Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Zjawin, Typ Mes, słowo klucz.

Słowo klucz, jedno z pierwszych których się uczysz,
głową rusz, to znak byś przestał kluczyć
świat nie lubi tych, którzy mówią nie wiem zbyt często
hołubi tych, którzy walą w stół pięścią
no to już, tak czy nie, a więc tak
za długo milczysz, świat swoje wie i jak
tyle milczysz świat ma swoją metodę
milczenie przyjmie za zgodę tak, tak? (nie)

kiedy kolega o nieistotnej tu ksywce
siedział w parku ze mną, piłem, on miał coś w fifce
wyjął cichcem coś, spadło
ale nikt w panice nie szuka grudek zioła (jak to?)
to był zły okres, taki facet jak ja
miał nieprzespane noce przez bitch i kace za dnia.

(Jarasz?) poczujesz władzę jakbyś miał wpływ na sejm
Ale (nie) wiedziałem, że to był crack to game (nie)
Choć na początku pomyślałem spoko
Dobre hajsy, koncert, słońce i Sopot
Po Jeden Osiem L, to dla nich afront
Dla nich gwizdy, dla nas recpect był stawką
Nagle, sorry panowie jednak gracie support (jak to?)
Mam powiedzieć przed wami [?]
Blef wiedział, ja wiedziałem, organizator nie skumał (nie?)
Puste kieszenie, na twarzach duma (nie)
Gdy proponują posadę prezentera (nie)
Gdy mówią mi ustatkuj się już teraz (nie)
Gdy narzucają - to będzie singlem (nie)
Mam dobrą umowę, wiesz, sam to rozstrzygnę

Słowo klucz, jedno z pierwszych których się uczysz
Głową rusz, to znak byś przestał kluczyć
Świat nie lubi tych, którzy mówią nie wiem zbyt często
Hołubi tych, którzy walą w stół pięścią
No to już, tak czy nie, a więc tak
Za długo milczysz, świat swoje wie i jak
Tyle milczysz świat ma swoją metodę
Milczenie przyjmie za zgodę

Tak, choć rano mówię - kurwa, znowu
Kim ona jest, obudź się, tam twój autobus jest
Po pijaku charakter formuje bodziec ze znaków
Jest kropka, kreska i jeszcze trochę czasu
Parę piw później ona wydaje się konieczna do zdobycia
Znak układa się wzdłuż niej
Czy muszę wjechać w nią jak w czytnik
Umysł forsuje znak zapytania, ale chuj wykrzyknik
Tak jak pytają czy hajs jest konieczny
Ale tylko by przeżyć, ten pogląd chcę szerzyć
Eis nawinął kiedyś, że trzeba mieć monetę
By mieć kobietę i do gadki pretekst, tak?
One najpierw patrzą w oczy
Jeśli umiesz grać, gra dalej się potoczy
Każdy dureń opróżni portfel na pannę
To jakbyś wrzucał drobne w fontannę
Pimp powie na to heyah, mieć bajerkę
Od zawsze trzecia, czy czwarta RP
Hajs kładź na bar, dalej nic nie zrobisz
Nie sztuka wydać na bladź, sztuka na niej zarobić

Słowo klucz, jedno z pierwszych których się uczysz
Głową rusz, to znak byś przestał kluczyć
Świat nie lubi tych, którzy mówią nie wiem zbyt często
Hołubi tych, którzy walą w stół pięścią
No to już, tak czy nie, a więc tak
Za długo milczysz, świat swoje wie i jak
Tyle milczysz świat ma swoją metodę
Milczenie przyjmie za zgodę

A teraz zamień miejscami nie i tak
Czy nie byłoby mnie, czy gdzieś ćpałbym crack
Czy straciłbym jaja wtedy w Trójmieście
Zyskał hajs, tracąc respect jednocześnie
W TV zapowiadał na ósmym Doniu
No, kiedy bym większą porażkę poniósł
Kiedy nie dymałbym tych wszystkich pań
Byłbym zdrowszy, rozsądniejszy bez dwóch zdań
Może nie nagrałbym płyt
I nie słyszałbym od fanów - dobrze, że nawijasz prawdę Mes Ten Typ
Stałbym teraz w korku gdzieś w Volvo (co?)
Bo zwrócić uwagę kobiety przede mną musiałbym ją pierdolnąć.
[RAH]
Po co ja tu? [po] po co ja światu?
z tym złym fatum - szlak w krąg desperatów
ratuj me oblicze! gdyż niż mam i cienko kwiczę
stratuj stryczek! gdyż krzyż nam postawią i znicze
a życzę sobie zasnąć i liczę że nastanie jasność
w psychice czarne myśli zgasną,
powróci światłość - wtedy zrozumiem
bo póki co nie umiem rozgryźć części choćby tej fobii
w sumie - pogrążony w zadumie, wad tłumie, lat albumie
wiesz deszcz łez lunie
po co ja tu? [po] po co ja światu?
nie katuj, daj atut na to gro dylematów
one ssą jak Nosferatu
dość batów, dość matów
ratuj nim skończę z tym lub w domu wariatów

Nie jeden nie wie co to psychiczny eden
siedem dni zlewa się w jeden..
nie jeden nie wie co to psychiczny eden
siedem dni zlewa się w jeden..
nie jeden nie wie co to psychiczny eden
siedem dni zlewa się w jeden..
nie jeden nie wie co to psychiczny eden
siedem dni zlewa się w jeden..

konieczność pójścia w ostateczność
przejścia w wieczność
wymóg jeden - skuteczność..

..konieczność pójścia w ostateczność
..przejścia w wieczność
..wymóg jeden [jeden]..

nie ma jak w to bagno wdepnąć i nie wymięknąć
klepnąć się w ramię, ujrzeć piękno
chodź szepnąć mi podpowiedź wstrętną
jak stąd odejść bez zbędnych podejść??
rozejm z piekła rodem, najgorzej
łoże śmierci i eksperci od schorzeń
mimochodem co dzień zamęt, lament
zmienia w popiół diament
czas na testament
amen

Nie jeden nie wie co to psychiczny eden
siedem dni zlewa się w jeden..
nie jeden nie wie co to psychiczny eden
siedem dni zlewa się w jeden..
nie jeden nie wie co to psychiczny eden
siedem dni zlewa się w jeden..
nie jeden nie wie co to psychiczny eden
siedem dni zlewa się w jeden..

Na tym etapie idę na terapię po mózgu mapie,
aby odnaleźć swą siłę i chwile miłe..
..na tym etapie idę na terapię po mózgu mapie
położyć schyłek chwilom gdy wątpiłem..

rzeknij no doktorku, co mi dolega?
momentami uskrzydlony jak Pegaz
poza tym mega problem dostrzegam
wszystko na nie, wszystko złe..

Seba, biegasz myślami tam gdzie nie trzeba
stąd pomysły te, że żyć się nie da
spójrz na płyt regał
spójrz na złoty medal
i twa scheda
pora smutki pogrzebać..

więc dalej na wreda
brnę przez życie swe jak torpeda
i znów mi się chce
wszystko na tip-top poukładałem jak pedant
i nie daj Boże bym diabłu duszę sprzedał..

Po tym etapie rzucam tą terapie po mózgu mapie,
bo odnalazłem swą siłę w sajko rapie..
po tym etapie rzucam na papier
to co wykapie ze mnie nawet gdy się strapię..
Oka oka jestem Dab a oto mój brat Joka
Powiedz coś Joka

Autostrada musi być szeroka

A co jedziesz?

Tak jade na autostrade
W tyle zostawiam na obcych blachach Łade
Namawiam nie wchodz mi w parade
PKS Katowice Łódz więcej nie zdradze

A ja owszem powiem
Zadzwonił Spinache mój człowiek

Dab za 3 lata już dwudziesty pierwszy wiek
Bity rymy i cokolwiek
Wciśniemy na taśmie przycisk REC
Nagramy wspólny numer na płyte Lek

Naturalnie jestem jak pojazd sterowany zdalnie
Przybywam tam gdzie dobre rzeczy zrobić mam
Gdzie smaczny bat i kubek wina Tak
I wychodze i wsiadam i siedze i rozmawiam
Bo znam to od lat (to fakt)

Jak sobie przypomne tamte klimaty
Jade z środka polski załatwić sprawy
Pociąg, samochód
Wchód bądz zachód
Mam w ręku atut ide naprzód Patrz tu
Głęboka noc obce miasto
W hotelu nam było za ciasno
Znasz to? Znam to! Tu nie ma to tamto

Jutro coś nagram więc gram
No i rim no i ram
No bo gdzie dobry haszysz za dwa pięć
Spokojnie jutro też jest dzień
Będzie impreza ja o tym dobrze wiem
Na hale uderzam
Kierunek hala
Póki nic mi nie nawala
Odbierasz na tych samych falach
Czy odbierasz na tych samych falach?

Jade leniwie opieram sie o lade
By kupić dżem albo marmoleade
Za oknem deszcz albo deszcz z gradem
Marze nie zmoknąć ale czy dam rade?
Co z objadem
W domu czeka ktoś
Jade jade żeby zjeść coś
(żeby zjeść coś...)
Teraz problemy zostawiłem za sobą
Mam nadzieje że pojedziemy równą drogą
Wyboje zdarzyć się też mogą
Ominiemy je
Zawsze wolałbym wrócić do domu na kolacje
Tam były oryginalne z podróży akcje
Wspominać je będe zawsze
Jade choć na innych nie najeżdżam
To nie mój teren ja z tamtąd zjeżdżam

Uderza
Teraz runda pierwsza
Decydująca
Robie to od początku i zrobie to do końca
Jade dwudziesta zero zero
Stereo Hiphop nie bolero
Choć bolero nie jest cholerą
Jade jestem poza układem
Jade jakoś dam sobie rade
Mówie tak jak jest
Po co kurwa ściema
Nie rób scen
Jaka kurwa wspólna scena
Takiej nie ma i to jest normalne
Takie akcje są dla mnie banalne
A Autostrada musi być szeroka
Cztery cztery do setki mówił Joka
Kto sie nie liczy
Tego nie dotyczy ta śpiewka
ścinam MC jak drwal ścina drzewka
Ostatnio grabki
Oraz konewka
Pielęgnowanie teraz pewka
Bo jestem pewny że za rok
Wejde z uśmiechem na swój blok
Potem opowiem wydarzeń tok
A niektórymi zawładnie szok

Jok A, De A Be, Ka Cztery cztery To Sie Wie!
eS Pe I eN A Ce cHa E, Cheese Senior
A za nami nasi ludzie

Pojechałem potem wpadłem i zostałem
Lecz od dawna jeżdże na tych samych prawdach
Jak na nartach gdzieś po stoku
A brat stoi na widoku nie potrzebny wzrok jak sokół
Oczywiste to co widzisz
Jeśli mówić się nie wstydzisz
To mów to i zrób to co myślisz

Kaliber 44 i Thinkadelic
Może ci to nie pasuje lecz tego nie zmienisz
A jeśli dobre rymy cenisz
Oto one zjednoczone bez żadnych nagonek
W twoją strone
Jedziemy tam gdzie piękne słońce
W podróży każdy z nas od kilku lat
Mamy wydeptany już swój szlak
Obrana droga w świat
Takie bity że aż słów mi brak
De Facto,
KaPeDe Studio,
Elooooo

Siemano tu Fusznik,
Znasz moją facjatę,
Za pan brat, za pan bratem,
ZIP moim kamratem,
I nie da się ukryć dzisiaj przed wielkim światem,
Wielki śmietnik szyderców głęboki jak krater,
To wyjście z sytuacji, które nas pogrąża,
Ten kto tu żyje ten tak, tak, ten to poznał,
Nikt nie nadąża by zarabiać wielki hajs,
Jak wirtualne społeczeństwo,
Jak w second life,
Masz ten rap,
A ja Ciebie nie wkręcam,
To dopiero początek,
Ja dopiero się rozkręcam,
Wbrew opiniom Ty nie bądź taki znawca trendy,
Rozpakuj tę płytę i wrzucaj na sprzęty,
Stary dobry Fu powraca na Twoim plejerze,
Lubię słuchać to głośno,
Mnie też to bierze,
Ej Ty słuchaj, słuchaj, a nie głupa walisz,
Rap prosto z serducha,
Kumasz to?
Czaisz?

[refren]
Sprawdź ten majk,
Spiesz się przede mną,
Sprawdź ten gang,
Sprawdź ten majk,
Czuj to, majk,
Spiesz się przede mną,
Sprawdź ten majk,
Sprawdź ten majk,
Sprawdź ten gang,
Spiesz się przede mną,
Czyj to majk?
Mistrzowski majk
Majk, majk, majk
Spiesz się przede mną,
Sprawdz ten majk,
Sprawdz ten majk,

Chcą męczyć Cię sporo,
By cokolwiek zyskać,
Tu gdzie zwykli przechodnie,
Znają Ciebie z pyska,
Staram się nie wnikać tutaj w dziwne interesy,
Wiesz,
Ginie tutaj ten co ujawnia przesyt,
Jakieś dziwne kolaboracje,
Ciemne biznesy,
Niepowodzenie sieje postrach,
Życia chłosta,
Kołujesz, kombinujesz i wrzucasz w koszta,
Śródmiejska szkoła rap to rap-riposta,
Warszawski rap leci teraz w Polskich klubach,
Życie pisze te teksty,
Sam pomysł się nasuwa,
W wielu Polskich furach,
Leci to na tubach,
Trwa wieczny balet,
Jak na Bermudach,
Polski sen, uwierz,
Tutaj dzieją się cuda,
Dla mnie nie ma przeszkód,
I jadę z tym podkładem,
I chuj na to kładę,
Bo i tak damy radę razem,
Już zapomniałeś jak to było z ZIP Składem??

[refren]
Sprawdź ten majk,
Spiesz się przede mną,
Sprawdź ten gang,
Sprawdź ten majk,
Czuj to, majk,
Spiesz się przede mną,
Sprawdź ten majk,
Sprawdź ten majk,
Sprawdź ten gang,
Spiesz się przede mną,
Czyj to majk?
Mistrzowski majk
Majk, majk, majk
Spiesz się przede mną,
Sprawdz ten majk,
Sprawdz ten majk,

Mam swój świat,
ZetIPe wciąż razem,
Zip-Zip-Zip-Zip-Zip-Zip-Zip-Zip Skład
Mam swój świat,
ZetIPe wciąż razem,
Zip-Zip-Zip-Zip-Zip-Zip-Zip-Zip Skład
Więcej wrogów niż przyjaciół,znaczy że odniosłem sukces
Chociaż w życiu dopinguje mnie nadal nie jeden kumpel,
Rps to o spółce mam silną grupę wsparcia
Jak Marcello Mastroianni, podczas wielkiego żarcia
Nie mam miejsca na kłamstwa,masz tu garść naszych dokonań
Dla naszych fanów pozycja obowiązkowa
Chcesz dyskutować,chcesz? Ja spytam o czym
Wzrasta poziom przemocy niczym w kingston, więc dosyć.
Na majku Ricardo luz jak Teddy Richardson
Choć to mnie robią foty, i nazywają gwiazdą
Żeby nie srać w swoje gniazdo to podstawą moich dążeń
Widzę fałsz ludzkich spojrzeń często potrafię go dojrzeć,
Znam swoją siłę, moc sprawcza plus słowa
Ponoć bardzo szeroka gama złych zachowań.
Nazywali mnie skazańcem, i popaprańcem
Nie wiedząc jak to jest gdy ktoś odbiera Ci szansę
Dobrze wiem że stoi za mną negatywny elektorat
Hardcorowa ulica, nieuleczalnie chora.
Każdy z moich kolegów ma tutaj ksywę olewus
Dla nich bardziej popularny niż The Beattles i Jezus.

Ref.
Ja wyjebane mam
I nadal ten rap gram
I co ty zrobisz nam, ten świat jest nasz
Nienawidź kurwo nas to dla nas jest ten hajs
Ty siłę dajesz nam SLU Gang

Mój rap nie na listy jest zbyt realistyczny
Zupełnie niepodobny do przekazu z telewizji
I co rusz hit klasyczny który gra piracka stacja
Muzyki szukaj w sklepach, nie w komercyjnych stacjach
Będąc niepopularnym w pewnym kręgach wnet wyklętym
Robię wciąż taki rap, że mój flow pójdzie im w pięty
Tu gdzie głos cenzora nieumyślnie wskaże fakty
Które bez popity łykną głodne wrażeń nastolatki.
Przyjdzie tylko fałsz, obłuda, hipokryzja,
Święta inkwizycja szykowali stos dla Ryśka,
I kolejne łgarstwo, moralne panikarstwo
Które zwalczyłem dziarsko, puszczając rap-ploty w miasto
Nie Ącki nie Kącki, żaden z was mi nie nabruździ,
Co najwyżej może nasrać jeden drugiemu do buzi
Krótki film o zabijaniu wy sapiecie mnie to nudzi
Bo nadszedł czas rozliczeń i to ja dziś mam ten luzik.

Ref.
Ja wyjebane mam
I nadal ten rap gram
I co ty zrobisz nam, ten świat jest nasz
Nienawidź kurwo nas to dla nas jest ten hajs
Ty siłę dajesz nam SLU Gang

Utwierdzony w przekonaniu że tu nie da się nic zmienić
Wciąż bardziej obcy niczym Janusz Panasewicz
Nie daj satysfakcji ludziom którzy mają wciąż Cię za nic
Oni śmieją się gdy krwawisz,Oni chcą Cię dobić czaisz?
Koszę umysły dzieciaków i biorę na to poprawkę
Gdy rozhisteryzowany tłum szarpie mnie za nogawkę
Chcesz wyrazić sprzeciw gestem, co zabrakło słów?
Schowaj ten środkowy palec, lepiej unieś w górę kciuk
Na miły Bóg media wciąż trąbią to samo
Porównali mój odpał do pieprzonego Altamont
Czasem mam dość ich,pragniesz wolności
Wtedy uciekasz przed życiem jak z pudła Zdzisław Najmrodzki,
Oto okruchy prawdy, zawsze walczę o godność
Rzucam popiół dla mas, antidotum na samotność
To żadna podłość lecę według wytycznych
Dla tych oddanych fanów, którzy są bezkrytyczni.

Ref.
Ja wyjebane mam
I nadal ten rap gram
I co ty zrobisz nam, ten świat jest nasz
Nienawidź kurwo nas to dla nas jest ten hajs
Ty siłę dajesz nam SLU Gang
Wybory, wybory taka nasza karma
Musisz decydować na czym polega twa walka
Wybory to słowa na nie zapisanych kartach
Raz doradzi Tobie Anioł, a raz może Szatan x2

(Decyzje, decyzje o nie) x4

Minął już czas kiedy podejmował za mnie je ktoś
Nie jestem "Bajtlem" wiem co to jest odpowiedzialność
Za swoje czyny poniose konsekwencje
Nie mniej, nie więcej tylko do siebie pretensje
Jest koniec marca, a od stycznia wszystko leży
Tyle złych decyzji, że aż nie chce mi się wieżyć (a ja)
Pije to piwo, które ciągle sobie waże
Było tyle marzeń, a jest seria gównianych zdarzeń
Czy to tylko moja wina nie wiem tego Ku**a ale
Wychodzi ze mnie syf jak dziwa na bulwar
Nie mogę na nikogo zwalać dobrze wiem to, ale
Boli mnie serce, które jeszcze nie pękło
Patrzę na życie, które cieknie mi przez palce
Dałem siebie robić w ch**a i stałem padalcem
Nie wiem czy posklejać wszystko jeszcze mi się uda
Jak narazie dla mnie jest tylko wina i fura.

(Decyzje, decyzje o nie) x4

Było by fajnie pisać uniwersalnie dla was
Dziś nie potrafię, a mnie te rapy żrą jak kwas
Mam milion myśli, a żadna nie jest fajna
Tylko banalna, tak bardzo chciałbym móc cofnąć czas
To się nie uda, nie ma co nawet pieprzyć
W internecie, w pracy, w domu, wszędzie niezły meksyk
Oczekuje od siebie, że będę lepszy
Może mądrzejszy, albo zdurnieje do reszty
Pytanie tylko co czeka mnie za rogiem?
Tysiąc decyzji, które wciąż leżą odłogiem
Waham się przy jednych, a innych się boję
W miejscu trwam jak Lahm łapie paranoje
Nie mogę wiecznie tak, bo czas ucieka
Umówię na wizytę się, ponoć to niezły lekarz
I pytam siebie, ziom na co jeszcze czekasz
Daab taki jaki jest nie pozytywny przekaz

Ref.
Wybory, wybory taka nasza karma
Musisz decydować na czym polega twa walka
Wybory to słowa na nie zapisanych kartach
Raz doradzi Tobie Anioł, a raz może Szatan x2

Nie ufasz sam sobie, to Cię życie skarci
Intuicja wielkim darem pisał Joseph Murphy
Wybór cechą życia, nie wybiera człowiek martwy
Pamiętaj, że wybór mówi ile twój bieg warty
Nie zdecydowane dusze morza życia nie przepłyną
Ja wyboru dokonałem zanim los mnie oddał rymom
Wyginął w magii impasu i nigdy nie zasłynął
Zbyt ostrożni (o nie) dylematy ich zabiją
Życie to wybór, każda chwila to decyzja
Czasem mniejsze zło się liczy, a czasem liczy precyzja
Zły wybór też dobry, bo gdy musisz rany lizać
To najlepszą na tym świecie dostajesz lekcje od życia
Marny los człowieka, wspiera intuicja
To nasz (.......??)by była różnica
(..........??) wrażliwości kwestią
To subtelna siła pisał o niej Henri Bergson

(Decyzje, decyzje o nie) x4

Ref.
Wybory, wybory taka nasza karma
Musisz decydować na czym polega twa walka
Wybory to słowa na nie zapisanych kartach
Raz doradzi Tobie Anioł, a raz może Szatan x2
Noc, 2:06, 26 lipca
Chodź, tu masz treść ujętych słów w linijkach
Umiemy czuć i żyć jak nas uczono w domach
Wmówili nam, że przyszłość to ponoć niewiadoma
Nie mam uszu jak sonar czy mózgu jak Einstein
Ale wiem kto jaki ziomek szuka dróg
tu po hajs
Patrz, czego byś chciał, brat? ameryki w szkole
Gdzie co drugi uczeń marzy by mieć nabity pistolet
Chwalimy się poziomem choć przy spuszczonych zasłonach
Ojciec to alkoholik, a syn skończony narkoman

Kto kogo wychował? mieć zamiast twarzy odbyt
Córkę, co przez całe życie typom wali kolby
Powiedz kto w kogo zwątpił, na siebie zobacz
Brat ja tak naprawdę już nie wierzę w słowa
Katolik, Jehowa, Żyd czy muzułmanin
Każdy by cię zabił choćby dla swojej wiary
Ale w co ja wierzę? w to, że tu siedzę
2:35 zegarek
okiem śledzę, nie mam uprzedzeń
Tylko to flow za którym idę tam gdzie Czesław Niemen
Wiedza, blok mówi sama za siebie

[x2]
To nasz dom (nie ma miejsca jak dom)
To nasz dom (jak tu żyć sam najlepiej wiesz)
To nasz dom (nie ma nie ma miejsca jak dom)
To nasz dom (da się da się żyć jakoś)

Minęła 3:00, księżyc dawno schłodził nawierzchnię
W tym mieście najczęściej zazdrość rodzi agresję
W ciągłym niebezpieczeństwie brat co ja Jack Dowell
W ciągłym niebezpieczeństwie brat tylko jest frajer
Na wieki wieków amen, masz tu religijnych w kurwę
Co by pokochali ciebie, ale w parku sztywnych w trumnie
Praca - Londyn, brzmi dumnie, ale za jaką flotę
Przy tym kursie się wydaje, że ci dziś płacą błotem
Ale gnić tu z powrotem ci przejdzie z alkoholem
Gdy zobaczysz tu jak dziwki robią w sejmie przedszkole
Żyć pazernie w żywiole to wylizał byś banknot
0-300 sobie zamów syfilisa od Mango
To pierdolony zamach na wolność
Bo to co kręci młodych to dziś anal i porno
Byle baran chce dojść do celu z zyskiem
Ryzyko to ten szrot co za dwie stówy tobie wypnie silikon
Oddaj to emerytom, a odnajdziesz to w radiu
Jeśli tak wygląda Bóg to mów mi tu BIG Notorious
Prawda chwilą jak są (pozory najczęściej mylą)
(Tak jak to, że skromni ludzie głowy chylą)

[x2]
To nasz dom (nie ma miejsca jak dom)
To nasz dom (jak tu żyć sam najlepiej wiesz)
To nasz dom (nie ma nie ma miejsca jak dom)
To nasz dom (da się da się żyć jakoś)

To nasz dom
Nikt nie kocha tych co na dnie.
Kiedy jest Ci źle, kiedy masz kłopoty liczysz na przyjaciół.
I wtedy widzisz, że nikt nie widzi Cię
Tak, właśnie wtedy to dostrzegasz.
Zawsze było wielu kolegów i wiele koleżanek.
Klepali Cię po plecach kiedy miałeś pęgę w kieszeni.
Wtedy Cię cenili, wtedy kłamali, właśnie wtedy Cię zdradzili.
Kiedy liczyłeś na pomoc ich nie było.
Twoje towarzystwo wtedy ich nudziło i drażniło.
Tak, bo nikt Cię nie chce kiedy jesteś na dnie.
Nikt , ponieważ jesteś na dnie.

Gdy jesteś na dnie, musisz radzić sobie zupełnie sam.
Tak, ja to znam, tak, stary ! x4

Tak, ja to znam z autopsji, a nie z kina.
Bo kiedy pęgi nie ma, nie ma przyjaciół.
Wtedy każdy się wypina na Ciebie i tak jest. Zrób sobie test !
Wtedy zdajesz sobie sprawę, o co tutaj chodzi.
Kiedy pęgę masz w kieszeni wokół Ciebie pełno ludzi.
Wtedy każdy Ciebie kocha, każdy chce być z Tobą.
Życie zapier**** jak pociąg ekspresowy.
Siedzisz w klasie biznes, świat jest kolorowy.
Ale spróbuj tylko stracić to co masz, haha.
Pęgę , samochód, piękny dom.
Nie do wiary ! Przyjaciele spierd*lili, zawijają się towary.
Nikt Cię nie odwiedza, nikt nie dzwoni. Czary mary ?
Haha, tak to jest, kiedy pęgi nie ma, kiedy nie masz co jeść !

Musisz radzić sobie zupełnie sam, tak stary !
Tak, nie masz wyjścia.
Musisz radzić sobie zupełnie sam, tak stary !
Musisz radzić sobie zupełnie sam, tak stary !
Musisz radzić sobie zupełnie sam.
Tak, nie masz wyjścia.
*****ony zero piąty
*****ony zero piąty

*****ony zero piąty, uwolniłem się od klątwy
Rok wybitnie podły, podsumuję go - był wątły
Kłopotliwy zero piąty, to *****ysyn był okropny
Wyjątkowo wredny, podły, jak to dobrze, że się skończył

*****ony zero piąty, uwolniłem się od klątwy
Rok wybitnie podły, podsumuję go - był wątły
Kłopotliwy zero piąty, to *****ysyn był okropny
Wyjątkowo wredny, podły, jak to dobrze, że się skończył

Styczeń - ja już piszę, to początek - ledwo dyszę
Nasz klip przerywa ciszę, na dobre przyjęcie liczę
Singiel to różnice przedstawione przez krytykę
Ja dopijam likier, ***** w tę i w politykę
Jakie życie taki rap, a to życie jest kurewskie
W Będzinie dziewiątego wspieram Wielką Orkiestrę
Znów przester nie przestój, z płytą N'te przesunięcie
A to już piętnasty i w Poznaniu *****nięcie
Jakoś będzie jak ten backstage na zamku po koncercie
I nagle tak zły news, że aż w gardle staje serce
Bo Junikowski cmentarz, to nie jest fajne miejsce
Brak mi słów Grucha, może tam ci lepiej będzie
Luty - mroŹny [?] a nam tu nieznana nuda
Czy zakupić coś się uda, jeden ***** dostał z buta
*****ony, tu raz z pabialginą, to nie Luta
***** nie diler, zwykły brudas, wita cię berliński kuda
Że nic nie stało się udam? nie ma takiej możliwości
Wracam z odrapanym ryjem i sporym zapasem złości
Marzec - siedemnasty - urodziny mego brata
Moja ex kontra next, a ja jestem w tarapatach
Co zrobić? melanż - innego nie mam pomysłu
Od tych wspólnych ich spotkań łapię pomieszanie zmysłów
Kwiecień - zaczynamy trasę, coraz lepiej idzie z czasem
Maj - jest wypasem, choć klip raczej nie wypał
Reprezentuje biedę, ja znam się na tych klipach
Płyta, broni się sama jakbyś o to człowiek pytał
Dalej w kraj jedziemy, jest Tarnów wcześniej Przemyśl
Takich imprez jak najwięcej, dla tych miast respekcik szczery
Czerwiec - kilka imprez, tych do rana ja nie zliczę
Hajs nadal koszę, hajs nadal liczę
W koszalińskim klubie pustki, za to Śląsk wita nas mocno
Burza, która kończy koncert - za to sorry Jaworzno
Aż tak Źle to nie jest, w pub'ie każdy dziś się śmieje
Gruby melanż z DJ'em, zapytasz co się dzieje?
To medal dla Posnani stał się faktem mam nadzieję
Że w sezonie '06 to nie kpina, będzie finał

*****ony zero piąty, uwolniłem się od klątwy
Rok wybitnie podły, podsumuję go - był wątły
Kłopotliwy zero piąty, to *****ysyn był okropny
Wyjątkowo wredny, podły, jak to dobrze, że się skończył


*****ony zero piąty, uwolniłem się od klątwy
Rok wybitnie podły, podsumuję go - był wątły
Kłopotliwy zero piąty, to *****ysyn był okropny
Wyjątkowo wredny, podły, jak to dobrze, że się skończył

Lipiec - to Heineken, niezła luta, koncert Snoopa
W.Y.P. 3 Filip, bywam i loopa
Na kwadrat rano z buta, o suchym ryju wracam
Ten kawałek [?] w oczekiwaniu na kaca
Bang-bang w przedpokoju, poprawienie nastroju
Potem browar, Mazury, koncert, chwila spokoju
I znów Jastrzębia Góra, low rider, rap, skóra
Weno, tej akurat Zbychu nas odwiedza - hurra
Sierpień - wakacje, bo roboty nie ma żadnej
Ja zaczynam go melanżem i tak skończę go, poważnie
Nikomu z nas do śmiechu, tu znów dramat, afera
Frajer w tirze nam zabiera młodego i MacGyver'a
I co teraz? przecież jutro miał być melanż pod Palmą
A ta ***** co ich walnął zbiegł z miejsca wypadku
Wrzesień - mym miesiącem, kilka scenicznych szarży
Jeden z długo pamiętanych londyńskich melanży
Wcześniej siedemnasty, kończę *****ne 29
Melanż kameralny, coś jak ziemi trzęsienie
I znów te chore media, chcą zajrzeć w mój życiorys
Przysrał się o "Głuchą noc" niejaki Stan Borys
W paŹdzierniku - rozpusta, gala EMA, pulsar
Znów na*****ka tłusta, na nogach nie mogę ustać
Już wykończony prawie przez after, DJ w pub'ie
Wstaję z wyciągu, by przywitać się z Komarem
Twój czarnuch na powietrzu, więc napijmy się wódki
Znów czas jest na zabawę i *****ić wszystkie smutki
Czas wejść do studia, druga strefa drugim domem
Kilkanaście tracków, każdy z nich będzie przebojem
Listopad - ruszam z kopa, podbój, rap, pizga stopa
Nową płytę czas obwąchać, spodoba ci się chłopak
Czasem zastanawiam się, czy to kiedyś się zmieni
I nie wierzę ci Pudyś, że jesteśmy skończeni
Jedna *****a coś tam gada, chciała pogrążyć gnoja
Zwykła pizda Latkowska na rozkładówce Playboy'a
Grudzień - świąt nie lubię, a Sylwester to jak wyrok
Bez balu na te święta, by się jakoś obyło
Najgłośniej na Jesiennej, bardzo gruby był balecik
Kolędy, koks i wóda, jeszcze nieraz tak odleci
Czas to gówno przepić w Nowy Rok wchodzę na bani
'06 *****ysynu spróbuj nastrój mi poprawić

*****ony zero piąty, uwolniłem się od klątwy
Rok wybitnie podły, podsumuję go - był wątły
Kłopotliwy zero piąty, to *****ysyn był okropny
Wyjątkowo wredny, podły, jak to dobrze, że się skończył

*****ony zero piąty, uwolniłem się od klątwy
Rok wybitnie podły, podsumuję go - był wątły
Kłopotliwy zero piąty, to *****ysyn był okropny
Wyjątkowo wredny, podły, jak to dobrze, że się skończył
(Liber)
Jedni milczą, drudzy wyją, krzyczą pod zgnitą pryczą z nabitą szprycą chór
szczytom ekstazy. Czekam, co się jeszcze zdarzy, ilu z nas przestanie
marzyć. Myślę, kiedy padnie pierwszy, wtedy reszta wstanie, przejży, może
finisz będzie lżejszy, może się ockną na styk narazie nie ma szpryc, ale
chwieje się szyk nie wiemy jaki będzie szczyt. Nie widać granic, trzeźwi
najebani, coraz częściej tacy sami - zboczeńcy i kapłani zakamuflowani,
jak daleko się posunie rozwój?? Z rozmów do czynu chaos, anarchia. Rozbój
i strach brak oparcia. Religia nie wystarcza, dla chłopaka najważniejsze
to, co trzyma w palcach, nie to, co słyszy na mszy. Może ja uwierzę, może
ty. Niektórzy nie chcą uwierzyć, obserwując ten syf. Nierząd z kamerą
wśród zwierząt. Terroryści grożą, że uderzą, rosną mafie, znikają małe
sklepy. Wierzy i modli się papież. Na jakim to jest wszystko etapie?? Mowa
o całym świecie, mowa o naszym rapie. Czy to APOGEUM??

Ref.: Świt, kolejny wschód słońca nad głową,
Szczyt, może ten szczyt mamy już za sobą
może ten szczyt mamy już za sobą,
za sobą, za sobą.
Świt, kolejny wschód słońca nad głową,
Szczyt, może ten szczyt mamy już za sobą,
Może odejdzie i narodzi się na nowo, na nowo

(Liber)
Rym do bitu u styku trudny do odczytu. Ile zgrzytów w nocy i świtów
upałych bitów. Ile jeszcze do szczytu pobytu na rynku zbytu. Ile dzionków
do końca rapowych rządów ziomków. Naraznie płyt na gazie na fazie, znaczy
w ciągu, od gongu wejścia do odejścia gongu. Oto chwila czynu, jak
maksimus w polskim koloseum. Pięć minut maksimum formy APOGEUM może
dopiero przyjdzie. Wyrocznia będzie chojna, cykliczna forma jak sinusoida.
Odejdzie i powróci, jak wiosna na tych ziemiach. Prażki, upadki i wzloty
na przemian.

Ref.: Swit...
"I teraz, jak na początku - jesteśmy tylko awangardą Polski"

I nie zmienia się nic

Od dwóch lat materiał na 3 płytę składam,
Robię, gadam, Słabe Studio odwiedzam
Zrobię wszystko co w mojej mocy
By mój materiał nawet mnie zaskoczył
A to największa nagroda
Jest mi szkoda, gdy ktoś robi mi ciśnienie
I tego nie zmienię - chce być nieograniczony jak marzenie
Więc proszę bierz, masz to czego chciałeś - tego szukałeś
Więc masz to...

Bierz takie jakie jest - na to czekałeś, tego szukałeś
Więc masz to proszę chap!
Bierz takie jakie jest - na to czekałaś, tego szukałaś
Więc masz to proszę chap!
Bierz takie jakie jest - na to czekałeś, tego szukałeś
Więc masz to proszę chap!
Bierz takie jakie jest - na to czekałaś, tego szukałaś
Więc masz to proszę chap!

Przywołuję - Juwenalia w Białym Stoku
Był maj 98 roku
Feel-X, Joka, dAb na scenie
Ja z Wujkiem na początku trochę z boku - wtem błysk i połączenie
Wspólne zaistnienie, koncertowy sqad
Włączony mikrofon i żarzący się bat
Żadnych strat, praca nad nowym materiałem wre
Przypomnieć chcę, że czas mocno depcze nam po piętach
Droga choć prosta wydaje się kręta
Ginę w otmętach i w otchłani we wspólnej bali
K 44, W.S.Z., C.N.E. nagrani

"I teraz,- jesteśmy tylko awangardą"

Na początku trzeciej płyty dAb mi puścił bity
I stanąłem jak wryty dobry jak cipka Lolity
Z rytmu nie wybity - piszę rymy
Co do blantów nie wyżyty i mojej dziedziny
A więc zapalimy, wszystko załatwione,
Za godzinę dzwonek, skręcone i spalone
Próba z mikrofonem, a jak o tym mówię cały czas
Masz to co chciałeś masz to co chciałeś masz

Więc bierz takie jakie jest - na to czekałeś
Masz to co chciałeś, masz to co chciałeś masz
Więc bierz takie jakie jest - na to czekałaś, tego szukałaś
Więc sprawdź to
Bierz takie jakie jest - na to czekałaś
Masz to co chciałeś, masz to co chciałeś

To właśnie chciałem wam powiedzieć, że
W Świętej Pamięci studio odnalazłem się
Jedni robią płytę trzecią - dla mnie to pierwsza
Rymowana proza wycięta z wiersza
Jestem taki Cygan co nie wróży z ręki
Jestem taki Cygan co śpiewa piosenki
Możesz mnie zobaczyć w swojej głowie jak usłyszysz mój głos
A mój głos, a mój głos jest ważny - Wujek nie poważny
Bierze to co inni chcą dać, ale czy oni tego się spodziewają,
Jeśli nie kumają po kieszeni mocno się zieleni - masz to

Bierz takie jakie jest - czy na to czekałeś
Masz to co chciałeś, masz to co chciałeś masz
Więc bierz takie jakie jest - czy tego szukałaś
Masz to co chciałaś, masz to co chciałaś masz
Więc bierz takie jakie jest - czy na to czekałeś
Masz to co chciałeś, masz to co chciałeś masz
Więc bierz takie jakie jest - czy tego szukałaś
Czy o tym myślałaś, czy tego chciałaś?

"I teraz, jak na początku - jesteśmy tylko awangardą Polski"
(słychać po dźwięku)
I nie zmienia się nic

"I teraz, jak na początku - jesteśmy tylko awangardą Polski"
(słychać po dźwięku)
I nie zmienia się nic (Hip-Hop)
Daj mi szczęście daj miłość ja dam wsparcie mógłbym przysiąc
że w tą świetlaną przyszłość, która z tobą kreśliłem
będzie jedynym celem, do którego dążyłem
wciąż chce zwyciężać zachować sporo godności
by żaden z grymasów na twej twarzy nie zagościł
ja dusze się jednocześnie chcąc tego
sam wybrałem, dlaczego? wierzyłem po prostu
ze będziesz jednym z niespalonych przeze mnie mostów
a ja tworząc was wyniszczam
to nie tak oczywiste
gdy nad kartką łapię iskrę
pisze piepszac listę
ten tekst kolejnym listem
niech hitem jak sądzą
choć praca bezowocna tego tez nie można nazwać
nad ranem depresyjny lot znad kukułczego gniazda
walczę z samotnością, która tak często przeraża
chociaż ludźmi się otaczam oddalam się od nich...
na życzenie własne znów mam pod stopami chodnik
nowy świt myśli nowe
nie wałczę z chłodem głodem
myślę o drugiej połowie
co powiem jej wracając do tak zwanego świata żywych
i jaki tego wynik
czy prawdziwy ze mnie człowiek tak jak raper prawdziwy
i kiedyś szczęśliwym po wsze czasy juz będę
gdy zaszczyty zdobędę przecież nie lece, bo nie pędem
emocji oto rewanż to co teraz powiem
nie jest na sprzedaż bo to stało się nałogiem
nie chce bycia bogiem to absurd jest złowrogie
myśli znów w głowie sto procent patologia
w samym sposobie postrzegania tego świata fobia
nie pomnażam pieniędzy to nie mój styl życia
od zawsze chciałem rapu na przewypasionych bitach
wiec odejdź gotów tej pytam ja cię zapytam
czy twym jedynym celem była nagrana płyta
czy wywiady teledyski koperty oferty
to są bzdur sterty
pamiętaj o tym zawsze
bo rap na bicie popłynie bez zbędnych wyjaśnień

moralny upadek to notowań nagły spadek
upadku mego świadek tylko ja prosty sposób
moralny upadek słyszałem od wielu osób
moralny upadek o tym jak stracić kręgosłup

I do ćpunów bandytów przeróżnych skurwysynów
mam być dumny z tego synu ?
kto naprawdę zrozumie
to, co na bicie mówi czy z rapu odejdę
czy mam strzelić se w łeb zostać kurtem cobainem ?
czy przyglądać mam sie biernie jak konsument to pochłania
dostać w zamian hałas pożądliwe spojrzenia
wciąż tęsknie za zmianami jak pozbyć sie cierpienia
a to, do czego zmierzam jest nadal czymś niejasnym
a to protestem własnym w pierwszej osobie gadam
odrzucony, co odrzuca postulaty swego stada
wciąż mam tak gadać przecież głusi jesteście
skup sie na tym tekście nie myśl o podtekście
nakreślaj gruba kreska
dam znak ze żyje jestem
w tych zwariowanych czasach to juz jest sporym sukcesem
zawalczę ze stresem ponownie stanę w szranki
na słowa na szklanki opowiem, czym jest obciach
owal sie zasmuci, bo znów mam loxa w nozdrzach
nazwij to jak chcesz nawet autodestrukcją
będę silny dam se rade wierze w zycie juz za późno
skurwysyn to skurwysyn i nic tego nie zmieni
ten świat mnie takim stworzył
pasożyta nie wyplenisz
i spróbujesz mnie ocenić nic nie wiedząc na moj temat
kolejny hipokryta, który chce powielić schemat
możesz sie wychylić na tle mego upadku
nigdy nie poznasz życia w tak zwanym polświatku
życia w niedostatku pod tytułem nóż na gardle
o pertraktacjach z diabłem paktach, które zawarłem
ave ave na przekór wszystkim wszystkiemu jadę
masz tu, desperate moje drugie imię tu
robie to od niechcenia beztalenciom rośnie gul
ten jeden mówił żul a tamten degenerat
lubię, gdy widzisz we mnie uzdolnionego penera
ja szacunku nieodbieram ludziom bliskim memu sercu
choć nie rzadko mam jazdę w stylu seryjnych morderców
teraz moje jest nawierzchu nawet, jeśli głazy w środku
niech rap na bicie płynie bez dodatkowych środków

moralny upadek to notowań nagły spadek
upadku mego świadek tylko ja prosty sposób
moralny upadek słyszałem od wielu osób
moralny upadek o tym jak stracić kręgosłup

moralny upadek to notowań nagły spadek
upadku mego świadek tylko ja prosty sposób
moralny upadek słyszałem od wielu osób
moralny upadek o tym jak stracić kręgosłup

styl pretensjonalny, jakie życie taki rap
pozmieniało sie najlepsze
lecz nie zmienił sie mój świat
pełen zalet i wad kocham to nienawidzę
mam wiele nienawiści w sobie tak to widzę
obserwator uczebnik w awanturach bezpośredni
raczej aktywny niż bierny
tracąc grunt pod nogami
uciekam sie do metod sprawdzonych zbadanych
nad wychowanych sytuacjach
które straszą widza przed telewizorem
ja na ty z horrorem a w rapie z hardcorem
mam najebane w dekiel a mym jedynym ziomem
jest uczony heineken
tak mówią niech mówią
niech piszą w tym sie gubią
ja na takim farmazonie mógłbym dziś zarobić grubo
to, co ty nazwiesz zgubą ja nazywam przeznaczeniem
przeznaczenia nie oszukam przeznaczenia nie zmienię
szukam szczęścia jak każdy
szukam swej szczęśliwej gwiazdy
uciekam w świat fantazji
pokarze swe słabości
przyznaje sie do błędów
do rozwiązań najprostszych
i nie dam ci przykładu
bo ze mnie żaden ekspert
mam z rapem
kat ekspertem
to jest życia patentem
w skoroszytach zawiłości
to, co we mnie wiele wspomnień
nawet dla tych co oskarżą mnie o komercyjną zbrodnie
bo tak jest im wygodnie modnie
zrzuć mnie z piedestału
moj rap na bicie będzie wciąż płynął pomału
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo