Popularne piosenki. Polski Hip Hop

1. Chada
Chodźmy brat we wspólną podróż, nadzieja we mnie mieszka
Kilka nocy już spędziłem z tymi zapiskami Leszka
Możesz skończyć tu na deskach, gdy życie Ciebie zbeszta
Albo wstać i iść dalej, tak jak typy tu gdzie mieszkam
Nie ma ludzi nic nie wartych, poczuj się jak u siebie
W tym zalewie tego chłamu, gdzie kurwa nikt nic nie wie
Kolor biały niepraktyczny, jak życie bez pomyłek
Ziomuś też nie chciałem żyć, lecz w końcu uwierzyłem
Weź obejmij mnie za szyję, chodź zobacz jak się żyje
W tym kraju gdzie z pewnością nikt biedny nie przytyje
Dziwko wyjęcz co Cię boli, a z resztą nie chcę słuchać
Z całą sceną idź sie ruchać, a później sie naniuchaj
Odłóż na wszelki wypadek to sumienie niewygodne
Ja mam kurwa swoje życie, moje życie to mój problem
A tak w ogóle mam się dobrze, jeszcze o tym usłyszysz
Na marginesie kolo, wbijam chuj w Twoje opisy

2. Hukos
Pamiętam czarne niedziele, na cyprysowym wzgórzu
A dzisiaj sam w to nie wierzę, krzyczę rest in peace guru
O bery zetrę mimiczne zmarszczki z Twojej twarzy
Jeśli jeszcze raz powiesz, że hip-hop nie niesie prawdy
Podwórko uczy zasad, policja uczy biegać
Zamiast gadać o zasadach wolę ich przestrzegać
Znam dowcip o najbardziej samotnym człowieku świata
Ten dowcip często jest o mnie, pointa* nie jest zabawna
Siódmy rok, telefon w dłoń, kiedy siadam do wigilii
Abonament TP'sy, miłości matki nie podliczy
Tam gdzie pada, w asfalt odciśnięte dłonie
Chodź to nie miasto aniołów, ani nawet Międzyzdroje
Bóg stworzył ludzi na swój obraz, podobieństwo
Nie szukam Boga w ludziach, chcę znaleźć w nich człowieczeństwo
Fałszywe lisy ostatecznie skończą na kołnierzach
Przerobieni na ozdobne futro rękami kuśnierza

Ref. x2
[La la laa]
Znów niesiemy swoją prawdę
To kawałek tego chleba, który utknie tobie w gardle
[La la laa]
Rap w biało czerwonych barwach
U nas ziomek w tych linijkach sama prawda, tylko prawda

3. Sitek
Pierdolę to jak mnie postrzegasz jak biorę bit to wchodzę w nich jak skurwysyn
I nie wiem co popycha ich do tego by próbować z tym
Niesiemy prawdę jakakolwiek by nie była
Ale spoko będę krył cię, jeśli mówisz, że masz przypał
Nie mam już sentymentów, to nie jest korzystne
Gdy czują Twoją słabość, to Ci wjadą na tą psyche
I nie panosz się już przy mnie, jeśli dawno mnie skreśliłeś
Co mi teraz kurwa wmówisz, nagle jesteś mi coś winien?
Nie wiem co jest bardziej przykre, od osiedli bez ambicji
Bo patrzyli na nas z góry, żebyś tylko się ich wyzbył
Mogę mówić o zawiści, ale w chuju mam ich bóle
Orły latają wysoko, nie po to by czuć skruchę
Wciąż bije piony z typami, od których bije prawdziwość
I Ty wiesz, gonie za snami, do góry ginie zawiłość
I śledź mnie, możesz nawet przez tą lornetkę
Hejter ściąga to z bólem, jakby kurwa miał stulejkę

4. Pezet
Czuję to tak mocno, jak jeszcze nigdy dotąd
Kiedy siedzę tutaj z fajkiem, z ciężkim kacem, późną nocą
Niosę swoją prawdę, mikrofon jest moją kosą
Trzymam ją na Twoim gardle, dobrze radzę, milcz jak posąg
Uderzyła Ci sodówa? Pierdolę twoje gwiazdorstwo
Wyłącz mikrofon i idź sobie wstrzyknij botoks
Zagrałem dwa koncerty, na których nie byłem w formie
Bo wypiłem zbyt dużo, wielu ludzi tym zawiodłem
Lecz znam swoje błędy, a ty nie jesteś święty
Twoi producenci chętnie by dograli tutaj wersy
Wiem, że wiesz o czym mówię, więc spierdalaj
Bo jak powiem głośno to Twój statek nie popłynie dalej
Więc przynieś flaszkę, nalej, przyznaj się do błędu
Chyba, że wolisz beef to zjem Cię bez sentymentu
W życiu pełnym zakrętów trochę się zgubiłeś
Uwierz, nie chcesz żebym prawdę przyniósł na twoją mogiłę

Ref. x2
[La la laa]
Znów niesiemy swoją prawdę
To kawałek tego chleba, który utknie tobie w gardle
[La la laa]
Rap w biało czerwonych barwach
U nas ziomek w tych linijkach sama prawda, tylko prawda

5. Pih
Jak kieszonkowiec, ostatnie złudzenia Ci kradnę
Boisz się o własną dupę, a z nami chcesz nieść tą prawdę
Trafiłeś pod zły adres, nie ważne w co dziś wierzysz
Prawda ma to do siebie, po naszej stronie leży
Tu gdzie nie jeden za news na "Pudelku" by zapłacił
Ale to jest Polska, jakie gwiazdy, tacy paparazzi
Niosę prawdę, nikt z nas się nie zeszmacił
Przechylam setę z Chadą, braci się nie traci
Szmula wystukuje fajkę, z paczki lecą z zapalniczką
Za dupę podstaw hajsy, za typów scenę hip-hop
Wiesz już dzieciak wszystko i znasz ich politykę
Popatrz ilu MC's nawija pod publikę
Gdy widzę [gdy widzę] jak idą po ulicy
Najchętniej wydłubywałbym ich patykiem z chłodnicy
Apetyt wilczy, mój instynkt nie milczy
Niosę prawdę, wie o tym każdy sukinsyn

6. DonGuralEsko
Ee, słyszysz mocne bębny
Niesiemy swoją prawdę, choć diabły szczerzą zęby
I krzywią gęby słysząc moje słowa
Wiem gdzie, jak i którędy, nie mam potrzeb by się chować
Wysoko głowa, niech opuszczają podli
Za to będę dziękował zawsze, gdy będę się modlił
Vietnam, good morning, bit trwa jak twierdza Modlin
Nieprawdopodobni, jestem buntownik
Nie kurwa trefniś fartowniś, raczej rzemieślnik, zbrojownik
Gram prawdy, pieśni widowni
Wieści ze Szpadyzorni, wciąż silniejsi, bo wolni
Tu wiosennie w mieście nie boli
Ewo, nie rewolucja, to nie cytat z Nietzschego
Tak z niczego, wyrasta rap-drzewo, od reprodukcji na lewo
Niesiemy prawdę we własnym tempie
Co nagle to po diable
[Felipe]
Prawdziwy hip hop na życiowej kawie
w ZIPowej karczmie uszy duszy karmie
Ponad dekadę z tematem jadę,
przebiegłe żmije wciąż plują jadem.
Kanalie czekają aż im pojadę,
licząc na walkę, to takie medialne.
Ja na to kładę i wbijam centralnie
czyż nie chodzi o to żeby było normalnie?

[VNM]
Publika ta szczera narzeka na rap teraz
temat rzeka rap czeka na hustlera.
Bierz w łapę teraz fat capa czy markera,
taguj nowa szkoła to nasza era.
Jestem VNM jesteś w raju, bo gram Eden,
mam wenę doszedłem tu sam jeden.
Ale oni nie, teraz są na dnie,
ale zjebali polski rap i to boli mnie.
Póki lecą te rapy na kraj, chce żeby żadna
szmata nie położyła łapy na hajs.
Żeby dobre szesnastki były legalne, sprzedawalne
i żeby było normalnie.

[Jędker]
Co tu komentować, dobrym podziękować,
dzieci odchować, kobiety szanować.
Skromnym zostać, się nie wozić,
szampan mrozić, głowę chłodzić.
Dobić komentarzem, nosić chmury,
robić tatuaże, dookoła twarze.
Same zaufane gadane nasze,
faktom realnie żeby było fajnie.
Trzeba się natrudzić żeby dojść do tego,
ciągle się nie smucić leczyć doległość.
Iść jak najdalej i legalnie,
tylko w tym kraju żeby było normalnie.

Ref.Chciałbym tu normalnie żyć
spokojnie żyć niebanalnie
nie za szybko wszystko naturalnie
i żeby było normalnie.x2

[Pezet]
Znowu wszystko się popierdoliło,
znów się upiłem i zbyt późno wróciłem.
Obiad czekał na mnie na stole,
kupiłem kilka piw wcześniej w nocnym na dole.
Usiadłem przed kompem na chwile,
sprawdziłem stan konta i fajka zapaliłem.
Nie zapłaciłem rachunków, żesz kurwa,
Nie zapłacę ich jutro, już trudno.
Być zdrowym, mieć co jeść, mieć siłę, tak myślę
choć wolałbym wakacje w Chile.
Wstaje z kacem i czuje się fatalnie,
ale chciałbym tylko żeby było normalnie.

[Sokół]
Nie chodzi o to żeby łapać się za ręce,
tańczyć w kołku śpiewając piosenkę.
Prawić pochwałę za komplementem,
uśmiechać sztucznie jak mendy nadęte.
Nie chodzi o to żeby wozić się tu,
i być mądrzejszym od internetu.
Ze wszystkich szydzić i z każdym cisnąć,
tylko po to żeby na ich tle tu zabłysnąć.
Żyje i żyć daję w tym bałaganie,
i jakoś nie jest wcale fatalnie.
Pierdolić marność, tylko dbać centralnie,
o jakość i żeby było normalnie.

[Brahu]
Czy to życie? Raczej jego krzywe odbicie,
czemu dobry chłopak musi kastować na streecie.
Czy kolejny jeden lamus musi hejtować,
czy następna świeża firma musi splajtować.
To jest tu norma polskiego życia forma.
Kiedy patrzę na ten syf, chyba pora na format.
Dziś znowu wyśle CV i już nie zdziwi mnie to,
że zamiast odpowiedzi znowu będzie echo.
Zmieniasz telefon wrzucasz nowego sima,
bo kto jak nie ty sam nakarmi twego syna.
Przeklinam system i politykę krawatów,
oni kręcą biznes cały nad polską fatą.
Pytam Boga czy rozda lepsze karty,
bo kurwa mam wrażenie, że to jakieś żarty.
Walczę o jedno czas ucieka nieodwracalnie,
żeby było normalnie.

Refren x2

[Numer Raz]
Chcemy żyć bez hec, bez swar i waśni,
jesteśmy tylko ludźmi, każdy jak potrafi.
Z charakterem przez życie,
prowadzone według reguł.
Idziemy spokojnie albo zawsze w biegu,
jeden szczegół może zmienić wszystko.
Hej ojczyzno jesteś w sercu blisko,
mimo wielu absurdów.
Rządzących nami ludzi mimo trudów ludu,
zapału nic nie ostudzi.
Wciąż do przodu przez trudy i znoje,
z duchem czasu trzymać fason i robić swoje.
Nic na siłę i nie zawsze idealnie,
mięć przesłanie i żeby było normalnie.

[Eldo]
Żeby było jak To front pierwsza linia,
towarzystwu nie w smak wolna opinia.
Rap pożywka dla medialnej ignorancji
bo tylko dla swoich tyle mają tolerancji.
Kocham ten biznes jego labirynty ,
my wchodzimy na salę, oni ręce do modlitwy składają.
Strach przed rap zgrają, przed wolnością ,
no i patrz jak oni wyglądają.
Patrz na nich, naszą bronią twój strach,
dywan jest czerwony, bo depczemy po pluskwach.
Zamknięte usta i rozumy, fatalnie,
otwórz je żeby było normalnie.
Tutaj codziennie uczę się, że nie ma uczuć
Jest tylko hajs, seks, hajs i trochę brudu
Ziomki zbijają piątki, gdy wchodzę do klubu
Plotki gonią plotki i wyzbywam się skrupułów
Pierdolą coś o lojalności skurwysyny
Nawet nie chce mi się im pluć w oczy, bo szkoda mi śliny
Niejeden tu wymięka i ślini się jak panienka
A ja trzymam się tych zasad, chociaż nikt nie zapamięta
Za kilka lat będziemy mieć swoje rodziny
Wielu mówi, że, jestem jak brat
Lecz nic nie zrobili dla mnie nigdy
I łączy ich zasada jedna
Że jaja mają na brodzie, a fiuty trzymają w zębach
Zbyt często gości uśmiech na ich gębach
Przyjdzie czas zostawię ślady mych pięści na ich szczękach
Mówią, weź się w garść, bo chwilowo nie mam floty
Pierdolę kompromisy, robię rap i jestem dobry
Nie opuszczam ludzi, jestem przy nich cały czas
Nawet, gdy mi prosto w twarz mówią najtrudniejszą z prawd
Ale szanuję tych, co odpłacają mi tym samym
Reszcie mówię nic prócz tego, że się znamy

Ref.
[x4]
Pierdolą coś o lojalności skurwysyny
Nawet nie chce mi się im pluć w oczy, bo szkoda mi śliny

Kiedyś się liczyło, kto z czym biegał, kto dla kogo
Kto nie sprzedał, nie wymiękał, ten był spoko
Na osiedlach, na imprezach, rap i melanż, goście z flotą
Mogłem mieć tu każdą, która by mi wpadła w oko
A niektórzy tutaj już pod sobą dołki kopią
Całe szczęście w tym temacie zawsze byłem z boku
W rapie jest podobnie, hypokryci lub idioci
Wszystko się tu miesza, dzień z nocą, wóda z koką
Pierdolą coś o lojalności skurwysyny
Nawet nie chce mi się im pluć w oczy, bo szkoda mi śliny
Mam paru przyjaciół i rozmawiam z nimi
Bo kumają, że to strasznie brudne gówno, w którym tkwimy
Kodeks? jaki kodeks? który? ten fałszywy?
Bo oddałem hajs na czas lub nie tknąłem ci dziewczyny
Oceniają nas, a sami grają jak sukinsyny
I za kilka lat nie będą pamiętać, o czym mówimy
Mogą się z nas śmiać, lecz to wszystko było ważne
Środowisko, rap i chyba teraz jestem błaznem
Ta, ziomki jest interes, mają czas
Mogli mieć w życiu, co chcieli, ale im zabrakło jaj

Ref.
[x4]
Pierdolą coś o lojalności skurwysyny
Nawet nie chce mi się im pluć w oczy, bo szkoda mi śliny
Paluch
Powiedz mi gdzie mieszkasz, co wkurwia Cię najbardziej
tu gdzie dziury w podeszwach, każdy ma gratis na starcie
Proszę mów do mnie - słucham
Bracie nie bój się łez, nie poznałeś miłości, dziecko lodowatych serc
To nie ma być spowiedź, raczej szczera rozmowa
Ja taki jak Ty chłopak, nie mam za sobą Boga
Całe życie na opak, znów sufit to podłoga
Lecisz do góry nogami, co teraz, do góry głowa?

Pierdole co mówi większość, moje życie - nie ich problem
Większość myli się często, sam jestem sukcesu ojcem
W nocy zapalam słońce przechodzę w gotowości stan
Zabijam śmierć, kradnę jej życie zmieniam jej plan
Ulice to rozwoju zator, tutaj mamy czarną tęczę
Osiedle daje Ci wszystko, później zabierze więcej
Pewnie znasz to uczucie, na wolności jesteś więźniem
Twoje życie Twoją celą, jak masz jaja walcz o szczęście

Sokół:
Masz jaja to masz własne zdanie

Popek:
Wszystko co posiadam stawiam tu na jedną kartę

Paluch:
W nocy zapalam słońce, przechodzę w gotowości stan

Popek:
Jestem panem swego świata, żyje tak jak ja chcę, właśnie tak!'
x2

Popek
Wszystko co posiadam stawiam tu na jedną kartę, do wszystkich hazardzistów: powodzenia z fartem
Możesz siedzieć na budowie, obsługiwać betoniarkę
Możesz też zaryzykować rozbijając bank za bankiem
Żyje tak jak ja chcę, jestem panem swego świata
Ryzykujcie z głową by nie skończyć w kazamatach
Masz tu ciągle nasz uliczny nieprzerwany atak
Bądź do końca sobą, nie bądź marionetką w czyichś łapach

Idę po swoje, Ty też tak zrób brat, jak nie zaryzykujesz nic nie ugrasz
Ta misja niestety będzie trudna, jeśli zamiast mózgu masz kilo gówna
Zabierasz wszystko popadasz na pysk, dzieje się to bardzo szybko
Jeb Jeb Jeb Jeb Jeb czysty zysk i tak oddasz wszystko dziwkom
Jeśli jesteś hazardzistą, jaja wielkie masz jak king kong
No to w bardzo krótkim czasie zarobisz swój pierwszy milion
Do odważnych świat należy, dobrze ziomek o tym wiesz
Możesz wszystko jeśli tylko, jeśli kurwa tego chcesz

Sokół:
Masz jaja to masz własne zdanie

Popek:
Wszystko co posiadam stawiam tu na jedną kartę

Paluch:
W nocy zapalam słońce, przechodzę w gotowości stan

Popek:
Jestem panem swego świata, żyje tak jak ja chcę, właśnie tak!'
x2

Sokół
Kto nie ryzykuje ten nie pije szampana
Nie chodzi tu o banał, o zyski i status pana
Już dawno mógłbym tu mieć, nie być i mieć pytania
Jak żyć w zgodzie z odbiciem w lustrze z rana
Ja patrze wciąż, pamiętasz, ono nie pęka
Gdy zerkam w nie wciąż widzę tego samego pacjenta
I chuj mnie obchodzi po sukces cała kolejka
Jak wchodzę, oni rozstępują się jak uda
Małolatek wychowanych na fast foodach
Znam takich którzy przywdziewali wiele masek
I na krótką metę nawet wygrywali czasem
Ja jestem tylko piosenkarzem, raperem, grajkiem czy tekściarzem
Masz jaja to masz własne zdanie
Masz zdanie to na ich zdanie masz wyjebane
Sprawdź, wchodzisz czy wychodzisz, nie stój w drzwiach
No glory with no nuts

Sokół:
Masz jaja to masz własne zdanie

Popek:
Wszystko co posiadam stawiam tu na jedną kartę

Paluch:
W nocy zapalam słońce, przechodzę w gotowości stan

Popek:
Jestem panem swego świata, żyje tak jak ja chcę, właśnie tak!'
x2
Dj BPP,
Kali, Kali, Kali, Kali, Kali, Kali, Kali, Kali.

Kiedy ja kocham Ciebie wtedy nie kochasz mnie
Kiedy Ty kochasz mnie ja nie kocham Ciebie
Kiedy ja kocham Ciebie wtedy nie kochasz mnie
Kiedy Ty kochasz mnie ja nie kocham Ciebie

[Bilon]
Brak równowagi zasiewa ferment duży
Słońce i tak musi wyjść po burzy
Promień osuszy, wilgoć poleci w eter
Jak gorzej być nie może, na pewno będzie lepiej
Znam dobrze stan ten, upadków uniesień
Namiętne lato, też depresyjną jesień
Serce nie sługa, jest ważne czy się ufa
Myślisz nie ona za chwilę będzie druga
To żadna sztuka, dziś szukam zrozumienia
Kochamy się znów, znów kręci się ziemia
Spełnia się sen, spełniają się marzenia
W dobie oszołomienia powróciła chemia
Czystego tchnienia bez przebaczenia nie ma
Bolesna prawda niż cukierkowe kłamstwa
Za pięć dwunasta by była sprawa jasna
Miłość jak czkawka każdego czasem targa

Kiedy ja kocham Ciebie wtedy Ty kochasz mnie
Kiedy Ty kochasz mnie wtedy ja kocham Ciebie
Kiedy ja kocham Ciebie wtedy Ty kochasz mnie
Kiedy Ty kochasz mnie wtedy ja kocham Ciebie

Sytuacja jedna, w odbiorze myśli różne
Ty widzisz kwadratowo, ja widzę podłużnie
Na jednym świecie przyszło i tak nam żyć
Lecz życie bez miłości nic nie jest warte, nic
Sytuacja jedna, w odbiorze myśli różne
Ty widzisz kwadratowo, ja widzę podłużnie
Na jednym świecie przyszło i tak nam żyć
Lecz życie bez miłości nic nie jest warte, nic

[Wilku]
Prawdziwa miłość przetrwa wszystko
Jeśli grasz w te grę, to musisz grać czysto
Wiesz, nie przelicza się wszystkiego na monetę
Pamiętaj, tylko leszcz podnosi rękę na kobietę
Nie czaję tych, co trwają w dziwnych związkach
Kochasz to jesteś, nie to nara piątka
Czas posprzątać bałagan na strychu
Trzeba przeżyć to samemu jak powiedział Rychu
Szczeniacka miłość, to nie dojrzała miłość
Zaufanie, zrozumienie są prawdziwą siłą
Jakby nie było wciąż będę się starał
Przeszłość minęła, dziś już nie nawalam
Cóż takie czasy, dzieci mają dzieci
Porno w sieci z monitorów nęci
Prawdziwa miłość, to nie miłość chora
Masz dość, zmień to, wolna twoja wola

Kiedy ja kocham Ciebie wtedy nie kochasz mnie
Kiedy Ty kochasz mnie ja nie kocham Ciebie
Kiedy ja kocham Ciebie wtedy nie kochasz mnie
Kiedy Ty kochasz mnie ja nie kocham Ciebie

[Kali]
Kiedy ja kocham Ciebie Ty mówisz to nie ma sensu
Co było wypalone jak popiołka pełna skrętów
Za dużo zakrętów, za dużo przykrych słów
Nie chcesz dzielić ze mną życia, nie mamy podobnych snów
Kiedy Ty kochasz mnie ja mówię 'daj spokój skarbie'
Brakuje mi już sił, przez Ciebie wyglądam marnie
Nad nami chmury czarne dawno po zachodzie słońca
Wiem, chcieliśmy dobrze lecz zbliżamy się do końca
Nagle mówisz kocham Cię a ja czuję to samo
Te dwa proste słowa dają ukojenia ranom
Wczoraj nienawiść wyznaliśmy koszmarną
To dziś poranione dwie połówki znowu w tango
I bądź tu mądry, synchronizuj dwa serca
Bo to co cię uskrzydla potrafi być jak morderca
Się nie nakręcam już więcej nie rozkminiam
Bo prawdziwe uczucie co by się nie działo nie przemija

Kiedy ja kocham Ciebie wtedy Ty kochasz mnie
Kiedy Ty kochasz mnie ja kocham Ciebie
Kiedy ja kocham Ciebie wtedy Ty kochasz mnie
Kiedy Ty kochasz mnie ja kocham Ciebie

Sytuacja jedna, w odbiorze myśli różne
Ty widzisz kwadratowo ja widzę podłużnie
Na jednym świecie przyszło i tak nam żyć
Lecz życie bez miłości nic nie jest warte, nic
Sytuacja jedna, w odbiorze myśli różne
Ty widzisz kwadratowo ja widzę podłużnie
Na jednym świecie przyszło i tak nam żyć
Lecz życie bez miłości nic nie jest warte, nic

Prawdziwa miłość przetrwa wszystko
Na pewno będzie lepiej, by była sprawa jasna
Zaufanie jest pra-pra prawdziwą siłą
To co czuję to jest pewniak

Prawdziwa miłość przetrwa wszystko
Napewno będzie lepiej, by była sprawa jasna
Prawdziwa miłość przetrwa wszystko
To co czuję to jest pewniak
Taki skurwysyn...kocham Cię
Weź mocno mnie obejmij, jakby świat miał dziś się skończyć,
Ja chwycę cie mocniej i przytulę, weź mnie dotknij.
Wierzchem swojej dłoni przejedź po moim policzku,
Poczuj twardy zarost, spójrz mi w oczy, jestem - przyjdź tu,
Na serio tysiąc słów, tysiąc gestów i pomysłów,
Jestem przy Tobie, bliskość, pomieszanie zmysłów,
Piękna kobieto już na starcie się zachłysnąłem
Twoją urodą, kocham Cię, więc cały płonę,
Chcę Cię za żonę, nigdy już nie zechcę innej,
Potrzebuje tylko Ciebie, więc pytam czy za mnie wyjdziesz,
Zrobić Ci krzywdę? Uwierz nie ma takiej opcji,
To najważniejszy track z moich historii miłosnych,
Kocham Cię, bądź mym oparciem, inspiracją,
Uosobieniem marzeń, piękną, zmysłową kochanką,
Ten track nie hardcore, ja Ci go nie zafunduje,
Po prostu ze mną bądź nie zawiodę, obiecuję!

Kocham Cię, chciałbym powiedzieć Tobie, że
bardzo kocham Cię i mam nadzieje, że Ty o tym wiesz!

Jesteś taka słodka, taka piękna, uśmiechnięta,
Jak po wypaleniu skręta, pełen relaks - ja wymiękam,
Przed Tobą klękam, bo Ty jesteś tego warta,
Wiem, że miałem farta, czysta miłość, niepoddarta,
Zapewnić bezpieczeństwo Tobie piękna dla mnie standard,
Gdy zasypiasz na mej piersi, a ja czuwam wartę - wariat
Bez Ciebie starta bania, bym już przepadł,
Czysty przykład na to, że można liczyć na człowieka,
To nowy etap, ja przeżywam dziś renesans,
Ona z książką przy herbacie, nie myśli o mercedesach,
Nie mają pojęcia Ci co plotkami się karmią,
Że on i ona na to szczęście patent mają,
"Przeciwieństwa przyciągają" coś w tym jest i te dwa Pe
Od dziś stanowią jedność o tym ten kawałek jest,
A ja kocham Cię wiesz, jeszcze nieraz to powtórzę,
Jesteś mą drugą połówką, czekałaś na mnie najdłużej.

Kocham Cię, chciałbym powiedzieć Tobie, że
bardzo kocham Cię i mam nadzieje, że Ty o tym wiesz!

Ty beze mnie marzniesz, ja bez Ciebie nie istnieję,
Dam Ci moje ciepło, którym z miejsca Cię ogrzeję,
Chcę być Twoim cieniem, robić z Tobą mnóstwo rzeczy,
Życie z Tobą przeżyć, możesz ufać mi i wierzyć,
Możesz mnie wyleczyć z tych defektów, które mam ja,
Jestem spoko typkiem, mówisz fajny facet wariat,
Pragnie Cię kanalia, który w domu jest kimś innym,
Twardziel o łagodnym sercu, często pozytywny,
Poruszam Cię do łez, przeprawiam Cię o dreszcze,
Potęguje Twe emocje, Ty wariujesz, pragniesz jeszcze,
Wystarczy nam na potem, mam ochotę trwać przy Tobie,
Jeszcze nie raz Cię zaskoczę, bo chcę - wiem, że tak zrobię,
Kocham Cię nie plotę, mój plan realizuje,
Jesteś moim tlenem, który wciągam gdy Cię czuję
I proponuje wspólne życie, Rych nie bredzi,
Jesteś tą odpowiednią, proszę bądź matką mych dzieci!

Kocham Cię, chciałbym powiedzieć Tobie, że
bardzo kocham Cię i mam nadzieje, że Ty o tym wiesz!( x2)
Nie wiem jak ci to powiedzieć, bo odwagi mi brak
Choć zawsze mówiłem wiele, jeśli chodzi o rap
Teraz nie mogę spać, no bo czekam na znak
Może w końcu go dasz i poczuję ten smak
Może poczuję wiatr, po czym rozwinę żagle
Spojrzę Ci w oczy, potem nawinę prawdę
Powiem, że kradnę życia najlepsze chwile
Zanim utonę na dnie, a czas mnie zabije
Dziś żyję szybko, a czas jak lawina
Spada w dół i za nic tu nie chce się zatrzymać
Gubisz uczucia, jaki będzie finał
Że miłość tak jak buty zaczną produkować w Chinach
Chciałaby tego pewnie niejedna marka
Bo na sercu wyrytą miałbyś pumę lub najka
I nie mówię w żartach, a brzmi to zabawnie
A niedługo nic już nie będzie takie jak dawniej

Ref.
Tak często brakuje mi tchu, żebym mógł ci powiedzieć I LOVE YOU
Tak często brakuje mi słów, żebym mógł ci powiedzieć I LOVE YOU
Tak często brakuje mi snu, myślę jak ci powiedzieć I LOVE YOU
Tak często widuje cię tu, teraz musisz to wiedzieć I LOVE YOU

Nie wiem jak ci to powiedzieć i szukam słów
Stoję przed tobą i głupio coś dukam znów
Mówili, uwierz w siebie, posłuchaj snów
Ja zamiast tego, wylewam znów tutaj tusz
I zdmucham kurz, ruszam już, chcę chyba więcej
A dusza tu zmusza puls, pobudza serce
Mówią, że miałem czas na konsekwencje
Bo straciłem wiele szans, które trzymałem w ręce
I czasami pędzę jak głupiec
Myśląc, że szczęście i tak w między czasie gdzieś kupię
Chcę na jednym ogniu pieczenie dwie upiec
A to tak jak w ruletkę by zaczął grać krupier
Nie wiem czy umiem tu mówić o uczuciach
Na pewno rozumiem jak łatwo można upaść
Nie wiem czy słuchasz jak mocno bije serce
Kiedy proste słowa stają się najtrudniejsze

Ref.
Tak często brakuje mi tchu, żebym mógł ci powiedzieć I LOVE YOU
Tak często brakuje mi słów, żebym mógł ci powiedzieć I LOVE YOU
Tak często brakuje mi snu, myślę jak ci powiedzieć I LOVE YOU
Tak często widuje cię tu, teraz musisz to wiedzieć I LOVE YOU

Nie wiem jak ci to powiedzieć, mam zawiązane usta
Nienastrojone serce, dlatego weź je ustaw
Dusza jest pusta, bez ciebie trudno ustać
Wina leży na mnie, tak samo jak moja bluzka
I nie odpuszczam, czuję, że jestem inny
Uczucia biorą górę, a człowiek jest bezsilny
Taką mam naturę, chyba czuje się winny
To mnie irytuje, spadam jak krople do rynny
Daj mi dłoń, pierwsza wyciągnij rękę
Dotknij skroń, zobacz jak pulsuje serce
Pierdol wszystko, bo co będzie to będzie
I daj mi nadzieję, zanim kurwa odejdziesz
Chce ci dać trochę więcej od reszty
Ale muszę grać i gnać, to są efekty

Pisze teksty przy kawie bez snu, nie wiem jak ci powiedzieć I LOVE YOU

Ref.
Tak często brakuje mi tchu, żebym mógł ci powiedzieć I LOVE YOU
Tak często brakuje mi słów, żebym mógł ci powiedzieć I LOVE YOU
Tak często brakuje mi snu, myślę jak ci powiedzieć I LOVE YOU
Tak często widuje cię tu, teraz musisz to wiedzieć I LOVE YOU
Czy chciałbyś nazwać to czym się para Rychu Peja?
Dla mnie to muza na temat, to całe moje życie
Muza trzyma mnie przy życiu, przy muzyce mój rap ćwiczę
Pasja to spełnienie, moja praca, za nią liczę
Tu nie chodzi o drobne, ważne warunki godne
Ważne kawałki dobre, moich ludzi w grze poprę
Sam się odbiłem, życie całe zmieniłem
Na rap wciąż mam siłę, bo z rapu płynie siła
Hip-hop to kultura co przy życiu nas trzyma
Rap moją muzyką, zawsze tylko moja była
Kim był bym bez niej? raczej pękło by serce
Jebać komercję, tutaj nowy tekst za tekstem
Wers za wersem, stopy, werble, wiem to temat oklepany
Ale stary dobry Peja nie wychodzi z wprawy
Wysysam esencję z tłustych bitów jak wampir
Przy tym bujają się wampy i chamy, to charakter
Świadoma twórczość pozbawiona kompromisu
Stos z kartek, długopisów, plus odsłuchy, ta N.O.J.A.
Masz tu rap gnoja co gustuje też w przebojach
Jestem jak gwiazda z getta, gorący jak Etna
Wybuchowy jak etta i jej bomby, rakieta
Szybki jak kometa, szalony jak Charlie
Muza trzyma mnie przy życiu, za tę muzę mnie zgarnij
Prosto z ulicy - to muzycy przeciwnicy
Nie mogą tego zdzierżyć, że w tej muzie robię wyczyn
Uwieczniam swoje życie na street'cie, rap powaga
Tworzę spuściznę po sobie i wymagam
Odrobiny szacunku, zaufania, lojalności
Dawno rzucone kości, w rapie Rych nigdy nie pości

To jest całe moje życie, muza trzyma mnie przy życiu
Poczuj ten rytm, Rychu Pe SoLUfka ciziu
To całe moje życie, Ryszard Pe to rapu garda
Klub, scena, kwadrat, to kolejny raz ten wariat

Tandeta, ściema, żenada, nie nada
To nie mój przedział, Rychu w tym syfie nie lata
Gwiazdek plejada co non-toper walą w piec
Biegną, lecz gdzie? a ja się wolę wlec
Małą łyżeczką, powoli z konsekwencją
Wciąż poza konkurencją, kurewską komercją
Takim którzy twierdzą nic nie muszę udowadniać
W tym syfie od dawna, sukces to dla mnie standard
A ze mną młoda gwardia, kilka pokoleń fanów
Wciąż do przodu pomału, bez jebanych przypałów
Prekursor stylu, sam dla siebie być kimś
Mieć kurwa skills i nie sprzedać go za nic
Nie mógł bym od tak tylu wiernych ludzi zranić
Nie sprzedam hip-hopu, bo to by było fiasko
Jak Donnie Brasco nie wystawie cię, sprawdź to
Jak Donnie Brasco nie wystawie cię, bra

To jest całe moje życie, muza trzyma mnie przy życiu
Poczuj ten rytm, Rychu Pe SoLUfka ciziu
To całe moje życie, Ryszard Pe to rapu garda
Klub, scena, kwadrat, to kolejny raz ten wariat

Właśnie tak, tyle kurwa jest gadania
Głupot na temat całej tej kurwa kultury hip-hop
Tak, kultury ulicznej, rapu, hip-hopu, raperów
Backstage'ów, koncertów, zarabiania hajsu
Melanżów, dziwek, wszystkiego
Ha, używek, właśnie tak
Sprawdź kto jest artysta, a kto wali kurwa w piec
Pozdrawiam wszystkich
Sprawdźcie, pozdrawiam wszystkich ludzi bliskich
Sprawdźcie koncerty, sprawdźcie melanże
Sprawdźcie wszystkie kurwa zarobione garze
Wszystkie przejebane garze, sprawdź tatuaże
Sprawdź uliczny styl, sprawdź to gówno – Rychu Pe Solufka
Sprawdź to, nie poddaję się, napierdalam równo
Niszczę skurwysynów na tracku, aj
Witamy w świecie pięknych twarzy, młodych ciał, ciał, ciał
Każdy chce się uposażyć, wciąż by brał, brał, brał
Mogę ci pokazać drugą stronę lustra
I całkiem możliwe, że ich świat ze mną zbluzgasz dziś

Wirtualny świat, mieszam ich w realu
Jakiś fallus podszywa się pode mnie bez żalu
Z moją twarzą w sieci pragnie sukcesu
Ale świat wcale nie jest gotowy na dwóch Mesów
[?] chcą coś nucić, skończ smucić
Czekam aż znajdziesz dom jak E.T. i tam wrócisz
Siedzi taki ancymon, wymądrza się
Chce być artystą lecz pensja go nie urządza
Więc nie zostaje nim plastikowa biacz
Ja choć czasem nie dojadam, zawsze dopijam

Chodzę do kina, nie ściągam filmów, ściągam maski
Nie myślę po amerykańsku, nie mam godła w paski
Nie mam 160 IQ, za to mam rację
Ta, która ponoć tyle miała przeszła operację
Pomyłka, silikon dali jej do głowy, a po wszystkim
Pocięli mózg na pół kule i wszczepili w cycki
Mówię głośno to co wszyscy myślą
Sorry nie wszyscy, ci którzy myślą szybko
Skromny? skromny byłem na debiucie
Trzymam pałę w kobiecie, ty chyba masz buj w chucie

Witamy w świecie pięknych twarzy, młodych ciał, ciał, ciał
Każdy chce się uposażyć, wciąż by brał, brał, brał
Mogę ci pokazać drugą stronę lustra
I całkiem możliwe, że ich świat ze mną zbluzgasz dziś

Wstaje skacowany, wiem, że suszę metkę
Zamień pierwsze litery, skumaj piję jak przedtem
Przeciągam się, rozglądam po klitce
Nie stać mnie dziś na homara, może stać na pizze
I wiesz kocham wolność, nie da ci jej MasterCard
Życie ma smak jeszcze jak jest fart
Jeszcze jak jest jedna z dam, które pierwiastek
Kobiecości dodają do rozmów, nie tylko do ciastek
To mam siłę by przywitać ten świat
Coraz bardziej, a ja po prostu mam track
Tu telewizja publiczna jest jedynie jak dno
Cała jej misja jedynie na złom
Piosenkarki niech swój punkt widzenia nakreślą
Bo wiem tylko, że kochają je jak tęsknią
Piękne instrumenty, sentymenty
Upraszcza się o treść, na razie przynosi ją Ten Typ

Witamy w świecie pięknych twarzy, młodych ciał, ciał, ciał
Każdy chce się uposażyć, wciąż by brał, brał, brał
Mogę ci pokazać drugą stronę lustra
I całkiem możliwe, że ich świat ze mną zbluzgasz dziś

Zwykle myślę jasno choć czasem niestety fiutem
I jem zatrute jabłko od Ewy i stu innych druchen
To moja słabość, gdyby ten ptak był pod ochroną
Też bym włożył mu kaptur na łeb by łatwiej ochłonął
Ex-kochanki, mistrzynie nierządu
Jedna mocno mi pomogła przy podwyżce cen prądu
Odwiozłem, pilnowałem, zadbałem o kwit
Nie jestem szowinistą, wiem jak działa PIMP
Wydaję piątą płytę, a mój rap czwarty
Przyznaj, wciąż jest nie głupi jak dąb Bartek
Mam bliznę na czole jak Harry Potter
I co, że nie mam mioteł od zamiatania mam flow
Ludzie chcą moich ran, chcą się przy nich znaleźć
Bo gdy mnie skaleczą z żył popłynie sam talent
Melanżuje póki nie zacznę pluć krwią
(Zróbcie hałas) gdzie moi ludzie są?

[x2]
Witamy w świecie pięknych twarzy, młodych ciał, ciał, ciał
Każdy chce się uposażyć, wciąż by brał, brał, brał
Mogę ci pokazać drugą stronę lustra
I całkiem możliwe, że ich świat ze mną zbluzgasz dziś
Gdzie, gdzie ty jesteś, gdzie ty jesteś, gdzie?
Gdzie ty jesteś, gdzie ty jesteś, gdzie?

Jest takie miejsce tam gdzie stres jest panem
Tam gdzie magnum 44 ogniem przestrzeń daje
Oszczędź, przerwij manewr, dosyć z ulicy tajemnic
Krew, walki psów plus niewolnicy agresji
Przewodniczy nam prestiż, pięści
Lub szybkie nogi do ucieczki
Lepszy miękki grunt, bunt i ślepa miłość do pieniędzy
Wierny Bogu dziś zaliczany jest do wrogów
Pomóż komuś a stracisz zęby
Buja to skuma każdy hajs raczy dragi alko i od chuja panny
Kluby, których drugi biznes to kurwy i clowny
Spakujmy ten świat i za burtę wywalmy
Przestań, bo to ten świat nas wywali z mieszkań
Wydani przez strach 22.05 Interwencja
tu jest ta zguba, przemoc, stres i prewencja
pies, co szczegóły spamięta
Wiesz to reguły w mendach tkwią
Pała, but, pała, brzuch, but i dzwon
Jak mam tu spotkać zło to nie dziś?
Kurwy won, płonie liść, poczuj to cannabis
Czyli joint swąd skunka, bo nie znam się na klamkach
Mam mózg i pięści plus łyżwę na narka
Uczysz się na porażkach osiedli jak te
Na peryferiach miasta adrenalina wzrasta
Ty masz tak, ja mam tak

Co słychać, co, co słychać ziom
Co słychać, co, co słychać ziom
Co słychać, co, co słychać ziom
Co słychać, co, to złość

Niedługo świat już nas nie zechce
Ktoś odpali bombę potem zewrze
Po co palić ziomy swoje miejsce
Bo to many ciągle mają wejście do zakochanych
Cwanym dając w geście moc
Niespożytej władzy azyl i agresje koks
Satelitę wrażeń w branży jak i w seksie
Zajrzyj za tym sens jest, nie, ziomek bzdura
Tu jest dla ciebie zawód znaczy człowiek figurant
Cokolwiek nie wskórasz za wiele
Marzyć o władzy znaczy być ruchomym celem, kapisz
I tak ktoś inny zyska na twojej biografii
Od policyjnej mafii skorumpowanych psów
Do tych, co bluzgali stojąc nad twoją trumną, trudno
Kolejny temat na bestseller
Tak miało być, zabiła ciebie żona z przyjacielem
Czy warto? każdy wybiera swój hardcore
Ten dar, co prowadzi nas ku zbawiennemu światłu
Niewinnemu da gnój a winnemu hajsu
Nie wiesz, czemu tak tu
Los nami gardzi bez świadków
Co nocą poszukiwani sprawcy
Oszukani zbawcy versus świata zdobywcy
Fortuna ponad prawem nierównym dla wszystkich
Dość tych sentymentalnych piosenek

Co słychać, co, co słychać ziom
Co słychać, co, co słychać ziom
Co słychać, co, co słychać ziom
Co słychać, co, to złość

[x4]Dość tych sentymentalnych piosenek
Teraz będzie kurwa cud....

[Tomila]
"Szacunek dla wszystkich prawdziwych kurwa dj'je ;]
Dla wszystkich, ode mnie i od kochana........"
Czarny HiFi, Pezet

Zazwyczaj to zaczyna się przypadkiem, patrzysz na mnie
jakoś ukradkiem i nieznacznie nic nie znaczysz dla mnie,
jeszcze, choć mieszkamy w jednym mieście to
wcale się nie znamy, przedstawiają nas znajomi wreszcie.
Rzucasz krótki uśmiech, ja - pije wódki łyk i
przez chwilę, zanim usnę myślę "z kimś już mógłbym być" i
chwile później wpadasz na mnie w przedpokoju,
Twoje oczy trochę smutne chyba patrzą prosto w moje i
nic nie mówisz znów, ja milczę też, ale oboje
mówimy "chyba chcę, lecz wybacz, wiesz, trochę się boję" i
chyba sięgnę zanim wyjdziesz, rzucasz mi "dobranoc" i
widzę w Twojej twarzy, ktoś Cię wcześniej mocno zranił i
tak zanim się poznamy domyślamy się, co
to drugie ma na myśli przez ten pierwszy miesiąc i
z tych niedopowiedzianych spojrzeń, gestów i słów
rodzi się zainteresowanie, by czas zepsuć to mógł.

Czas nieubłaganie mija, znasz mnie kilka lat już,
tłumaczymy sobie, że dziś wszyscy żyją tak tu,
myląc brak słów z całkowitym zrozumieniem.
Mijam Cię zazwyczaj w drzwiach, chyba patrzysz prosto w ziemię,
chowasz głowę w piach, to strach przed porzuceniem.
Mówisz coś, że to nie tak, że Tobie brak jest czegoś, czego nie wiem,
rozmawiamy rzadziej, częściej to milczenie,
wreszcie krzyczysz coś o niczym, co naprawdę ma znaczenie.
Wracasz z pracy późno, ja znów muszę wyjść i
rzucasz luźno "no to trudno", co to znaczy to wiesz tylko Ty i
przykro mi, że znów się mijam z Tobą, dziś Ty wyszłaś.
Przypominam sobie, jak lubiłem się Ciebie domyślać.
Ta iskra chyba znikła, magia prysła dzisiaj,
boję się zapytać, co to znaczy, gdy oddychasz i
odpycha nas w nas nawzajem dziś to samo,
co nas przyciągało i to było za mało.
Słyszałeś naszą taśmę słuchasz jej właśnie
Cieszymy się z tego chcemy wypaść bardzo dobrze
Nie traktuj nas jak śmieci nie oceniaj zbyt surowo
Nie jest przecież zbrodnia posłużyć się mową
W taki sposób kończy się ostatnia piosenka
Od tego rapowania kurwa boli mnie już szczęka
Jestem cyniczny i ekstrawagancki
Niczym Dennis Rodman nie obchodzą mnie laski
Nie obchodzi mnie kasa nie obchodzą mnie sukcesy
Nie chce też uszczuplić twej finansowej kiecy
Chce tylko tego byś polubił nas kolego
Jeśli jednak to co słuchasz Ci nie odpowiada
To wypierdol taśmę w kibel i niema o czym gadać
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo