Popularne piosenki. Polski Hip Hop

(Ry23)
W moich żyłach płynie krew świeża, nawija Ry Ave Cezar
Miotacze słów znów ustawieni są na wieżach
Wiesz, że mam to czego pragnie pół Polski
Bo kiedy gadam stoisz we własnym gównie po kostki
Miasta, wioski, aa... nie istotne
Białystok, Poznań gra wam dzisiaj HardDobranockę
Konkurencja wciąż wysyła za mną list gończy
Bo ten rap to bomba, która pozbawia ich kończyn .

(Oldas)
Znajome mordy wokół mnie gdy to pcham ze stylem
I widzę uniesione dłonie mówiąc 'walcz z festynem'
Zapamiętaj ksywę, potem rzuć ją na bloki
Niech znają komitywę między Pe do eN i Białymstokiem
Pięćset kilometrów, ale jeden hip-hop
Bo chodzi tylko o ten gruby styl jak (?)
Gramy to z sercem, wkładamy coś więcej
Niż w chuja w tą grę, oddajemy co najlepsze .

(Koni)
Jeśli kochasz to co robisz, zwykle nie jest to pracą
Talent nie idzie w parze z wysoką płacą
Ehe, te starania tu nie wiele znaczą
W rapie nie wystarczy być łysym jak Gorbaczow
Świeża krew płynie między blokami
Razem działamy, między nami nie ma granic
Tu swoich się nie rani, tej, to wiem na pewno
Nikt ci nigdy nie da nic za nic, chyba że wpierdol .

(Kubiszew)
To rap który na podwórkach ma się znakomicie
To żywy dowód tego, że tu każdy kocha życie
Nie próbuj oceniać, bo się nie da żadną miarą
To życie ludzi, którzy przez nie idą pełną parą
Ja pierdole stereotyp, biorę życie w swoje ręce
Nie chce widzieć jak spierdala, chce od niego czegoś więcej
W moich żyłach płynie świeża krew - siła nie zamuła
To Kubiszew, DrugaStrefa, to Białystok i Fabuła .

(Konradziwo Fabuła)
Świeża krew mocno rusza, masz to w swoich uszach
Bit cię ogłusza, wali tak mocno, że ścianami aż porusza
Mnie to rozjusza - pobudza do działania
W kooperacji nagrania z Białegostoku do Poznania
Dosyć bujania w obłokach, popatrz
Jesteśmy tu i teraz, czternastu chłopa jak wejście smoka
Wszyscy są w szokach, wzywajcie kardiologa
Na Boga, palpitacja serca ogólna krajowa

(Sheller WSRH)
Kojarzą nas źle, zresztą zawsze tak było
Kiedy my robimy hałas cała reszta siedzi cicho (Cicho)
Licho nie śpi, licho z nami tańczy
Nie oddaje szans, z krwi i kości Poznańczyk
Jak rój szarańczy wróżę lipę twoim klonom
Niezależnie jaki status działa w podziemiu jak John Connor
I niech się pierdolą Ci co niby lepiej wiedzą
Poznań, Białystok - jeden rap, jedno niebo .

(Kobra Fataem)
Świeża krew, mimo że stężenie alko zbija z nóg
Bo gdy wbija tu Białystok Miasto Grzechu wpada w cug
Wasze zdrowie, kolejny pous kat idzie w kraj
Siema Polska, tu każdy wie, że mamy ten vibe
Czwórka poszła, dzielimy te szesnastki na pół
Nagrywamy to i wyciągamy flaszki na stół
Skurwysynu, Ci MC jeszcze w chuj namieszają tu
Bo szczają na hejt i czają flow, mają skill synu .

(Bezczel Fabuła)
Ulice w wersach, wersy z ulicy - vice versa
Wiesz co się liczy, Szacunek Ludzi Ulicy w sercach
Hołd B-Boy'om, Writer'om, nie Ksero Boy'om, Bajter'om
Co się nie boją, raperom, zespołom, DJ'om
Co biorą to serio i robią to serio pod swoją banderą
Ze sporą aferą, nie Doniom, Liberom
Kondonom, pozerom, to horror i terror (Włącz synu play!)
BeSTeOKa, Fabuła i Wuchta Wiary Tej .

(Mrokas Aifam)
Mroookas to energi wulkan
Jesteś z nami, bo tu dobrej Wiary Wuchta, w gardło wódkę lej
Mroookas na życie plan mam, do świadomych rap gram
Do twojej psychiki robię włam
A ty jaraj się tym, jaraj, mordo złota
Dla ciebie rap robota, najwyższa jakość, nie jak szmata z Croop'a
Daj mi Montane wytaguję całą ścianę
Że Białystok z Poznaniem rozkręca w twoim mieście balet .

(Paluch Aifam)
Przybijam pięć, sześć, przybijam siedem
Dajemy więcej niż rap, dajemy siebie
Białystok, Pe do eN - dla słabych mamy knebel
Miliardy rymów, hektolitry juchy świeżej
Pływamy w niej, naturalne przeciwciała
Serce sceny, kondycja nie do zajechania
Jadę na bezdechu, cięte zwrotki zjadam
Trochę pokory, kurwy, wszystkie łajzy na kolana .

(Poszwixxx Fabuła)
Kiedy serce się wyrywa, skacze adrenalina
Systemy aort zasila świeża hemoglobina
Pompują krew komórki, osocze
Z tych sześciu litrów krwi w nas, litr stanowi czterdzieści procent
Pulsują tętnice, 96' BPM
Dopamina naszym mózgom dostarcza świeży tlen
Nie ma co psuć krwi, hejt po chuju spływa
Jedziemy na grubo, a kurwy już rozkładają drogowy dywan .

(Słoń WSRH)
Zostawiamy po sobie dym, zgliszcza i popiół
Lęcą cegły ze stropu, oto dr Octopus
Trzymam majk jak topór, z nieba spada deszcz ropuch
To zwiastun apokalipsy pseudo gwiazd hip-hopu
Przygotuj się na ból, sika czerwona fontanna
Trauma - przebijam mózg z uśmiechem klowna
Przeklęta kompania, zjednoczona armia
Jeśli polski rap umiera to jestem jak nekromanta .

(Ede Fabuła)
Z majka na nośnik, to rozkurwi ci głośnik
Dwa miasta w gotowości, brak oznak litości
Brat, moc znajomości, mamy PDG i Aifam
Jak SLU, WSRH kolabo F do A
Poznań, BeSTeOKa, Polska płonie żywym ogniem
Bujamy każdym blokiem, aż szyby lecą z okien
Tu nie przejdą bokiem stopy, werble i basy
W powietrzu wisi flow, już szaleją sejsmografy .

(Gandi Ganda PCP)
Sprawdź na bicie wyskok, dziś Poznań i Białystok
Zapierdalamy after po koncercie pijąc czystą
Whisky, wódę, rudą, prosto w ryj joint na grubo
Stawiamy czoła trudom, te dwa miasta co się lubią
Nie gubią się w temacie, tutaj macie przykład, sprawdźcie
Będziesz wiedział, że to my, bo jak włączysz zgubisz papcie
Dobry bit, szczery rym, prawda w wersach nie jak w Fakcie
Zamiast bawić się pierdolisz, więc nie pierdol tylko baw się .
[Załoga]
Wszyscy bracia razem, załoga JLB,
ja i moi ludzie wspólny mieliśmy chleb.
To jedna krew, zasady, honor, duma,
wszyscy za jednego, tak się ekipa trzyma.
Nikt nie zapomina, ta przyjaźń to jest dar,
nie ważne czy deszcz czy z nieba słońca skwar.
Ja gram w tej lidze już ładnych parę lat,
brat Szacunek do ludzi, kręci się dalej świat [ha !].
IM w oczy wieje wiatr, sprzyja nam fart,
same pocieszne mordy, zachowana twarz.
Razem pokonamy każdej drogi trud,
BRATERSTWO HEMP GRU od narodzin aż po grób.
Nie znamy się od wczoraj,
wiadomo kto jest kto.
Nie ważne jaka pora, braterstwo trzyma ziom.
Jedność to nasz broń, nierozerwalna więź,
słuchasz procedera, trylogii trzecia część.
Kaczy ZN, Bilet PP, Pe i Y, E znowu przejmuje ster.
Postawimy monolit, łączy nas nie tylko wers,
nie tracimy kontroli, w życiu zawsze gramy fair.
Ide po swe, tu gdzie świt sprawia że marzenia giną,
Koneksja mą siłą, szczera, braterska miłość.
Choć lat przybyło to nadal z kumplami trzymamy sztamę,
niech tak zostanie na zawsze przygoda życia jest darem.
Panie prowadź, to dla mnie droga,
niech dalej wola się twoja wypełnia zawsze,
nawet w tym darze słowa.
Armia gotowa, by docierać do mózgów,
z ulicy rap, old school czy new school.
Jesteśmy rozsiany, lecz mamy wspólny korzeń drzewa ziom,
działamy na odległość, jeśli trzeba.
Wiesz o co biega brat ? Odnajdź równowagę
obróć w realny cel, każde ze swych marzeń [oo].
Tysiące zdarzeń za nami,i na poważnie tu gramy,
Braterstwo Lojalnosć Jedność i szczerość wraz z wersami.
Miejski sort z wami, uliczny rap z ziomami,
Cała załoga razem, łączone style dla nich :

JJLB to nasz wspólny głos!
JJLB to wielka siła ziom!
Prawdziwy Hip Hop robiony nad Wisłą
Zjednoczone grupy tworzymy rzeczywistość
[x2]

Z każdej strony Polski leci wspólny przekaz,
w końcu odnalazłeś to, na co czekasz.
Nie ma co narzekać, jest dobrze, zajebiście,
tworzymy rzeczywistość, a pierdolimy system.
Na czarnej liście z każdym dniem mniej wrogów,
myśli czyste jak woda, grzechy zabiorę do grobu.
To oczywiste Misters, tabor w miejscu bez ziomów,
Bo pyski przede wszystkim z nimi byle do przodu.
Byle bez kłopotów, co tworzą zamieszanie,
co by się nie działo ja za bratem murem stanę,
Jak naboje naładowane tak kruszę wrastają w beton,
jeśli też idziesz za bratem krew w krew piona elo.
Ja za tobą a ty ze mną w armagedon ogień,
z HG bite żółwie, jeszcze raz to powiem.
Ja robię swoje i w twoje się nie wpierdalam,
Dix37, HG tu gdzie miłość, nadzieja, wiara.
Prawda stara, od zawsze na zawsze,
jakość a nie ilość właśnie tak na to patrze.
Znaczeń, określeń wiele ale sens i źródło jedno,
Przyjaźń bez warunków DIIL GANG to sedno.
I jedno wam powiem, bo przekaz jest jeden,
podpisany własną krwią Kafar Dix37.
Ulica to nie eden, nie przetrwasz tutaj sam,
o braci swoich dbam bo to wszystko co mam.
Nasze ksywy zdobią mury na ulicach naszych miast,
dziękujemy za wsparcie, propaganda DIIL GANG.
Be Er Zet tutaj, militarnie sprawdź ten projekt,
działa jak koka w nas, z braćmi będę robił swoje.
Ja stoję, noszę braci, jedność w sercu,
dzisiaj razem z HEMP GRU składam hołd braterstwu.
Jesteśmy w tym miejscu, gdzie tworzy się historia,
wyrazem szacunku jest z ziomkiem bita piona.
I nim skonam, to ten temat dogadamy,
Joint już sturlany, dawaj odpalamy.
Wszyscy mamy dziary, na mym ciele symbolika,
nuta prawdziwa grasuje po głośnikach.
Zamykam drzwi, Klucz, Droga, JLB,
znikam w oparach dymu, chcesz więcej ?
Połączeni dźwiękiem, mówię stopy tętnem,
Braterstwo HEMP G, życie jest piękne.

JJLB to nasz wspólny głos!
JJLB to wielka siła ziom!
Prawdziwy Hip Hop robiony nad Wisłą
Zjednoczone grupy tworzymy rzeczywistość
.[x2].

(Dawaj ziomuś)
[SCRETCHE]
Okoliczne bandy. Elo!
Garść przyjaciół ze mną
W moim sercu loża honorowa. JJJLB.
W tym zakutym świecie
Pewne jest jedno
Braterstwo
To moc za którą oddam cios
Gramy w jednej lidze tu ważna jest współpraca
Czaisz temat? Za mną ekstraklasa!
Pokój dla ziomali
Dla gamoni muka
Braci się nie traci
Te słowa mówią wszystko
...
Postępuj lojalnie wobec swoich braci
A każdy z Twoich braci szacunkiem Ci zapłaci
To dla audio chwili
Koneserów jak nut w pięciolinii
Niech bas dudni w tej skrzyni
Weź graj tu też niskimi
Dymi się z kolumny aż skwierczą
Stary jamnik, mini-wieża to przeszłość
Wzmacniacz rozhula kolumny z miejsca
Drewno obite materiałem, metr dwadzieścia
Dwa głośniki, głębokie brzmienie
[?] robiony na zamówienie
Nie najnowszy sześcioletni zakup
Pisał ze mną już Funk - dla smaku
Słyszał niejedno, zna nowości
Rozkręcony do granic możliwości
I jeszcze jeden smaczek w nim jest
Ma też radio i RDS
Tylko po co mi to radio, kurwa
W stacjach radiowych śmigają gówna
Nie dorównasz choć marzy niejeden
Żeby włączyć audio, a tam (ha) Ninetyseven
Nie wiem kiedy, ale mam opcję
Włącz Spalonych Innym Słońcem

Stestuj audio, gramofony, mini-wieże, czy iPod
Do tego dodaj alko i sąsiadom powiedz pardon
Stestuj audio, gramofony, mini-wieże, czy iPod
A jak na CD grasz to kup oryginał co by się nie zacinał

Ja mam tu swój soundsystem
Choć w sumie słuchu brak
I choć mam wielką bliznę
To rap cisnę właśnie tak
Nie zabronisz mi ty wcale
Nie zabronisz mi, idź dalej
Nie zabronisz mi więc zobacz
Sztuczny jest słuch i brak zdrowia
To nie przeszkoda, to mój akt
Puść to siostrze lub bratu
Może któreś z nich rozpozna
Że Pjus słyszy lepiej od was
Bo choć masz audio w Audi
[?] słuchaj egzamin
I tak jestem lepszy, zgadnij
Bo Pjus słucha czym? audio
[tylko tekstyhh.pl]
Stestuj audio, gramofony, mini-wieże, czy iPod
Do tego dodaj alko i sąsiadom powiedz pardon
Stestuj audio, gramofony, mini-wieże, czy iPod
A jak na CD grasz to kup oryginał co by się nie zacinał

Audio old-school'owiec, będę szczery
Walkman'a nosiłem jeszcze w '04
Kasety w kieszeni plątały się zawsze
Zawadzały o nie klucze, nakrętki i kapsle
Więc Święty pożyczył mi discman kiedyś
Przejebane, jeden bieg na przystanek, uwierzysz?
Zepsuł się, to za zdradę walkman'ów
I do dziś nie wiem kurwa co ściemnić Świętemu
Mniejsza o niego, on ma dobre Carbio
Powiem wam jeszcze co rozumiem przez audio
Gdy młoda dama ma powyższe dobre
Pogłaśnia się dopiero jak trafi pod kołdrę
Będąc przy tym, co jest kurde poprawne
Zgłośnij, podgłośnij, daj głośniej, czy żadne?
Opinie prześlij na adres alkopoligamia.com
Ja idę zamówić audio

Stestuj audio, gramofony, mini-wieże, czy iPod
Do tego dodaj alko i sąsiadom powiedz pardon
Stestuj audio, gramofony, mini-wieże, czy iPod
A jak na CD grasz to kup oryginał co by się nie zacinał
Diox :
Oni mówią że za dużo pije i pale.
Mówią że umrę jak będę żył tak dalej.
To paradoks, może to nawet pojebane
że najłatwiej się zgubić gdzie najtrudniej się odnaleźć .
Każdy wzlot powoduje upadek,
ale nie każdy krok generuje zmianę.
Tu gdzie każdy błąd transformuję w karę
daje naukę lub w kość, łamiąc swoją zasadę.
Słyszysz co mówię ? Czy nic nie słyszałeś ?
Słyszysz ? Rozumiesz ? Czy tylko słyszałeś ?
Wiesz ocb, Kebs puść ten kawałek

(Hades) : ''Przesłuchałeś tylko raz to nie słuchałeś wcale''

Niezarobiony sos łatwiej się wydaje
niż ostatni grosz który trzymasz w łapie.
Moneta dwie strony ma,
świat dwie twarze.
Myśl pozytywnie, nie pozwól sobie oszaleć.

"Ty idź swoją drogą ... "

"Chcesz być kimś ? Bądź sobą."

"Pierdol to, gdy ktoś ma jakieś żale"

"Pieprz zdanie ogółu, miej swoje zdanie"

"Ty myśl pozytywnie, nawet wtedy kiedy jest przejebane"

Pozytywnie .. Koras, Diox, DJ Kebs - Prosto Mixtape.

Koras :
Zawsze możesz zrobić dobrą minę,
ale chuj z taką miną jeśli to nie jest prawdziwe.
W trakcie się okaże że idziesz po szynie,
zaprogramowany przez kogoś bolidem.
Czas potrafi goić rany i kaleczyć,
jad zabija, ale również leczy.
Brak perspektyw może sprawić że uwierzysz
tak że odbijesz się i polecisz.
Patrz na osiedla i ludzi z pretensją,
ilu z nich ma takie możliwości jak Ty.
Narzekanie kojarzę z umysłową impotencją,
założone ręce czekając na lepsze dni .
Czasem żeby coś zbudować, trzeba zburzyć,
lepiej zimną krew zachować niż się puszyć.
Szanse łatwo zmarnować, ale jak się nie ruszysz
by zaryzykować możesz ją przepuścić.
A o to stan haelucynogenny
stan stąd odległy chyba posępny
a oto stan haelucynogenny
oo odizolowane rapy foremne
A o to stan haelucynogenny
stan stąd odległy chyba posępny
stan stąd odległy chyba posępny

Płyta ta rap to nie jednolita planetoida
czuj zwyczajnie i nie pytaj i nie wnikaj
oto hel galaktyka apstraktuje karykatura
bitu tu nie zabite sęki
spod niespokojnej ręki
leją sie szkiełkiem powiginane ksiegi
umysł masz tęgi siegnij imaginacji potęgi

A o to stan haelucynogenny
A o to stan haelucynogenny
oo odizolowany rapy foremne
A o to stan haelucynogenny
A o to stan haelucynogenny

[sens tu niby ninja
pojawia się i znika jak wątek u Davida Lyncha] x2
[sens tu niby ninja
pojawia się i znika jak wątek u Davida Lyncha] x2
I księżyc wita mnie zza kraty
Marzę aby wolnym być – nic poza tym.
Ból, smutek, żal – wszystko przy mnie
Chciałbym zamknąć oczy i otworzyć je gdzieś indziej

Kali:

Co jest grane? Co ja tu robię?
FIkoł na sztywno, kojo, kraty w oknie
W kółko to samo, ciągle kręci betoniara
Trzy i pół kroku dzieli od ściany ściana
Na blacie pojara,
Jest,
czarny chleb i kawa
jest,
Czy to sen czy jawa,
Gdzie są kurwa me prawa?
Pamiętam to, znam to, byłem tu, wróciłem
Przeliczałem czas na minutę i godzinę
Ściany zaciskają się jak na szyi pętla
Smak niewoli gorzki, dusi fetor piekła
Jakim czynem zasłużyłem na tę chwilę?
Czy to kara za lolka co go przed snem spaliłem?
klapa, klapa, jest umundurowany lokaj
Cisza, gad nie otwiera oka
Pucka, pucka, bratku daj znać, że jesteś
Cisza, co to za opuszczone miejsce?

I księżyc wita mnie zza kraty
Marzę aby wolnym być – nic poza tym.
Ból, smutek, żal – wszystko przy mnie
Chciałbym zamknąć oczy i otworzyć je gdzieś indziej

Egon NON:
Odbierz puckę ziomuś, jestem tuż za ścianą,
Słyszysz głos człowieka, co by się nie działo
Sztywno w kilku siedzi, albo w pojedynkę
Dźwięki izolatki, w sercu wciąż mam iskrę
Wiara w te zasady wpojona już z wolności
Co by się nie działo, szanuj swe wartości
Co dzień na oriencie, administracji wkręty
Jestem nieugięty – znam już ich patenty
Trzymaj się ziomeczku, ta noc jeszcze długa
Księżyc wita mnie – czy uwolnić mi się uda?
Krzyk ludzi, brzdęk więziennych kluczy
Życie dało w kość, a jednak czegoś uczy
Brak litości, hades polskie piekło
Przekopani na spacerach – słowo się rzekło
Czasy się zmieniły – nawet starzy miękną
Czy to jawa, czy sen?
Podnoszące się tętno

I księżyc wita mnie zza kraty
Marzę aby wolnym być – nic poza tym.
Ból, smutek, żal – wszystko przy mnie
Chciałbym zamknąć oczy i otworzyć je gdzieś indziej
Czas najwyższy rzeczy po imieniu nazywać
Proszę bardzo, moje alter ego to włamywacz
Nie tai zwykły, mam specjalny wytrych
Swoje sposoby, by pootwierać ludziom głowy
Kiedy zawodzą tradycyjne metody
Możesz pukać do usranej śmierci – nikt nie otworzy
Łeb zamknięty jak pieniądze w banku
Ludzie prześcigają się w zakładaniu nowych zamków
Puk, puk! Nikt nie odpowiada,
Cisza jak makiem zasiał,
Jeśli już na świat patrzą, to tylko przez Judasza
Gerda, Tytan i stalowe sztaby, wówczas ja wkraczam
I tutaj Webber wpierdol jakiegoś włamywacza:
[Puk, puk! –Kto tam? – Elektrownia… Atomowa…
Liczniki sprawdzam!]
I tu wychodzi moja specyfika, że otwieram taki łeb
A jak! I zaraz znikam
Darem drzwi forsuję i czmycham
Zostawiam łeb otwarty jak sklep 24h
Moja rozmetaforyzowana publicystyka
To wspaniały klucz jest żeby zrobić ludziom w głowach rewolucję
I pięknie to wygląda, tylko że jest inaczej
Dziś tak ciężko być dobrym włamywaczem.
Jeśli tylko łeb otworzę zaraz znajdą się
Zamykacze z arsenałem pięknym śpiących wypaczeń
Kiedy zrobię szparę, ktoś zaraz ją zatyka
A propos – pozdrowienia dla Ojca Rydzyka
Każdy mój sukces nazywany jest klęską
A mimo to dobrze być przestępcą.

x2:
W świecie ludzi o zamkniętych głowach
Włamywacz musi się cholernie napracować, wierz mi!
Ludzie są śmieszni, bo zamknięty umysł,
Stał się nie wiedzieć czemu powodem do dumy.

Jestem włamywaczem, to powtórzę znów Ci
Dla mnie sukces to otworzyć w głowie chociaż lufcik.
Niech się wietrzy…
I tak zaraz zatrzaśnie go jakiś amator,
Ludziom w głowach przydałby się wentylator
Bo już naprawdę im zdrowo odpierdala,
Nie dość, że antywłamaniowe drzwi to jeszcze alarm,
Wciąż nowe zamki, w promocyjnej akcji
Trudno drzwi otworzyć kiedy ktoś spuścił klucz do kanalizacji
Umysły tak zniewolone,
Że trzeba je otwierać łomem, są mi znajome,
To jest bardzo ciężki kawałek chleba
Wytrych robi rap, kształt mu nadaje „Łeba” (Webber)
Efekt słyszysz na swoim sprzęcie
Tylko broń Boże nie otwieraj głowy, bo stracę zajęcie!

x2:
W świecie ludzi o zamkniętych głowach
Włamywacz musi się cholernie napracować, wierz mi!
Ludzie są śmieszni, bo zamknięty umysł,
Stał się nie wiedzieć czemu powodem do dumy.
Prosto...

To tysiące absurdów, to setki powodów
To jedna komedia, więc uderz w puchara
Nie poczuwaj się, uderz w puchara

To tysiące absurdów, to setki powodów
To dramat milionów, więc uderz w puchara
Nie poczuwaj się, uderz w puchara

Od rana czułem się jak w Second Life
Bo ta Polska jest jak wirtualny kraj
Po chodniku między psim gównem rajd
Absurdalny jak nasz redaktor Maj
Chcę jakiegoś mielonego zjeść
Na każdym kroku tylko chińskie, kebab
Ale mleczny bar jest
Paździerz w dziurki to menu
Cena w nim na czopek tkwi
Lubię ten Master Mind mówię ci
Ktoś zamawia kluski z cukrem razy trzy
Gestykulując jak by grał w Nintendo Wii
Jem i idę, miasto przypomina mi jakieś sny
Jest niedziela, pusto jak cholera
Te w kubrakach rozstawione gęściej niż latarnie
Jeden czyta, drugi pisze, trzeci zgarnie
To komedia, ten dzień i to słaba
Jak polski komentator w Pro Evo 6 więc dawaj

To tysiące absurdów, to setki powodów
To jedna komedia, więc uderz w puchara
Nie poczuwaj się, uderz w puchara

To tysiące absurdów, to setki powodów
To dramat milionów, więc uderz w puchara
Nie poczuwaj się, uderz w puchara

Obudził mnie dzwonek do drzwi, dźwięk co przerywa sny
Lecz, gdy ktoś się dobijać zaczął każdy wstałby zły
Ta, poranek kojota, głupota dziś nie zna granic
Bo co za idiota o tej porze może tak walić
Zanim wstałem wiedziałem już o stanie tej sytuacji
Znów to żądna sensacji ta zmora z administracji
Oraz jej jamnik w akcje szczuty, wczuta niczym w syndyk
Znów niedomknięte były niby drzwi do windy
To nie zwidy, wychodzę, mijam niby restauracje
Jak się można nie brzydzić jeść tam gdzie były ubikacje
Łapie trakcję, nie zdziwi mnie już nic w tym kraju
Wsiadam a tam kanar wczuwa się w niby władcę tramwaju
Od razu wysiadam, nie gadam, wolę gwar ulicy
Idę a tam niespełnieni teksańscy strażnicy
Tak od rana, patrol niby policji, kanar
Niby syndyk, są na niby, więc uderz w puchara

To tysiące absurdów, to setki powodów
To jedna komedia, więc uderz w puchara
Nie poczuwaj się, uderz w puchara
To tysiące absurdów, to setki powodów
To dramat milionów, więc uderz w puchara
Nie poczuwaj się, uderz w puchara

W taryfie gorąco, chcę otworzyć okno
Szofer kontroluje sterowanie szyb niczym bonzo
W domu nie zerwał naklejek na kiblu i pralce
Piloty ma w folii i dla gości kapcie
Ze swojej Motorolli nie odkleił osłonki
Bo za rok, może ją pogoni
Chyba rozpoznanie szybkie mu zrobiłem dobre
Bo z gazety se nakleił na zegarach wyciętego Ziobrę
Na basenie idę spać na leżaku
Budzi mnie flash z dwóch turystek aparatu
Co jest? chichrają się jakby show dawał sam Laskowik
Skądś je z nam, ale pamięć mnie zawodzi
To wielkie przyjaciółki, są ze sobą razem wszędzie
A łączy je tyle, co mnie z friend'ami na MySpace'ie
Kochasz ten kraj, gdzie wszyscy są komediantami
To dawaj, uderz w puchara teraz z nami

To tysiące absurdów, to setki powodów
To jedna komedia, więc uderz w puchara
Nie poczuwaj się, uderz w puchara

To tysiące absurdów, to setki powodów
To dramat milionów, więc uderz w puchara
Nie poczuwaj się, uderz w puchara
Nigdy podporządkowany zawsze będę się buntował
Zawsze będę walczył, walczył o swoje słowa
Gotowy na wszystko mogę przyjąć porażkę
Do trzech razy sztuka póŹniej Ty mój ciężar taszczysz
Ciernista droga wciąż nowe ostrzeżenia
Nie chce być Syzyfem i dŹwigać kamienia
Lecz nigdy lekką ręką, będę walczył o honor
Wszędzie wodospady wiem że jest stromo
Sporo upadków lecz zawsze się podnoszę
Skończą się porażki ponad wszystko się uniosę
I nigdy nie zawiodę incognito rośnie w siłę
kiedyś dojdę do celu - taką myślą żyję

Ref.x2
Tutaj gdzie jestem mam swoje szczęście
Swoich ludzi i pomocne ręce i nie chce nic więcej
Swoje problemy i życie, którym żyjemy
Ponad wszystko

Te parę rzeczy, które ponad wszystko stawiam
Życia codzienność w metropolii jaką jest Warszawa
Sława niszczy tych wszystkich wewnętrznie płytkich
Los za niski mało wiary i ambicji
Garstka ludzi z którymi zawsze jest o czym pogadać
Dążyć do spełnienia misji i sobie pomagać
Dla wszystkich którzy przez długie lata są mi bliscy
Dla Małolata czego się nie robi dla brata
Nie szata zdobi człowieka czas ucieka
W szybkim tempie dorastać uczą realia miasta
Własna ideologia którą chciałbym zachować
Marzenia dają spokój rozluŹniają jak Joga
Popatrz ponad wszystkich czarne chmury zawisły
Pomalowane mury nieeleganckie garnitury
Za niski cel wybierz czerń lub biel
Ej ja też bym chciał mieć problemów mniej
Zasady twarde złamią niejeden charakter
Ponad wszystko uczucia głębsze niż jakieś przeciętne
Znieść porażkę to wcale nie jest takie łatwe
Społeczeństwo martwe życie mętne ludzie gubią prawdę
Nagle z szarego życia zaczyna być widać
Fałszywe lustrzane odbicia Twego oblicza
Szyta cienką nicią rzeczywistość Cię przerasta
Fałszywa zajawka w Twojej głowie w kurz obrasta
Jasna strona życia - czasem ciemne przeżycia
To nas nie zachwyca kim jestem? - pytasz
Odpowiedzi nie otrzymasz ponad wszystko incognito
klimat Ursynów tu wszystko się zaczyna
Tu początek historii w życiu jak młyn zaklętym
Z nas nie są bohaterzy o których krążą legendy
W świecie bezwzględnym ponad wszystko zachować sumienia czystość
Jak woda przejrzystą każdą bliską osobę nad wszystko cenić
Siła płomieni zjednoczeni od korzeni
Na przestrzeni wieków nieprawdy ścieków
Z których znowu musimy wypić oceany lęków
W centrum uwagi znowu objawi się pieniądz
A my tylko uczucia ponad wszystko ceniąc
Rozmkiniamy zagadki życiowej łamigłówki
Cały czas tańcząc do dŹwięków zepsutej lutni
Topiąc smutki w szklankach wódki
Ludzie życie marnują a my prawdę czując, rymując
Kontrując ataki ponad wszystko znajome chłopaki

Ref.x2
Tutaj gdzie jestem mam swoje szczęście
Swoich ludzi i pomocne ręce i nie chce nic więcej
Swoje problemy i życie, którym żyjemy
Ponad wszystko

Ponad kłamliwe miasto całe życie jest zagadką
Wciąż biegnę do celu nigdy nie jest łatwo wiem że jest twardo
Lecz wyżej poprzeczka zawsze ponad wszystko wyciągnięta zawleczka
Upadek na zakrętach i znowu zło zwycięża
Pieniądz jest fałszywy podziemie to potęga
U boku moi ludzie za nami spalone mosty
Ciekawe co z tej układanki umysły wyniosły
Tor prosty to jakaś pomyłka znowu się waham
Wszędzie są zakręty grę opanował szatan
Ostateczny sąd lecz ja w prawo nie wieże
Same skurwysyny znów na glebie leżę
To walka o przetrwanie by być ponad wszystkim
Ogień zapłonął już wygranej jestem bliski
To wszystko tajemnica zawarta w szarych blokach
W podziemnym świecie nie myślę o kłopotach
Tu znajdę spokój swej duszy dam odpocząć
Najpierw dojdę do celu szybko jak z pieniędzmi pociąg
Trochę wiary w siebie i już będziesz na górze
Lecz to wszystko podziemnie - to jemu właśnie służę
To jemu właśnie służę

Ref.x4
Tutaj gdzie jestem mam swoje szczęście
Swoich ludzi i pomocne ręce i nie chce nic więcej
Swoje problemy i życie, którym żyjemy
Ponad wszystko
1.Znam wielu tych zakompleksionych typów marnych,
Każdy z nich żyje w przeświadczeniu że jest kurwa słaby.
W życiu ciągle trzeba walczyć, i to jest jedyna prawda.
Niewykonalna misja jak z psami walka w klatkach.
Nic nie muszę udowadniać, wiem ile jestem wart.
Bez, marnej pozerski, dla pozerów leci fack.
Jestem facetem hetero w żyłach czysty testosteron.
Czarny charakter, oni nienawidzą mnie za szczerość.
Jedni chcą mieć fejm i w każdym klipie mieć swój ryj.
Proszę zabierz mi fejm, bo wole tu spokojnie żyć.
Przybijam pięść, kilka zdjęć, daj mi odetchnąć.
Chce spokojnie wypić wódkę i posiedzieć z mą kobietą.
Jestem fanem moich fanów, nad tym wersem się zastanów.
Bezgranicznie oddany, ale jebać psychopatów.
Ziom, gdzie jest mój dom? Kurwa chuj cię to obchodzi.
Oddaję się na płycie nie chcę żebyś w życie wchodził. (Ej)

Ref. Znienawidź mnie i połam markera.
Wypierdol moje zdjęcie ze swego portfela.
Jeśli jesteś psychofanem, ja widzę cię z daleka.
Możesz kupić mój rap, lecz mnie nie obejmuje cena. /x2

2.Kolejny raz, mówię wprost, jak żaden inny.
Bo przed tym się stracę, słuchaczy, nie mam kurwa schizy.
Jesteś normalny to wiesz że do ciebie nie gadam teraz.
Każde słowo leci do tych co mają najebane we łbach.
Oni chcą mieć mój numer i dzwonić do mnie jak to kumpla.
Obcy koleś mówi „Ziom na melanż się ze mną ustaw”.
Chcą odwiedzić mnie w domu, kurwa mój dom to nie skansen.
Pal gumę z taką gadką, zostaw mi życie prywatne.
To mnie nie śmieszy bardziej mnie to przeraża.
Ty nie czaisz tego że w mych oczach robisz z siebie błazna.
Moi fani jadą ze mną wszystkie wersy na koncertach.
Na scenie jestem dla nich, tylko dla nich w stu procentach.
Dobrze wiedzą o czym mówią, mają ułożone w głowie.
Jestem normalnym typem, nigdy nie chciałem być bogiem.
Jedyne o co proszę to zdrowy rozsądek.
Jebać psychofanów na koncertach i tych przed kompem.

Ref. Znienawidź mnie i połam markera.
Wypierdol moje zdjęcie ze swego portfela.
Jeśli jesteś psychofanem, ja widzę cię z daleka.
Możesz kupić mój rap, lecz mnie nie obejmuje cena. /x4
PEJA
Nie poświęca mi uwagi jako osobie publicznej,
Chyba, że w przypadku, kiedy jakiś numer wytnę
I nie chodzi o muzyczkę - chcę aferę w tle z Ryśkiem,
wtedy nie szczędzom słów pod moim adresem wymrze,
kiedy mam premierę płyty, jakby się wyrzekli, z tym że,
media nie są wstanie zatrzeć śladów naszej działalności,
nawet jeszcze zbojkotują mój kolejny złoty nośnik,
nie są wstanie nam zaszkodzić i zapewne ich to złości,
dziś brak recenzji jest lepszy niż zła recenzja,
którą w znamym miesięczniku ważny dziennikarz umieszcza.
Był czas, że się spinałem, chciałem wszystkim udowodnić,
przekonać, nie przekonanych o swojej prawdziwej wartości.
Im bardziej spięci tym szczęśliwsi recenzenci,
bo gdy chcą to ci dowalą, bo właściwie ich to kręci,
bo rzetelny dziennikarz, czytaj inaczej - pismak,
ze swego dziennikarskiego prawa chętnie skorzysta,
płytę, słuchał po łepkach i gotowa recenzja,
cała wiedza na mój temat to Google i Wikipedia,
jego źródłowy materiał (gówno) to jakaś farsa
wciąż kupuje magazyny pod tytułem porażka,
potem dziwią się, że pismak jest jak wróg nie przyjaciel,
bo piszecie o płytach, których nie przesłuchacie,
jadę po takiej szmacie - jesteś jak Mike Gonzales,
na hip-hop'ie, dziennikarstwie ty nie znasz się wcale!

Refren
jestem osoba publiczna kiedy Kręcisz mi aferę
a gdy mam płyty premierę pisze ze jestem penerem
ile takich chorągiewek piszą jak wiatr zawieje
wbijam w to kora w z tej farsy się śmieje
pióro w twoich rękach niczym Orange pismaku
słabo nim władasz nie rób sobie obciachu
dość tej boruty zakompleksiony chłopcze
tyle o starciu pismaka z tak zwanym hip hopowcem.

BOSSKI ROMAN
Oni piszą, oni kłamią
karmią, głupców tą literatura tanią
zarabiają na skandalach
bo dla potrzebności tworzy wielka zgraja
jest afera słodzi nakład
wytworzona przez nich subiektywna prawda,
idź do diabla aferzysto
szkaluj jeszcze dobrych ludzi głupia dziwko,
gdzie etyka dziennikarska
dla zarobku sprzedajcie tanie kłamstwa
z nas zrobicie elkławe chamstwa
ludzi których dziennikarzy w Polsce garstka
stereotyp i niewiedza
oraz ego co daleko was wyprzedza
artykuły o nas zwykła nędza,
by dawnych Polaczków biczem tym podkręcać

GANDZIOR
wiadomo nie od dzisiaj dziennikarz to hiena
etyki w tym zawodzie w dzisiejszych czasach nie ma
jak trendom w nowej modzie tym skurwielom się nie dam
nie liczy się prawda ważne żebyś nakład sprzedał
za to najgorsze pogarda z hujem w dupie żebyś wiedział
pierdolony pismak afera to twój przysmak
zwykła z ciebie dziwka dziś na dziwki konkwista
jeśli masz wariant ucieczki lepiej z niego skorzystaj
jesteśmy niebezpieczni jak jebany terrorysta
łeb tylko wystaw a w net ja skorzystam
z firmą jest misja by w pizdu was wysłać
chujowy pismarczyk jak systemy vista
z palucha wyssał historie kolejną
więcej w nim kłamstwa nim prawda na pewno
to jedno jest pewne w tym fachu
więc odłóż długopis nie rób obciachu

Refren
jestem osoba publiczna kiedy Kręcisz mi aferę
a gdy mam płyty premierę pisze ze jestem penerem
ile takich chorągiewek piszą jak wiatr zawieje
wbijam w to kora w z tej farsy się śmieje
pióro w twoich rękach niczym Orange pismaku
słabo nim władasz nie rób sobie obciachu
dość tej boruty zakompleksiony chłopcze
tyle o starciu pismaka z tak zwanym hip hopowcem.

Tadek
On są po tym by prać ludzi berety
napełniają kłamstwem gazety
śmieją się później z tego teatrzyku
z których większość buraków nie powierzy tu niestety
po częściowo śmieci szkolono przez komunę
pozytyczne hieny dla nich mela nie szacunek
marionetki,propagandy przeciągają dzisiaj strunę
w ich strone tekstem nie raz jeszcze splunę
nie chce obrazić tych co są w tym układzie
chcą pisać prawdy nie brać udział w maskaradzie-
jednak przypomnę tutaj prawdę srogą
ci co nie są z nimi zazwyczaj nic nie mogą
kłamstwem i prawdą umiem nic żąglować
wiedzą jak kręcić afery po cichu schować
zawsze byli,zawsze będą faktami manipulować
to na starcie ta fabuła nie czysta prawda surowa.

ŚLIWA
ledwo podpisałeś kontrakt już otwiera im się morda
czytasz niusy w których robią z siebie głąba
jednym artykułem kłamcy psują ci nastrój
zero w nich lekturach prawdy jebać błaznów
szyją grubą nicią skazani na porażkę
bo jeśli znacie prawdę to wyjdą na tym strasznie
bajkopisarze znów coś wyssali z palca
ściągnęli za to kesz i co za przejebana akcja
Alonso Alis czytał prasę dla rozrywki
90% bzdur nie potrzeba tu rozkminki
zakłamane dziwki tylko puszczają w maliny
jebać te gazety te gazety to są kpiny
my w tej grze nie na niby nikogo to nie dziwi
że ostra jest riposta na te zakłamane ździry,
my w tej grze nie na niby więc nikogo to nie dziwi
ze ostra jest riposta na te zakłamane ździry

Refren
jestem osoba publiczna kiedy Kręcisz mi aferę
a gdy mam płyty premierę pisze ze jestem penerem
ile takich chorągiewek piszą jak wiatr zawieje
wbijam w to kora w z tej farsy się śmieje
pióro w twoich rękach niczym Orange pismaku
słabo nim władasz nie rób sobie obciachu
dość tej boruty zakompleksiony chłopcze
tyle o starciu pismaka z tak zwanym hip hopowcem.

POPEK
Odpierdolcie się ode mnie odpierdolcie nie od nas
co się kurwa gapisz jak bym cie okradł
media z nas zrobili ofiarnego kozła
będą nas oczerniać pokazywać nas w wiadomościach
bajkopisarze kreują naszą postać
robią z nas gangsterów sami siejąc postrach
media dolewają oliwi do ognia
zero w tym prawdy jebana parodia
robię hardcorowy rap a to jeszcze nie zbrodnia
nic o mnie nie wiesz ani o moich ziomkach
wpierdalacie ludziom kity bazując na plotkach
co ty kurwa o możesz wiedzieć po kilku zwrotkach
bajkopisarzu prawda jest ci obca
tobie jest potrzebne czarna owca
JP-namieszało,JP-rozjebało,
wiesz co lepiej napisz że JP-się udało
właśnie tak.

PEJA

bez kolega w telewizji,prasowych układów pra-pra-pra-prasowych układów

bez kolegów w telewizji prasowych układów---prasowych układów.
Nie chcę mówić o tym ciągle
Źle się dzieje w państwie duńskim
Człowiek trzyma w rękach problem
Szatan śmieje się gdy kusi
Nie chcę mówić o tym ciągle
Źle się dzieje w państwie duńskim
Człowiek trzyma w rękach problem
Szatan śmieje się gdy kusi

To tylko ja to to to ten sam ziom który gra non stop
Pośród prawdziwych przyjaciół i fałszywych mord
Siwych łajdaków i bliskich mi ludzi kolejny rok
Dziś mówię stop nie mam zamiaru mówić ciągle że rządzi zło
Co jest z nami ziom nasz tępy wzrok
Obojętnie się przygląda temu kiedyś to był szok
Zapalam lont wybuch semtexu prześwietli drogę mi na wskroś
To kolejny joint setki zeszytów zapisanych
Dziś już wiem że to nie był błąd
Tak to jest Kajman K2 sukinsynu kolejny rok rap gram
Dziś ja zbieram plon chociaż szatan się śmieje do mnie
Kolejny raz powracam by znowu ruszyć na front

Nie chcę mówić o tym ciągle
Źle się dzieje w państwie duńskim
Człowiek trzyma w rękach problem
Szatan śmieje się gdy kusi
Nie chcę mówić o tym ciągle
Źle się dzieje w państwie duńskim
Człowiek trzyma w rękach problem
Szatan śmieje się gdy kusi

Chcę jeździć ciężkim sprzętem i być prezydentem
Jeśli elektryk mógł to czemu nie ja
Póki co rządzi tu beznadzieja
Dziś nadzieja jest w młodych
Znam sposoby by nie musieć żebrać
To crime story i incognito w tekstach
W Polsce rządzi złoty za niego masz wszystko dzieciak
Nie tak he diabła śmiech znam
Niebezpieczna ulica na bananowych przedmieściach
I w domach dziecka i strzeżonych rezydencjach
Tam gdzie mieszka bieda i bogactwo budzące niesmak
Nie imprezka vestax dziś shit goni shit
Tanich mieszkań syf i koki kreska w nich
Teraz jest peer i seed kiedyś był hop i hip
Myślisz że nie wiem
Czekam aż ściągniesz by ci to powiedzieć
Ej kolejny kilobit i jestem
Kolejkujesz mp3 naciśnij enter

Nie chcę mówić o tym ciągle
Źle się dzieje w państwie duńskim
Człowiek trzyma w rękach problem
Szatan śmieje się gdy kusi
Nie chcę mówić o tym ciągle
Źle się dzieje w państwie duńskim
Człowiek trzyma w rękach problem
Szatan śmieje się gdy kusi
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo