Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ref.: x2
Skąd ludzie mają taką cechę
Najpierw zrobią świństwo, później milczą podglądając efekt
Co nie znaczy wcale, że zapominamy o nich
Tak, dziś jest piękny dzień, żeby wreszcie zadzwonić

[Łona]
Zrobić świństwo, które utkwi w pamięci
Znacznie łatwiej, niż później po ludzku to odkręcić
To nie ładnie myśleć, że milczenie może wzruszać
Szansa z każdą chwilą słabnie, jak intelekt Georga Busha
A telefon gdzieś pod ręką, naprawię na pewno wiem to
Tylko ten bezsensowny konflikt z dumą zbyt wielką
I ty w tej walce wypadasz dość blado
Nie widać zła, za to doskonale widać słabość
Tym bardziej mam prawo się dziwić
Że ty doskonale wiesz, że ludzie nie są pamiętliwi aż tak
Jeśli masz strach, że już ktoś Cię skreślił
To dobrze byłoby zadzwonić i to sprawdzić, wierz mi

Ref. x2

[Łona]
Gniew z czasem mija, pozostaje żal
Głownie łatwo zapomnieć o błędach
Natomiast o ludziach dużo trudniej
A wystarczy odrobina dobrych chęci
Wszak żaden telefon sam numeru nie wykręci
Dziś jest piękny dzień, by stan, w którym
Nie możesz spojrzeć komuś w oczy w inny stan przeistoczyć
Nie tak łatwo milczeniem zagłuszyć sumienie
Choć wbrew faktom wierzyć ciągle w jego istnienie
Nie każdy jest Janem Pawłem II
Ale nawet najdłuższy okres milczenia nie jest za długi

Ref. x2
Nie raz chcę być najlepszy, nie wiem czemu, ale mam tak
Zbyt dumny z bycia MC - to już pierdolony standard
Chwytam za długopis, wiem, do rana się wyrobię
Przeleję na papier, to co chodzi po głowie
A ty żyj swoją ideą, bądź silny jak Heros
Nie życzę ci tragedii, a'la Amoros Perros
Chcę coś ludziom przekazać, moje życie jak hazard
Stawiam na jedną kartę, często innych przerażam
Z rozumu korzystam, nie, że jestem, łap dystans
Do siebie, do świata, czasem potrafię go złapać
Czas ostudzić emocje, wrócił do pracy zapał
Odpowiedni rytm złapał jak ślicznotkę za tyłek
Przecież żadna z tych debilek nie czekałaby z obiadem
Żaden z ich dotyków nie jest przesycony żarem
Żadne z tych spojrzeń nie wyraża uczucia
Troski, współczucia, przestań spokój zakłócać
Wokół taka cisza, że słychać bijący sikor
Włącza się film pod tytułem Charlie Cykor
Z myślą o rozwoju, nie z myślą o złocie
I procentach na koncie, tak zrobi zwykłe prącie
Dla tych nieprzyjaznych zdrowym zwrotem odważnym
Jestem poważny aż nadto, więc sprawdźmy

...Trwały klik, DJ Decks, trudny dzieciak już tu jest...

Trzy zwrotki, litery, SLU, to bycie szczerym
Na bok afery, ulice, wyższe sfery
SLU dobrze wiemy, kto w tej grze od początku
To dla ludzi seria wątków, mówię wam - wszystko w porządku

Wiem często jest tragicznie, krytycznie, hektycznie
Niepoprawny politycznie, za to poprawny lirycznie
SLU słyszeliście? na bank nie przestaniecie
Jak my, dobrze wiecie, jest si nasz skład w komplecie

Następny przykład na to jak człowiek stał się szmatą
Ubliżam tym psu bratom, którzy chcieli służyć radą
Ten syf cię zgubi, lecz ty zbytnio go kochasz
Nie chcesz tego rzucić, chcesz ciągnąć, popatrz!
Nic do ukrycia, ten rap kroniką życia
Raz klub, raz ulica, opisuję swe przeżycia
Stoję, patrzę na nią, wiem, że ona chce mnie zdobyć
Ona stoi za bufetem jak Martyna Jakubowicz
To już standard henesi, na pewno się ucieszysz
Chcesz ze mną zgrzeszyć, jesteś pewna? przemyśl!
Ja stały bywalec, gram koncert, zgarniam szmalec
Być wielki nie malec, grać ten rap doskonale
Zapewniać wygrane, nie przegrać, to na stałe
I żyć ze świadomością, że się nigdy nie powalę
Ok, ok, wszystko w porządku, pięknie
Żyć pełnią życia, jak każdy kiedyś zdechnę
Na rapie znam się biegle, w tym biznesy przebiegłe
Ja to wszystko obejdę, te umowy, aneksy
Jestem z ulicy, dla ulicy me wersy
Rezyduję w swej twierdzy, wbijam chuj tej komercji
Choć nie jestem podziemny to powiązany ze slangiem
Szacunek ludzi z ulicy, swe powołanie znalazłem
Każdemu damy szansę, tylko jedną, nie więcej!
Znów siedzę nad tekstem by ulepszyć profesję
Już na samym wstępie Rychu poruszył te kwestię
SLU dla nas trzy litery święte

Trzy zwrotki, litery, SLU, to bycie szczerym
Na bok afery, ulice, wyższe sfery
SLU dobrze wiemy, kto w tej grze od początku
To dla ludzi seria wątków, mówię wam - wszystko w porządku

Wiem często jest tragicznie, krytycznie, hektycznie
Niepoprawny politycznie, za to poprawny lirycznie
SLU słyszeliście? na bank nie przestaniecie
Jak my, dobrze wiecie, jest si nasz skład w komplecie

Być wielki, jestem! chcesz definicji wielkości?
Patrząc na sukcesy innych, do których samemu dążysz
Bez zawiści, normalnie, się nie wpierdalać nachalnie
Tam gdzie mnie nie chcą, być wciąż na swoim miejscu
Ze swoją orkiestrą i to chyba wszystko
Ja wolę mój rap z mej ulicy towarzystwo
A ty uhahany stoisz na sądowej sali
Wymachujesz kajdankami, nie znasz życia z kłopotami
To brak dobrego smaku, przemyśl chłopaku
Nawet, jeśli to klik, jest to pełne niesmaku
Proste buraku, nie dam wyprzeć się z rynku
Na rzecz pedalskich składów, ugrzecznionych maminsynków
Rap na maxi singlu, ty na okładce Bravo
W promocji dorzuć commer do szmatławca z balladą
I klawo, zarżnij rynek, wrzuć za free te wypociny
Jesteś słaby, więc tani i to są kurwa kpiny
Mówisz - jestem prosty, na rap nie mm wyłączności
Jednak wymagam tego czegoś - autentyczności
Tego dynamizmu, co wybucha tej jakości
Przekazu fachowego, tego brzmienia, surowości
Ty tego nie masz, przy mnie znowu się kurczysz
To ja Rychu Peja, prawdziwek, naturszczyk
To dla bandytów, dla żuli, dla ulic
Dla ludzi, dla dziwek, ich płatnych rozrywek
Tu gdzie spojrzenia krzywe i przyjazne uśmiechy
To dla ulic mego miasta w którym rozliczamy grzechy

Trzy zwrotki, litery, SLU, to bycie szczerym
Na bok afery, ulice, wyższe sfery
SLU dobrze wiemy, kto w tej grze od początku
To dla ludzi seria wątków, mówię wam - wszystko w porządku

Wiem często jest tragicznie, krytycznie, hektycznie
Niepoprawny politycznie, za to poprawny lirycznie
SLU słyszeliście? na bank nie przestaniecie
Jak my, dobrze wiecie, jest si nasz skład w komplecie
Gdzie jest raj, tu gdzie jest miłość czy tu gdzie jest nienawiść,
żeby dobrze się nam żyło czy lepiej żeby zabić
czy ten świat musi być taki jaki ten świat jest
boże czego od nas chcesz, boże po co jest ten test
każdy ma swój raj jeden wybiera łatwiejszą drogę,
a drugi na drodze woli napotkać przeszkodę
bo gdy ten osiągnie cel to ma większą satysfakcje
doskonale o tym wiem dlatego mu przyznaje racje
gdzie jest raj tu gdzie tej jedynej jedno dajesz serce
czy codziennie z inna suką pieprzysz się w łazience
na kuchence, w łóżku na drewnianym blacie
lepiej pojechać po blacie czy jak wyjebie przyjaciel
bracie zajdziesz ten raj do którego każdy zmierza
jeśli będzie na to czas może to jeszcze nie teraz
ale w nas drzemie siła i wielka determinacja
jeśli chcesz dojść do światła na porażki tez się nastaw

Przecież bóg nas z niego wygnał więc szukamy go na ziemi
wiele rzeczy chcemy zmienić wiele rzeczy trzeba zmienić
brudne interesy, kradzieże, wyzysk ludzi
we wszystko uwierzę nic nie zdziwi mnie już tu dziś
rozbite rodziny, wódka rzeczywistość nieraz smutna
żebrak na kolana klęka nie wiem czy dożyje jutra
typek pod krawatem czeka aż dostanie w łapę i
wtedy jest zrobione załatwiony ważny papier
czy to raj czy to piekło może bóg się nami bawi
ty sraj na to pieprz to rozwiązanie tą są dragi
myśl tak dalej a matka będzie palić w Tobie znicze
łatwo przekroczyć granice i odchodzisz razem z życiem
jedno życie milion możliwości żeby przeżyć
w siebie nie wierzysz no to spróbuj uwierzyć
często złoto nie to co się świeci jednak próbuj dalej
swój raj znaleźć idź z Bogiem bracie Amen.
Nie każdy pieniądz
da ci przeżyć, to proste
Czy za ten stres mamy wierzyć w ten postęp?
To dla skurwieli co są szczerzy za forsę
Tutaj wasza mentalność z dupy leży pod kioskiem
Nie każdy MC to geniusz, a jednak
Każdy MC wciąż pieprzy, że z drugim nie przegra
Każdy MC wciąż pieprzy, że dziś tłumy zjedna
Tylko jak dasz mu mic'a to się gubi na bębnach
Nie każde flow płynie po naszej myśli
To raczej instynkt, by dać w japę zawistnym

Nie zapłacę ci tym, co w sobie posiada portfel
Choć znam tych co o hajsie mogą gadać co zwrotkę
Nie każdy DJ gra muzykę do taktu
Kurwa, DJ'e dzisiaj grają muzykę z kompaktów
Pokaż technikę miastu, trochę funku frajerze
Może DJ'em jesteś, ale tylko na papierze

[x2]
Nie każda noc przynosi ulgę powiekom
Chciwych, zdesperowanych, to zna w kurwę ten beton
Zamknij furtkę, bo przeciąg w końcu urwie ci jaja
Nie wszystko co błyszczy musi zawsze być dla nas

Nie każdy producent to Mozart, ty sam wiesz
Dziś producentem wchodzi koka, nie sample
Zamiast grać jednym palcem na korgu z VST
Lepiej wróć do liceum, jeszcze raz odrób lekcje
Nie każdy bit to od razu Jay Dilla
Brat, jebać techno, ja wybrałem ten klimat
Co się wyginasz, tutaj już brak podziemia
Dla mnie życie to rap, dla nich rap to kariera
Nie każdy track budzi słuch tu i duszę
Jeśli samplujesz z MP3 jesteś chuj, nie producent
Robisz gnój, pucuj ludzi i nic więcej ponad to
Dałbyś dupy, żeby tylko mieć Internet za darmo
Nie każdy beef wychodzi skill'som na przeciw
Brat, pierdol beef, dziś to wszystko marketing
Czekaj pizdo, zaświecisz jak psu jaja
Tylko powiedz kto słucha takich lapsów? pajac

[x2]
Nie każda noc przynosi ulgę powiekom
Chciwych, zdesperowanych, to zna w kurwę ten beton
Zamknij furtkę, bo przeciąg w końcu urwie ci jaja
Nie wszystko co błyszczy musi zawsze być dla nas
Ludzie panoszą się po tym małym globie,
szukając śladów, czego tu nie było,
wierząc w pozory szczęścia skupiają się na sobie,
eliminując innych, głoszą postulaty.
Wierzą w swoich bogów, inni wierzą w innych,
religie podzieliły ludzi, a ludzie podzielili siebie,
stworzyli rządy i systemy, za które walczą,
i przekonanie wierzę, że po ich stronie jest racja.
Wartość i wolność, choć to niszczy zwykłą ludzką godność,
człowiek jest głupi, bo nie wyciąga wniosków,
nie uczy się na błędach, pali za sobą tysiące mostów,
i tak już jest po prostu, tak jest.

Trzeba tylko chcieć, by zmienić coś,
by w błędach widzieć sens, nie powtórzyć go,
by ludzie żyli w odpowiedzialności,
zamiast niszczyć, budowali sny.
Trzeba tylko chcieć, by zmienić coś,
by w błędach widzieć sens, nie powtórzyć go.

Systemy były i upadły,
ludzie żyli, ale też umarli.
Przyszli nowi co myślą inaczej,
że są twardsi niż bogowie,
ale skończą tak samo raczej,
bo ludzie nie mają za grosz pokory,
szacunku do innych z własnej woli.
Widzisz, to wszystko jest kołem zamkniętym,
w umysłach, sercach, rozumach, aby to przerwać.
Wystarczy jeden, co chce zmienić to,
by widzieć błąd, nie powtórzyć go.
Tak prosto, ale ciężko zarazem,
otworzyć oczy, pokonać ten marazm.

Trzeba tylko chcieć, by zmienić coś,
by w błędach widzieć sens, nie powtórzyć go,
by ludzie żyli w odpowiedzialności,
zamiast niszczyć, budowali sny.
Trzeba tylko chcieć, by zmienić coś,
by w błędach widzieć sens, nie powtórzyć go. x2
Dlaczego Rewers kurwą jest? x6
1. Looknijmy tej czemu kurwą jest,
bo tak o te? nazewnictwo tede pluje się,
w wielu przypałowych akcjach bierze udział,
ja nie zliczę na palcach obu rąk dobrze wiesz,
Rewers łapiesz schize, cie nienawidzę,
pseudo biznes robisz, śmierdzisz mi,
powinien dobrze wiedzieć czemu tak na niego wołam,
gorszy niż ta kurwa która rąbie się za towar,
ty nie wściekaj się, splune powiesz że to deszcz,
komercyjna procedurka alias TDF,
jedzie ci cała scena, jedzie ci miki
twoje kiepskie diss'y lecą w kosz zamykam temat,
i trzymaj się ochłapów które zgarniasz burak,
bo to ja robię szmal ty robisz śmiech akurat,
pracujesz w tvn za słaby sos,
jest przerwa w nagraniach bo w łazience pizgasz koks,
wciąż pozujesz na bogacza, limit przekraczasz,
naprawdę jest golasem który chce tandetę wdrażać,
bo żeby jakoś wyżyć musi kurwić się,
i dlatego cię nazywam kurwą TDF...

Ref :
Dlaczego Rewers kurwą jest?
Dlaczego Rewers kurwą jest?
Dlatego...
Dlaczego Rewers kurwą jest?
Dlaczego Rewers kurwą jest?
Kurwą jest... x2

2. Tu nikogo nie obchodzi życie twoich byłych dziewczyn,
zamiast dobrze je wypieprzyć to głupoty o nich pieprzył,
pikantny dreszczyk żeby w kolorówkach błysnąć,
pozbawiony złudzeń jak gadżetów BMW,
i wiesz co? że mój lexus jest bardziej fair,
niż twój zbity ??? pierdolony fake,
otrzyj łzy jesteś kozak, odzyskaj twarz,
książę wie że próbujesz się tłumaczyć na wspak,
a dla blokowych ekip ty nie jesteś żaden gość,
oni stojąc pod klatkami wyśmiewają twój gniot,
więc kiedy łbie zrozumiesz że zabiłeś ich marzenia podły komercyjny psie, ty nie trzymasz z hip-hop'em nie,
otwórz oczy jeśli chcesz być prawdziwym daj sobie z tym spokój,
to historia bananowca co chciał więcej zjeść starej kurwie tedzikowi nikt nie mówi cześć...

Ref :
Dlaczego Rewers kurwą jest?
Dlaczego Rewers kurwą jest?
Dlatego...
Dlaczego Rewers kurwą jest?
Dlaczego Rewers kurwą jest?
Kurwą jest... x2

3. Chciał być panem Tadeuszem naszych czasów lecz się spalił,
głupawymi 16'stkami chciał was nabrać i nawalił,
więcej szmalu już z legalu i podzięki od swych fanów jemu to nie wystarczało, zaczął dawać dupy, gdzie? w Vivie,
za pieniądze robił z siebie małpę, nie śmieszył mnie,
tam dorobił parę stów platyny nie zdobył znów bo fani nadzwyczajnie odwrócili się i już, takich spraw TDF jest więcej z tobą w tle, nigdy w życiu nie powinien on zadzierać ze mną nie,
ja pamiętam lata temu w Drawnie laliśmy z Kozaka,
dziś w 2010 ciebie tam nie będzie spadaj,
bo wszystko się zmieniło, nie jesteś moim kumplem i rozumiem że nie chcesz grać koncertów tam gdzie wesz, przykro mi,
wilczy bilet przez twój diss, i dziś nie powiem peace,
wiesz co teraz ludzie mówią? poczuj gniew, boisz się, na terenie japońskiej ambasady chowasz się, nie kochałem cię jak brata ale źle ci nie życzyłem, dziś życzę ci najgorzej kurwą jesteś, będziesz, byłeś...

Ref :
Dlaczego Rewers kurwą jest?
Dlaczego Rewers kurwą jest?
Dlatego...
Dlaczego Rewers kurwą jest?
Dlaczego Rewers kurwą jest?
Kurwą jest... x2

Drogi Rewersie ja wiem że te kawałki cię stresują na maksa,
prujesz się ciągle że nazywam cię kurwą, posłuchaj numeru może zrozumiesz, może poczujesz dlaczego jesteś skończoną kurwą właśnie o tym jest ten numer, a poza tym to tylko biznes, czysty biznes skończona kurwo...
teraz już wiesz
Dlaczego Rewers kurwą jest...
Dlaczego Rewers kurwą jest...
Dlaczego Rewers kurwą jest...
Dlaczego Rewers kurwą jest...
1.Znam wielu tych zakompleksionych typów marnych,
Każdy z nich żyje w przeświadczeniu że jest kurwa słaby.
W życiu ciągle trzeba walczyć, i to jest jedyna prawda.
Niewykonalna misja jak z psami walka w klatkach.
Nic nie muszę udowadniać, wiem ile jestem wart.
Bez, marnej pozerski, dla pozerów leci fack.
Jestem facetem hetero w żyłach czysty testosteron.
Czarny charakter, oni nienawidzą mnie za szczerość.
Jedni chcą mieć fejm i w każdym klipie mieć swój ryj.
Proszę zabierz mi fejm, bo wole tu spokojnie żyć.
Przybijam pięść, kilka zdjęć, daj mi odetchnąć.
Chce spokojnie wypić wódkę i posiedzieć z mą kobietą.
Jestem fanem moich fanów, nad tym wersem się zastanów.
Bezgranicznie oddany, ale jebać psychopatów.
Ziom, gdzie jest mój dom? Kurwa chuj cię to obchodzi.
Oddaję się na płycie nie chcę żebyś w życie wchodził. (Ej)

Ref. Znienawidź mnie i połam markera.
Wypierdol moje zdjęcie ze swego portfela.
Jeśli jesteś psychofanem, ja widzę cię z daleka.
Możesz kupić mój rap, lecz mnie nie obejmuje cena. /x2

2.Kolejny raz, mówię wprost, jak żaden inny.
Bo przed tym się stracę, słuchaczy, nie mam kurwa schizy.
Jesteś normalny to wiesz że do ciebie nie gadam teraz.
Każde słowo leci do tych co mają najebane we łbach.
Oni chcą mieć mój numer i dzwonić do mnie jak to kumpla.
Obcy koleś mówi „Ziom na melanż się ze mną ustaw”.
Chcą odwiedzić mnie w domu, kurwa mój dom to nie skansen.
Pal gumę z taką gadką, zostaw mi życie prywatne.
To mnie nie śmieszy bardziej mnie to przeraża.
Ty nie czaisz tego że w mych oczach robisz z siebie błazna.
Moi fani jadą ze mną wszystkie wersy na koncertach.
Na scenie jestem dla nich, tylko dla nich w stu procentach.
Dobrze wiedzą o czym mówią, mają ułożone w głowie.
Jestem normalnym typem, nigdy nie chciałem być bogiem.
Jedyne o co proszę to zdrowy rozsądek.
Jebać psychofanów na koncertach i tych przed kompem.

Ref. Znienawidź mnie i połam markera.
Wypierdol moje zdjęcie ze swego portfela.
Jeśli jesteś psychofanem, ja widzę cię z daleka.
Możesz kupić mój rap, lecz mnie nie obejmuje cena. /x4
O panu Tralalińskim...
Raz i... raz i... dwa

A... Abra abrakadabra...
Abradabra DAB...

Gwoli przypomnienia, magicznego uderzenia
Choć świat się ciągle zmienia
AbraDAB nie do ocenia
A harcore psycho HIP-HOP pierwsze dziecko psycho-rapu
Nikogo nie uderza po prostu rapu na ratu
Więc startuj
Powiedz jeszcze jaki znak twój
A może do kolekcji
Kartoteki, centrum dysleksji, lekcji
Udzielam nie ja
Produkuje swoje tralalalala
U stóp bram stoję i słucham, bucha
Stylu twego straszna zawierucha
Patrzę na to okiem, staję bokiem
Nie cofam się ni krokiem
Bo miejsca jest dla MC coraz więcej
Jeśli tylko staną twarzą w twarz z przedsięwzięciem
Szukasz celu
Chcesz stanąć obok swoich bohaterów
Pierwszy krok i oto ręka twa sięga po złoto
A co to?
HIP-HOPu raj ojcze daj mi daj
No to graj i przemierzaj go tak jak Filiaes Fog

A a a a Abra abrakadabra, abraDAB, to jest moja magia właśnie tak
A a a a Abra abrakadabra, abraDAB, abraDAB to ja i
A a a a Abra abrakadabra, abrakadabra, DABabra i
A a a a Abra abrakadabra, abraDAB, to jest moja magia właśnie tak

Raz, dwa i sprawdzaj, poruszaj, rozkruszaj
Zdobywaj szczyty nie zdobyte
Okryte zachwytem
Olśniony rozkwitem, ze słowem dolomitem
Ramię w ramię stań z abraDABem monolitem
Hmm, tu i ówdzie widzę brzydkich ptaków chmarę
Polujących na ofiarę
Czy mam może senną marę
Celem Spartakusa dziś wiedziony
Żądam od was nie korony
Lecz wolności ujarzmionej przez większości
I jak głosić trzeba
Do nieba ten, co rymu nie olewa
A do końca wcale nie jest blisko
Około coś jak stąd do San Francisco
Więc lewa i prawa
Pożyteczna zabawa , bo:
HIP-HOP jak lawa
Z wierzchu twarda i plugawa
Lecz wewnętrznego ognia i sto lat nie wyziębi!
Tak mawiają pewni MC pewni
Pewnej przepowiedni i abraDAB

A a a a Abra abrakadabra, abraDAB, to jest moja magia właśnie tak
A i a i a i a Abra abrakadabra, abrakadabra
A a a a Abra abrakadabra, abraDAB, to jest moja magia właśnie tak
A a a a Abra abrakadabra, abrakadabra, DABabra, DABabra
A a a a i a i a i a i a
A a a a Abra abrakadabra, abraDAB, to jest moja magia właśnie tak
Ref. Daję Ci ten tekst proszę weź
Przyjmij to choć tak skromny jest x2

Co mi daje szczęście to kolejny dzień z życia
Krok za krokiem przy wspaniałych rytmach
To że każdy ranek zaczyna się z kobietą
Której oczy widzą świat pomalowany tęczą
Przez to nauczyłem się doceniać
Każdy łyk powietrza czy przeznaczenia
Złych chwil jest mniej gdy mniej o tym myślisz
Wiesz co myślisz to Ci się ziści
Co daje szczęście to że ja pomagam szczęściu
A z takim podejściem można stać w miejscu
Gdy świat się rusza to daj przejść mu
Bo samemu iść byłoby bez sensu
Twój zwykły uśmiech daje mi energię
Czerpię z niej moc która emanuje ze mnie
Dajesz mi wiele więc chcę Ci to oddać
Usiądź wygodnie posłuchaj i zobacz

Ref. Daję Ci ten tekst proszę weź
Przyjmij to choć tak skromny jest x2

Co mi daje szczęście to ten Twój optymizm
Że liczy się praca dopiero potem wynik
Że w każdej chwili razem jesteśmy silni
Siła tkwi też w tym aby każdy znał limit
Co mi daje szczęście to te pióro w ręku
I że piszę to dla Ciebie to co mam w sercu
Wiesz że muzyka koi każdy nastrój
Więc piszę to i mi nie szkoda czasu
Tak bym mógł więc też tak robię
W Tobie widzę to czego naprawdę nie mam w sobie
Ale wiem że mi powie że tak naprawdę o to chodzi
Skrzyżowanie ludzi bo taki człowiek
Nie ważne że słyszą to inne uszy
Nie ważne że to słowa ale to naprawdę kusi
By napisać to teraz i mieć to na zawsze
Bo to więcej niż ja na tej wypełnionej kartce

Ref. Daję Ci ten tekst proszę weź
Przyjmij to choć tak skromny jest x3
Ref.Otworzysz oczy wiesz co światem teraz rządzi
Nagie anioły opętały nas i nie ma dokąd biec.
Otworzysz oczy wiesz co światem teraz rządzi
Byle z kim, byle szybko, byle gdzie jeśli forse masz spełnisz każdy sen.

1.Bo początek był taki bez gadania plemniki,
Na trawniku zostały mojego seksu wyniki,
Choć ta chwila trwała krótko i ulotną była,
To w pamięci mej została w pałe mi się wbiła.
Potem szło mi jak z płatka były czasy rock and roll\'a,
Na prywatkach kolejno były Anka i Ola,
Byłem bystry,bajer miałem niczego.
O miłości,o gwiazdach taki byłem kolego.
Teraz czasu się zmieniły,
Nikt nie smęci już o gwiazdach siadaj tutaj mała,
No i jazda tibidi jazda, koniec wieku,
Nie ma żadnych ideałów nikt nie prawi o miłości tamtych starych banałów.
A czternastki to się wstydzą wianka,
Nie ma mowy o wierności i to nie jest wzmianka,
Jak nie wierzysz,
To poszukaj na ulicy nie urzyczysz w tym wieku prawie żadnej dziewicy.

2.Kiedyś wolną miłość można było uprawiać tirliba, tirliba,
Spokojnie się zabawiać,
Teraz trzeba uważać,
Dużo więcej strachu, gdy dopadnie Cię HIV,no to lecisz do piachu.
Jestem gość kumaty,
No i wymyśliłem w wannie że zostane chyba przy jednej pannie,
Tirliba, tirliba wymyśliłem w wannie,
Tirliba, tirliba jutro ide do Wandy.
Więc kupiłem co trzeba, grubo wale \"Witaj Wandziu !\",
I od razu wyczułem że w jej chacie leci gandzią.
Ale to nieważne, w każdym bądź razie już za pare chwil byliśmy w wielkiej
ekstazie,
Ja bym tak z Wandą tak mógł tiriba do rana,
Ale ona wali do mnie \"spadaj zaraz będzie stara\",
Więc się wkurzyłem dokładnie,
Miałem być jeden, myśle pogadam albo sam już nie wiem.

3.Aniele opętałaś mnie,z Tobą tylko chce spać aż po samą śmierć.
I nie mów mi byle z kim byle szybko, byl gdzie,
Tak nie spełni się Twój wymarzony sen.
Nagi aniele opętałaś mnie,z Tobą tylko chce spać aż po samą śmierć.
I nie mów mi byle z kim byle szybko, byl gdzie,
Tak nie spełni się Twój wymarzony sen.
Ref.
Nie mam czasu umierać zmieniać się nie licz że odejdę
Odwaga pcha nas przed siebie
Zależy tylko od ciebie
Czy się na nią zdobędziesz
Pozostaniesz na tym świecie
Czy za wcześnie z niego odejdziesz

Czy jest zawsze dobrze cudownie świeci słońce
Czy zawsze tylko trzeźwo na zjawiska patrze
Zawsze z szacunkiem do siebie bo przecież
Jak bym ćpał to bym niszczył siebie sam
Mam obowiązek żyć pełnia dni
Zapewnić godne życie sobie i bliskim
Być człowiekiem silnym by nie skończyć na ulicy
Mam obowiązek pisać dobre rymy kontrolować mikrofon
I to co wychodzi w pełni krytykować bo mam to prawo
Jedno co tak naprawdę chodzi to ta pieprzona jakość
Ej tylu rozmieniło swoje talenty w życia pułapkach
Chcąc skręcić a tam za rogiem już czeka szatan
Jakikolwiek chłopak nie bierz tego dosłownie
To dragi głupota co jest nim to nie jest istotne
Ważne że jest gdzieś i czeka cierpliwie
Gdy zaczniesz żyć chciwie on zabierze cie
Nie pytaj co jest istotne chyba tak naprawdę
Zdrowy rozsadek szacunek do rodziny
Bo tylko ja masz tak naprawdę
I z nią odważnie radze sobie
Z tym życia bagnem przyjaciel taki który słucha
Przez trzeźwe nie brązowe oko

Ref.

Wszechobecna rzeczywistość skażona brudem
Oderwanie się od niej praktycznie graniczy z cudem
Przychodzi z wielkim trudem wymaga poświeceń
Nie sugeruj się tłumem ludzi będzie jeszcze więcej
Patrz się na siebie staraj się być człowiekiem
Bierzesz przykład z tych na których najbardziej ci zależy
Oszukasz ich a każdy z nich nie uwierzy
Już w żadne twoje słowo postąpiłeś bezpardonowo
Życie nie potraktuje cię ulgowo
Wtedy mogą cię dopaść wyrzuty sumienia
Dziwisz się to z braku zadośćuczynienia
To się będzie za tobą wlec próbujesz szybciej biec
Uciec od tego koszmaru to jak sen na jawie
Nie mam zamiaru utracić daru jaki otrzymałem
Pogrzebać talentu który tak długo szlifowałem
Wciąż nad nim pracuje to styl który ukazuje
Moja osobowość mój sposób bycia
Co procentuje na przyszłość na najbliższe lata
Mojego życia to mnie urządza z góry
Jednak wszystkiego nie przesadza
Odczuwam to jak brak pieniądza chcąc nie chcą
Żyjąc z miesiąca na miesiąc dobrze o tym wiedząc
Czując to codziennie się z tym budząc
Się nie podłamując po dzień dzisiejszy
Śmiało o tym rymując

Ref.

Jak można zostawić cześć siebie na tym świecie
I odejść jak nie po kolei trzeba mieć w głowie
By zrezygnować ja będę walczyć i wygrywać
By zakładać sobie cele i ich szczyty zdobywać
Inaczej ta ławka schodowa klatka zostanie ze mną
Do końca świata a chce spokoju przepięknej żony
Która nie ma pustej głowy przyjaciółki
Z która można mówić wszystko i spędzać wieczory
Popatrz dla mnie najważniejsze bezpieczeństwo
Święty spokój a szaleństwo pokazywać tylko
W rymach gdy tłusty bit a bit maszyna
Mieć coś w domu ja i rodzina prywatność
Za własne czyny odpowiedzialność
Z życia wygranych radość
Te światła miasta będą świecić
Bo energii pełne wolne
Od zazdrości prosto bijące serca
Modle się o szczęście kocham tych z którymi
Od zawsze na ta drogę która idę patrze
Wiem że czasem jestem nieprzyjemny
Ale bo gdy są problemy czynnik obronny
By nie zwariować potem jest normalnie
Kocham słońce kocham kochać
Kocham dobry rap kocham szacunek
Szanuje miłość kocham wiatr latem
Kocham wieczory z dziewczyną
Jestem sobą kocham siebie
Pieprze co sobie myślicie
Mimo wszystko co jest tutaj
Kocham życie

Ref. x2
..w tle codziennych zdarzeń w mieście...
...słuchaj uważnie a poznasz go po tekście...
...tyle jesteś wart ile możesz od siebie dać...
...do tych którzy chcą iść przez życie...

To nie hit z telenoweli w stylu ona i on
To nie kit z infantylną sytuacją, jebać to
To o międzyludzkich więzach i uczuciach zwykły song
Życie, nieszczęśliwa miłość lot upadek uczuć, zgon

Taka zgrabna ona przesiąknięta euforią...
Na jej widok nawet mi by sterownik pierdolnął ...
Ona na spacerku z pieskiem, on się pręży przy nadziei.
Widzi jak odbiera dług od drobnych złodziei.
Wtedy pewnie nie znał ceny za związek z tą panią...
To nie jego półka więc powie jej „siemano”.
Chłopak z drugiego roku, doznał szoku i odpadł,
Ta scena go przerosła jakby niewiarygodna...
Wpadła mu w oko, widzi w niej matkę swych dzieci ,
Gadał w amatorskim stylu, więc żałuje, wie odleci!
Drugiej szansy może nie być, on myśli o niej stale,
On nie zna jej wcale, kim jest wie doskonale!
Chciałby mieć z nią balet, lecz sprawa go przerasta,
To nie ten typ studentek, które zjadał w centrum miasta!
Zaraz się pochlasta, chciał być całkowicie szczery,
Chciałby z nią za rączkę, na spacery, desery.
Marzy o karuzeli, chłop w innym świecie żyje,
I tak boi się przeniknąć do świata złych dziewczynek.

...ona ...on...

Co by powiedział matce, że skończyła edukację?
Jakie ma kwalifikacje, to że lubi wakacje,
Nieskończone atrakcje że wciąż miewa fascynacje,
Pociąg do szybkiej jazdy, chłop łapie palpitację (serca),
Gdy znów ją spotyka, gdy mija ją –cierpi.
Promienieje jednocześnie, umiera to szczęście,
Które nie trwało wiecznie. Już wie gdzie ona mieszka,
Wie że ktoś ją zbeształ- rozmazany tusz na rzęsach.
Strasznie wymięta kiecka, przydałaby się chusteczka
Niezgrabnie wyciąga, rękę w jej kierunku,
Z ratunkiem w pakunku- to zapachowy „velvet”.
Ona odtrąca tę rękę i przyspiesza- już biegnie!
On wygaduje brednie na przerwie, podczas zajęć.
Z kolegami z roku nie chce pić, i nie przestaje
Myśleć o dziewczynie, swej księżniczce- on jej giermkiem
Ślubuje jej wiernie , że „gdy ona na mnie zerknie”,
Zrobię wszystko, nie odejdę, byle tylko mnie przyjęła.
Nie chce wiedzieć nic na temat- żadnych szczegółów z przeszłości.
Czy jej faceci prości, czy brutale ze szmalem,
Co w głowie mają tylko siłownie i solarę?
Ja tak ją traktowałem.. Mówi jej ex ja mam talent:
W przedłużeniu męskości, spod znaku bmw,
Z marzeniami o mafii i o jak najgrubszym balu,
Rzucona bez żalu, na pożarcie jak ochłap ,
Musi sama se radzić, z pułapki chce się wydostać,
Może chciała by się spotkać z prawdziwym uczuciem,
A nie z typem „macho” przeżyć nowe katusze.
W rozmowie z psiapsiółami, mówiła: ja tak muszę!,
Wiem że się duszę, ale płaci, utrzymuje,
Tylko w tę cenę wlicza też bycie z strasznym chujem

...ona ...on...

To nie hit z telenoweli w stylu ona i on
To nie kit z infantylną sytuacją, jebać to
To o międzyludzkich więzach i uczuciach zwykły song
Życie, nieszczęśliwa miłość lot upadek uczuć, zgon

A po trzecie jakoś leci, dzień po dniu nasz amant ginie,
Przemierza supermarket i wciąż myśli o dziewczynie,
Na co wydałby stypendium by przeżyć piękne chwile,
Rajcowne pończochy do nowiutkiej pary szpilek,
Jeszcze zestaw szminek, dla niej wszystko co najlepsze,
Gotowy jest na grę: na wytyczne , niebezpieczne...
Dobre wino plus świece trzyma w domu od dawna,
To jest taka okazja, niezwykła chwila ważna,
Ale jak ją zaprosić? Czy na kolanach prosić?
Boże dopomóż, nie wiem co ja mam zrobić!
Mija chemię, drogerię, skręca w działy z nabiałem,
Wtem oko w oko jeb! Spotyka się z jej ciałem...
Wpadając na nią nagle nie aniele, lecz diable.
Cześć jestem Jacek! Kilka razy cię mijałem,
Ona w śmiech, co maskuje jej chwilowe zmieszanie!
Towarzyszy jej kumpela, we wskazującym stanie,
Znacząco pociąga nosem, ledwo na niego zerknie,
„daj se spokój chłopaku odpierdalasz komedię”.
Tak stał chwilę biednie zbity z tropu, przegrany,
Tlenu zabrakło, jakby biegiem zdyszany.
Przylgnął do ściany jak do posągu bogini,
Obserwuje zrozpaczony, jak oddala się w mini.
Syty upokorzeń chciałby zawyć, bić na alarm,
Krzyknie za nią „czekaj!” Wtem rozlega się hałas...
Bach! Zatrzymana przez ochronę na kradzieży,
Chwila nieuwagi i nie może w to uwierzyć,
Że będzie jeszcze gorzej, że ma kiepski życia wzorzec.
Dobrze wie że naćpana koleżanka nie pomoże!
Nie ma czym płacić fanty wyrafinowane:
Zapachy rodem z francji, i z koronką kilka szmatek.
Ściemnia, cierpi niedostatek, to jej debiut daj mi szansę!
Płacisz lub dzwonimy, takie procedury, jasne?
I co tu zrobić z hajsem on już wie na co przeznaczy!
Te kilka stów, dla niego nic nie znaczy.
Bo wie że w tym momencie, on będzie jej księciem.
Gdy przejedzie plastikiem po czytniku, masz w prezencie!
To ode mnie, jestem Jacek. Siemasz, pamiętasz?
Nie dziękuj mi drobiazg... Już idziesz? Chcesz się żegnać?
On pewnie myślał skrycie, że odmieni swoje życie
I jej przy okazji. Puścił wodze fantazji!
Po raz kolejny rozczarowanie poczuł,
Dorosłemu facetowi napływają łzy do oczu...

Ona i on
Jebać to!
Zwykły song!
Uczuć zgon!
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo