Popularne piosenki. Polski Hip Hop

JOKA:
A może tak, a może nie?
Może za trzy minuty lub za dwie?
Zaczyna się przedstawienie
Co będzie na arenie? - Ja nie wiem!
Nie jestem pewien właśnie tego
Ja czekam jak Wzgórze-Ya-Pa 3
Kręcę, jak banda krętaczy
I może już widzę inaczej?
A może nie, bo kto to wie, kto powie i wytłumaczy mi?
Może A, a może B?, Może Do, a może Re?
A może, nie daj Boże z MAGIKIEM się dziś złożę
DAB nam pomoże i znowu się położę?
Trochę Hm, Ha
Wszystko gra
To moja dziedzina,
Więc ja zaczynam
Raz, dwa, a może trzy, cztery?
FEEL-X gramofony ma, a może adaptery
Nie jeden może kity pcha?
Ale ja jestem szczery
Wielu dla pieniędzy gra, a może dla kariery?
A może kurwa, pizda, a może do cholery?
A może jestem JOKA BRAT i mam na to papiery?
A może nie, a może tak, a może tak i nie?
Bo kto to wie, kto powie i wytłumaczy mi?

A może tak, a może nie?
A może tak, a może tak, a może nie? Kto to wie?
A może tak, a może tak, a może nie? Kto to wie?
A może tak, a może tak, a może nie? Kto to wie?
A może tak, a może tak, a może nie? Kto to wie?

MAGIK:
Ależ Ada, tak nie wypada!
A tak wpada, Ada do szuflady masowej zagłady
Jest dla każdego polubowny spod lady
I pierdolić układy, na które nie ma rady
...tylko owocowy
Choć lubię takowy, bo jest smaczny i zdrowy
Syzyfowa robota, Don Kichota to głupota
Nawet gdy z myszką i gra despota w roli kota
To boli coś jeśli nie trzymasz kontroli
Musisz to pierdolić, leku krzta z bólu goi
Alfo i omego zagapiony w swoje ego
Posłuchaj tego, bo to z życia codziennego
Racje twojej racji, którą łykam na kolację
Choć jest ciężko strawna
To sram nią od dawna,
Bo mam swoją, która jest moją ostoją
Nie słuchają ci, którzy prawdy się boją
Bo punkt widzenia leży na wprost siedzenia
Gdy siedzieć chcesz
Wyżej to z góry odmieniasz
A może tak, a może nie
A może jak, a kto to wie?
Może Jerzy Owsiak nie ja to chcę?

A może tak, a może nie?
A może tak, a może tak, a może nie?
A może tak, a może tak, a może nie?
A może tak, a może tak, a może nie?
A może yhy?, A może y-y?, A może hmm? -a kto to wie?

DAB:
Panie korsarzu
Nie atakuj już mojego stażu,
By zarzut na kolarzu,
Że zwycięża wyścig z parzu
Żuru w kałamarzu, zwiększa popyt od podażu
Złota płyta, znika w czeluściach bagażu
O la Boga , nie wiem czy mundurek, czy też toga?
Może pracy płaca?
A może zapomoga?
Może koka w nocha?
Lub kątomierz w kącik oka?
Ja nie wiem nie jestem pewien, jestem leniem
Popadam czasem w zapomnienie lub odrętwienie
I składam rymy z rzadka
Jak sraczka mego dziadka
A może czekoladka?
A może cukiereczek?
Może wolę budyń, a może kisieleczek?
Zobacz moje ręce są w chodniku odciśnięte
Może to nie szkodzi?
Może powiesz, że to snobizm?
A może słucham ciebie?
A może mnie to jebie?
Może koty dziś przyniosą jointy? - oby
Jakoby HIP-HOPowy kic
To nie pic
Nie chce mi się, mi się, nie chce, nie chce mi się nic!

A może tak, a może nie?
A może tak, a może tak, a może nie?
A może tak, a może tak, a może nie?
A może tak, a może tak, a może nie?

-Teraz znów mówię, panie, panie realizatorze
Proszę wyłączyć to mi pomoże ha-ha
-Dobra Dab wyskakuj, słuchamy
[Tak kurwa ciągle kurwa, pytania jakieś kurwa,
jazdy, chuj nie wiadomo kurwa o co chodzi tej,
kurwa sprawdzanie kurwa telefonu,
kto kurwa napisał kurwa, kto dzwonił kurwa,
gdzie byłeś i w ogóle nie wiem, huj w dupę.
Raz dwa raz raz raz dwa o tym jak Rychu w chuja gra]

Ty znów zaczynasz jesteś dobra dziewczyna
bądź ze mną szczera przecież jesteś jedyna,
Ty znów rozkminiasz mówisz nie twoja wina
za znajomość z inną bez przerwy obwiniasz,
ja czuje się jak bila, która wciąż się odbija
zupełnie niespodziewanie nie wie w który dół się wbija
i moment, chwila zwariować tak można
zazdrość Ci nie obca, Twój facet czarna owca,
z miną pechowca przyłapany na kłamstwie odpowiem gniewem,
to zachowanie chamskie postąpić nierozważnie
znów z Tobą się drażnię, że jestem kobieciarzem
to stwierdzenie odważne, lecz czy trafne kochana
to lekkie nadużycie nazywać mnie tak skrycie,
prowadzić podwójne życie, już to przeżyłem
smak gorzkiej konsekwencji ja nie mam pretensji to
Ciebie za własne błędy, nie droga tędy, pytasz ile to trwa
coś jak menaże tła zdecydować się czas,
decyzja już podjęta kiedy w końcu zrozumiesz, że
zagrałem vabank inaczej żyć nie umiem.
jak rasowy hazardzista do innych zachować dystans,
dusza nieczysta, taki zawód - artysta ,w cenie płace trzysta tylko
z życia korzystam chcesz to dalej mnie obwiniaj,
mów o mnie świnia, nie moja wina, że takim mnie widzisz,
nie byłem aniołem, Chciałaś o wszystkim wiedzieć
no i wiesz mówi wesz już się boisz zaufać
brudne myśli modlitwą, proszę nie chce nisko upaść.

Pretensje, gorzkie żale, te bale, skandale,
że w chuja wale, nagrywam nielegale
z miną przestępcy przyłapany In flagranti
do tego daleko uwierz nie masz gwarancji,
umysł otwarty nie chce stracić kontroli,
zdrada to boli całe życie pierdoli, wyżyć się do woli
Za jaką cenę? - pytam, ja chce by
w moim życiu była jedna kobieta.

To drugi etap, już się robię czerwony
napewno kłamie, bo słabo napalony,
pewnie ma inną w tym klubie na Nią kiwnął
jego ryj to przynęta Ty dziewczyno naiwno,
ja chce by było dobrze staramy się owszem,
wole chwile radosne jak przebudzenie na wiosnę,
mówisz z tego wyrosłem to jednak zbyt proste,
nie wierzysz mi poszłem, doszłem
chcesz mnie obwąchać? jak suka wącha psa,
w twych oczach rozpacz, chcesz po mnie poznać,
że tam jednak coś zaszło nie wiesz z kim,
gdzie i jak to, to brakujące hasło tej jebanej krzyżówki
już zdążyłem się wkurwić, kto jest kto
rozwiązanie miłosnej łamigłówki tak robią półgłówki,
czy ja postradałem rozum zazdrość na pozór
to straszna rzecz zrozum zbyt miły dla innych
wzór czarujący, chlapnąłem coś niechcący z kumplami
w towarzystwie, a pamiętasz jak tam?, wiem słyszały wszystkie,
wiem zajebiste wzrokiem wodzą za mną, widzą co chcą
widzieć i to nie jest Ryszardo, wciąż myślę czy
warto, czym jest miłość na prawdę uprawiać
monogamię czy ostrą pornografię, wiesz że
potrafię nie przeczę skurwiel ze mnie, już nie
chce Twych łez obiecałem nie odejdę.

Pretensje, gorzkie żale, te bale, skandale,
że w chuja wale, nagrywam nielegale
z miną przestępcy przyłapany In flagranti
do tego daleko uwierz nie masz gwarancji,
umysł otwarty nie chce stracić kontroli,
zdrada to boli całe życie pierdoli, wyżyć się do woli
Za jaką cenę? - pytam, ja chce by
w moim życiu była jedna kobieta.

[W rzeczywistości żyj, żyjesz mówisz to przekleństwo,
prawda przyjdzie sama, a widzisz przyjdzie sama
W rzeczywistości żyj, żyjesz mówisz to przekleństwo,
prawda przyjdzie sama, a widzisz przyjdzie sama]
Wstaję rano znowu się spieszę,
Nie mam nic tylko NIP i PESEL
Krótka myśl smsem
Nasz związek jest już tylko biznesem
Boli mnie to, powoli mnie to zabija
I chcąc nie chcąc to mija
Garniak, telefon, biuro, neseser
Brutto czy netto, faktura na przyjaźń
Los mi chyba nie sprzyja
I słyszę wciąż, że tak teraz żyją
Od tych co nie mają czasu na seks
Jak Maria Peszek ich co nieco omija
Nie wystarczy im Persen na sen
Koks napędza ich serca i chce
Zastąpić im tlen i miłość
Miałem taki sen - paliłem Babilon
Nic z tego nie wyszło,
Idę ulicą i niosę swoje nazwisko
Mijam plakaty i bankomaty
I patrzę na tych co patrzą w przyszłość
Mają wszystko podobno, nie znam ich marzeń
Nie mają twarzy i tylko
Gdzieś między nosem, a grzywką
Miejsca na pisanie cen
Bez namysłu sprzedadzą ci swoją bliskość
Oddadzą ją, będą nadzy
I gdyby ktoś miał tyle hajsu i władzy
Świat byłby dawno plażą nudystów
Składam myśli w całość logiczną
Jakoś kiepsko dziś mi wychodzi
I kurwa chyba zostanę buddystą
Albo zaraz zacznę ćpać Acodin
Nasze życie, nasze sny, nasze drogi
Morderce mam w sobie, gdy odchodzisz
Wykorzystałem już wszystkie sposoby, by
Spróbować zapomnieć o tobie

Dziś idę ulicą, gdzie nie ma nic co może zaskoczyć mnie
Choć starym nawykom i starym wygom
Dawno powiedziałem nie
Gdybyś spróbował przez chwilę być mną
Wtedy założę się że
Przegrałbyś wszystko nieraz
Albo wszystko naraz
I upadł na twarz tutaj gdzie

Spójrz mi w oczy, brutto czy netto?
Ile za jej dotyk, brutto czy netto?
Kup moje kłopoty, brutto czy netto?
Ile floty, brutto czy netto?
Powiedz szczerze, brutto czy netto?
W co jeszcze wierzysz, brutto czy netto?
Ile mam zapłacić i w którym urzędzie
I czy brutto czy netto za czyjąś atencję
Ha, tyle dobra w nas,
Ta, tyle dobra w nas,
Jest, tyle dobra w nas,
Ha, tyle dobra w nas,
Jest, tyle dobra w nas,
Ta, tyle dobra w nas,
Jest, tyle dobra w nas,
Ta, tyle dobra w nas,

Gaszę fajka pod podeszwą
Tylu ludzi już ode mnie odeszło
Mijam kluby, gdzie codziennie jest gęsto
I wiem, że w tych miejscach bywałem za często
Jedni są tu wciąż tak jak ja bo
Stracili dom albo związek lub dwa
Parę bomb, jeden joint albo dwa
Nalej ziom, nalej ziom, niewiele to da
Chciałbym stąd uciec, chciałbym uciec jak najdalej stąd
Bo to jest głupie i zatrute, nic nie warte zło
Dużo kosztuje to co czujesz, wyjmij kartę bo
Jutro, gdy wstaniesz znów zastaniesz stare twarde dno
Wstaję z kacem, zaczynam maraton
Znów wypłacam hajs z bankomatu
Chciałbym iść na spacer, jest lato
Lecz za to się płaci dużą bańkę bez VATu
Ci co mają patent na to, by czasu nie liczyć
Są niczym Terminator
Mam pomysł, wpadłem na to
Krzysztof Ibisz to Benjamin Button
Może kupię na raty miłość
Albo zmienię jakość na ilość
Lubiłem te czasy gdy żyłem chwilą
Nie pamiętam już kiedy to się zmieniło
Mijam kino i puby i ludzi bez twarzy
Znów stoją przy barze i wiem
Dla nich nic nie jest ważne prócz
Pensji i gaży, popytu, podaży i cen
Miałem sen, ale się nie sprawdził
Stało się, bądźmy poważni
Mało chcę jakkolwiek to zabrzmi
Ale wiem, by do nikogo nie podchodzić bez gardy

Dziś idę ulicą, gdzie nie ma nic co może zaskoczyć mnie
Choć starym nawykom i starym wygom
Dawno powiedziałem nie
Gdybyś spróbował przez chwilę być mną
Wtedy założę się że
Przegrałbyś wszystko nieraz
Albo wszystko naraz
I upadł na twarz tutaj gdzie

Spójrz mi w oczy, brutto czy netto?
Ile za jej dotyk, brutto czy netto?
Kup moje kłopoty, brutto czy netto?
Ile floty, brutto czy netto?
Powiedz szczerze, brutto czy netto?
W co jeszcze wierzysz, brutto czy netto?
Ile mam zapłacić i w którym urzędzie
I czy brutto czy netto za czyjąś atencję
Ha, tyle dobra w nas,
Ta, tyle dobra w nas,
Jest, tyle dobra w nas,
Ha, tyle dobra w nas,
Jest, tyle dobra w nas,
Ta, tyle dobra w nas,
Jest, tyle dobra w nas,
Ta, tyle dobra w nas
Do Miasta Stumostów przybył z nowym tysiącleciem
Matura pyknęła, każdy swój sweterek plecie
Jak UFO przez Wroclove chciał daleko lecieć
Sami to wiecie, nikt nie chce żyć na diecie
A w jego świecie stał biały domek z blondynką w kabriolecie
Adwokat diabła na Krecie w swym odrzutowym jet'cie

Cyk, cyk polewaczka wodą peroni psika trawa w lecie.
Zimą prywatny śnieg
Plazmy i sweter w niedźwiedzie
Wszyscy od śmiechu duszą się z jego żartów przy obfitym obiedzie
Łukasz Łukasz, do kogo tak mrugasz
Fortuną serca nie zagłuszysz tak jak ręką fiuta nie oszukasz.
powiedział Maciek, którego jeszcze 7 lat nie poznał.
Więc nie usłyszał i źle karty rozdał.

Ta, ze swą miłością do Miasta Stumostów przybył z nowym wiekiem
Jak bagnety Boga Jody przyciągnęło ich do siebie.
Naćpanych poleceń i stereotypów lekiem
Zobaczył z nią to miasto pogięte jak żuka dekiel
Miasto, które przegrało z Sovietonem jak prawda z esbekiem
niejeden strzeliłby se w łeb
Gdyby wyglądał tak jak ono po wyjściu z wojny piekieł
Breslau bałaganu twierdza, szydził niejeden szyderca
A on po prostu zaczął pięknieć. Naturalnie, od serca.

Stary rynek był już wyzwolony
peleryny wolno zrzucały nowe domy
Neony, wszędzie Sovietonusa plony
Wrony, fruwają tony słów
obok mały Lwów

Tutaj mrok żydowski, nuta truk z kostki
Samomasujących ulic krzywo-wąskich
Płaskich, lecz falujących jak fabryka snów
Noski, ludzie z wytartymi czubkami głów
Boski, klimat dystansu i misz-maszu (...) tira groteski i mostki
Zielony, żółty i niebieski
Małostki, podwala
A kiedy stawał zagubiony ludzie pytali go
Bezimienni Bytom, Bezimienni Banda!

[Ostry]
Przekaż całej Polsce Bezimiennych płyta.
Bytom, Śląsk, rap i ulica.
Pamiętasz stare Lustro? Spełniałem swe marzenia.(pamietasz?)
Przyjaciołom piona, a kurwom do widzenia!( do widzenia!)
Świat zawirował, czas pierdolnął jak z procy.
Zasmakowałem krwi, poznałem życie nocy.( a jak )
Poznałem dobrych ludzi, konkretną ekipę.(piona chłopaki)
Wielu do dziś ze mną, a kilku ma już lipe.
Obserwuje słuchacz jak zmieniało się nam życie.(życie)
Masz to, na pierwszej, drugiej, trzeciej, czwartej płycie.(bedzie piąta)
Były problemy, wyszła płyta „Granda”.
Dobre chłopaki, powstała nasza banda.
Chłopak za kratami i to nas nie złamało.(cały czas)
Co nas nie zabije, wciąż nas wzmacniać miało.
Powstała powieść życia, dłuższa niż Prusa „Lalka”.
Dużo pomogła mi od Richiego salka.
Nie na darmo trzecia płyta nosi tytuł „Walka”.
Bezimienni Bytom, nieskażona marka.

[RYJEK]
2004 rok, pamiętasz Lustro człowiek?
Bytomskie społeczeństwo odczuło pierwszy ogień.
Z uderzeniem wtedy mocnym, weszliśmy na rejony.
Płyta „Verba Veritatis” zebrała swoje plony.
Brak mojej piony, na drugiej, trzeciej płycie.
Bo niestety różne scenariusze, pisze życie.
Czas na ukrycie dla mnie w obcym kraju.
I stopniami tych schodów nie doszedłem do raju.
Trzymiesięczna pucha i szybki wylot stamtąd.
I w kieszeni mojej, znów całkiem inny banknot.
Tam też zdążyli zamknąć,mnie po drugiej stronie.
„Granda” płyta, Polska deport wszystko poszło w jeden moment.
Płyta „Walka”, ja na n-kach i w kajdankach.
Przez dwa i pół roku, ten ciężar nosiłem na barkach.
Dla dobrych chłopaków teraz płyta czwarta.

Wszystko zaczęło się od "Verba Veritatis"
byłeś i widziałeś jak zmieniły się te czasy
tak jak wtedy tak i dziś bez sprzętu i bez kasy
prości ludzie dobre chłopcy zawsze pełni pasji.
lustro granda walka czas i moje życie
co mnie nie zabije to mnie wzmocni na tej płycie,
co mnie wzmocni na tej płycie .... na tej płycie.

2011 znów się pojawiamy nie zawiedziesz się
bo na lepsze wyszły zmiany ,
dbamy o postawy charakter wizerunek
wyjebane mamy by u obcych mieć szacunek.
Po dzień dzisiejszy z nami dobre chłopaki
Artur Kadłubek oraz bracia Zwierzaki,
Copa ...(??)... i Mariusz Radziszewski
wypijmy za nasz Bytom (za co?!) i za żywot miejski,
Kazik, Majonez oraz Damian Jonak
z tobą do ringu na mikrofonach,
dziękówa ekipy z innych miast Polski,
za waszą gościnę choć jestem Bytomski
To wszystko zawarte w naszym czwartym krążku,
jestem ze śląska a mówię po polsku,
klincz coraz większy wciąż się rozrasta,
sprawdź nas to muzyka miasta.

Wolność a razem z nią czwarta płyta,
"Co mnie nie zabije to mnie wzmocni"
i się nie pytaj,
będziesz widział człowiek będziesz brat również słyszał,
o anielskim sercu zwariowanego Ryjka.
Pozdro dziękówka za wszystko za szczery doping Bytomski polonisto,
dla Mariusza Welca za swoje osiągnięcia,
i za to że dynamit ma w swoich pięściach.
Dla pinkiego i karzełka za ich szczerą pomoc
że nie dali bym utonął za to z pioną
za całe moje grono i olimpijski klimat
za każdy temat który potem przełożyłem w rymach.
Szacunek dla wszystkich tutaj nie wspomnianych
dla tych to dla tych to to dla ludzi mi znanych .... Londyn Pozdro!!

Wszystko zaczęło się od "Verba Veritatis"
byłeś i widziałeś jak zmieniły się te czasy
tak jak wtedy tak i dziś bez sprzętu i bez kasy
prości ludzie dobre chłopcy zawsze pełni pasji.
lustro granda walka czas i moje życie
co mnie nie zabije to mnie wzmocni na tej płycie,
co mnie wzmocni na tej płycie .... na tej płycie.
[Intro]
Mówię wam, chciałbym czasem mieć siłę jak lew,
zabić czas,
zniszczyć po drodze co złe i wylewając na kartkę to co chce.

[1 Zwrotka]
Rozkwita we mnie obraz mojej przyszłości,
gdzieś na dnie serc leży sens obfitości.
Ja siedzę myśląc "Trzeba zabić czas",
Czy mam jeszcze siłę? być może wyjdę z domu coś zostawię w tyle.
W mojej krwi wciąż ferment, wczorajsze promile, W głowie jazgot, barłok.
Nic nie czaję, znam to, mówię "To już ostatni raz, od dziś zero alko!".
Na górze hałas, kłótnia tam gdzie balkon.
Czy ten świat oszalał? czy to film o beznadziejności?.
Każdy szuka hajsu, dalej trwa ten pościg.
O codzienności świat, to w lustrzanych odbić.
Myślę "iść dalej, czy zwrotkę mam już podbić?".
Zerkam na gazetę, postawili kolejny czasu pomnik.
Ile w okół jeszcze paradoksalnych zmian bez końca?
Olej Czas nie łatwo temu sprostać!.

[Refren]
Elo, widzę wszyscy biegną z czasem, wciąż się śpieszą.
Nie kończąca podróż w świecie zła, przemocy!.
Walka z wiatrakami, straty nie przespanej nocy
Ile tego wciąż? jakieś sceny, wciąż kłopoty. 2x

[2 Zwrotka]
Czasem mam wrażenie że nikogo nie rozumiem.
To dzień żywych trupów, jakby wszyscy wyszli z trumien!.
Nie jedyny czystej wody strumień gaśnie, czy to ja jestem zamknięty w swoim świecie właśnie?!.
Jak jastrząb w klatce czekający na wolność, ile czasu musi minąć żebym odkrył zdolność?
która zniszczy wszystkie wskazujące wskazówki.
To czas jest moim panem, wiesz?
Składam ręce na znak pokoju, dziś mam wenę, dziś jestem w nastroju!
Patrzę w lustro, widzę swoją twarz zmęczoną.
Załatwianie spraw na biegu nie jest moją, mocną stroną.
Gdybym się nie zaszył w domu, nie byłbym sobą.
Męczy mnie pośpiech, obmyje twarz zimną wodą!.
Czas zmienia nas, lepiej popatrz na swoją twarz!.

[Refren 4x]
Onyx:

[Fredro Starr]
Ugh, yeah word up word up
Ugh-huh.Ugh-huh
Yeah yeah
Word Up
Yo, it's one for the struggle
Two for the pain
Three for the niggas with bullets in their brains
Word Up braat
O.N.Y.X and Slums Attack
Yo, yo

Ayo, the first time I got to Poland
I saw the guys patrolling blocks emotional cold as same
As the as the blocks in ocean
Blockler was just ready to took a look on the niggas in the wrong way
Several hours come out to be a long way
Long days turned out into shorter nights, because all my life I have to fight
In order to escape from self-suicide
Gats up, to the sky, burned on the hip
Hollow tips for the politics
Niggas better learn quick
Real recognize real
Hip-Hop, respect that, salute
Eyes red, ready to shoot
Bulletproof, the mic buff
My Nike boots, are shopped off
Slums Attack, guns react
With automatics cause an ave
I'm making back up
Sixteens in the clip
Sixteens when I spit
Sixteens in the whip
I'm for the trouble
Two for the pain
Three for the niggas with bullets in their brains

Ref.:
Dziewięćdziesiąte lata, odległe miejsca, on słucha!
Oni wykonują, łączy ich hip-hop sztuka.
On drapie płyty, próbuje tworzyć, igły zdziera!
Hip hop elementy, każdy z nich z nich pożera show!
Koncerty, teledyski, bariera marzeń.
Ludzie z pasją doprowadzają do tych zdarzeń.
Tworzą historie, O.N.Y.X, TEWU, SLU, wspólny projekt.

Peja:
Rozpoznaj combo z la bomby, nagrany jakiś czas temu.
Colabo SLU, ONYX, człowieku nic złego nie mów.
Kilka lat temu pamiętam, z Darkiem lot przez Atlantyk,
ten pierwszy raz miałem ciarki, spełniam marzenia z braćmi.
Ten pierwszy wylot do stanów, widok wieżowców projecty.
Zamurowało pięć dzielnic, oto wizyt efekty.
Tworzę historię, powiedzmy, mamy dziś dużo szczęścia,
od dziecka słuchałem rapu, chciałem ten rap napieprzać.
Dziś wspólnie z braćmi na scenie, złączeni porozumieniem.
Rap stał się naszym tłumaczem, rap to me przeznaczenie.
A Bacdafucup natchnieniem, do życia grałem pirata,
93 ważna data, wtedy powstał Slums Attack.
W walkmanie bez przerwy latał Fredro i Sticky,
ciężkie czasy dla kliki, chodziłem zły i przybity.
Dzisiaj profity i hity, nagrania dają nam kopa.
Zapamiętaj to chłopak, sen możesz zrealizować!

Ref.:
Dziewięćdziesiąte lata, odległe miejsca, on słucha!
Oni wykonują, łączy ich hip-hop sztuka.
On drapie płyty, próbuje tworzyć, igły zdziera!
Hip hop elementy, każdy z nich z nich pożera show!
Koncerty, teledyski, bariera marzeń.
Ludzie z pasją doprowadzają do tych zdarzeń.
Tworzą historie, O.N.Y.X, "Slam" SLU, wspólny projekt.

[Sticky Fingaz]
I murder, I murder, I murdering on the beat
Now turn the lights so everybody see
I'm not to be, not to be, not to be fuck with!
One time you figured it out, it's too late bitch!
I shoot rappers up, ha-ptfu spit them out!
I got the choppers in waiting boy, don't let me send them out!
So many guns that I'm own, that I can't read them out!
Trust me dog, you don't wanna my name in your mouth!
I'm dot on their foes, they have dot on their clothes
You nothing but 0s, you gonna be fuckin' exposed!
Got the whole crowd tryna to see me up on their toes!
You get swish G's out, i'm leaving nothing but holes!
I'm man in depress with,one hand on a Dessert
In the land of desperate, I'm the man you shouldn't mess with!
I'm live for war, you die in peace
And when it comes to Sticky Fingaz nigga is zajebisty!

Tewu:
To historia, brak granic, to, to Colabo!
Ocean, zderzenie, fali rymów, Colabo!
Ziemia, powietrze, pióro Colabo!
Nuty, szacunek, one love, Colabo!
To historia, brak granic, to, to Colabo!
Ocean, zderzenie, fali rymów, Colabo!
Ziemia, powietrze, pióro Colabo!
Nuty, szacunek, Hip Hop, Colabo!
[Scratche]
Nie jeden z nas przeżył swoje lata z SOKiem
Wszystko miało się zmienić z milenijnym rokiem
Tymczasem tak samo krok za krokiem
Te same pejzaże na Radlyńskich z okien
Sprawy nie do przejścia obeszliśmy bokiem
I kieliszek po kieliszku przepijamy słodkim sokiem
Twarda strona życia rzucam na to okiem
Na nocne pojedynki u Wojtyny pod blokiem

Niedotrzymane obietnice wątpię w taką jazdę
Puste słowa bez pokrycia kłamliwe obietnice każde
Dotrzymuj własnego słowa nie rób z gęby dupy
Chodź własnymi ścieżkami unikaj policyjnej lupy
Dotrzymać słowa nie potrafisz po chuj pchasz się na afisz
Dwa razy ci się uda a za trzecim źle trafisz
Zastanów się dobrze bo przecież w kogo oczach tracisz
Miałeś swój wizerunek teraz nic już nie znaczysz
Nie dotrzymasz danego słowa i za to zapłacisz
Wysoką albo niską cenę mnie to nie wzrusza
Wokół twej osoby powstanie jedna wielka susza
Może być tak albo zmiana scenariusza
Ja wiem że sytuacja czasem zmusza
Nie możesz lub nie jesteś w stanie
Przyjdź i powiedz przecież nic ci się nie stanie
Przecież nic ci się nie stanie

Ref. x4
Nie zawsze wszystko będzie się po twojej myśli toczyć
Niedotrzymane obietnice tego mam dosyć

Co jest koniec

Niedotrzymane obietnice też znam taką jazdę
Kiedyś uwierzyłem w jedną rapową gwiazdę
Kłamliwy sukinsyn i jego słowo każde
Zamydlone oczy pojebanym wyjazdem
Mogłeś mówić prawdę ze słowami się liczyć
Uniknąłbyś wtedy niedotrzymanej obietnicy
W jednej chwili w oczach moich stałeś się niczym
Na twoim koncie tyle kłamstw że trudno je zliczyć
Nie zawsze wszystko po twojej myśli będzie się toczyć
Niedotrzymane obietnice tego nie możesz przeoczyć
Postępuj tak żeby z dobrej drogi nie zboczyć
Na tych co nie dotrzymali słowa nie zwracaj uwagi
Nie zdają sobie sprawy z sytuacji powagi
Dają słowo do tego nie potrzebują rozwagi
Ucieczka od odpowiedzialności kości zostały rzucone
Zobacz jak przeciwności zmierzają w twoją stronę

Ref. x4
Nie zawsze wszystko będzie się po twojej myśli toczyć
Niedotrzymane obietnice tego mam dosyć
Czujesz zapach krwi, ciał palonych swą
tracisz poczucie bezpieczeństwa kiedy odcinają prąd ?
Podpalamy ląd, atak na linie lotnicze
z bazuką w łapie do samolotów strzały ćwiczę
i na kasę liczę od sponsora na działalność
słabych oratorów zlikwidować, syf ogarnąć
terrorym karalność, tych wszystkich co kaleczą,
za bitem się wleczą, ledwo, ledwo, ledwo skrzeczą
mocny atak dzięki skreczą które z mocą katiuszy
przepędzi syf z okopów, generałów rozjuszy
patrz kolejna kampania, podpisują rezolucję
my schowamy się w lesie, dzidy macie ty włócznię.
Będziemy walczyli jak tysiącletni asasyni
a zapłatą będą pieśni uliczne, parkiet
co na wysoko rozwinięte kraje patrzą z pogardą
narażeni propagandą ludzie karmią się i karmią
platynowe naszyjniki, kubańskie cygaro
tak samo jak strecz ma swoje własne radio
łącz mnie z centralą, kody zielony szerszeń
masz chiński syndrom w pewien bardzo czarny wrzesień
taki mój deseń, nikt nie wie jak wyglądam
rysopis mam podobny do carlosa i do bonda
po co byłem w Paryżu, i czy złapałem kontakt
gdzie mam pochowane konta, gdzie nasze miejsce spotkań
odpierdol się władzo
nie puszczam farby jak madonna
choć liryka nie podobna to mam dzisiaj ten luzik
jak ona i jej mjuzik wpuściłem ich w maliny
pytali o związki z telegrafistą od kaliny
i czy jest od sprężyny, który robi dla brzozy
pozdrawiam listonosza, który paczki mi donosi
terrorymski skład o nic nie będzie się prosił

Peja sekiury tata, wychowani na tatami
wojownicy z nami nie z badernmajnchofami
ćpunów krutkagrafu mienią się terrorymami,
którzy swymi rymami prawie się pozabijali
ich słowa obrócone przeciwko im samym
każdy z nim chciał być znanym ale został przegranym.
A moja papuga lejdi anty ameryka
na każdej sprawie fika tak jak endrju przy głośnikach.
Ma przenośne stereo, które docenił sabat
kumpel na tańczył breka i zna się na miliardach
ofiary zielonych, przez świat znienawidzonych
jak w south parku Kanada
ta sprawdź o czym gadam
terrorymów guru pierwszy przewodnik stada
pieprze groteskę, zabójczym senteksem
mam niezłą kreskę u tych z kongresu
czasami w kafi raz w uniformie stresu
kamuflaż podstawą do zrobienia interesu.
A kolejny nielegal, gonię z samochodu pułapki
tam gdzie ośmiornicy macki tam komisarz Katanii
razem z nim karabinierzy, oni są przegrani
terrorymem pojechani, jak z gieeru wywiad
prosty jak przykład który chciałem im podać
oni łykną wszystko nic ująć nic dodać
Niemen, Berlin wschodni terrorym da ci kopa
i finansowy zastrzyk jak Guweicka ropa
czas zakupić popa, pozor, szrafter, jakaś kula
snajper sfuszerował, medi ściągnął go z szura
lekko pordzewiały lugier, schowany w skrytce Wołgi
na zachodnim brzegu czołgi, więc dzwonił Mustafa
że chcą tego pasera wiesz bum bęc pozamiatać
sprawa paskudna, on nadawał w tylu studiach
terrorymu beznastudnia z cykaczami z południa
teraz wyspa bezludna, siamano głantanamo
to nie ten punkt sporny nie do tego nas wybrano
misja Kleopatra, kody raket z gier plejstejszon
jest z nami jeden palik z eterna reflekszon
jest jest joł, terrorym na to pierwszeństwo
raz dwa trzy, rymy znikną zwycięsko

Dowiedź swych racji w bezpośredniej konfrontacji
nie dyskutować z nikim bez zbędnych negocjacji
gdy nikt słuchać nie chce robi się niebezpiecznie
bez zwrotu dla sprawy oddać duszę jesteś gotów
walka na ulicach miasta zwarta konfederacja
działamy w konspiracji nasza paraizolacja
wiedz swoje satysfakcja łańcuchowa reakcja
zanim front ten się zmieni wrócisz w krainę cieni
będą zadowoleni to brygady mścicieli
tylko wojownik doceni bo on z bronią się żeni
opadnie medialna kurtyna i jak mucha medatefa
wydane rozkazy druga gazy to strefa
strach niczym tapeta pokryje okolice
błagaj bogów o litość, poświęcimy dziewice
czarne historii strony zapisane gęstym drukiem
dzisiaj nie wygramy jeszcze jutro tu wrócę
przygotowany lepiej prawdą kłamstwo zaślepię
dziś się nie udało jutro zrobię to lepiej
nie kupisz tego w sklepie tego nikt ci nie sprzeda
dziedziczysz to w genach takich dzisiaj nam trzeba
szczególnie atrakcyjny staje się pomysł który
podsunie ci sam wróg jak zwycięstwo powtórzyć
znam wielu terrorystów z jednym się wychowałem
mieszka całkiem niedaleko ziomuś talibanek
metoda w szaleństwie każdy wiedział że tak będzie
ten tekst to senteks a muzyka to zapalnik
te słowa są po to żeby nimi zawalczyć
od zawsze tarcia na światowej scenie
czołgi kontra kamienie establiszmen podziemie
otrząśnij się z tego bądź jak wojownik galaxa
zdrajców wlec będziemy ulicami tego miasta

Załóż kamuflaż i ukryj twarz swoją
będziemy tu walczyć te słowa będą bronią
poglądy będą zbroją nosił ją będę z dumą
nie zawracaj nigdy nie poddawaj się brudom
1. Na każdym blokowisku znajdziesz wykrętów
Gnijących na śmietnisku zepsutych talentów
Tych trzydziestolatków, co zostali na ławkach
Dzień za dniem, zioło, browar i wciąż ta sama gadka
Wokół nich małolaci zapatrzeni jak w Bogów
Każdy z nich światło traci w czarnej dziurze nałogów
Masz swój rozum, to nie pozwól by ci przegrani
Mieli na Ciebie swój zgubny wpływ, nie słuchaj ich
Patrz na drogowskazy, by ominąć błędy
Ucz się działania od osób inteligentnych
A unikaj ludzi co na wiecznym są przypale
Bo sto razy lepiej z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć
Masz swój rozum, słuchaj także serca głosu
Zrozum- jesteś kowalem swego losu
To Ty masz największy wpływ ze wszystkich osób
By spełnić swoje sny, jeśli tylko znajdziesz sposób

Ref. Za mądry dla Ciebie, kto mądrzejszy od ogółu matołów
Jesteś kowalem swego losu x2

2. Masz ochotę, wyjmij kosę, głęboko chłopaku wbij
Łap idiotę, zgarnij flotę, spoko to szczeniaku tnij
Proszę- idź za ciosem bo nic nie zagradza Ci
Bardzo dobrze, pizda wrogiem, no i nie przeszkadza mi
Chcesz to wal w kanał, chcesz to gnij w bramach
Chcesz to spal chama, chcesz to ssij jaja
Dziecko rób co chcesz, Ty tu dowodzisz
Z resztą chuj to mnie synu obchodzi
Każdy sam za swoje czyny odpowiada, proste
Ostrze gilotyny Cię dopada, chłodne
Szalony bandyta w świetle prawa, problem
Wkurwiony banita wściekle gada, chłopcze
Nasze czyny mają wpływ, poruszają system
Nasze czyny łamią szyfr, dotykają istnień
Do Ciebie nie dociera, pchasz gnój znowu
Ładuj broń, celuj w skroń, masz swój rozum

Ref. Za mądry dla Ciebie, kto mądrzejszy od ogółu matołów
Jesteś kowalem swego losu x2
Skazani na to by radzić sobie w życiu samu
Nieraz narażeni na setki problemów
Nie pytaj czemu oni powiedzą ci to samo
Ludzie którym na starcie nic nie dano
Walczą z zasadzkami jakie życie oferuje
Każdy przecież kombinuje tak jak może
Jeden lepiej drugi gorzej
Jeśli nic nie będziesz robił nawet Bóg ci nie pomoże
Wszystko coraz gorzej a w polskich nowych grach
Jak na przyszłość młodych ludzie to przechujowy znak
Weź to pod uwagę nie lekceważ tego
Siedząc na dupie na pewno nie zdziałasz nic dobrego
Tak jak nie jeden którego coś w życiu uczyło
Szanse na normalne życie przekreśliło
Jeden na plecach prawie całe życie spędza
Drugi się nie oszczędza a w brudnych bramach kurwa nędza
To nie jest miasto w którym każdy słucha księdza
Szalonego miasta musisz poznać potencjał
WYP3 szlaki już zostały przetarte
Wydeptane ścieżki do domu rano o czwartej
Pamiętasz tą najebkę już chyba nie pamiętasz tamtej
Wytarte buty od chodników i spodnie przetarte

Ref. x2
WYP3 to jeszcze nie wszystko
Wojtas Borixon na życiowych schodach
Nieraz wywracając się na przeszkodach
Teraz do góry temat zmienny jak pogoda

To zaczęło się dziać już chyba kilka lat temu
Każdy prze ten okres ułożył sprawy po swojemu
Bez pretensji co chciało życie daje mu
Jednemu dobrze drugiemu setki problemów
Teraz na dobre i na złe Wojtas Borixon
Wbrew innych domysłom robimy swoje
Nieraz upadki nieraz podboje
WYP3 ramię w ramię stoję ramię w ramię stoję

Koniec stresów koniec po co się dołować
Wszystko z czasem musi się wyklarować
Niepowodzenia na dobrą drogę skierować
Pozytywne nastawienie zakodować w głowie
WYP3 w trzeciej osobie
Wojtas Borixon na życiowych schodach
Porażki sukcesy jeszcze długa droga
W świecie w którym rządzi nienawiść i zgoda
Wszystko oparte na tych samych sposobach
Wyjść z każdej sytuacji i nie szukać wroga
Ominąć konflikty jeszcze nie raz się uda
Radość na twarzach na stole jointy i wóda
W ten sposób zabijana jest miejska nuda
Musisz odreagować to normalne
Patenty są legalnie i nielegalne
Każdy stosuje metody indywidualne

Ref. x4
WYP3 to jeszcze nie wszystko
Wojtas Borixon na życiowych schodach
Nieraz wywracając się na przeszkodach
Teraz do góry temat zmienny jak pogoda
Reprezentacja Bałut, Tabasko na zawsze
2007, 3059, 4823, tak właśnie
W tych wszystkich datach
Wczoraj jak i przed wczoraj zobaczysz
Fioletowe niebo i zielone słońce

Mam nienawidzieć ludzi, gdy ktoś wierzy w Islam
Już wolę być debilem, by z niewiedzy korzystać
Moi koledzy z boiska, każdy już po trzydziestce
Przez koks, co po niektórzy nie wiedzą, co jest pięć, wiesz
Mam nienawidzieć braci za ten thriller
Po amfetaminie, gdy detox czyści żyłę,
Choć nigdy tam nie byłem i cieszę się jak żyję
Ale powiedz mi czy za to wszystko mam ich nienawidzieć
Mam wiarę w dobre imię i siłę jak He-man
Choć nie jestem mimem i z czasem na pewno przeminę
Mam nienawidzieć za to, co robią na bani
Masz głowę na karku, nie dasz się srogo otumanić.
Mam nienawidzieć ludzi za kolor skóry
To tak jakbyś zaliczał disco polo do kultury
Być z epoką cenzury, czy to jest demokracja?
Czy koniec jest, gdy człowiek spłonie w demonstracjach
Mam nienawidzieć nas, za marzenia
Bo tu, jak każdy wiarę miewam
Ta wiara czyni cuda, których się dosięga
Mam nienawidzieć Boga za to, że każe mi klękać
Klęcząc oddaję duszę, grzechy pozostają w mięśniach
Mam nienawidzieć brata, za to że wierzyć przestał
A pomyśl, ile człowiek może przeżyć w lękach
Sugestia jest jedna i tu nie ma wyjścia
Oby z nas każdy trafił do czyśćca

Dziś szkoła uczy, ale nienawiści
Agresji, arogancji zwłaszcza do religii
Tu nie ma reguł, w tym peletonie biegu
Sam staniesz się ofiarą polowania na szpiegów
Dziś szkoła uczy, ale nienawiści
Agresji, arogancji zwłaszcza do religii
Tu nie ma reguł, w tym peletonie biegu
Sam staniesz się ofiarą polowania na szpiegów

Mam nienawidzieć Żydów, za spryt z bogactwem
Mam nienawidzieć czarnych, za rytm nad miastem
I tak złych nie znajdziesz, oni skitrani za murem
Powstałym na gruzach naszych umarłych komórek
Pokaż mi co umiesz, określę twoją przydatność
Jak robię rap, to na więcej mnie nie stać ziom!
Mam nienawidzieć nas, bo ktoś musi ponieść winę
Za to, że jakiś jeleń robi nam Argentynę
Jak Louis de Funes na chmurach płynę
Mam ziomal pyralginę, więc ten ból przeminie
Szukam sensu nie w płynie i mam nienawidzieć za to
Że jak wszystko przeminie czy z dymem zginę bako
Zginę jak polskie lato razem z wiatrem
Dym przez okno wpadnie, jeśli tylko lubisz brać tlen
Mam nie nawidzieć nas, wiem
My chcemy wolności, czyli coś do czego nasze władze nie dorosły
Jesteś zdolny, wiesz już wszystko (nie wiem)
Wiem, że nienawidzę za lenistwo (siebie)

Dziś szkoła uczy, ale nienawiści
Agresji, arogancji zwłaszcza do religii
Tu nie ma reguł, w tym peletonie, w biegu
Sam staniesz się ofiarą polowania na szpiegów
Dziś szkoła uczy, ale nienawiści
Agresji, arogancji zwłaszcza do religii
Tu nie ma reguł, w tym peletonie biegu
Sam staniesz się ofiarą polowania na szpiegów

Dziś szkoła uczy, ale nienawiści
agresji, arogancji zwłaszcza do religii...
Dziś szkoła uczy, ale nienawiści
agresji, arogancji zwłaszcza do religii...
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo