Popularne piosenki. Polski Hip Hop

[Zajka]
Zawinięty w bibułę od głowy do stóp
To z kraju wiatraków jest wyrób
Nie paliłeś tego to weź sobie kup
To temat co w głowie robi wielkie łup
Wypaliłem w życiu wiele tych sztuk
To temat klasyk powraca znów
Ktoś do mieszkania robi puk puk
Teraz Wojtek powie kilka słów

[Wojtas]
Szybko wyrwij ustnik ze szlug
Zobaczysz zaraz stanie się cud
Bryła afganu ciężka jak lód
Czy zapalniczkę dać byś mi mógł
Pierwszy buch będzie właśnie za tych
Co w samochodach lubią palić wariaty
Drugi, trzeci, czwarty i piąty
Za tych co w plenerze kręcą jointy

[Borixon]
Przyjechali po Tomka co towar go wciąga
Jointem się zaciąga, tak to wygląda
Załączam songa, cały czas w gibon gra
Zmontuje szalke uzbrojony w sample
Na bluzie pankle, na konsoli gram se
Hip-hopowy mam cel, w górze palce
Po temacie kaszle co tu robię patrzcie
Jesteś ładna kładź się, a mój gibon pal się

Ref.:
Zawijaj się, zawijaj
Zawijaj się, zawijaj
Zawijaj się, zawijaj
Zawijaj się, zawijaj

[Zajka]
Brudne południe robi płyty znów
WYP3 płoną jointy już
Veto, WYP3 Crazy klub
A oni są z pod V, a my jesteśmy spod W
Krukowi oka nie wykolę kruk
Płonie ganja aż się lepi druk
RRX puszcza joint w ruch
Zawijaj się, nie rozumiesz naszych słów

[Wojtas]
To był wieczór, widok na miasto
O tej porze tam skręty nie gasną
Zalegalizować tej miejscówki hasło
Rap w głośnikach Uno Fiacie
Dziesięć minut po zjaranym temacie
Turysta zapytał, palicie czy jaracie?
Z psem, pod czterdziestkę, koleś w krawacie
Podpierdolki na temat trawy
Coś z nim nie tak, za bardzo ciekawy
Jest pierwsze skojarzenie, tajny pies
Nie chce już nigdy widzieć tego ryja
Wiesz o czy mówię, niech się zawija

[Borixon]
Co się stało się nie odstanie
Kilku moich kumpli zajęło się stukaniem
Ja lubię ten stan, ten stan jest dla mnie
Zawiń go starannie, zawiń go dokładnie
Daj żar, podpal, pociąg, wciągaj
Dobry stan osiągaj, pal gibonka
Nie tylko w płuca wsiąka, też ma mołka
Tam pali lajta, ja wole stronga
Chmura dymu nad schroniwem się rozciąga
Joint odpalany od drugiego jointa
Ze mną pali też Michał, pali Wojtas
Ja jestem Tomek więc zawijaj się o Tomka

Ref.

Czerwone oczy zdradzają stan
Marihuana, toksycznych rzeczy nigdy nie popieram
Wolę się nastukać, znaleźć się na wyżynie
W cieniu fale reflektorów
Nie ujawnią czynów
Mieszkam pod showbiznesu mostem
Wiem już mimo protektorów
Obrałem daleki azymut
Oto kręta ścieżka której nie wciąga się nosem
Premium dyrek torów poprzez słupki
Wyników zmienia sztuki wymóg
Wszystko polane tortexowym sosem
Wielu szmalem animowanych mimów
Mówi mi bym ugiął się
I ruszył skosem
A więc przede mną rozdroże
I skutki zagmatwane

Aaa, Dwa metry pod ulicami
Paachnącymi komercji omamem
Puuchnącymi palcami tworzę tunel
Ucieczki przed spamem
Widzę ludzkie mózgi sine jak morze
Wyprane niezawodnie odwirowane
W hipokryzji zamęt
Na kolorowych kapitalizmu sznurkach
Jak majtki powywieszane
Niczym kartofle w mundurkach
Skonsumowane
Oto kolejny system co
Sztukę uczynił popytu chłamem
Dzidę i bombę zamienił
Na billboard i baner...

... Złodzieje tożsamości ...

Oto kolejny system który bez litości
Zgrabnie kradnie
Tożsamość i osobowości

... Złodzieje osobowości ...

Oto kolejny system który bez litości
Zgrabnie kradnie
Tożsamość i osobowości

Oto kolejny system ...
WYP3 Borixon Wojtas tak
W ostatecznej chwili dobrej rady posłuchasz
Jak jest wina bywa i skrucha
Jebać fałsze i szepty do ucha
Nie masz hajsu to […]
Jak nie masz to buchasz
Sam samego siebie nie oszukasz
Znam już tą historię to mi ją teraz ukaż
Gówno i tak z czasem wypłynie na powierzchnię
Uważaj na tą sugestię widziałeś Wojtyna
To się skrada bezszelestnie
Dobrze wiesz o tym
Borixon Wojtas dobrze zna tą kwestię
Co wyszło na jaw i co wyjdzie jeszcze
Czy wtedy zaleje ciebie zimny pot i dreszcze
By poznać prawdę nauczki na błędach
Odbite na psychice albo na zębach
Zależnie od tego w jakich kręgach się obracasz
Wyniosłeś coś z tego
Wychodzisz na prostą czy się staczasz
Nie chcę żeby kłamstw stało się moim sąsiadem
Teraz mądry po szkodzie no to da sobie radę
Spójrz na świat to zobaczysz to Wojtyna
Wszystko już widać w tych zakłamanych minach
Zginą jak ścięta roślina
Mają na to odwagę
Przy tej historii zachowamy rozwagę
Przy tej historii zachowamy rozwagę

Ref. x2
Stajesz na głowie by naprawić co się stało
Awantura tego uniknąć się nie dało
Bezsilność jest w tobie największym wkurwieniem
Borixon zmienisz to nie ja też nie zmienię

Uwagi korekty szepty za plecami
Zawsze się znajdzie taki co kłamie
Po co z życia robić pajacowanie
Ogólnie zaobserwowane tego nie schowasz
Każdy rozkmini komu pracuje głowa
Nie spieprzy okazji żeby zaczynać od nowa
Tak to słowa które sprawdzają się nieraz
Borixon Wojtas na fonii teraz
20 dwa zera szczera wypowiedź
Nie wiesz o co chodzi to weź się kurwa dowiedz
W życiu jeszcze nie jednej rzeczy się nauczysz
Nieraz się pogodzisz nieraz się pokłócisz
Rozweselisz nieraz zasmucisz
Jak odejdziesz to powrócisz
Powrócisz chłopakami nieraz skruszysz
Na karuzeli szybko płyną lata
Drugie słowo się splata
Stajesz na głowie by naprawić co się stało
Awantura tego uniknąć się nie dało

Z kłamstwem prawie zawsze w parze idą konsekwencje
Uważaj na nie bywają niebezpieczne
Problemy odwieczne tego się nie zmieni
Kłamstwo musi być żeby prawdę docenić
Przekonasz się nie raz na własnej osobie
Jakie to uczucie kiedy zawodzi człowiek
Bezsilność jest w tobie największym wkurwieniem
Borixon zmienisz to nie ja też nie zmienię

Ref. x2
Stajesz na głowie by naprawić co się stało
Awantura tego uniknąć się nie dało
Bezsilność jest w tobie największym wkurwieniem
Borixon zmienisz to nie ja też nie zmienię
Dzień dobry..
O co chodzi??
przyszedłem do córki..
do mojej córki??
No.
Jak ty wyglądasz? Skąd ty wziąłeś te rzeczy?
Moja córka z takimi jak ty sie nie zadaje..
to porządna dziewczyna.
Twoja cór.. twoja córk..

Twoja córka nie jest taka całkiem doskonała
Nigdy nią nie była chociaż czasem sie starała
Pamiętam jeszcze kiedyś dawno w podstawówce
Odbierala kabla pod ławką na klasówce
Pokrótce opowiem panu o co tutaj biega
Na przykład córka twoja bardzo lubi na szweda
6/9, jeździec, perskie oko i te sprawy
We wszystkim niemal doszła do niebywałej wprawy
zabawy lubi też inne, nie zaprzeczam
Skóry, łańcuchy, nie wspominając pejcza
Lubi także bardzo, kiedy jej przypalam ciało
Wszystko to robi, jednak ciągle jej za mało !

Twoja cór.. twoja córk..
Jeszcze słowo i zawołam policję,
mówiłem ci już to porządna dziewczyna
chodzi do kościoła, śpiewa w chórze..

Co sie tyczy kościoła - to bardzo prosta sprawa
Bardziej od kazania jara ją zabawa
- włóż - wyjmij - włóż - wyjmij i tak dalej
A chór kościelny w łóżku uprawiała stale
Orale, anale to dla niej chleb powszedni
Byle żul z podwórka jest dla niej odpowiedni
Jedni ja macali, a inni pieścili,
Ale prawie wszyscy z osiedla pierdolili!
Bywało też czasem, że z psem się mocowała
Dogiem, pitbulem zawsze radę im dawała
Jakby tego było mało sprawdzała raz konia
Z tego co pamiętam, zawsze chciala miec słonia...?!

Twoja cór.. twoja cór.. twoja cór..
Ja cię kurwa dopadne szczylu.
Mam w piwnicy pistolet i łopatę.
Nikt po tobie nawet nie zatęskni.

Pewnie każdy z was zapyta: "co to kurwa za nagranie?!!!"
Ja odpowiem bardzo krótko wam panowie i panie:
Wzór historii tej jest mianowicie taki:
"Bułkę w bibułkę a chuja do łapy!"
Wiele takich kobiet stąpa po tym dziwnym świecie
I nie ma co tłumaczyć pewnie bardzo dobrze wiecie
Uczą cie jak żyć, mówią - "jestes za wulgarny"
A z nich towar na anioła jest kurewsko marny!!!
Banalny więc jest morał tej krótkiej opowieści -
"Nie wszystko jest złotem co sie z wierzchu świeci!"
Morał jest banalny mojej krótkiej opowieści -
"Nie wszystko jest złotem co sie z wierzchu kurwa świeci!!!"
One gonią mnie znów wiesz
ciągle nie dają zasnąc
gdy księzyc i gwiazdy już patrzą na miasto,
mówią Kuba w twoim sercu coś zgasło
I bynajmniej obcy im jest Fidel Castro.
Uciekam w dal ale one są szybsze
I uderzają mocniej niż skronie po litrze choć
umiem pływać to w nich tonę jak chłystek
bo z moją głową one dzisiaj prowadzą tu biznes
Choć im uciekam ciągle łapią mnie wierz mi bo
wracają zawsze tu kurwa jak lessy,
przynoszą stres i brak ukojenia ja
pomimo presji i wad się nie zmieniam
chcą bym się poddał i rzucił na kolana
oddał im dusze sam wrócił na badania,
od tego wszystkiego już boli mnie bania
bo zamiast żyć na całego one będą mnie ganiać.

Znów gonią mnie myśli zrozum to
ja widze ich wokół ponad sto
dziś muszę uciekać dalej bo
ja ma- ma- ma- mam ich dość. x2

Od kiedy mnie gonią w sumie kurwa nie pamietam,
ale od pewnego czasu wciąż depczą mi po piętach i
z tego puenta jest prosta wiem to
to jak uciekać maluchem przed ferrari MCO
to do mnie wraca tutaj każdej nocy
wciąż mnie dręczą zamiast rzucić sen na oczy
to bezsenność sprawia że mam dość tej nocy
która okalecza mnie bardziej od przemocy.
Próbuje je zgubić tu w procentach czasem
ale maja GPS i mnie znajdą raczej, wiesz
wracając z kacem i bólem głowy rano
znów musze uciekać bo znów jest tak samo.
Trace świadomość to jest ich wina
bo wchodzą mi w głowe tak że nie pomaga aspiryna,
błagam powiedz mi jak to można zatrzymać
bo na mnie spada dziś ich tutaj cała lawina

Znów gonią mnie myśli zrozum to
ja widze ich wokół ponad sto
dziś musze uciekać dalej bo
ja ma- ma- ma- mam ich dość. x2

Chciałbym zlapać oddech ale nie moge dziś
problem wygląda tak że mnie złapią wtedy i
co wtedy sam nie wiem ty prosze powiedz mi
czy jest na ziemi miejsce gdzie kurwa nie ma ich.
Chyba nie ma drzwi
przez które one by nie przeszły
bo w głowe walą mocniej niż grube białe kreski,
nie dają spać a jeśli zrobią wyjątek
to wrócą w koszmarach będą parzyć jak wrzątek.

Znów gonią mnie myśli zrozum to
ja widze ich wokół ponad sto
dziś musze uciekać dalej bo
ja ma- ma- ma- mam ich dość. x2
Tak wulgarnie łechtam, Twą podświadomość.
Nie masz tak na prawdę pojęcia, że stoję obok.
Mamy inny pogląd, ulegamy innym fobiom.
Wrażliwość nieraz męczy, wciska łez ogrom.
gryząc wargi, bawię się w mistrza sztuki.
Widzisz puste wyrazy, a ja białe kruki.
Dla nas dźwięki nuty, nieustanne próby.
Dla was to gołe dupy, sexy night cluby.
Zakopany w morzu nut, zapominam łapać tlen.
W tym tym natłoku atramentu, liczy się każdy wers.
Każdy dzień, który idzie w wiele różnych miejsc.
Chodź wielu jeszcze nie wie ile może wnieść.
Yoo...

Artystyczna dusza przekleństwo, czy dar!
Wszystko się rusza, jak ja kocham ten stan.
Słyszę więcej, widzę więcej, choć niekoniecznie wiem.
Czuję bicie wewnątrz, to jest mój dzień!

Artystyczna dusza przekleństwo, czy dar!
Wszystko się rusza, jak ja kocham ten stan.
Słyszę więcej, widzę więcej, choć niekoniecznie wiem.
Czuję bicie wewnątrz, to jest mój dzień, dzień!

Pali mi się w rękach.
Kończę jedną płytę, w myślach już następna.
Nie wiem która, nie liczę ich w sentymentach.
Liczy się autkom, liczy proces w elementach.
Nie liczy się nic innego, jak to, że daje uciec.
Swym emocjom, wrażliwości, czasem ludzie,
nie pojmują tego stanu, nie wiedzą co to bodziec.
Same wersy nie czynią z Ciebie mistrza, słusznie.
W głownie mam sztorm, po za głową pełno mord,
które chcą wiedzieć, skąd to wszystko wziął ten chłop,
który nic nie umie, scena go wyklęła,
a on dalej w ten syf brnął, co za ziom.
Nikt go nie lubi, nikt go nie słucha, nikt nie kupuje płyt.
Jego muzyka - to posłuchaj jego nuty, to jest syf.
Ja biorę gryz mocny, zatykam uszy,
bo jestem artystą nie z mody, a z duszy.

Artystyczna dusza przekleństwo, czy dar!
Wszystko się rusza, jak ja kocham ten stan, yo.
Artystyczna dusza przekleństwo, czy dar!
Wszystko się rusza, jak ja kocham ten stan.

Artystyczna dusza przekleństwo, czy dar!
Wszystko się rusza, jak ja kocham ten stan.
Słyszę więcej, widzę więcej, choć niekoniecznie wiem.
Czuję bicie wewnątrz, to jest mój dzień!

Artystyczna dusza przekleństwo, czy dar!
Wszystko się rusza, jak ja kocham ten stan.
Słyszę więcej, widzę więcej, choć niekoniecznie wiem.
Czuję bicie wewnątrz, to jest mój dzień, dzień!
Więcej wrogów niż przyjaciół,znaczy że odniosłem sukces
Chociaż w życiu dopinguje mnie nadal nie jeden kumpel,
Rps to o spółce mam silną grupę wsparcia
Jak Marcello Mastroianni, podczas wielkiego żarcia
Nie mam miejsca na kłamstwa,masz tu garść naszych dokonań
Dla naszych fanów pozycja obowiązkowa
Chcesz dyskutować,chcesz? Ja spytam o czym
Wzrasta poziom przemocy niczym w kingston, więc dosyć.
Na majku Ricardo luz jak Teddy Richardson
Choć to mnie robią foty, i nazywają gwiazdą
Żeby nie srać w swoje gniazdo to podstawą moich dążeń
Widzę fałsz ludzkich spojrzeń często potrafię go dojrzeć,
Znam swoją siłę, moc sprawcza plus słowa
Ponoć bardzo szeroka gama złych zachowań.
Nazywali mnie skazańcem, i popaprańcem
Nie wiedząc jak to jest gdy ktoś odbiera Ci szansę
Dobrze wiem że stoi za mną negatywny elektorat
Hardcorowa ulica, nieuleczalnie chora.
Każdy z moich kolegów ma tutaj ksywę olewus
Dla nich bardziej popularny niż The Beattles i Jezus.

Ref.
Ja wyjebane mam
I nadal ten rap gram
I co ty zrobisz nam, ten świat jest nasz
Nienawidź kurwo nas to dla nas jest ten hajs
Ty siłę dajesz nam SLU Gang

Mój rap nie na listy jest zbyt realistyczny
Zupełnie niepodobny do przekazu z telewizji
I co rusz hit klasyczny który gra piracka stacja
Muzyki szukaj w sklepach, nie w komercyjnych stacjach
Będąc niepopularnym w pewnym kręgach wnet wyklętym
Robię wciąż taki rap, że mój flow pójdzie im w pięty
Tu gdzie głos cenzora nieumyślnie wskaże fakty
Które bez popity łykną głodne wrażeń nastolatki.
Przyjdzie tylko fałsz, obłuda, hipokryzja,
Święta inkwizycja szykowali stos dla Ryśka,
I kolejne łgarstwo, moralne panikarstwo
Które zwalczyłem dziarsko, puszczając rap-ploty w miasto
Nie Ącki nie Kącki, żaden z was mi nie nabruździ,
Co najwyżej może nasrać jeden drugiemu do buzi
Krótki film o zabijaniu wy sapiecie mnie to nudzi
Bo nadszedł czas rozliczeń i to ja dziś mam ten luzik.

Ref.
Ja wyjebane mam
I nadal ten rap gram
I co ty zrobisz nam, ten świat jest nasz
Nienawidź kurwo nas to dla nas jest ten hajs
Ty siłę dajesz nam SLU Gang

Utwierdzony w przekonaniu że tu nie da się nic zmienić
Wciąż bardziej obcy niczym Janusz Panasewicz
Nie daj satysfakcji ludziom którzy mają wciąż Cię za nic
Oni śmieją się gdy krwawisz,Oni chcą Cię dobić czaisz?
Koszę umysły dzieciaków i biorę na to poprawkę
Gdy rozhisteryzowany tłum szarpie mnie za nogawkę
Chcesz wyrazić sprzeciw gestem, co zabrakło słów?
Schowaj ten środkowy palec, lepiej unieś w górę kciuk
Na miły Bóg media wciąż trąbią to samo
Porównali mój odpał do pieprzonego Altamont
Czasem mam dość ich,pragniesz wolności
Wtedy uciekasz przed życiem jak z pudła Zdzisław Najmrodzki,
Oto okruchy prawdy, zawsze walczę o godność
Rzucam popiół dla mas, antidotum na samotność
To żadna podłość lecę według wytycznych
Dla tych oddanych fanów, którzy są bezkrytyczni.

Ref.
Ja wyjebane mam
I nadal ten rap gram
I co ty zrobisz nam, ten świat jest nasz
Nienawidź kurwo nas to dla nas jest ten hajs
Ty siłę dajesz nam SLU Gang
Zdradliwa wena, raz jest, raz jej nie ma.
Choć pot stępuje na czoło jak morena
Zżera mnie trema, myślę o tym o czym nie powinienem,
W tym momencie chyba się przekręcę.
Coraz goręcej i pióro drży w ręce,
Rozpoczęte dzieło i coś się zacięło.
A ile to już lat minęło, od kiedy wszystko się zaczęło
Rewolucja jak z mono do stereo.
Inne pomysły bombardują wyobraźnie
Jak meteorytów deszcz chłopcze chcesz jeszcze ?
Cóż proszę bardzo jedni łakną inni wzgardzą
Od lat iluś popularny jak Smok Miluś
HIP HOP ma wyróść jak dąb przed domem wielki
Ciągle kręcić i nęcić jak cukierki
Poprawiam usterki, zmieniam jak fale radia
Nutki stoją w rządku jak honorowa gwardia.
Spróbuj się wychylić a utrę Ci nosa
Figa z makiem trafiłeś jak na kamień kosa
Masz złe intencje - poniesiesz konsekwencje
Słuchaj głosu serca tym lepiej im prędzej
Bo to jest ważne co jest w każdym,
Lecz głęboko
Nie potrzebne jest tutaj szkiełko i oko
Kształtowanie siebie i rozwijanie
Zdążanie do doskonałości w granicach możliwości
Posiadanie moralności i techniki
Bo życie to nie tylko atak ale i uniki

Zdradliwa wena raz jest raz jej nie ma
Ja ją prowokuję bo to moja domena
Dla mnie jest HIP HOP i dla mnie jest scena
A co dla ciebie zapytaj siebie
Zdradliwa wena raz jest raz jej nie ma
Ja ją prowokuję bo to moja domena
Dla mnie mikrofon i dla mnie jest scena
A co dla Ciebie zapytaj siebie
Bierz z życia to co najlepsze
Borixon
Dzień za dniem ciągłe zmiany
To nie jest tak jak w fantazji
Zmarnowanych wiele okazji
Nierozerwalnych przyjaźni
Nie tylko momentami sygnały szczerości odbieram
Od ludzi z którymi jestem staram śmieję się i wspieram
Nie wybieram tego to samo przychodzi
Jak po deszczu słońce ponad naszymi głowami wschodzi
Nie musisz słuchać jak cię to nie obchodzi
Każdy człowiek inaczej do życia podchodzi inaczej
Twój los jest w twoich rękach jak amen w pacierzu
Matka to powtarza stale każdy jest losu kowalem
A Propos tak jak umiesz wykorzystuj swój talent
Życie cię obdarzy wtedy złotym medalem

Ref. x2
Nie marnuj życia które jest przed tobą jeszcze
Bierz z niego to to to co najlepsze
Coś idzie nie pomyśli nie wymiękaj
Twój los jest w twoich rękach o tym pamiętaj

Więc zrozum to najlepiej od zaraz
Twój los jest w twoich rękach choć rzeczywistość szara
Na pewno będzie kolorowa jeśli się postarasz
Liczy się podejście do życia i z jakiej strony
Z czego się cieszyć i być zadowolonym
Nie musisz być wcale w czepku urodzonym
Żeby żyć jak człowiek doceń to co masz
Bo raz będzie lepiej drugi raz gorzej
Więc ciesz się ciesz życia póki możesz
Bo nikt przecież nie zna dnia ani godziny
Codzienne rozkminy w poszukiwaniu szczęścia
Albo będzie dobrze albo będą przejścia
Nieraz małe zejścia ale nie żałuję
Biorę od życia to to co potrzebuję
Za najlepsze chwile wszystkim wam dziękuję
Zobaczycie będą jeszcze lepsze obiecuję

Ref. x2
Nie marnuj życia które jest przed tobą jeszcze
Bierz z niego to to to co najlepsze
Coś idzie nie pomyśli nie wymiękaj
Twój los jest w twoich rękach o tym pamiętaj

Patrz i sądź co wyrzuci losu ręka
Życie toczy się jak kostka sześcienna
Sytuacje się gmatwają gordyjska pętla
Zaciska się czy z okrążenia wyrwę się
Najważniejsze to momenty szczęścia
Utrwalone w pamięci albo na zdjęciach
Stare nowe obrazy absorbują głowę
Przypominasz sobie tak przypominam sobie
Odsuwam na bok te wszystkie paranoje
Wszystko co złe wszystko czego się boję
Chwilami radości egzystencję goję
Każdy ma zwycięstwa i małe Troje
Niektórzy kataklizmy wpływają na mielizny
Los palący jak kwas agresywny
Zawsze byłem i zostanę optymistą
Do przodu a srebrny mikrofon moją misją
Biegnę nabieram kinetyczną energię
Atakuję przeszkody jak pit bulterier

Ref. x2
Nie marnuj życia które jest przed tobą jeszcze
Bierz z niego to to to co najlepsze
Coś idzie nie pomyśli nie wymiękaj
Twój los jest w twoich rękach o tym pamiętaj
Z kwiatka na kwiatek przeskoczyła obca szybka
W pewną sylwestrową noc taka była z niej dziwka
Ten drugi miał samochód, stałą prace, gość zadbany
A ten porzucony jeleń nie miał nic, był przegrany
Na nic mu się zdały porśby o następną szanse
Znajomość z jego kumplem była dla niej awansem
Do byłego z dystansem, do obecnego z romansem
Zapinana po cichaczu, w samochodzie za miastem
Jaka była pożądna, według siebie rozsądna
Po college'u bardzo zdolna i niesłychanie skromna
Z wyjebaną jedynką którą imitował wołos
Kiedyś zrobiłem z nią kos i patrzyłem jak się wozi
Nie chciałem se zaszkodzi więc trzymałem też jej stronę
Do momentu gdy spostrzegłem jej apetyt na mamone
Ona miała to po matce, po każdej nowej schadzce
Przeżywała każdy bankiet, to że była na randce
Zarzekała się że kocha i że dba o reputacje
Tylko facet jej się znudził tak jakby znalazł się w pułapce
Na łeb spadły jego akcje, bo pojawił się ten nowy
Miał stragan, warzywniaka, dużo pił, był odlotowy
I samochód miał nowy, w mesiu teraz się rucha
Bo i tak ten z którym była rozbił swego malucha
Coś popatrzył, podsłuchał i pogodził się z faktem
I nawet z tym koleżką co puściła go kantem
W pewną noc sylwestrową zaczyna robić się niezdrowo
Już się obaj pożegnali ze dwoją drugą połową
A ona, już tu nie mieszka, pare razy przyjechała
Z tym typkiem od malucha się na nowo spotykała
No i jak się zachowała? standardowo dupy dała
Z szuszfolem co na środkach za granicy robił sałat
On to dorobkiewicz tylko z tobą mi jak w niebie
Gdyś miał tyle co on nie odeszłaby od ciebie
I na ślubny kobiercu przysięgała zapylona
Nie wiedziała przez kogo, jedno zdążyła wyskrobać
Za pieniądze pożyczone od domniemanego sprawcy
Nie mogła se pozwolić na nieprzemyśloną akcje
Całe życie wakcaje, znów idzie na kurwa mać
Wszystko dałby jej Gawliński a ja tylko chujem w twarz

O sobie nic nie powiem kto ma wiedzieć to wie
Po dzień dziś żałuję że zobaczyłem cię x4

On wybrał chciał tej zmiany, swoją panną przyjarany
Restauracje, szmpany chociaż źle sytułowany
To snuł szerokie plany, zawsze razem będziemy
I razem zamieszkamy, przecież jest nam tak dobrze
Było do momentu kiedy ona nie zaszła w ciążę
A chciała jeszcze w życiu se poszaleć małolata
Zawsze radą służył tata, to jego kochana córka,
Dobry dom, hajs, komórka i jak najlepsze studia
Jej ekipa raczej nudna, ćpanie fety i techniawki
Za to jej nowy chłopak chodził z nią na randki
Te śniadania do łóżka, które codzień jej serwował
Wszystkim imponował chłopak z nizin społecznych
Dzielnic niebezpiecznych, takich elit, wróg odwieczny
Który postanowił że od dzisiaj żwiążę się z księżniczką
Niezbyt śliczną, nieważne, miłość to uczucie ślepe
W tedy tylko ja wiedziałem, że przy niej zaliczy glebę
Wystawiony na próby, widać że mu zależało
Zdobył wykształcenie które większość nie miało
Posada u teścia, dach nad, głową i koryto
Zalegalizuj związek z naszą córą,i to szybko żeby wstydu nie było
Taka młoda i bez ślubu, a mały dzieciak w brzuchu
Co powiemy na salonach gdy ktoś zapyta, zawoła
Trzeba przecież twarz zachować
Kto ma wiedzieć to wie, Kto ma wiedzieć to wie
Czar prysnął jeszcze szybciej niż się tego spodziewałem
Rozpieszczona młoda mama nie potrafi się odnaleźć
Przy dziecku jak za kare, na fochu i z żalem
Że jej życiowy wybranek nie spełnił jej zachcianek
Na to miał szlaban, w chacie podnosił się raban
Za nią stanęła rodzinka więc odchodził potem wracał
Presja, argumenty wszystko dla dobra małego
Kiedyś nie wytrzymał tego, odbił i to najdłużej
Ja myślałem że się wkurze gdy w rękawy nam płakała
Że nie chciała, kochała jak to zmienić nie wiedziała
Nie poprawny w jej mniemaniu, na jej utrzymaniu
Przy każdym spotkaniu, wszczynał awanturę
Ten jego brak kultury, gdy z przyjacielem w żartach
Powiedziała że ma farta że wszystkiego jest warta
Pod przykrywką aerobik, na kawke z frajerem chodzi
W czasie gdy on zapierdalał kolejną część nadgodzin
To kolejny konflikt rodzin, chłopak daje se z nią spokój
Zmarnowanych lat pięć, wolny trak po tym wyroku
Wraca syn marnotrawny, stare śmiecim rodzina
Odnawianie znajomości które zniszczyła dziewczyna
To co lubi zaczyna, o czym pisze życie chłonie
Sąd przyjebał alimenty, będzie płacił na tym koniec

O sobie nic nie powiem kto ma wiedzieć to wie
Po dzień dziś żałuję że zobaczyłem cię x4
Rozećpany, przegrany, przyczajony, wygrzany
Na przyszłości brak skazany
Poddał się jeszcze przed gongiem
Nie stanął do walki nie rozstawał się z bogiem
Każdy zna taką historie ja do moich braci gadam
Którzy samodzielnie nie potrafią wyrwać się ze stada
Dobra rada nic poza tym nic nie mogę Ci rozkazać
[Peja lubi dużo gadać]
Też nie prawi Ci morałów
Ja do przodu pomału z oczu znikają komple
Horyzont coraz szerszy, ale serce boli smutne
Opowieści, nie chcę ich bez końca trawić
Gdybyś mógł się poprawić kilka błędów naprawić
Jedź z nami na koncert, stały motyw brak funduszy
Mnie to ruszy rzucam hasło żarcie przejazd masz ode mnie
Zrobię dużo byś na moment nie egzystował w piekle
Gdzie krew, wycie syren plus trzy desperacja
Beznadziejna sytuacja, co dzień psy wegetacja
Dobrze znam tego uroki, lecz poznałem też smak życia
Nie tylko w kamienicach, bramach, klatkach i piwnicach
I nie tylko na prześwitach i nie tylko na ulicach bo nie jedna granica
W pasku mam kilka pieczątek
Życie jest za krótkie a to dopiero początek

Nie mogę Ci nic kazać, więc nie powiem Ci zmień się
Ty sam zdecydujesz czy chcesz zmiany na lepsze
Nie mogę Ci nic kazać, więc nie powiem Ci zmień się
Sam zdecydujesz czy chcesz zmiany na lepsze
Żeby w Twoim krótkim życiu działy się rzeczy piękniejsze, ciekawsze
Żebyś zaczął żyć nareszcie
Nie bądź załamany, nie bój się tej zmiany
Ona wyjdzie Ci na dobre Ci mówię nie zaszkodzi
Jak Joasia Brodzik wieczorowej kreacji
Świecami przy kolacji marzysz żeby się zdarzyło
Wiedząc że Cię nie stać na co, na przystawki
Odchodzisz od tematu przykuwając się da ławki
Zmieniasz obiekt pożądania podglądając swe sąsiadki
Młode matki zadbane, ustawione, szalone
Mówisz gdybym miał gablotę, przestań tak myśleć
Mówisz gdybym miał zielone, umysł sobie zaśmiecisz
Gdybyś tylko chciał, mógłbyś być ojcem jej dzieci [czas leci]
Powtarzam im bez przerwy
Mówisz nie na moją kieszeń, mówisz nie na moje nerwy
Zbyt dużo masz rezerwy a zbyt mało, czego werwy
Nie bój się bez przerwy, zmiany są nie uniknione
Jeśli mogę Ci w czymś pomóc to te słowa są złożone
Właśnie po to byś pomyślał, na kompromis przystał
Całe życie jest przed Tobą, więc dlaczego nie korzystasz

Nie mogę Ci nic kazać, więc nie powiem Ci zmień się
Ty sam zdecydujesz czy chcesz zmiany na lepsze
Nie mogę Ci nic kazać, więc nie powiem Ci zmień się
Sam zdecydujesz czy chcesz zmiany na lepsze
Żeby w Twoim krótkim życiu działy się rzeczy piękniejsze, ciekawsze
Żebyś zaczął żyć nareszcie

Widziałem Cię tu wczoraj, pewnie zobaczę Cię jutro
Jesteś tą osobą której wyrwać się stąd trudno
Lepiej spalić joint'a i krytykować innych
Lepiej mieć pretensje, a samemu być nie winnym
Stoisz, patrzysz, zazdrościsz lecz nic robić nie chcesz
Patrzysz na dziewczyny, myśląc kiedy mieć ją będę
Najpierw musisz zarobić, ale nie wiesz jak to zrobić
Na koncie coś odłożyć, bo biednym być nie chcesz
Mówisz że inni to leszcze, a kim Ty jesteś jeszcze
Nie możesz stąd uciec, musisz poddać się nauce
A zrozumiesz już wkrótce, że masz możliwości różne
Byle Twoje cele nie były zbyt próżne
Nie bój się dążyć do zmiany na lepsze
Otwórz swoje oczy, zobacz horyzonty szersze
Męczy Cię praca, nie chcesz jej już
Więcej chcieć znaczy więcej móc
I nie zrobię tego, bo to dla mnie zbyt trudne
Ja nie zrobię tego, bo to dla mnie zbyt nudne
Nie chcę o tym myśleć, łatwiej będzie zapomnieć
Masz tylko jedno życie, o tym chcę przypomnieć
I tyle będzie Twoje ile w nim zyskasz
A co raz stracisz, tego raczej nie odzyskasz
Jest w tym święta racja i możesz mi to przyznać
Przyjrzyj się z bliska, na czym tracisz na czym zyskasz
Może łatwa droga, to płytka mielizna
Przyjemna łatwizna z którą nie wiele zyskasz
Chcesz poczuć życia smak, czy przejść obojętnie tak
Nie myśląc nawet jak, mogło być gdybyś chciał
Gdybyś tylko wiarę miał

Nie mogę Ci nic kazać, więc nie powiem Ci zmień się
Ty sam zdecydujesz czy chcesz zmiany na lepsze
Nie mogę Ci nic kazać, więc nie powiem Ci zmień się
Sam zdecydujesz czy chcesz zmiany na lepsze
Żeby w Twoim krótkim życiu działy się rzeczy piękniejsze, ciekawsze
Żebyś zaczął żyć nareszcie
(feat.Diox)

Wybieram +44 i wkurwia mnie to
bo wolałbym 0-22 jeśli mam być szczery
słyszę jej oddech musi starczyć za wiele
za wiele ale ktoś tam właśnie wybrał walkę o siebie
i to nie sny o bulwarze Sunset
czasem to studia praca czasem wujo drugą szansę
zrywa linie i czujesz ukucie
to nie pokój to bezradność i smutek
demony ale demony władzę mają gdy telefon milczy
a w tv widzisz jak bomby wybuchają
i wysyłasz w kosmos krótką modlitwę
i chciałbyś podpalić świat, tłuc szyby i krzyczeć
wiem że tęsknisz i wszystko jedno
czy to Sopot wschodni Berlin wiem, że cierpisz
wybierz numer, kiedy chcesz każdą porą
jestem z tobą dzwoń sprawdzę o której masz samolot

Leci pierwszy impuls jak wizz-air pod Londyn
tam gdzie czują bryzę ci co szerzą horyzonty
sam mam takie dni kiedy zaczynam wątpić
przeklinam świat zamiast się o niego modlić
stare przyjaźnie to dawno przebrzmiała bajka
dziś to tylko bla bla na słuchawkach na ławkach
to bla bla to abstrakt i uszy
i choć kontynuacja jest na kablach
to ta gadka jest jak w plecy nóż plus reanimacja
cóż kilku z was zabrał stąd solti
choć są budki obok to nic nie morze wkurwić
jak słowo przeliczone na złotówki
przełożone na impulsy, dziś dzwonie do nich
żeby spytać jak tam im choć to nie mocna szajka
w stylu tych co masz jak włączasz film
to kilka chwil spędzonych na słuchawkach
to idzie dla tych co w podróży
jak Grammatik Diox hi-fi banda

Tak głosy za oknem ale nie w twoim języku
pusty pokój doprowadza do łez i do krzyku
samotność doskwiera bo gdzieś zostawiłeś wszystko
wyruszyłeś w świat by zapewnić bliskim przyszłość
tydzień harówy bardzo często na dwie zmiany
słaniasz się na nogach a zmęczenie nie zna granic
wierzysz, że tak budujesz fundament szczęścia
dziś od ciebie wiele zależy los bliskich trzymasz w rękach
na swojej drodze napotykasz przeciwności
raz jest dobrze a czasami masz już wszystkiego dosyć
przychodzi dzień więc nie chcesz dużej zwlekać
łapiesz za słuchawkę po drugiej stronie ktoś czeka
mówisz o wszystkim z bólu zaczynasz krzyczeć
głos ściska w gardle ty przecież nie chcesz milczeć
to jedyna chwila, która naprawdę coś znaczy
ten telefon to najdroższa rzecz warta każdej kasy
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo