Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Był taki epizod
W którym
Odwrócił się
Ściągnął spodnie
Wypiął tylną część ciała
W kierunku składu sądzącego
A następnie zrobił kupę
Na ławie oskarżenia
Zjawin, Typ Mes, słowo klucz.

Słowo klucz, jedno z pierwszych których się uczysz,
głową rusz, to znak byś przestał kluczyć
świat nie lubi tych, którzy mówią nie wiem zbyt często
hołubi tych, którzy walą w stół pięścią
no to już, tak czy nie, a więc tak
za długo milczysz, świat swoje wie i jak
tyle milczysz świat ma swoją metodę
milczenie przyjmie za zgodę tak, tak? (nie)

kiedy kolega o nieistotnej tu ksywce
siedział w parku ze mną, piłem, on miał coś w fifce
wyjął cichcem coś, spadło
ale nikt w panice nie szuka grudek zioła (jak to?)
to był zły okres, taki facet jak ja
miał nieprzespane noce przez bitch i kace za dnia.

(Jarasz?) poczujesz władzę jakbyś miał wpływ na sejm
Ale (nie) wiedziałem, że to był crack to game (nie)
Choć na początku pomyślałem spoko
Dobre hajsy, koncert, słońce i Sopot
Po Jeden Osiem L, to dla nich afront
Dla nich gwizdy, dla nas recpect był stawką
Nagle, sorry panowie jednak gracie support (jak to?)
Mam powiedzieć przed wami [?]
Blef wiedział, ja wiedziałem, organizator nie skumał (nie?)
Puste kieszenie, na twarzach duma (nie)
Gdy proponują posadę prezentera (nie)
Gdy mówią mi ustatkuj się już teraz (nie)
Gdy narzucają - to będzie singlem (nie)
Mam dobrą umowę, wiesz, sam to rozstrzygnę

Słowo klucz, jedno z pierwszych których się uczysz
Głową rusz, to znak byś przestał kluczyć
Świat nie lubi tych, którzy mówią nie wiem zbyt często
Hołubi tych, którzy walą w stół pięścią
No to już, tak czy nie, a więc tak
Za długo milczysz, świat swoje wie i jak
Tyle milczysz świat ma swoją metodę
Milczenie przyjmie za zgodę

Tak, choć rano mówię - kurwa, znowu
Kim ona jest, obudź się, tam twój autobus jest
Po pijaku charakter formuje bodziec ze znaków
Jest kropka, kreska i jeszcze trochę czasu
Parę piw później ona wydaje się konieczna do zdobycia
Znak układa się wzdłuż niej
Czy muszę wjechać w nią jak w czytnik
Umysł forsuje znak zapytania, ale chuj wykrzyknik
Tak jak pytają czy hajs jest konieczny
Ale tylko by przeżyć, ten pogląd chcę szerzyć
Eis nawinął kiedyś, że trzeba mieć monetę
By mieć kobietę i do gadki pretekst, tak?
One najpierw patrzą w oczy
Jeśli umiesz grać, gra dalej się potoczy
Każdy dureń opróżni portfel na pannę
To jakbyś wrzucał drobne w fontannę
Pimp powie na to heyah, mieć bajerkę
Od zawsze trzecia, czy czwarta RP
Hajs kładź na bar, dalej nic nie zrobisz
Nie sztuka wydać na bladź, sztuka na niej zarobić

Słowo klucz, jedno z pierwszych których się uczysz
Głową rusz, to znak byś przestał kluczyć
Świat nie lubi tych, którzy mówią nie wiem zbyt często
Hołubi tych, którzy walą w stół pięścią
No to już, tak czy nie, a więc tak
Za długo milczysz, świat swoje wie i jak
Tyle milczysz świat ma swoją metodę
Milczenie przyjmie za zgodę

A teraz zamień miejscami nie i tak
Czy nie byłoby mnie, czy gdzieś ćpałbym crack
Czy straciłbym jaja wtedy w Trójmieście
Zyskał hajs, tracąc respect jednocześnie
W TV zapowiadał na ósmym Doniu
No, kiedy bym większą porażkę poniósł
Kiedy nie dymałbym tych wszystkich pań
Byłbym zdrowszy, rozsądniejszy bez dwóch zdań
Może nie nagrałbym płyt
I nie słyszałbym od fanów - dobrze, że nawijasz prawdę Mes Ten Typ
Stałbym teraz w korku gdzieś w Volvo (co?)
Bo zwrócić uwagę kobiety przede mną musiałbym ją pierdolnąć.
Oka oka jestem Dab a oto mój brat Joka
Powiedz coś Joka

Autostrada musi być szeroka

A co jedziesz?

Tak jade na autostrade
W tyle zostawiam na obcych blachach Łade
Namawiam nie wchodz mi w parade
PKS Katowice Łódz więcej nie zdradze

A ja owszem powiem
Zadzwonił Spinache mój człowiek

Dab za 3 lata już dwudziesty pierwszy wiek
Bity rymy i cokolwiek
Wciśniemy na taśmie przycisk REC
Nagramy wspólny numer na płyte Lek

Naturalnie jestem jak pojazd sterowany zdalnie
Przybywam tam gdzie dobre rzeczy zrobić mam
Gdzie smaczny bat i kubek wina Tak
I wychodze i wsiadam i siedze i rozmawiam
Bo znam to od lat (to fakt)

Jak sobie przypomne tamte klimaty
Jade z środka polski załatwić sprawy
Pociąg, samochód
Wchód bądz zachód
Mam w ręku atut ide naprzód Patrz tu
Głęboka noc obce miasto
W hotelu nam było za ciasno
Znasz to? Znam to! Tu nie ma to tamto

Jutro coś nagram więc gram
No i rim no i ram
No bo gdzie dobry haszysz za dwa pięć
Spokojnie jutro też jest dzień
Będzie impreza ja o tym dobrze wiem
Na hale uderzam
Kierunek hala
Póki nic mi nie nawala
Odbierasz na tych samych falach
Czy odbierasz na tych samych falach?

Jade leniwie opieram sie o lade
By kupić dżem albo marmoleade
Za oknem deszcz albo deszcz z gradem
Marze nie zmoknąć ale czy dam rade?
Co z objadem
W domu czeka ktoś
Jade jade żeby zjeść coś
(żeby zjeść coś...)
Teraz problemy zostawiłem za sobą
Mam nadzieje że pojedziemy równą drogą
Wyboje zdarzyć się też mogą
Ominiemy je
Zawsze wolałbym wrócić do domu na kolacje
Tam były oryginalne z podróży akcje
Wspominać je będe zawsze
Jade choć na innych nie najeżdżam
To nie mój teren ja z tamtąd zjeżdżam

Uderza
Teraz runda pierwsza
Decydująca
Robie to od początku i zrobie to do końca
Jade dwudziesta zero zero
Stereo Hiphop nie bolero
Choć bolero nie jest cholerą
Jade jestem poza układem
Jade jakoś dam sobie rade
Mówie tak jak jest
Po co kurwa ściema
Nie rób scen
Jaka kurwa wspólna scena
Takiej nie ma i to jest normalne
Takie akcje są dla mnie banalne
A Autostrada musi być szeroka
Cztery cztery do setki mówił Joka
Kto sie nie liczy
Tego nie dotyczy ta śpiewka
ścinam MC jak drwal ścina drzewka
Ostatnio grabki
Oraz konewka
Pielęgnowanie teraz pewka
Bo jestem pewny że za rok
Wejde z uśmiechem na swój blok
Potem opowiem wydarzeń tok
A niektórymi zawładnie szok

Jok A, De A Be, Ka Cztery cztery To Sie Wie!
eS Pe I eN A Ce cHa E, Cheese Senior
A za nami nasi ludzie

Pojechałem potem wpadłem i zostałem
Lecz od dawna jeżdże na tych samych prawdach
Jak na nartach gdzieś po stoku
A brat stoi na widoku nie potrzebny wzrok jak sokół
Oczywiste to co widzisz
Jeśli mówić się nie wstydzisz
To mów to i zrób to co myślisz

Kaliber 44 i Thinkadelic
Może ci to nie pasuje lecz tego nie zmienisz
A jeśli dobre rymy cenisz
Oto one zjednoczone bez żadnych nagonek
W twoją strone
Jedziemy tam gdzie piękne słońce
W podróży każdy z nas od kilku lat
Mamy wydeptany już swój szlak
Obrana droga w świat
Takie bity że aż słów mi brak
Kiedy wchodze na majka w taki bit, to fani mowią: "To nasz lek!"
Po pierwszym wersie słychać ziomuś kurwa - kto ma SWAG,
Wypływam z flow na brzeg,
Zdobywam ziom ten brzeg,
Choć jestem biały, moja dusza jest tu
Black jak brzeg
Ile mogę dać? Ile brać? Ile wziąć?- wiem
Ile da ci rap? Ile ja? Ile on?- wiem
Po co żyje tak ten brat? To nie błąd, bo
Tyle ile chce tyle gram i mam flow,
Znów płynę tu,
Chociaż nie jestem wodzem jak Winnetou,
Lepiej nie mów mi,
Że kurwa zginę tu,
Bo płynę jak tur
Zrzuca wine, twój
Rap ze snu, gracz ze snu,
Weź go nie szukaj, bo masz go tu
To B.R.O, który łamie na pół tych
Co mówili, że niebawem spadnie w dół,
Wersy palą znów,
Pod sceną widać - ludzie znają kru
I mają luz, no bo palą znów
To Frodo mixtejp - za to idzie buch
(Liber)
Jedni milczą, drudzy wyją, krzyczą pod zgnitą pryczą z nabitą szprycą chór
szczytom ekstazy. Czekam, co się jeszcze zdarzy, ilu z nas przestanie
marzyć. Myślę, kiedy padnie pierwszy, wtedy reszta wstanie, przejży, może
finisz będzie lżejszy, może się ockną na styk narazie nie ma szpryc, ale
chwieje się szyk nie wiemy jaki będzie szczyt. Nie widać granic, trzeźwi
najebani, coraz częściej tacy sami - zboczeńcy i kapłani zakamuflowani,
jak daleko się posunie rozwój?? Z rozmów do czynu chaos, anarchia. Rozbój
i strach brak oparcia. Religia nie wystarcza, dla chłopaka najważniejsze
to, co trzyma w palcach, nie to, co słyszy na mszy. Może ja uwierzę, może
ty. Niektórzy nie chcą uwierzyć, obserwując ten syf. Nierząd z kamerą
wśród zwierząt. Terroryści grożą, że uderzą, rosną mafie, znikają małe
sklepy. Wierzy i modli się papież. Na jakim to jest wszystko etapie?? Mowa
o całym świecie, mowa o naszym rapie. Czy to APOGEUM??

Ref.: Świt, kolejny wschód słońca nad głową,
Szczyt, może ten szczyt mamy już za sobą
może ten szczyt mamy już za sobą,
za sobą, za sobą.
Świt, kolejny wschód słońca nad głową,
Szczyt, może ten szczyt mamy już za sobą,
Może odejdzie i narodzi się na nowo, na nowo

(Liber)
Rym do bitu u styku trudny do odczytu. Ile zgrzytów w nocy i świtów
upałych bitów. Ile jeszcze do szczytu pobytu na rynku zbytu. Ile dzionków
do końca rapowych rządów ziomków. Naraznie płyt na gazie na fazie, znaczy
w ciągu, od gongu wejścia do odejścia gongu. Oto chwila czynu, jak
maksimus w polskim koloseum. Pięć minut maksimum formy APOGEUM może
dopiero przyjdzie. Wyrocznia będzie chojna, cykliczna forma jak sinusoida.
Odejdzie i powróci, jak wiosna na tych ziemiach. Prażki, upadki i wzloty
na przemian.

Ref.: Swit...
[RAH]
Po co ja tu? [po] po co ja światu?
z tym złym fatum - szlak w krąg desperatów
ratuj me oblicze! gdyż niż mam i cienko kwiczę
stratuj stryczek! gdyż krzyż nam postawią i znicze
a życzę sobie zasnąć i liczę że nastanie jasność
w psychice czarne myśli zgasną,
powróci światłość - wtedy zrozumiem
bo póki co nie umiem rozgryźć części choćby tej fobii
w sumie - pogrążony w zadumie, wad tłumie, lat albumie
wiesz deszcz łez lunie
po co ja tu? [po] po co ja światu?
nie katuj, daj atut na to gro dylematów
one ssą jak Nosferatu
dość batów, dość matów
ratuj nim skończę z tym lub w domu wariatów

Nie jeden nie wie co to psychiczny eden
siedem dni zlewa się w jeden..
nie jeden nie wie co to psychiczny eden
siedem dni zlewa się w jeden..
nie jeden nie wie co to psychiczny eden
siedem dni zlewa się w jeden..
nie jeden nie wie co to psychiczny eden
siedem dni zlewa się w jeden..

konieczność pójścia w ostateczność
przejścia w wieczność
wymóg jeden - skuteczność..

..konieczność pójścia w ostateczność
..przejścia w wieczność
..wymóg jeden [jeden]..

nie ma jak w to bagno wdepnąć i nie wymięknąć
klepnąć się w ramię, ujrzeć piękno
chodź szepnąć mi podpowiedź wstrętną
jak stąd odejść bez zbędnych podejść??
rozejm z piekła rodem, najgorzej
łoże śmierci i eksperci od schorzeń
mimochodem co dzień zamęt, lament
zmienia w popiół diament
czas na testament
amen

Nie jeden nie wie co to psychiczny eden
siedem dni zlewa się w jeden..
nie jeden nie wie co to psychiczny eden
siedem dni zlewa się w jeden..
nie jeden nie wie co to psychiczny eden
siedem dni zlewa się w jeden..
nie jeden nie wie co to psychiczny eden
siedem dni zlewa się w jeden..

Na tym etapie idę na terapię po mózgu mapie,
aby odnaleźć swą siłę i chwile miłe..
..na tym etapie idę na terapię po mózgu mapie
położyć schyłek chwilom gdy wątpiłem..

rzeknij no doktorku, co mi dolega?
momentami uskrzydlony jak Pegaz
poza tym mega problem dostrzegam
wszystko na nie, wszystko złe..

Seba, biegasz myślami tam gdzie nie trzeba
stąd pomysły te, że żyć się nie da
spójrz na płyt regał
spójrz na złoty medal
i twa scheda
pora smutki pogrzebać..

więc dalej na wreda
brnę przez życie swe jak torpeda
i znów mi się chce
wszystko na tip-top poukładałem jak pedant
i nie daj Boże bym diabłu duszę sprzedał..

Po tym etapie rzucam tą terapie po mózgu mapie,
bo odnalazłem swą siłę w sajko rapie..
po tym etapie rzucam na papier
to co wykapie ze mnie nawet gdy się strapię..
Kto ty jesteś?
Mówią na mnie hater, glam rap fan
Gdziekolwiek wejdę czeka mnie ban
Ta ja cham!
Sram na to, bo mam ochotę tutaj przelać żal
Każdy łach z chujowym głosem na kołek wiesza majk
W krainie wiecznie pijanej polonii
Gdzie Internet jedynym orężem by coś udowodnić jest
Jestem pewien ich zbrodni na rapie
Chuj mnie obchodzi czy to ten czy tamten
To pseudo król ceremonii
To podziw, bo to raczej kult chorej troski
Jak goni to (?)
To szczur powie, ze jest dobry
Naprawdę to takie słabe
Ja wiem, są wyjątki
Ale też trzeba umieć czasem przypropsować zwrotki
Karma ich goni, nasza definicja ich boli
Jak tak trzeba pierdolić
Wiec wracam zamknąć im mordy
Nie życzę agonii tylko kontroli nad umysłem
Żeby palce ich dłoni na pałę nie biły w klawisze
Ej!

Mówią na mnie Don Detonator
Kolejny wybuch i znowu wyleci przesyłu zator
Co ty na to?
Hejt, hejt, tak goni ciągle
Znowu wciskasz ‘play’ i bunt prosto w mordę
Ciekawe czego słuchasz
A przy komputerze na pewno nie tego numeru
Bo spaliłby ci twoją wieżę
Tani (?)
Spróbuj wejść w nasze kręgi
Za każdy pocisk, leci rykoszet, zaciśnij żeby!
To nie lista przebojów dla studentów na żelu
To walizka napojów leci prosto do swego celu
Dobrze wyceluj, zanim pociągniesz za spust
Mechanizm obronny wywołuje jad z naszych ust

My mamy cel
Wiem na pewno, że
Hip-hop poradzi sobie
Wiec nie pierdol, lecz
Hip-hop ma się dziś dobrze
I ty wiesz to też
Definicja hejt
Ciągle jest ich więcej
/2x

Ej hejter, szczerze nie znamy się tak jakoś lepiej
Ty wiesz o mnie wszystko, ja o tobie nic nie wiem
Bądź grzeczny bo żyłka tolerancji twojej mamie zaraz pęknie
Kto będzie teraz płacił za Internet?
Ej hejter, jesteś anonim jak pijak na mityngach
Tylko on już się przyznał, ty żeś jeszcze się nie przyznał
Że masz problem, wielki jak tatry
Wracasz przed komputer rzucić przemyśleń kilogramy
My piszemy, działamy, my piszemy, nagrywamy
Ty piszesz obesrany, ty piszesz obesrany,
Ej hejter, piszesz bluzgi których byś nie powiedział na głos
Przejdą ci przez monitor, ale nie przez gardło
Strach rodzi agresje, agresja niepewność
Chcesz zniszczyć świat, a wyglądasz jak dziecko
Podobno raz mnie spotkałeś, i to nawet pysk w pysk
Akurat coś ci wypadło i musiałeś wyjść

Jak złapię kostkę na łyżkę przelewam przez nią trunek
Już czuję jak rozchodzi się woń anyżu z piołunem
Ło jej wcześnie, za oknem widzę łunę
Spiesznie przechylam szklankę i idę na taksówkę
Zostajesz sam i masz tylko ten komputer
Na forum jesteś kimś – ty i wirtualni kumple
Życie jest okrutne, ale to nie moja wina
Ja próbuję zmieniać los, ty wolisz przeklinać
Kluby, koncerty, studnio, płyty, chillout
Teksty i bity, klipy, znów nawijam
Ziomki, melanże, praca, dom, rodzina
A ty przeznaczasz swój czas żeby klikać
Moi ludzie ze mną, w sercu ich opinia
Tu swój pozna swego i nikt cię nie przywita
Bo to szacunek buduje pozycję na ulicach
A ty jak chcesz możesz sobie wziąć mojego vipa

My mamy cel
Wiem na pewno, że
Hip-hop poradzi sobie
Wiec nie pierdol, lecz
Hip-hop ma się dziś dobrze
I ty wiesz to też
Definicja hejt
Ciągle jest ich więcej
/2x

Przed chwila zwaliłem konia pod gang bang i Sashe Grey
Spermę zwiniętą w chusteczkę spuściłem w swoim wc
W takich chwilach by być cicho puszczam youtube z Twoją płytą
Za ścianą ojciec zwyrol wznów nazywa matkę cipą
Włodi poucza nie pozwól skurwić się siostrze
Molesty nie znam dobrze, siostra szlagierem na ośce
Jestem gimbusem, pieprze ta budę, pieprze naukę
Kolegów mam w dupie, żadnego nie lubię
Zresztą z wzajemnością
Noszą Stoprocent i Prosto,
Niech pierdolą się, kupił ojciec bananowcom
Po bracie koszulka slayer i stary (?)
Wiadomo w kim bardziej na fazie jest ssg
Podbiłem po koncercie po autograf i zdjęcie
W chuju mam Twoje zmęczenie i że było już po trzeciej,
olałeś mnie a ja też kładę wokale, trzy tracki nagrałem
Za kare w glam rapie na fazę nazwę Cię łakiem
Wstaję rano znowu się spieszę,
Nie mam nic tylko NIP i PESEL
Krótka myśl smsem
Nasz związek jest już tylko biznesem
Boli mnie to, powoli mnie to zabija
I chcąc nie chcąc to mija
Garniak, telefon, biuro, neseser
Brutto czy netto, faktura na przyjaźń
Los mi chyba nie sprzyja
I słyszę wciąż, że tak teraz żyją
Od tych co nie mają czasu na seks
Jak Maria Peszek ich co nieco omija
Nie wystarczy im Persen na sen
Koks napędza ich serca i chce
Zastąpić im tlen i miłość
Miałem taki sen - paliłem Babilon
Nic z tego nie wyszło,
Idę ulicą i niosę swoje nazwisko
Mijam plakaty i bankomaty
I patrzę na tych co patrzą w przyszłość
Mają wszystko podobno, nie znam ich marzeń
Nie mają twarzy i tylko
Gdzieś między nosem, a grzywką
Miejsca na pisanie cen
Bez namysłu sprzedadzą ci swoją bliskość
Oddadzą ją, będą nadzy
I gdyby ktoś miał tyle hajsu i władzy
Świat byłby dawno plażą nudystów
Składam myśli w całość logiczną
Jakoś kiepsko dziś mi wychodzi
I kurwa chyba zostanę buddystą
Albo zaraz zacznę ćpać Acodin
Nasze życie, nasze sny, nasze drogi
Morderce mam w sobie, gdy odchodzisz
Wykorzystałem już wszystkie sposoby, by
Spróbować zapomnieć o tobie

Dziś idę ulicą, gdzie nie ma nic co może zaskoczyć mnie
Choć starym nawykom i starym wygom
Dawno powiedziałem nie
Gdybyś spróbował przez chwilę być mną
Wtedy założę się że
Przegrałbyś wszystko nieraz
Albo wszystko naraz
I upadł na twarz tutaj gdzie

Spójrz mi w oczy, brutto czy netto?
Ile za jej dotyk, brutto czy netto?
Kup moje kłopoty, brutto czy netto?
Ile floty, brutto czy netto?
Powiedz szczerze, brutto czy netto?
W co jeszcze wierzysz, brutto czy netto?
Ile mam zapłacić i w którym urzędzie
I czy brutto czy netto za czyjąś atencję
Ha, tyle dobra w nas,
Ta, tyle dobra w nas,
Jest, tyle dobra w nas,
Ha, tyle dobra w nas,
Jest, tyle dobra w nas,
Ta, tyle dobra w nas,
Jest, tyle dobra w nas,
Ta, tyle dobra w nas,

Gaszę fajka pod podeszwą
Tylu ludzi już ode mnie odeszło
Mijam kluby, gdzie codziennie jest gęsto
I wiem, że w tych miejscach bywałem za często
Jedni są tu wciąż tak jak ja bo
Stracili dom albo związek lub dwa
Parę bomb, jeden joint albo dwa
Nalej ziom, nalej ziom, niewiele to da
Chciałbym stąd uciec, chciałbym uciec jak najdalej stąd
Bo to jest głupie i zatrute, nic nie warte zło
Dużo kosztuje to co czujesz, wyjmij kartę bo
Jutro, gdy wstaniesz znów zastaniesz stare twarde dno
Wstaję z kacem, zaczynam maraton
Znów wypłacam hajs z bankomatu
Chciałbym iść na spacer, jest lato
Lecz za to się płaci dużą bańkę bez VATu
Ci co mają patent na to, by czasu nie liczyć
Są niczym Terminator
Mam pomysł, wpadłem na to
Krzysztof Ibisz to Benjamin Button
Może kupię na raty miłość
Albo zmienię jakość na ilość
Lubiłem te czasy gdy żyłem chwilą
Nie pamiętam już kiedy to się zmieniło
Mijam kino i puby i ludzi bez twarzy
Znów stoją przy barze i wiem
Dla nich nic nie jest ważne prócz
Pensji i gaży, popytu, podaży i cen
Miałem sen, ale się nie sprawdził
Stało się, bądźmy poważni
Mało chcę jakkolwiek to zabrzmi
Ale wiem, by do nikogo nie podchodzić bez gardy

Dziś idę ulicą, gdzie nie ma nic co może zaskoczyć mnie
Choć starym nawykom i starym wygom
Dawno powiedziałem nie
Gdybyś spróbował przez chwilę być mną
Wtedy założę się że
Przegrałbyś wszystko nieraz
Albo wszystko naraz
I upadł na twarz tutaj gdzie

Spójrz mi w oczy, brutto czy netto?
Ile za jej dotyk, brutto czy netto?
Kup moje kłopoty, brutto czy netto?
Ile floty, brutto czy netto?
Powiedz szczerze, brutto czy netto?
W co jeszcze wierzysz, brutto czy netto?
Ile mam zapłacić i w którym urzędzie
I czy brutto czy netto za czyjąś atencję
Ha, tyle dobra w nas,
Ta, tyle dobra w nas,
Jest, tyle dobra w nas,
Ha, tyle dobra w nas,
Jest, tyle dobra w nas,
Ta, tyle dobra w nas,
Jest, tyle dobra w nas,
Ta, tyle dobra w nas
Czym dla Ciebie jest świat?
Białe babie lato unoszone przez Twój podmuch
Tak, ot tak
Pokaż skrawek Twoich ust,
pokaż Swój mózg
Może słowa te za małe są
Przecież jestem tylko łzą, przecież jestem tylko wszą
Nieliczne czarne babie lato
O, powiedz mi, powiedz, powiedz mi powiedz
Przecież ja nie jestem pewien, może oni łżą
Ojcze! Tato! Jakie Twoje imię jest?!
A może Ś.P. Brat Joka odpowiedź już zna...
A może nie, a może tak
A może tak, tak, tak, tak! Aaa...

Przyznaj się, że Ciebie nie ma - to legenda x4

Zawsze szybko umierają tacy jak ja
Tacy sami lecz ciągną nitki inny kolor
Wiedzcie, że jest
Bo ktoś musi być
Bo tak łatwiej żyć
W to można uwierzyć... pierdolą
do widzenia w piekle
do zobaczenia w piekle
Ona podała mi dłoń i ja dla niej klęknę
Ja dla niej padnę
Ani słowa ze strony ludzi i ja to odgadłem
Mnóstwo słów o Tobie:
Mówione, pisane, czytane i tak się nie dowiem
Bo tajemnicą owiane jest to:
Dobro czy zło
Białe lepkie babie lato...
Czarne lepkie babie lato...
Białe lepkie babie lato...
Czarne czyste babie lato!
100 stóp nad ziemią wyciągnięta ma dłoń
Będę mówił - dawno wyrzygałem knebel
I mój głos, i moja Wieża Babel
Ja urządzę post, otworzę drzwi od klatki
Ja spojrzę na Ciebie, ja moimi oczami
Ja spojrzę na Ciebie nie oczami mojej matki
I zobaczę coś... A może tam nic nie ma?
A może ktoś powie - to legenda...
Ale ze mnie wsza... Ś.P. Brat Joka!
No i..., no i..., no i...
Podaj mi dłoń, podaj mi rękę... (podaj mi rękę)
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
Bądź a klęknę!
No i podaj mi dłoń, podaj mi rękę...
Podaj mi dłoń
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
Bądź a klęknę!
No i... Podaj mi dłoń i podaj mi rękę...
Podaj mi dłoń
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
Bądź a klęknę!
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma x3
Czemu, czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
No i podaj mi dłoń...
I podaj mi dłoń...
A podaj mi dłoń...
A podaj mi dłoń...
Podaj mi dłoń i podaj mi rękę...
Podaj mi dłoń
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
Bądź a klęknę
Podaj mi dłoń i podaj mi rękę
Bądź a klęknę x6
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma x3
Czemu, czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma x4
Bądź a klęknę x4
Patrzysz na świat przez łzy, jesteśmy razem
Ja też nie raz się starałem i mimo starań przegrywałem
Wciąż gonię królika, jak wspominałem zrobię wszystko
By dogonić w końcu swoją prawdę nad ranem
A kiedy przyjdzie także po mnie będę wiedział
Że zostało tu coś po mnie, że też tworzę historię
Długie godziny nieraz w mrok patrzyłem
On patrzył na mnie, rozmawialiśmy nie jedną godzinę
Miał antidotum na to, co mnie dręczy
Mówi mi - miłość i wiedza mogą wszystko zwyciężyć
Kochaj choćbyś czuł, że żyjesz między maszynami
Miej nadzieję, ona może pokonać każdą z granic
Gdy zwątpisz siłę znajdź w ufności
W to, że miłosierdzie jest większe od waszych słabości
I wiedz, że wolność ukrywa się w każdej żyle
Lecz nie wolno niszczyć tego, czego sam nie stworzyłeś
Słucham go, staram się, chociaż często upadam
Tracę wiarę, a horyzont bardziej się oddala
Wstaję, znów upadam, tak często bezsilny
Nad ranem sam, wszystkie łzy już dawno wyschły

Wiesz, prześladuje mnie ten sen już od dawna
Widzę cierpienie i nie mogę nic zrobić
Ból, na wrażliwość nie ma żadnego lekarstwa
Mamy uczucia i dlatego życie tak boli

Nie ma recepty sam dla siebie nie mam dla was
Mam wątpliwości, mnóstwo pytań do zadania
Będę chodził i pytał, może ktoś wie więcej
Może, może uczucia jednak są błogosławieństwem
Często nie rozumiem dopóki nie stracę
Wiele razy się cofałem, skumplowałem się ze strachem
Wesz ile momentów, zwątpienia chwil?
Pełnych rąk drżenia, chcę, lecz nic nie pozmieniam
W cieniach kryje się prawda, do której pragnę docierać
Z każdym dniem coraz bliżej człowieka
I nie zwlekam, bo ten świat prawie się rozleciał
Tysiące stron nim wzrok zgaśnie jak świeca
Ból, na wrażliwość nie ma żadnego lekarstwa
Dlatego staram się nadwrażliwość oswoić
Uczuć nie umiem poskromić, Marna szansa
Bo one czynią mnie człowiekiem, mimo, że to boli
Wielu z nas wciąż boi się, pokazać, że coś czuje
Dla wielu z nas łzy to hańba
Tak, to żenujące, kiedy łez nie kontrolujesz
Ale kto w kwietniu bał się pokazać, co czuje?
Cały czas pielęgnuję świat wokół mnie i we mnie
Buduję swój dom, w którym czuję się bezpiecznie
Rozum składa w całość dom z marzeń i uczuć
To solidny dom, choć na fundamencie ze smutku
Mam w nim, szafę pełną wspomnień i strachu
I siniaków z czasów, gdy wojnę wypowiadałem światu
Zamknięta szafa, pewnie spalę jej zawartość
Dzięki niej jestem tutaj, wspomnień niszczyć nie warto
Już rano, patrzę znowu na świat parszywy
Łez już nie mam, dużo viv wiecznie żywych

Wiesz, prześladuje mnie ten sen już od dawna
Widzę cierpienie i nie mogę nic zrobić
Ból, na wrażliwość nie ma żadnego lekarstwa
Mamy uczucia i dlatego życie tak boli
Daj mi szczęście daj miłość ja dam wsparcie mógłbym przysiąc
że w tą świetlaną przyszłość, która z tobą kreśliłem
będzie jedynym celem, do którego dążyłem
wciąż chce zwyciężać zachować sporo godności
by żaden z grymasów na twej twarzy nie zagościł
ja dusze się jednocześnie chcąc tego
sam wybrałem, dlaczego? wierzyłem po prostu
ze będziesz jednym z niespalonych przeze mnie mostów
a ja tworząc was wyniszczam
to nie tak oczywiste
gdy nad kartką łapię iskrę
pisze piepszac listę
ten tekst kolejnym listem
niech hitem jak sądzą
choć praca bezowocna tego tez nie można nazwać
nad ranem depresyjny lot znad kukułczego gniazda
walczę z samotnością, która tak często przeraża
chociaż ludźmi się otaczam oddalam się od nich...
na życzenie własne znów mam pod stopami chodnik
nowy świt myśli nowe
nie wałczę z chłodem głodem
myślę o drugiej połowie
co powiem jej wracając do tak zwanego świata żywych
i jaki tego wynik
czy prawdziwy ze mnie człowiek tak jak raper prawdziwy
i kiedyś szczęśliwym po wsze czasy juz będę
gdy zaszczyty zdobędę przecież nie lece, bo nie pędem
emocji oto rewanż to co teraz powiem
nie jest na sprzedaż bo to stało się nałogiem
nie chce bycia bogiem to absurd jest złowrogie
myśli znów w głowie sto procent patologia
w samym sposobie postrzegania tego świata fobia
nie pomnażam pieniędzy to nie mój styl życia
od zawsze chciałem rapu na przewypasionych bitach
wiec odejdź gotów tej pytam ja cię zapytam
czy twym jedynym celem była nagrana płyta
czy wywiady teledyski koperty oferty
to są bzdur sterty
pamiętaj o tym zawsze
bo rap na bicie popłynie bez zbędnych wyjaśnień

moralny upadek to notowań nagły spadek
upadku mego świadek tylko ja prosty sposób
moralny upadek słyszałem od wielu osób
moralny upadek o tym jak stracić kręgosłup

I do ćpunów bandytów przeróżnych skurwysynów
mam być dumny z tego synu ?
kto naprawdę zrozumie
to, co na bicie mówi czy z rapu odejdę
czy mam strzelić se w łeb zostać kurtem cobainem ?
czy przyglądać mam sie biernie jak konsument to pochłania
dostać w zamian hałas pożądliwe spojrzenia
wciąż tęsknie za zmianami jak pozbyć sie cierpienia
a to, do czego zmierzam jest nadal czymś niejasnym
a to protestem własnym w pierwszej osobie gadam
odrzucony, co odrzuca postulaty swego stada
wciąż mam tak gadać przecież głusi jesteście
skup sie na tym tekście nie myśl o podtekście
nakreślaj gruba kreska
dam znak ze żyje jestem
w tych zwariowanych czasach to juz jest sporym sukcesem
zawalczę ze stresem ponownie stanę w szranki
na słowa na szklanki opowiem, czym jest obciach
owal sie zasmuci, bo znów mam loxa w nozdrzach
nazwij to jak chcesz nawet autodestrukcją
będę silny dam se rade wierze w zycie juz za późno
skurwysyn to skurwysyn i nic tego nie zmieni
ten świat mnie takim stworzył
pasożyta nie wyplenisz
i spróbujesz mnie ocenić nic nie wiedząc na moj temat
kolejny hipokryta, który chce powielić schemat
możesz sie wychylić na tle mego upadku
nigdy nie poznasz życia w tak zwanym polświatku
życia w niedostatku pod tytułem nóż na gardle
o pertraktacjach z diabłem paktach, które zawarłem
ave ave na przekór wszystkim wszystkiemu jadę
masz tu, desperate moje drugie imię tu
robie to od niechcenia beztalenciom rośnie gul
ten jeden mówił żul a tamten degenerat
lubię, gdy widzisz we mnie uzdolnionego penera
ja szacunku nieodbieram ludziom bliskim memu sercu
choć nie rzadko mam jazdę w stylu seryjnych morderców
teraz moje jest nawierzchu nawet, jeśli głazy w środku
niech rap na bicie płynie bez dodatkowych środków

moralny upadek to notowań nagły spadek
upadku mego świadek tylko ja prosty sposób
moralny upadek słyszałem od wielu osób
moralny upadek o tym jak stracić kręgosłup

moralny upadek to notowań nagły spadek
upadku mego świadek tylko ja prosty sposób
moralny upadek słyszałem od wielu osób
moralny upadek o tym jak stracić kręgosłup

styl pretensjonalny, jakie życie taki rap
pozmieniało sie najlepsze
lecz nie zmienił sie mój świat
pełen zalet i wad kocham to nienawidzę
mam wiele nienawiści w sobie tak to widzę
obserwator uczebnik w awanturach bezpośredni
raczej aktywny niż bierny
tracąc grunt pod nogami
uciekam sie do metod sprawdzonych zbadanych
nad wychowanych sytuacjach
które straszą widza przed telewizorem
ja na ty z horrorem a w rapie z hardcorem
mam najebane w dekiel a mym jedynym ziomem
jest uczony heineken
tak mówią niech mówią
niech piszą w tym sie gubią
ja na takim farmazonie mógłbym dziś zarobić grubo
to, co ty nazwiesz zgubą ja nazywam przeznaczeniem
przeznaczenia nie oszukam przeznaczenia nie zmienię
szukam szczęścia jak każdy
szukam swej szczęśliwej gwiazdy
uciekam w świat fantazji
pokarze swe słabości
przyznaje sie do błędów
do rozwiązań najprostszych
i nie dam ci przykładu
bo ze mnie żaden ekspert
mam z rapem
kat ekspertem
to jest życia patentem
w skoroszytach zawiłości
to, co we mnie wiele wspomnień
nawet dla tych co oskarżą mnie o komercyjną zbrodnie
bo tak jest im wygodnie modnie
zrzuć mnie z piedestału
moj rap na bicie będzie wciąż płynął pomału
Skaczcie do góry, jak jebane kangoory
Nie bądźcie szczury i skaczcie do góry
Jak swego czasu House Of Pain "Jump around"
Jump - up, Jump - up, and get down
Liroy znow zapodaje jak walkie-talkie
To nie jest formacja i to nie są baboki
Rzeczywistość dookoła jest pojebana
Zagmatwana jak wiejska śmietana, na śniadanie lub do obiadu
Do zupy, za chwile mój beat nakopie ci do dupy
Więc rusz go do góry zanim to sie stanie
Czas zacząć nowe zamieszanie
Yes yes yo, yes yo, yes yo
To nie jest sen i nie są kalambury
Yes yes yo, yes yo, yes yo
Więc skaczcie do góry jak jebane kangury

Ref: Skaczcie do góry jak jebane kangoory! x3
Skaczcie do góry, skaczcie do góry x2

Teraz nie czas na politykę, to nie jest czas na logikę
Nadszedł czas na pieprzoną gimnastykę
Więc skaczcie do góry, najwyżej jak sie da zazuzi zazuza
Testin' raz dwa raz dwa testin' kick it!
Liroy psychopata znowu odpierdala myki
Nawyki zostały mi jednak takie same
Lubie robić kawałki odjechane
Zamotane psycho i tym podobne sprawy
58 w mojej ręce przyszła chwila rozprawy
Stawy czas nadwyrężyć
Najwyższa pora aby troche sie sprężyc - więc:

Ref. Skaczcie do góry jak jebane kangoory! x3
Skaczcie do góry, skaczcie do góry x2

Yo boom batta bingboom batta bing check it!
Liroy znowu w chałupie ponownie na scenie
Kolejny koncert, następne miasto
Znowu w gardle mi cholenie zaschło
Więc skaczcie do góry, skaczcie do góry
Czas wypierdolić za okno garnitury
Przedstawienie czas zacząć - show must go on
Zadam pytanie "Komu bije dzwon?"
A baba do mnie mówi: "jesteś chłopcze psychiczny"
Mnie to wali mam młot pneumatyczny
Drastyczny jest przebieg mojej choroby
Kiedy mam mikrofon nie mogę ręczyć za szkody
Mam pomroczność jasną, a może ciemną - nie pamiętam
W telewizji znowu ktoś wojnę rozpętał
A ja ciągle w mej głowie czuje ten dziwny szum
Skaczcie do góry boom batta bing boom

Ref. Skaczcie do góry jak jebane kangoory! x3
Skaczcie do góry, skaczcie do góry x2
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo