Teledyski. Polski Hip Hop

El Polako, El Polako!
El Polako, El Polako!

Pamiętaj! Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe
Źle życzysz bliźniemu? Obyś złapał kiłę!
Oglądałeś Piłę? Puknij się kurwa w głowę
Nie wszystko co możliwe, to koniecznie jest zdrowe
Udajesz sowę mądrą głowę, pohukujesz, nie czujesz,
Że się czarujesz i plujesz, gdy lawirujesz
Możesz kurwa rżnąc głupa, lecz też upadniesz, wiesz?
Rzym upadł, Berlin upadł, Konstantynopol też
Co ty w ogóle wiesz? O czym ty kurwa mówisz?
Jestem jak Johnny Cash, dostaję cash od ludzi
Rap biznes rąk nie brudzi, siano studzi emocje
Dzwoni życiowy budzik, przekaz dzielę na porcję
Zachowam proporcje właściwe
Proporce na wietrze wieją armii uczciwej
Pamiętam tych kilka prostych zasad z podwórka
Wybieraj: czerwona czy niebieska pigułka

"Follow the rabbit", grunwaldzki gambit, na fali ten typ
Co rymy wali, potem daje w palnik na sali
Będziemy grali i wszyscy będą walnie hasali
A ja chcę tylko żeby pamiętali
"Follow the rabbit", grunwaldzki gambit, na fali ten typ
Co rymy wali, potem daje w palnik na sali
Będziemy grali i wszyscy będą walnie hasali
A ja chcę tylko żeby pamiętali

Pamiętaj!
Pamiętaj! Kłamstwo ma krótkie nogi
Taki jesteś wysoki jak od głowy do podłogi
Właśnie nie wyższy, ani nie niższy
Po chuja pyszczysz?! Ciężar głowy taszczysz,
Spójrz w górę, zobacz szczyt jak u Grubsona
I tak jak 23 Ramona - pali się, pali się
Robię sąd na mikrofonach, dym na oponach
Para na blokach, gwara na domach
Jara na blokach, tagi na spalonych domofonach
Dym po gibonach, zapierdol w finansów szponach
Cała nadzieja w pięćdziesięciu milionach, kurwa Lotto
Łapy ujebane dotąd odtąd na co dzień
Byle płynąć, byle nie na spodzie
Drinki na lodzie, szklanki na ladzie i trupy w szafie
Kręgi na wodzie, ślemy sygnał w parafię
Zawsze idź za króliczkiem (zawsze co?)
Zawsze idź za króliczkiem

"Follow the rabbit", grunwaldzki gambit, na fali ten typ
Co rymy wali, potem daje w palnik na sali
Będziemy grali i wszyscy będą walnie hasali
A ja chcę tylko żeby pamiętali
"Follow the rabbit", grunwaldzki gambit, na fali ten typ
Co rymy wali, potem daje w palnik na sali
Będziemy grali i wszyscy będą walnie hasali
A ja chcę tylko żeby pamiętali

Pamiętaj!
Pamiętaj! Nigdy nie pokazuj palcem
Byś nie był malcem, zakalcem co zginie w walce marnie
Pamiętaj! Nie ujdzie ci to bezkarnie
Zanim siądziesz na tą zjeżdżalnię dwa razy pomyśl
Jak Nowy Tomyśl plecie koszyki, pleciesz androny
Chcesz mieć wyniki? Nie kłam! Będziesz skończony
Pamiętaj, nie pożądaj żony swojego kumpla
Bo twoja stara nie rozpozna twojego truchła
Gadki bomba wybuchła, rymów wuchta
Ja spokojnie idę, ty jak chcesz truchtaj
Pamiętaj! Nie licz na fuksa, to jak doping na koksach
Hip-hop heksa, życie na paradoksach
Konie prychają w boksach gotowe do wyścigu
Jesteś trzeźwy? Nie gadaj głupot, nie pizgaj piguł
I nie jedz grzybów jak nie masz z kim ani po co
El Polako! El poyo loco budzi się nocą

"Follow the rabbit", grunwaldzki gambit, na fali ten typ
Co rymy wali, potem daje w palnik na sali
Będziemy grali i wszyscy będą walnie hasali
A ja chcę tylko żeby pamiętali
Jaman!
"Follow the rabbit", grunwaldzki gambit, na fali ten typ
Co rymy wali, potem daje w palnik na sali
Będziemy grali i wszyscy będą walnie hasali
A ja chcę tylko żeby pamiętali

"Follow the rabbit", grunwaldzki gambit, na fali ten typ
Co rymy wali, potem daje w palnik na sali
Będziemy grali i wszyscy będą walnie hasali
A ja chcę tylko żeby pamiętali
"Follow the rabbit", grunwaldzki gambit, na fali ten typ
Co rymy wali, potem daje w palnik na sali
Będziemy grali i wszyscy będą walnie hasali
A ja chcę tylko żeby pamiętali
FU
Nie chce słyszeć jak wypowiadasz się na codzień
Jak nie wiesz o co chodzi to weź się kurwa dowiedz
Chce słyszeć słowo "tak" a utrudniasz to właśnie Ty
W życiu zawsze coś za coś nie zaprzeczysz mi
Wysypać się na gałęzi, na której siedzisz
Ty w morde kopane stale non stop bredzisz
Te słowo często słysze w życiu na trzy litery
Nie chce do starości żyć tym słowem jak emeryt
Nie ze mną te numery brat, mnie to nie bierze
Człowieku zły słyszysz? Ja w siebie wierze
Gdy słysze słowo nie odwracam się ide dalej
Czekam tylko przez chwilę jak usłyszę nalej (polej!)
Czasami idę ulicą załatwić pare spraw
A ktoś mówi mi nie, coś już jest nie tak
Czasem mam chytry plan wiesz co jest grane
Gdy usłysze słowo nie masz pozamiatane

Chcę usłyszeć słowo tak
A nie słyszeć słowo nie
Ty już wiesz dlaczego taki jestem przez cały dzień
Wiesz, jak słowo "nie" zmienia nasze nastroje
Więcej pokory ludzie róbmy dalej swoje X2

CHADA
Nie próbuj mi zaprzeczyć
Poddawać podwątpliwość
Tej nawijki z którą już 15 lat ide na żywioł
Te wasze wersy brzmią jakoś trefnie
Nie powiększy się grono aniołów kiedy wkońcu zdechniesz
Ja mam się dobrze, nic się nie zmienia
To jakby sekret waszego niepowodzenia
Nikogo nie zgrywam pisząc to dla ulicy
To nie kurwa absurdy wyjęte spod spódnicy
Damskie tu się nie liczy łańcuch wieszam na drzewie
Twoje słońce, o kurwa ale ona ma przebieg
My robimy ten rap co ma największy zasięg
Gdy to słyszysz, to czujesz jakbyś kąpał się w kwasie
Pewnie chciałbyś coś ugrać ale nie masz perspektyw
Wręczam komplet napoi do rosyjskiej ruletki
Ja bez pustych obietnic tutaj jak mało który
Ide ziomuś odporny na te życia tortury

Chcę usłyszeć słowo tak
A nie słyszeć słowo nie
Ty już wiesz dlaczego taki jestem przez cały dzień
Wiesz, jak słowo "nie" zmienia nasze nastroje
Więcej pokory ludzie róbmy dalej swoje X2

FU
Chodzę po tym jak po szkle gołymi stopami
Spotkałem kumpla był z jakimiś typami
To towarzystwo drani w ząbek czesani, przybujani
Żampoł Gotie koszuli na Armani
Szybko mówią nawąchani bo był niezły bar i
To hipokryzji świat gdzie każdy w chuja wali
Na każdym kroku ktoś ma problem i głupa pali
Ja na luzie se rapuje ziom to siedzi w bani
To nie dociera do mnie jak Hannibalizm
To epicentrum WWA i jego realizm
Tu nie jeden gamoń nie jeden numer odwalił
Ma zryty berecik zakręcony jak rogalik
Nie zaprzeczysz typie bo wiem jedno
Jak wystrzelony pocisk trafiam w samo sedno, napewno
I wyłącznie jest to twoją zasługą
Bo chciałeś mnie wykiwać kurwo jedna z drugą!

BRAHU
Nie mów że nie da rady
Odbijam takie rady
I pierdol tą butelke nie wyskoczy z niej Alladyn
Omijaj barykady nie ulegaj presji jak Nielsen Leslie
Weź to na miękko bo to nie Wrestling
Podcinają skrzydła Ci co nie widzą nieba
Zapatrzeni w dół tylko by się tylko nie wyjebać
Żaden nie dostrzega szans, które w okół los kitra
Łątwiej ponarzekać i opierdolić litra
Wiem jak jest dawno stawiłem kres
I nastawiłem się na pas mocy daje sens
Tobie radzę też nie stać, do przodu biec
Wiesz jak to zrobić więc wiedz że to uda się
Świat jest Twój, więc na co kurwa czekasz
Przestań narzekać otwórz czachę na przekaz
Nie ma co zwlekać Czas jak leszcz ucieka
czas jak leszcz ucieka, czas jak leszcz ucieka

Chcę usłyszeć słowo tak
A nie słyszeć słowo nie
Ty już wiesz dlaczego taki jestem przez cały dzień
Wiesz, jak słowo "nie" zmienia nasze nastroje
Więcej pokory ludzie róbmy dalej swoje X2

Nie zaprzeczysz mi bo wiem jedno
Jak wystrzelony pocisk trafiam w samo sedno X4
[Pelson]
Magnet na podwórku, ekipa, koszule w kratę
Mój kumpel Przemek często miał wolną chatę
W MTV o rapie opowiadał Fat Freddy
Wiedziałem, że tak będzie, że ja też coś kiedyś
Pamiętam dzień - usłyszałem House of Pain
To jakby Everlast powiedział - masz tu tlen
Pierwszy raz poczułem, że słowa mają moc
I miałem piękny sen, choć nie spałem całą noc
Światła na scenie pulsowały na werbel
Wejdę, zbiję piątki z pierwszym rzędem
Znasz tamte adrenalina gotuje się w żyłach
I cały świat Ci mówi, że to jest tylko twoja chwila
Paliłem joint'y z Mobb Deep i z Alchemistem
Z Dilated Peoples mieliśmy wspólny występ
Byłem u Premiera w studio - nie w kancelarii
Możesz spełniać swoje sny - tylko weź się ogarnij!

To jest mój sen na jawie
To jest mój tlen w Warszawie
Wciąż jestem świeży
Jak pierwszy Jam w Warszawie
Ty hejterku nie miej złudzeń
Ja tak prędko się z niego nie wybudzę

[Grizzlee]
I tak płyną wolne retrospekcje
A ja ciągle kocham tu być
Gdy obdarzam kolejny bit tekstem
To jest coś, co pozwala mi żyć
Wyświetlamy dla Was te projekcje
Ty zobacz jak się spełnia sny
To jest mój świat, moje życie, mój respekt
W tym zostanę do końca dni!

[Pelson]
Cały wolny czas inwestuję w wolne słowa
Nowe treści ubieram w nową formę - zobacz!
Jestem dowodem - nie trzeba robić z siebie idioty
By w pokoju na ścianie powiesić kilka płyt złotych
Robię swoje, próbuję się odnaleźć
Tu, gdzie dobre wrażenie liczy się bardziej niż talent
Tu, gdzie każdy jest czyjąś twarzą, tylko nie swoją
Jestem w branży długo, czasem trudno to pojąć
To jest mój sen na jawie, oto jestem
Za tych parę linijek chcę tylko dostać Twój respekt
Bo wkładam w nie zdrowie, czas i serce
Od pierwszej na kartce do ostatniej na koncercie
Wiem jak zacząłem, ale nie wiem jak skończę
Czy pod sceną będzie osób sto, czy dwa tysiące?
Gram koncert, w życiu bywa różnie - jasne
Ale prędzej, czy później przybiję pięć z Everlastem!

[Grizzlee]
I tak płyną wolne retrospekcje
A ja ciągle kocham tu być
Gdy obdarzam kolejny bit tekstem
To jest coś, co pozwala mi żyć
Wyświetlamy dla Was te projekcje
Ty zobacz jak się spełnia sny
To jest mój świat, moje życie, mój respekt
W tym zostanę do końca dni!

[Pelson]
Milion powodów do dumy, oczy szeroko otwarte
Zanim porwałem tłumy, porwałem milion kartek
Teraz mam więcej stylu, niż podwórka bólu
Dostanę hałas większy niż czwórka z Liverpool'u
Od nagrywek w garażu do największych festiwali
Piętnaście lat starszy, mój rap wciąż jest na fali
Ciągle ktoś pyta - czym dla ciebie jest muzyka?
Rap to pół mojego życia, drugie pół odsypiam!
Kto jak nie my jest świeży jak zapach w nowym aucie,
Jak stylowy Swet z metkami przygotowany na randkę?
Nie dojrzałeś we mnie niczego, nie dojrzałeś na rap grę,
Bo nie przyjmujesz do głowy, że ktoś zrobił to inaczej.

Ej joł, stare pokolenie, nowe pokolenie co jest? Pięć!
Nie słyszałem kurwa żeby któreś się skończyło, nie!
I za co jesteś zły za 'naje' czy sikor?
Mam 22 suko, starzy mi nie pokryją.
I lecę wciąż ponad Twój budynek, złość się że tu nie byłeś.
Czemu chcą linczować ci co są dalej w tyle stylem.
I nie ma oryginalniejszej osoby ode mnie,
I nie stawiaj mnie przy rówieśnikach, stawiaj mnie przy reszcie.

Wchodzę z 'Bragadacio' składam tak to,
to kurtyna w górę dawaj na mnie światło.
Hejterjada niech na mnie patrzą
mam styl co umie japy zamknąć.
Na bluzie z marką 'Lucky Dice'
Choć wielu już chcę tu łapy pchać.
Co kurwa chcesz zrobić na tym hajs,
Bo nagle robimy to na cały kraj?
Pracuję ciągle nad solo kompaktem,
po zwrotce tej to stało się faktem.
Że Twoje ego sprowadza na parter
i czekam tylko na CD matkę.
Bo marzy mi się na 'Olisie'
pierwsze pięć jak wydam płytę.
Pierwsze pięć w pierwszej lidze,
kurwa muszę to wcielić w życie.

Ref:
Jeśli lubisz ogień, zapalę parę zniczy.
Ktokolwiek leci po mnie, zostawię szmatę z niczym.
Bo nie ma takiej góry na którą nie mogę wejść.
I nie dam sobie wmówić, że chmury sprowadzą deszcz.

Okej, powiedz mi kim jesteś by mówić mi kim jestem,
kto Ci dał prawo pouczać i dawać lekcje? Je, jeb się!
W prawie każdym mieście mnie znają,
i skończ pierdolić, że byś nie chciał tak samo.
Mam szacunek od mainstreamu jak mój człowiek V (NM) po dwóch klipach.
Jak chcesz kurwa mieć w chuju to, jak sam jesteś cipa?
Nie ma oryginalniejszej osoby ode mnie,
i nie stawiaj mnie przy rówieśnikach stawiaj mnie przy reszcie.

Moje flow jest wyszczekane,
To siedzi we mnie jak HIV na amen.
Chcesz ze mną beef to pisz testament,
Sukinsynu masz przejebane.
Znowu Staff palę, mam ciężką banie,
Wszystko zdaje się skomplikowane.
Robię swoje, lekko nie miałem
Kiedy inni pieprzą swe żale.
Nie zadawaj tyle pytań mi,
Wóda, prochy, mało witamin.
Jestem z innej bajki to słychać w tym
Na fejsie 'Like it!' klikaj mi.
Nie wiem o co kaman kiedy wchodzę na ten bit.
Samo to wychodzi, chyba robię to be wit
Choć gówno to ryje głowę mi.
Ty masz kurwa flow? Ty masz w głowie shit

Ref:
Jeśli lubisz ogień, zapalę parę zniczy.
Ktokolwiek leci po mnie, zostawię szmatę z niczym.
Bo nie ma takiej góry na którą nie mogę wejść.
I nie dam sobie wmówić, że chmury sprowadzą deszcz.
Zamknij oczy...
Dziś zamknę oczy, policzę do dziesięciu
Pstryczek, nim otworzę je, życie nabierze sensu
Kolory tęczy znów chwycę bez trudu
Bo życie to największe ze wszystkich cudów

1. [Buka]
Spójrz na ptaki, jak szybują ponad nami
Chłonąc błękit tego świata, niebieski aksamit
Spójrz na kwiaty. Każda szata ich tętni barwami
Każdy organizm to mapa i plany ze szczegółami
Spójrz na promienie światła pomiędzy liściami
Wzbij spojrzenie nad asfalt między drzew koronami
Każda z korzeni wyrasta, aby trwać nad nami
Na straży stać nam, za nic zapamiętywać czas nam
Spójrz na oceany i plaże w piaskach
I morza wodospady, i kolaże nocy w gwiazdach
Spójrz na obrazy miasta, potem na szczyty gór,
Monumentalna prawda ich krzyczy znad chmur
Spójrz na srebrny puch, płatki śniegu w przestrzeni
Niczym diamenty dusz tych zaklętych z bieli
Spójrz na wielki cud, jakim jesteśmy tu
I nawet setki słów go nie określi, no cóż!

Ref.
Dziś zamknę oczy, policzę do dziesięciu.
Pstryczek, nim otworzę je, życie nabierze sensu i
Kolory tęczy znów chwycę bez trudu,
bo życie to największe ze wszystkich cudów.

Dziś zamknij oczy, policz do dziesięciu
Pstryczek, nim otworzysz je, życie nabierze sensu
Kolory tęczy znów chwycisz bez trudu
bo życie to największe ze wszystkich cudów

Zamknij oczy...

2. [Buka]
Spójrz na dziecka śmiech, jego pierwsze kroki
Pierwszy wdech powietrza, przedbiegi, przygody
Czas mrozi się w dźwiękach werbli trwogi,
Ale drogi do szczęścia to kręte schody
Jednak zdobi je odwieczna głębia wymowy
Tego, co nie może przejść nam z serca do głowy
Aby zdobyć po kolei w częściach pejzaż zgody
Namalowany przez wszechświat bez pędzla w dłoni
Zamknij oczy i pomyśl o nim, nieważne symbole
Czy naprawdę jest możliwe, by był wymyślony?
Czy naprawdę wszystko jest przypadkiem losowym?
Nie sądzę. Sposoby, by odnaleźć prawdę, są w Tobie
Jak linie papilarne, unikalna każda z sekund
I nakarmię nimi garści, póki starczy oddechu
I nawet, gdybym nigdy miał nie zrozumieć sensu
Dziś ja dziękuję za ten dar, bo to coś więcej

Ref.
Dziś zamknę oczy, policzę do dziesięciu
Pstryczek, nim otworzę je, życie nabierze sensu
Kolory tęczy znów chwycę bez trudu
bo życie to największe ze wszystkich cudów

Dziś zamknij oczy, policz do dziesięciu
Pstryczek, nim otworzysz je, życie nabierze sensu
Kolory tęczy znów chwycisz bez trudu
bo życie to największe ze wszystkich cudów

3. [Skor]
Podnieś wzrok, poczuj ciepło promieni
Zanurz się w głębi złocistej jesieni
W śniegu bieli poczuj chłód przemijania
Nim przebiśniegi oznajmią swój zamiar
I świat zmieni się w zieleni barwach
Składając ziemi pocałunek na wargach
Na losu kartach znów spiszemy strofy
Sumując nasze dokonania i głupoty
A uczuć dotyk znów przyniesie uśmiech
Karmiąc nas tym, co ludzkie, aż w końcu uśnie
By wrócić później i zachwycić sercem
Balans na równoważni 'smutek' i 'szczęście'
Nie trzeba więcej, tylko ufaj nadziei
Nie trzeba więcej, tylko pamiętaj o nas
Przeciw wszystkiemu, co ciągle nas dzieli
Przeciw wszystkiemu, co chce nas pokonać

Ref.
Dziś zamknę oczy, policzę do dziesięciu
Pstryczek, nim otworzę je, życie nabierze sensu
Kolory tęczy znów chwycę bez trudu
bo życie to największe ze wszystkich cudów

Dziś zamknij oczy, policz do dziesięciu
Pstryczek, nim otworzysz je, życie nabierze sensu
Kolory tęczy znów chwycisz bez trudu
bo życie to największe ze wszystkich cudów
Popatrz, karuzela kręci się obraz
Scena woła cię, a oni chcą twój autograf
Ona chce cię poznać, odlecieć i doznać
Tego czego dzieci nie wiecie po dobranockach
Tu spotkasz mnie, po trzeciej diecie nie na fecie
Kiedy głos na dnie, kaca nie leczy alka seltzer
I nie poznasz mnie, choć leci ci pot po tapecie
Demagogia w tle poleci cicho ci potem odlecieć
Zostaw mnie, przychodzi mi tu kwitom syto lecieć
Dobra chcę, potem finito pitu pitu przecież
To zawsze, gdy tu popito syto się przywlecze
Kurwa nie ma sufitu i zawleczek lecę!
I znów tak jest naturalnie i nie przeczę, że to fajne
Jestem specem od paru lat tu przynajmniej
I zabujasz się momentalnie, feromony tu nam skrajnie
Dają w bandę, ale mam tupet - ej, wyjdziesz za mnie?!

Ref. x2
Biały królik z kapelusza powoli się wynurza
Iluzja, neony, w tle beat zapętlony w uszach
I muza miliony mnie zbyt zamydlony fuzja
I ruszaj antonimie w agonii Mateusza

A ja wychylę dzisiaj szklankę, jedną, drugą, trzecią
W pół do czwartej, jeszcze w płuco przeciąg
I utop się w tej wannie tu poeto
Mam płótno fajne, ale strugam dłutem beton
Normalnie nie robię tego, ale nie to nie do niego
Panie podejdą - to jego alter ego
Dlatego niewykonalne to dla każdego jednego
Kolego załóż moje naje to cię najmie
Do tego, na śniegu, wyleję na żółto serce
Co podróżuje jak żule łódką - najczęściej
I kapituluje tu bo mu smutno - masz szczęście
Jak zaprocentuje to naszym ruchom - na prędce
Alkohol, whisky i burbon i turbo
I towar i browary zapijane wódką
I to stary od paru dni i nie na krótko
Aż zamknie ryj antonim i da mi usnąć..

Ref. x2
Biały królik z kapelusza powoli się wynurza
Iluzja, neony w tle beat zapętlony w uszach
I muza miliony mnie zbyt zamydlony fuzja
I ruszaj antonimie w agonii mateusza
Peja feat. Sandra

Kiedy proszę

Ref.:Gdy mi zimno Ciebie nie ma by ogrzać mnie.
Teraz mówię, Ty nie słuchasz, nie obchodzę Cię.
Kiedy pragnę, kiedy wołam, uciekasz gdzieś.
Kiedy proszę nie ma Cię przy mnie.
Kiedy pragnę, kiedy wołam, uciekasz gdzieś.
Kiedy proszę nie ma Cię przy mnie.

1. Nie mogę wierzyć w to co obiecałeś mi
Każde słowo zamienia się w pył.
Nie mogę liczyć, choć kiedyś powiedziałeś mi,
że w każdej chwili mogę podnieść krzyk.
Wtedy przybędziesz, obietnice spełnisz.
Wymażesz żal, pustkę mą wypełnisz.
A teraz Ty widzisz moje łzy zapominasz, że
kiedyś z dna wyciągnęłam Cię.
A teraz dziką satysfakcje czujesz,
że moje serce zazdrością trujesz.
Zdeptałeś dawno całe zaufanie.
To dla mnie znaczy jedno, kochanie.

Ref.:Gdy...

Jak to zrobić, żebyś zmienił się
Ze wszystkich sił tak powstrzymać ten bieg.

Kiedy pragnę, kiedy wołam, uciekasz gdzieś.
Kiedy proszę nie ma Cię przy mnie.

2.Siły gasną, już nie myślę jasno
Zatracam się, uwięziłeś mnie
Już nie pojmuje, po co prowokujesz
Zatrzymaj się, przeżyj taki stres.
Myślę, czuję wszystko tu jest
Myślę, czuję wszystko na nie.

Kiedy pragnę, kiedy wołam, uciekasz gdzieś.
Kiedy proszę nie ma Cię przy mnie.

Ty znów zaczynasz, jesteś dobra dziewczyna,
Nie zdołasz mnie powstrzymać,
trzaskam drzwiami już mnie nie ma.
Wiem obiecywałem wiele
a to wszystko ma swą cenę
przy mnie dziś przyjaciele
lecz wesoło mi z tym nie jest
Nie jestem prorokiem,
lecz wiem, że pójdziesz bokiem.
Znów mijam Cię pod blokiem.
Ty obcinasz mnie wzrokiem.
Niszczyliśmy to sprawnie,
ale wszystko ma być na mnie
Dziś recenzję wam zgarnę.
Notowania me marne.
A gdzie ja w tym wszystkim jestem
gdzie na me uczucia miejsce?
Znów ponoszę klęskę, widząc łzy, drżące ręce.
Takiego piekła nie chcę, nie chcę życia w udręce.
Ja też mam przecież serce, którego często nie chcesz.

(nie ma, nie ma, nie ma, nie ma Cie
znika, znika, znika cały gniew x2)

Wychodzę czy wrócę? Nie słucham, powtórzę.
Nie tchórzę, się wkurzę, odużę, zyskam spokój.
Twój bardziej niepokój, bilans życia we dwoje.
U mego boku miewałaś zmienne nastroje.
Ja wcale nie uciekam, po prostu duszę się.
Wychodzę by gdzie indziej, wyładować swój gniew.
Chciałbym móc Cię tulić, wysłuchać i przeprosić,
lecz słowa, które padły w tym domu - to mi szkodzi.
Urażona duma, złość to nie rozczula,
Ty też nie chciałaś słuchać, tym jadem się zatrułaś.
I jeszcze raz mnie uraź, powiedz jesteś okropny.
I do tego wkurwiony, jak niewinny, samotny.

ref.
Gdy mi zimno Ciebie nie ma by ogrzać mnie
teraz mówię, Ty nie słuchasz, nie obchodzę Cię
Kiedy pragnę, kiedy wołam, uciekasz gdzieś
Kiedy proszę nie ma Cię przy mnie
Kiedy pragnę, kiedy wołam, uciekasz gdzieś
Kiedy proszę nie ma Cię przy mnie
Kiedy pragnę, kiedy wołam, uciekasz gdzieś
Kiedy proszę nie ma Cię przy mnie.
Nie wiem, od czego zacząć ale muszę
przestać ślęczeć nad pustym arkuszem
O małą relacje się pokuszę
Mych konwersacji z Morfeuszem
Który to plecie jak wianuszek
Ten przyczynowo skutkowy łańcuszek
Generujący lęk jak katiusze
Istne katusze obrane z łusek
Wróćmy jednak do meritum
Niestety nic godnego zachwytu
Tak jak nie nawrócisz sodomitów
Tak nie przechytrzysz jego sprytu
Nie on trwa skąpany purpurą
Na swą obronę mam tylko pióro
Nieznane skrupułom rzuca urok
Że miłości strach czuje pod skórą.

Mroczny pasażer ze mną jedzie
Siedzi obok, choć tyle pustych siedzeń
Obsesyjnie jak upiór w operze
Jeśli nie widzisz spróbuj spojrzeć szerzej
Mroczny pasażer ze mną jedzie
Siedzi obok, choć tyle pustych siedzeń
Zagubiony jak słowa w eterze
Jeśli nie widzisz spróbuj spojrzeć szerzej.

Ciągnie się ta podróż w nieznane
Wraz z tym nierozłącznym kompanem
Wirują słowa niewypowiedziane
A uznane za zaakceptowane
Prosty manewr tak wiele załatwia
Natręctwa wtłoczone w galimatias
Zamknięte szczelnie jak w Alcatraz
Myśli uwalnia psychoterapia
Żyjący w matni spraw prywatnych
Pod okupacją antypatii
W kierunku do spraw ludziom bratnich
Choć nie koniecznie dodatnich, Matrix
Strach swym odbytem sra przed niebytem
Co lite staje się mitem
Momento woła Memento Mori
A nie Never Ending Story, sorry.

Mroczny pasażer ze mną jedzie
Siedzi obok, choć tyle pustych siedzeń
Obsesyjnie jak upiór w operze
Jeśli nie widzisz spróbuj spojrzeć szerzej
Mroczny pasażer ze mną jedzie
Siedzi obok, choć tyle pustych siedzeń
Zagubiony jak słowa w eterze
Jeśli nie widzisz spróbuj spojrzeć szerzej.

Tak sobie myślę, że w brud szkód
Wywołuje we mnie ten boski cud
Na nic trud by nakarmić wiedzy głód
Gdyż on zmiótł wszystko, bo mógł
To rozmnaża kwestie z pytajnikiem
Czy jest stwórcą, odtwórcą czy rzeźnikiem?
Zrodzonym przez ludzką psychikę
Chyba dobry temat na polemikę
Siedzę a on siedzenie obok
W rytm mego serca buja głową
Przeraża mnie jak za dziecka bobok
I zwyczajową reakcją łańcuchową
Istota zamienia się w popiół
Który okrywa wszystko wokół
Ukrywa każdy szkopuł następnie
Jak widoczność po zmroku znika z widoku.

Mroczny pasażer ze mną jechał
Teraz pusto nie ma nic nawet echa
Niebezpieczny jak pierwsza ściecha
Jakby nie patrzeć mi się to uśmiecha
Mroczny pasażer ze mną jechał
Teraz pusto nie ma nic nawet echa
Niebezpieczny jak pierwsza ściecha
Jakby nie patrzeć mi się to uśmiecha.
Haha!
R plus A, plus H
Solóweczka, yo!
Poka Poka 2
Sprawdź to!
Yo!

Słuchaj, opowiem Ci historię o dwóch takich,
Co jako młode chłopaki z jednej paki,
Przejawiali oznaki pędzących za czymś
Pierw byli oni następni, średniaki
Nazwijmy ich umownie: Luzak i Luzer
I przy tak przyjętej nomenklaturze
Rozpocznijmy podróże po życia amplitudzie
I przewrotnej jej naturze
Wszystko zaczęło się od podstawówki
Gdzie wielcy entuzjaści koszykówki
Pod przewodnictwem własnej wczówki
Stanęli na starcie życiowej wędrówki.
Dostali piłkę, poznali parkiet,
A wraz z nim łokcie i kolana zdarte
Zaczęli grać, grać by wygrać,
Złapać wygraną i nie dać z rąk jej wyrwać

[Ref.]
Pompuj, pompuj, pompuj, człowieniu, trenuj
Ujrzysz progres w oka mgnieniu.
Nawet, gdy ktoś rzuci Ci wyzwanie
Jak spartanie vis-à-vis wygranej staniesz.
/x2

Z czasem szczeniacy zmienili się w graczy.
Luzer ewidentnie złapał haczyk
Zrozumiał, że trzeba sporo pracy
By z grona partaczy zasilić wymiataczy.
Ziomal Luzak natomiast chwycił balę
I nim się naumiał, zrozumiał, że ma talent.
A gdy już poczuł się losu kowalem
Podniósł morale, a los stał się rywalem
Poza boiskiem chłopcy poznali high
High-Life, a życie zeszło na skraj.
Prozaiczne, a jak bliskie
Aj!
Jakie rozdajesz karty, w takie graj.
Każdy z ziomów opętany jak dzikus
Brnął wyżej, by być bliżej odwyku.
Masz ci los - taki yyyy... psikus
Oboje wylądowali w psychiatryku.

[Ref.]
Pompuj, pompuj, pompuj, człowieniu, trenuj
Ujrzysz progres w oka mgnieniu.
Nawet, gdy ktoś rzuci Ci wyzwanie,
Jak spartanie vis-à-vis wygranej staniesz.
/x2

W końcu! Powrót do żywych, niczym nekromancja,
Losu ekstrawagancja, druga szansa
Dla chłopców uwolnionych od towcu
Transza, zawróconych z świata krańca.
Każdy na nowo stanął na rozstaju dróg:
Po lewej stary miód i czary lub,
Po prawej tej nowej drogi trud.
W którą stronę pociągnie go cug?
Luzer przekroczył prawy próg
I w końcu został prawdziwym wygranym,
Luzak na lewo, gdzie nałóg wiódł,
A to powrót do drużyny przegranych.
Luzer wrócił, znowu gra, przy swoim trwa
Wciąż zwinny i czynny.
A Luzak chodzi znowu ćpać, sięga dna
I luka, bo szuka winnych.

[Ref.]
Pompuj, pompuj, pompuj, człowieniu, trenuj
Ujrzysz progres w oka mgnieniu.
Nawet, gdy ktoś rzuci Ci wyzwanie,
Jak spartanie vis-à-vis wygranej staniesz.
/ x2

Pompuj, pompuj, pompuj, stary i ćwicz!
Żeby dobrym być, trzeba ćwiczyć!
/x4
Właśnie tak człowieku
To jest Kobra i Bezczel
Poznań, Białystok
To nie mogło się nie wydarzyć
0'7 na dwóch, lecimy z tym

0'7 na dwóch, idzie kolejny buch
W szklance wóda i lód, zróbmy to razem brachu
Kojarzysz Made in 2 ? Na żywo z miasta grzechu ?
Rap na głębokim wdechu, najlepsi w swoim fachu (2x)

2 0 11, eloo, bank był gruby
To P do N, Fataem i chłopaki z Fabuły
Powstaje brat, kolaboracja roku man
Masz parcie na ten majk, ziomuś lepiej z boku stań
Znów mamy turbo stan, 0'7 na dwóch
Odkręcam kran i leci z niego Johny Walker tu
Skurwiele grają w grę, razem Kobra i Bezczel
Piszemy rap i puszczamy ten rap w przestrzeń

Wbijamy się ot tak, na track, tak od nie chcenia
Kiwasz się, co ? tak to tak, tak z podniecenia
To fakt że, to taki rap że, po nim spodnie zmieniasz
Wszystkie głosy na tak, ma ten rap w odniesieniach
Do prawdy sprawdź to brat, brat godnie oceniaj
Nie oczekuję prawd, sprawdź brat bo to nie ściema
Jestem tu od lat, od lat rap bronię obiema rękami
Ruszamy w ślad za nim, zanim utonie, siema

0'7 na dwóch, idzie kolejny buch
W szklance wóda i lód, zróbmy to razem brachu
Kojarzysz Made in 2 ? Na żywo z miasta grzechu ?
Rap na głębokim wdechu, najlepsi w swoim fachu (2x)

Kolabo roku man, jestem w szoku sam
Jak jesteś z nami siadaj do stołu, albo z boku stań
Na żywo z miasta grzechu, wzniecam białostocki ogień
Mam w sobie go tyle że, lada dzień cała scena spłonie
Obie dłonie na mikrofonie złożone mamy
Nie z mlekiem wyssałem, rap nawijałem już w łonie mamy
Choć to nie znany, rap nawijamy poznamy się na nim
Jak grafomani, z nami zajarani fani są

Tłusty bit, mamy to !
Gruby rap, mamy to !
Punchliny, mamy to !
Mamy to, mamy to !

Gramy to w Polsce, ale brzmi jak made in kosmos
Chłopaki z RPS, pozdrawiają graczy z PROSTO.
Hip hop jest jeden i to czysta brudna prawda
Skumaj logikę gry, gra to rap, rap to pasja
Życie to pasjans, każdy układa własne
Salut, salut, salut, salut

0'7 na dwóch, idzie kolejny buch
W szklance wóda i lód, zróbmy to razem brachu
Kojarzysz Made in 2 ? Na żywo z miasta grzechu ?
Rap na głębokim wdechu, najlepsi w swoim fachu (2x)
Refren:
Pork dostosowany to stosowany mój styl,
dopasowany do życia bo trzeba żyć w nim!
Zasada numer jeden "być tym - za kogo się uważasz!"

Pork:
Pamiętam pierwszych rymów sort,
to rymomonter Pork pod tym kątem,
stąd ten rym to sport.
Nigdy nie mów mi stój trójwymiarowa technika tu,
z tego to tak wynika, taka to ta ekipa!
Pijanym rapem władam, sporo go mam, sporo bo to mój klan!
Kiedy gadam madame ustalam niewiarygodny plan,
byleby Wam udowodnić, że kiedy nie gadam składam,
kiedy gadam się staram - byleby to co badam warte wyzwania!
Nigdy nie błagam taka to ma zasada, pycha - nie lada wada,
więc uwaga: wyłącz, kiedy gadam głupoty,
po tym opij konopi doping.
Pozatapiany flow - w pozamiatanych rytmach pływam,
w porywach po rymach, taka to dyscyplina!
Przeciwności godzę na mojej drodze,
Nie przespane takie te noce, masz owoce oceń!
Po to się pocę! Doceń! Wysoki procent produktu to cel!
Testowany, grawerowany - rap pijany!

Refren:
Null dostosowany to stosowany mój styl......

Null:
Jestem dwudziestolatek, który ma atest na ten styl!
Będę to robił dopóki będę żył.
Niby nabyte to mam co dam Wam, kiedy wydadzą nam płytę!
Gdyby tak było, to by to było moim szczytem.
Rap moim wytypowanym typem, bytem, całym życiem,
ja nie biegam po bitach, żeby po bitach tylko biegać -
liczę na mój przekaz, na to, że Ty czekasz na to:
Wałbrzych miasto! Trzeci Wymiar hasło!
Masz to już, to znaczy znasz to już,
to znaczy w cybernetyczną przestrzeń zabieram Cię i całą resztę,
bo takie to podejście mam!
Wygenerowany na bitach jestem, gadam nie podupadam,
tajniki turbo - techniki badam, składam styl,
tupanie pod bity, mam skład niesamowity!
Nakład płyty będzie syty pamiętaj o tym i Ty,
kiedy mój flow będzie ciął głośniki, chodniki,
będę pamiętał - Null z podwórka do pierwszej ligi!

Refren:
Szad dostosowany to stosowany mój styl......

Szad:
Tu! W poniemieckim budynku synku trening po treningu
na ringu cieni czekoladowych jak aborygeni.
Tu! Eksperymenty, bo nie wiadomo było którędy,
potoki potu, tony metafor, aż w argumenty
wyposażyłem się po zęby - słuchaj!
To Tobie powiem bowiem to wiem -
rewelacyjnie wymiatam słowem - proste!
Dali mi mikrofon - zrobili wielki błąd,
bo Szad gada gadkom, od małolata wymiatam!
Wagarowanie na rymowanie, mówiono mamie, że mam manie,
rozumowanie zaprogramowane na nawijanie.
Niedowierzanie w Szadego panoramiczne opowiadanie na faktach!
Dlatego do tego doszedłem! Nie na kontraktach, a na kontaktach,
na nielegalach Szad tak jak ptak!
Trójwymiarowy skład - Szadego saga trwa!
Równowaga pomaga, a przewaga wymaga czasu,
rewelacyjnie nie gada się od razu!
Dowody tutaj masz! Metody szukaj aż skumasz ją!
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo