasza paraizolacja
wiedz swoje satysfakcja łańcuchowa reakcja
zanim front ten się zmieni wrócisz w krainę cieni
będą zadowoleni to brygady mścicieli
tylko wojownik doceni bo on z bronią się żeni
opadnie medialna kurtyna i jak mucha medatefa
wydane rozkazy druga gazy to strefa
strach niczym tapeta pokryje okolice
błagaj bogów o litość, poświęcimy dziewice
czarne historii strony zapisane gęstym drukiem
dzisiaj nie wygramy jeszcze jutro tu wrócę
przygotowany lepiej prawdą kłamstwo zaślepię
dziś się nie udało jutro zrobię to lepiej
nie kupisz tego w sklepie tego nikt ci nie sprzeda
dziedziczysz to w genach takich dzisiaj nam trzeba
szczególnie atrakcyjny staje się pomysł który
podsunie ci sam wróg jak zwycięstwo powtórzyć
znam wielu terrorystów z jednym się wychowałem
mieszka całkiem niedaleko ziomuś talibanek
metoda w szaleństwie każdy wiedział że tak będzie
ten tekst to senteks a muzyka to zapalnik
te słowa są po to żeby nimi zawalczyć
od zawsze tarcia na światowej scenie
czołgi kontra kamienie establiszmen podziemie
otrząśnij się z tego bądź jak wojownik galaxa
zdrajców wlec będziemy ulicami tego miasta

Załóż kamuflaż i ukryj twarz swoją
będziemy tu walczyć te słowa będą bronią
poglądy będą zbroją nosił ją będę z dumą
nie zawracaj nigdy nie poddawaj się brudom
*****ony zero piąty
*****ony zero piąty

*****ony zero piąty, uwolniłem się od klątwy
Rok wybitnie podły, podsumuję go - był wątły
Kłopotliwy zero piąty, to *****ysyn był okropny
Wyjątkowo wredny, podły, jak to dobrze, że się skończył

*****ony zero piąty, uwolniłem się od klątwy
Rok wybitnie podły, podsumuję go - był wątły
Kłopotliwy zero piąty, to *****ysyn był okropny
Wyjątkowo wredny, podły, jak to dobrze, że się skończył

Styczeń - ja już piszę, to początek - ledwo dyszę
Nasz klip przerywa ciszę, na dobre przyjęcie liczę
Singiel to różnice przedstawione przez krytykę
Ja dopijam likier, ***** w tę i w politykę
Jakie życie taki rap, a to życie jest kurewskie
W Będzinie dziewiątego wspieram Wielką Orkiestrę
Znów przester nie przestój, z płytą N'te przesunięcie
A to już piętnasty i w Poznaniu *****nięcie
Jakoś będzie jak ten backstage na zamku po koncercie
I nagle tak zły news, że aż w gardle staje serce
Bo Junikowski cmentarz, to nie jest fajne miejsce
Brak mi słów Grucha, może tam ci lepiej będzie
Luty - mroŹny [?] a nam tu nieznana nuda
Czy zakupić coś się uda, jeden ***** dostał z buta
*****ony, tu raz z pabialginą, to nie Luta
***** nie diler, zwykły brudas, wita cię berliński kuda
Że nic nie stało się udam? nie ma takiej możliwości
Wracam z odrapanym ryjem i sporym zapasem złości
Marzec - siedemnasty - urodziny mego brata
Moja ex kontra next, a ja jestem w tarapatach
Co zrobić? melanż - innego nie mam pomysłu
Od tych wspólnych ich spotkań łapię pomieszanie zmysłów
Kwiecień - zaczynamy trasę, coraz lepiej idzie z czasem
Maj - jest wypasem, choć klip raczej nie wypał
Reprezentuje biedę, ja znam się na tych klipach
Płyta, broni się sama jakbyś o to człowiek pytał
Dalej w kraj jedziemy, jest Tarnów wcześniej Przemyśl
Takich imprez jak najwięcej, dla tych miast respekcik szczery
Czerwiec - kilka imprez, tych do rana ja nie zliczę
Hajs nadal koszę, hajs nadal liczę
W koszalińskim klubie pustki, za to Śląsk wita nas mocno
Burza, która kończy koncert - za to sorry Jaworzno
Aż tak Źle to nie jest, w pub'ie każdy dziś się śmieje
Gruby melanż z DJ'em, zapytasz co się dzieje?
To medal dla Posnani stał się faktem mam nadzieję
Że w sezonie '06 to nie kpina, będzie finał

*****ony zero piąty, uwolniłem się od klątwy
Rok wybitnie podły, podsumuję go - był wątły
Kłopotliwy zero piąty, to *****ysyn był okropny
Wyjątkowo wredny, podły, jak to dobrze, że się skończył


*****ony zero piąty, uwolniłem się od klątwy
Rok wybitnie podły, podsumuję go - był wątły
Kłopotliwy zero piąty, to *****ysyn był okropny
Wyjątkowo wredny, podły, jak to dobrze, że się skończył

Lipiec - to Heineken, niezła luta, koncert Snoopa
W.Y.P. 3 Filip, bywam i loopa
Na kwadrat rano z buta, o suchym ryju wracam
Ten kawałek [?] w oczekiwaniu na kaca
Bang-bang w przedpokoju, poprawienie nastroju
Potem browar, Mazury, koncert, chwila spokoju
I znów Jastrzębia Góra, low rider, rap, skóra
Weno, tej akurat Zbychu nas odwiedza - hurra
Sierpień - wakacje, bo roboty nie ma żadnej
Ja zaczynam go melanżem i tak skończę go, poważnie
Nikomu z nas do śmiechu, tu znów dramat, afera
Frajer w tirze nam zabiera młodego i MacGyver'a
I co teraz? przecież jutro miał być melanż pod Palmą
A ta ***** co ich walnął zbiegł z miejsca wypadku
Wrzesień - mym miesiącem, kilka scenicznych szarży
Jeden z długo pamiętanych londyńskich melanży
Wcześniej siedemnasty, kończę *****ne 29
Melanż kameralny, coś jak ziemi trzęsienie
I znów te chore media, chcą zajrzeć w mój życiorys
Przysrał się o "Głuchą noc" niejaki Stan Borys
W paŹdzierniku - rozpusta, gala EMA, pulsar
Znów na*****ka tłusta, na nogach nie mogę ustać
Już wykończony prawie przez after, DJ w pub'ie
Wstaję z wyciągu, by przywitać się z Komarem
Twój czarnuch na powietrzu, więc napijmy się wódki
Znów czas jest na zabawę i *****ić wszystkie smutki
Czas wejść do studia, druga strefa drugim domem
Kilkanaście tracków, każdy z nich będzie przebojem
Listopad - ruszam z kopa, podbój, rap, pizga stopa
Nową płytę czas obwąchać, spodoba ci się chłopak
Czasem zastanawiam się, czy to kiedyś się zmieni
I nie wierzę ci Pudyś, że jesteśmy skończeni
Jedna *****a coś tam gada, chciała pogrążyć gnoja
Zwykła pizda Latkowska na rozkładówce Playboy'a
Grudzień - świąt nie lubię, a Sylwester to jak wyrok
Bez balu na te święta, by się jakoś obyło
Najgłośniej na Jesiennej, bardzo gruby był balecik
Kolędy, koks i wóda, jeszcze nieraz tak odleci
Czas to gówno przepić w Nowy Rok wchodzę na bani
'06 *****ysynu spróbuj nastrój mi poprawić

*****ony zero piąty, uwolniłem się od klątwy
Rok wybitnie podły, podsumuję go - był wątły
Kłopotliwy zero piąty, to *****ysyn był okropny
Wyjątkowo wredny, podły, jak to dobrze, że się skończył

*****ony zero piąty, uwolniłem się od klątwy
Rok wybitnie podły, podsumuję go - był wątły
Kłopotliwy zero piąty, to *****ysyn był okropny
Wyjątkowo wredny, podły, jak to dobrze, że się skończył
Wstaję rano znowu się spieszę,
Nie mam nic tylko NIP i PESEL
Krótka myśl smsem
Nasz związek jest już tylko biznesem
Boli mnie to, powoli mnie to zabija
I chcąc nie chcąc to mija
Garniak, telefon, biuro, neseser
Brutto czy netto, faktura na przyjaźń
Los mi chyba nie sprzyja
I słyszę wciąż, że tak teraz żyją
Od tych co nie mają czasu na seks
Jak Maria Peszek ich co nieco omija
Nie wystarczy im Persen na sen
Koks napędza ich serca i chce
Zastąpić im tlen i miłość
Miałem taki sen - paliłem Babilon
Nic z tego nie wyszło,
Idę ulicą i niosę swoje nazwisko
Mijam plakaty i bankomaty
I patrzę na tych co patrzą w przyszłość
Mają wszystko podobno, nie znam ich marzeń
Nie mają twarzy i tylko
Gdzieś między nosem, a grzywką
Miejsca na pisanie cen
Bez namysłu sprzedadzą ci swoją bliskość
Oddadzą ją, będą nadzy
I gdyby ktoś miał tyle hajsu i władzy
Świat byłby dawno plażą nudystów
Składam myśli w całość logiczną
Jakoś kiepsko dziś mi wychodzi
I kurwa chyba zostanę buddystą
Albo zaraz zacznę ćpać Acodin
Nasze życie, nasze sny, nasze drogi
Morderce mam w sobie, gdy odchodzisz
Wykorzystałem już wszystkie sposoby, by
Spróbować zapomnieć o tobie

Dziś idę ulicą, gdzie nie ma nic co może zaskoczyć mnie
Choć starym nawykom i starym wygom
Dawno powiedziałem nie
Gdybyś spróbował przez chwilę być mną
Wtedy założę się że
Przegrałbyś wszystko nieraz
Albo wszystko naraz
I upadł na twarz tutaj gdzie

Spójrz mi w oczy, brutto czy netto?
Ile za jej dotyk, brutto czy netto?
Kup moje kłopoty, brutto czy netto?
Ile floty, brutto czy netto?
Powiedz szczerze, brutto czy netto?
W co jeszcze wierzysz, brutto czy netto?
Ile mam zapłacić i w którym urzędzie
I czy brutto czy netto za czyjąś atencję
Ha, tyle dobra w nas,
Ta, tyle dobra w nas,
Jest, tyle dobra w nas,
Ha, tyle dobra w nas,
Jest, tyle dobra w nas,
Ta, tyle dobra w nas,
Jest, tyle dobra w nas,
Ta, tyle dobra w nas,

Gaszę fajka pod podeszwą
Tylu ludzi już ode mnie odeszło
Mijam kluby, gdzie codziennie jest gęsto
I wiem, że w tych miejscach bywałem za często
Jedni są tu wciąż tak jak ja bo
Stracili dom albo związek lub dwa
Parę bomb, jeden joint albo dwa
Nalej ziom, nalej ziom, niewiele to da
Chciałbym stąd uciec, chciałbym uciec jak najdalej stąd
Bo to jest głupie i zatrute, nic nie warte zło
Dużo kosztuje to co czujesz, wyjmij kartę bo
Jutro, gdy wstaniesz znów zastaniesz stare twarde dno
Wstaję z kacem, zaczynam maraton
Znów wypłacam hajs z bankomatu
Chciałbym iść na spacer, jest lato
Lecz za to się płaci dużą bańkę bez VATu
Ci co mają patent na to, by czasu nie liczyć
Są niczym Terminator
Mam pomysł, wpadłem na to
Krzysztof Ibisz to Benjamin Button
Może kupię na raty miłość
Albo zmienię jakość na ilość
Lubiłem te czasy gdy żyłem chwilą
Nie pamiętam już kiedy to się zmieniło
Mijam kino i puby i ludzi bez twarzy
Znów stoją przy barze i wiem
Dla nich nic nie jest ważne prócz
Pensji i gaży, popytu, podaży i cen
Miałem sen, ale się nie sprawdził
Stało się, bądźmy poważni
Mało chcę jakkolwiek to zabrzmi
Ale wiem, by do nikogo nie podchodzić bez gardy

Dziś idę ulicą, gdzie nie ma nic co może zaskoczyć mnie
Choć starym nawykom i starym wygom
Dawno powiedziałem nie
Gdybyś spróbował przez chwilę być mną
Wtedy założę się że
Przegrałbyś wszystko nieraz
Albo wszystko naraz
I upadł na twarz tutaj gdzie

Spójrz mi w oczy, brutto czy netto?
Ile za jej dotyk, brutto czy netto?
Kup moje kłopoty, brutto czy netto?
Ile floty, brutto czy netto?
Powiedz szczerze, brutto czy netto?
W co jeszcze wierzysz, brutto czy netto?
Ile mam zapłacić i w którym urzędzie
I czy brutto czy netto za czyjąś atencję
Ha, tyle dobra w nas,
Ta, tyle dobra w nas,
Jest, tyle dobra w nas,
Ha, tyle dobra w nas,
Jest, tyle dobra w nas,
Ta, tyle dobra w nas,
Jest, tyle dobra w nas,
Ta, tyle dobra w nas
Oka oka jestem Dab a oto mój brat Joka
Powiedz coś Joka

Autostrada musi być szeroka

A co jedziesz?

Tak jade na autostrade
W tyle zostawiam na obcych blachach Łade
Namawiam nie wchodz mi w parade
PKS Katowice Łódz więcej nie zdradze

A ja owszem powiem
Zadzwonił Spinache mój człowiek

Dab za 3 lata już dwudziesty pierwszy wiek
Bity rymy i cokolwiek
Wciśniemy na taśmie przycisk REC
Nagramy wspólny numer na płyte Lek

Naturalnie jestem jak pojazd sterowany zdalnie
Przybywam tam gdzie dobre rzeczy zrobić mam
Gdzie smaczny bat i kubek wina Tak
I wychodze i wsiadam i siedze i rozmawiam
Bo znam to od lat (to fakt)

Jak sobie przypomne tamte klimaty
Jade z środka polski załatwić sprawy
Pociąg, samochód
Wchód bądz zachód
Mam w ręku atut ide naprzód Patrz tu
Głęboka noc obce miasto
W hotelu nam było za ciasno
Znasz to? Znam to! Tu nie ma to tamto

Jutro coś nagram więc gram
No i rim no i ram
No bo gdzie dobry haszysz za dwa pięć
Spokojnie jutro też jest dzień
Będzie impreza ja o tym dobrze wiem
Na hale uderzam
Kierunek hala
Póki nic mi nie nawala
Odbierasz na tych samych falach
Czy odbierasz na tych samych falach?

Jade leniwie opieram sie o lade
By kupić dżem albo marmoleade
Za oknem deszcz albo deszcz z gradem
Marze nie zmoknąć ale czy dam rade?
Co z objadem
W domu czeka ktoś
Jade jade żeby zjeść coś
(żeby zjeść coś...)
Teraz problemy zostawiłem za sobą
Mam nadzieje że pojedziemy równą drogą
Wyboje zdarzyć się też mogą
Ominiemy je
Zawsze wolałbym wrócić do domu na kolacje
Tam były oryginalne z podróży akcje
Wspominać je będe zawsze
Jade choć na innych nie najeżdżam
To nie mój teren ja z tamtąd zjeżdżam

Uderza
Teraz runda pierwsza
Decydująca
Robie to od początku i zrobie to do końca
Jade dwudziesta zero zero
Stereo Hiphop nie bolero
Choć bolero nie jest cholerą
Jade jestem poza układem
Jade jakoś dam sobie rade
Mówie tak jak jest
Po co kurwa ściema
Nie rób scen
Jaka kurwa wspólna scena
Takiej nie ma i to jest normalne
Takie akcje są dla mnie banalne
A Autostrada musi być szeroka
Cztery cztery do setki mówił Joka
Kto sie nie liczy
Tego nie dotyczy ta śpiewka
ścinam MC jak drwal ścina drzewka
Ostatnio grabki
Oraz konewka
Pielęgnowanie teraz pewka
Bo jestem pewny że za rok
Wejde z uśmiechem na swój blok
Potem opowiem wydarzeń tok
A niektórymi zawładnie szok

Jok A, De A Be, Ka Cztery cztery To Sie Wie!
eS Pe I eN A Ce cHa E, Cheese Senior
A za nami nasi ludzie

Pojechałem potem wpadłem i zostałem
Lecz od dawna jeżdże na tych samych prawdach
Jak na nartach gdzieś po stoku
A brat stoi na widoku nie potrzebny wzrok jak sokół
Oczywiste to co widzisz
Jeśli mówić się nie wstydzisz
To mów to i zrób to co myślisz

Kaliber 44 i Thinkadelic
Może ci to nie pasuje lecz tego nie zmienisz
A jeśli dobre rymy cenisz
Oto one zjednoczone bez żadnych nagonek
W twoją strone
Jedziemy tam gdzie piękne słońce
W podróży każdy z nas od kilku lat
Mamy wydeptany już swój szlak
Obrana droga w świat
Takie bity że aż słów mi brak
Ciemno tu, przed chwilą poszłaś.
Zapomniałaś o papierosach,
mówiłaś coś że musisz odpocząć.
Ja, chyba że musimy zacząć od podstaw,
Nie pamiętam, nie słuchałem.
Chyba myślałem o Twoich oczach,
wytykaliśmy sobie jakieś banały,
Ty chyba płakałaś a ja krzyczałem.
Nie pamiętam, zapomniałem.
Pale fajka i przerzucam kanały,
Tęsknie za Twoim ciepłem i ciałem,
Wciągnąłbym kreskę choć jest poniedziałek.
Pusto w mieście, szósta nad ranem
Chciałbym się upić i usnąć za barem.
Nie wiem gdzie idę, gdzieś biegnę
i miałem przez chwile wrażenie, że gdzieś Cię widziałem
i nie obchodzi Cie to wcale,
nie wychodzi nam to wcale
Nie wiem gdzie idziesz i nie wiem co zrobisz,
ale jestem tutaj sam jak palec

Minęły dni, minęło sporo
Moje życie, moje wybory
Tak bardzo chciałem być z Tobą
i zawsze być już czuły i dobry
To takie złe gdzie idę i po co
To jaki jestem jest takie niemądre
I czuję się kurwa całkiem żałosny,
gdy myślę o Tobie nocą i błądzę
I chyba myślałem, że znasz mnie
I chyba wierzyłem głęboko,
ale jestem przecież tak niedorosły
I zbyt niedojrzały, żeby być z Tobą
Zbyt prosty byś mogła być ze mną
I nic nie wiem, niczego nie znam
Myślałem, że lubisz moje emocje,
ale teraz wiem że nie wiesz nic o mnie na pewno.
Onyx:

[Fredro Starr]
Ugh, yeah word up word up
Ugh-huh.Ugh-huh
Yeah yeah
Word Up
Yo, it's one for the struggle
Two for the pain
Three for the niggas with bullets in their brains
Word Up braat
O.N.Y.X and Slums Attack
Yo, yo

Ayo, the first time I got to Poland
I saw the guys patrolling blocks emotional cold as same
As the as the blocks in ocean
Blockler was just ready to took a look on the niggas in the wrong way
Several hours come out to be a long way
Long days turned out into shorter nights, because all my life I have to fight
In order to escape from self-suicide
Gats up, to the sky, burned on the hip
Hollow tips for the politics
Niggas better learn quick
Real recognize real
Hip-Hop, respect that, salute
Eyes red, ready to shoot
Bulletproof, the mic buff
My Nike boots, are shopped off
Slums Attack, guns react
With automatics cause an ave
I'm making back up
Sixteens in the clip
Sixteens when I spit
Sixteens in the whip
I'm for the trouble
Two for the pain
Three for the niggas with bullets in their brains

Ref.:
Dziewięćdziesiąte lata, odległe miejsca, on słucha!
Oni wykonują, łączy ich hip-hop sztuka.
On drapie płyty, próbuje tworzyć, igły zdziera!
Hip hop elementy, każdy z nich z nich pożera show!
Koncerty, teledyski, bariera marzeń.
Ludzie z pasją doprowadzają do tych zdarzeń.
Tworzą historie, O.N.Y.X, TEWU, SLU, wspólny projekt.

Peja:
Rozpoznaj combo z la bomby, nagrany jakiś czas temu.
Colabo SLU, ONYX, człowieku nic złego nie mów.
Kilka lat temu pamiętam, z Darkiem lot przez Atlantyk,
ten pierwszy raz miałem ciarki, spełniam marzenia z braćmi.
Ten pierwszy wylot do stanów, widok wieżowców projecty.
Zamurowało pięć dzielnic, oto wizyt efekty.
Tworzę historię, powiedzmy, mamy dziś dużo szczęścia,
od dziecka słuchałem rapu, chciałem ten rap napieprzać.
Dziś wspólnie z braćmi na scenie, złączeni porozumieniem.
Rap stał się naszym tłumaczem, rap to me przeznaczenie.
A Bacdafucup natchnieniem, do życia grałem pirata,
93 ważna data, wtedy powstał Slums Attack.
W walkmanie bez przerwy latał Fredro i Sticky,
ciężkie czasy dla kliki, chodziłem zły i przybity.
Dzisiaj profity i hity, nagrania dają nam kopa.
Zapamiętaj to chłopak, sen możesz zrealizować!

Ref.:
Dziewięćdziesiąte lata, odległe miejsca, on słucha!
Oni wykonują, łączy ich hip-hop sztuka.
On drapie płyty, próbuje tworzyć, igły zdziera!
Hip hop elementy, każdy z nich z nich pożera show!
Koncerty, teledyski, bariera marzeń.
Ludzie z pasją doprowadzają do tych zdarzeń.
Tworzą historie, O.N.Y.X, "Slam" SLU, wspólny projekt.

[Sticky Fingaz]
I murder, I murder, I murdering on the beat
Now turn the lights so everybody see
I'm not to be, not to be, not to be fuck with!
One time you figured it out, it's too late bitch!
I shoot rappers up, ha-ptfu spit them out!
I got the choppers in waiting boy, don't let me send them out!
So many guns that I'm own, that I can't read them out!
Trust me dog, you don't wanna my name in your mouth!
I'm dot on their foes, they have dot on their clothes
You nothing but 0s, you gonna be fuckin' exposed!
Got the whole crowd tryna to see me up on their toes!
You get swish G's out, i'm leaving nothing but holes!
I'm man in depress with,one hand on a Dessert
In the land of desperate, I'm the man you shouldn't mess with!
I'm live for war, you die in peace
And when it comes to Sticky Fingaz nigga is zajebisty!

Tewu:
To historia, brak granic, to, to Colabo!
Ocean, zderzenie, fali rymów, Colabo!
Ziemia, powietrze, pióro Colabo!
Nuty, szacunek, one love, Colabo!
To historia, brak granic, to, to Colabo!
Ocean, zderzenie, fali rymów, Colabo!
Ziemia, powietrze, pióro Colabo!
Nuty, szacunek, Hip Hop, Colabo!
[Scratche]
1. Na każdym blokowisku znajdziesz wykrętów
Gnijących na śmietnisku zepsutych talentów
Tych trzydziestolatków, co zostali na ławkach
Dzień za dniem, zioło, browar i wciąż ta sama gadka
Wokół nich małolaci zapatrzeni jak w Bogów
Każdy z nich światło traci w czarnej dziurze nałogów
Masz swój rozum, to nie pozwól by ci przegrani
Mieli na Ciebie swój zgubny wpływ, nie słuchaj ich
Patrz na drogowskazy, by ominąć błędy
Ucz się działania od osób inteligentnych
A unikaj ludzi co na wiecznym są przypale
Bo sto razy lepiej z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć
Masz swój rozum, słuchaj także serca głosu
Zrozum- jesteś kowalem swego losu
To Ty masz największy wpływ ze wszystkich osób
By spełnić swoje sny, jeśli tylko znajdziesz sposób

Ref. Za mądry dla Ciebie, kto mądrzejszy od ogółu matołów
Jesteś kowalem swego losu x2

2. Masz ochotę, wyjmij kosę, głęboko chłopaku wbij
Łap idiotę, zgarnij flotę, spoko to szczeniaku tnij
Proszę- idź za ciosem bo nic nie zagradza Ci
Bardzo dobrze, pizda wrogiem, no i nie przeszkadza mi
Chcesz to wal w kanał, chcesz to gnij w bramach
Chcesz to spal chama, chcesz to ssij jaja
Dziecko rób co chcesz, Ty tu dowodzisz
Z resztą chuj to mnie synu obchodzi
Każdy sam za swoje czyny odpowiada, proste
Ostrze gilotyny Cię dopada, chłodne
Szalony bandyta w świetle prawa, problem
Wkurwiony banita wściekle gada, chłopcze
Nasze czyny mają wpływ, poruszają system
Nasze czyny łamią szyfr, dotykają istnień
Do Ciebie nie dociera, pchasz gnój znowu
Ładuj broń, celuj w skroń, masz swój rozum

Ref. Za mądry dla Ciebie, kto mądrzejszy od ogółu matołów
Jesteś kowalem swego losu x2
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo